O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
piątek, 26 stycznia 2018

Wydano książkę o powodzi na Dolnym Śląsku w 1997 roku pod tytułem: "Dolny Śląsk. Pamiętam powódź".. Organizatorem przedsięwzięcia był Ośrodek "Przyszłość i Pamięć" i Centrum Historii Zajezdnia. Teksty zredagował i opracował Grzegorz Czekański. Można ją nabyć w księgarni "Tajne komplety" w Rynku.

Autorzy odwiedzili w 2017 roku kilkanaście dolnośląskich miejscowości, tam rozmawiali z mieszkańcami i gromadzili materiały audiowizualne.

W książce są esej, dziesiątki wspomnień, trzy dzienniki (w tym mój), opowiadanie, scenariusz filmowy, wywiad, grafiki, archiwalne zdjęcia i fotoreportaż.

Może bym o niej nie napisała ale znalazł się tam także mój tekst "Dziennik niezatopionej", czasem jest dostępny cały w internecie, a czasem tylko w prenumeracie. Książkę dostałam w prezencie jako egzemplarz autorski. Dziękuję.

A poza tym zrobiłam przegląd szafy, szafek, półek, pawlacza i upchanych zakamarków co poskutkowało zapakowaniem pięciu dużych reklamówek i zaniesieniem tych dóbr do Infopunktu na kiermasz dobroczynny. Odbędzie się on jutro na rzecz powstającej "Cafe Równik", która będzie prowadzona przez osoby z lekkim upośledzeniem intelektualnym (przy ul. Jedności Narodowej obok poczty (niedaleko ulic Niemcewicza/Kilińskiego).

Dostałam pismo z Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, że przyznano mi comiesięczne świadczenie pieniężne. Tylko nie wiem czy podana kwota to brutto czy netto. I komu mam podać nr swojego konta. Tego nie napisano. Zapytałam wczoraj Urząd mailowo. Czekam na odpowiedź. Jeśli się nie doczekam zadzwonię.

Diabeł stróż postanowił mi to wyrównać swoim psikusem i górna część mojego laptopa straciła stabilność. Nawet małej stabilizacji nie ma - wrrrr. Nie lubię.


piątek, 19 stycznia 2018

Na zajęciach "Laboratorium sztuki 50+" sympatyczna plastyczka Sabina zaproponowała zdobienie toreb na zakupy. Najpierw trzeba było narysować jakiś motyw, potem go wyciąć i za pomocą farby przenieść na torbę.

Rysować nie umiem, z wycinaniem łatwiej.

Ale czasem jakaś muza dotknie nas swym skrzydłem - i tak właśnie wtedy się stało. Narysowałam drzewo. Pojęcia nie mam dlaczego. Muzy spytajcie. :)

Odbiłam je pacając gąbką. Widocznie muzie to się spodobało, bo uznałam, że drzewo bez kota na gałęzi jest bez sensu. Sabina narysowała kota, ja go poodbijałam. A na drugiej stronie torby napisałam nazwę tego bloga. I mam torby reklamujące bloga. 


sobota, 13 stycznia 2018

 

Simona Kossak – O ziołach i zwierzętach. Wydawn. Marginesy 2017

 

WSTĘP: „Wiele złego we wszystkich epokach czynią niedouczeni medycy”

O autorce:

Simona Kossak urodziła się 30 maja 1943 roku w Krakowie. Ukończyła Wydział Biologii i Nauk o Ziemi, specjalizacja – psychologia zwierząt, na Uniwersytecie Jagiellońskim.  Profesor nauk leśnych. Ponad 30 lat mieszkała w Białowieży.

Była popularyzatorką ochrony przyrody i ekologii. Napisała kilkaset artykułów, kręciła filmy przyrodnicze.

 Od 2001 była autorką codziennych audycji  pt.: „Dlaczego w trawie piszczy” w Radiu Białystok i innych regionalnych oddziałach Polskiego RadiaRadio Gdańsk za popularyzowanie wiedzy przyrodniczej na antenie radiowej przyznało jej nagrodę "Osobowość Radiowa Roku 2003".

Napisała „Sagę Puszcz Białowieskiej” wydaną w 2001 roku.

Zmarła 15 marca 2007 roku w Białymstoku.

O książce:

Publikacja zawiera 82 teksty, Ułożono je alfabetycznie przeplatając zioła ze zwierzętami jak to w przyrodzie bywa.

Zbiór zaczyna babka wąskolistna a kończy żurawina. Między nimi znajdziemy między innymi: borsuka, chmiel, dzięcioł, fiołki, jelenie, krety, paprocie, rysie, wilki i żmije.

Książka jest ilustrowana – zawiera dwa zdjęcia autorki i czarno – białe ilustracje (przy każdym tekście) ze zbiorów Biblioteki Narodowej (Polona).

Poznajemy więc dokładny wygląd rośliny, jej proweniencję, historię, na jakiej glebie występuje,  zastosowanie w medycynie tradycyjnej.  Autorka sięga do literatury fachowej z poprzednich epok, a nawet pięknej. Cytuje różne źródła, książki np. „Zielnik ekonomiczno - techniczny”. Podaje przepisy jak stosować niektóre z opisanych roślin. Ostrzega m. in. , przed  robieniem nalewek i win z czarnego bzu bo powodują zatrucia pokarmowe. Za to bardzo dobre są powidła z owoców tej rośliny.

Nie ma dobrego zdania o współczesnych politykach: „W dawnych czasach – rzecz dziwna – władcy bywali mędrcami”.

Także o biologach: „… dziś do chwastów zaliczono większość najcudowniejszych ziół” i tępi się je chemicznie np. babkę wąskolistną.

Podoba mi się jej konkluzja: „A może by tak tereny przeznaczone pod budowę fabryk leków obsiać bukwicą – ile pigułek i zastrzyków mogłoby zastąpić jedno małe ziele”.

Także opisując zwierzęta nie szczędzi czytelnikowi ciekawostek. Pewien naukowiec powiedział o dzięciołach: „Aż przykro patrzeć jak się nie lubią”.

A czy wiecie jak rozmawiają dzikie gęsi w locie? I wśród jakich zwierząt panuje kanibalizm?  Jakie naprawdę są kukułki? Autorka wie i dzieli się z nami tą wiedzą.

Na początku rozdziału o nietoperzach Kossak cytuje wiersz swojej ciotki Marii Jasnorzewskiej – Pawlikowskiej „Ja byłem ssakiem a chciałem latać”.

Poznajemy przy okazji historię literatury medycznej poczynając od kanonika wrocławskiego i krakowskiego  Jana Stanko, którego  najwybitniejszym dziełem jest wydany w 1472 roku „Antibolomenon” lub „Antidotarium”.

 Jest to jednocześnie kompendium sztuki medycznej, praktyk leczniczych i aptekarskich oraz ogromną encyklopedią minerałów, roślin.

Maciej z Miechowa napisał  poradnik medyczny „Conservatio sanitatis” wydaną w 1522 roku.  Zawarł  w nim m.in. wskazania dotyczące leczenia chorób zębów i jamy ustnej.

 A w XVIII ksiądz Krzysztof Kluk napisał  trzytomowy „Dykcyonarz roślinny, w którym opisał 1536 gatunków roślin krajowych i zagranicznych.

Polecam.

 

 

piątek, 05 stycznia 2018

Rozrywki mojego diabła stróża z poprzedniego roku kontynuują się. W mikołajowym prezencie dostałam od koleżanki:



I uznałam, że to jest SOLNICZKA! Stoi w kuchni i ciągle zapominam ją napełnić. Dopiero z tegorocznego listu od tejże koleżanki wynikło, że jest to zaparzaczka do herbaty. Tom się obśmiała.

Pod koniec grudnia 2017 roku okazało się, że w kieszeni kurtki mam tylko jedną rękawiczkę. Śliczna nie była więc ją wyrzuciłam. A dzisiaj wracając do domu w korytarzu na murku zobaczyłam jakąś rękawiczkę. Widziałam ją i wczoraj ale przekonana byłam, że jest czarna czyli nie moja. Moja jest przecież brązowa. Dziś coś mnie tknęło (obudziłam się na chwilę z zimowego snu? Alem przecież nie niedźwiedzica), wzięłam ją do ręki i obejrzałam. No, moja! No i mam znowu jedną rękawiczkę, ha,ha,ha.

Tu przypomniał mi się dowcip:

Idzie facet przez tajgę w jednym bucie. Spotyka drugiego, który go pyta:

- Zgubiłeś but?

A pierwszy odpowiada:

- Nie, znalazłem.

Nie znalazłam a dostałam pocztą legitymację osoby represjonowanej z powodów politycznych:



O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek