O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
środa, 30 stycznia 2013

dzisiaj w bibliotece publicznej przy ul Wyszyńskiego spotkaliśmy się z panią Marią lewkowską i jej poezją o kotach. Na gitarze grała i swoje teksty (m.in. "Black cat blues") śpiewała Elżbieta Kołodziejczyk - na zdjęciu obie panie oraz torba ekologiczna z kotem.

Pani Maria urodziła się w 1958 r. we Wrocławiu. Ukończyła liceum ss. Urszulanek i Papieski Wydział Teologiczny. Kotami zajmuje się od 13 lat. Wydała dwa  "kocie"tomiki:

z tego drugiego:

W gwiazdy zapatrzona

Inka - czarna kotka

Marzy o strumieniu

i białych stokrotkach

 

Rozmawia z wróblami

I wita jaskółki

Przywołuje słońce

Straszy wszystkie smutki

***************************************************

Szare ptaki nadleciały

Usiadły przy oknie

Trzepot skrzydeł umilkł

Może nikt nie zmoknie?

 

Kot podbiegł do szyby

Nos ropłaszczył czarny

Ja jestem szczęśliwy

Lecz los ptaków marny!

*************************************************************

Jestem Łazior - kot czarny i biały

Jestem Łazior - kot brudny okropnie

Jestem Łazior - kot głodny zmarznięty

kot co marzy o świetle w Twym oknie.

 

W oczy Ci zajrzę pewnie wieczorem

Kiedy wracać już będziesz do domu

Jeśli spojrzysz dziś na mnie uważnie

Ujrzysz kota co mruczy - nikomu

 

wtorek, 29 stycznia 2013

Steven Cleaver – „Ocalić miasto Erasmus” Wydawn. WAM Kraków 2008

O autorze:

Steven Cleaver urodził się i wychował w New Jersey na farmie, w rodzinie amerykańskich kwakrów (kwakrzy– protestancki kierunek wyznaniowy w chrześcijaństwie silnie akcentujący rolę osobistego wewnętrznego objawienia. Charakteryzuje się m.in. przestrzeganiem światopoglądu  pacyfistycznego. W 1947 roku społeczności kwakrów przyznano Pokojową Nagrodę Nobla). Po ukończeniu studiów pracował w organizacjach non-profit, prowadził własne projekty i programy edukacyjne, w  tym warsztaty pisarskie i edukacyjne. Mieszka w Nowym Jorku.

„Ocalić miasto Erasmus” jest jego debiutem powieściowym.

WSTĘP:

„Możesz przeprowadzić się na koniec świata, ale zabierzesz ze sobą tego kogoś, kim jesteś. Odległość nie rozwiązuje problemu”.

O książce:

Młody, tuż po studiach, pastor Andrew Benoit w pralni spotyka Anioła Śmierci. Wychodzi on z pralki, otrząsa z siebie skarpetki, chusteczki do nosa i resztki proszku a potem oznajmia, że Bóg postanowił zgładzić miasto, bo mieszkańcy stracili wiarę. Jedynym człowiekiem jaki może ocalić 510-ciu mieszkańców jest Andrew i od tej chwili będzie prorokiem jak Jonasz, Eliasz, Jeremiasz, Elizeusz.

Gdyby mi ktoś opowiedział taką historię zaleciłabym, aby brał mniej lub zmienił dilera.

Pierwszą myślą pastora narratora było: „Rzadko kiedy udawało mi się coś uratować. Miałem problemy nawet z saldem na książeczce czekowej”. Ale nie miał wyjścia, został wybrany i powołany.

I tu zaczęły się schody, bo jak przemówić do mieszkańców Erasmus, aby uwierzyli w jego słowa? Jeśli opowie o Śmierci w pralni ludzie, w najlepszym wypadku, go wyśmieją.

Przeszłość w żadnym razie nie predestynuje pastora do zbawiania. Wśród przodków Andrew ze strony ojca pełno było złodziei, potępieńców i czarnych owiec – białe były rzadkością.

Do zbawienia wiedzie droga wymagająca pokonywania wielu trudności. Jeden z profesorów Andrew przedstawiając sylwetkę św. Benedykta tarzał się w świeżych pokrzywach, czym tchnął w religię życie.

W Erasmus największą przeszkodą w ocaleniu miasta była kobieta, właścicielka fabryki wycieraczek, od 10 lat samozwańcza kaznodziejka, która na kościele wywiesiła napis: „Pieniądze są korzeniem wszelkiego zła – więc nam je oddaj”.

„Świat jest pełen tyranów, którzy szukają ofiar”.

Erasmus to miasteczko bez kablówki, Internetu, w rękach jednej zachłannej i skąpej baby.

W kawiarni, jedynym niezależnym terytorium, Andrew poznaje grupę mistyków, a w kościele Agnes, której uroda nie ma nic wspólnego z makijażem”.

Andrew, prorok mimo woli szuka sposobu ocalenia miasta „Ale czy można zabić Śmierć? Może śmiech byłby skuteczną bronią?”

„Strach nie jest drogą do sukcesu”, pastor musi go pokonać i z niewielką pomocą przyjaciół ocalić – miasto czy siebie? Odpowiedź znajdziecie w książce. Polecam.

 

poniedziałek, 28 stycznia 2013

„Karmel” reż. Nadine Labaki

Karmel to cukier poddany działaniu wysokiej temperatury w procesie karmelizacji, w wyniku czego uzyskuje charakterystyczną brązową (karmelową) barwę. Po ostygnięciu karmel przybiera szklistą postać i może być używany do dekoracji potraw. W niektórych krajach w kosmetyce do depilacji.

W bejruckim salonie piękności pracują cztery kobiety. Layale właścicielka (gra ją reżyserka) ma romans z żonatym mężczyzną i jest uzależniona od czekania na telefon od niego i klakson samochodu. Nisrine (Yasmine Elmasri) ma muzułmańskiego narzeczonego ale nie jest dziewicą, od czego jednak chirurgia plastyczna. Jamale (Gisele Aouad), rozwódka z dwojgiem dzieci, obsesyjnie dba o sylwetkę i udaje wiecznie młodą, aby wrócić do aktorstwa. Ich koleżanka zakochuje się w klientce.

Rose (Sihame Haddad) seniorka, krawcowa wykonująca przeróbki mieszka ze starszą siostrą, która nieustannie zbiera na ulicy każdy papierek (w tym mandaty), bo od młodości czeka na list od ukochanego.

Oglądamy codzienność tych kobiet naznaczoną obowiązkiem wyjścia za mąż. Wszystkie spotkania, wróżenie z fusów, rozmowy kręcą się wokół tego. Kobiety bardzo o siebie dbają, od rana mają perfekcyjny makijaż i dużo biżuterii.

Matka Nisrine w przeddzień ślubu mówi córce, że mąż to jej pan i że każda kobieta to przechodzi. Na początku jest trudno ale potem się przyzwyczaisz – słyszy przyszła żona.

Karmelowej barwy są zdjęcia filmu, karmel służy w salonie do depilacji. Ale spod tej słodyczy przebija gorycz –  litera nazwy salonu zaraz odpadnie, bo trzyma się na jednym gwoździu, tynk z murów odpada, korki wysiadają i trzeba włączyć generator, zasoby ciepłej wody szybko się wyczerpują, a usuwanie włosów jest bardzo bolesne.

Kobiety wspierają się jak mogą nie buntując się i nie próbując uciec od oczekiwań rodziny i tradycji. Wyrosły w tych warunkach, innych nie znają i nawet nie wiadomo czy dobrze by się w nich czuły.

Główne postaci bardzo dobrze zagrały amatorki wybrane przez reżyserkę.

 

czwartek, 24 stycznia 2013

W rynku nieuzbrojone krasnale pilnują skarbonki, nie wiem jak to się skończy

 Wrocławskie wydanie "Gazety Wyborczej" od poniedziałku do jutra zamieszcza sylwetki różnych osób w cyklu "Dobry wieczór kulturalny we Wroclawiu" w związku, ze zbliżającym się 2016 rokiem i mianem "Wrocław miastem kultury". Po skręceniu kostki uznałam, że "Wrocław miastem kultury, co w chodnikach ma dziury". Co myślę o poczynaniach władz miasta, oprócz doświadczeń swych kulturalnych jest w tekście

http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,13284888,Dobry_wieczor_we_Wroclawiu__Irena_nigdy_sie_nie_nudzi.html

Byłyśmy razem z panią redaktor w kinie (nawet nie żałowała spędzonego tam czasu), potem w tamtejszej kawiarence porozmawiałyśmy i stąd powyższy tekst.

Wracałyśmy przejściem podziemnym, schodami dziwnych kroków (nie wiem co zażywał ich projektant ale powinien mniej lub zmienić dostawcę), bo szerokość ich jest albo dla jednej wielkiej stopy, albo dla dwóch malutkich. I na ścianie obok baru zobaczyłam:

wyraźnie jakiś głodny chciał się poczęstować kawałkiem, nie wiem czy miał nadzieję, że za szybą naprawdę jest pizza, czy jak projektant schodów był pod wpływem?

Miałam zamiar obejrzeć wystawę w galerii "Dizajn" przy ulicy Świdnickiej ale była zamknięta, więc przeszłam do galerii "Pod Plafonem". W tekście przeze mnie autoryzowanym nie uznano mojej poprawki. Potem wzięłam różne materiały informacyjne z OKiS-u - tu też jest niezgodność z tekstem - ale to już mniej ważne. Fotografa w kinie poprosiłam o dużo photoshopa, p. Asia-dziennikarka powiedziała, że jest już wbudowany w aparat :).

Dzisiaj byłam w Infopunkcie Łokietka 5 (Nadodrze) http://lokietka5.pl/#./home-3 na zebraniu dotyczącym utworzenia Rady Seniorów Nadodrza. Pani Dorota przedstawiła problemy tej części miasta jak bezpieczeństwo, aktywizacja społeczna, wsparcie lokalnej przedsiębiorczości np. szukanie następców i uczniów dla rzemieślników ginących zawodów (szewc, kaletnik, modystka) - może kogoś znacie kto zechciałby zostać modystką, czyli robić kapelusze we Wrocławiu? To niech zadzwoni do Infopunktu: tel.kom. 0883 047 310. W innych sprawach dot. Nadodrza także.

Przy okazji dowiedziałam się, że złodzieje rozdają breloczki z GPS-em dzięki ktorym wiedzą kiedy obdarowany/a wychodzi z domu.

W każdy czwartek, w godz. 14-17 można tam ul. Łokietka 5 pójść i porozmawiać o problemach Nadodrza, ale nie wyłącznie z narzekaniami tylko wraz z propozycją rozwiązań.

Po nieodśniezonych chodnikach chodzi się jak po piasku, rozumiem, że to w ramach tej kultury co to się do niej tak szumnie szykujemy?

A póki co wrocławscy seniorzy mogą chodzić na seanse filmowe za 10,-zlotych, w poniedziałki na godz. 13 do "Helios-Nowe Horyzonty", przy ul. Kazimierza Wielkiego, a we wtorki na godz. 12 do "DCF" (dawna "Warszawa) przy ul. J. Piłsudskiego.

ps. piątek - są reakcje na tekst o mnie,

1. gratulacje - wiem od kogo,

2. zawiść - nie wiem ale się domyślam,

3. info, że w Australii ta strona nie jest dostępna,

4. zarzut, że nie napadłam na przedstawicieli rządu, którzy.... - odpowiedziałam, że wspomniałam o władzach miasta, która stawia fontanny zamiast dbać o mieszkańców, to jest polityka społeczna i jedynie taka mnie interesuje, a nie przepychanki żądnych władzy facetów,

5. propozycję od dalekiej znajomej (raz tylko się widziałyśmy i rozmawiałyśmy), działaczki małej partii (do której nie należę), abym wykonała za nią obowiązki partyjne. Czyżby z tekstu wynikało, że umieram z nudów, mam mnóstwo wolnego czasu i tylko czekam na takie propozycje? Odpowiedziałam, że podjęłam inne działania i nie mam czasu, ani siły. Co zresztą jest prawdą. 

 

 

 

 

 

wtorek, 22 stycznia 2013

"Pod jednym dachem" reż. Jan Hrebejk

Wstęp:

"Paweł i Gaweł w jednym stali domu.

Paweł na górze, a Gaweł na dole"

O filmie:

Czas akcji: koniec grudnia 1967 -  sierpień 1968

Miejsce akcji: Praga, Czechosłowacja

Bohaterowie:  lokatorzy domu na skraju miasta

Na dole mieszka oficer ludowego wojska Sebek (Miroslav Donutil) z żoną i dwójką dzieci, na górze wojenny weteran i przeciwnik ustroju  Kraus (Jiri Kodet) z bardzo chorą żoną i córką nastolatką  Jindriską (Kristyna Novakova).

Panowie mają kompletnie odmienne poglądy polityczne za to identyczne zachowania wobec rodziny. Oficer terroryzuje bliskich za pomocą domowej gazetki ściennej, narzucania domowego menu, wywieszanego tamże, i zachwytu dla przodującej myśli technicznej bratnich krajów. Żonie pod choinkę daje nietłukące się szklanki made by PRL, które nie wytrzymują próby rzucania o podłogę, a szwagierce plastikowe łyżeczki made in NRD, rozpuszczające się w gorącej kawie.

Weteran jest równie kreatywny - wrzaskiem o swoich wojennych przejściach i trzech zawałach katuje naprawdę chorą żonę i buntującą się córkę. Nawet poglądy na temat różnicy między kluskami i knedlikami mają inne. Zamiast gazetki o tym co myśli na temat ustroju wykrzykuje z balkonu: "Proletariusze wszystkich krajów pocałujcie się w d...". Nie posłuchali.

W czasie Wigilii wprawdzie rodzina oficera nie śpiewa o podmoskiewskich wieczorach jak w filmie Barei, ale to czym się popisują panowie zwala z kinowego fotela. Za to córka weterana, kompletnie bez słuchu, katuje pianino kolędą, co powoduje kolejną awanturę rozpętaną przez tatusia. Najnormalniejszy w tym domu wydaje się karp pływający w wannie.

Jest jeszcze Eva, szwagierka oficera, nauczycielka, która robi casting na męża i ojca dla swego syna. Poznajemy kilku kandydatów. Do chrzanu tarcia najwyżej się nadają.

Film zaczyna się i kończy sceną w altance ogrodowej, która zawaleniem reaguje na samobójcze próby dwóch bohaterów.

Mamy motyw Kapuletów i Montekich ale miłość Michala (Michael Beran) jest jednostronna, bo dziewczyna woli chłopaka na skuterze i w amerykańskiej odzieży.

Wdowieństwo Krausa mogłoby doprowadzić do pojednania rodzin gdyby nie bratnia pomoc wojsk Układu Warszawskiego 20 sierpnia 1968 roku o godzinie 23.

Gdy polityka wchodzi jednymi drzwiami, drugimi wybiega przyzwoitość i normalność. Mężczyźni wymyślili wojny, przemoc domową i walkę o władzę, czas więc na rządy mądrych kobiet.

To komedia z wieloma zabawnymi scenami ale reżyserowi nie chodziło tylko o czystą rozrywkę. Czy jest tak naprawdę -  sprawdźcie sami.

Film obejrzałam we wrocławskim DCF na seansie dla seniorów (w każdy wtorek godz. 12).

 

 

 

 

 

poniedziałek, 21 stycznia 2013

 Aparat fotograficzny mam kiepściutki ale zimowe opady malowniczo ozdabiają budynki i przyrodę, więc parę zdjęć mych robionych zimową porą w tym i ubiegłych latach:

park przy ul. Nowowiejskiej/Wyszyńskiego dzisiaj

trochę dalej widok na ul. Prusa

choinki w uścisku splecione

co Wam przypomina to drzewo? mnie kobietę na ...

z okna biblioteki przy ul. Parkowej gdy tam pracowałam

dzisiaj, kościół p.w. św. Michała Archanioła

śnieg na jagodach, nie wiem czy jadalnych, nie próbowałam

a tu śpiewające kotki: http://www.youtube.com/watch?feature=fvwp&v=YPvsewQ-gVo&NR=1

 

czwartek, 17 stycznia 2013

 z internetu ten kubek, nie mam go na własność, chętnie taki przyjmę w prezencie, już 23 stycznia mam urodziny, a 5 maja imieniny :)

w bibliotece przy ul. Roosevelta

mam nadzieję, że nie macie wątpliwości co do mojego czytania? :)

Ostatnio boksuję się ze swoimi zatokami (nie wiem dlaczego mam skojarzenie: "Zatoka świń", chyba dlatego, że to świństwo dręczyć człowieka dolegliwościami), więc dużo siedzę w domu, dziergam opaski na głowę, jedna do ocieplenia czapki od wewnątrz, właśnie ją wszyłam), a drugą do noszenia zamiast czapki, troszkę ona jest na zasadzie "wariatka - ma na głowie kwiatka", ale jak się komuś nie podobam to niech nie patrzy:

a w domu zakładam takie skarpetki zakupione kiedyś na giełdzie:

 

Misia dużo śpi w te mrozy, najchętniej przytulona do mnie :)

niewyraźnie wygląda, bo nie lubi być fotografowana bez honorarium :)

a powinna brać przykład z:

 

 

niedziela, 13 stycznia 2013

Karolina Prewęcka – Stanisława Celińska. Niejedno przeszłam., Prószyński i Ska 2012

TYTUŁ: „Niejedno przeszła”

Wstęp: „…miłość ludzi jest mi potrzebna. Rekompensuje to, czego brakowało mi w dzieciństwie”.

O autorce:

Karolina Prewęcka urodziła się na Kujawach w 1967 roku. Dziennikarka prasowa, autorka wielu tekstów o tematyce medialnej, a także reportaży, portretów, wywiadów, recenzji. Współautorka, wraz z Bohdanem Łazuką, książki „Przypuszczam, że wątpię”. Z wykształcenia etnograf.

O książce:

Autorka przez ponad rok rozmawiała ze Stanisławą Celińską, w domowej atmosferze kilku mieszkań aktorki. Także z koleżankami i kolegami aktorami oraz znajomymi wskazanymi przez bohaterkę książki.

Aktorka opowiada skąd ma umiejętność śpiewania i muzykalność. Kiedy podjęła decyzję o zostaniu aktorką. O tym, że wychowywała ją babcia – odpowiedzialna, oszczędna, schludna, pracowita ale i namiętna palaczka. W gąsiorze zawsze robiła wino, przy zlewaniu do butelek pomagała jej mała Stasia, ciągnąc przez rurkę więcej niż było potrzeba.

O swojej młodości i kompleksach z powodu piegów „Jak ciężko być młodym, jak trudno się dojrzewa”.

Niewiele o małżeństwie „Od początku przejawiałam poddańczy stosunek do mężczyzn”.

O pięcioletnim uzależnieniu „…przez kilka lat, kiedy byłam już dojrzałą kobietą [36 lat], alkohol wszystko mi zastąpił i to było najgorsze”.

„Natłok obowiązków, do tego nieświadomość, że mogę mieć głębokie, dziedziczne problemy z alkoholem, niemożność uznania pewnych prawd, na przykład tego, że mogę jednak coś zmienić, jeśli mi się to życie nie podoba – to wszystko spowodowało moją ucieczkę od rzeczywistości. Za dużo dźwigałam. Zaczęło mi nie wychodzić to tu, to tam. I uciekłam w alkohol. Sodówa mi odbiła. Wydawało mi się, że zawsze będę cudna, młoda, śliczna, że będą propozycje. A jak zaczęłam zawalać, urwało się to i tamto, w końcu zrozumiałam, że cały czas trzeba walczyć o wszystko”. Co pomogło aktorce uwolnić się od uzależnienia dowiecie się z książki.

O miłości do zawodu „W dalszym ciągu fascynuje mnie bycie kimś innym. Zwłaszcza gdy ten ktoś ma ciekawą osobowość. Nie masz pojęcia, jakie to niesamowite uczucie zagrać kogoś wymarzonego. Stać się w pełni tym kimś. Dać mu swój umysł i ciało. Można wtedy odpocząć od siebie”. 

Czy dlatego tak wielu młodych wybiera ten zawód?

O Celińskiej mówią koleżanki i koledzy aktorzy, pani pomagająca jej prowadzić dom, taksówkarz. Wszyscy w superlatywach.

Andrzej Seweryn: „Jest wspaniałą, wielką i odważną aktorką. W jednej osobie spotkało się kilka talentów, wszystkie potrzebne w tym zawodzie, ale u niej w najlepszym wydaniu”.

Dzięki aktorce poznajemy cienie i blaski tego zawodu, współpracy z reżyserami i muzykami.

„Dla Stasi najważniejsze są rodzina, przyroda i praca. Siebie stawia na szarym końcu”.

Książka zawiera liczne zdjęcia oraz krótkie relacje autorki z przedstawień i recitali Celińskiej. Za to nie ma opisu skandali, nieodpowiednich zachowań pod wpływem alkoholu, narzekania na los i ludzi.

Widać, że Prewęcka lubi i podziwia Stanisławę Celińską, więc przyłączmy się do niej.

 

 

 

sobota, 12 stycznia 2013

 Sypało dzisiaj ale przestało, bo czas był iść na giełdę do Saloniku. W tramwaju męska młodzież (ustąpił mi miejsca) powiedziała (w ramach super dowcipu, jak podejrzewam), że dzisiaj nie płaci się za przejazd, bystrze odpowiedziałam, że kasownik nie jest zaklejony i że seniorzy są inteligentni :)

W Saloniku za barem Iza - kochanka poezji  www.kochankapoezji.jimdo.com
 i Ela dziewczyna wielotalentowa i wielozadaniowa, na giełdzie nosząca logo "Barmanka", sorry ale zdjęcie jest "full light", czyli za dużo światła :)

oferta była urozmaicona mi.in.:

kupiłam sobie kartkę z kotem, ręczna robota jednej z uczestniczek:

a wylosowałam, proszę zwrócić uwagę na tytuł broszurki:

komu, komu?

W piątek w sklepie dobroczynnym była promocja (wszystko po 1.- zł), nabyłam 2 talerze i 3 kubki, m.in. ten kubek:

poniedziałek, 07 stycznia 2013

 "Droga nie jest trudnością. Trudności są drogą".

 Amerykański lekarz okulista Tom Avery (Martin Sheen) zostaje telefonicznie poinformowany, że jego syn Daniel (Emilio Estevez, prywatnie syn Sheena) zginął w Pirenejach. Ojciec jedzie po ciało syna, ale decyduje, że zostanie ono skremowane, a on pójdzie na pielgrzymkę do Santiago de Compostela, Drogą świętego Jakuba, której nie zdążył odbyć Daniel. Z plecakiem i prochami wyrusza. Na muszelkowym szlaku co jakiś czas zostawia garstkę popiołu. I czasem widzi swojego syna ? na drodze, wśród pielgrzymów przy posiłku i w scenie końcowej. Nie chce żadnego towarzystwa i niechętny jest obecności Joosta (Yorich van Wageningen) grubego Holendra z kieszeniami pełnymi nie tylko trawki. Nie polubi też Sary ? Kanadyjki złej na wszystko i wszystkich, która nieustannie pali papierosy, bo postanowiła rzucić ten nałóg. W trakcie odpoczynku na polu spotykają Jacka (James Nessbitt) irlandzkiego pisarza bez natchnienia z pretensjami do rodzimego Kościoła i notesem, w którym zapisuje co ciekawsze wydarzenia na trasie, aby wykorzystać je w książce.

Każdy z nich jest inny i niesie ze sobą spory bagaż ? nie tylko dosłownie ale i w przenośni. Spotykają ich także złe przygody, z którymi, jak to w życiu, różnie sobie radzą.

Razem idą, śpią w schroniskach, z jednego nawet uciekają, jedzą i piją. Poznają radość wspólnego podróżowania, pokonywania trudów i własne ograniczenia.

Czy ta pielgrzymka coś zmieni w ich życiu ? nie wiadomo. Może nabiorą dystansu do swoich problemów, może zaczną pomagać innym, a może tylko powstanie książka, na podstawie której Emilio Estevez napisze scenariusz i wyreżyseruje ten film poświęcając go zmarłemu krewnemu.

To nie jest film religijny ale na pewno wart obejrzenia, choć reżyser nie ustrzegł się hollywoodzkich uproszczeń.

O pielgrzymce więcej TUTAJ

 
1 , 2
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek