O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
sobota, 27 lutego 2016

W środę spotkaliśmy się na sesji fotograficznej sleeveface (człowiek + książka) w bibliotece sąsiedzkiej Stowarzyszenia Żółty Parasol.

Zaprosiłam na facebooku i mailowo wielu znajomych do bezpłatnego udziału w sesji w charakterze modeli.

Pięć osób, mimo że obiecały – nie przyszły. Szkoda ale różnie bywa.

Jedna z pań pomyliła osiedle Ołbin z Nadodrzem. Dzięki wynalazcy za telefony komórkowe –

zadzwoniła i mogłyśmy skorygować dane.

Przyszła zziębnięta, bo akurat zaczął padać śnieg z deszczem.

Na szczęście byłam na miejscu godzinę wcześniej i przygotowałam catering,

w tym wrzątek w termosach do zaparzania kawy lub herbaty. Można się było rozgrzać. Prądu do napojów nie dodano.

Przebojem poczęstunku okazały się wafelki moje własnoręczne. Suche wafle posmarowane na przemian kajmakiem czekoladowym i marmoladą różaną, kwaskową w smaku.

Poza tym kupiłam i rozłożyłam: pomarańcze, mandarynki, winogrona, jabłka, 3 rodzaje herbat, kawę cappuccino, precelki, mleczko do kawy, krówki (cukierki, a nie zwierzątka mlekodajne).

Krysia przyniosła małe krakersy. Gosia wafelki w czekoladzie.

Jako gadżety do sesji Dzidka przyniosła tasak i kapelusz, Krysia muszelki, a ja wiele przedmiotów, m.in. rudy polarowy koc, młynek do kawy, kawę ziarnistą (rozsypała się też na podłodze, trzeba ją było potem zbierać czołgając się trochę, aby bałaganu nie zostawić),  herbatę, patyczki do książki „Zaślubiny patyków” sukienkę ręcznie malowaną w egipskie wzory nabytą w sklepie dobroczynnym, tamże filiżankę do kawy oraz dzbanuszek do mleka – i już sama nie pamiętam co. Było tego dwie ciężkie torby. Sama taszczyłam.

Jako pamiątkę po sesji, oprócz zdjęć, (będą za kilka dni) każdy mógł sobie wybrać po jednej z moich kartek okolicznościowych.

Lucynka, Gosia i Ala przyniosły książki dla biblioteki sąsiedzkiej. Od poetyckiej pary Izy i Tadeusza dostałam po tomiku ich poezji z dedykacją. Dziękuję.

Od Ali dwie karteczki własnoręczne – jedna to gratulacje za wygranie konkursu na blog, drugą już świąteczną – dziękuję!

Panie gryzły książkę pr. „Arbuz”, przebierały się za Brigitte Bardot, Iza udawała ofiarę zbrodni z okładki książki Chmielewskiej, Gosia przytulała tygrysa. Iza i Tadeusz wystąpili intymnie. Nie, nie aż tak!

Zmusiliśmy Tadeusza do zdjęcia butów, a Marcina do stania na jednej nodze.

Kilkakrotnie robiłam za statyw. Oraz paliłam na swojej popielniczce patyki  jako dodatek do książki „Zaślubiny patyków” J. Carrolla. Proszę zajrzeć na poprzedni wpis.

Pozowałam także z gruszką na głowie. Kupiłam dużą.

Twórcza atmosfera udzieliła się wszystkim, było wiele nowych pomysłów.

Fotograf Leszek Sulich, na szczęście, jest osobą nie dość, że wysoce profesjonalną to twórczą i wielkiej spokojności.

Mam nadzieję, że wszyscy się dobrze bawili i że zdjęcia po obróbce (prośba pań: dużo potoshopa proszę) będą takie, że wszyscy nam będą zazdrościć. Może też zechcą zrobić taką sesję.

I już planujemy wystawę. Czujcie się zaproszeni.

Wiem, że poniższe zdjęcie jest takie ale nie ja go robiłam :)




sobota, 20 lutego 2016


Przygotowuję w bibliotece sąsiedzkiej sesję fotograficzną sleeveface co w wolnym tłumaczeniu i w tej sytuacji znaczy człowiek + książka.

Na odwrocie wyżej pokazanej książki jest tekst:

Ilekroć w twoim życiu wydarzy się coś naprawdę istotnego,

poszukaj najbliższego patyka i zapisz na nim tę okoliczność i datę.

Kiedy się zestarzejesz, rozchorujesz albo będziesz pewna,

że zostało ci mało czasu,

zbierz wszystkie w wiązkę i spal ją.

Dokonaj zaślubin patyków.

Zastosujcie jeśli Was to przekonuje.

W ramach walki z bólem kręgosłupa chodzę na płatne masaże, na szczęście mam niedaleko, bo na moim osiedlu. Rozmowy z masażystą bywają zabawne a zabiegi pomocne.

A w ramach reakcji na cudze zachowania postanowiłam przestać angażować (w dotychczasowym wymiarze) swój czas, energię, pomysłowość i pieniądze w pozytywne działania dzięki którym otrzymuję głównie nieuzasadnione pretensje.

Ograniczę się do minimum. Czas, abym nareszcie zmądrzała.




sobota, 13 lutego 2016

Paul Bowles – Ponad światem, Świat Książki 2014

 

WSTĘP: „Nic z tego co się działo nie było zrozumiałe, dobrze mogło chodzić o coś zupełnie innego”.

O autorze:

Paul Frederic Bowles urodził się  30 grudnia 1910 w Nowym Jorku, zmarł 18 listopada 1999 w Tangerze – amerykański poeta i prozaik, tłumacz, kompozytor.

W 1928 rozpoczął studia na Uniwersytecie Virginia.

Na początku lat 30. sporo podróżował, w tym czasie po raz pierwszy odwiedził Tanger. W 1938 poślubił Jane Auer, która później – pod nazwiskiem męża – stanie się cenioną pisarką. Związek przetrwał do śmierci pisarki w 1973.

W latach 40. małżeństwo Bowles mieszkało w rodzinnym mieście pisarza.

W połowie dekady Bowles napisał swe pierwsze dojrzałe opowiadania (pierwsze próby podejmował już w dzieciństwie). W 1947 osiadł w Tangerze, rok później dołączyła do niego żona.

Jego debiutancka powieść – Pod osłoną nieba – ukazała się w 1949. Na jej podstawie w 1990 Bernardo Bertolucii nakręcił film o tym samym tytule z Debrą Winger i Johnem Malkovichem w rolach głównych.

Oprócz powieści Bowles był autorem kilkunastu zbiorów opowiadań i poezji. Jego twórczość ma często ukryty charakter autobiograficzny (Pod osłoną nieba, opowiadania Zamarznięte pola, Postój w Corazon).

Zajmował się również tłumaczeniem i propagowaniem twórczości marokańskich pisarzy. Publikował artykuły podróżnicze, był zafascynowany tradycyjną muzyką marokańską i w trakcie swoich podróży zajmował się jej rejestrowaniem. W Tangerze mieszkał przez ponad 50 lat.

O książce:

Nigdy nie wiemy co nas może spotkać za progiem domu, rogiem ulicy a cóż dopiero w podróży. Wybierając się w nią musimy być przygotowani na różne wydarzenia.

Amerykańskie małżeństwo w sile wieku zapewne spodziewało się tylko miłych doznań i znajomości w trakcie swojej „Rocznicowej Wyprawy Państwa Slade”.

Ale „Nic nie poszło tak jak trzeba”.

Najpierw spotkali tyleż puszystą co dziwną panią Rainmantle.

Potem Day Slade dała się zaprosić do domu zupełnie obcego młodego mężczyzny Grove Soto gdzie poznała jego siedemnastoletnią kochankę Luchitę marzącą o wyjeździe do Paryża. Jej mąż też wszedł w orbitę działań Soto i jego posłusznych, bo sowicie opłaconych pracowników.

I już nic nie było normalnie. Dopiero na końcu dowiadujemy się dlaczego.

Ale zanim poznamy przyczynę wszystkich zdarzeń wchodzimy w świat nierealny, pełen dziwności a nawet grozy.

Potęguje ją sposób pisania – chłodny, z dystansem, bez emocji, nieangażujący czytelnika.

Czytając książkę miałam wrażenie, że obserwuję zdarzenia przez lunetę i dlatego nie wszystko rozumiem.

Trudno cokolwiek pojąć gdy „Krajobraz kruszył się i łuszczył”.

„To było tak, jakby na świecie nie zostało już nic pewnego. Tylko zmienne elementy; wszystko pływało, odcięte od uwięzi”.

Nawet opisywane dźwięki przyrody niezbyt przybliżają nas do realności. Są światem osobnym, niemającym związku z ludźmi.

Powierzchownie oceniając bohaterom brak emocji, zupełnie jakby wyszli z obrazów Edwarda Hoppera lub byli marionetkami poruszanymi ręką pisarza, ale podskórnie buzują tam namiętności prowadzące na skraj przepaści.

Charakterystyczne cechy stylu Bowlesa to zwięzłość a zarazem celność opisu, narastająca atmosfera osaczenia i niepokoju, psychologiczna dociekliwość, aż po opisy stanów granicznych i halucynacji.  

Niektórym w oparach skrętów dość trudno odróżnić dobro od zła.

„Ponad światem” ukazała się drukiem w 1966 roku, autor uważał ją za najlepiej napisaną ze swoich powieści.

Czytajcie tę książkę powoli i uważnie, aby nic nie umknęło Waszej uwadze.

 Polecam.

 

 

 



sobota, 06 lutego 2016

 Wpadła mi w ręce taka książeczka - oto tylko trzy z wielu zawartych w niej tekstów:

 

Kot, nawet gdy zaśnie,

jeszcze śni o myszy,

smacznie nieraz mlaśnie

nawet kiedy zaśnie...

  Słodkie marzy baśnie

  i wśród sennej ciszy -

  bo nawet gdy zaśnie

  jeszcze śni o myszy.

****************************

Nie znałeś mnie w biedzie

nie znam cię w dostatku

dziś już mi się wiedzie,

nie znałeś mnie w biedzie...

  Daktyl po obiedzie

  nie smakuje bratku

  nie znałeś mnie w biedzie,

  nie znam cię w dostatku.

****************************

Jak kaktus twardo stój w niedoli.

choć wicher cię wysmaga,

choć trwożne serce cię zaboli,

jak kaktus twardo stój w niedoli.

  Nastanie dzień słonecznej doli,

  okupi go odwaga -

 jak kaktus twardo stój w niedoli,

 choć wicher cię wysmaga.





Tagi: sentencje
16:36, alodia1949 , różne
Link Dodaj komentarz »
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek