O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
sobota, 31 stycznia 2015

 Wczoraj ostatni dzień wypożyczała książki biblioteka przy ul. Roosevelta na wrocławskim Nadodrzu. W ramach kontynuacji planu wymyślonego jeszcze za czasów prezydentury Zdrojewskiego, że w mieście ma być tylko kilka dużych centrów bibliotecznych. Chyba zaczęło się od likwidacji filii przy ul. Nowowiejskiej, a potem już pooooszło! Tak więc zamknięto biblioteki przy ul. Wyszyńskiego i ul. Żeromskiego na moim Ołbinie, przy pl. Staszica i Roosevelta na Nadodrzu. Księgozbiór po ostrej selekcji (bo przecież, wg władz,  w bibliotece nie książki są najważniejsze) zostanie skomasowany w nowej siedzibie w budynku o nazwie "Grafit" przy ul. Namysłowskiej (boczna Jedności Narodowej przy Górce Słowiańskiej). Kiedy będzie otwarta nie wiadomo. Dyrekcja podaje terminy, najczęściej wyssane z palca, a rzeczywistość je skoryguje.

W styczniu odbyło się kolejne spotkanie z cyklu dress-party, w "Saloniku Trzech Muz". A że odbyło się w dzień po moich urodzinach wraz z życzeniami dostałam od Eli i Ireny prezent:

Tym razem spotkanie było obupłciowe, bo z mamami przyszli dwaj 3,5-letni chłopcy. Blondynek ekstrawertyk i brunecik spokojny. Mama brunecika nabyła wymarzoną skórzaną kurtkę.

Jednak w regulamnie jest punkt, że panów i dzieci zostawiamy w domu.

Tym razem miały powodzenie, pięknie uszyte przez Ewę, torby na zakupy.

Jedna z pań nabyła też przeźroczysty niebieski pararol w biale kropy, mam nadzieję, że zatańczy z nim "Deszczową piosenkę". Wczoraj padało więc była okazja. Czy skorzystała - nie wiem.

Na ścianach "Saloniku" wisiały, jak zwykle przepiękne, "liściaki" Eli Wodały.

Kilka osob gratulowało mi wejścia w skład Wrocławskiej Rady Seniorów pewnie mając na myśli dietę jaką pobieram. Prostuję więc: nie otrzymujemy wynagrodzenia za spotkania i działania. Nawet zwrotu kosztów dojazdu. Załatwić dotacji na jakiś cel też nie mogę.

 

 

 

 

niedziela, 25 stycznia 2015

Karol Modzelewski – Zajeździmy kobyłę historii.  Wyznania poobijanego jeźdźca. Wydawn. Iskry 2014

WSTĘP: Daleko odeszliśmy od braterstwa pierwszej „Solidarności”

O autorze:

Karol Cyryl Modzelewski urodził się. 23 listopada 1937 roku w Moskwie. Ukończył historię na Uniwersytecie Warszawskim, mediewista, profesor nauk humanistycznych, działacz opozycji w okresie PRL, senator I kadencji; odznaczony Orderem Orła Białego (1998).

O książce:

 „ Rachunek doświadczeń przedstawiony z osobistego punktu widzenia nosi w znacznej mierze autobiograficzny charakter. Od klasycznej autobiografii różni się on tym, że jest selektywny: uwzględnia tylko to, co w istotny sposób warunkuje moją działalność publiczną”.

Wszystko zaczęło się w Moskwie w okresie wielkich czystek, które dosięgły także członków rodziny autora.

Biologicznego ojca osadzono w łagrze, ojczyma poddawano torturom na Łubiance.

Mimo indoktrynacji w sowieckim domu dziecka i szkole autor  nie polubił jedynie słusznego ustroju. Szczególnie gdy mając siedemnaście lat, już w Polsce,  dowiedział się jak potraktowano jego krewnych.

Gwoździem do trumny okazał się pobyt autora we Włoszech gdzie przekonał się jak kolosalne są różnice w życiu politycznym obu krajów.

Następne lata i działania to konsekwencja tych doświadczeń. Modzelewski opisuje dokładnie zdarzenia w których brał udział. A pozostałe na podstawie dostępnych dokumentów.

Przeprowadza czytelnika przez kolejne etapy historii Polski z punktu widzenia obywatela, opozycjonisty, więźnia i historyka.

Wspomnienia zawierają momenty zabawne jak choćby wypowiedź doświadczonego funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa, który wypuszczał go na wolność po odsiedzeniu pierwszego wyroku: „Ech, panie Modzelewski, taką konspirację to wziąć i o dupę potłuc”.

Autor opisuje życie w więzieniu i kilku współtowarzyszy niedoli, w tym Antka, który na czole miał wytatuowany napis: „W Polsce nie ma sprawiedliwości, panuje terror, fałsz i obłuda”.

Bardzo zaangażowany w czasie powstania NSZZ „Solidarność” wspomina ten czas wielkich nadziei na zmianę. A potem stan wojenny, który przetrącił w Polakach pragnienie samostanowienia o sobie i umiejętność solidarnego przeciwstawiania się złu.

Przykładem na to jest, dokładnie przez Modzelewskiego opisany i skrytykowany, plan Balcerowicza.

Rozdziały poświęcone osobistym przeżyciom przeplatane są rozważaniom na różne tematy jak równość, braterstwo, patriotyzm, rewolucja, sprawa żydowska.

To lektura dla czytelnika w każdym wieku. Pisana w gawędziarskim stylu, z dystansem, bez nacjonalizmu, fobii, nienawiści, czy rozgoryczenia – raczej ze smutkiem, że z trudem wywalczona wolność jest tak niedoskonała.

W ubiegłym roku otrzymała literacką Nagrodę Nike.

Książka zawiera indeks osób i zdjęcia od dzieciństwa do czasów najnowszych.

 

 

 

sobota, 17 stycznia 2015

Moja koleżanka wyplata koszyczki z papierowej wikliny. Dostałam dwa, oba zdekupażowałam, pokazuję ten mniej tradycyjny wzorek, bo mi się bardziej podoba. Na drugiej stronie koszyka jest pan żab bez umalowanych ust :). Na innym koszyku są kwiatki.

I to koniec dobrych wadomości.

We wtorek (13-tego stycznia) szłam na Karłowicach do apteki pod samym budynkiem. Z prawej strony jest niski żywopłot.

Tego dnia najpierw byłam na zabiegach (wykupiłam je na moim osiedlu), potem w bibliotece przy ul. Roosevelta (czynna tylko do końca stycznia, bo łączą ją z dwoma innymi i przenoszą do budynku o nazwie "Grafit), na spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Książki w SKIB-ie i u znajomej lekarki po receptę. Z dwoma grubymi książkami i zakupami w siatce oraz receptą w torebce szłam około godz. 16,30. Szarawo już było, a od dwóch dni wiał wiatr.

 No i nie zauważyłam, że tam jest mały schodek. I całym swym jestestwem walnęłam na płytę chodnika. Widocznie huk się nie rozległ, bo nikt nie podbiegł a leżałam dłuższą chwilę nie mogąc się pozbierać. Gdybym uderzyła głową to pewnie by mnie okradli, zabrali klucze i obrobili mieszkanie. No, za bardzo nie ma co kraść ale zawsze.

Może leżałabym tak do wiosny ale się pozbierałam i kuśtykając dowlokłam tę parę kroków do apteki. Tam pani opatrzyła mi bardzo zdarte o budynek trzy kostki palców lewej reki. Teraz na prawej mam zagrzybione 4 paznokcie a na lewej strupy na trzech. Równowaga w przyrodzie musi być. Kupiłam rękawice gumowe do zmywania naczyń ale praktyczne to one nie są raczej, wszystko wyślizguje się z rąk.

Kolana stłuczonego w aptece nie oglądałam ale mimo bliskości przystanku autobusowego wezwałam taksówkę, bo kolano strasznie rwało . Niestety na moje czwarte piętro mnie nie wwiozła.

Pierwszym objawem porażenia nerwu twarzowego był mój upadek na ulicy 12 września, czyli w przeddzień wykrzywienia. Przedtem i teraz 13 dzień miesiąca pechowy dla mnie.

Na kolano stosuję maść ale boli szczególnie wieczorem. Dzisiaj mniej, bo nie wychodziłam z domu.

Wczoraj byłam na kolejnym zebraniu Wrocławskiej Rady Seniorów. Na którym dowiedziałam się, że urzędnicy usztywnili przepisy dotyczące pomocy w postaci żywności dla potrzebujących. Im dobrze, więc co się będą przejmować.

Najgorsze, że działania Rady idą w kierunku akcyjności. Ja sobie wyobrażałam, że będziemy zbierać informacje o potrzebach większych grup/środowisk senioralnych i te sprawy załatwiać, a nie czcić dni czegoś lub rocznice. Ale jak mnie to zirytuje do dna to zrezygnuję z uczestnictwa w Radzie. Z przyjemnością.

 

niedziela, 11 stycznia 2015

Eric-Emmanuel Schmitt – Ulisses z Bagdadu, Wydawn. „Znak” Kraków, 2010

WSTĘP: „Obce jest tylko to, co nieludzkie” Jean Giraudoux

O autorze:

Eric-Emmanuel Schmitt urodził się 28 marca 1960 roku w Sainte-Foy-les-Lyon (Francja).

Uczęszczał do Ecole Normale Superieure gdzie zdobył najbardziej prestiżowy z francuskich certyfikatów nauczycielskich oraz doktorat z filozofii.

Był uniwersyteckim wykładowcą tej dziedziny nauki.

Na świecie znany jest głównie jako dramaturg.

Jego książki tłumaczone zostały na 35 języków, a sztuki wystawiane są w ponad 40. krajach.

Mieszka w Brukseli.

O książce:

Ulisses z Bagdadu to Saad Saad co w języku arabskim znaczy Nadzieja Nadzieja.

Dla mieszkańca Iraku w czasach dyktatury Saddama Husajna nie było nadziei na dobre życie. „…niewyjaśnione zatrzymania i aresztowania bez powodu spadały na ludzi częściej niż deszcz”.

Ojciec bohatera był bibliotekarzem, w piwnicy domu ukrywał książki, jakie władze uznały za szkodliwe. Między innymi były to kryminały Agaty Chrisitie. Może dlatego, że tam zawsze zło zostaje ukarane? Saad czuł się wolny tylko w trakcie lektury tych pozycji a przy okazji pokochał Anglię jaką opisywała ta autorka – demokratyczną, z przyjaznym (w porównaniu z Irakiem) klimatem, bez tyranii, prześladowań, wojen, masowego cierpienia.

Saad w czasie studiów poznaje Leilę – sposób w jaki dziewczyna zapala papierosa to piękna scena erotyczna, przeczytacie ją  na stronie 36.

Gdy ukochana ginie bohater postanawia wyjechać do Anglii. Nie ma paszportu ani pieniędzy, więc chwyta się różnych sposobów, rzadko legalnych.

Zarabia też rozmaicie, nigdy zgodnie z prawem.

Zgodnie z tytułem autor nawiązuje wielokrotnie do dzieła Homera, np. urzędniczka do spraw uchodźców nazywa się Kirke.

Ulisses głównie pływał, Saad porusza się różnymi środkami lokomocji pokonując także Morze Czerwone i Śródziemne.

Ale „Irakijczyk na statku to coś równie niezręcznego jak kuna u dentysty”.

I choć ma okazję ułożyć sobie życie z piękną Włoszką dąży za swoim marzeniem – zamieszkać w Anglii.

Ta nieoptymistyczna opowieść zawiera parę zabawnych pomysłów – w jaki sposób można pozbyć się kurzajek i rozmowy ojca-ducha z synem.

Na zakończenie cytat zawierający to co według mnie autor miał na myśli:

„Dzieje ludzkości to dzieje granic, które ulegają zmianie”. Postęp to ich rozluźnianie.

Na końcu zamieszczono kalendarium „Irak Saddama Husajna” i mapę wędrówki Saada.

 

 

 

 

 

 

niedziela, 04 stycznia 2015

 W październiku ubiegłego roku okazało się, że Misia ma bardzo chorą wątrobę. Dwa razy ratowaliśmy ją kroplówką i zastrzykami. Jadła ale bardzo mało. W środę 31.XII. 2014 przestała jeść tylko piła wodę.

 W piątek wraz z miłą panią weterynarz uznałyśmy, że nie należy Misi męczyć. Usnęła na moich rękach.

Teraz jest młoda, silna, zdrowa i baraszkuje w pięknych okolicznościach przyrody wraz z innymi zwierzątkami. Wyleguje się w słońcu, bezkrwawo poluje na ptaszki a potem wylizuje swoje futerko. Miała 15 lat.

W ubieglym roku El-ArtPress wydał w formie książeczki moje kolaże i rymowanki "Do serca przytul kota" (krytykom wyjaśniam: nie mam pretensji do bycia poetką).

"Oda do Misi" (choć miałam na mysli także poprzednią kotkę Alodię):

Cztery łapy, dwa uszka

ogon jak pietruszka,

wąsików ślicznych bez liku

masz, ty koci chochliku.

Mruczysz leżąc na mnie.

ugniatasz mi brzuch.

Taki z ciebie zuch!

Pozwalasz mi pospać

a kiedy głodanaś

mówisz mi - powstań.

Czasem drzesz się okropnie

bo chcesz wyjść swobodnie

na spacer po schodach klatki

lub do sąsiadki.

Oto jej ostatnie zdjęcie (w czasie świąt BN):

 

 

O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek