O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
sobota, 29 stycznia 2011

  Dostałam dzisiaj takiego aniołka. Wisi przy drzwiach i strzeli w każdego kto zechce mi zrobić krzywdę. A że to jest aniołek-amorek ewentualny wróg natychmiast mnie pokocha :)

Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

     przedstawia:

"Czytanie ze zrozumieniem"

Właścicielka laptopa - WL

Fachowiec komputerowy - FK

WL - prosi o kolejną pomoc

FK - może pani skorzystać z instrukcji

WL - ale ja nic z niej nie rozumiem

FK - ja tak samo mam gdy czytam np. "Makbeta"

Kurtyna - dostaje zawrotu głowy i wyprysków na nosie

************************************************************

Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

     przedstawia:

     "W aptece"

Bystra Klientka - BK

Farmaceutka Zgnębiona - FZ

BK wchodzi do apteki i widzi na środku dużą dziurę w podłodze przykrytą deską.

BK (żartem) - o, podkop wam zrobili?

FZ - tak, w nocy, wzięli głównie leki z substancjami narkotycznymi

BK -  przepraszam, myślałam, że pękła wam rura

W jakiś czas potem BK dowiedziala się, że młodzi mieszkańcy pobliskiego pustostanu obiecali powiedzieć kto to zrobił w zamian za stałą dostawę jednorazowych strzykawek. 

Kurtyna - mówi: o tempora, o mores i idzie się naćpać  

***************************************************************

Teatrzyk "Kielbie we łbie"

    przedstawia:

  "Najważniejsze"

Bibliotekarka Życzliwa -

Bibliotekarka Stwierdzająca - BS

Bibliotekarka Chwalipięta - BCh

BCh - wchodzi do pokoju służbowego

BS - ooo, masz fajną bluzkę

BCh - no, bo ja w ogóle jestem śliczna, dobra i mądra, ha, ha, ha

- (pod oknem stojąca zmierza BCh od stóp do głów) - noooo, najważniejsze, że mądra

Kurtyna - robi: zyg, zyg marcheweczka 

*************************************************************** 

Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

   przedstawia:

 "Epikura poglądy"

Bibliotekarka Publiczna - BP

Czytelniczka Uczennica - CzU

CzU - muszę coś napisać o Epikurze

BP - przynosi odpowiednie książki i mówi: napisz, że głównie pamięta się jego "carpe diem" czyli "korzystaj z chwili" co nie znaczy - żryj, pij i oddawaj się rozpuście. To znaczy: nie zmarnuj życia, wykorzystaj swoje zdolności i możliwości. Epikur był filozofem, a nie idiotą.

Kurtyna - sięga do literatury i znajduje: Carpe diem quam minimum credula postero - chwytaj dzień (korzystaj z chwili), jak najmniej ufając przyszłości; weseląc się dziś nie dowierzaj przyszłości. Epikur 

************************************************************ 

 

 

piątek, 28 stycznia 2011

  Jeśli chcecie się zrelaksować w kinie nie idźcie na "Czarnego łabędzia" bo to mroczny film o dążeniu do doskonałości. A reżyser Darren Aronofsky widzów nie oszczędza.

Nina Sayers tancerka (Natalie Portman) mieszka z matką (Barbara Hersey) niespełnioną baletnicą. Całe ich życie poświęcone jest sztuce.

Nina tańczy małe role marząc o głównej. Obsesyjnie ćwiczy dążąc do doskonałości. Otrzymuje w końcu rolę Odetty-Odylii w "Jeziorze łabędzim". Jest delikatna i wrażliwa więc świetnie nadaje się do odtańczenia białego labędzia. Ale czy poradzi sobie z czarnym? Czy potrafi znaleźć w sobie takie pokłady złych emocji, aby przekonać widza, że jest czarnym charakterem?

Poznajemy kulisy pracy baletu - to krew, pot i łzy. Oraz obsesje, zawiści i nieczyste chwyty. Choreograf (Vincent Cassel) manipuluje tancerzami, aby osiągnąć swoj cel, czyli sukces potrzebny do zwabienia sponsorów. Widzimy jak przeżywają koniec swojej kariery tancerki odchodzące na emeryturę na przykładzie Beth  (Vinona Ryder).

Nina ma rywalkę Lily (Mila Kunis), która też chciałaby być primabaleriną. Zaprzyjaźnia się z Niną czy raczej probuje wygryźć? Co się rozgrywa w wyobraźni głównej bohaterki, a co naprawdę? 

To nie jest film tylko o balecie i tańcu. To film o życiu i o każdym z nas. O walce dobra ze złem. O tym, że zbyt intensywne dążenie do doskonałości często okalecza. Albowiem "nobody`s perfect". Zobaczcie ten film koniecznie!  

Tagi: film recenzja
18:56, alodia1949 , o filmie
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 stycznia 2011

 Kilkanaście razy wystawiałam się na krytykę pokazując kolaże lecz nigdy nie czytałam publicznie swoich utworów. Planowałam to zrobić w maju ale stało się inaczej. Koleżanki namówiły mnie na wspólny wieczór z haiku w Klubie przy ul. Sarbinowskiej (patrz zdjęcie, ja to 4-ta od lewej). Popełniłam ich kilka, choć jestem osobą prozaiczną czyli wolę prozę. Pisać i czytać.

Grupa twórcza "Ananke" wydała, ostatnio, tomik pt.: "Świat według haiku" w ktorym jest sześć i moich. Czytałyśmy po kolei swoje haiku, oto moje:

Haiku:

Stare albumy

układam puzzle wspomnień

collage życia. 

***************************

Słoneczna plama

na dywanie drzemie kot.

Ciepło i błogość.

*********************************

Wyrzucone życie

obok śmietnika książki

kiedyś bestsellery.

Teresa wymysliła, że na zakończenie ja przeczytam limeryki, a z własnej inicjatywy dodałam "Lepieje", "Altruitki" i "Epitafia" i dwie scenki Teatrzyku "Kielbie we łbie", oto niektóre z nich:

Limeryki:

Czarny kot z Wrocławia

nocami się zabawiał,

aż go dorwali

i wykastrowali.

Łagodny jest jak łania.

**********************************

Mieszkaniec Karłowic zalany

podlewał sąsiednie bramy.

Aż pies rudy jak tygrys

najcenniejsze mu wygryzł.

Nie wyleczy tej rany.

Altruitki:

Zamiast śpiewać falszywie

uprawiaj w ogródku endywię.

**********************************

Zamiast pleść banały

zrzuć się sam ze skały.

Epitafia:

Tu leżą dobre maniery

szlag je trafił, do cholery!

***************************

Tu leży rozum Polaków

bardzo długo go opłakuj.

Lepieje:

Lepiej wisieć na sośnie

niż czytać "Przedwiośnie".

************************************

Lepiej nie wychodzić z krzaków

niż czytać "Krzyżaków".

*****************************

Lepiej czytać książki

niż zbierać posążki.

*****************************

Lepiej glaskać kota

niż żyć jak idyjota.

Jedna ze słuchaczek powiedziała mi, że jest polonistką i uczniowie tak traktują konieczność czytania lektur jak to opisałam w "lepiejach".

Na zakończenie chór "Dumka" (na zdjęciu) zaśpiewał kolędy, a my wraz z nim ostatnią zwrotkę "Bóg się rodzi" czyli:

"Podnieś rękę, Boże Dziecię,
Błogosław Ojczyznę miłą!
W dobrych radach, w dobrym bycie
Wspieraj jej siłę swą siłą.
Dom nasz i majętność całą,
I wszystkie wioski z miastami.
A Słowo ciałem się stało

 i mieszkało między nami". 

 

 

poniedziałek, 24 stycznia 2011

  Kilka dni temu dostałam, pocztą tradycyjną, zaproszenie na galę rozdania nagród w konkursie "(Nie)zwykli ludzi, (nie)zwykle historie. Wrocław oczami seniora" w Teatrze Lalek. Mailowo wysłałam im tekst "Mój Wrocław" wcześniej drukowany (część) we "Wrocławskim Seniorze" więc nie spodziewłam się nagrody. I słusznie. Ale poszłam - co mi szkodzi obejrzeć imprezę.

Dochodzę już do gmachu i kogóż widzą oczy szczęśliwej emerytki? Byłego szefa. W czerwonej kurtce. Zawsze zwalał nas z nóg swoim stylem - bycia i okrycia.  Tym razem nie miał na sobie różowej koszuli i sraczkowatej marynarki. Jaka szkoda, jest mu w nich przepięknie. Pani z sąsiedniego krzesełka zwierzyła mi się, że napisała źle o Wrocławiu jako miejscu dla seniora więc się nie spodziewa nagrody. Nie dostała.

Uroczystość prowadziła para znana z Telewizyjnego Klubu Seniora.

Oficjalne osoby przemawiały. Zespół "Senior Motyl Dance" wystąpił: seniorki, jeden pan i dwie młódki. W ramach obserwacji jak być czynnym seniorem? Króciutki taniec brzucha pokazała Agata G., a że jest szczupła miała pas naszyty cekinami, one radosnie podrygiwały , błyskały i dzwoniły cichutko. Patrz zdjęcie.

Tadeusz Gałgan dostał wyróżnienie za wiersz "Nostalgia", puszysty senior za "Wrocław z kajaka jeszcze piękniejszy".  Dlatego, że nie widać dziur w ulicach? A kajak ma zapewne rozmiaru XXXL.

Pierwszą nagrodę otrzymała Maria z d. Gołąbek Pietrzyk. W piątek wydrukowana jej praca zostanie w "Gazecie Wrocławskiej". Odczytała fragment - na zdjęciu.

Osoby nie nagrodzenone dostały dyplomy uczestnictwa wraz ze "smyczą" (nie dla kota) i długopisem. Gdy wyczytano moje nazwisko wstałam tak energicznie, że poslizgnęłam się i upadłam. Nie z wrażenia, tylko ze śliskości kafelków podłogowych. Jak miło. Gdybym miała kruche kości złamałabym cokolwiek i obecni mieliby dodatkowa atrakcję. Bo tak naprawdę uroczystość była dość stereotypowa, żadnych wpadek, bójek, krew się nie lała. Bleeee... Nic dla tabloidów.

Zaproszono nas na poczęstunek ale zlekceważyłam (tak jak większość), wstałam (bez upadku :) ), podeszłam do drzwi i któż po prawicy mi mówi: dzień dobry pani Ireno". Z grymasem nr 5 odpowiedziałam "dzień dobry" i poszłam do szatni nie zwracając uwagi na typa. Zaprzyjaźniać się ze mną by chciał? Za wysokie moje progi na jego krótkie nogi. 

I tym optymistycznym akcentem...

 

niedziela, 23 stycznia 2011
sobota, 22 stycznia 2011

  Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

       przedstawia:

     "Na wernisażu"

miejsce: galeria "Parkowa" w bibliotece publicznej

czas: wernisaż

akcja: zaproszeni goście w galerii oglądają wystawę, a w holu częstują się "czym chata bogata". Przy dwóch suto zastawionych stołach stoją starsza pani i młodzieniec, znane wszystkim hieny wystawowe. Nie obejrzeli wystawy tylko trwają przy stołach i zmiatają jedzenie ekspresowo, aż chrzęst idzie po całych Szczytnikach (osiedle Wrocławia gdzie mieści się biblioteka).

Proszę obecnych o wpisywanie się do księgi pamiątkowej. Po wyjściu gości czytam, nabazgrane jak kura pazurem:

Wystawa taka sobie, najgorsze, że nie było na czym usiąść.

Kurtyna: pożarli co mogli ale po sobie nie pozmywali, mam nadzieję, że im zaszkodzi.

*************************************************************

Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

      przedstawia:

    "Buszującego"

Czytelnik licealista - CzL

Bibliotekarka Publiczna - BP

CzL - poproszę "Buszującego w sianie", bo coś tam w trawie piszczy

BP - piszczy odpowiadając: "Buszującego w zbożu" może?

CzL - wzrusza ramionami

Kurtyna - wzrusza się do łez poziomem licealisty

**************************************************************

Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

      przedstawia:

      "Dzień świra"

Czytelnik Bardzo Ważny - CzBW

Bibliotekarka Publiczna - BP

CzBW - czy już dzwonili do mnie z ministerstwa?

BP - nieco zdziwioną jest

CzBW - umówiłem się, że zadzwonią o pierwszej, a za piętnaście minut ma tu po mnie przyjechać wielka biała limuzyna.

Kurtyna - rysuje w powietrzu  trzy dziewiątki czyli numer telefonu pogotowia.

**************************************************************

Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

     przedstawia:

   "Bibliotekarza"

Bibliotekarz Publiczny - BiP

Czytelniczka Wiekowa Bardzo - CzWB

Kierowniczka BiP - KBiP

CzWB stojąc - pyta o książki na zadany wnukowi temat

BiP - rozsiada się na krześle, zakłada nogę na nogę i popisuje się wiedzą

Później:

KBiP - panie X. proszę nie udzielać informacji na siedząco,

BiP - ale ja jestem w pracy

KBiP -to byla bardzo starsza pani, proszę sobie wyobrazić, że ktoś tak potraktuje pana mamę

BiP - moja mama nie wychodzi z domu

KBiP wszystko opada

Kurtyna idzie po kij bejsbolowy.

*****************************************************************

Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

    przedstawia:

    "Przetwory"

Czytelnik Młody - CzM

Bibliotekarka Publiczna - BP

CzM - poproszę "Lorda Dżema"

BP - śliwkowy, wiśniowy czy truskawkowy?

CzM - no, taka lektura to jest

BP - przynosi "Lorda Jima"

Kurtyna docenia poczucie humoru BP

*************************************************************

 

czwartek, 20 stycznia 2011

Teresa Monika Rudzka „Bibliotekarki” Wydawnictwo „Skrzat” Stanisław Porębski, Kraków 2010

 Wydaje się Wam, że praca w bibliotece jest lekka, łatwa i przyjemna oraz czysta? Że pracują tam osoby kulturalne, życzliwe i kompetentne? Że dyrektorzy  bibliotek to fachowcy dbający o biblioteki, czytelników i personel, nie plamiący się mobbingiem? I, że praca w bibliotece polega na czytaniu książek? Ci, którzy zatrudniacie się w bibliotekach – porzućcie wszelką nadzieję! A przedtem przeczytajcie „Bibliotekarki” Teresy Moniki Rudzkiej.

 O autorce: nie wiem nic oprócz tego, że mieszka lub mieszkała w Lublinie. Ma profil na Facebooku, ale jej dane są ukryte.

 O książce: Po prawie czterdziestu latach pracy w różnych bibliotekach uprzejmie donoszę: prawie wszystko o czym pisze autorka to prawda, a bywa i gorzej. Ale też i lepiej, chociaż rzadko.

  Główną bohaterką książki jest Żywia (imię ze „Starej baśni”) Radzińska kobieta po przejściach i polonistyce. Ma za sobą pracę w dziale opracowania w bibliotece uniwersyteckiej, bycie agentką ubezpieczeniową i sekretarką na politechnice. A także pobyt w Anglii gdzie pozostała jej dorosła córka.

Żywia to pedantka, mieszka z kotem, ma samochód. Stara się o pracę w bibliotece publicznej i po paru miesiącach starań otrzymuje ją.  Dzięki czemu przed naszymi oczami przewija się korowód postaci – koleżanek i zwierzchników.

Dyrektor pije i poleguje pod biurkiem, jego zastępczyni kradnie kosmetyki z torebek.

Ala – bałaganiarą i zakupoholiczką ze skłonnościami do własnej płci jest. Grażyna zdradza męża, Iza działa na zasadzie „za wszelką cenę ja”, Agata weszła w grupę przestępczą, a Kasia ma dwóch sponsorów, pan Leszek jest obibokiem chronionym przez kumpla dyrektora. I tak dalej. Istne panoptikum.

Jak myślicie na czym polega codzienna praca w bibliotece publicznej? Na klepaniu. Nie, nie po ramieniu lub pośladkach. Klepaniu książek, czyli wyrównywaniu, aby stały równiutko z krawędzią półki. Uwaga: im równiej stoją książki w jakiejś bibliotece tym osoba kierująca placówką jest mniej kreatywna. Albowiem klepanie wywołuje wstrząsy od których zanikają szare komórki odpowiadające za twórcze myślenie. Taką mam                 teorię. Żywia w pewnym momencie stwierdza: „Nie sądziłam, że tutaj jest zwykła fizyczna harówka”.

Wracając do codzienności, oprócz powyższego mamy kolejne bardzo rozwijające zajęcia jak nieustanne podklejanie kiepsko wydanych książek, obkładanie w folię, wysłuchiwanie opowieści dziwnej treści jakie serwują czytelnicy, znoszenie zachowań przeróżnych świrów oraz zalotów bardzo starszych panów. Za to nie ma czasu na czytanie książek, nawet przejrzenie gazety.

W książce są i zabawne momenty – autorka cytuje skargi czytelników do dyrekcji oraz listy do bibliotekarek. Najlepszy jest list czytelnika-więźnia opowiadającego swój przestępczy życiorys.

Dość irytujący za to jest powtarzający się motyw brudnej ścierki oraz twierdzenie, że wszystkie bibliotekarki są tępe komputerowo.

Biblioteki to nie są świątynie kultury, to zakłady pracy jak każdy inny. I tak jak wszędzie, i tam ryba psuje się od głowy.

Zaletą książki jest różnorodność wypowiedzi kolejnych postaci, umiejętność przekazania ich charakterów i różnych sytuacji. Czyta się ją bez trudności i bólu głowy bo napisana jest wartko i przystępnie.  

niedziela, 16 stycznia 2011

tytuł: Moherowe berety

kaplica św. Anny, Pińczów

  Wczoraj odbyła się kolejna giełda z cyklu dress-party w "Saloniku 3 Muz". Ach, cóż to jest za urocze miejsce. To cud, że jeszcze istnieje.

Goscinne podwoje otworzyła Ela o pseudonimie giełdowym "Barmanka". Nie jest to osoba z pekami kluczy wokół oraz szejkerem w dłoni. Nie serwuje nam drinków choć na pewno by to umiała. Albowiem osobą o wielu talentach jest. Kto jej nie zna niech żałuje.

Tak więc przygotowałyśmy salkę do rozłożenia przyniesionych rzeczy. Ela nalała wody do czajnika i już zaczęły wchodzić pierwsze uczestniczki. Przekazałam do wspólnego użytku kilkanaście torebek herbaty, śmietankę w proszku i słoiczek kawy rozpuszczalnej. Kolejne osoby słodycze, kawę, czipsy.

J. rozłożyła na ciemnym stole kolczyki ręcznie wykonane przez jej koleżankę. O nie, tak być nie mogło. W zakamarku znalazłam biały kartonik dający się rozłożyć. I stało się pięknie! Podziwiałyśmy precyzję wykonania, kształty i kolory oraz materiały: agatki i gagatki, lawę wulkaniczną i szkło weneckie. A. robiła wtręty, że lubi tylko na wkręty - kolczyki.

B. podziękowała mi za blogowy informator kulturalny, a G. doceniła moją spostrzegawczość i poczucie humoru.

Ela zapytała, która z pań, poprzednio, przyniosła czekoladę z papryką, bo szuka jej po całym mieście i nie może znaleźć.

Daję więc tu ogłoszenie: ktokolwiek wie gdzie we Wrocławiu można nabyć czekoladę z papryką proszę mi dać znać, a ja tą informacją uszczęśliwię Elę.

A. załozyła króciutki blezerek i zapytała: a gdzie jest ciąg dalszy sweterka?

G. przyniosła 3 torby rzeczy, wszystkie po złotówce. Chciała nabyć bezrękawnik ale nie dorósł do jej oczekiwań. Zaczęła mówić o odchudzaniu, na co M. stwierdziła, że byłoby to nielojalne w stosunku do młodszych pań, ha, ha, ha.

Od Ewy dostałam w prezencie kalenadarz z kotami. Trafiła niechcący, bo za tydzień mam urodziny. Ale przecież jest tarocistką, więc trochę wiedźmą, czyli osobą wiedzącą.

M. doinformowała  w sprawie ew. wystawy prac ceramicznych oraz wypożyczenia sztalugi.

Na koniec loteria fantowa. Przyniosłam ich 8 (obowiązkowe są 2), aby zapominalskie też losowały. Dostałam miniaturkę "Damy z łasiczką" oraz lusterko małe z rączką. Mam w nim sprawdzić czy jestm bardziej podobna do damy, czy do łasiczki?

Pięknym uzupełnieniem była wystawa zdjęć Romana Michalika wykonane techniką gumy (patrz wyżej), można ją oglądać w pon. wt.,pt. w godz. 16-20.  

piątek, 14 stycznia 2011

 Od koleżanki Ligii K. z Sandomierza dostałam kopię listu z Fundacji KARTA. Piszą w nim, że zbierają wspomnienia osób internowanych w stanie wojennym. Na początku lat 90-tych opracowałam ankietę, ktorą rozsyłałam do koleżanek internowanych w Gołdapi. Wiele adresów było nieaktualnych, niektóre panie do dzisiaj nie chcą wracać do tego okresu. Trochę jednak odpowiedzi zebrałam ale bez pisemnego pozwolenia każdej z wypowiadających się nie mogę przekazać kopii materiałów "KARCIE". 

Swoją odpowiedź na ankietę przepisuję komputerowo i prześlę im mailem. Zainteresowanym podaję namiary:

Fundacja "KARTA"

ul. Narbutta 29

02-536 Warszawa

ok@karta.org.pl

www.karta.org.pl 

************************************************************

Druga wiadomość:

Dolnośląska Biblioteka Publiczna we Wrocławiu na swojej stronie www.wbp.wroc.pl w zakładce "Szuflada literacka" umieszcza, po weryfikacji, twórczość literacką osób z Dolnego Śląska. Jeśli piszecie, mieszkacie na Dolnym Śląsku (we Wrocławiu także) wyślijcie swoje prace na jczarnik@wbp.wroc.pl lub zanieście/wyślijcie do DBP, Wrocław, Rynek 58.

Życzę powodzenia.

 

poniedziałek, 10 stycznia 2011

    Dwa razy napadnięto dziś na mnie. Raz na własne życzenie :( zobaczyłam bowiem, przy kiosku warzywnym, znajomą mieszkającą w odleglej dzielnicy. Zapytałam, nadzwyczaj inteligentnie: co ty tu robisz? I popłynęla opowieść jak Missisipi, Amazonka, Ren, Loara i Dunaj razem wzięte. O chorobach, nie obyło się też bez pokazywania języka na dowod. Nie, nie przyjechała do mojej dzielnicy, bo tu jak w uzdrowisku jest. Po prostu tylko w jednej z aptek było potrzebne lekarstwo.

Zmiętolona i sfatygowana tą opowieścią już mniej żwawo poszłam do przystanku tramwajowego. Wsiadłam, skasowałam bilet i nawet usiadłam. A diabeł stróż radośnie już wirował wokół mnie. I główkował; co by tu jeszcze sp... I wymyślił! Twórczy to on jest nadzwyczaj i pracowity jak całe mrowisko.

Razem ze mną wsiadł facet w średnim wieku, za to o dużym poziomie niechęci do świata, podbudowanej stanem wskazującym. I zaczął w przestrzeń tramwajową nadawać zaczepne teksty. A że nikt nie reagował podszedl do dwóch młodzieńców (z piwem w dłoniach) z uprzejmym zapytaniem czy może im się coś nie podoba. I że mogą z nim wysiąść, aby ustalić poglądy. Młodzieńcy nie zachwycili się propozycją, uznali ją za godną odrzucenia realizując popchnięciem osobnika. A ten zatrzymał się na mnie, kopnął mi goleń i upuścił przepiękną włóczkową czapeczkę, koloru ulubionego przeze mnie czyli czarnego, na memłon. Sam siłą rozpędu wylądował w ciągu dalszym tramwaju, a ja bezlitośnie odrzuciłam nakrycie łysej pały na ciało. Onoż nawet szybko się podniosło i wraz z cichym kumplem wysiadło z pojazdu.

Mam rewolucyjny pomysł, aby przy wejściu do każdego pojazdu i urzędu był alkomat oraz agresomat (do pomiaru stopnia agresji). Piłeś i chcesz rozrabiać - idź piechotą. Może ci przejdzie.

I tym optymistycznym akcentem kończę tę kiedyś ending story.

 
1 , 2
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek