O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
niedziela, 22 lutego 2015

 Wczoraj spędziłam prawie cztery godziny zdobywając nową sprawność - robienia toreb z kolorowych gazet. Bezpłatne zajęcia odbywały się w "Ecocentrum" przy ul. św. Wincentego 25A, wejście jest przez bramę z muralami zwierzątkowymi i napisem: "Psy tu nie sikają". Nie wiem czy posłusznie omijają te murki.

Miła pani Agata z dredami instruowała nas cierpliwie i robiła zdjęcia. Są na facebooku tam gdzie Klub Gniazdko.

Na torbę wybrałam wiosenno-kwiatowy wzór. Wykonanie takiej pracy to co najmniej 7 godzin jeśli mamy przygotowane wszystkie potrzebne materiały: gazety, przeźroczystą taśmę samoprzylepną, tkaniny na rączki/uchwyty, grubą tekturę na dno, taśmę dwustronnie przylepną, ewentualnie szeroką pasmanterię na wykończenie góry torby, nożyczki, igłę, nici i ocean cierpliwości.

Na miejsca gdzie był druk nakleiłam nalepki z kotami :)

Pomyślałam, że torba przyda się na zaniesienie połówki i zabraniu prezentu ogromnie cennego w postaci dwóch używanych książek. Patrz poprzedni wpis. Już są jego echa w środowisku.

A kilka dni wcześniej zainspirowana wzorem z książki zrobiłam 4 zimowe kartki okolicznościowe nie biorąc przykładu z przyrody, bo za oknem szaro-bure przedwiośnie. Jedna była niesforna i przekręcilła się górą do dołu.:) Środek każdej kartki jest wyklejony białym papierem, takim jak śnieg na kartce i niebieskim z nierównymi brzegami ręcznie dartymi.

czwartek, 19 lutego 2015

 Ludzie to mają pomysły! Moja była (na szczęście) firma urządza czasami spotkania emerytów. Dotąd odbywały się na terenie dyrekcji, więc ja co to, to nie.

Ale teraz podobno jest pomysł, aby to stało się w budynku "Grafitu", czyli tam gdzie będzie jedna nowa biblioteka zamiast czterech. No i jakaś koncepcyjna nader osoba wymyśliła, że w prezencie emeryci (głównie panie) dostaną po dwie mało używane książki. Podobno trwa łapanka, czyli zbiórka tychże.  Jaka dyrekcja taki pomysł.

Brat koleżanki gdy o nim usłyszał zapytał, czy należy przyjść z własnym kubkiem, kawą lub herbatą i cukrem bo może zaserwują tylko wrzątek? Ja poszłam dalej i powiedziałam, że każdy powinien przyjść z ulubionym napojem w termosie i pół litrem dla organzatorów. Z wdzięczności za te hojne dary.

W "Studium 3 wieku" w SKIB-ie mieliśmy wczoraj bardzo fajne zajęcia z panią psycholog. Najpierw poprosiła, abyśmy przypomniały sobie jaką pierwszą w życiu książkę przeczytałyśmy. Panie przeważnie nie pamiętały. Prowadząca i ja mówiłyśmy o "Dzieciach z Bullerbyn". Ona nawet ze swoją koleżanką zastosowała pomysł poczty między oknami za pomocą sznurka i dzwoneczka oznajmiającego nadejście listu w pudełku po zapałkach. Kiedyś to pudełko spadło im na balkon bardzo niesympatycznego sąsiada. Biedne, przestraszone dziewczynki poszły do niego i z duszą na ramieniu poprosiły o pudełeczko. Sasiad niechętnie ale spełnił prośbę.

Inna z uczestniczek opowiedziała jak to po przeczytaniu "Łyska z pokładu Idy" zaproponowała, aby koń kupiony przez ojca nosił to imię ale tata się nie zgodził i nazwał go Kary. Nie docenił córki.

Zebrania Wrocławskiej Rady Seniorów męczą mnie bardzo. Ostatnie trwało za długo, bo dwie zaproszone osoby nie streszczały się, reportaż z wizyty przedstawicieli WRS źle zrealizowano (gadające głowy zamiast konkretów, o których było krótko i na końcu) no i jak zaproponowałam parę pomysłów to tylko pani Wnuk poparła jeden z nich. A jeden z panów poczuł się zagrożony. A ja jak paprotka i to w dodatku uschnięta.

W ramach domowych rozrywek zadziałam sobie gdzieś nożyczki (na szczęście nie jedyne), przeglądam rożne miejsca przy okazji robiąc drobne porządki i prosząc św. Antoniego o pomoc, ale jeszcze nie wyszły na jaw, czyli światło dzienne. Poza tym stłukłam sobie solniczkę, wyszczerbiłam kubek i zasypałam kuchenkę gazową przyprawą do kurczaka. I po co - jeść się tego nie da przecież :).

Porażenie twarzy nadal mnie nęka. Oczywiście jest postęp w cofaniu się skutków, ale to kropla w morzu moich potrzeb, bo jestem tą sytuacją bardzo zmęczona. Pobolewa mnie nerw za uchem, bo lubi on ciepło a ja nigdy nie wiem na jakie warunki negatywnie zareaguje. Nie mogę przecież nie wychodzić z domu, czy nie wietrzyć mieszkania.

Dwa razy dziennie robię twarzą grymasy-wygibasy i masuję sobie oblicze. Minęło już 5 miesięcy, miałam nadzieję, że wystarczy pół roku ale okazało się, że to za krótko. Ćwiczę nie tylko twarz ale i cierpliwość.

 

 

sobota, 14 lutego 2015

Joanna Olczak – Ronikier – Piotr. Wydawn. Literackie Kraków 1998 r.

TYTUŁ: Piotr z Piwnicy

WSTĘP: „…wykreował sam siebie na Błazna, postać beztroską i wolną od jakichkolwiek przymusów”

O autorce:

Joanna Olczak - Ronikier urodziła się 12 grudnia 1934 roku w Warszawie.  Pisarka i scenarzystka, współzałożycielka „Piwnicy pod Baranami” w Krakowie.

Napisała monografię Piwnicy pod Baranami, sztukę „Ja-Napoleon”, scenariusz widowiska teatralnego „Z biegiem lat, z biegiem dni…”.

Za „W ogrodzie pamięci” (2001) opowiadającą o dziejach własnej rodziny otrzymała Nagrodę Literacką Nike.

A za „Korczak. Próba biografii” Nagrodę Klio.

O książce:

Postać Piotra Skrzyneckiego wywołuje tylko jedno skojarzenie: Piwnica pod Baranami w Krakowie.

Nic nie wiemy o jego pochodzeniu, rodzinie, życiu prywatnym.

Joanna Olczak – Ronikier, jego wieloletnia przyjaciółka, otrzymała od wydawnictwa propozycję napisania biografii Skrzyneckiego. Nie była nią zachwycona, bo „…Piotr pozornie otwarty i łatwy w kontaktach zachowywał wyraźny dystans między sobą a resztą świata”.

O trudnościach z jakimi się zmagała (a było ich wiele) autorka napisała w przedmowie.

Skrzynecki konsekwentnie skrywał swoje życie prywatne, więc autorka uszanowała granice jakie wytyczył. Opowiedziała o nim tylko tyle, by ocalić wspomnienia nie raniąc niczyich uczuć.

Brat Piotra Jozef udostępnił biografce rodzinne dokumenty, listy swoje, brata i ich mamy, fotografie, świadectwa szkolne i inne pamiątki.

Innym źródłem wiedzy o bohaterze są wywiady radiowe jakich Skrzynecki  udzielił Jolancie Drużyńskiej.

Mamy więc barwną opowieść o rodzinie zarówno ze strony matki jak i ojca.

O losach Piotra, Jozefa i ich matki w czasie drugiej wojny światowej. O tym, że byli rozdzieleni i pisywali do siebie listy.

Ich fragmenty autorka licznie przytacza.

Powojenne dzieje Piotra Skrzyneckiego też nie były łatwe.

Jako jedyny ratunek przed rozpaczą stworzył filozofię radości. Jako ratunek i ucieczkę przed wspomnieniami z lat niemieckiej okupacji – brakiem normalnego rodzinnego domu, niepewnością każdej chwili z powodu pochodzenia matki, poczuciem nieustannego zagrożenia.

Książka zawiera zdjęcia rodzinne i z czasów Piwnicy pod Baranami.

Niestety ma wielką wadę – wydrukowano ją na brudnoszarym papierze co bardzo utrudnia czytanie.

Ale i tak polecam.

 

 

 

sobota, 07 lutego 2015

Chamberlain Diane "W słusznej sprawie", Prószyński Media, 2014

WSTĘP: "Kobietom i mężczyznom, którzy nie mieli wyboru" (dedykacja autorki)

O autorce:

Diane Chamberlain, zanim zaczęła karierę pisarską była psychoterapeutką w stanie Wirginia USA. Pierwszą powieść napisała w 1989 r. a opublikowała ją w 1993.

Napisała 22 powieści, przetłumaczone na kilkanaście języków i wielokrotnie nagradzane.

Choruje na reumatoidalne zapalenie stawów. Najchętniej przebywa w domu ze swoimi trzema psami i dorosłymi wnukami.

O książce:

W latach 1929-1975 w stanie Karolina Północna (USA) legalnie wysterylizowano ponad 7 tysięcy obywateli w ramach "Programu Sterylizacji Eugenicznej". Obejmował on osoby z upośledzeniem i ograniczeniem umysłowym, przebywające w ośrodkach opiekuńczych i szkołach specjalnych, cierpiących na epilepsję oraz innych, których sterylizacji wymagało dobro publiczne.

Na przykładzie losów dwóch sióstr Mary Elli i Ivy żyjących z zasiłków pomocy społecznej, mieszkających w nędznych warunkach ze schorowaną babką i nieślubnym, niepełnosprawnym umysłowo dzieckiem Mary autorka przedstawia czytelnikom powyższy problem.

Akcja toczy się w 1960 roku a historia jest przedstawiana naprzemiennie punktu widzenia Jane i  Ivy.

Czarnym charakterem są tu władze i ustawa, zaś pozytywną postacią młoda pracownica opieki społecznej Jane.

Jej przełożona Charlotte doprowadziła do sterylizacji wielu podopiecznych, w tym opóźnioną w rozwoju Mary Ellę. Przeprowadzono także test na inteligencję Ivy i zakwalifikowano ją na podobny zabieg.

Jane poznaje środowisko pracowników farmy uprawiającej tytoń do których należą obie siostry. Jest zszokowana i warunkami ich życia, i bezdusznością swoich przełożonych. Słusznie przekonana, że środowisko w jakim żyją determinują złe wyniki testu na inteligencję pomaga Ivy uniknąć losu siostry.

W tle mamy małżeńskie nieporozumienia Jane i jej świeżo poślubionego męża, który oczekuje, że żona będzie zajmować się tylko domem i dziećmi oraz panujący na południu Stanów rasizm.

Drugim, równie ważnym oprócz sterylizacji, tematem poruszanym przez autorkę jest sprawa pomocy jaką państwo powinno objąć  osoby chore, niepełnosprawne umysłowo czy tylko niezaradne życiowo lub na tyle roszczeniowe, że nie potrafią dać sobie rady z problemami życia codziennego.

Wadą tej książki jest czarno - biały i uproszczony sposób przedstawienia obu tematów.

O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek