O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
niedziela, 20 maja 2012

 Wszystko zaczęło się jesienią 2011 r. Poszłam z teczką zawierającą plansze z kolażami wystawy "Przez wrocławskich ulic sto" do Domu Edyty Stein z propozycją pokazania jej tamże. I teraz zaproponowano mi w ramach "Nocy Muzeów" wystawę połączoną z czytaniem opowiadania pt. "Kościotrup pamiętajacy Breslau". Wybrałam je ponieważ nawiązuje do przedwojennego Wrocławia. No i nie jest długie. W domu zrobiłam próbę generalną - czytanie trwało 17 minut.

Wraz z panią Ewą cztery godziny montowałyśmy wystawę,  coż - bez pracy nie ma kołaczy. Mieści się ona na poziomie -1, w sali o bardzo surowym piwnicznym dizajnie. Postanowiłam pomieszczenie trochę umaić. Maj przecież mamy - prawda? Wybrałam się więc dzisiaj, za radą pani Basi, nad Odrę, aby pozyskać trochę zieloności. Chciałam też uciąć suchę wysokie trawy z rosochatymi witkami rosnące nad samą wodą, ale przedostanie się do nich groziło śmiercią lub kalectwem, a na pewno utytłaniem się w błocie. Zrezygnowałam z tej przygody albowiem wolę się tytłać w złocie  ewentualnie złotogłowiu a nie błotonogowiu. No i błoto nie jest moim naturalnym środowiskiem. Złoto też nie - niestety. Wracając do umajania - chabazie moje i białe kwiaty jakie przyniosla pani Małgorzata trochę odwracają uwagę od ścian i podłóg w więziennych klimatach. Poza tym ja przygotowałam pakiety (w osobiście wykonanych kopertach) z materiałami o Wroclawiu oraz drobny catering i wodę mineralną, a Dom napoje czyli kawę, herbatę i sok dla gości. Powitałyśmy ich wraz z panią Malgorzatą Linowską. Ja powiedziałam, że w opowiadaniach morduję swoich wrogów, a na pytanie skąd ich tylę, odpowiadam, że tylko ludzie bez charakteru ich nie mają.

Potem o godzinie 20-tej pani kustosz oprowadziła nas po domu i życiu rodziny Edyty Stein. Była najmłodszą z jedenaściorga dzieci Zygfryda i Augusty Steinów. Ojciec zmarł w wieku 49 lat i to Augusta prowadzila firmę drzewną, z takim powodzeniem, że kupili ten dom. Okazuje się, że nie tylko Edyta zmieniła wiarę ale i jej siostra Róża. Augusta zmarła w 1938 r., trojgu z rodzeństwa  udało się wyemigrować, Edyta i Róża zginęły w komorze gazowej Auschwitz, reszta rodziny w Teresinie.

A za oknem, na podwórku rośnie kasztan, i teraz właśnie kwitnie, pamiętajacy tę rodzinę.

Jan Paweł II powołał do współptronowania Europie trzy święte kobiety: Brygidę Szwedzką, Katarzynę ze Sieny i Teresę Benedyktę od Krzyża czyli wrocławiankę,choć nie Polkę,Edytę Stein (1891-1942). W kościele p.w. św. Michała Archanioła jest kaplica Edyty Stein. Warto zwiedzić dom i pomodlić się za Edytę i wszystkich zamordowanych  przez oszalałych politykow w kaplicy, a na cmentarzu żydowskim przy ul. Ślężnej położyć kamyk na grobie Augusty.

 

piątek, 18 maja 2012

 Ze szwankującym aparatem fotograficznym poszłam do fachowca, daleko nie mialam bo na ul. Żeromskiego. Tenże (fachowiec) najpierw rozmawiał prywatnie z kobietą, potem ze mną. Z lupą w oku zaglądał aparatowi do wewnątrza gdy wszedł młodzieniec zagadując o aparat kolegi. Ja stoję i czekam, oni rozmawiają, o aparacie, o kumplu i o łamanaym kluczu - czy takie są tylko do opla, czy może i do innych. Poczułam się jak w garażu. W koncu zniecierpliwiona zauważylam, że ja tu byłam pierwsza, a nawet na świecie przed nimi. Fachowiec doszedł do wniosku, że aparat nie czyta pamięci co okazało się prawdą. Za tę konsultację zaplaciłam 3,- zł, trochę się upierając, aby przyjęto zapłatę. Pan powiedział, że kupi sobie za to piwo bo ma dzisiaj okrągłą rocznicę urodzin. Zapytał na ile wygląda (zaraz przypomina mi się Irena Kwiatkowska w "Czterdziestolatku") dałam mu 50,- lat, a ma 60,-, co przeczy twierdzeniu, że mężczyźni szybciej się starzeją.

Uprałam dzisiaj ubrania z pomocą pięciu pokruszonych orzechów w woreczku i 2 łyżeczek sody oczyszczonej luzem. Na początek zaryzykowalam z ciemnymi rzeczami, po wyschnięciu zobaczę czy uprane.

Od koleżanki w bibliotece usłyszałam: "Nie każdy ma taki dar od Boga, że brak mu zmarszczek" - bardzo mnie to rozbawiło, bo chodzi o osoby puszyste.

Codziennie piję sok wyciskany przemocą z sokowirówki pomocą z marchewki, białej rzepki, buraka i jabłek. Nie potrzebuje dosładzania. I przy okazji ułożyłam:

Pij sok z buraków - unikniesz wszelkich raków.

Z marchewki pij soczki - ominą cię mroczki

Soczek z jabłuszek chroni twój brzuszek.

Pij soczek z białej rzepki będziesz bardzo krzepki.

Kupiłam sobie kubek z uśmiechniętymi kotami za jedyne 4,99.- zł:

 

sobota, 12 maja 2012

 Jeśli mamy zapas czasu tramwaje i autobusy łaszą nam się do stóp i przyjeżdżają bez czekania. Ale jeśli tylko się śpieszymy pokazują swoją ciemną stronę mocy. Dzisiaj miałam przypadek pierwszy. Dzięki czemu, po przestawieniu z Anią stołu i rozciagnięciu na całą jego, ach jakże praktyczną długość, mogłyśmy chwilę porozmawiać. Stwierdziłam, że jak na 30 lat to różnych nieprzyjemności było mało. Opowiedziałam o kobiecie, ktora po wysłuchaniu reportażu radiowego o giełdzie przyszła, a potem, na adres koleżanki u której impreza się odbyła, a na moje nazwisko, przysłała list z pretensjami. Głównym zarzutem było, że ona przyniosla ciasto a nic nie sprzedała. Jeszcze dowiedziałam się (życie moje bez tej wiadomości nie miałoby sensu), że ma małe mieszkanie i że nie potrzebuje poznawać nowych ludzi, bo ma rodzinę. Nie zachowałam listu, miał bardzo duży ładunek złych emocji ale odpowiedziałam - że mam od niej mniejsze mieszkanie, a lokal giełdowy jest koleżanki, opisałam (nie żałując szczegółów) jakie nakłady pracy, energii i pieniędzy włożyłam w wymyślenie, rozkręcenie i organizację giełdy, że w "Regulaminie" informowałam, że to impreza towarzysko-handlowa i jeśli lubi tylko swoją rodzinę to niech komuś z tego kręgu sprzeda swoje rzeczy. Koleżanka z pracy tę moją odpowiedź, przed wysłaniem, przeczytała  i powiedziała: "nie wiedziała z kim ma do czynienia"! Dalszego ciągu z tą pańcią nie było.

Potem przyszła Helena, która opowiedziała jak to maki w ogrodku uprawiała w celach ozdobnych, a jesienią suche ich badyle na stosie złożyła, co wzbudziło zainteresowanie straży miejskiej. No i okazało się, że nie wiemy jak się robi wspomagacze z maku. Nie to pokolenie.

Dzisiaj było i tłumnie (30 osób), i sympatycznie ale tak jest zawsze. Pies Ani (jamnik szorstkowłosy) wszystkie nas molestował, ze szczególnym uwzględnieniem co młodszych pań - swoją drogą jak on to poznaje, po zapachu może, czułości się domagając. Rozrzut wiekowy był spory od 10 lat do 74. Cieszę się, że giełdy to nie zlot babć/seniorek a międzypokoleniowa impreza.

Ewa strzeliła dziś w dzisiątkę - kupiła kolorowe butki do kolorowej torebki, stanowią duet doskonały. Za to Ela pokochała, nabytą kiedyś ode mnie, torebkę i rozstać się z nią, mimo zniszczeń, nie może. Synowa jednej z pań też ma torebkowe uzależnienie, sugerowałam, aby wyjęła portmonetkę a torebkę gdzieś położyła, nie - musi ją mieć przy sobie.

Dana mierzyła spodnicę, która robiła bokami - będąc tam za szeroką. Szczotki do ciała (cudze) reklamowalam jako do zębow, Ewa zażyczyla sobie, aby zęby były do nich dołączone. Odesłałam ją do dentysty ale usłyszałam, że oni głównie zabierają zęby. Za kasę nawet dają. przerabiam to na własnym organiźmie mając całożyciowy serial dentystyczny.

Od Eli usłyszalam, że tak pięknie wyglądam jakbym obchodziła trzystulecie, ha,ha,ha. Matuzalemką się poczułam. Pod koniec giełdy usiadła do pianiana i grała różne melodie, w tym 100 lat dla mnie i Ani B. Kiedyś policzyla, że Ania gospodyni ma w domu i na tarasie 140 kwiatów. Dzisiaj nie chciała tego zweryfikować choć ją prosiłam.

Ania O. rozszyfrowala skrot SMS - syndrom młodości stabilnej, na co odpowiedzialam mniej optymistycznie skrótem SKS - starość, kurczę starość.

Po prawie 20. latach nieobecności przyszła moja imienniczka, która pracuje w aptece przy mojej ulicy i mogłam ją zaprosić. Poznała niektore koleżanki pamietając je sprzed lat.

Jak widać na zdjęciu tortu nie było ale ciasto drożdżowe z owocami i świeczkami, które osobiście nabyłam - oba.

Niespodziewanym gościem była młoda, ładna i sympatyczna p. Asia współpracowniczka "Gazety Wyborczej", obserwowala, rozmawiała, kupowała, robiła zdjęcia, a nawet kserowała zdjęcia giełdowe sprzed lat i artykuły o d-p w roznych gazetac . Może będzie z tego tekst w gazecie.

Na koniec kto chciał wychodzil z kwiatkiem doniczkowym od gospodyni.

Aniu - dziękuję Ci bardzo za nieustanną gościnność i życzliwość. A paniom za obecność.

Diabeł stróż mój nie zaspał - w domu się okazało, ze aparat fotograficzny szwankuje. No to spadłam gołą de na tłuczone szkło.

Ze swej strony zapraszam 19 maja, na "Noc muzeów" w Domu Edyty Stein, Wrocław, ul. Nowowiejska 38, poziom -1, już wisi tam moja wystawa kolaży pt.: "Przez wrocławskich ulic sto", a za tydzień o godz. 19,00 przeczytam swoje opowiadanie "Kościotrup pamiętający Breslau". Potem o godz. 20 będzie można zwiedzić budynek z przewodnikiem.

wtorek, 08 maja 2012

 Duet Urszula Morawska (obrazy) i jej siostrzeniec Adam Antończak (teksty) są autorami wystawy "Oś odrealnienia", ktorej wernisaż odbył się dzisiaj w galerii "7ddc" klubu ŚOW przy ul. Pretficza. Ula wyjaśniła skąd tytuł wystawy - obrazy od realizmu prowadzą aż do abstrakcji jaką dla większości z nas jest kosmos. Całość łączy czarna taśma spinając ją falująco. To trzeba zobaczyć. Można tutaj: http://wyspasztuki.ovh.org/forum/index.php?topic=508.from1336678583;topicseen#msg3214

autorzy

Ale że człowiek nie żyje tylko sztuką wcześniej nabyłam orzechy piorące w ramach ciągłej walki z alergią. Są to łupiny orzechów drzew występujących w Nepalu i Indiach. Mają w sobie dużo saponin - związków piorących, czyszczących i pielęgnacyjnych. Jest łagodny dla kolorów, o neutralnym zapachu, zmiękcza tkaniny. Ulega biodegradacji. Dostałam ulotkę ze sposobem użycia. Pokruszone wkłada się do woreczka lub cienkiej skarpetki i buch w brzuch pralki. Dla lepszego efektu można dodać sody oczyszczonej lub proszku do pieczenia. Szarlotki z tego nie będzie ani tortu orzechowego ;), tak wyglądają:

 

poniedziałek, 07 maja 2012

 Elżbieta Wodała zaprasza:

Zapraszam wszystkich chętnych na wernisaż wystawy
moich prac plastycznych do filii Miejskiej Biblioteki Publicznej we Wrocławiu
przy ul. Jeleniej 7 na Popowicach w dniu 16 maja 2012
(tj.w środę) o godz. 18.00.
Wystawę będzie można obejrzeć także w godzinach otwarcia biblioteki tj.:
pon., czw., pt. 10.00-18.00,
wt. 10.00-16.00, śr. 12.00-16.00
w maju i w czerwcu.
Dojazd:
autobusami: 127, 128, 135... do ul. Popowickiej i 103, 122 do
ul. Legnickiej oraz tramwajami: 3, 10, 21, 22, 23 do ul. Legnickiej.

S e r d e c z n i e z a p r a s z a m !!!
wstęp wolny

 

piątek, 04 maja 2012

 Tak jak przewidywałam wywiad ze mną w "GW" wywołał (oprócz sympatycznych) zawistne reakcje. Najbardziej, póki co, spektakularnym przykładem jest działanie jednego przedstawiciela płci męskiej. Skanem wywiadu obesłał różne biblioteki i wszystko byłoby fajnie gdyby nie treść dołączonego maila. Napisał w nim m.in. "I.B. staje sie celebrytką".

Z wikipedii: "Celebryt albo celebryta, rodz. żeński celebrytka, l.mn. celebryci (ang. celebrity, z łac. celebrare) – termin odnoszący się do osoby często występującej w środkach masowego przekazu i wzbudzającej ich zainteresowanie, bez względu na pełniony przez nią zawód (choć najczęściej są to aktorzy, piosenkarze, uczestnicy reality show, sportowcy czy dziennikarze). Zgodnie z definicją sformułowaną przez Daniela Boorstina w 1961 roku celebryt to osoba, która jest znana z tego, że jest znana". Czyli nic nie robi tylko lansuje się uczestnicząc w imprezach i włażąc w oko każdej kamery, odziana/y w markowe ciuchy. Jak miło dowiedzieć się o sobie czegoś nowego.

W mailu podano także "handluje, bloguje, kolażuje, pisze, spotyka się". "Handluje" to o giełdzie czyli dress-party, którego 30-lecie będziemy obchodzić 12 maja. Jest to impreza towarzysko-integracyjno-ekologiczna, nawet w "Regulaminie d-p" jest to zaznaczone. Co jest jednak nie do pojęcia dla niektórych "życzliwych". Oczywiście nigdy nie był na giełdzie i nie rozmawiał z żadną z uczestniczek. Nie musi bo wie lepiej.

Ale czego można się spodziewać po człowieku, który na mój artykuł w prasie fachowej, w którym opisałam moją akcję reklamową wśród czytelników, znajomych i mieszkańcow miasta za pomocą ulotek i mediów w celu zbierania darów książkowych, aby je sprzedać, na kiermaszu tanich książek w bibliotece, i tym samym zarobić na zakup nowości odpowiedział tekstem "Dwudziestowieczny (niestety) sposób bycia".

Napisał, m.in., że marketing jest mentalnie obcy pracownikom naszych bibliotek i : "Lansuje się, niestety również w "Poradniku" zaiste gejzery pomysłowości w zbieraniu rupieci książkowych (podkr. moje), by sprzedać te rupiecie na kiermaszach bibliotecznych za grosze i okropnym wysiłkiem na końcu tego łańcucha gospodarności kupić średniej jakości książkę". Autor oczywiście nie był w naszej bibliotece, kiermaszu nie oglądał i nie zapytał ile nowości za uzyskane kwoty nabyliśmy. On wiedział lepiej. A to było (w latach 90-tych) 100-200 nowych książek rocznie. Kiermasz prowadziłam od 1993 roku do 2008.

Umniejszaczy ci u nas dostatek, zawiść jednak nie jest dobrym doradcą. Autorowi wspomnianego tekstu i maila życzę zdrowia, bo na życzliwość i szacunek nie można liczyć.

wtorek, 01 maja 2012

Iza Michalewicz, Jerzy Danilewicz „Villas – nic przecież nie mam do ukrycia...”Wydawn. Świat Książki, Warszawa 2011

 o autorach:

 Iza Michalewicz  - dziennikarka, reporterka, współpracuje z „Gazetą Wyborczą:, „Newsweekiem” i „Polityką”. Nominowana za reportaż w kategorii „Inspiracja Roku” w Ogólnopolskim Konkursie Reportażystów „Melchiory” 2010. Laureatka kilku festiwali piosenki francuskiej.

 Jerzy Danilewicz – dziennikarz zajmujący się problematyką spoleczną. Od 2004 roku reporter tygodnika „Newsweek Polska”. Współpracował m.in. z „Polityką”, publikował w prasie codziennej

o książce:

 Co Violetta Villas ukryła lub zmieniła opowiadając o sobie dowiemy się z tej książki.

 „Mity, jakie tworzyła, nigdy przez nikogo niezweryfikowane, krążą po świecie prasy, telewizji i Internetu do dnia dzisiejszego”.

 Jakie to były mity?

Między innymi:

- o przymusowym wydaniu jej za mąż (nie była w ciąży), tu opowiadała o losie swej siostry,

- o oskalpowaniu syna przez psa i o tym jak go ratowała, ani nie został oskalpowany, ani go nie ratowała,

- o podarowaniu nauczycielowi muzyki instrumentu wartości mercedesa, tak naprawdę puzon kosztował 400 dolarów,

i tak dalej...

Jej syn powiedział: „Matka zawsze miała wybujałą wyobraźnię. ... Wszystko lubiła mnożyć przez trzy, a nawet cztery".

  Najważniejsza była dla niej kariera i bezwzględnie do niej dążyła. Dla niej porzuciła męża i zaniedbywała syna („Kariera matki osieroci Krzysztofa na całe życie”). Zostawiła jedynego człowieka, którego kochała, dziennikarza muzycznego, a nawet dzisiaj mówi on, że była fascynująca, porażająca, ekscytująca.  Wyszła drugi raz za mąż i szybko się rozwiodła, bo nie spelnił jej oczekiwań.

Dla kariery w kraju i paszportu pozwalającego bez problemu wielokrotnie przekraczać granicę dobrowolnie podpisała zgodę na współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa. Poprawiła też operacyjnie swój wygląd w kraju i za granicą. Aby wstępować w Las Vegas dwa razy dziennie uzależniła się od wspomagaczy.

Była jednak niekonsekwentna i niefrasobliwa w ważnych sprawach jak nauka czy finanse. „Nie umiała być bogata, choć bardzo to lubiła”.

Pod koniec życia „Wytworzy wokół siebie pustkę. Będą jej towarzyszyć koniak, garderobiana i psy”. „Czesława Gospodarek nie udźwignęła sławy Violetty Villas”.

 Autorzy mówią o swej książce, że to biografia reporterska. Szukają w niej odpowiedzi na pytanie dlaczego osoba obdarzona ogromnym talentem, sopranem koloraturowym o czterech oktawach, nie tylko nie zrobiła kariery na miarę swoich możliwości ale spędzała starość niemal w ubóstwie i wyobcowana.

Towarzyszymy im czytając wypowiedzi Czesławy-Violetty, jej rodziny, koleżanek, syna, męża, koleżanek i kolegów z dzieciństwa, współpracowników. Warto tę książkę przeczytać choć "naprawdę jaka jesteś nie wie nikt". I nikt już się nie dowie.

Jedyne co mnie łączy z V.V. to koty, reszta jest dla mnie nie do pojęcia. Po przeczytaniu biografii bardzo jej współczuję, ale kompletnie nie rozumiem...

 

 

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

 Czy lubicie upalne poniedziałki? Chyba za duży to wiatr na moją wełnę ten duet.

Umówiłam się z koleżanką mieszkająca w "mrówkowcu", ale najpierw zrobiłam kserokopię wywiadu do rozdania na giełdzie, przecież nie mogą koleżanki pozostać w nieświadomości - nieprawdaż ;).

Zadowolona zbyt poszłam do tramwaju nr 6, spisał się on na pałę, bo koło KS "Gwardia" stanął i już, a przed nim jeszcze dwa. Jaś nie doczekał, ja też nie, więc wysiadłam i podreptałam przed się skwierczącą upałem ulicą. Pot się lał ze mnie wszelkimi porami. Uzupełniłam płyny w DT "Podwale" sokiem z marchwi, pyszny jest albowiem. Doszłam pod Arkady i kolejny raz przekonałam się jak są ob... srane, rzygane. Postawić tam trzeba kolejną fontannę lub wybudować stadion, no i koniecznie powinny się tam mieścić same banki. A na diabła księgarnia i tym podone fanaberyjne wymysły. Był Światowy Dzień Książki i starczy.

Zaniosłam Ewie taką samą trójwymiarową podkładkę na stół jaką sobie kiedyś kupiłam:

 U koleżanki dwa z trzech kotów, w podzięce za głaskanie podrapały mnie do krwi. Nie ma to jak polska gościnność. W drodze powrotnej nabyłam m.in. wędzoną makrelę, którą poczęstowałam Misię. Nie minęło pól godziny jak odstawiła Rigoletto z wycieczką do Rygi. Mam ja dzisiaj kocio nie tyle kwik, co drap i rzyg.

To teraz kwiatki z nie mojej rabatki:

sobota, 28 kwietnia 2012

 No i znowu parę osób dostanie skrętu swej całości, bo w dzisiajszej Gazecie Wyborczej, dodatku "Pora na seniora" ukazał się ze mną wywiad. Wiem, że nieczytelny, ale dowód jest. Tym, którzy go nie czytali ofiaruję kserokopę.

tu można go przeczytać: http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,11683047,Od_30_lat_organizuje_dress_party__Rocznica_w_sobote.html

A co robi Misia gdy pańcia celebryci?

sfrustrowana wspina się po półkach i zastanawia czy tam, ze złości, nie nasikać. Na szczęście fotograf przy tym był i przegonił niecną wredotę.

piątek, 27 kwietnia 2012

 Internet dobra rzecz - poznałam dzięki niemu nowe koleżanki, także z Wrocławia. Dzisiaj kolejny raz spotkałyśmy się, a że pogoda wspaniała to w Ogrodzie Botanicznym. Oprócz wrocławianek przyjechały panie także Namysłowa, Wałbrzycha i Jeleniej Góry. Było nas trzynaście, a klimaty jeśli chodzi o zainteresowania i tematy były działkowo-turystyczno-fotograficzno-zwierzątkowe. Czyli o psach, kotach, chomikach i ich figlach oraz zwyczajach. Wśród nas trzy bibliotekarki, w tym jedna czynna (zawodowo) 3 dni w tygodniu :).

Kilka z nas ma aparaty fotograficzne (lepsze od mojego) więc pstrykałyśmy piękne okoliczności przyrody. Jedna uznała, że jest "rozdziawa" (od: rozdziawiona buzia) bo aparatu nie zabrała. To określenie setnie mnie ubawiło. Ta sama kupiła właśnie kosiarkę, którą musi zasilać 1:3 i zastanawiała się ile czego, na co ja, jak zwykle bystrze nader, uznałam, że litr wody na 0,33 oleju rzepakowego. To dopiero miały ze mnie radochę! Jeszcze takiego napędu nie wymyślono. I to jest błąd!

Na stawku puszył się kolorowy kaczor (kaczuszka skromnie w szuwarach), zwyczajnie nam pozował. Uznałam, że zaraz odezwie się ludzkim głosem żądając stówy za godzinę. A na ławce męski osobnik porozpinany (na szczęście tylko w górnej części garderoby ;) ) wystawiał się do słonca i na widok publiczny. Jeśli chodzi o narcyzy to stanowczo wolę kwiatki ;)

Renia tęskni za żółtymi magnoliami jakie widziała w sprzedaży. Ja nigdzie. Może poszukam w internecie.

Pracownicy ogrodu zwijali się jak mrówki - obcinali, strzygli, plewili a zraszacze podlewały. Tulipanów malutko, żonkili też, narcyza tylko wyżej wymienionego zauważyłam. Za to zachwyciłyśmy się tęczą nad jedną małą fontanną. Posiliłyśmy się także w barku, barszczykiem zbyt pikantnym jak dla mnie, krokietami i pierogami. Tu przypomniała mi się opowieść o dziecku, które zapytane przez babcię jakie chce pierogi: z mięsem, kapustą czy owocami powiedziało "z ruskimi". Mogłyby być dość trujące, obawiam się.

Po rozejściu się zmolestowałam Renię wlokąc ją do sklepu dobroczynnego, bo dzisiaj jest dzień "prawie wszystko za złotówkę". Ja kupiłam materiał na woreczki i troszkę uporządkowałam książki na regale. Porządniej to zrobię gdy nie będzie tylu klientow co dzisiaj.

Oto kilka ujęć z Ogrodu Botaniczneg:

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga