O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
Blog > Komentarze do wpisu

o moich opowiadaniach

 

Opinie o mojej książce

Zapytałam znajomych, które z opowiadań podobało się im najbardziej.

 Sprytnie nie zapytałam, które kompletnie nie, ha,ha,ha.

Dzięki tym wypowiedziom dowiedziałam czym się kierują czytelnicy w ocenie czytanej książki.

I to jest wartość dodana.

 mąż współbohaterki Ewy

 Znakomite! Gratuluję Ci zarówno wyobraźni, jak i sposobu przedstawiania tych wizji!

 Dla mnie cenną stroną jest - wiadomo - obecność Ewy, ale także kilku naszych kotów (w tym nieżyjących Frycka i Loli), za co składam Ci osobne podziękowanie. Wartość dokumentalno - historyczną mają również pewne detale z życia "mrówkowca" - jak np. pani Helena od karmienia kotów, czy upierdliwy sąsiad, którego w jednym z opowiadań uśmiercasz (na szczęście udało mu się pokonać alkoholizm, także bardzo zmienił się na plus).

 Na stronie 179, wiersz 11 od dołu - porównujesz swoją książkę do Chmielewskiej. Mnie też w pewnej chwili przyszło do głowy to porównanie. Książek L. J. Braun nie znam.

 Swoją drogą - takie uśmiercanie wrogów w twórczości literackiej jest wśród osób piszących dość często spotykaną psychoterapią. I myślę, że to skuteczne odreagowanie, bo inaczej autorzy chyba by tego nie robili. Ja jeszcze nie próbowałem, może kiedyś...

Poczucie humoru nie zawsze idzie u Ciebie w parze z komizmem. Np. opowiadanie "Zabójcza miłość, czyli..." jest - w sumie - bardzo smutne...

Doprawdy trudno mi wyróżnić jakieś jedno opowiadanie, bo podobały mi się wszystkie. W czterech utworach: „Rąbnięta rocznikiem”,  „Zwłoki w Parku Szczytnickim”, „Kościotrup pamiętający Breslau” oraz „Zimny trup obok liceum” bardzo poruszyła mnie atmosfera i nastrój towarzyszący przechodzeniu do przeszłości i w powrotem. 

Gdybym jednak miał obiektywnie wytypować opowiadanie, które wydaje mi się najciekawsze pod względem konstrukcji i akcji, to (pomimo, że nie ma tam Ewy) - byłby to utwór „Konkursowa śmierć”. Myślę, że samo nadaje się na konkurs i to prawdopodobnie wygrany...

I tym optymistycznym akcentem kończę na dziś, jeszcze raz dziękując Ci za duchową ucztę.

znajoma, z  wykształcenia socjolog

Czytam te Pani opowiadania i nie dość, że wypijam hektolitry herbaty, to jeszcze mam ochotę na takie wędrówki po Wrocławiu, jakie Pani uskutecznia z przyjaciółką, o cieście drożdżowym, które mi się śniło nie wspomnę.

Natomiast w jednym opowiadaniu opisuje Pani swój sen, nie wiem, czy prawdziwy, ale dla mnie bardzo przejmujący, jak to Panią przesłuchują, w tle się snują wrogie postacie, a w końcu milicjant przystawia Pani pistolet do głowy.

Jestem w połowie i wciąż nie mogę wyjść z zachwytu jak pięknie oddaje Pani "swój" Wrocław -

biblioteki, opisy, wspomnienia, niemal jakbym była w tych opowiadaniach

Ale widzę tu dla Pani dwa zagrożenia: teraz bardzo bym chciała zostać bohaterką (nie mylić z nieboszczką) jakiegoś Pani opowiadania. no i koniecznie jesienią chodźmy na spacer.

 (już byłyśmy w Parku Szczyt. I na Zalesiu  wyszło z niego, że potrzebna jest mapa miejsc akcji)

Oczywiście, że Pani siebie nie docenia. Książka jest naprawdę znakomita i jakbym nie dostała, też bym chciała kupić. Choć to brzmi niepolitycznie.

bibliotekarka pierwsza

 Jej przygoda z lampą w bibliotece zainspirowała mnie do napisania „Poległa pod lampą”.

Najlepsze opowiadanie „Konkursowa śmierć”.

bibliotekarka druga

Jesz i jesz w tych opowiadaniach, a nigdy nie gotujesz. Jak ty to robisz? J

Uzupełniła tez moją wiedzę dot. cytatu „wyszedł letki z cichej klozetki” -  jest to część wiersza Tadeusza Boya-Żeleńskiego „Dzień pana Esika w Ostendzie”:

Wychodzi letki

Z cichej klozetki,

Znów na kobietki

Popatrzeć rad,

Z tłumem się miesza,

Gdzie strojna rzesza

Gwarnie pospiesza

Pięknym jest świat.

Bibliotekarka trzecia

Głosuję na "Zwłoki w Parku Szczytnickim"

ja: wow, pani jako pierwszej się to właśnie opowiadanie spodobało, czy dlatego, że nawiązuje do filmu "Dzień świstaka"?

- Też, ale bardziej na postać, którą Pani udało się unieszkodliwić. Miałam nieprzyjemność pracować z kimś kto mógłby być jej sobowtórem.

Koleżanka z którą byłam internowana w Gołdapi

 Z przyjemnością wędrowała po Wrocławiu przypominając sobie opisane miejsca. Przypomniała sobie też dzięki książce, że psycholożkę w Gołdapi nazywałyśmy „Puszek”.

Jej koleżanka czytała i pękała ze śmiechu.

Koleżanka lekarka:

Była w trakcie urlopu i po przeczytaniu zadzwoniła z podziękowaniem za książkę.

Pochwaliła mnie za to, że zamiast narzekać nudzić i marudzić obśmiałam przykre doświadczenia.

Nauczycielka

Jeśli miałabym wybrać to chyba opowiadanie p.t. "Topielec przy Galla Anonima"

Prawdę mówiąc z taką formą opowiadań i tematyką spotkałam się po raz pierwszy.

Znajoma nauczycielka polonistka

Najbardziej podobało się jej opowiadanie „Zabójcza śmierć…”, bo w nim bohaterka konsekwentna jest w realizowaniu swojego marzenia.

znajoma życzliwa

Przeczytałam książkę....Jest wspaniała. Pomysł z kotami rewelka...Czytałam i momentami zaśmiewałam się do łez.

No masz wrogów... Super to pokazane...Bardzo mi się też podoba wprowadzanie tekstów o Wrocławiu...

Całość naprawdę znakomita...Nie umiem wyszczególnić opowiadania..wszystkie są zaskakujące..inne...

no i poczucie humoru...Wielkie brawa...

 Znajoma urzędniczka

Dziękuję za Pani książkę. Oprócz ciekawych i wesołych historii kryminalnych, książka była dla mnie źródłem wielu informacji o Wrocławiu. Raz jeszcze dziękuję.

Pracownik DBP, edytor

 Ciekawy jest, według mnie, pomysł napisania opowiadań „prawie kryminalnych”, co faktycznie pozwala na rozbicie gatunkowych ograniczeń i poszerzenie możliwości interpretacji opisywanych zdarzeń.

Trzy cechy tych opowiadań przyciągają specjalnie moją uwagę –

- po pierwsze ich wrocławskość,

- po drugie – osadzenie w realiach bibliotecznych (i chociaż wyłania się z nich obraz bibliotek raczej zasmucający, to jest to jednak jakaś o nim prawda),

-  a po trzecie… to, co podoba mi się najbardziej – motywy „kocie”. A wśród nich ten przejmujący obrazek z „Topielca przy Galla Anonima”, kiedy bohaterka (Pani alter-ego) ratuje kotkę przed zatopieniem…

 Gratuluję!

A na koniec  chcę podkreślić, że zrobiła Pani fajną okładkę – kolorową i dowcipną!

 

 pierwowzór policjantki Kasi

Koncepcja książki oparta jest na uśmiercaniu prywatnych wrogów Brojek, o czym możemy przeczytać w nocie od wydawcy.Taki sposób pozbywania się prześladowców uważam za genialny i godny polecenia.Czy pisarka rozprawiła się już ze wszystkimi swoimi wrogami?

Polecam opowiadania również z kilku innych powodów: akcja książki toczy się w moim ukochanym Wrocławiu, (współcześnie i kilkadziesiąt lat do tyłu), mamy w niej świetne opisy wielu ciekawych miejsc, które zachęcają wręcz do odwiedzenia stolicy Dolnego Śląska, opowiadania zawierają wyjątkowo celne, nieszablonowe spostrzeżenia i uwagi o życiu.

A poza tym książkę cechuje niesamowite poczucie humoru, sarkazm, z którego Irena znana jest również prywatnie. Całość „lekko” się czyta. „Wrocław, koty i … opowiadania prawie kryminalne” to relaks w czystej postaci…

Jak już wspominałam w jednym z postów, pierwowzorem policjantki Kasi jestem… ja. Dlatego bardzo dziękuję autorce za tak łaskawe obejście się z postacią. Zwłaszcza za świetne dialogi w trakcie, których funkcjonariuszka jest równorzędną partnerką dla głównej bohaterki. Obie w takim samym stopniu błyskotliwe, co… złośliwe. A przede wszystkim dziękuję za zmarginalizowanie postaci policjantki, w przeciwnym wypadku mój system nerwowy, w trakcie czytania „o sobie”, mógłby paść…

Cytat: Policjantka Kasia: „ (…) sąd, sądem a sprawiedliwość musi być po stronie prawa.”

Właśnie skończyłam czytać: „Topielec przy Galla Anonima”... Rewelacja.

Opowiadanie dopieszczone w każdym calu. Mistrzowski opis pani sprzątającej...

Lekkość, poczucie humoru. Brawo!!!

PS Na uwagę zasługuje również oryginalna, wyjątkowo dobrze współgrająca z treścią opowiadań, okładka autorstwa I. Brojek.

PODSUMOWANIE

 

 Rozdałam wiele egzemplarzy swojej książki i każdego obdarowanego prosiłam o wybranie ulubionego opowiadania.

Od większości nie doczekałam się spełnienia tej prośby.

Pewnie  z powodu:  braku czasu, zawyżonych oczekiwań wobec książek i  pogardy dla „czytadeł”, czasem wygodnictwa czy lekceważenia na zasadzie: szkoda mojego czasu, bo cóż ta Irena mogła napisać dobrego, nic przecież, lepsze bym napisał/a).

Domyślam się, że nie spełniono mojej prośby także z niezrozumienia, że śmiech jest ucieczką od smutku.

 A nawet „Śmiech odkurza znużone półki naszych dni” J. Carroll – „Czarny koktajl”

Oczywiście biorę pod uwagę możliwość, moje opowiadania  po prostu NIE SPODOBAŁY się obdarowanym.

Osobom, które przeczytały książkę i podzieliły się ze mną wrażeniami BARDZO DZIĘKUJĘ!

sobota, 21 października 2017, alodia1949
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Polecane wpisy

Komentarze
2017/10/27 02:13:23
No cóż, oczekiwania "prosisz - masz" nie zawsze się spełniają...
Przyjemnie było poznać przytoczone opinie.
Jeszcze raz gratuluję książki.
I pozdrawiam :-)
-
2017/10/27 02:14:32
"Jesz i jesz w tych opowiadaniach, a nigdy nie gotujesz. Jak ty to robisz?"
:))))
-
2017/10/27 10:49:27
Gantra - widocznie pisanie o gotowaniu nie wydało mi się konieczne :), pozdrawiam I.
-
2017/10/27 23:25:37
Ale o jedzeniu tak :))
-
2017/10/28 14:04:24
bo jedzenie to często przyjemność a gotowanie już rzadziej, pozdrawiam I.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek