O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
piątek, 27 grudnia 2013

Asa Larsson – Burza słoneczna, Wydawn.  Literackie, Kraków, 2008

TYTUŁ: Strzeżcie się sekt

WSTĘP: Do sekty ciągną słabi albo ci, którzy chcą mieć władzę nad nimi

O autorce:

Asa Larsson urodziła się 28 czerwca 1966 roku w Upssali (Szwecja). Z wykształcenia jest prawniczką i zanim zajęła się tylko pisaniem specjalizowała się w prawie podatkowym.

Mieszka niedaleko Sztokholmu, ma dwójkę dzieci. Dzieciństwo i młodość spędziła w Kirunie i tam umieściła akcję większości swoich książek. Przetłumaczono je na 20 języków. Dwukrotnie otrzymała nagrodę za „Najlepszą szwedzką powieść kryminalną”.

Na podstawie „Burzy słonecznej” nakręcono film, w którym wystąpiła Izabela Scorupco.

O książce:

Kto zamordował Wiktora Strandgarda, okrutnie go okaleczając? Na środku świątyni Kościoła Źródła Mocy w Kirunie, najbardziej na północ wysuniętym mieście szwedzkim.

Dochodzenie prowadzi Anna Maria Mella, niska policjantka w wysokiej ciąży i z długim warkoczem. Oraz jej kolega Sven Erik Staknacke.

Na prośbę siostry Wiktora Sanny w sprawę włącza się Rebeka Mortisson, prawniczka podatkowa. Obie niegdyś były przyjaciółkami i należały do grupy wyznawców „Wspólnoty Źródło Mocy”.

Rebeka to świetnie ubrana chuda pracoholiczka ale „Bielizna Rebeki była sprana i poszarzała, bo była pewna, że rozbierać się będzie sama”.

Swoją pieczeń na ogniu śledztwa chce upiec prokurator Carl von Post żądny sławy medialnej i kariery rychłej, skłonny do prostackich wniosków i łatwych rozwiązań.

Niemałą rolę w powieści odgrywa suczka Tjapp, która na spacerze „Przeczytała z zainteresowaniem i oceniła pochlebnie haiku nakreślone na śniegu żółtymi zgłoskami przez psa sąsiada”.

W książce mamy wszystkie elementy składające się na klasyczny kryminał: morderstwo, policja, dochodzenie, mylne tropy i nieoczekiwane zakończenie.

Na szczęście autorka nie męczy czytelnika szczegółami śledztwa. Większość książki to opis relacji międzyludzkich, przeszłości bohaterów wpływającej na teraźniejszość, odkrywanie głęboko skrywanych  a nawet wypieranych z pamięci tajemnic.

Oprócz tego poznajemy mechanizmy rządzące każdą sektą, w której najważniejsze jest posłuszeństwo, dobro i korzyść grupy, a nie jednostki oraz ukrywanie niewygodnych faktów.

Rebeka współpracuje z policją, a dzięki znajomości prawa podatkowego poznaje finanse religijnej wspólnoty.

Choć z wieloma osobami „Podtrzymując konwersację Rebeka miała wrażenie, że ciągnie na smyczy niechętnego psa”.

Akcja powieści toczy się zimą gdy „Wszystko wydaje się prostsze. Mniej szczegółów. Mniej kolorów. Mniej zapachów. Krótsze dni. Umysł ma szansę odpocząć”. A „Wśród mroku nocy niczym smok wije się zorza polarna”.

To pierwsza część przygód Rebeki. Polecam.

niedziela, 22 grudnia 2013

Alice Munro - Kocha, lubi, szanuje... Wydawn. Dwie Siostry 2011

TYTUŁ: Szczera jak kubeł zimnej wody

WSTĘP: Nie pytaj, bo wiedzieć nie trzeba, co gotuje los, tobie i mnie

O autorce:

Alice Munro urodziła się 10 lipca 1931 roku w Kanadzie. Dzieciństwo spędziła na farmie ojca, który hodował lisy i indyki.

Zadebiutowała mając 19 lat opowiadaniem w piśmie studenckim. Nie skończyła studiów, wyszła za mąż i urodziła dzieci. Z dwóch małżeństw ma ich czworo.

 W 1968 roku wydała pierwszy tom opowiadań. W sumie jest autorką 14 zbiorów opowiadań i jednej powieści. Jej utwory przetłumaczono na 20 języków i adaptowano na filmy.

Trzykrotnie otrzymała krajową Govenor General`s Award for Fiction. W 2013 roku Literacką Nagrodę Nobla.

Mieszka w hrabstwie Huron, w południowej części stanu Ontario, w XIX-wiecznym bungalowie. Nazywana jest "Czechowem Kanady".

O książce:

Tom "Kocha, lubi, szanuje" zawiera dziewięć opowiadań. Ich bohaterkami są kobiety starające się żyć po swojemu w świecie zdominowanym przez mężczyzn.

Jak chora na raka Jinny z "Wiszącego mostu" czy Johanna, której "stłoczone z przodu zęby nadawały twarzy wyraz gotowości do kłótni" bohaterka tytułowego opowiadania.

Alfrida - kuzynka ojca autorki, o niekonwencjonalnych poglądach i zachowaniach, o której w rodzinie mówiło się "Nie musiała się robić taka łatwa". Także Nina borykająca się z mężem zagorzałym zwolennikiem teorii ewolucji. Po jego śmierci była "Zimna i zgaszona, odarta z niego".

W "Pokrzywach: autorka wspomina życie na wiejskiej farmie i swoją pierwszą miłość "uwielbiałam jego kark i kształt głowy, sposób w jaki marszczył brwi, jego długie nagie palce i brudne łokcie, donośny zuchwały głos, zapach".

Polly z "Pionu i poziomu" zapędzona w kozi róg przez rodzinne układy i zależności "wydawała się jednocześnie krucha i wytrzymała, jak stokrotka na długiej łodyżce". I Lorna - żona i matka żyjąca ze świadomością przewidywalności swojego losu.

Meriel ("Co się pamięta") odkryła, "że przez cały czas kierowała się ostrożnością a przynajmniej w oszczędny sposób gospodarowała emocjami".

Munro bezbłędnie opisuje relacje międzyludzkie, znajdując odpowiednią formę i łącząc wydarzenia dawne z teraźniejszością. Brak tu nadzwyczajnych wydarzeń czy bohaterskich czynów. Wszystko i wszyscy są zwyczajni. Jednak opisani tak, że widzimy dokładnie jak wyglądają i mieszkają, wchodzimy w ich życie i uczestniczymy w nim dzieląc uczucia i emocje bohaterów.

Akcja większości opowiadań dzieje się na znanym autorce terenie ? południowo-zachodniej części prowincji Ontario.

Bohaterki prozy Munro mają dużo z niej samej  - podobnie jak ona muszą odnaleźć swoje powołanie a na koniec sprostać starości.

Polecam.

Życzenia składam pod tym linkiem ubrana w gustowną odzież :)  
http://www.dancingsantacard.com/?santa=170520

 

 

sobota, 21 grudnia 2013

 To czwarte moje opowiadanie kulinarne z cyklu "Specjaly Nadodrza i okolic". Może być propozycją na świąteczne ciasto.

Przepis wygrał konkurs na specjał - deser, autorką jest córka Basi B.

 

„Jabłka pod pierzynką schowane”

 

Tego dnia było jak w piosence „Na całej połaci śnieg” .

 

Tosia rano wstała z łóżeczka i spojrzała przez szybę.

 

- Babciu, popatrz, ktoś wszystko posypał mąką.

 

Aniela podeszła do okna, objęła wnuczkę  i powiedziała:

 

- To aniołki w niebie robiły przedświąteczne porządki, zbyt energicznie trzepały poduszki i pierzyny, które rozdarły się i wyleciały z nich białe piórka.

 

-  Taaak? A dlaczego są takie duże? I dlaczego na ulicy się rozpuściły?

 

- Ach ty moja mądralińska! Masz rację, ja tylko żartowałam. A teraz idziemy do łazienki. Umyjesz się a potem zjesz śniadanko.

 

- A co dzisiaj będziemy jeść?

 

- Chlebek z masełkiem, biały serek, a na deser piękne czerwone jabłuszko. Chyba, że wolisz żółte lub zielone.

 

- Bym chciała czerwone, żółte i zielone razem.

 

- Chyba takich trójkolorowych nie ma.

 

- A dlaczego?

 

- Nie wiem, kochanie.

 

- A dlaczego nie wiesz?

 

- Dlaczego i dlaczego. Lepiej wytrzyj rączki i marsz do kuchni.

 

Aniela wyjęła z szafki kubek i spodeczek z wizerunkiem Króla Lwa. Ukroiła kawałek białego sera. Przekrojoną na pół kromkę chleba i nabiał położyła na spodeczku. Do kubka nalała kakao.

 

- Siadaj, kochanie, i jedz – powiedziała do Tosi.

 

- A ty babciu?

 

- Ja już jadłam.

 

- To poczytaj mi książeczkę.

 

Aniela sięgnęła zdjęła z półki ulubiony zbiór bajek, otworzyła książkę i zaczęła czytać.  Był to taki mały poranny rytuał. Czytanie na śniadanie.

 

Tosia skończyła jeść i zapytała:

 

- A co teraz będziemy robić?

 

- Upieczemy ciasto nazywające się „Jabłka pod pierzynką”.

 

- Taką z piórek? To będzie jabłuszkom cieplutko.

 

- W piekarniku będą miały bardzo gorąco.

 

- A jak to się robi?

 

- Najpierw trzeba włożyć fartuszek.

 

- Ciasto będzie w fartuszku?

 

- Nie kochanie, my założymy fartuszki a potem obiorę jabłka. Ale najpierw przygotuję wszystkie składniki.

 

- A co to są składniki?

 

- Wszystko to z czego będziemy robić ciasto.

 

- A z czego?

 

- Zaraz ci przeczytam przepis. Dostałam go od pani Basi.

 

JABŁKA   POD   PIERZYNKĄ

 

Składniki na biszkopt

 

5 jajek, 1 szklanka cukru, 1 łyżka octu, 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 75 dag mąki

 

Składniki na mus jabłkowy

 

2 kilogramy jabłek, pół szklanki cukru lub więcej w zależności jak kwaśne są owoce, 1 paczka mielonego cynamonu, 2 galaretki cytrynowe

 

Krem budyniowy

 

Opakowanie budyniu, ¾ litra mleka, 5 łyżek cukru, kostka margaryny lub masła

 

Posypka na krem

 

1 paczka wiórków kokosowych, 2 łyżki masła, 1 łyżka cukru

 

Wykonanie:

 

Biszkopt:

 

białka ubić na sztywno, dodać cukier i żółtka. Potem mąkę, ocet i proszek do pieczenia – wymieszać. Piec 40 minut w temperaturze 180 st. C

 

Mus jabłkowy:

 

Jabłka obrać, wyciąć gniazda nasienne, pokroić, do garnka włożyć, rozgotować mieszając, w razie potrzeby wody dodając, potem wsypać cukier i cynamon. Mieszać i gotować aż cukier się rozpuści. Galaretki przygotować wg przepisu na opakowaniu dodając trochę mniej wody, aby związały masę. Dodać je do masy z jabłek. Dokładnie wymieszać. Po wystygnięciu położyć masę na biszkopt.

 

Krem:

 

Ugotować budyń z cukrem. Ostudzić. Potem dodać masło lub margarynę i utrzeć lub zmiksować.

 

Wiórki kokosowe uprażyć na złoty kolor na patelni z cukrem i masłem. Ostudzić.

 

Krem rozsmarować na zastygłym zimnym musie jabłkowym. Posypać zimnymi wiórkami.

 

Wstawić ciasto do lodówki. Najlepsze jest na drugi dzień.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

piątek, 20 grudnia 2013

  Staram się nie słuchać wiadomości ale i tak coś do mnie dociera, bardzo pasuje ten tekst znaleziony w internecie:

Święta to ma­giczny czas, do­ty­ku serc, śpiewu dusz, czas prze­bacza­nia i no­wej szan­sy na bu­do­wa­nie zgody.
Zwierzęta mówią ludzkim głosem, niech i ludzie zaczną.
Przyk­re jest to, że w ten święty czas, dla niektórych opłatek sta­je się tyl­ko "środ­kiem"
do wy­biela­nia su­mień, a wraz z opa­dającym ig­li­wiem choin­ki, biel szarzeje.

 

 

niedziela, 15 grudnia 2013

 Zgodnie z oczekiwaniem wyrażonym w komentarzu zrobiłam zdjęcia kilku swoich kartek. Oto one:

wykonuję je z różnych materałów, te są z kartek jakie otrzymałam od znajomych w poprzednich latach, obok własnoręcznie wykonane bombki

tu głównym tworzywem są tkaniny

tu jedna z guzików, dwie leżące z kawałeczków tkaniny i na nich nalepione są choinki, a jedna (renifer) papierowa

od koleżanki dostałam kiedyś paczkę z niedużymi kawałkami sztucznego futra, wykorzystałam je do zrobienia tych kartek, jedną jej wysłałam

te kartki zrobiłam na zajęciach w "Konturach Kultury" przy ul. Jagiellończyka, piękne są ale do wysłania niepraktyczne, bo mają wystające elementy, stojąca po lewej to gwiazdki wycięte z kory brzozy, po prawej choinka z cynamonu, po lewej leżąca gotowa gwiazdka i w rogach gwiazdki anyżu, po prawej suszony plasterk pomaraczy, na nim anyż, małe szyszki i gałązka owinięta złotym drucikiem; nadają się jedynie do dołączenia do prezentu lub wysłania w twardym pudełeczku

a taki wieniec (gotowy z gałązek wikliny) ozdobiłam wczoraj w "Konturach Kultury" pod okiem miłej pani Oli, bombki tu prezentowane także. Wieniec wisi w drzwiach między przedpokojem a kuchnią.

A żeby mi nie było za dobrze to Misia znowu ma zapalenie pęcherza. Albo sikała kamykami z nerek.

15:03, alodia1949 , święta
Link Komentarze (7) »
piątek, 13 grudnia 2013

 Śnieg spadł i szybko stopniał. Może to i dobrze, bo zwały brudnej brei na ulicach to nie jest to, co mieszkańcy lubią najbardziej.

Świąteczne akcenty najszybciej pojawiają się tam gdzie można zarobić, czyli w sklepach. Ale i w różnych kontaktach czy sytuacjach. W środę mieliśmy kolejny wykład w ramach "Studium 3 wieku". Na zakończenia pani J.Ś. wniosła w koszyczku  ponad 20. małych, własnoręcznie zrobionych, stroików świątecznych, składających się ze świeczki wokół której przylepiono orzechy, kawałeczki bursztynu i muszelki oraz dodano landrynki mini, to wszystko zapakowano w celofan i przewiązano zieloną wstązeczką. Mała rzecz a cieszy. Mała jako pojedyncza ale spróbujcie zrobić takich np. 20. Każdy z obecnych taki stroik otrzymał.

W czwartek w Infopunkcie florystka pokazywała jak zrobić stroik świąteczny taki bardziej wypasiony, bo tylko dla siebie robiony a nie dla grupy. Mieliśmy przynieść co kto ma i co się nada. Ja przyniosłam czerwoną plastikową miseczkę, gałązki z małymi szyszkami znalezione w parku (nie łamałam), suszone plasterki pomarańczy, sztuczne małe gałązki choinki, gwiazdkę czerwoną i mikołajka zrobione szydełkiem - obie rzeczy dostałam kiedyś w prezencie. Florystka miała dla nas żywe gałęzie iglaste, gąbkę florystyczną, drobne bombki, świeczki, filcowe ozdoby, drut, wstążkę kolorową, pistolet do klejenia na gorąco. Pokazywała jak działać i każda z pań bardzo pięknie się wykazała. Za to z czterech panów trzech ani myślało zabrać się do pracy. Jeden poszedł, inni woleli mówić, mówić, mówić. Hm...

Ja zrobiłam taki:

na kiermaszu w Rynku nabyłam sobie serwetkę z ulubionym całorocznym motywem, podobno przybyła z Litwy:

Dziś rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Cisną mi się na klawiaturę różne słowa ale, że są bardzo obraźliwe to nie będę ich tu wpisywać.

piątek, 06 grudnia 2013

 Jesli się komuś zdaje, że mój diabeł stróż poszedł do swych pobratymców czyli do piekła to się myli. Oto dowody:

Upiekłam pasztety drobiowe w jednorazowych foremkach. Postawiłam je na noc na parapecie, aby wystygły, chroniąc je jednorazową reklamówką. Nad ranem obudziłam się i usłyszałam jakiś dziwny dźwięk, jakby ktoś cicho szurał. Wsłuchałam się w niego, wstałam, odsunęłam zasłonę i cóz widzę? Misia rozdarła reklmówkę i wylizuje jeden pasztet. Ma ostry język więc widelca nie potrzebuje. Oto dowód na zdjęciu, po lewej cały pasztet, po prawej wylizany:

Za jakiś czas Misia zachorowała (bez związku z w.w.), ponownie, na zapalenie pecherza. Sikała i miauczała z bardzo krótkimi przerwami. Podstępem zapakowałam ją do torby, weszłam do gabinetu, nikt nie siedział w poczekalni,  powiedziałam: "o, widzę, że wszystkie zwierzęta w dzielnicy zdrowe są?"

Zaproszno mnie na "andrzejki". Najpierw przez godzinę reklamowano polską wódkę, niby miał być to wykład na temat kultury picia. Bardzo śmieszne. A potem włączono bardzo głośną muzykę. I to już przerosło moją odporność. Ubrałam się i wyszłam. Lubię sama decydować w jaki sposób spędzam czas.

Zatrułam się nie wiadomo czym i noc miałam prze..... Takich atrakcji też nie lubię. Takam kapryśnam.

Wczoraj nie mogłam wysłać sms-a ani dowiedzieć się ile mam kasy z doładowania. Nie połączyłam się z siecią. Pomyślałam, że może nie mam pieniędzy i trzeba komorkę doładować. Dzisiaj wpisałam kod doładowania, sieć nie przyjęła. Właściciel kiosku nie wiedział co powinnam zrobić. Dzięki za wsparcie. Poszłam na "Spotkanie u Edyty" - tak będą się nazywać te towarzyskie zgromadzenia (Klub Seniora Impuls, spotykamy się co drugi piątek, na tzw. luzie). Okazało się, że na poziomie -1 nie ma światła ani w żarowkach, ani w kontaktach. Gdzie ciemno tam przyjemno?

Z biura dostałyśmy 3 duże świecie, swoje małe (podgrzewacze) też zapaliłyśmy, było nastrojowo ale mało widocznie. Poprosiłam panie (dzisiaj mimo koszmarnej pogody, tajfuny szaleją, było nas 9), aby się wpisały na listę klubu, aby mieć w razie czego kontakt. Dałam swój długopis, okazało się, że nie pisze. W domu go rozkręciłam i obie dłonie na fioletowo pobrudziłam. Lepiej jest mi w rudościach. Cały czas w tyle głowy miałam padniętą komórkę i myślałam gdzie z nią pójdę w ramach pomocy sobie i jej. W pewnym momencie wyłączyłam ją i włączyłam. Zadziałało i w tej samej chwili zadzwonił znajomy z sercowym problemem, nie o mnie mu chodziło z tym sercem.

Nie wiem czy znaczne pogorszenie pogody tak zadziałało ale dzisiaj rozsypał się worek z telefonami, zaczęło się przed ósmą, co jakiś czas ktoś dzwonił na mój telefon stacjonarny. Proszę tego nie robić. Na komorkę też nie - przed dziesiątą nie odbieram i już!

 

 

 

 

 

poniedziałek, 02 grudnia 2013

 To trzecie moje opowiadanie z cyklu "Specjały Nadodrza i okolic". Nie ma pod nim przepisu, bo autorka choruje ale obiecuję ten brak uzupełnić. Tekst ukazał się też na:

http://wroclaw.doba.pl/?s=subsite&id=8442&mod=1

Pączki w Infopunkcie

To nie był dobry dzień dla Infopunktu. Zaraz po otwarciu drzwi okazało się, że nie ma światła. Potem, ze cieknie z rozmrażającej się lodówki.

- Chyba się zabiję – pomyślała Dorota marząca o kubku gorącej kawy z ekspresu. Setny raz tego dnia wytarła zaczerwieniony od kataru nos.

Wyszukała w notesie numer do pogotowia elektrycznego i zgłosiła awarię.

- A korki pani sprawdziła? – zapytał fachowiec. Może macie automatyczne i wystarczy wcisnąć.

- Nie sprawdziłam – przyznała obolała Dorota.

- Oj, te kobiety – mizoginicznie stwierdził samiec po drugiej stronie.

Dorota przeszła do pomieszczenia z licznikami. Wszystko było w porządku. Co przekazała z drobną satysfakcją w głosie.

- Szkoda. No, dobra – zgłoszenie przyjąłem.

- Ale ile to potrwa?

- Proszę czekać, jak przyjedziemy to będziemy.  I odłożył słuchawkę.

Do Infopunktu weszła Maja.

- Czemu tak po ciemku siedzisz? – zapytała.

- Bo gdzie ciemno, tam przyjemno – pociągając nosem zażartowała Dorota.

- Aleś przeziębiona. Gdzieś się tak zaprawiła?

- Nakichali na mnie w sklepie – zeznała zdołowana i przeziębiona.

- To idź do domu, bo nasz zarazisz. Ale co z tym światłem?

- Mają przyjechać i naprawić.

- A powiedzieli kiedy?

- Jeszcze czego! Mamy czekać.

- Dobrze. Zaraz przyjdzie Karolina to razem poczekamy. A ty marsz do domu, a tam polopiryna i pierzyna.

Wychodząc Dorota powiedziała:

- Bożena z Basią mają przynieść pączki. Zostaw mi kilka.

- Jasne. Od razu włożę do firmowej torebki „Specjały Nadodrza”. A teraz uciekaj.

W tej chwili zabłysło światło a do Infopunktu weszła Aniela z Tosią.

- Babciu, a dlaczego pączek tak się nazywa?

- Bo robi się go z ciasta drożdżowego, które rośnie czyli pączkuje.

- Ale chlebek też jest z takiego ciasta a nie jest pączkiem.

- Chleb można robić także z zakwasu, nie tylko z drożdży.

- A co to jest zakwas?

Dorota i Maja roześmiały się.

- W domu ci to wyjaśnię – dobrze?

Od schodów zapachniało pysznie niedawno smażonymi pączkami niesionymi przez Basię.

PRZEPIS:

  Składniki: 2 kg mąki, 15 jaj, 30 dag miękkiego masła, 20 dag drożdży, szlanka cukru,  3 szklanki mleka, - można te proporcje podzielić np. na 3 i będzie mniej pracy oraz mniej pączków; wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową

 Wykonanie: drożdże rozkruszyć, wymieszać z łyżką cukru i 2 łyżkami mąki, zostawić w naczyniu do wyrośnięcia, uważać, aby nie wykipiały

Mąkę przesiać, wsypać cukier, dodać masło, jajka (ja bym dała same żółtka - a Wy?), wlać mleko a potem wyrośnięte drożdże, dobrze wyrobić, odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia, przykryć czystą ściereczką.

Wyrośnięte ciasto delikatnie rozwałkować na wysokość mniej więcej 1 cm, wykrawać szklanką lub foremką okrągłą, do środka wkładać powidła śliwkowe z cynamonem. Smażyć na smalcu lub oleju.

Dla spieszących się: można zastosować drożdże w proszku.

 Smacznego.

O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek