O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
poniedziałek, 28 lutego 2011

 "Wszystko w porządku" jest filmem niesłychanie poprawnym politycznie i dlatego nie dla osób uważających, że rodzina to mężczyzna, kobieta i dzieci powołane do życia w klasyczny sposób.

Parafrazując tytuł mamy "wszystko inaczej". Dwie kobiety w średnim wieku - zasadnicza lekarka Nic (Annette Bening) i sfrustrowana Jules (Julianne Moore) tworzą lesbijską parę. Każda z nich urodziła dziecko zapładniając się spermą pobraną z banku od tego samego dawcy. Córka Nic osiemnastoletnia Joni (Mia Wasikowska) i  piętnastoletni syn Jules-Laser (Josh Hutcherson) znają prawdę. Laser postanawia dowiedzieć się kto jest ich ojcem. 

W wyniku poszukiwań spotykają się więc z Paulem (Mark Ruffalo) restauratorem i właścicielem ogrodnictwa żyjącym sobie na luzie od panienki do panienki.  Mając 19 lat sprzedał swoją spermę, bo potrzebował pieniędzy. Teraz ucieszył się, że ma takie udane dzieci. Jadają razem obiady, z synem grają w kosza. Paul zatrudnia Jules do aranżacji zaniedbanego ogrodu.

Poznajemy relacje między Nic i Jules, wcale nie idealne. Kolegów rodzeństwa - Sashę erotumankę i chamskiego adehadowca Claytona.  

I wszystko byłoby jak z obrazka gdyby nie frustracja Jules. To ona wychowywała dzieci, a potem każdy interes, który rozkręciła był nieudany. Wdaje się więc w romans z Paulem. Bardzo z siebie zadowolonym, bo bez kłopotu ma dorosłe dzieci i jeszcze nową kobietę, w dodatku lesbijkę co podbudowuje jego ego. Na nieszczęście dla kochankow Nic jest bystra i kontrolująca więc sprawa wychodzi na jaw.

Zachwyciły mnie obie aktorki grające główne role. Także z tego powodu, że nie mają twarzy sparaliżowanych botoksem czy naciągniętych liftingiem.

Natomiast bardzo mi się nie spodobała łopatologiczna teza, że wszyscy faceci to dupki. Paul jest nieodpowiedzialny wdając się w romans z Jules, a tak oto wygląda ostatnia scena filmu: obie panie (dzieci do każdej mówią mamo) jadą z synem i on mówi: "musicie być razem". Dlaczego? "Bo jesteście już stare".

Reżyserka Lisa Cholodenko jest lesbijką i ma syna w wyniku zapłodnienia z banku spermy. Czy o synu też ma nie najlepsze zdanie?

Tagi: film
18:58, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (1) »
niedziela, 27 lutego 2011

 Hiacynta: Ryszardzie, przy domu nr 32 jedź powoli, niech zobaczą mój żeglarski kapelusz

Ryszard: jeszcze pomyślą, że sprzedajesz lody.

***************************************************************

H - pożegnaj się jak marynarz

R - znam tylko ahoj

H- zwiń cumę i wejdź na pokład

R - słucham?

H - wsiadaj do samochodu

*****************************************************************

H do męża - Ryszardzie, przypłyń do brzegu, żebym mogła wsiąść na łódź, ciężko jest żeglować na piechotę

**************************************************************

Emett o Hiacyncie - znowu będzie na mnie śpiewać, widziałem nawet jej migdałki

***************************************************************

Hiacynta telefonuje - czy to muzeum i galeria? Poproszę z kustoszem, oczywiście, że to ważne! Poszedł na wernisaż? W czasie pracy? Jesteśmy zaproszeni na wystawę, proszę mi powiedzieć jak traktować nowoczesną sztukę. Nie tyle interesują mnie obrazy co ramy, czy aby łatwo się z nich ściera kurz?

**************************************************************

Hiacynta podając Elżbiecie kawę - postaraj się nie rozlać

Elżbieta - zawsze się staram

H - czy bylaś u lekarza?

E - nie, dlaczego?

H - może nie musiałabym tak często wycierać stołu gdy rozlewasz kawę

**************************************************************

H do pani Lennox - przecież pani wie jak wielką jestem wielbicielką sztuki

Ryszard aż się zakrztusił ze zdziwienia

H - Ryszardzie nie przybieraj takich kolorow przy pani Lennox

*****************************************************************

Na wystawie

H do R - mam nadzieję, że będa tam tylko zachody słońca, Ryszardzie przypilnuj, ąby tatuś nie patrzył na akty

 

środa, 23 lutego 2011

Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

      przedstawia:

      "Poduszkę"

Miejsce - biblioteka publiczna

     Występują:

Strażnik Miejski - SM

Bibliotekarka Publiczna - BP

SM - czy w bibliotece jest pies?

BP (zdziwiona) - nie, dlaczego?

SM - bo pod regałem leży duża poduszka

BP - to dla czytelników zadających niemądre pytania, za karę muszą tam klęczeć od 10 minut do pół godziny 

SM - nadyma się

Kurtyna - kładzie się na poduszce w pozie: "Każda jej pozycja to propozycja"

p.s. poduszka służyła dzieciom.

*************************************************************

Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

     przedstawia:

    "Rozmowę"

Czas: 1987 rok

Miejsce: Wrocław, biuro paszportowe

Występują:

Obywatelka pożądająca paszportu - OPP

Młody urzędnik biura paszportowego - MUBP

Osobnik z wąsami za to bez zęba na przodzie - OZW

OZW - nie przedstawia się, wypytuje OPP o brata, który w 1979 roku został w Austrii a teraz jest w USA i ma obywatelstwo

OPP - odpowiada krótko

OZW - namawia OPP do współpracy polegającej na opisywaniu Polonii w miejscowości gdzie mieszka jej brat, mówiąc, że jej decyzja nie wpłynie na wydanie paszportu

OPP - odmawia

OZW - od OPP dowiaduje się, że była interniowana co oznacza, że nie odrobił lekcji przed rozmową, dalej namawia

OPP - w końcu zniecierpliwiona mówi: "Wolałabym się zastrzelić"

MUBP - uśmiecha się zadowolony

Kurtyna - puszcza się w tany z prysiudmi

p.s. tego roku OPP do brata nie pojechała.

***************************************************************

Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

      przedstawia:

     "W tramwaju"

Pasażerka Siedząca - PS

Kontroler zwany Kanarem - K

K znienacka podchodzi do PS - bileciki do kontroli poproszę

PS - w popłochu szuka karty w torebce, nie znajduje i mówi bezradnie: zmieniałam torebkę i nie przełożyłam karty

K - odchodzi

PS - spokojnie jeszcze raz przeszukuje torebkę, znajduje kartę, wstaje i przez cały tramwaj biegnie do K, pokazuje mu kartę mówiąć: żeby pan nie żałował, że mi podarował

K - jest zdumiony

Kurtyna - wyrzuca PS inne torebki

**************************************************************

Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

     przedstawia:

    "Po angielsku"

Czytelnik Uczeń Liceum - CzUL

Bibliotekarka Publiczna - BP

CzUL - czy jest "Kiu Łejds"?

BP - kiu co?

CzUL - no, taka lektura

BP - a wiesz, może, o czym ona jest?

CzUL - jakieś historyczne nudziarstwo

BP - podchodzi do regału z lekturami szkolnymi, używa wszystkich swoich szarych komórek, dochodząc do litery "S" i pyta: czy to chodzi o "Quo vadis?" Sienkiewicza?

CzUL - no, nie wiem

Kurtyna - wypuszcza lwy na arenę. 

**************************************************************

 

 

 

wtorek, 22 lutego 2011

  Oczywiście ten dowcip powyżej najbardziej mi się podoba. Dzisiaj o policji bo poprawiałam swoje jedenaste opowiadanie, które jest najbardziej podobne do klasycznego kryminału, czyli z policjantem. W konwencji powyższch żartów, czym załatwiam sobie stres na skutek kontaktów z nimi. I nie myślę tu o ubecji. 

Dzięki znajomej policjantce (Gosiu dzięki! :) ) dowiedziałam się, że w dużych miastach są tylko komendy i komisariaty, nigdy posterunki policji. Jak pisać to z sensem, przynajmniej co do faktów. Bo te moje opowiadanka są nieźle "odjechane". A co se będę żałować! Tyle ponuractwa na świecie, ja już nie muszę sobie dokładać.

Dla zainteresowanych: będą niedługo zarówno cytaty z serialu "Co ludzie powiedzą" jak i Teatrzyk "Kiełbie we łbie" - obiecuję!

 

niedziela, 20 lutego 2011

 Koleżanka Ela, bardzo zdolna wmontowała mnie w tę sytuację i jestem sobie pod rudym kotem :).

A tu za chwilę kot mnie wypije. Nie wiem czy to przeżyje. Ha, ha, ha.

 

Moja kotka czuje się lepiej choć bezzębna mocno jest. Do protetyka nie pójdziemy. Trzeba jeść papki.

Nadal pracuję przy swoich opowiadaniach.

UWAGA! poszukuję sponsora chętnego do pokrycia kosztów wydania mojej twórczości kolażowo-pisarskiej.

czwartek, 17 lutego 2011

 A ja mam dzień kociego świra.

Głaskałam Misię, aż ta nagle uciekła i długo przeraźliwie pomiałkiwała pocierając pyszczek. Najpierw schowała się pod wanną, a teraz siedzi w kącie między regałem, kaloryferem a ścianą. Gdy wyszła spod wanny łypała na mnie wrogo. Pewnie coś się stało z zębem, ma z nimi kłopoty. Przydałby mi sie pistolet z zastrzykiem usypiającym. Co by tu zrobić, aby ją złapać i zanieść do weterynarza - kombinuję aż mi łeb puchnie.

 Life is brutal, plugaw and full of zasadzkas :(. Ciąg dalszy:

Wyszła z kąta, usiadła na półce regału, pozwoliła nawet na delikatne głaski. Zadzwoniłam do weterynarki czy nadal przyjmuje w gabinecie dwie ulice dalej. Na szczęście tak.

Następny stres dla nas obu - jak wsadzić kota do torby. Kota, który na widok torby ucieka. Co się umordowałyśmy z sobą to nasze.

W poczekalni gabinetu zastałam: wielkiego psa wilczura, czytelniczkę wieloloetnią z Norką, piękną beżową, z balejażem, spanielką, potem doszła pani z małym białym psem okropnie się trzęsącym. Następna była kobieta z karmiącą pięć pięciotygodniowych szczeniaczków suczką (przychówek w domu) oraz dziewczyna z czarnym psem mającym zabawne białe latki na uszach. A z gabinetu wyszedł men z wieeelkim czarnym kociskiem. Uch, jakim pięęęęknym.

Przypomnialam się sympatycznej lekarce, bo każda nasza wizyta tamże jest niezłym przedstawieniem, szczególnie fajnie było gdy Misia podrapała mi obie ręce tak że krew sikała wokół. Moja.

Kotunię trzeba była uśpić najpierw umieszczając w klatce, potem przesuwając dodatkową ściankę, aby ją unieruchomić.  No i słusznie podejrzewałam, że to zęby, a raczej kamień osadzony na nich kotce zaszkodził. I została z dwoma ząbkami. Szczerbata babcią jest.

Serial dentystyczny mamy obie, u nas to rodzinne.

Gdy kotunia się już ocknęła ze znieczulenia i uśpienia, zamiast odpoczywać wędrowała po podłodze na uginających się łapkach. Dość bezradnie się rozglądając.

Ostatecznie osiadła na kocyku przy kaloryferze.

Wolałabym sama być chora niż patrzeć na cierpienie futrzaka.

Piękny prezent dostałyśmy od diabła stróża na Światowy Dzień Kota.

 

 

środa, 16 lutego 2011

  W kawiarni

Hiacynta - długo i intensywnie wyciera serwetką widelczyk

Ryszard (mąż) - Hiacynto, nie wycieraj go,

Kelnerka przynosi dwie kawy, stawia przed nimi i pyta - czy coś jeszcze podać?

H - nadal trąc widelczyk, z grymasem - nie

Kelnerka - potrzebuje pani widelczyka do kawy?

*************************************************************

Powolniak i Stokrotka w łózku

P - doszedłem do wniosku, że muszę zrobić dobry uczynek. Myślę o Rychu. Śniło mi się, że jest w szponach jakiegoś strasznego potwora. Obudziłem się i zrozumiałem, że to Hiacynta.

**************************************************************

Stokrotka do Powolniaka (męża) - dlaczego my pracujemy, a ty siedzisz?

P - na tym polega małżeństwo, na współpracy.

**************************************************************

Hiacynta do męża - nie parkuj przy mercedesie, nasze auto dużo lepiej wygląda gdy nie parkuje przy mercedesie.

*************************************************************

Wioletta do Hiacynty - Bruce (mąż) woli konie, a nawet dżokejów

H - może powinnaś się ubierać jak dżokeje

W - nie będę, bo jeszcze mi każe skakać przez przeszkody

*************************************************************

Róża - co wypada włożyć na spotkanie z wikarym?

Stokrotka - nieważne, ty i tak tego nie masz

*****************************************************************

Hiacynta - Ryszardzie, chciałabym, żebyś częściej się uśmiechał pracując w ogrodzie, sprawiaj wrażenie, że to lubisz

R - ale ja tego nie lubię

H - masz sprawiać wrażenie, że nas stać na ogrodnika

R (zmęczonym głosem) - przecież nas nie stać

*************************************************************

H. do listonosza - czy nie ma do mnie listu od mojego syna Sheridana?

Listonosz - nie ma

H - Sheridan jest bardzo uważający, pisze i często dzwoni

L - może powinien spróbować telepatii?

*************************************************************

Dzwonek do drzwi Hiacynty, otwiera i widzi fachowca

Fachowiec - telewizorek nawalił?

H - nie nawalił tylko wymaga naprawy

F - mogę wejść?

H - pod warunkiem, że nie będzie się pan ocierał o ściany, zostały odnowione metodą technologicznie przewyższającą najwyższe standardy

F - co się zepsuło?

H - nic, tylko proszę zainstalować brzęczyk zagłuszający brzydkie wyrazy

*************************************************************

Powolniak przed telewizorem do żony - siedzę tu na całkowitym bezpiwiu

***************************************************************

Emmet (brat sąsiadki) do siostry - jeśli Hiacynta jeszcze raz wspomni o jachcie to kupię u-boota

**************************************************************

Róża stoi przed stolikiem z dzwoniącym telefonem i mówi do siebie - żeby tylko nie poznał, że mi na nim zależy

podnosi słuchawkę i mówi - nie przeszkadza pan, właśnie czytałam modlitewnik, często do niego zaglądam

**************************************************************

H. podnosi słuchawkę - tu rezydencja państwa Bukietow, pani domu przy telefonie, a - to ty Różo. Co chcesz pożyczyć? Modlitewnik?

Do męża - Ryszardzie, Róża chce pożyczyć modlitewnik.

R - na pewno przyda mu się (kolejnemu narzeczonemu) boża pomoc.

 

 

sobota, 12 lutego 2011

 Jeśli uważacie, że macie ciężkie życie bo za małe mieszkanie, za stare auto i urlopy tylko w kraju przeczytajcie książkę Szymona Hołowni "Ludzie na walizkach", wydawnictwa "Znak" Kraków 2008

Nie jest to opowieść podróżnika, który szuka siebie samego po świecie.

To wywiady przeprowadzone z lekarzami, ratownikami, rodzicami niepełnosprawnych dzieci oraz osobami nieuleczalnie chorymi. Opowiadają oni o cierpieniu, bólu, walce z chorobą i niepełnosprawnością,, o niegasnącej nadziei, i o śmierci.

Krzysztof Kolberger powiedział: "...to bzdura, że cierpienie uszlachetnia, ale jak się do niego sensownie podejdzie, człowiek ma szansę coś zyskać".

I: "Wróżka przepowiedziała mi kiedyś, że umrę mając 61 lat, a więc w 2011 roku" (książkę wydano w 2008 r.)

Michał Paradowski: "W życiu nie chodzi o bohaterstwo. Dobre życie to sensownie wypełniona codzienność".

Od neurochirurga Tomasza Trojanowskiego dowiedziałam się, że "człowiek umiera dwa razy, biologicznie, wtedy gdy umiera pień mózgu. A po tym człowieku zostaje zbiór komórek i organów, które umierają później, każde w swoim czasie."

Doktor Kazimierz Szałata, ktorego córka zginęła w wypadku drogowym, a żona została ciężko ranna: ..."cierpienie ma i musi mieć miejsce w naszym życiu".

Doktor Jan Dobrogłowski, anestezjolog, prezes Polskiego Towarzystwa Badania Bólu opowiada jak powstaje ból, o jego roli w naszym ciele - "jest strażą pożarna, którą przyjmujemy z wdzięcznością, gdy u nas się pali. Ale po kilku godzinach czy dniach staje się chorobą, którą powinniśmy tępić. ...Ludzie, którzy doświadczają bólu pragną tylko jednego - żeby on się skończył...,samo w sobie cierpienie nie ma sensu."

Autor zapytał jednego z rozmówców o rolę tych, ktorzy na cierpienie patrzą, przyjaciół, rodzinę, obcych. Ten odpowiedział, żeby byli i żeby się nie mądrzyli.

Nie mądrząc się więc zapraszam do przeczytania tej książki.

piątek, 11 lutego 2011

 Powyżej oglądacie dwie tkaniny artystyczne Marii Gostylli-Pachuckiej z jej wystawy "Sceny z Lascaux" prezentowanej w galerii "Pod Plafonem" (DBP, parter, Rynek). Piękne są, bardzo wyraziste i w mojej ulubionej kolorystyce. W dodatku rozmiary mają dostosowane do przeciętnego metrażu. Ale nie powiesiłabym u siebie żadnej z tych prac. Po pierwsze bałabym się, że w pewnej chwili zwierzęta ożyją i zechcą zbiec ze ściany. Ależ byłby tupot! No i stanowiłyby zbyt dużą knkurencją dla mojej kotki. Jeszcze by się obraziła. Tak sobie dywaguję, a po prostu mnie na takie tkaniny nie stać. Zadowalam się więc kilimem po babci.

Pomogłam młodej dziewcztnie imieniem Agnieszka dotrzeć do Rynku. Zwierzyła mi się, że dla niej Wrocław to takie duże miasto. Jechałyśmy beztłumnie, pochwaliła nasze tramwaje, że nie szarpią jak w Szczecinie. Przed przystankiem docelowym wstałyśmy i jak nami nie tyrpnie! Tak to jest z Wrocławiem. Na pozór nic nie szarpie ale jak dowali to leżysz, jeśli się dobrze nie trzymasz poręczy.

W centrum informacyjnym na Rynku młodzież zapytała panią ile jest we Wroclawiu krasnoludków - podobno ponad 180. Można sprawdzić na stronie krasnale.pl.

Odwiedziłam też Centrum Seniora w nowym lokalu na starym miejscu. Zrobiono kapitalny remont budynku, większość powierzchni to przychodnia. Teraz (bardzo mądrze) CS jest na parterze.

Poszłam tam, aby wziąć jakieś materiały informacyjne i bezpłatne pisma. Na mój widok jedna z pań powiedziała: dzień dobry pani Ireno, druga: my tu panią dobrze znamy. Ha,ha - a czymże się im tak wbiłam w pamięć? Żadnych występków nie pamiętam.

Zapisałam się, bez nadziei na zakwalifikowanie, na kurs komputerowy dla trochę kumających. Bo nie kumkających. Żabą nie jestem, nawet zaczarowaną :(.

Trudzę się ostatnio, bardzo, przepisując swoje opowiadania w komputerze. Kręgosłup mój nie lubi tej pracy. A potem w ramach protestu - boli. Lepiej by zaśpiewał jakiś  wesoły protest-song.

Odebrałam w punkcie usługowym żakiet z poprawionymi rękawami. Wisi tam firmowa wywieszka, że do przeróbek przyjmuje sie tylko czystą odzież. A pod tym drukowanymi literami dopisano flamastrem: WYPRANE. Zapytałam prowadzącą punkt czy rzeczywiście podstawowa informacja nie wystarczyła. Powiedziała, że niektórzy przynoszą odzież wg nich czystą tyle, że śmierdzi. Odzież. I tak to jest z czytaniem ze zrozumieniem.

A propos - byłam (bezpłatnym, w ramach wybitnych zdolności do niezarabiania) jurorem w konkursie na opowiadanie "Ze zbrodnią w tle" ogłoszonym przez portal kobieta50plus. Jednogłośnie wybraliśmy opowiadanie pt. "Helenka". Pewnie je tam opublikują.

Tyle na dzisiaj.

 

środa, 09 lutego 2011

  "Jak zostać królem" jest opowieścią o przyjaźni dwóch, bardzo różnych, mężczyzn. Jeden jest angielskim księciem, drugi samozwańczym logopedą z pochodzenia Australijczykiem.

  Jeśli dwory królewskie jawią się Wam oazami dobrobytu w każdej dziedzinie to przypomnijcie sobie dzieje księżnej Diany. Dobrobyt materialny pomaga wygodnie żyć ale czy dobrze?

Królowa Wiktoria miała dziewięcioro dzieci. Panowała bardzo długo, a więc jej syn Edward VII został królem mając 59 lat. Okazało się, że jest leniwy, lubi alkohol, hazard, polowania i kobiety. Ostanią jego flamą była prababka obecnej żony księcia Karola. A żoną  głucha księżniczka duńska Aleksandra.

Syn Edwarda Jerzy V wspominał, że ojciec był bardzo surowy, wyznawał zasadę, że dzieci mają się go bać.

Tak też traktował swoich synów: Edwarda, Alberta i Johna. Opiekę nad nimi sprawowały nianie, ktore faworyzowały Edwarda. John miał padaczkę i był gejem, umarł mając 13 lat. Edward bardzo bał się ojca.

Albert miał słabe zdrowie a w dodatku się jąkał. Ożenił się ze wspierającą go Elżbietą, która na początku zakochana była w Edwardzie. I żyliby długo oraz szczęśliwie, na ile pozwalałaby dworska etykieta, gdyby Edward nie dość, że zakochał się do nieprzytomności w dwukrotnie rozwiedzionej Amerykance Wallis Simpson, to jeszcze zaprzyjaźnił się z ambasadorem III Rzeszy, ktory był szpiegiem. I zdradzał mu tajemnice państwowe. To doprowadziło do jego abdykacji oraz wstąpienia na tron nieśmiałego, mańkuta, dysortografa, chorowitego i jąkającego się Alberta jako Jerzego VI. Jego ambitna żona (Helen Bonham Carter) niejednokrotnie próbowała znaleźć specjalistę, ktory pomógłby księciu zwalczyć wadę wymowy. Aż trafiła do Lionela Logue.

I tu zaczyna się filmowa opowieść jak książę Albert (Collin Firth) i logopeda (Geoffrey Rush) obaj o niełatwych charakterach, zbliżają się do siebie, powoli nabierają zaufania i pomagają sobie nawzajem. W filmie więcej na tym korzysta książę-król.

Lionel zawsze towarzyszył mu w czasie publicznych wystąpień. A były one konieczne, najpierw dzięki wprowadzeniu radia do powszechnego użytku, potem przez trwanie II wojny światowej. 

Dzięki filmowi dowiadujemy się, że na dworze królewskim nie ma przyjaźni, troski ani wsparcia tylko, często wygórowane, oczekiwania i wymagania oraz łamanie charakterów. 

Film reżyserował Tom Hooper, otrzymał nagrodę Złotego Globa i ma 12 nominacji do Oscara. Będę mu kibicować bo to świetna opowieść o tym jak ważne jest spotkać odpowiednich ludzi na drodze swojego życia i jak bardzo może nam zaszkodzić własna rodzina. 

 

Tagi: film recenzja
21:01, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek