O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
Blog > Komentarze do wpisu

Szpitalne perypetie

 

W holu głównym przywitał mnie wolno przechadzający się rudy kot.

Ale jakby ktoś miał złudzenia, że mój diabeł – stróż mi odpuścił to się grubo myli.

Oto dowody:

Termin zgłoszenia się do szpitala na operację otworu w plamce oka połączonej z wymianą zaćmionej soczewki wyznaczono mi na wtorek 28 marca godzina 7 rano, na czczo. Wcześniej należało zaopatrzyć się w pampersa i osłonkę na oko.

Przed punktem przyjęć o godz. 6,40 już czekał tłum. Na szczęście potem okazało się, że niektórzy byli  osobami odprowadzającymi.

Przy biurku pani z komputerem usłyszałam, że niepotrzebnie przyszłam tak wcześnie, mogłam na godzinę dziesiątą. Jak miło!

W komputerze widniała inna data mojego zgłoszenia  - mianowicie 8 marca. Na szczęście istnieją telefony, urzędniczka zadzwoniła na oddział,  ktoś wpisujący zgubił cyfrę 2.

To już dwa dowody. Ulubiony ciąg dalszy poniżej.

Na oddziale okulistycznym okazało się, że dla mnie i paru innych nowych pacjentów nie ma wolnych łóżek. Była ósma rano. Siedzieliśmy na korytarzu o głodnym  pysku. Na szczęście miałam ze sobą wodę. Oraz „Przekrój”. Do operacji przeczytałam cały, a potem jeszcze dokupiłam inne pismo. Nie polityczne, bo od takiego oślepłabym na zawsze.

W przerwach zastanawiałam się czy nas położą po dwie osoby na jedno leże i kto mi się trafi jako towarzyszka niedoli.

Przy stanowisku pielęgniarek usłyszałam, że operację mam jutro, więc mogę jeść. To dlaczego kazano mi przyjść na czczo? Przepływ informacji mają  jak w plemionach pierwotnych bez tam-tamów.

O godzinie 10, 30 przydzielono mi miejsce na sali ale… bez łóżka. Było powiedzieć, abym przyniosła karimatę.

Przy ważeniu i mierzeniu okazało się, ze mam 163 cm wzrostu choć cale życie miałam 162. Nawet miarki wzrostu w PRL-u kłamały?

Posiłki załatwię jednym blokiem:

Okazało się, że w dniu przyjęcia na oddział śniadanie i obiad nie przysługują. Łaskawie dano mi talerz krupniku. Gdybym wiedziała zabrałabym ze sobą coś konkretnego.

Na korytarzu stoi baniak z wodą, można tam nabrać zarówno zimnej jak i gorącej, zdatnej do zaparzenia herbaty na smyczy i kawy rozpuszczalnej. Kubki papierowe też tam są. Dobrze, że zabrałam saszetki i kubek. Zapomniałam o sztućcach. Obsługa pojemnika jest prosta pod warunkiem, że wie się co i jak.

Rano kawa z mlekiem, chleb, ser biały, niby masło. Wieczorem chleb, wędlina i herbata -  niezbyt słodka – pani podająca stwierdziła, że cukrownie zamknięto, ha, ha, ha. Dobra jest odrobina humoru w każdej sytuacji.

Ogólnie wyżywienie jest na stołówkowym poziomie. Da się zjeść.

W salach są trzy lub cztery łóżka, szafki - niestety nie mają klucza, a na dyżurce pielęgniarek wisi kartka, że należy pilnować swoich rzeczy, bo zdarzają się kradzieże. Dlatego oddział jest zamknięty oprócz godzin przyjęć nowych pacjentów.

W salach są też umywalki ale bez lustra. Aby pacjenci nie przerazili się swoim wyglądem?

Nie ma problemu z utrzymaniem higieny. Na 7 sal (x 4 osoby) są 3 łazienki z kabinami prysznicowymi, w tym dwie z wc, osobno też wc.

Przy rejestrowaniu się na oddziale pielęgniarki rysują flamastrem duży iks nad okiem. Przypomniała mi się pieśń Okudżawy:

Więc by się czerwienić nie musiał kto kiep
By mógł rozpoznawać swój swego

Każdemu mądremu stempelek na łeb
Przybiło się razu pewnego

Dnia następnego miałam być operowana. Pierwsza poszła seniorka starsza ode mnie, ja miałam być po niej. Czekałam i czekałam, czekałam i nie denerwowałam się, bo poprzedniego dnia przytomnie poprosiłam lekarkę o lek uspakajający pomna swych doświadczeń sprzed kilku lat.

Po czterech (!!!) godzinach seniorka wróciła a wkrótce potem okazało się, że będę operowana jutro. Czas obiadu już minął! Zgłosiłam to pielęgniarce na co usłyszałam, że nie jest kucharką. To poszłam coś zjeść do baru.

A jak wróciłam prawie zimny obiad  czekał na szafce. Wzięłam więc tylko kotleta i zawinęłam w papierowy ręcznik. Okazał się przydatny na kolację, bo wędlinę podano bardzo nastrzykniętą wodą, czyli mało pyszną.

Dodatkową atrakcją inaczej była rozładowująca się komórka, oczywiście ładowarki nie wzięłam. Nastąpiła więc akcja pt. koleżanka - sąsiadka z kluczami – ładowarka – taksówka – szpital.

W czwartek nadejłsza wiekopomna chwila, czyli czas na operację. Poszłam (w niebieskim szpitalnym, jednorazowym chałacie i majtkach-pampersie) na salę gdzie pani anestezjolog miała na głowie czepek w koty. Za to silnej postury młodzieniec walił mnie po dłoni mocno zbyt, aby ujawniła się żyła do wpięcia wenflonu, bo poprzednie miejsce bolało.

Po dwóch godzinach przywieziono mnie na salę. Operacja się udała, pacjentka żyje – taki komunikat nadałam sms-em do znajomych.

Na jednym przegubie miałam opaskę z numerem pacjenta, a na drugiej szeroką żółtą z napisem ALCHIMIA, co oznacza, że w oku mam gaz i nie wolno mi latać samolotem.

Pacjenci na oddziale są często zakrapiani (niealkoholowo), a w dodatku tacy jak ja jeszcze na gazie. Teoretycznie wesoło.

W piątek okazało się, że tak solidnie wykonałam lekarskie polecenie spania na brzuchu aż na oku operowanym narosła mi błonka, którą należy ściągnąć.

Tego mi tylko było potrzeba do szczęścia! Bo operacja odbyła się w nieczuleniu ogólnym a ten zabieg w miejscowym. W trakcie rozmawiałam z panią chirurg, zapytałam czy też ma taki ładny czepek jak pani usypiająca? Usłyszałam, że używa jednorazowego, bo w zielonym jej do twarzy. 

Napiszę krótko -  ten zabieg nie był miłym doświadczeniem.

A propos niemiłych chwil. W szpitalu najgorszy jest stres, ból i … chrapanie współpacjentów. Dwa pierwsze można wyeliminować lekami, chrapaczy nic nie zdoła pozbawić tej przypadłości.

Tak więc pierwszej nocy nie spalam, drugiej tylko 4 godziny, trzecia była najgorsza. Większość czasu spędziłam na korytarzu – nie dało się wytrzymać. Należy albo chrapaczy umieszczać na wspólnej sali, albo dawać niechrapiącym zatyczki do uszu.

Z powodu oka na gazie widzę tylko na jedno. Czytać się nie da.

Zapisano mi 4 rodzaje kropli do stosowania 11 razy na dobę, od siódmej rano (nastawiam budzik) do 21-wszej oraz maść. Na noc przylepiać należy plastikową osłonkę, aby go nie urazić.

Byłam już na badaniu kontrolnym, podobno dobrze się goi. Gaz w postaci bańki (widzę jakby dużą kroplę wody) dopiero po tygodniu zaczął powoli, powoli osuwać się w dół.

Dziękuję Joannie W. za transport, zupę, chleb i wniesienie bagaży oraz zakupów do domu. Krysi za ładowarkę. Sąsiadkom za zupę i gołąbki. Znajomym za pamięć i chęć pomocy. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

niedziela, 09 kwietnia 2017, alodia1949
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Dana, *.cable-modem.tkk.net.pl
2017/04/09 15:37:09
O Matuchno! Jak by nie patrzeć...
"drogę krzyżową" zaliczyłaś i możesz
zasłużenie świętować za tydzień.
Przy okazji, wyjaśnił się "ulatniający gaz" -
o którym pisałaś na forum "S". ;)
Oku, życzę szybkiego wyraźnego widzenia,
a Tobie cierpliwości.
Pozdrawiam!
-
Gość: Elżbieta, *.internetia.net.pl
2017/04/09 16:36:56
Dawno nie czytałam Twoich wpisów Irenko.
Tak ciekawie zawsze piszesz. Ale miałaś perypetie ze szpitalem. Ciesz sie, że zaznaczyli pisakiem, bo mogłoby się zdarzyć, iż zoperowaliby zdrowe oczko.
Pozdrawiam serdecznie.
-
Gość: gra, *.ssp.dialog.net.pl
2017/04/09 16:55:22
Bałam się czytać, bo nienawidzę szpitali i w ogóle chorób i leczenia. Z tego co piszesz i do czego każą nam się przyzwyczajać , wnoszę, że lepiej może jakoś toto zaorać i posadzić taką roślinkę, która wszystko leczy. Żartuję ...Jest mi przykro, że w niczym Ci nie pomogłam. Proooooszę, jakby coś, to mi nadaj i ja już, już się postaram. Na ten czas życzę Ci oka jak nowe, świeże i zdrowe- by się okazało.
-
2017/04/09 20:14:44
dziękuję bardzo za komentarze i życzenia, dało się przeżyć, ludzie miewają gorzej ;)
-
Gość: regi21, *.internetdsl.tpnet.pl
2017/04/11 19:21:05
Tekst jak z Mrożka.
Chyba byłyśmy w tym samym szpitalu. Kazali przyjść o 8, żeby się dowiedzieć, że się łóżka zwalniają się po 12. Co zrobić z sobą? Tu w korytarzu są fotele, można siedzieć. Rzeczywiście, jacyś ludzie siedzą. To ja jadę do domu. Wywołałam niezły popłoch. Mimo szlafroka byłam skłonna, autobus spod szpitala staje pod moim blokiem, a co mi tam zdziwieni pasażerowie. Zaraz znalazło się miejsce. Choć zupełnie nie wiadomo po co, bo zabieg był nieudany.
Pani rejestrująca nowych ma komputer w korytarzu. A że wszystkie drzwi od sal pacjentów były otwarte, to można się domyślać, czegośmy się tam nasłuchali.
Się nazywa ochrona danych osobowych
Na śniadanie coś tam dają, ale widzę, że stronami dostają plasterek pomidora, a na moim talerzu go brak. A dla mnie pomidorek, upominam się. Nie należy się, przysługuje tylko cukrzykom. W październiku plasterek pomidora dla wybranych!
Wierzymy sobie Irenko, prawda?
W sąsiednim kraju, który aspiruje do Unii, widzę , że syn gospodarzy u których mieszkałam pakuje do auta łóżko. Jakaś przeprowadzka, pytam. Nie, sąsiadka dostała się do szpitala, przyjmują tylko z własnym łóżkiem. Ha!
Smacznego jajka Ci życzę
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek