O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
piątek, 28 grudnia 2012

 wyszłam dzisiaj z domu bramą prowadzącą na podwórko, a tu dwaj stoją panowie, zamiast złapać się za guzik zapytałam czy mogę im zrobić zdjęcie, pozwolili więc składam Wam życzenia noworoczne wraz z nimi, oprócz tego co na zdjęcia jeszcze tradycyjnie: zdrowia mrowia i kasy masy.

Wyrzucając śmieci zobaczyłam, że jakiś Kopciuszek już zgubił złoty pantofelek, widocznie bal był na świeżym (no, obok kontenerów na śmieci to nie za bardzo) powietrzu.

nawet nie próbowałam czy to mój rozmiar ale gdyby jakiś książę do Was przyszedł z drugim pantofelkiem to służę adresem śmietnika :).

nie może też zabraknąć wrednego kota :)


 

18:24, alodia1949 , zyczenia
Link Komentarze (8) »
czwartek, 27 grudnia 2012

 Święta spędziłam w domu z Misią. Pracowicie. Przedtem przygotowałam prowiant w postaci bigosu, ciasta drożdżowego i deseru makowego (przepisy w poprzednich wpisach) oraz kompotu z suszonych owoców, niektóre pachniały wędzeniem. Sporo barszczu z ziemniakami dostałam od sąsiadki, choć sama jednego buraczka sobie zakisiłam - lubię czysty barszczyk, rosół też.

 A w ciagu dwóch dni wpisalam w komputer dwa opowiadania "Parada wisielców" i "Zmasakrowani w lochu", pierwsze dzieje się w Pasażu Grunwaldzkim, drugie w podziemiach Hali Ludowej. Opowiadania najpierw piszę ręcznie, miękkim ołówkiem, na papierze. Poprawiam wielokrotnie a na koniec przepisuję, też ręcznie, na papierze, ostateczną wersję.  Tę dopiero wpisuję w laptopa, a potem wklejam na pendrajwa i drukuję w punkcie ksero. Przy przepisywaniu też robię małe poprawki. Próbowałam pisać od razu w komputerze ale pomysły od głowy przechodzą mi przez rękę i ołówek na papier, a  nie chcą bezpośrednio do laptopa. Nie wiem dlaczego ale tak właśnie jest.

Jeden egzemplarz  mam zbindowany (dokładam każde nowe), a drugi luzem. Do wpisania mam jeszcze rękopis 38-stronicowy, akcja dzieje się w redakcji gazety z siedzibą na Zaciszu, w starej willi.

Wysłałam życzenia świąteczne z tym gifem. Jedna z koleżanek zapytała czym karmię Misię, że tak się zachowuje i w dodatku zmieniła kolor futerka. Odpisałam, że kotunia dostała paczuszkę od Ramony (dla niezorientowanych - to pies piosenkarki Olgi Jackowskiej, czyli Kory) w prezencie pod choinkę i takie są skutki :). Jakie to szczęście, że nie jestem celebrytką, paparazzi nie stoją pod moim domem i nie grzebią w moich śmieciach.

piątek, 21 grudnia 2012
środa, 19 grudnia 2012

 Nie tylko w centrach handlowych wiszą/stoją/leżą ozdoby świąteczne. Najlepsze są te zrobione ręcznie w dodatku z talentem. Takie są w bibliotece przy ul. Roosevelta, wykonane przez panią sprzatającą:

a na cmentarzu:

ustroiłam gałązki, Misia robi odbiór techniczny:

a całość wygląda tak:

no, muszą byc koty :)

wtorek, 18 grudnia 2012

 

SKŁADNIKI:

ciasto

10 dag świeżych drożdży

1 szklanka cukru, 2 cukry wanilinowe

3/4 szklanki oleju

4 jajka całe

3/4 szklanki mleka

4 szklanki mąki

kruszonka

pół margaryny, pół szklanki cukru, 1 cukier wanilinowy, półtorej szklanki mąki

WYKONANIE:

na dół miski (dość dużej np. średnica 20 cm, wys. 8 cm) rozkruszamy drożdże, posypujemy równomiernie cukrem, aby je przykrył, wlewamy olej, wbijamy całe jajka obok siebie, wlewamy mleko i przez sitko przesiewamy, rownomiernie na całą powierzchnię, 2 szklanki mąki. Przykrywamy ściereczką i wstawiamy do lodówki (sądzę, że balkon o podobnej temperaturze też może być). Na drugi dzień ostrożnie (bo drożdże z cukrem popracowały) wyjmujemy miskę z lodówki, mieszamy dokładnie wszystko. Dodajemy szczyptę soli i 2 szklanki maki (przesianej), ponownie mieszamy. Blachę (ja piekłam w tortownicy - patrz zdjęcie - ale można w płaskiej) dokladnie smarujemy tłuszczem i wysypujemy bułką (NIE kupujemy gotowej, ścieramy na tarce suchy chleb lub bułki). Robimy kruszonkę: mieszamy skladniki i grudki rownomiernie rozkładamy na cieście). Wlewamy ciasto i wstawiamy do zimnego (ale włączonego) piekarnika i pieczemy przez 50 minut w temperaturze 150 st.C. Moje piekło się dłużej, lubię bardzo wypieczone. Na początek można zrobić ciasto z połowy składników. Smacznego!

 

 

 

 

 

 

 

sobota, 15 grudnia 2012

 Istnieje strona www.masakrytycznie.pl, a dotyczy wrocławskiego osiedla Nadodrze. Od kilku lat jest tam prowadzona rewitalizacja. Szkoda, że nie rozszerza się to na nas Ołbin.

Mottem są słowa Gandhiego: TY musisz być zmianą, którą chcesz widzieć w świecie".

Przy ulicy S. Dubois 33/35A (w podwórku) istnieje od niedawna "Centrum Rozwoju Zawodowego Krzywy Komin". Skąd ta nazwa? Obok stoi:

proste skojarzenie. Życzę, aby los ośrodka nie był krzywy.

Plucha od ucha do ucha ale umówiłam się, więc poszłam. Dzisiaj był tam caly blok propozycji różnych (np. odnawianie i konserwacja przedmiotów), czasowo najbardziej odpowiadało mi "szycie torby". Nie wiedziałam jakiej, poinformowano tylko, aby przynieść swój materiał. Zajęcia prowadziła Asia z dredami na głowie i oryginalnymi kolczykami w uchu. Z zawodu jest kimś innym ale widocznie nie realizuje się tam skoro szyje torby www.TorBa.eu ; facebook.com/kUpSeOrgan. Przyszły trzy młode panie i ja. Jedna designerka robi np. wieszaki z grabi, druga przedszkolanka, trzecia studiuje architekturę krajobrazu. Asia od razu skonsultowała co ma robić z rododendronami, aby przetrwały na balkonie. Nic, przecież w parku nikt ich nie otula. Ale trzeba je przycinać, bo na balkonie robi się busz. A propos, pamiętacie hasło "Lepszy bush niż tajga?" Sądzę, że raczej chodziło o Busha ojca. Rozmawiałyśmy na różne tematy, m.in. ja opowiedziałam o wstrząsającym klubie seniora (patrz wpis przed "Pokłosiem"). Asia rozbawiła nas historyjką o ulubionym zajęciu seniorów klubowych na Mazurach - jeżdżą do Gdyni (?) gdzie wsiadają na prom i tam robią alkoholowe tanie zakupy w strefie bezcłowej.

Wracając do głównego wątku - dostałysmy szablony do wycięcia części z materiałów własnych  na torbę-nerkę. Nie miałam odpowiedniego na podszewkę, dostałam od prowadzącej. Ona też przyniosła różne klamry, sprzączki, zamki i taśmy. Ja taśmę miałam własną. Szyła tylko Asia na osobistej maszynie "łucznik"z Radomia, pamiętającej czasy gdy tam produkowano broń dla Układu Warszawskiego. I w 1976 roku prześladowano robotników. To dla ich obrony (pieniądze, prawnicy) powstał KOR (Komitet Obrony Robotników).

Myślałam, że tam jest pracownia, kilka maszyn, deska do prasowania, żelazka, napownica i co w takim miejscu jeszcze być może. Kwestia czasu?

Na zajęciach tak byłam ubrana, torebka świetnie pasuje:

a tu sama torebka:

przypięty jest do niej znaczek firmowy "TorBy".

Podsumowanie: znalazłam nowe, fajne miejsce. A Wy?

 

 

czwartek, 13 grudnia 2012

Słowo pokłosie ma dwa znaczenia:

1. Wynik, rezultat jakiegoś działania

2. Kłosy pozostałe na ściernisku po żniwach

 Film Pasikowskiego ma kilku bohaterów. Najważniejszy to prawda o przeszłości poszukiwana przez braci Józefa (Maciej Stuhr) i Franciszka (Ireneusz Czop) Kalinów. Drugi to wieś, w której od dziecka mieszka Józef. Trzeci to zachłanna i okrutna natura człowieka.

Franek, po dwudziestu latach nieobecności, przyjeżdża z Chicago do rodzinnej wsi i brata. Józek ma mu za złe, że nie był na pogrzebie rodziców we wczesnych latach 80-tych, Franek pyta dlaczego żona brata wraz z dziećmi wyjechała do Ameryki.

Okazuje się, że Józek wyciąga z drogi (była nimi wybrukowana), odkupuje a nawet wykrada macewy (nagrobki żydowskie) i stawia je na swoim polu. Zapytany dlaczego to robi odpowiada, że nie wie. Z tego powodu odeszła żona i cała wieś jest przeciw niemu. W dodatku spotykają go różne niepowodzenia: bank nie daje kredytu, bo niepewna jest sprawa własności ziemi, trzej drwale pobili go w pijalni piwa, odmówiono wypożyczenia kombajnu, podpalono mu zboże na polu i stodołę. Z początku Franek namawia brata, aby dał sobie spokój z tym dziwactwem ale historia go wciąga. Sprawdza dokumenty z których dowiaduje się, że rodzice mieszkali zupełnie gdzie indziej. W dodatku okazuje się, że ludzie z tej wsi także. Nikt nie chce mówić o tym co się stało z żydowskimi mieszkańcami wsi. Prawda nie jest prosta typu: przyjechali Niemcy w czasie okupacji i zabili. Powoli wypadają kolejne trupy z każdej szafy, a najgorszy tkwi w domu Kalinów.

„Oko za oko, ząb za ząb” mówi kodeks Hammurabiego. Duchy Żydów domagały się sprawiedliwości. Czy prawda wyzwoliła mieszkańców wsi? Czy tylko obnażyła prawdziwą naturę człowieka?

Maciej Stuhr jest świetny w roli polskiego chłopa. Okrutnie traktujący psa, z pooranym czołem, przygarbiony od codzienności, nierozumiejący tego co go spotyka, agresją reagujący na propozycje inne niż jego.

Reżyser nie oszczędził widzom okrutnej ostatniej sceny i to jest słaby punkt tego filmu.

Ale poza tym polecam.

 

 

 

 

środa, 12 grudnia 2012

 Wczoraj, przy okazji koleżeńskiego spotkania, odwiedziłam rynek. Powitała mnie nosiwodzianka:

uosobienie męskich marzeń - duży biust i duża krzepa, aby wrażliwego, słabego mężczyznę wyręczać we wszelkich trudach życia. 

a jak już on odpocznie to w ramach bycia opiekuńczym przewiezie kobietę takim pojazdem, cen nie znam :)

jeśli jednak będzie niegrzeczna (czytaj: nie zachwyci sie) wysadzi ją karnie na siedzisko z lodu

W poprzedni wtorek pokazywałam, w Centrum Seniora, jak robić kartki świąteczne z wycinków różnych i  zeszłorocznych kartek. Wcześniej panie robiły m.in. aniołki z makaronu, dostałam takie trzy:

fajne - prawda?

Z rynku poszłyśmy do "Kurnej chaty", Czy taką sobie "Elita" wymarzyła?

Musiałam stamtąd wcześniej wyjść, bo poproszono mnie, aby pokazać robienie kartek świątecznych w jednym z klubow seniora. Na takie zajęcia nie idę z tylko torebką. Zabieram ze sobą 2 duże dziurkacze ozdobne (brzegowy i narożnikowy) oraz 8 zwykłych, też ciężkich. Plus nożyczki zwykłe oraz ozdobne z 3 wymiennymi ostrzami, klej, 2 bloki techniczne, wycinki z różnych materiałów w pudełku po butach, kolorowe papiery, kserokopie życzeń świątecznych różnych do rozdania. Zważyłam wszystko - ponad 4 kilo.  Latanie z ciężarami nie jest moją ulubioną rozrywką.

 Na przystanku  placu Dominikańskiego spotkałam znajomą, która poprosiła mnie o poprowadzenie tych zajęć na życzenie (wyrażone już we wrześniu) szefowej klubu. Poszłyśmy tam, obie z torbami pełnymi materiałów. Poczęstowano nas napojami, a w sąsiedniej sali zauważyłam stoły zastawione termosami i ciastem. Zapytałam czy odbywa się tam jakaś uroczystość. Usłyszałam, że oni tak zawsze. Weszłyśmy do sali, znajoma zachęcająco opowiedziała o korzyściach płynących z wykonania własnoręcznie różnych rzeczy (taniej, ciekawiej, satysfakcja, masowanie szarych komorek, aby nie zanikły) i zapytała kto zechce się nauczyć robienia kwiatów z materiału. Obecnych było około 20. Dwie panie się zgłosiły.

W międzyczasie okazało się, że osoby prowadzącej klub nie ma, materiałów żadnych nie przygotowano (klej, nożyczki, bloki techniczne, wycinki) i zastępczyni niczego nie przekazano. Przypominam, że zajęcia ustalano we wrześniu i mail przypominający co należy przygotować poszedł do prowadzącej klub.

Potem ja przekazałam do obejrzenia swoje kartki i zapytałam kto zechce takie zrobić. Tylko pani, ktora zastępowała szefową. Reszta obecnych: czytała gazety, parę osob rozmawiało. Większość siedziała. Tylko napić się darmowej herbaty i zjeść ciasto przyszli? Nie były to osoby 90-letnie. Po pół godzinie zaczęto się rozchodzić. Pan z Rady Osiedla narzekał na zmniejszone dotacje. Ja bym im nic nie dała.

Znajoma od dawna pracująca z seniorami mówi, że często do niej przychodzą i narzekają na samotność. Jak się człowiek interesuje jakimś działaniem i jeszcze potrafi dzielić się tym z innymi to nie czuje się samotny. A jak przychodzi do klubu i siedzi z miną: "mam to gdzieś" i w nic się nie włącza to dobrze jej/jemu tak. To co obejrzałam nazwałabym Klub Niechętnego Seniora.

Prowadząca klub winna była ustalić oczekiwania i potrzeby swoich klubowiczów, aby nas niepotrzebnie nie fatygować. Naprawdę mam co robić i wizyty w takich miejscach do niczego nie są mi potrzebne. Znam lepsze rozrywki. Widocznie zależało jej tylko na wpisaniu czegoś do sprawozdania. A reszta, czyli cudzy czas, energia, koszty się nie liczą. Gratuluję profesjonalizmu i empatii.

Jakżesz inaczej zachowuje się nasza koordynatorka z klubu "Impuls". Ma pisać projekt, który trzeba złożyć u władz, aby otrzymać dotacje. Wypytała nas co chcemy, sama zasugerowała różne pomysły. Ja zapytalam czy panie chcą nauczyć się ode mnie robienia torebek na prezenty z papieru ozdobnego. Chciały - pokazałam, dwie swoje podarowałam. Nie ma u nas zastawionych stołów, same ewentualnie robimy herbatę i zmywamy po sobie. Opisuję tutaj różne zajęcia/zwiedzania jakie się u nas odbywają.

  Tamten klub to jakieś kuriozum jest. I nie przekonuje mnie argument, że niektórzy chcą pobyć wśrod ludzi. Tylko po to, aby pokazać innym swoją niezadowoloną minę? Niech idą do władz miasta i tam ją demonstrują.

 

sobota, 08 grudnia 2012

 dostałam ten wierszyk od Alicji z Australii:

trochę grzeczności w przyjaciół gronie
czasem słów kilka w cudzej obronie
trochę szczerości wobec sąsiada
trochę pomocy, gdy ktoś upada
trochę pochwały komuś za życia
a także obcych błędów ukrycia
nad własnym Ja trochę kontroli
trochę współczucia, gdy kogoś boli
trochę krwi zimnej w nieszczęścia chwili
trochę czci dla tych, co wiek przeżyli
trochę mniej wzgardy, dla tych co mali
i trochę serca, nie samej stali
trochę mniej cenić własne cierpienia
za to bliźniemu ulżyć brzemienia
trochę ustępstwa, dla tych co nasi
trochę rozsądku nienawiść gasi
trochę poświęceń, trochę miłości
a szczęście w każdym miejscu zagości...

i tego Wam życzę :)

piątek, 07 grudnia 2012

 Byłam dzisiaj u lekarza, który robił mi usg, aby nacieszył oczy i umysł datą wyznaczonej operacji mej. Spóźnił się 15 minut, dałam mu jeszcze kilka na rozebranie się, odzianie kitla oraz włączenie komputera, a przez drzwi słyszałam, że rozmawia przez telefon. Tłumu pacjentek nie było, tylko ja. Wszystkie sprzątają i zakupują? Doktorek datą się nie wzruszył, miałam wrażenie, że chciałby wzruszyć raczej ramionami. To poprosiłam o wystawienie drugiego skierowania do szpitala, bo na tamtym już jeden naniósł swoje adnotacje. Wystawił i ma mnie z głowy. NFZ won za Don!

Ostatnią środę miałam intensywną mimo że 1. nie poszłam na zajęcie do DCP oraz 2. na zebranie "S". Na szczęście, bo przyszedł mój ex-dyro i podobno siedział prawie do końca z postawą i miną lekceważącą. A czego można się było po nim spodziewać? Kultury osobistej? Wolne żarty! Gdybym przyszła i go zobaczyła zrobiłabym w tył zwrot. Jak już pisałam jego widok źle mi działa na wzrok.

Za to byłam z klubem w bibliotece Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, teraz wchodzi się nie od ulicy Szewskiej ale od zaułka, a przy schodach wita nas:

pokazano i opowiedziano nam dzieje biblioteki, założonej we Lwowie. Tylko jedna trzecia dawnych zbiorów jest we Wrocławiu, resztę Rosjanie zagarnęli sobie. "Racyja silniejszego zawdy lepsza bywa" jak napisał Trembecki. Po wojnie zwieziono tę część zbiorów do obecnego, uszkodzonego wojennymi działaniami budynku, remontowano go przenosząc książki z sali do sali. Pilnowało tych cenności dwóch milicjantów, mieli jeden karabin i pięć nabojów.

W zbiorach są dokumenty dotyczące m.in. Marka Hłaski, który mieszkał we Wrocławiu, na Sępolnie, przy ul. Borelowskiego 44. Oczywiście nasi światli poloniści XI LO w tejże dzielnicy ani słowem nie zająknęli się na lekcjach o tym pisarzu, ani o miejscu gdzie mieszkał. Pokazano nam na ekranie krotką recenzję utworu młodziutkiego Hłaski, w której napisano, że zarówno tekst i autora trzeba bardzo poprawić. Chyba tylko z tekstem się udało.

Po  prelekcji obejrzałyśmy wystawę poświęconą stuleciu introligatorni Ossolineum pt.: "Głoś z dumą i chlubą ześ introligatorem".

Potem byłam w bibliotece przy ul. Hercena (bez dyra ) na prelekcji o stanie wojennym. Co sądzę o ówczesnej władzy i systemie oraz generale w ciemnych okularach nie będę pisać, bo to nie toaleta bardzo publiczna a musiałabym użyć słów kloacznych. Jedna z koleżanek-bibliotekarek mieszkała wtedy w budynku na parterze przy pl. Pereca zwanym gazplac lub zomo-strasse. Niestety, nie nauczono większości ludzi, że nie rozmawia się w trakcie wykladu. Zarówno z szacunku do siebie samego jak i mówcy.

Przyniosłam tę książkę, białostocki IPN ją wydał w 2008 roku:

 jestem w niej:

 
1 , 2
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek