O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
piątek, 31 grudnia 2010

  Żart rysunkowy Mleczki jest jednym z moich ulubionych. Bo z jednej strony Anioł stróż, a z drugiej Diabeł Stróż. Lub diabeł przed aniołem. Tak więc życzę, aby Wasz Anioł Stróż zawsze wyprzedzał diabła o kilka długości.

22:20, alodia1949 , zyczenia
Link Komentarze (1) »
czwartek, 30 grudnia 2010

y

  Nadal zimy się nie boimy ha, ha, ha. Głównie nie bałam się w Rynku i okolicach. Odwiedziłam w DBP "Galerię Pod Plafonem" i obejrzałam tam wystawę (zdjęcia powyżej), miło porozmawiałam z pracownikiem DBP, który założył na www.wbp.wroc.pl moją rubykę "Bibliotekarka poleca" z omówieniami książek.  

Z obrzydzeniem popatrzyłam na ryczącą estradę przygotowującą się do występków sylwestrowych. Organizatorzy powinni zapłacić mieszkańcom Rynku duże odszkodowanie za te decybele. Zdjęłam (aparatem fotograficznym) choinkę i nowego krasnala.

Pobrałam materiały kulturalne z punktów informacji i szłam bardzo zadowolona aż tu nagle diabeł stróż majtnął ogonem i postawił na mojej drodze Potwora z Loch Ness czy mobbigującą mnie oosbę z derekcji. A ona cała w uśmiechach do mnie i z życzeniami szczęśliwego nowego roku. Pewnie, że będzie szczęśliwy bo bez znoszenia tych koszmarów.

Na przystanku przysiadłam, aby poczytać, w  czasopiśmie "Książka i Czytelnik", artykuł mojej znajomej Magdy Szafkowskiej o bibliotece w Muzeum Narodowym gdzie pracuje. Zmarzłam, wstałam i zobaczyłam, że z drugiej strony ławki siedzi mężczyzna, obok niego w jednej torbie dużo makulatury, w drugiej małą butlę gazową. Będą fajerwerki ogniste?

Od pani, ktora podarowała mi Misię otrzymałam dużo różnych kartek świątecznych. Będę miała materiały do zrobienia następnych. Nie ma to jak twórcze i ekologiczne podejście do istnienia swego i cudzego.  

 

wtorek, 28 grudnia 2010

 Po trzech bardzo mile i trochę pracowicie (nad opowiadaniami) spędzonych dniach w domu wyszłam z norki. Włożyłam kurkę (a nie norki), wyjęłam listy ze skrzynki (życzenia swiąteczne) i wyrzuciłam śmieci. Jesteście wstrząśnięci tą niecodziennością moich poczynań? Ja też :) Dalej będzie lepiej, obiecuję!

Podsłuchałam dwóch młodzieńców; ja jej mówię o Hamlecie a ona o kieccce...

Chuda bezzębna do znajomego: ide do ojca bo mi się junkers, k.... zepsuł...

Młody zużyty na ławce pod wiatą do mnie: czyczyczy ma pani może 20 groszy? Ja okrutnie: nie daję - i odeszłam.

Ten sam do starszej pani: czy może mi pani dać 20 groszy? Ona podchwytliwie i bezlitośnie: a do pracy idź, matki, ojca nie masz? On przytomnie bierze na litość; uuumarrrli... Za jakiś czas podeszla do niego dziewczyna, z urody Romka i stwierdziła: aleś zmarnowany jest. Poszli razem. Użyje go, aby się nie marnował?

Na tramwaj czekałam 35 minut. Obok przystanku jest skwer więc tam chodziłam po ścieżce. I tu mnie spotkało coś niesłychanego, co  wprawiło w podziw. Sięgnęłam do torebki po aparat fotograficzny (zima fotogeniczna jest) aż tu nagle przede mną pojawiło się parę gołebi. I czekają. To ja w tył zwrot, one fruu i są przede mną. Ale nie wszystkie - część za mną, część przed. Poszłam na przystanek, one poleciały i usiadły na występie budynku. Ja na ścieżkę skweru - nadlatują, są nade mną, przede mną i za mną. Z jednej strony atmosfera zaczynała się robić jak z "Ptaków" Hitchcocka, z drugiej byłam pełna podziwu dla ich pomysłowości, organizacji i przepływu informacji. Błędnej, niestety bo nic dla nich nie miałam.  Patrz zdjęcia powyżej.

Natomiast mam wręcz odwrotne uczucia w stosunku do MPK, czyli tramwajów. Nie dość, że się długo naczekałam to jeszcze kasownki są na końcu i na początku wagonu. Wsiadłam na końcu, kasownik nieczynny więc się, uprzejmie przepraszając, przepychałam do przodu. Jedna z pasażerek stwierdziła, że za taką jazdę nie warto płacić. Zgodziłam się z nią ale bilet skasowałam.

W Pasażu o wiele mniej ludzi niż przed świętami, do tego stopnia, że sama jechałam w windzie na drugie piętro do kina. O filmie w poprzednim wpisie.

Kotunia miała przez dwa dni fanaberię prawie nic nie jeść. Zmartwiłam się bo mamy za sobą jej zatkanie jelit i operację czyszczącą.  Wieczorem drugiego dnia przydybałam ją na pralce i palcem umorusanym jedzeniem mazałam jej pysio. Koty tego nie lubią więc oblizywała to. I tak kilka razy. Potem mało ale zjadła. Uff...

W prezencie pod choinkę sprawiłam sobie dzieło protetyka za 1500,- zł. Takie więcej nowoczesne. Nie gra i nie śpiewa. Szkoda. Było czym spożywać świąteczne pyszności jakie sobie sama wytworzyłam. Albowiem umiem :)

I tym samochwalczym stwierdzeniem kończę zapraszając do wpisywania komentarzy oraz:

PRZEKAZYWANIA MI zabawnych scenek z życia swego i obcego do mojego teatrzyku blogowego. Z góry uprzejmie dziękuję!

   Czy jest to dramat psychologiczny w niepięknych okolicznościach politycznych, czy raczej opowieść o przekręcie dwóch ubeków musicie zdecydować sami.

Reżyser Tadeusz Król zrobił ponad 40 filmów dokumentalnych. Jak powiedział w wywiadzie scenariusz do "Zwerbowanej miłości" z Pawłem Szlachetko napisał dziesięć lat temu.

Czas i miejsce akcji: Polska przed, w trakcie i po Okrągłym Stole.

Występują: kurwy trzy, ubeków wielu, podsłuchy, przekręty, teczki, kopiarki, manipulacje, morderca, bank, lekarze i jeden prawdziwy pies.

Dwie ubeckie średniej wielkości ryby Andrzej Leszczyński (Robert Więckiewicz) i Siejka (Krzysztof Stroiński) postanawiają zdobyć dużą kasę za pomocą przekrętu. 

Potrzebna jest im do tego kobieta. Przystojniak Więckiewicz uwodzi prostytutkę Annę (Joanna Orleańska), udaje uczucie, podtruwa i wmawia raka, obiecuje przeszczep w Wiedniu. Tylko ona musi najpierw poddać się operacji plastycznej (chora jest na raka, przypominam) po której nie widać na ekranie żadnych zmian. Potem udawać kogoś innego i odebrać z banku wiedeńskiego zawartość skrytki.

Ona się godzi bo go kocha. On udaje, że jego żona nie żyje. Cóż za melodramat się dzieje przed naszymi oczami. Siedzę na seansie, siedzę i trochę się nudzę. Nawet niby namiętna scena łóżkowa w blokowym korytarzu nie jest w stanie tego zmienić. Ani tapeta na całą ścianę, w chacie Anny, z widokiem wodospadu.

Zachwyciły mnie właściwie tylko Maria Seweryn i Sonia Bohosiewicz jako "dziewczynki" i futerał na telefon stacjonarny. 

Wracając do akcji - przypadkiem Anna dowiaduje się, że nie ma raka. Śledzi więc kochanka, widzi go z żoną więc z Sonią knują  zemsty plan. Udany. Albowiem może jest naiwna ale nie głupia.

Panowie ubecja stają się szprotkami, a dziewczyny lądują w Australii. Jak im się to udało - nie wiemy. 

Na koniec wywiadu reżyser powiedział: "Ja chcę po prostu robić filmy dla ludzi". Niestety, nie dla mnie.

 

 

Tagi: film recenzja
20:32, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 27 grudnia 2010

 Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

    przedstawia:

    "Taktownego"

    Występują:

Czytelnik po siedemdziesiątce - CzpS

Bibliotekarka Publiczna - BP

Czas: początek stycznia, zmiana bibliotekarki

CzpS - wchodzi i bystrze zauważa zmianę personelu: o, a gdzie jest pani Basia?

BP - poszła na emeryturę

CzpS - na emeryturę? przecież nie jest stara

BP - nikt nie mówi, że jest stara, po prostu osiągnęła wiek emerytalny

Kurtyna - kiwa głową, rozkłada ręce i osuwa się na podłogę 

**************************************************************

Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

    przedstawia:

   "Zaproszenie"

    Występują:

Telefon Komorkowy - TK

Nielubiany Czytelnik - NCz

Emerytowana Bibliotekarka Publiczna - EBP

Koleżanka EBP - KEBP

Czas: bardzo deszczowe lato

TK - sygnalizuje nadejście smsa

EBP - od NCz otrzymała zaproszenie na grilla, godz. 18, poza W., główną atrakcją ma być wódka i śpiewanie komuchowych pieśni; nie odpisuje 

Następnego dnia

TK - sms informuje o zmianie adresu grilla, nadal poza W.

EBP - nie reaguje bo nie znosi faceta będącego typu: tylko JA, moja korzyść, wygoda i przyjemność się liczą, najbardziej kocham forsę i jedzenie, baby istnieją po to, aby mnie obsługiwać, utrzymywać i nieustannie się mną zachwycać, EBP jest cała w szczęściu, że go już nie musi znosić. 

Następnego dnia

TK - NCz smsem pyta czy BP przyjedzie na grilla

EBP - wkurzona maksymalnie odpisuje: Nie, proszę nigdy więcej się ze mną nie kontaktować

Po miesiącu EBP spotyka się z KEBP w lodziarni.

KEBP - NCz dzwonił do mnie i pytał o co ci chodzi

EBP spada ze stołka oblewając się sokiem

KEBP pomaga jej wstać

Kurtyna wyżera im lody głośno mlaskając albo mlaszcząc.

**************************************************************

Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

   przedstawia:

   "Argument"

Czas: sobotnie okołopołudnie poświęcone na pranie i sprzątanie

Mieszkanka Bloku - MB

Kobieta Świadek Jehowy - KŚJ

Młody Mężczyzna Świadek Jehowy - MMŚJ

Dzwonek do drzwi MB

MB o wyglądzie: spocona, wzrok błędny, suknia plugawa, włos tłusty i zmierzwiony,  w trakcie mycia podłogi; otwiera drzwi i widzi stojących KŚJ (znana MB) i MMŚJ (nieznany)

MMŚJ - chcielibyśmy przekazać,,,

MB - wkurzona: nie mogę was wpuścić, jestem w trakcie sprzątania

MMŚJ - bardzo zirytowanym tonem - a gdyby przyszedł do pani anioł też by go pani nie wpuściła?

MB - (w myśli): won mi stąd, ślepy jesteś kretynie czy co? na głos - jestem zajęta, nie widać?

Kurtyna obchodzi MMŚJ sprawdzając czy ma aureolę i skrzydła, stwierdza brak wymaganych akcesoriów, odwraca go twarzą do schodów i lekko popycha, a potem zamyka drzwi mieszkania.  

 

 

 

czwartek, 23 grudnia 2010

Mój kolaż to jest

  Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

     przedstawia:

  "Powrót do domu"

   Występują;

Bibliotekarka Publiczna - BP

Młody Zawiany - MZ

Most Długi nad Odrą - MD

Czas: jasny dzień

BP zamyka drzwi biblioteki i piechotą idzie do domu przez MD. Widzi przed sobą zataczającego się, wolno idącego MZ. Przechodzi przez most na drugą stronę jezdni, bardzo z siebie zadowolona, że uniknie kontaktu z MZ. 

Schodzi z mostu na szeroki chodnik. Aż tu nagle dogania ją MZ.

MZ - odprowadzę panią

BP - ale ja blisko mieszkam i nie boję się sama iść

MZ - ale ja panią odprowadzę

I rzeczywiście.

Kurtyna poszła się upić.

**************************************************************

Teatzyk "Kiełbie we łbie"

     przedstawia:

      "Cytat"

Miejsce: jeden z działów w bibliotece wyższej uczelni technicznej

   Występują:

Bibliotekarka Sfrustrowana - BS

Bibliotekarka Oczytana - BO

Bibliotekarka 1 - B1

Bibliotekarka 2 - B2

BS - narzeka, nudzi i marudzi, potem wychodzi z pokoju

BO - "Żrący kwas staropanieństwa rozpoczął swoje niszczące działanie" (E. Malpas - "Od siódmej rano")

B1 i B2 - dostają ataku śmiechu

Kurtyna podryguje i nie opada.

**************************************************************

Teatrzyk "Kielbie we łbie"

    przedstawia:

     "Ripostę"

Miejsce: biblioteka publiczna

   Występują:

Bibliotekarka Publiczna - BP

Czytelniczka Zaprzyaźniona uważająca się za melomankę - CzZ

Odbiornik radiowy - OR

OR - nadaje piosenkę w wykonaniu Charlesa Aznavoure`a.

BP - daj głośniej, uwielbiam go

CzZ - eee, taki brzydki

BP - jakbym patrzyła na urodę to bym się z tobą nie zadawała

CzZ - (zazwyczaj wygadana) - zapowietrza się

Kurtyna - chichocze złośliwie i nuci nadawaną piosenkę.

 

 

wtorek, 21 grudnia 2010

  O autorce:

Joanna Chmielewska (pseudonim) właściwie Irena Becker-Kuhn, urodziła się 2 kwietnia 1932 roku w Warszawie. Po maturze wyszła za mąż bo musiała. Ukończyła wydział architektury, pracowała na budowie "Domu Chłopa" i jako projektant.

Pisać zaczęła w 1958 roku do pisma "Kultura i Życie" na temat architektury wnętrz.

Pierwszą jej powieścią jest "Klin", sfilmowany przez Jana Batorego jako "Lekarstwo na miłość" z udziałem Kaliny Jędrusik, Krystyny Sienkiewicz i Andrzeja Łapickiego.

Od 1970 roku utrzymuje się z pisania. 

Jest autorką wielu książek (Rosjanie nazywają je "kryminały ironiczne") dla dorosłych a także dla młodzieży, dzieci i książki kucharskiej. W wielotomowej "Autobiografii" wyjaśnia jakie wątki z jej życia, rodziny i znajomych są prawdziwe, a co wymyśliła.

O książce: 

Chmielewska ulubioną autorką wielu osób jest. Ma nawet fanklub o nazwie "Wszystko Chmielewskie". Albowiem ma poczucie humoru i nie waha się go używać.

Najnowsza książka "Byczki w pomidorach" przenosi nas w czasy PRL-u ale akcja dzieje się w Danii. W domu przyjaciółki autorki - Alicji. Jest to osoba nadzwyczaj taktowna i gościnna ale mało asertywna, dzięki czemu koczują u niej najdziwniejsze typy. 

Tym razem swoją obecnością uszczęśliwia ją Wacław Bucki (nomen omen) wodolej, gaduła nieokiełznany i jazgotliwy.  Jakby jego było mało dom nawiedza Marianek, obżartuch, leser, wołoduch, którym rządzi zasada "jem więc jestem". Tenże osobnik trafił do Alicji w momencie gdy akurat nic nie jedzono, wyszperał więc w kuchni konserwę czyli tytułowe byczki i pożarł je nie pytając o zgodę.

I ta scena rozbawiła mnie najbardziej bo jest świetnie napisana. 

Oczywiście jest tam trup, policja, podejrzani ale, niestety, na pierwszy plan wybijają się posiłki. Alicja wypija hektolitrami kawę i wypala tony papierosów. Reszta gości (Stefan, Marzena, Magda)albo kupuje jedzenie, albo je spożywa. Autorka między posiłkami z lubością oddaje się piromanii w ogródku, Julia namiętnie milczy. Alkoholu też sobie nie żałują.

W dodatku zabójcę szybko odgadujemy.

W tej książce także zauważyłam brak korekty, na jednej stronie jest melon, na następnej dynia mająca wyobrażać głowę zabitego.  

Moją ulubioną książką Chmielewskiej jest "Całe zdanie nieboszczyka". Nieprzegadana, świetne pomysły, pełne humoru rozmowy z nierozgarniętym strażnikiem lochu, szybkie tempo. 

Rosjanie zrobili z niej serial. A cóż to jest za koszmarny gniot. Poczucie humoru jak w przemówieniach Stalina, tempo jak wykonywanie planu pięcioletniego, bohaterka pełna energii niczym "Łagodna" Dostojewskiego. Czyli wszystko na odwrót niż w oryginale. Twórcy powinni długo smażyć się w piekle za to dzieło.

Kto bezkrytycznie wielbi tworczość Chmielewskiej niech sięgnie po "Byczki w pomidorach" chociaż na święta Bożego Narodzenia zwyczajowo jemy karpia.

UWAGA:

Portal kobieta 50plus ogłosiła konkurs literacki:

http://www.kobieta50plus.pl/news/1,38355,ze-zbrodnia-w-tle-konkurs

A moja znajoma założyła:

http://skladtowarow.home.pl/

 

poniedziałek, 20 grudnia 2010

  Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

        przedstawia:

        "W Egipcie"

Bardzo Młody Czytelnik - BMCz

Bibliotekarka Publiczna - BP

BMCz  - poproszę książkę "Odarty syn Egiptu"

BP - czy chodzi Ci o "Egipcjanina Sinuhe"?

BMCz - nie wiem, pani nam kazała przeczytać to jako lekturę, mówiła, że jest cienka

BP - a do której klasy chodzisz?

BMCz - do trzeciej

BP - podchodzi do regału z lekturami i wyciąga "Odarpi syn Egigwy"

Kurtyna związuje się w supeł.

***************************************************************

Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

     przedstawia:

      "Flakonik"

Występują:

Wdzięczny Czytelnik - WCz

Bibliotekarka Publiczna - BP

WCz - wchodzi i pyta o kierowniczkę filii

BP - mówi, że jej nie ma

WCz - stawia na ladzie bibliotecznej teczkę i wyciąga z niej: flakonik, butelkę z wodą i kwiatek, odkręca zamknięcie butelki, nalewa wodę do flakonika, wstawia do niego kwiatek i wręcza BP z prośbą o oddanie kierowniczce

BP - zafascynowana przedstawieniem żałuje, że kamery przy tym nie było

Kurtyna śmieje się dyskretnie.

*************************************************************

Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

    przedstawia:

      "Kawę"

  Występują:

Szczodry Czytelnik - SzCz

Bibliotekarka Publiczna Starsza - BPS

Bibliotekarka Publiczna Młodsza - BPM

Rzecz dzieje się w RP gdy już kawy było ci u nas dostatek.

SzCz przynosi obiecaną kawę. W pustej czytelni stawia na stole: słoik twist z kawą mieloną, drugi - z cukrem. Prosi o trzy szklanki. Sypie do nich po jednej łyżeczce kawy i jednej cukru.

BPM - zalewa każdą szklankę wrzątkiem

BPM i BPS - czują się jak w sennym oparze 

SzCz - oczekuje zachwytów

Kurtyna zmyka gdzie pieprz rośnie przed tą hojnością.

 

 

 

niedziela, 19 grudnia 2010

  Wczoraj zasuwałam domowo, nie zawahałam się użyć pralki i odkurzacza oraz szmat.
Kot pod wanną się dystansował. Zero pożytku ze zwierzątka ;)
Masażysta postawił mnie do pionu masując w poziomie.
Dzisiaj wybrałam się na cmentarz.
Czekałam aż śniegi i lody same spłyną ale się nie udało.
Wzięłam starą rękwicę kuchenną i szczotkę zmiotkę.
Jako narzędzia do odśnieżania :D
Sąsiedni nagrobek skrobał lepszym narzędziem facet.
Niestety w towarzystwie podejrzliwie łypiącej żony.
Tylko stała, łypała i zarządzała. Gdyby nie to poprosiłabym o pomoc. Tak więc tonęłam po kostki w śniegu, rąbałam plastikową zmiotką w lód, czułam się jak górnik na przodku.
A poślizgnąwszy się - na tyłku. Super!

Następnym razem wezmę tasak kuchenny, młotek, obcęgi (mam!),
śrubokręt, widelec dwuzębny do ryb oraz sekator.
Z hurgotem wywalę to obok grobu i będę używać.
Ciekawe jaką krzywdę sobie przy tym zrobię.

Pomniki cmentarne mają fajne białe czapki, większość też pierzynki. Dzięki temu wygladają na zadbane. Gdzieniegdzie w śnieg wstawiono palące się znicze.

A koło pojemników porozwalane śmieci albowiem oneż przepełnioneż są. Gratuluję bystrego gospodarnego oka.

sobota, 18 grudnia 2010

Emilia Waśniowska, Wieczór wigilijny

To właśnie tego wieczoru,
gdy mróz lśni, jak gwiazda na dworze,
przy stołach są miejsca dla obcych,
bo nikt być samotny nie może.

To właśnie tego wieczoru,
gdy wiatr zimny śniegiem dmucha,
w serca złamane i smutne
po cichu wstępuje otucha.

To właśnie tego wieczoru
zło ze wstydu umiera,
widząc, jak silna i piękna
jest Miłość, gdy pięści rozwiera.

To właśnie tego wieczoru,
od bardzo wielu wieków,
pod dachem tkliwej kolędy
Bóg rodzi się w człowieku.

Wszystkim życzę, aby każda chwila Waszego życia była tą napiękniejszą, abyście byli zadowoleni ze swego życia, oby Anioł Stróż i dobry los Was nie opuszczał nigdy, kasy ile potrzebujecie, uśmiechu zawsze i wszędzie.

I zaglądajcie, proszę, do kotanagalezi1 bo nie uczula :)

21:49, alodia1949 , zyczenia
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek