O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
środa, 26 lutego 2014

 

Raz w miesiącu, w ramach "Kawiarenki czwartkowej" w Infopunkcie Łokietka 5 dwie sympatyczne kobiety prowadzą z nami ekologiczn "prace ręczne", ostatnio takie figurki z masy solnej (mąka, woda, sól), pieczone w piekarniku. Do jedzenia się nie nadają.

Diabeł stróż mój nie zasypia gruszek w popiele - o nie! Postanowił dokopać mi zdrowotnie. Najpierw myślałam, że załatwię ból gardła akcją "ssę i z domu nie wychodzę" co było złudzeniem. Potem już był duet, czyli dołączył się katar. Aż dzisiaj w nocy obudziło mnie dźganie w gardle i to nie była sprawka Misi. Nie wpijała mi się w szyjkę. Krwiopijstwo pańci uskutecznia w postaci wybrzydzania z jedzeniem.

W mojej przychodni znowu mają zatwardzenie, czyli brak miejsca w kolejce do lekarzy. Zadzwoniłam więc do znajomej z prywatnym gabinetem, potem na taksówkę (nie miałam siły czołgać się do autobusu i od niego do gabinetu). Najpierw okazało się, że nie mam w torebce pieniędzy. Podjechaliśmy więc do bankomatu - okazał się niechętny dla klienta. Do następnego - współpracował. Gdy dojechałam taksówkarz oznajmił, że może mi wydać resztę ale zawyżając sumę o 2 złote. Poszłam do znajomej rozmienić banknot. Udało się. Wróciłam a taksiarz radośnie, że ma już wydać. A żeby mu nóżka spuchła.

 Po obejrzeniu moich nosowych i gardłowych czeluści okazało się, że mam anginę i zapalenie zatok. Gaśnica w aptece kosztowała prawie 70 złotych - 3 leki. No i dodatkowo mam się zająć naprzemiennym płukaniem gardła wodą z solą i wodą z wodą utlenioną. Właśnie strasznie się nudziłam i marzyłam o jakimś inteligentnym i rozwijającym zajęciu.

Idę teraz zrobić sobie herbatę. Będę ją (gorzką) zagryzać kandyzowanym imbirem. Smakuje mi.

 

czwartek, 20 lutego 2014

 

Agnieszka Wolny - Hamkało „Zaćmienie” Wydawn. Czarne, Wołowiec 2013

WSTĘP: „Gdyby Lynch i Bareja mieli dziecko to byłaby nim Agnieszka Wolny-Hamkało” – Natasza Goerke

O autorce:

Agnieszka Wolny – Hamkało urodzila się w 1979 r. Poetka, krytyczka literacka, dziennikarka. Wydała kilka zbiorów poezji i książkę dla dzieci. Jest współautorką antologii opowiadań „Projekt Mężczyzna”, „ORWO” i „7 grzechów głównych”. W latach 2009-2011 współprowadziła telewizyjny program „Hurtownia książek”. Mieszka we Wrocławiu z mężem Marcinem Hamkało i synem.

O książce:

Pisarka Natasza Goerke stwierdziła, że autorka „Zaćmienia” z wdziękiem prowadzi czytelnika przez swojskie kręgi piekła.

Przewodnikiem po tym piekle jest Ewa Skalska, niegdyś policjantka, teraz poszukiwaczka opowieści dla pisarzy – storyhunterka. Była „medium między pisarzami a literaturą”.

Ewa została porzucona przez Tomasza, który erotycznie zakochał się w kobiecie z ikony. Już sam ten pomysł bardzo mi się podoba.

Dalej jest jeszcze lepiej, bo autorka kpi sobie z idoli popkultury polskiej i amerykańskiej, z mody na opowieści o wampirach, sposobów rekompensowania sobie braków emocjonalnych, z udziwnionych wieczorków poetyckich („Czytanie na piecu”), niemocy twórczej pisarzy. Także z pretensjonalności różnych środowisk – Ewa pracuje w wydawnictwie „Ósmy cud świata” prowadzonym we Wrocławiu przez hiszpańskich braci Casado.

„Wszyscy jesteśmy unieruchomieni w kalekich tożsamościach”.

Ale przecież „Do marzeń, moi drodzy, mamy po prostu prawo”.

„Zaćmienie” jest połączeniem motywu końca świata z bezradnością wobec życia i świata.

To książka jednocześnie poważna i zabawna. Powielająca klisze i stereotypy a jednocześnie odcinająca się od nich.

Cała akcja dzieje się jakby na pograniczu jawy i snu, mądrości i wygłupu, wrażliwości i wulgarności. Trochę jak sen wariata śniony nieprzytomnie. Zawiera scenę erotyczną ale i sporą dawkę poezji: „Powoli rozwijał się mokry, ciężki zmierzch”, „Po ciemnych szybach spływały srebrne sprężynki deszczu”.

Podobno „Książki się pisze z lęku przed śmiercią”.

Spróbujcie wejść w ten dość odjechany świat i go polubić. Polecam.

Tutaj jest rozmowa z autorką: http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,7201134,Agnieszki_Wolny_Hamkalo_wyladowania_poetyckie.html?piano_t=1

 

piątek, 14 lutego 2014

 Walentynki czy 8 Marca Dzień Kobiet? Co wolicie?

Ja dostałam w prezencie:

nie powiesiłam jej od strony korytarza, bałam się, że zniknie

takie dżinsowe etui na komórkę uszyła mi koleżanka

a dzisiaj kupiłam pieczarki i jedna wygląda tak właśnie, za to nie jest czerwona :)

 

19:57, alodia1949 , różne
Link Komentarze (4) »
czwartek, 13 lutego 2014

Powyższe książki dostałam wczoraj od Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich jako nagrodę w konkursie na opowiadanie z akcją w bibliotece.

Także wczoraj byłam na debacie poświęconej seniorom w ramach "Społecznej Akademii Kultury Jacka Żakowskiego". Jest to projekt "Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016".

Debaty i warsztaty na dany temat (spotkania odbywają się co miesiąc w kinie Helios-Nowe Horyzonty) prowadzi Jacek Żakowski.

Krótki wykład wprowadzający wygłosił dr Paweł Kubicki z SGH. Powiedział, że temat "seniorzy" jest teraz modny.  Można na badania i działania otrzymać granty/dotacje. Ale pieniądze się kończą i ludzie tym się zajmujący idą do innych projektów, czyli tam gdzie można zarobić. Dlatego tak ważne są inicjatywy oddolne. Czyli wykorzystanie potencjału seniorów zdrowych, sprawnych, nie zajętych obowiązkami rodzinnymi lub koniecznością zarabiania.

O Wrocławskim Centrum Seniora (pl. Dominikański 6) mówił jego szef R. Pawliszko. W kuluarach dowiedziałam się, że podobne instyutcje w Polsce korzystają z pomysłów WCS powołując się na Wrocław. Wyłamuje się z tego dobrego obyczaju Poznań biorąc i traktując je (pomysły) jak swoje. Poznaniacy - cwaniacy?

Dorota Whitten z Infpunktu Nadodrze mowiła o Radzie Seniorow w której skład wchodzę. Ja o Bibliotece Sąsiedzkiej. Mówiłam krótko, bo gadulstwo nie jest moją wadą. Mam lepsze :).

Na sali przeważali seniorzy ale byli i młodzi. Wypowiadało się wiele osób, w tym dwaj starsi panowie nie odmówili sobie przyjemności zaznajomienia wszystkich ze swoim życiorysem. Ubogacili nas?

Drugim ważnym zagadnieniem (oprocz wykorzystania potencjału sprawnych i czasowo wolnych seniorów) jest brak systemowej opieki nad seniorami nie dającymi sobie rady z codziennością ze względu na ograniczoną sprawność.

Pani ze Związku Nauczycielstwa Polskiego powiedziała, że emeryci z ich środowiska spotykają się co miesiąc i każda młoda osoba - emerytka dostaje pod opiekę dużo starszą. Żakowski zapytał czy nią też ktoś się zajmie. Pani, że już jest prababcią i ma nadzieję, że zrobi to rodzina. Czyli świetnie ale nie do końca.

Według mnie jedna debata i warsztaty nic sensownego nie załatwią. Albowiem nasz rząd nadaje się raczej do chrzanu tarcia niż do sensownego służenia rodakom.

Potrzebne są wielkie zmiany:

- w systemie emerytarnym

- w służbie zdrowia, lekarz potrafi powiedzieć: "boli? w pana/i wieku musi boleć", konieczne są w szpitalach oddziały geriatryczne, podobno sanatoria podlegają Min. Przekształceń Własnościowych, a nie Min. Zdrowia, kolejna paranoja

- zmiany w komunikacji miejskiej - za wysokie progi na nasze nogi

- dostęp do bezpłatnej kultury jest coraz bardziej utrudniony, bo likwiduje się biblioteki komasując je w jedną dużą placówkę, przeważnie są one, jesli chodzi o atmosferę,  połączeniem dworca z supermarketem - takie przyjazne inaczej, celuje w tym nasza "Mediateka"

- brak systemu pomocy np. w zamianie dużych mieszkań z piecami (kłopot ze sprzątaniem, remontami, wnoszeniem opału) położonych na wysokich piętrach na mniejsze za to niżej i np. z c.o.

- we Wrocławiu jest jeszcze sporo mieszkań bez łazienki i wc, na diabła ich mieszkańcom kolejne fontanny, stadiony i inne zabawki jeśli zamarza im woda w wc i nie mogą wziąć prysznica? 

od lewej: Jacek Żakowski, Paweł Kubicki, R. Pawliszko, Dorota Whitten, ja - mówię :)

Tagi: Wrocław
13:00, alodia1949
Link Komentarze (8) »
wtorek, 11 lutego 2014

 

Jack Strong” reż. W Pasikowski

 

WSTĘP: Rosyjskie łby mają nasze dusze

 

Bohater czy zdrajca? Na to pytanie reżyser odpowiada pierwszą sceną, czyli okrutną egzekucją Rosjanina – amerykańskiego szpiega, pokazując co czekało każdego kto śmiał sprzeciwić się ZSRR.

 

 Pasikowski wybrał do głównej roli wysokiego Marcina Dorocińskiego choć Kukliński był raczej niski. Ale przecież bohater musi górować nad innymi. Zwłaszcza taki bohater, bo reżyser nie ukrywa swojej sympatii do pułkownika.

 

Pierwsza części filmu to przedstawienie sylwetki późniejszego szpiega – jego zdolności, inteligencji i uczciwości, które to cechy nawet Rosjanie doceniają.

 

Podobno reżyser zapoznał się z wieloma dokumentami na ten temat ale nie wyjaśnia powodów decyzji Kuklińskiego. Bo pieniędzy od Amerykanów nie brał. Patriotyzm? Narastające obrzydzenie do tego co widział i słyszał?

 

Podobno na początku współpracy był zbyt emocjonalny co groziło rychłą wpadką. Czy przeszedł jakieś szkolenie? Nie wiemy. Może trochę za wcześnie zrobiono ten film?

 

Jest też trochę o prywatnym życiu bohatera. Swoją działalnością narażał żonę (Maja Ostaszewska) i dwóch synów. Był pracoholikiem co odbiło się na rodzinnych relacjach, żona podejrzewała go o zdradę, syn zarzucał ojcu, że jest sowieckim sługusem i w ramach młodzieńczego buntu zażywał narkotyki.

 

Druga część filmu jest bardziej dynamiczna, a jej kulminacyjnym punktem pościg samochodowy w śnieżnej breji na ulicach Warszawy.

 

Zadbano o realia tamtych lat – ubrania, samochody, wystrój wnętrz. Wszyscy palą papierosy (dzięki czemu można mieć aparat fotograficzny w zapalniczce) i piją wódkę.

 

W filmie miejscami rażą drętwe dialogi. Za to nikt nie epatuje koszarowym językiem.

 

Wojskowi rosyjscy i polscy to zbiorowisko osobliwych postaci (Zamachowski, Globisz, Baka). No i nie zabrakło Wojciecha Jaruzelskiego (Krzysztof Dracz) przedstawionego jako sługa i podnóżek  Sowietów. Oj, nie lubi Pasikowski generała. Ja mu się nie dziwię.

 

Dla mnie jest to film o samotności. O tym dlaczego nie można wytłumaczyć żonie, że nie ma się kochanki, a synowi, że się myli w ocenie. O tym, że nie zna się ani dnia, ani godziny i żyje ze świadomością, że w każdej chwili koledzy z pracy mogą zrobić wszystko, aby skłonić do zeznań. I nikt się nie będzie patyczkował.

 

Sprawa Kuklińskiego kojarzy mi się z szermierzem Jerzym Pawłowskim, który też był amerykańskim szpiegiem ale złapano go i odsiedział 10 lat z 25-letniego wyroku. Dlaczego nie zgodził się na wymianę za polskiego szpiega na Zachodzie? Może zagrożono mu śmiercią rodziny? Przecież dwaj synowie Kuklińskiego zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach. On sam był widocznie dobrze pilnowany, synów sobie odpuszczono?

 

Czy warto obejrzeć ten film? Warto. Czy dowiemy się z niego jakichś rewelacji? Na pewno nie.

 

 

poniedziałek, 10 lutego 2014

 Dzisiaj dostałam od koleżanki z biblioteki przy ul. Roosevelta poniższą kartkę. Dla niektórych panów może jest to walentynkowa pretensja?

17:11, alodia1949 , różne
Link Komentarze (4) »
czwartek, 06 lutego 2014

 

to nie są medaliony z opowiadania ale szukam foremki do takich ciastek i kamionki do lazanii

„Medaliony babci Anieli”

- Babciu, a co dzisiaj będziemy robić? – zapytała Anielę Tosia.

- Może upieczemy medaliony?

- A co to są medaliony?

- Medalion to pudełeczko płaskie, okrągłe lub owalne, puste w środku, wkłada się tam zdjęcie lub kosmyk włosów.

- I my to będziemy piec?

- Nie, kochanie. Medaliony mogą też być z mięsa, smaży się je lub dusi.

- Ale powiedziałaś, że będziemy piec.

- Bo my zrobimy okrągłe ciasteczka z masą w środku.

- A nie można ich kupić?

- Takich smacznych na pewno nie.

- Ale ja chciałabym iść na dwór pobawić się.

- Przecież deszcz pada. Nikogo na podwórku nie ma.

Tosia wyjrzała przez okno.

- Szkoda. To może poczytasz mi bejeczkę?

- Dobrze, najpierw ci poczytam a potem zrobimy medaliony. Będziesz mi pomagać?

- Będę. Ale przecież nie umiem.

- Pokażę ci co trzeba robić. A teraz przynieś książeczkę.

Tosia zdjęła z półki ulubione bajki.

- O Czerwonym kapturku, babciu – poprosiła.

- Dobrze, aniołku. Potem przygotujemy składniki do ciasteczek. Przesieję mąkę, wyjmę z lodówki masło i jajka.

- A potem drugą bajeczkę – dobrze? Tosia przytuliła się do Anieli robiąc proszącą minkę i oczy.

- Dobrze, dobrze. Widzę, że to będą bajeczne medaliony.

Aniela zrobiła sobie zieloną herbatę, Tosi nalała soku z działkowych owoców.

Usiadły na kanapie i babcia zaczęła czytać:

„Była sobie raz mała śliczna dziewczynka! Każdy, kto na nią spojrzał, pokochać ją musiał zaraz. Była ulubienicą babuni swej, która radaby jej była dać wszystko, co tylko jest na świecie. Pewnego dnia podarowała małej czerwony, aksamitny kapturek, w którym tak pięknie wyglądała, że nie chciała włożyć już innej czapeczki”.

- Ja też chcę czerwony kapturek! Uszyjesz mi babciu?

- Oczywiście kochanie. Ale posłuchaj co było dalej:

„Chodziła ciągle w swym czerwonym kapturku i przezwano ją też „Czerwonym kapturkiem”. Raz powiedziała jej matka: — Masz tu smaczny placek i flaszkę wina. Zanieś to babuni. Jest chora i bezsilna, pokrzepi się i wzmocni. Idź, zanim się zrobi gorąco, bądź uważna, nie schodź z drogi, bo biegając mogłabyś stłuc flaszkę, a wówczas babuni nic by się nie dostało. Gdy zaś przyjdziesz, nie rozglądaj się po kątach, ale powitaj grzecznie babunię.

 Dziewczynka przyrzekła matce, że wszystko spełni jak należy”.

PRZEPIS:

ciasto:

40 dag mąki, 2 żółtka, 2 łyżki kwaśnej śmietany, 1 kostka masła, z tego zrobić ciasto, cienko rozwałkować, wykrawać kółka, kłaść na blasze wysmarowanej tłuszczem lub na papierze do pieczenia,

do posmarowania: 2 białka ubić z 20 dag cukru na sztywno

posmarować pędzelkiem kółka na blasze, upiec, wystudzić

do przełożenia: dżem jakiś kwaskowaty, smarujemy nim upieczone ciastka po stronie nie posmarowanej białkiem z cukrem, sklejamy dwa razem,

zrobić masę budyniową (ugotowany ostudzony budyn miksujemy z masłem, aby powstała dość gęsta masa), tą masą smarujemy brzegi sklejonego ciastka (obwód) i tytłamy w wiórkach kokosowych lub drobno posiekanych orzechach/migdałach

Pyszne są, sama osobiście jadłam!

niedziela, 02 lutego 2014

WSTĘP: Czasem życie stawia cię pod ścianą

„Sierpień w hrabstwie Osage” reż. John Wells wg sztuki Tracy Letts

„Sierpień w hrabstwie Osage” to kolejny film ze znakomitą rolą Meryl Streep. Tym razem ma na imię Violet, jest lekomanką i nałogową palaczką mimo raka ust.

Jej mąż nauczyciel i poeta Beverly (Sam Shepard) od pięćdziesięciu lat pije. Któregoś dnia wychodzi z domu i nie wraca. Na pogrzeb przyjeżdża rodzina, a stypa jest kulminacyjną sceną filmu.

 W jej trakcie wypadają trupy ze wszystkich szaf, a buteleczki pełne leków z zakamarków. A to dzięki Violet, która uwielbia poniżać i obrażać wszystkich wokół ze szczególnym uwzględnieniem rodziny.

Wrzeszcząc wymawia córkom (Barbara - Julia Roberts, Karen - Juliette Lewis i Ivy - Julianne Nicholson), że miały o wiele lepsze życie niż rodzice i mimo to je zmarnowały.

 Barbara jest w separacji, Karen z kolejnym narzeczonym. Ivy – nie dba o swój wygląd i nie ma ani męża, ani dzieci. Jakby nie było na świecie większych nieszczęść. Ale dla Violet każdy pretekst jest dobry, aby dokopać najbliższym.

Po stypie nie jest lepiej, bo wychodzą na jaw kolejne rodzinne paskudne tajemnice.

Wydaje się, że jedyną pozytywną postacią w tym domu jest służąca Indianka emanująca siłą spokoju. Ale ta gdy się zdenerwuje używa łopaty i wali na odlew.

Według mnie nie jest to komedia, wręcz odwrotnie. Wyrzucenie wszystkich pretensji i ujawnienie tajemnic nie konsoliduje rodziny. Nie ma końcowego „kochajmy się", bo być nie może. Na porozumienie jest za późno. Wszyscy uciekają od niszczącego siebie i innych potwora.

Wniosek – ludzie nie pogodzeni ze swoją przeszłością nie powinni zakładać rodziny i mieć dzieci, bo zgotują sobie i im piekło na ziemi. Polecam

O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek