O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
sobota, 25 lutego 2017

Magdalena Grzebałkowska – Beksińscy. Portret podwójny. Wydawn. Znak 2014

 

WSTĘP: „Zwykłem robić to, co lubię, a nie to, co trzeba”. Zdzisław Beksiński

O autorce:

Magdalena Grzebałkowska urodziła się w 1972 roku. Jest pisarką i reporterką „Gazety Wyborczej”.

Ukończyła  studia historyczne na Uniwersytecie Gdańskim.

Jest  laureatką Nagrody  Grand Press oraz Śląskiego Wawrzynu Literackiego.

W 2016 nominowana do Nagrody Literackiej „Nike” za książkę „1945. Wojna i pokój”.

Mieszka w Sopocie.

Napisała:

- Ksiądz Paradoks. Biografia Jana Twardowskiego

- Beksińscy. Portret podwójny

- 1945. Wojna i pokój.

O książce:

Na okładce książki ojciec i syn stoją tyłem do siebie.  Zapewne wybrano je nieprzypadkowo.

Autorka opisuje obu panów pokazując jak nie byli sobie bliscy.

Miała mnóstwo materiału do przeczytania, wysłuchania i obejrzenia, albowiem Zdzisław nie tylko prowadził dziennik pisany ale i nagrywał rodzinne rozmowy a później filmował siebie, żonę i syna.

Pisywał także bardzo dużo listów, fragmenty wielu z nich autorka przytacza.

Oprócz dokumentów o  bohaterach wypowiadają się przyjaciele, znajomi i krewni obu panów.

 

Narracja książki jest dwojaka – w trzeciej osobie płynie opowieść o Beksińskich, w pierwszej  autorka informuje w jaki sposób pozyskiwała informacje o tej rodzinie.

Poznajemy więc rodziców malarza, zasady jakie synowi wpajano i ich stosunek do religii. I jakie skutki przyniosło zmuszanie go przez ojca do aktywności fizycznej.

Jakie studia były jego marzeniem i dlaczego ukończył architekturę oraz czego substytutem było dla niego fotografowanie.

Dowiadujemy się też które książki lubił czytać i którego z polskich pisarzy bardzo cenił.

Jakie miał natręctwa, nawyki i pasje oprócz malarstwa.

Autorka cytuje pozytywne i negatywne recenzje krytyków o twórczości Zdzisława Beksińskiego.

„Będąc doktorem Jekyllem, wypluwał z siebie mister Hyde`a na obrazach”.

O jego charakterze przyjaciel powiedział:

„Zdzisław był trudnym rozmówcą, bo miał wiele rejonów pozamykanych w sobie. Kiedyś mi powiedział, że nie odwiedza swoich piwnic, gdzie jest ciemno, pajęczyny, koty i szczury. Miał w gruncie rzeczy maskę…”.

O Tomku z czasów szkolnych ktoś powiedział „Miły chłopiec ale obsesyjny…”.

Aby obraz rodziny był pełny potrzebny jest także portret kobiety – żony Zdzisława a zarazem matki Tomka. Jaką rolę pełniła w domu i jak się zachowywała w stosunku do męża, syna, matki i teściowej.

Geny przodków różnie się układają w potomstwie, Tomkowi się w tym względzie nie poszczęściło.

Ojciec i syn byli bardzo różni, nie umieli ze sobą rozmawiać, każdy z nich uważał, że to co on robi jest jedynie słuszne i najważniejsze. To najczęstszy powód braku porozumienia różnych pokoleń.

Właściwie tylko w jednym byli do siebie podobni: obaj chcieli bezwarunkowej miłości i akceptacji.

Poznajemy kolejne sympatie, dziewczyny, przyjaciółki Tomka – oznaczone przez Grzebałkowską literami alfabetu. Niektóre z nich nie chciały z autorką biografii rozmawiać.

„Tomek był Jackiem Nicholsonem z filmu Lepiej być nie może, ale nie każda dziewczyna jest kelnerką z tego filmu”.

Oczywiście zostaje pokazana droga zawodowa obu panów – ich sukcesy i porażki.

Przy okazji jawią się nam różne realia PRL-u. Braki w zaopatrzeniu. Lekceważące traktowanie prac i wykorzystywanie finansowe artystów.

Autorka nie podaje diagnozy medycznej stanu psychicznego i charakteru ojca oraz syna. Może takiej nikt nigdy nie dokonał.

Polecam.

 

 

 

 

 

 



sobota, 18 lutego 2017

 

W zeszłym roku dowiedziałam się (po gruntownych w prywatnej klinice badaniach), że nie tylko mam zaćmę na oczach ale i otwór w plamce oka lewego. Operacja tamże kosztuje 7000.- zł, więc zaczęłam wydzwaniać po szpitalach. Udało się z tym przy ul. Kamieńskiego gdzie byłam na dokładnych badaniach w październiku.

W wyniku których powiedziano mi, że mam czekać na telefon w sprawie operacji, w przybliżeniu będzie to marzec. Dwa tygodnie temu zaproszono mnie na kolejne, przedoperacyjne już, badania. To była dobra wiadomość, następna to taka, że na godzinę 11,30 a nie świtem. Świt nie jest moją ulubioną porą dnia.

Jak to zwykle u nas, czyli: czeski film - nikt nic nie wie po co przyszłam. Dobrze, że poprzednio poprosiłam o jakiś dokument stwierdzający, że badania przeszłam i zostałam zakwalifikowana.

Tak więc przeczołgano mnie ponownie przez wszystkie chyba możliwe i posiadane przyrządy. Najgorsze było gdy ostrym światłem dawano mi po oczach. I to dwukrotnie.

Pomyślałam, że na ubeckich przesłuchaniach mi tego oszczędzono to teraz diabeł stróż przypilnował, aby mi nie było za dobrze.

Za drugim razem zrobiła to pani chirurg, która potem prowadziła ze mną właściwie dość zabawną, ale czarny to był rodzaj humoru, konwersację.

Bo zapytała mnie którą linijkę liter czytałam gdy miałam pierwsze badanie okulistyczne. 50 lat temu!!!!

I czy mam wyniki badań okulistycznych z poprzednich lat. A przecież te badania ograniczały się tylko do dobrania odpowiednich szkieł.

W przychodniach lekarskich nie mają tak specjalistycznego sprzętu jak w szpitalach. Okulistka w takiej właśnie nie odkryła otworu tylko zaćmę. I pani doktor powinna to wiedzieć.

Mniej zabawne było stwierdzenie pani chirurg, że po operacji wcale wzrok mi się nie polepszy. Żebym przypadkiem nie miała złudzeń.

Zabrzmiało to tak : babo jesteś stara, szkoda naszego czasu i pracy. No, dobrze się po tym nie poczułam ale uparłam, że operacja ma być.

Mam zrobić liczne badania podstawowe i z wynikami iść do lekarza rodzinnego, aby wydał zgodę na operację. Póki co udało mi się zrobić prześwietlenie klatki piersiowej i ekg. Płuca i serce mam w porządku. CDN.

Przy okazji napatrzyłam się na męską modę piżamową (pacjenci) i prześliczny strój młodej pary, którą początkowo wzięłam za osoby z obsługi technicznej. Ubrani byli w komplety - kurtka i spodnie - w kolorze jarzeniowej pomarańczy  z nielicznymi czarnymi akcentami. Na pewno w takich strojach mogą się czuć na ulicy bezpiecznie - nikt ich nie przejedzie. Może nawet fosforyzują w nocy.


sobota, 11 lutego 2017

 Nie byłam w kinie, nie skończyłam czytać książki, nie zdarzyło się nic co mogłabym w zabawny sposób opisać, więc  daję parę dowcipów ku rozrywce:

Siedzi facet na brzegu dużej rzeki i łowi ryby. Podpływa krokodyl, przez chwilę mu się przygląda i pyta:

- Biorą?

- Eeee

- To chodź popływać!

Mój komentarz: po czym krokodyl poznał, że wędkarz ma depresję?

*************************************************************

- Wiecie czemu sołtys w Wąchocku pomalował sobie dom na biało?

- Bo usłyszał, że po wojnie atomowej ocaleje tylko Biały Dom.

Mój kom.: Wąchock – miasto w woj. świętokrzyskim, w powiecie starachowickim, siedziba miejsko-wiejskiej gminy Wąchock. 30 czerwca 2009 roku miasto miało 2747 mieszkańców.

*********************************************************************

Od czego herbata jest słodka?

Od mieszania.

To po co się sypie cukier?

Żeby wiadomo było jak długo mieszać.

Mój kom.: najlepiej miesza się kaduceuszem (patrz "Wesele")  https://pl.wikipedia.org/wiki/Kaduceusz

********************************************************************

Wiecie jaka jest różnica między rosyjskim optymistą, pesymistą i realistą?

- Optymista uczy się języka angielskiego.

- Pesymista chińskiego.

- A realista siedzi w domu i czyści kałasznikowa.

Mój kom.: śpiewając "Kalinkę" lub "Podmoskiewskie wieczory"

**********************************************************************

Co powinien zrobić żołnierz gdy w składzie amunicji wybuchnie pożar?

Żołnierz powinien wylecieć w powietrze.

Mój kom.: z okrzykiem: ku chwale ojczyzny obywatelu generale

*********************************************************************

Fryzjer do klienta;

- Pan już chyba u nas był?

- Nie, to wojenna rana.

Mój kom.: fryzjer - fachowiec od mokrej roboty

**********************************************************************

Spotyka się dwóch bezdomnych.

-  Gdzie ty mieszkasz?

- Nigdzie.

- A powitać, powitać sąsiada.

Mój kom.:

Jak dobrze mieć sąsiada,
Jak dobrze mieć sąsiada,
On wiosną się uśmiechnie,
Jesienią zagada,
A zimą ci pomoże
Przy węglu i przy koksie
I sama nie wiesz, kiedy
Ułoży wam rok się.

*************************************************************

Wsiada pijany facet do taksówki.

- Gdzie jedziemy?

- Do domu.

- A dokładniej?

- Do dużego pokoju.

Mój kom.: Pytanie: co zrobił taksówkarz?

a) Wyrzucił pasażera?

b) Obszukał go i znalazł dokument z adresem?

c) Zawiózł do izby wytrzeźwień bądź na policję?

d) Zmienił zawód?





sobota, 04 lutego 2017

Samuel Blumenfeld – Człowiek, który chciał być księciem, Wydawn. Świat Książki 2008

WSTĘP: „…postać, która zdołała się wymknąć się wszelkim pojęciom dobra i zła, prawdy i fałszu a nawet cienia i światła”.

O autorze:

Samuel Blumenfeld urodził się w 1927 roku w Nowym Jorku. Ukończył City College of New York.

Opublikował dziesięć książek na temat nauczania w Ameryce. Pracował jako reporter w „Le Monde2”.

Zmarł 1 czerwca 2015 roku.

O książce:

Na okładce książki napisano: Michał Waszyński – życie barwniejsze niż film.

I autor próbuje to udowodnić opowiadając losy bohatera od urodzin aż do niespodziewanej śmierci.

We wstępie autor wyjaśnia dlaczego Żydzi na ekranie byli dla niego tematem tabu i dlaczego obejrzenie filmu „Dybuk” wpłynęło na zainteresowanie się twórcą tego obrazu.

Był on w Polsce przed II wojną reżyserem 40 filmów, uwielbianych przez publiczność i równie intensywnie krytykowanych przez specjalistów. Tylko jeden obronił się upływowi czasu. Autor wyjaśnia dlaczego.

Życie bohatera mogłoby stać się świetnym scenariuszem na film biograficzny, bo Waszyński całkowicie wymyślił je na nowo.

 „Kiedy realne życie staje się nieznośne, wygodniej zacząć żyć wyobraźnią. Nikt nie potrafił tego robić równie dobrze…”.  Bo pomysł na siebie miał iście filmowy, a wyobraźnię nieograniczoną. Także zdolność adaptacji, w czym przypomina bohatera filmu Woody Allena „Zelig”.

Autor musi często prostować rzeczywistość alternatywną jaką wykreował jego bohater.

Wędrówkę zaczynamy wraz z Mosze Waksem, synem kowala w Kowlu na Wołyniu, w 1904 roku, a kończymy w Hiszpanii w 1965 roku gdy umiera Michał Waszyński.

Po drodze bohater przechodzi różne koleje losu – od kariery wziętego i zamożnego reżysera filmowego w przedwojennej Polsce, przez pobyt na Syberii, służbę w armii Andersa i przejście z nią do Włoch, a potem działalność w Hiszpanii.

Szczęście go nie opuszczało dzięki czemu był bogaty, bywał w świecie arystokracji, artystów a nawet miał dobre kontakty z Watykanem, bo jeden z papieży lubił towarzystwo osób ze środowiska show-biznesu..

Ale ta książka to nie tylko biografia reżysera i producenta.

To także okazja dla autora, aby opisać miejsca i czasy życia Waszyńskiego.

 Na początku poznajemy Kowel z czasów gdy był pod zaborem rosyjskim.

Potem czasy pobytu w Warszawie  i opowieść o tym jak powstawał jedyny wartościowy film w karierze bohatera i o kinie jidysz.

O pobycie armii Andersa na terenie Włoch i warunkach w jakich polscy żołnierze żyli i działali a Waszyński nakręcił trzy filmy.

O znanych postaciach ze świata filmu i ich problemach zawodowych i osobistych. Oraz o wytwórni filmowej w której królowały przekręty, łapówkarstwo, nieuczciwość i hochsztaplerstwo.

Oraz  o Hiszpanii z okresu panowania dyktatora Franco.

Książka zawiera bibliografię podającą źródła z jakich Blumenfeld korzystał, są tam autobiografie, wspomnienia, opracowania filmowe, praca doktorska, akta wojskowe i artykuły prasowe.

Dużą część materiału autor pozyskał w trakcie telefonicznych rozmów z osobami znającymi Waszyńskiego.

Mogłaby to być fascynująca książka ale nie jest. Może zabrakło autorowi talentu, daru narracji i tego czegoś co sprawia, że książkę czyta się z wypiekami na twarzy.

Polecam osobom interesującym się historią kina.

 

 

 



O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek