O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
sobota, 24 czerwca 2017

 

Dedykuję tym, którzy nie wątpią o słuszności czynów swych 

Wisława Szymborska - Pochwała złego o sobie mniemania

Myszołów nie ma sobie nic do zarzucenia.

Skrupuły obce są czarnej panterze.

Nie wątpią o słuszności czynów swych piranie.

Grzechotnik aprobuje siebie bez zastrzeżeń.

   Samokrytyczny szakal nie istnieje.

    Szarańcza, aligator, trychina i giez

    żyją jak żyją i rade są z tego.

Sto kilogramów waży serce orki,

ale pod innym względem lekkie jest.

   Nic bardziej zwierzęcego

   niż czyste sumienie

   na trzeciej planecie Słońca.

sobota, 17 czerwca 2017

 Długotrwały stres związany z pracą społeczną obniżył moją odporność. A diabeł - stróż mój tylko na to czekał z choróbskiem w ręce. Tak więc teraz angina, antybiotyk, alergia  - ale atrakcje :(.

Poniżej dwa wiersze znalezione w makulaturze.

Henryk Kaletka

Przyszła do mnie Pani Starość

Przyszła do mnie Pani Starość

z bólem kręgosłupa i z siwymi włosami.

Jak ja nie lubię siwych włosów!

Ale jestem dżentelmenem

nie mogę jej wyrzucić.

Chodząc z nią po mieście

przestałem widywać moich przyjaciół,

i coraz ich mniej dookoła.

Jeszcze niedawno tacy żywotni.

Za to widuję innych uśmiechniętych ludzi,

których nie znam.

Może to jest ta słynna wymiana pokoleń?

Przecież choć nie chcę i ja jej podlegam.

Coraz więcej w tej Pani Starości

smutku i nostalgii przemijania.

Ale ja się jej nie poddam.

Będę śpiewał w poniedziałki w TZR, 

razem z tymi, co nie chcą

tej starczej rezygnacji.

**********************************

Henryk Węgrzyk

Święty spokój

Kiedy ósmy krzyżyk leci,

zamieniamy się znów w dzieci.

W pionie trzyma siła woli,

szczęściem: gdy nas nic nie boli.


Jeśli chcemy żyć wciąż dalej,

nie czekajmy na szpitale.

Bo tam tylko lekarz może

stwierdzić jedno: będzie gorzej.

 

Optymizmu jednak trzeba:

wciąż zbliżamy się do Nieba.

Bo nas czeka: niepojęty

w perspektywie Spokój Święty.




sobota, 10 czerwca 2017

Rzeczywistość mam ostatnio okropną, więc sobie i Wam parę anegdot o gwiazdach:

 

Telefoniczna pomoc

Ciepły komik z dużym wnętrzem   - komentowano jego aktorstwo. Mowa o Bogumile Kobieli, popularnym Bobku, o którym tak trudno i przykro pisać w czasie przeszłym.

Znane było jego przywiązanie do żony Gosi. Wydzwaniał do niej ciągle z wojaży.

Do historii przeszedł jego żart, kiedy to ze słuchawką przy uchu powtarzał rytmicznie: Dobra, zła, dobra, dobra...

Na pytanie kolegów co to ma oznaczać odparł, że właśnie pomaga żonie... sortować truskawki.

Potrójne zauroczenie

Znany i lubiany artysta plastyk, znakomity rysownik i wspaniały gawędziarz Szymon Kobyliński uchodził za znawcę nie tylko różnych rodzajów broni ale także kobiecego piękna.

Na pytanie co go najbardziej fascynuje u własnej żony  odpowiedział:

- Trzy rzeczy!

- Jakież to?

- Podbródek - odpowiedział radośnie.

Komentarz mój: a co odpowiedziałaby jego żona na takie pytanie?


***************************************************************************

Ścigany w Nowym Jorku

Krzysztof Kieślowski przyznawał często, że ma awersję do Stanów Zjednoczonych.

- Wszystko tam jest za duże - mawiał. Miasta, samochody, ruch na ulicach i wytwornie filmowe też.

Kiedyś w Nowym Jorku, spiesząc się na pokaz swojego filmu utknął w taksówce, która potrąciła rowerzystę.

Zrobił się korek. Pan Krzysztof obawiając się spóźnić wybiegł z taksówki i udał się pospiesznie na skróty.

Gapie spostrzegłszy uciekającego z miejsca wypadku człowieka rzucili w pościg za "przestępcą".

Reżyser przedarł się jakoś do budynku kina.

Przywitany stereotypowym: Jak leci?

odparł poirytowany: Byle jak!

*********************************************************************

Obie z koleżanką zrezygnowałyśmy z wolontariatu w "Bibliotece sąsiedzkiej". Nasze zaangażowanie wzięto za słabość. I takie są skutki.


 

18:15, alodia1949 , różne
Link Komentarze (2) »
sobota, 03 czerwca 2017

 ?

Maja Lunde - Historia pszczół. Wydawn. Literackie Kraków 2016

 

WSTĘP: "By móc żyć w naturze, z naturą, musimy stłumić naturę w nas samych... Wykształcenie jest po to, byśmy nie przywiązywali zbyt dużej wagi do samych siebie, do naszej natury, do instynktów".

O autorce:

Maja Lunde urodziła się 30 lipca 1975 roku w Oslo. Jest autorką książek dla dzieci.

"Historia pszczół"  to jej pierwsza powieść dla dorosłych.

Dostała za nią Nagrodę Księgarzy Norweskich. Prawa do wydania książki zakupiło 15 wydawnictw z całego świata.

O książce:

"Historia pszczół" to powieść ekologiczna i przestroga przed skutkami rabunkowego eksploatowania Ziemi.

Autorka opowiedziała nam historie trzech osób: Wiliama żyjącego w Anglii w połowie XIX wieku, Georga mieszkającego w USA na początku XXI wieku i Chinki Tao z 2098 roku.

Jest to więc powieść historyczno - futurystyczna z elementami współczesności.

Losy bohaterów spajają pszczoły odgrywając w ich życiu ogromną rolę.

William - jest niespełnionym naukowcem w depresji spowodowanej przymusem utrzymania wielodzietnej rodziny. Z psychicznego dołka wyciąga go pomysł zbudowania nowoczesnego ula. "Bez pasji jesteśmy niczym".

George - pszczelarzem marzącym o przekazaniu farmy jedynemu synowi Tomowi, który nie chce spełnić ojcowskich oczekiwań.

Tao - ciężko fizycznie pracującą kobietą przy zapylaniu drzew owocowych. Mimo, że jest zdolna i chciała się uczyć. Marzy o lepszym losie dla synka. "Bez wykształcenia jesteśmy niczym. Bez wykształcenia jesteśmy zwierzętami".

Wszyscy troje opowiadają swoje doświadczenia w pierwszej osobie, ich imiona noszą kolejne rozdziały.

Około roku 2040 na Ziemi była Zapaść, wojna światowa podczas której wyginęły wszystkie pszczoły. Co spowodowało klęskę nieurodzaju i konieczność ręcznego zapylania kwiatów.

Poradzono sobie z tym tylko w Chinach.

Śledzimy więc jednocześnie historię bohaterów i pszczół przy okazji dowiadując się jak wyglądały ule w XIX wieku i w jaki sposób je unowocześniono ? na tym polu zasłużył się też Polak Jan Dzierżon z którym koresponduje William.

Ule dzielą się na stacjonarne i wędrowne - takie stosuje George.

Jednak bezmyślność ludzi doprowadza do wyginięcia tego pożytecznego owada.

I to co nas może czekać opisała Lunde w części poświęconej Tao. A jest to wizja apokaliptyczna.

Wszystkim bohaterom autorka nie oszczędziła złych doświadczeń, aby czytelnika przekonać do dbania o naszą planetę.

To książka o miłości matki do syna, o przedmiotowym traktowaniu dzieci przez rodziców, o pasji prowadzącej do pozytywnego rezultatu ale i o rozczarowaniu jakie często niesie życie rodzinne czy nawet najcięższa praca i poświęcenie.

Na koniec ciekawostka - Kupidyn (Amor) maczał groty swoich strzał w miodzie.

Polecam.

 

 

sobota, 27 maja 2017

 

Judy Blume – Koleje losu, Wydawn. Zysk i Ska, 2016

 

WSTĘP: „Koleje losu nie muszą być złe. Zdarzają się też dobre”.

O autorce:

Judy Blume urodziła się 12 lutego 1938 roku. Dorastała w Elizabeth, New Jersey. Ukończyła New York University. Napisała 28  książek, większość dla dzieci i młodzieży.

Porusza w nich takie tematy jak: rasizm, seksualność, rozwody, z tego powodu miała problemy z cenzurą w bibliotekach szkolnych i z religijną prawicą.

Jest założycielką i honorowym prezesem organizacji pomagającej dzieciom „The Kids Funds”.

Otrzymała medal za wybitny wkład w literaturę amerykańską.

O książce:

„Koleje losu” autorka spięła klamrą czasową – książka zaczyna się i kończy w 1987 roku gdy odbywa się spotkanie świadków katastrof:

„Tamta zima połączyła nas na zawsze”.

W części środkowej opowiada o losach mieszkańców miasteczka Elizabeth, w którym dorastała autorka. Na ich życie a nawet zdrowie wpłynęły trzy katastrofy lotnicze jakie zdarzyły się na początku lat 50-tych ubiegłego wieku, w niewielkich odstępach czasu, na lotnisku Newark leżącego blisko Elizabeth.

Judy Blum pamięta te zdarzenia i przenosi nas w ten czas i miejsce. Pierwsza katastrofa zdarza się przed świętami Bożego Narodzenia.

 Od 17 grudnia dziennikarz Henry Ammerman  w gazecie „Elizabeth Daily Post” opisuje tragiczne wydarzenia.

 Za pomocą bohaterów powieści autorka przedstawia różne postawy mieszkańców wobec tragicznych zdarzeń.

Główną bohaterką jest nastolatka Miri Ammerman, nieślubna córka Rusty, wnuczka Irene i siostrzenica Henry`ego.

Mieszkają razem, dość zgodnie i wygodnie. Rusty dojeżdża do pracy w Nowym Jorku, Irene jest konsultantką firmy kosmetycznej.

Autorka od początku wprowadza wiele postaci i można się trochę wśród nich pogubić.

Krótkie rozdziały zatytułowane są imionami bohaterów pierwszo i drugoplanowych: Miri, Rusty, Irene, Henry, Mason, Ruby, Christina, Daisy, Kathy.

Przedzielają je teksty napisane przez Henry`ego, nie tylko o katastrofach ale i zdarzeniach politycznych lub o  życiu gwiazd kina.

Judy Blum przybliża czytelnikowi  tamten czas za pomocą dokładnego opisu strojów, zwyczajów towarzyskich i rodzinnych, podaje tytuły przebojów, nazwiska piosenkarzy, tytuły  filmów i jacy aktorzy w nich grali. Oraz tytuły gazet , nazwy gumy do żucia i markę papierosów.

To wielowątkowa książka o dojrzewaniu, pierwszych miłosnych zauroczeniach, traumie po tragicznych przeżyciach prowadzącej do choroby psychicznej, karierze dziennikarskiej zbudowanej na opisywaniu katastrof. O pozornie szczęśliwych rodzinach i przestrzeganiu zasady, że wiązać się należy tylko wśród swoich – Żydzi z Żydówkami, Grecy z Greczynkami, Irlandczycy z kobietami swojej narodowości. O seksie i sposobach zapobiegania ciąży. I o zdradach małżeńskich. O przemocy w rodzinie. I o chorobie polio na którą nie było jeszcze lekarstwa. Nie zabrakło też postaci gangstera.

 A także o pozamałżeńskim macierzyństwie. Miri zadaje sobie pytanie:

„Czy dorośli bywali kiedyś szczerzy wobec dzieci?”.

Wtedy „Żyli w świecie, w którym dzieci, nawet nastolatki chroniło się przed prawdą dla ich dobra. Dlatego nic im się wtedy nie mówiło”.

Po tragicznych wydarzeniach Elizabeth nazwano miastem katastrof lotniczych. Nie brakowało też ludzkich. Ale zgodnie z hollywoodzką tradycją mamy happy end, bo w końcu prawie wszyscy żyją długo i szczęśliwie.

Polecam.

 

sobota, 20 maja 2017

W ramach reorganizacji i unowocześniania sieci bibliotek publicznych polegającej głównie na zamykaniu kilku filii i tworzeniu jednej dużej powstała nowa placówka na dworcu. Zlikwidowano tę przy ulicy Hercena, a przy Zielińskiego się ostała. Cud jakiś.

Dworcowa to kolejna, po Graficie, "zapchajdziura", czyli pan kazał, sługa musi. Bo żaden przedsiębiorca nie chciał się wprowadzić do lokalów na pierwszym piętrze dworca. Powody tej decyzji są na pewno poważne.

Wiedziałam, że ta biblioteka mieści się na pierwszym piętrze, więc przeszłam cały parter z zadartą głową szukając dużego napisu BIBLIOTEKA. Nie znalazłam i wcale nie dlatego, że miałam operowane oko. W dolnym holu też nie ma żadnego napisu, strzałki, baloników na druciku pozostałych po hucznym (chyba, nie byłam) otwarciu nowego obiektu.

Projektant przebudowy dworca tak to wymyślił, że z jednej strony holu (długiego przecież) są schody ruchome na górę, a z drugiej (odległej) w dół. Bezmyślna oszczędność czy brak profesjonalizmu? Normalnych schodów brak. To może chociaż drabinki sznurowe trzeba było umocować w kilku miejscach.

Przy schodach na dole brak informacji, dopiero na górze stoi tablica informacyjna.

Po wejściu do wnętrza biblioteki znowu są schody. Zapytałam jak sobie radzą z osobami niepełnosprawnymi. Jest winda, którą można wjechać. Sprawdźcie sami czy umieszczono tam informację o bibliotece.

Filia składa się z kilku pomieszczeń, na szczęście nie jest to hangar typu "Mediateka" czy "Grafit".

Wszystkie mają okna lub oszklone drzwi ale i tak mimo słonecznego dnia paliły się tam lampy.

Nad ladą biblioteczną jest wizerunek zegara - takie memento mori czy raczej: pamiętaj zwracać książki w terminie, bo ci naliczymy karę?

Regały, fotele, siedziska to ciemna szarość. Dobrze choć, że podłoga jest jasna. Wyjątkiem jest okrągła kanapa w dziale dziecięcym i nie rozumiem dlaczego wszystkie miejsca do siedzenia nie mogły być w takim przyjaznym kolorze:


 

Projektant wnętrz widocznie lubi jak jest na bogato, więc umieścił dwie kiczowate złote ozdoby:

 

Najbardziej podobały mi się tam drzwi (okna też są brązowe) i nie rozumiem dlaczego regały nie nawiązują do tej kolorystki:

Nad dużym stołem w dziale dla dzieci wiszą dwie lampy z motywem sztućców:

Czy jakiś król będzie tam wydawał obiady niekoniecznie czwartkowe?

Jeśli dział dla dzieci to sensowniejszy byłby motyw z bajki. Co proponujecie? Sierotkę Marysię, a może krasnoludki (nawiązując do licznie rozlokowanych w mieście), postać z wierszy Brzechwy, a może tuwimowską lokomotywę jako że biblioteka mieści się na dworcu?

Jedno z pomieszczeń to mała sala wystawowa, teraz są tam "Ikony popkultury"


Podsumowując - wszechobecny brak informacji bardzo utrudnia dotarcie do biblioteki. Czy to działanie celowe? W przypadku "Grafitu" było podobnie.

Żaden podróżny czekając na pociąg do biblioteki nie trafi. Może właśnie o to chodzi? 




sobota, 13 maja 2017

Po ostatnich dość smutnych wpisach dziś parę anegdot z życia artystów polskich:

KTO bardziej znany

Kasi Nosowskiej, która zdobyła popularność z grupą Hey, trudno jest zachować anonimowość. Nawet zmiana koloru włosów na miedziany niewiele dała. Gdziekolwiek się pojawiła, skupiała wokół siebie wianuszek fanów.

- Może założę maskę Kaczora Donalda - rzekła do swojego chłopaka. Może wtedy spokojnie sobie pospacerujemy.

- Sądzisz, że jest on mniej znany od Ciebie? - zapytał kąśliwie ukochany.

****************************************************************************************

Fachowa pomoc

Adam Hanuszkiewicz, reżyser, pożar Teatru Narodowego traktował jako osobisty dramat. Otuchy dodawała mu wtedy spontaniczna chęć pomocy życzliwych ludzi.

Bardzo rozrzewnił go przechodzień, który zaczepił go na ulicy.

- Chętnie pomogę - tłumaczył. Każda para rąk się przyda.

- A kim pan jest z zawodu? - zapytał reżyser.

- Ginekologiem położnikiem - odpowiedział z dumą.

*******************************************************************************************

Magia nazwiska

Miłośnicy kabaretu pamiętają zapewne skecz w wykonaniu Fronczewski - Pszoniak, w którym ten drugi , odgrywając rolę gruzińskiego studenta, nijak nie mógł przedstawić się profesorowi, bo nazywał się Awas. I tak też odpowiadał na pytanie, jak go nazywają. 

Profesor mówi:

-Mnie nazywają Iwanowicz, a was?

I dialog trwa.

********************************************************************************************

Za późno

Popularny piosenkarz i showman Andrzej Rosiewicz znany jest z tego z tego, że nie lubi chodzić do lekarzy. Kiedyś jednak musiał.

W czasie badania lekarz zadaje mu rutynowe pytania:

- Palił pan?

- Nie - odpowiada Andrzej.

- Pił pan?

- Ależ skąd!

- To szkoda - wzdycha lekarz, bo teraz już pan nie może...




18:12, alodia1949 , różne
Link Komentarze (6) »
sobota, 06 maja 2017

Byłam dzisiaj na pogrzebie koleżanki bibliotekarki.

Pracowałyśmy w jednej firmie, w ostatnich latach z obrzydzeniem. Do tego stopnia, że Ona odeszła na emeryturę dwa lata prze ukończeniem 60 lat. 

Była dwa lata ode mnie młodsza.

Mieszkałyśmy na sąsiednich osiedlach. Utrzymywałyśmy prawie codzienny kontakt - mailowy lub telefoniczny. Osobisty trochę rzadziej.

Gdy miała ochotę uczestniczyła w organizowanej przeze mnie giełdzie, wtedy mi pomagała. 

Także w organizowaniu i prowadzeniu "Biblioteki sąsiedzkiej".

Brała też udział w sesji fotograficznej "sleeveface" tam organizowanej.

Gdy byłam ostatnio w szpitalu pojechała do mojego mieszkania, aby wziąć ładowarkę i przywieźć mi ją wieczorem.

I tak dalej.

Była skryta, więc nie życzyłaby sobie, abym pisała o Jej prywatności.

Odejście bliskiej osoby czyni nasze życie uboższym, a nawet kalekim.

Zmarła 1 maja a ja każdego następnego łapałam się na myśli: o tym muszę koniecznie Krysi opowiedzieć lub napisać.

I komu teraz będę zawracać głowę swoją codziennością?

Chciała mieć fiołki afrykańskie, od lata zeszłego roku wsadzałam listki tego kwiatka (pozyskane tu i ówdzie) i niedawno powiedziałam, że mam dla niej kwitnący różowo. A następne gdy zakwitną.

Komu je teraz podaruję?

Za Kochanowskim mogę napisać: wielkieś mi uczyniła pustki tym zniknieniem swoim.

Nigdy się z tym nie pogodzę.


18:21, alodia1949
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 01 maja 2017

 

Dorota Karaś – Cybulski. Podwójne salto. Wydawn. Znak 2016

 

WSTĘP: „…ja nie mogę nigdzie zagrzać miejsca. Jestem ciągle w podróży, większość czasu spędzam w pociągu”.

O autorce:

 Dorota Karaś  jest dziennikarką gdańskiego oddziału "Gazety Wyborczej". Współpracuje z "Wysokimi Obcasami" i "Dużym Formatem". Jest autorką książki "Szafa, czajnik, obwodnica. Rozmowy z obcokrajowcami".

O książce:

Jest powiedzenie, że wybrańcy bogów umierają młodo. Tak było ze Zbigniewem Cybulskim, nazywanym polskim Jamsem Deanem. Obaj zginęli młodo i tragicznie, jeden za szybko jechał, drugi za późno wskoczył do pociągu.

Tak też autorka zatytułowała pierwszy rozdział swojej książki – „Pociąg”.

Nie opisuje w nim wypadku na dworcu, jak to naprawdę było  dowiemy się dopiero, od naocznego świadka, na końcu książki.  

Aktor żył w PRL-u i ta rzeczywistość miała ogromny wpływ nie tylko na życie ale i na pogrzeby obywateli. A Cybulski miał aż dwa.

Każdy z rozdziałów nosi, bardzo dobrze wybrany, tytuł filmu w jakim grał bohater. Nie zawsze  te najważniejsze.

W drugim nazwanym „Milczenie” poznajemy losy rodziny aktora. Przemilczane w jego oficjalnych biografiach (bo PRL) i przez niego samego.

Czytamy: „…wojna zniszczyła Zbigniewa: poharatała rodzinę, zabrała miejsce, w którym się urodził, zostawiła niegojącą się ranę”.

Następne rozdziały to „Koniec nocy”, „Trzy starty”, „Pokolenie”, „Cała naprzód”, ”Niewinni czarodzieje”, „Popiół i diament”, „Kochać”, „Giuseppe w Warszawie”, „Ich dzień powszedni”, „Rozwodów nie będzie”, „Salto”, „Pociąg” (II).

Pod tytułem każdego rozdziału jest krótki fragment listu od wielbicieli. Nie są w nich tylko wyrazy uznania ale i prośby o zdjęcie, autograf, radę jak zostać aktorką,  nawet o pieniądze.

Autorka relacjonuje życie Cybulskiego chronologicznie opierając się na dokumentach, wywiadach, rozmowach z rodziną, znajomymi, aktorami, którzy z nim występowali.

Życie aktora można podzielić na kilka okresów ale dla miłośnika jego talentu dwa są najważniejsze: gdański i warszawski. Jawią się w nich dwa zupełnie odmienne oblicza Cybulskiego.

W czasie pobytu w Gdańsku jest bardzo twórczy i to na kilku polach – pisze teksty, scenariusze, organizuje przedstawienia, jest reżyserem, konferansjerem, występuje jako aktor. Jest zorganizowany i punktualny. Zupełne przeciwieństwo Zbyszka (jak go wszyscy nazywali) z okresu warszawskiego.

Dowiecie się dlaczego tak się stało i co wpłynęło na zmianę osobowości aktora.

Także jakie miał fobie, natręctwa, kompleksy i życie prywatne, małżeństwo, trudności lokalowe i jak spisywał się w roli ojca.  Oraz jak to wpłynęło na życie oraz charakter syna Maćka.

„Kiedy wychodził i zamykał za sobą drzwi , zapominał, że ma dom. …on się w domu po prostu źle czuł”.

 Przeczytamy o ciągłym borykaniu się z brakiem pieniędzy. O jego odpowiedzialności za rzeszowskie i kieleckie.

O tym, że chciał, aby wszyscy go kochali.

Co to były „zastrzyki optymizmu” i dlaczego na grobie położono mu budzik.

Mówił o sobie: „Jestem nastrojowcem. Czasami interesuje mnie miłość dwojga ludzi, czasem planeta Mars, kiedy indziej kulawy pies czy też to, że w ogrodzie botanicznym przemarzły kaktusy”.

Książkę kończą wspomnienia różnych osób, które opowiadają swoje ostatnie z aktorem spotkanie.

Zawiera też „Kalendarium życia i twórczości”, źródła ilustracji, indeks osób oraz podziękowania.

Polecam.

 

sobota, 22 kwietnia 2017

 

Oj, przeplata mi on, przeplata.

We wtorek dostałam wiadomość, że jedna z koleżanek nie żyje.

W środę byłam u dentystki – usunęła kawałek (zęba, plomby?) powodujący ból przy gryzieniu jedzenia.

I podpiłowała protezę bardzo agresywnie działającą na jedno miejsce dziąsła.

Poprzednią robiła kobieta, obecną mężczyzna – i to widać. Kobieca była delikatniejsza.

W czwartek inna koleżanka pytała telefonicznie, jako tę doświadczoną, co ma zabrać do szpitala,

bo dostała skierowanie.

Tego też dnia nastąpiła druga kontrola mojego operowanego oka (otwór w plamce oka i zaćma – jak w szamponie: dwa w jednym, piany nie było ale szczypanie a i owszem).

O organizacji oddziału już pisałam, więc się nie będę powtarzać.

Tylko napiszę, że (jak wszędzie) wszystko zależy od ludzi. Głównie chyba od ordynatora. W tym samym szpitalu byłam operowana na innym oddziale i wszystko poszło o wiele sprawniej.

Na badanie  polecono mi się stawić na godz. 13-tą ale połączenie mam takie, że albo jestem na miejscu dużo wcześniej albo z opóźnieniem.

Wybrałam wersję pierwszą.

Diabeł stróż mój jest w pełni swoich sił mataczących. Czasem tylko anioł stróż miesza mu szyki.

Gdy doszłam do przystanku widziałam, że na poprzednim jest autobus, którym dojeżdżam do miejsca przesiadkowego.

Jestem tam więc i widzę, że stoi, stoi, stoi. Opony go zabolały? Benzyny zabrakło.

Kierowca ma zawał? Nikt nic nie wie.

Naprzeciwko zaś następna niespodziewanka – zamknięto sklep spożywczy w którym wygodnie robiło się zakupy idąc od przystanku tramwajowego do domu.

Napisu wyjaśniającego nie ma. Remont, likwidacja, plajta?

Wreszcie autobus przyjechał. Na szczęście mój zegarek naręczny się spieszy, więc zdążyłam na następny.

Do szpitala także i jeszcze czekałam czytając pisemko „Retro”.

Zbadano mnie wielorako, powiedziano, że wszystko jest dobrze i zalecono stosowanie sztucznych łez.

Urażające oko szwy wyjęto – uff… Przez wiele dni miałam wrażenie jakby dwa ziarnka piasku tam były.

Pani chirurg powiedziała, że sokoła ze mnie nie dało się zrobić.

I tu przypomniała mi się taka jedna nauczycielka ze szkoły podstawowej nr 45,

która powiedziała, że przy mnie można spokojnie zostawić otwarte okno bo i tak nie wyfrunę.

Za zasługi została uwieczniona w jednym z moich opowiadań kryminalnych.

Gdy w szpitalu kazano mi czytać na tablicy okazało się, że litery falują, falują…

Tekst pisma też tak się zachowuje w środku i po bokach. Nie podoba mi się to.

Siatkówka ma zdrowieć przez pół roku.

Mogę już sprawić sobie okulary z nowymi szkłami. W starych nie bardzo mogę czytać.

Wizyta u optyka w poniedziałek nastąpi.

Mogę też chodzić na masaże kręgosłupa, aby tylko nie urażać oka i okolic.

W piątek  zakończyłam zakrapianie się kroplami cztery razy dziennie, już nie będę zależna od dźwięku budzika.

A i on pewnie miał mnie już dosyć.

Za to przylepianie osłonki spowodowało bolesny uraz skóry na policzku, pewnie od odrywania plastra.

To go psikam oxycortem. Policzek.

W szpitalu na tym oddziale już w tym roku nie chcą mnie widzieć. Zapisana jestem na operację zaćmy prawego oka ale termin jest śmieszny.

Piątek też był rozrywkowy. Wodno-telefoniczny.

Zdążyłam się umyć gdy okazało się, że krany mają suszę.

Zadzwoniłam do administracji – w dziale technicznym nic nie wiedzieli. Ja pierwsza poinformowałam o awarii.

Pracownik poprosił, abym zapytała sąsiadów o wodę a sam obiecał, że zadzwoni do wodociągów.

Wzruszyłam się jego łaskawością.

Jedna sąsiadka miała, wodę, druga nie ale powiedziały, że przed bramą jest wykop i robotnicy.

Od administratora dowiedziałam się, że była awaria ale woda zaraz będzie. Nie tak zaraz ale była … tylko ciepła.

No to wybrałam ulubiony numer, na co znudzony moją namolnością pracownik adm-u polecił zadzwonić na pogotowie wodne.

Co zrobiłam w wyniku czego dowiedziałam się, że jeśli zakręcają wodę to obie wersje. Czyli ktoś to zrobił w naszym w budynku.

Jak zareagowałam? Tak! Wybrałam ulubiony numer działu technicznego w adm. Zmęczony moją przedsiębiorczością pracownik powiedział, że nie ma kogo wysłać, bo ich hydraulik jest na zwolnieniu. Na co ja, że sama nie zejdę do piwnicy i nie będę zaworu odkręcać przecież. Obiecał zadzwonić do awaryjnego hydraulika, który miał się ze mną skontaktować.  I rzeczywiście to zrobił. Odłożyłam słuchawkę i poszłam sprawdzić co w kranie piszczy. Poleciała zimna woda. Kran zakręciłam, wizytę hydraulika odkręciłam.

Na skrzynkę mailową dostałam z Poczta Polska S.A. informację, że jest do mnie 30-to kilogramowa paczka. Ani od kogo, ani co tam w niej jest. Wczoraj, że paczkę dostarczą mi 21.04. czyli wczoraj. Co nie nastąpiło. Czy to kolejny sposób na  naciąganie?

Teraz czekam na jakieś miłe wydarzenia. Należą mi się – prawda?

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 73
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek