O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
piątek, 22 czerwca 2018

 

 Nie ma u mnie tak, że wszystko idzie gładko. A jak czasem pójdzie (dwa poprzednie spotkania autorskie) to mój diabeł – stróż sobie to na mnie odbije z nawiązką.

Z dzisiejszym spotkaniem autorskim w Klubie Osiedlowym „Tęcza” na Popowicach od początku było pod górkę. Najpierw z powodu bólu zęba (nie mojego) i wycieczki do Lwowa (też nie ja) trzeba było przesunąć termin z 15-tego na 22 czerwca.

Przygotowałam różne materiały do pokazania (książki, po kilka egzemplarzy– „Wrocław, koty i…; „Do serca przytul kota”; „Zabawy literackie”; „Świat według haiku”, podstawki na nie, dekupażowe ikony, zakładki, torby papierowe z lepiejami naklejonymi, kolaże, kartki okolicznościowe, zakładki - sówki - wyszły 2 ciężkie torby). Postanowiłam więc pojechać na spotkanie taksówką.

Zaczęłam wydzwaniać na 40 minut przed spotkaniem, w jednej korporacji powiedziano mi, że będę musiała czekać 30 minut, w drugiej nie doczekałam się połączenia z dysponentem, w trzeciej, czwartej i piątej – nie mają wolnym taksówek na moim terenie.

A to wszystko trwa. Choć siadłszy płacz. Spotkanie jest o godzinie 17.

Poszłam do postoju taksówek – żadnej. Autobus odpowiedniej linii akurat odjechał.

Dzwonię więc do klubu, z prośbą o przyjechanie po mnie. To niemożliwe, bo w mieście są straszne korki. Więc uprzedzam, że się spóźnię. Autobus przyjechał o godz. 17,10. Dobrze choć, że mogłam usiąść. Jedzie się ponad 20 minut.

W dodatku but obtarł mi piętę. Nie ma komu dać w mordę.

Dojechawszy nie dodzwoniłam się do klubu a chciałam aby mi ktoś pomógł nieść torby.

Cudem prawdziwym nie zabłądziłam. Dobrze, że wcześniej planując dojazd autobusem sprawdziłam na planie miasta jak mam iść od przystanku.

Przyszło na spotkanie 10 osób, w tym cztery moje znajome, jedna z mężem – dzięki dziewczyny!

Powiedziałam, pewnie mało składnie, co robię w ramach bycia twórczą seniorką zachęcając do działania. Pokazałam co przyniosłam i przeczytałam jedno z opowiadań „Zbrodnię na Psich Budach”, moje lepieje, altruitki, haiku, limeryki.

Szefowa klubu wspomniała, że napisałam jednoaktówkę „Odwet seniorek”. Tekst przyszłym odtwórczyniom z DK „Bakara” podoba się ale musiałam zmienić zakończenie na łagodniejsze („za dużo trupów” – usłyszałam taki przekaz). Zrobiłam to wczoraj i zabrałam kartkę ze sobą. Na koniec, po spakowaniu wszystkiego,  przekazałam ją szefowej klubu i okazało się, że to notatki dotyczące spotkania a nie zmiany w tekście sztuki.

Dostałam w prezencie praliny z nadzieniem alkoholowym i chyba się nimi upiję, a najchętniej wpakowałabym je wszystkie (z papierkami w które są owinięte) diabłu w pysk. Może by mu zaszkodziły.

Dobrze choć, że dzisiaj aura była przyjazna i słońce nie prażyło jak na Saharze.

Dałam ten wpis tutaj, nie ukazał się, to druga próba. Wielkość czcionki fiksuje.

sobota, 16 czerwca 2018

 

„Zimna wojna” reż. Paweł Pawlikowski

WSTĘP

Dwa serduszka cztery oczy łojojoj

Co płakały we dnie w nocy łojojoj
Czarne oczka co płaczecie, że się spotkać nie możecie
Że się spotkać nie możecie, ojojoj

O filmie:  

Zimna wojna  to umowna nazwa trwającego w latach 1947-1991 stanu napięcia oraz rywalizacji ideologicznej, politycznej i militarnej pomiędzy ZSRR i jego państwami satelickimi  a państwami niekomunistycznymi skupionymi od 1949 w NATO i paralelnych blokach obronnych (SEATOCENTO) – pod politycznym przywództwem Stanów Zjednoczonych.

Taką definicję podaje podaje  wikipedia.

A to jak wpływała ona na ludzkie losy próbuje pokazać reżyser w filmie „Zimna wojna”. Robi to za pomocą losów Zuli (Joanna Kulig) i Wiktora (Tomasz Kot).

Ona to wiejska dziewczyna wyłowiona przez łowców talentów (Kulesza i Kot), którzy jeżdżą po kraju nagrywając ludowe piosenki i wybierając uzdolnioną młodzież, aby stworzyć zespół pieśni i tańca „Mazurek”. Towarzyszy im ubek Kaczmarek (Borys Szyc), bo tacy jak on pilnowali wtedy wszystkiego i wszystkich. Prawomyślność i ukochanie panującego ustroju obowiązywało bezwarunkowo.

Zula jest po przejściach i z przeszłością, o Wiktorze wiemy tylko, że jest kompozytorem. Ich związek pełen jest pasji zarówno tej dobrej jak i złej. Żyć bez siebie nie mogą ale ze sobą także nie. Miotają się tak przez cały film. Polityczne układy utrudniają im życie ale, według mnie, głównie ich własne charaktery i brak konsekwencji determinują los tych dwojga młodych. Miłość może i wszystko wybaczy ale nie zawsze potrafi dokonywać mądrych wyborów.

Akcja  tego czarno - białego filmu toczy się nie tylko w Polsce ale i w Berlinie, Jugosławii  oraz Paryżu. Bohaterowie nie uciekną jednak od siebie samych i siebie nawzajem. Wszędzie im będzie źle i jakiej by decyzji nie podjęli nic nie zmienia się na lepsze.

To gorąca wojna między dwojgiem ludzi, którzy nie radzą sobie z ograniczeniami wewnętrznymi i zewnętrznymi. To miłość tragiczna i  właściwie niezależna od tego co się dzieje wokół z góry skazana na przegraną.

Przez film przewija się wykonana przez Joannę Kulig ludowa piosenka „Dwa serduszka” w wersji polskiej i francuskiej. W części paryskiej słyszmy  muzykę francuskich klubów. Romantyczną aurę podbija także piosenka „Serce” z radzieckiego filmu ‘Świat się śmieje”.

Według mnie największą zaletą tego filmu są aktorzy grający główne role. Miłosna szarpanina jakoś do mnie nie przemawia.

Bohaterowie noszą imiona rodziców reżysera i im on go zadedykował.

Reżyser sprytnie nawiązuje w filmie do problemu związanego z akcją „metoo” oraz do losu uchodźców co zapewne spodobało się w Cannes gdzie film otrzymał nagrodę „Złotą palmę” za reżyserię.

Gdybym jednak miała wybierać między tym filmem a „Rewersem” Lankosza wybrałabym „Rewers”.

 

 

sobota, 09 czerwca 2018

Jerzy Srokowski 1910 - 1975, grafik, karykaturzysta, ilustrator książek dla dzieci

Kiedy młodzi artyści zdawali egzamin wstępny do warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych razem z Jerzym Srokowskim pytali go czy Mieczysław Srokowski autor "Kultu ciała" (Modernistyczna powieść erotyczna z 1910 roku. Główny bohater - trzydziestoletni literat Czesław Bratkowicki przyjeżdża do Warszawy gdzie poznaje piękną Hannę Złotopolską. Początkowo niewinny flirt przeradza się w cyniczną grę erotyczną komplikującą coraz bardziej życie osobiste obojga.) ten pornograf nie jest przypadkiem jego krewnym.

- To mój ojciec - odpowiedział.

Mój komentarz: rodziców się nie wybiera

**************************************************************************************

Jan Styka 1858 - 1925, malarz, współtwórca "Panoramy Racławickiej", malował obrazy obrazy historyczne, religijne, portrety

Jan styka stanął  pewnego razu przed sądem w charakterze świadka. Zeznając m.in., że jest największym polskim malarzem. 

Jeden z przyjaciół słysząc te słowa zarzucił mu, że jest zarozumiały. A na to Styka:

- Sam krępowałem się to mówić. Ale nie miałem innego wyjścia. Zeznawaełm pod przysięgą...

Mój komentarz: no, nie miał biedaczek.

*****************************************************************************************

Sławomir Szpakowski 1908 - 1994, grafik, karykaturzysta

Pewien ziemianin obejrzawszy swój portret zawołał z oburzeniem:

- Płacę za portret cztery tysiące a pan namalował mnie nagiego!

- Jeżeli pan życzy sobie być ubranym - z godnością oświadczył Sławomir Szpakowski - to będzie kosztowało pięćset złotych  drożej ... według krawieckich cen.

Mój komentarz: za co te 500.- zł, za garnitur czy tylko koszulę i spodnie

*****************************************************************************************

Artur Maria Swinarski 1900 - 1965 poeta, dramaturg, satyryk, karykaturzysta

Świetny satyryk i karykaturzysta Artur Maria Swinarski miał udać się do Kairu jako attach prasowy ambasady. Zanim zdecydował  się na wyjazd w Egipcie wybuchła epidemia cholery. Zapytany przez przyjaciół czemu odwleka wyjazd Swinarski odpowiedział:

- Po cholerę tam pojadę?

Mój komentarz: a może po kasę?



Tagi: anegdoty
19:54, alodia1949 , różne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 czerwca 2018

 

Wisława Szymborska, Kornel Filipowicz – Listy. Najlepiej w życiu ma Twój kot. Wydawn. Znak 2016

WSTĘP: „Byliśmy końmi, które cwałują obok siebie” Wisława Szymborska

O autorach:

Wisława Szymborska urodziła się 2 lipca  1923 roku  na Prowencie, obecnie część  Kórnika. 

Była poetką, eseistką, krytyczką, tłumaczką, felietonistką.  

 Od 1929 Wisława Szymborska mieszkała w Krakowie, gdzie debiutowała w 1945 roku na łamach „Dziennika Polskiego"” wierszem Szukam słowa.

W 1952 w  "Czytelniku" wydała pierwszy tom poetycki "Dlatego żyjemy".

w tym samym roku została członkiem Związku Literatów Polskich.   

W latach 1953–1966 była kierownikiem działu poezji tygodnika Życie Literackie”, następnie w latach 1967–1981 publikowała w nim felietony Lektury nadobowiązkowe[, które pisała do 2002.

W 1983 nawiązała współpracę z „Tygodnikiem Powszechnym”. Od 1988 była członkiem PEN Clubu.

Otrzymała Nagrodę  Nobla w dziedzinie literatury w 1996 roku.

W 2011 roku odznaczono Szymborską Orderem Orła Białego.

Zmarła 1 lutego 2012 w Krakowie.

 Kornel Filipowicz  urodził się  27 października 1913 w Tarnopolu –  powieściopisarz, nowelista, scenarzysta, poeta.

Autor 37 książek, znany głównie z krótkich form literackich.

Dzieciństwo i młodość spędził w Cieszynie (1923–1932), gdzie uczęszczał do szkoły podstawowej, a później gimnazjum.

Przed II wojną światową studiował biologię na Uniwersytecie Jagiellońskim i współredagował miesięcznik Nasz Wyraz (1936–1939). Wtedy też debiutował opublikowanym w „Zaraniu Śląskim” opowiadaniem Zapalniczka i wierszem, który ukazał się w „Gazecie Artystów”.

 Po wybuchu wojny brał udział w kampanii wrześniowej, po ucieczce z niewoli zaangażował się w działalność konspiracyjną. Po aresztowaniu był więźniem obozów koncentracyjnych Gross-Rosen i Sachsenhausen. Po wojnie zamieszkał w Krakowie i tam zmarł 28 lutego 1990 roku.

O książce:

Przekazana nam w książce korespondencja zaczyna się w kwietniu 1966 roku dwoma listami lub pocztówkami a kończy w październiku 1985. Na początku Szymborska ma wtedy 43 lata a Filipowicz o dziesięć lat więcej.

W 1967 roku  mamy już siedem listów. 

Najwięcej ich jest w 1968 gdy przez pół roku poetka leczy się w sanatorium w Zakopanem.

Czytając te listy i pocztówki wchodzimy bardzo w sferę  prywatną obojga. Lecz nie ma tam gorących wyznań miłosnych – uczucie przejawia się w drobiazgach, w zainteresowaniu zdrowiem lub codziennymi potrzebami.

„Myślę tu o Tobie ciągle i kocham Cię bezustannie (tylko z przerwą obiadową)” – pisze Wisława do Kornela a także: „Najlepiej w życiu ma Twój kot bo jest przy Tobie”. Ten kot to Kizia.

Wiele listów zawiera rysunki Filipowicza lub zabawne wyklejanki Szymborskiej. Obojgu nie brakowało poczucia humoru, którym okraszają swoją korespondencję.

Dowiadujemy się z nich o wspólnej pasji obojga czyli zbieraniu pocztówek. Oraz jak Filipowicz lubił spędzać wolny czas.

Natomiast bardzo rzadko opisują wydarzenia kulturalne, a już prawie wcale polityczne tamtego czasu.

Pod listami wydawca zamieszcza krótkie notki biograficzne wspominanych osób lub wręcz rozszyfrowuje jeśli są tylko oznaczone literami nazwisk czy imion.

Zabrakło mi w książce biografii obojga, bo jeśli o Szymborskiej wiele powiedziano i napisano to  Filipowicz jest pisarzem zapomnianym, więc warto by było przybliżyć jego sylwetkę.

Myślę, że dla pełnego obrazu należałoby przeczytać biografię „Pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny Wisławy Szymborskiej”, biografię Filipowicza „Ku wielkiej opowieści” i dopiero te listy.

A to mój ulubiony cytat z listu Szymborskiej: „Zdumiewają mnie ludzie, którzy nie tylko muszą ze sobą zbiorowo jeść, spać i chorować ale jeszcze chcą się razem bawić i nie czują potrzeby chwilowej izolacji”.

19:50, alodia1949
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 maja 2018

Zmęczona dzisiaj jestem, więc wykorzystam Oscara Wilde`a. Może byłby zadowolony.

 

Mężczyźni starzeją się ale nigdy nie stają się lepsi.

Komentarz mój: Podobno na starość zalety zanikają, a wady się powiększają.

************************************************************************

Kochać samego siebie to początek romansu na całe życie.

Kom. mój: To się nazywa egocentryzm.

***********************************************************************

Żaden człowiek nie jest dostatecznie bogaty, by móc odkupić swą przeszłość.

Kom. mój: czasem nawet szkoda by było czasu i pieniędzy

***********************************************************************

Potrafimy być zawsze mili dla ludzi, którzy nas zupełnie nie obchodzą.

Kom. mój: Jeśli jestem dla ciebie miła to nie znaczy, że cię lubię. To tylko znaczy, że jestem dobrze wychowana.

************************************************************************

Młodzi ludzie chcą być wierni i nie są. Starzy chcą być niewierni i nie mogą.

Kom. mój: Nie wiem czy to zależy tylko od chcenia.

***********************************************************************

Jedyne co można zrobić z dobrą radą to podać ją dalej.

Kom. mój: podaj i uciekaj.


Tagi: aforyzmy
18:23, alodia1949 , różne
Link Komentarze (4) »
sobota, 19 maja 2018

Od jakiegoś czasu chodzę na zajęcia "Laboratorium sztuki 50+" do CK FAMA na Psim Polu. Nie lubię tracić połowy dnia na dojazdy gdziekolwiek a tu mam prawie spod bramy dwa autobusy prosto do celu prowadzące. Podróż trwa tylko 10-13 minut jeśli nie ma korków. 

Zajęcia nie zostały rozreklamowane, nie wiem czy celowo w każdym razie jest nas (kobiet oczywiście) 3, w porywach 4. Małe miłe grono.

Jedna z pań była na moim wieczorze autorski w "Saloniku 3 Muz" i zrobiła wiele zdjęć. 

Na ostatnich zajęciach prowadząca przygotowywała (za pomocą 2 drogich maszyn, ramki z siatką, farby i prysznica) nasze wzory do odbijania na torbach/podkoszulkach w trakcie następnych zajęć.

Idąc na zajęcia wzięłam z lady bibliotecznej 2 bezpłatne pisemka. Po napisaniu na folii tekstu do wydrukowania za 2 tygodnie, wycięłam słowa i ułożyłam poniższy kolaż.

Akurat różne telewizje pokazują relację ze ślubu angielskiego księcia. Przybyłe do kościoła kobiety mają obowiązek nosić kapelusz lub mały stroik. A panowie nie! I uważam, że to jest dyskryminacja! Tylko nie wiem - kobiet czy mężczyzn? Jak uważacie?

A oto mój kolaż:


sobota, 12 maja 2018

Śmiejmy się! Kto wie czy świat potrwa jeszcze trzy tygodnie? 

Pierre Augustin Caron de Beaumarchais

 

Płynie dwóch gości łódką. Jeden z nich pyta:

- Która godzina?

Drugi wtciąga termometr z wody i mówi:

- Jutro poniedziałek.

*******************************************

Dlaczego w Wącocku mają stale świeże gazety?

Bo trzymają je w zamrażarce.

******************************************

Przychodzi baba do lekarza z dzieckiem.

Lekarz pyta:

- Czy dziecko przechodziło odrę?

- A gdzie tam, panie, my zza Buga.

******************************************

- Myj codziennie zęby pastą Colgate a będziesz je miał jak bóbr.

- Takie mocne?

- Nie, dwa.

**************************************************************

Dlaczego blondynki nie lubią bułki tartej?

Bo słabo się smaruje masłem.

 


16:13, alodia1949 , dowcipy
Link Komentarze (2) »
sobota, 05 maja 2018

 

Jak nietypowo obchodzić imieniny tu teraz odpowiem.

 Poszłam z dwiema koleżankami  na wykład w Muzeum Pana Tadeusza - notka z facebooka:

5 maja 2018 gościem ostatniego w tym sezonie spotkania z cyklu ?Misja: Polska. Misja: Wrocław - Sto wielkich dni Wrocławia. Wystawa Ziem Odzyskanych i Kongres Intelektualistów w 1948 roku   był profesor Jakub Tyszkiewicz, historyk i członek Rady Kuratorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich.

Rozmowę poprowadziła współautorka wystawy stałej "Misja: Polska" - Gabinety Świadków Historii. Bartoszewski-Jeziorański-Różewicz w Muzeum Pana Tadeusza, dr Małgorzata Preisner-Stokłosa.

Profesor posiłkując się wyświetlanymi zdjęciami  opowiedział o największej akcji propagandowej w powojennej Polsce jakim była wystawa Ziem Odzyskanych otwarta 21 lipca 1948 roku. Był to pomysł Władysława Gomułki (w innej wersji Józefa Stalina), który nie był nawet na specjalnym otwarciu dla czerwonych VIP-ów, bo zmieniły się układy polityczne. Jako prywatna osoba zwiedził ją trochę później.

W tym czasie nie obowiązywał jeszcze w sztuce socrealizm, więc artystycznie wystawę opracowano bez jej wymogów. Ale i tak Dunikowski wyrzeźbił  głowę m.in. przystojnego robotnika, która stoi teraz obok ASP. Inteligent na pewno nie miałby takiej szlachetnej twarzy - prawda? Taka to głowa człowieka z marmuru.

Specjalnie na wystawę postawiono Iglicę co to jak mury pnie się do góry a obok niej trzy drewniane łuki, które szybko się wypaczyły. Niechcący zapowiadały okres błędów i wypaczeń.

Wystawa miała trzy części i była pochwałą osiągnięć nowego ustroju. A i tak największą popularnością cieszyła się część rozrywkowa z karuzelą i piwem. Głowa więc mogła się ludziom kiwać od jednego lub od drugiego. 

Specjalnie na wystawę przygotowano i sprzedawano różne pamiątkowe gadżety, które teraz na allegro są bardzo drogie. Bo zabytkowe. 

Pokazano nam też fragmenty kroniki filmowej (zawsze poprzedzała w kinach każdy film) w którym poinformowano nas w komentarzu, że dzieci piły mleko bezalkoholowe. Nie wiedziałam, że są krowy dające mleko z procentami. Pewnie jakieś wściekle imperialistyczne przemycane przez zachodnią granicę bo jak stonki nie dałoby się ich zrzucać z samolotu.

W trakcie dalszego ciągu propagandy czyli Kongresu Intelektualistów ktoś z sowieckiej delegacji (Aleksander Fadiejew) napadł na  zachodnich uczestników:  "Kajdany amerykańskich imperialistów mają zamienić świat w komisariat policyjny, a jego ludność w niewolników kapitału"  także personalnie nie żałował  ostrych słów, więc część z nich wyjechała.

Wykładowca stwierdził, że burzę jakoś zażegnano ale mleko się rozlało. Koleżanka stwierdziła, że było to mleko bezalkoholowe zapewne. No, nie wiem.

Wrocław trochę skorzystał na organizacji wystawy, bo uporządkowano z ruin część miasta.

Ale potem bezpardonowo wywożono cegły z naszego miasta, tak więc cały Wrocław budował nie tylko stolicę ale i Nową Hutę.

Oczywiście nie obeszło się bez działań Urzędu Bezpieczeństwa, które stało na straży prawomyślności organizatorów i wykonawców wystawy.

I jak to na każdym spotkaniu znalazła się osoba, która postanowiła być gwiazdą. Zanudzała nas opowieścią, w kilku odcinkach, i wspomnieniami, które niczego ciekawego nie wniosły.

Obie z Alą znamy ją z tej słowotokowej przypadłości., więc uciekłyśmy przed nią najpierw do czekoladziarni na bocznej uliczce gdzie cisza i spokój w odróżnieniu od za bardzo gwarnego rynku.

A w trakcie spaceru w kierunku Ostrowa Tumskiego wstąpiłyśmy do Herbaciarni Targowa. Mieści się z boku Hali Targowej. Jest bardzo klimatyczna zarówno w wystroju jak i muzyce. Możecie przeczytać o niej : http://piewcyteiny.pl/herbaciarnia-targowa-we-wroclawiu/.

Bardzo udane imieniny miałam dzięki dwóm Alicjom -  dziękuję Wam za to spotkanie.

 

 

sobota, 28 kwietnia 2018

 

 

23 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich. Tego dnia odbył się mój wieczór autorski we wrocławskim „Saloniku Trzech Muz”.

Przygotowywałam się do niego dość długo i konkretnie. Do tego stopnia, że wszystko wypełniło bardzo dużą torbę. Ciężka była, bo książki, kserokopie opowiadań i innych tekstów o kotach, dodatki rękodzielnicze (zakładki, kartki okolicznościowe i kolaże, torby papierowe [z lepiejami] każda rzecz  z motywem kota), torebki na książki, słodycze i wino, podpórki – metalowa, drewniana i tekturowa swoje ważyły.

Przed spotkaniem rozłożyłam na stolikach małe i większe teksty o kotach a gospodyni Saloniku Pani Ali wręczyłam ekologiczną torbę na zakupy z kotami na gałęziach i nazwą mego bloga (sama ją ozdobiłam).

To był duszny dzień, bo oczywiście musiało się rozpadać przed spotkaniem. Pot lał się ze mnie wodospadami stwierdziłam więc, że przydałby się wentylator. A ponieważ go nie ma to marzę o tym, aby z jednej strony ktoś mnie wachlował a z drugiej wycierał twarz. Ale tak się nie stało.

Spotkanie było pod hasłem „Jak być twórczym seniorem” opowiedziałam więc trochę czym się zajmuję.  I, że należy masować swoje szare komórki całe życie a na emeryturze szczególnie. To wszystko po to, aby nam nie zanikły. Jeśli ich nie masujemy stajemy się stetryczałymi marudami i narzekaczami.

Na stoliku ustawiłam książki w których są moje haiku, limeryki, lepieje i epitafia. Także teksty mnie dotyczące.

Ubrana byłam w bluzkę koszulową czarną z drobnym motywem kociej główki, dodatkowo przypięłam sobie broszkę  w postaci białego kota.

Przed przeczytaniem opowiadania ze zbioru "Wrocław, koty i... Opowiadania prawie kryminalne" poprosiłam o uruchomienie poczucia humoru i niektórym się to udało.

Poinformowałam także, że prawie  w każdym tekście są dane dotyczące różnych miejsc naszego miasta, a poza tym poruszone problemy społeczne np. przekręt na budowie, zakazana miłość, alkoholizm, mobbing .

Nawiązuję także do wydarzeń historycznych jak powódź i stan wojenny – internowanie w Gołdapi.

Czytałam „Zwłoki w Parku Szczytnickim” – w nim oprócz akcji zamieściłam dane o poniemieckim osiedlu WUWA i o Obserwatorium Astronomicznym.

Dwie koleżanki (Iza i Ela – dziękuję!) robiły zdjęcia – najlepsze z nich umieściłam na facebooku.

Po przeczytaniu opowiadania powiedziałam, że teraz jest czas na pytania i pretensje. Nie było.

Zapytano czy nadal piszę, więc pochwaliłam się, że owszem ale zmieniłam gatunek na sztuki teatralne. Znowu okazało się, że  nie potrafię napisać długiego tekstu. Wyszły więc dwie jednoaktówki (koleżanka orzekła, że to są skecze i chyba ma rację) – jedna to komedia kryminalna z czarnym humorem, druga to komedia obyczajowa. Obie o seniorach.

Prawie na każdym takim spotkaniu jest osoba, która chce zostać gwiazdą. Skutek  jest wręcz odwrotny do zamierzonego.

Parę osób zrobiło mi przyjemność  nabywając moje książki ale i tak największym powodzeniem cieszyły się słodycze i zrobione oraz rozdawane przeze mnie zakładki – sówki.

Na koniec pan Bolek zaintonował „sto lat” na moją cześć parafrazując: sto lat, sto lat niech pisze nam.

„Salonik” i koleżanka obdarzyli mnie pięknymi czerwonymi różami a znajoma z Klubu Seniora – wiśniami w czekoladzie, od koleżanki bibliotekarki dostałam zakładkę z kotem świecącym w nocy.

Wszystkim obecnym bardzo dziękuję za przybycie – naprawdę doceniam.

 

sobota, 21 kwietnia 2018

 Paula Hawkins – Zapisane w wodzie, Wydawn. Świat Książki, 2017

WSTĘP: „Wszystkim tym, którzy lubią sprawiać kłopoty”

O autorce:

Paula Hawkins  urodziła się 26 sierpnia 1972   w Harare w Zimbabwe i tam wychowała. Jej ojciec był profesorem ekonomii i dziennikarzem ekonomicznym.

W 1989 roku przeprowadziła się do Londynu, gdzie studiowała filozofię, nauki polityczne i ekonomię na Uniwersytecie Oksfordzkim.

 Pracowała jako dziennikarka gazety The Times w dziale biznesu. Napisała ekonomiczny poradnik dla kobiet The Money Goddes.

Jako powieściopisarka zadebiutowała w 2015 roku thrillerem Dziewczyna z pociągu, który szybko znalazł się na listach bestsellerów. Książka odniosła olbrzymi sukces również poza granicami Wielkiej Brytanii.

Prawa do jej wydania sprzedano do 47 krajów, na podstawie książki powstał film pod tym samym tytułem.

Mieszka w południowym Londynie.

 O książce:

Polski tytuł książki "Zapisane w wodzie" bardzo dobrze oddaje całą jej treść. Bo czytając miałam wrażenie, że wszystkie pomysły i wątki autorka wrzuciła do wirującej wody, która wszystko pomieszała, poplątała.

 Widocznie Hawkins uwierzyła, że jest to bardzo nowoczesny i trendy sposób pisania, który zachwyci czytelników. Mnie jakoś nie uwiódł.

A przecież porusza nośny temat, czyli nieustanną dominację mężczyzn, którzy ciągle uważają, że mogą karać kobiety posuwając się do przemocy w odwecie za ich niezależność i niezgodę na to co się dzieje wokół nich.

Autorka dedykuje powieść wszystkim tym, którzy lubią sprawiać kłopoty.

Te kłopoty sprawiają przede wszystkim kobiety – Nel, która drąży przeszłość miasteczka, próbuje dociec prawdy o Topielisku. Czy kobiety jakie tam utonęły popełniły samobójstwo, czy może je zamordowano.

Historia utonięć zaczyna się od pławienia Libby posądzonej o czary w 1679 roku.

Potem są następne ofiary. Mieszkańcy żyją po złej stronie prawdy a kto chce ją ujawnić ginie.

Książka składa się z krótkich rozdziałów zatytułowanych imieniem jednego z bohaterów i pisana jest raz w pierwszej osobie, a raz w trzeciej.

Akcja toczy się w Anglii, czasie teraźniejszym (2015 rok) z powrotami do przeszłości (1993 rok) mającymi wyjaśnić zagadki ale jeszcze bardziej je gmatwa. 

Osoby występujące w powieści reprezentują rożne pokolenia – mamy więc nastolatki, ich rodziców, nauczycieli oraz starsze pokolenie. I nikt tu jest bez winy. 

Jest też subtelny wątek miłości kobiet do własnej płci.

Nie zabrakło parapsychologii w postaci miejscowej wróżki niekiedy jasnowidzącej. Przemocy domowej a także wobec zwierząt. Zakazanych romansów i zdrady małżeńskiej. Jest też porwanie.

Jak dla mnie to za dużo dlatego nie polecam.

 

 

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 78
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek