O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
sobota, 26 grudnia 2015

Zofia Turowska – Nasierowska. Fotobiografia. Wydawn. Marginesy 2009

WSTĘP:  „Zofia Nasierowska to szczególne, słoneczne zjawisko w naszym zgrzebnym peerelowskim życiu”

O autorce:

Zofia Alicja Turowska urodziła się 15.05.1945 r.

 Ukończyła Wydział Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego.

Była dziennikarką w Tygodniku "Magazyn Filmowy", łódzkim oddziale "Trybuny Ludu" oraz w Łódzkim Ośrodku Telewizyjnym i Krajowej Agencji Wydawniczej. Współautorka  kultowego reportażu-dokumentu o wydarzeniach w Stoczni Gdańskiej w 1980 r. - Kto tu wpuścił dziennikarzy? oraz powieści o łódzkiej szkole filmowej, Filmówki i monografii o Zespole Filmowym "TOR".

W 2000 r. wydała Agnieszki. Pejzaże z Agnieszką Osiecką, które od razu stały się czytelniczym bestsellerem. Jest również autorem książki pt. Nie wszystko na sprzedaż o Beacie Tyszkiewicz.

Spod jej pióra wyszła też historia rodu Onyszkiewiczów pt. Gniazdo. Rodzina Onyszkiewiczów.

 

O książce:

 

Po Agnieszce Osieckiej i Beacie Tyszkiewicz autorka zapoznaje czytelników z postacią Zofii Nasierowskiej, równie sławną jak te dwie panie.

W dodatku wszystkie trzy się znały, bo Nasierowska fotografowała ludzi z kręgów artystycznych.

 Kobiety na jej zdjęciu wyglądały pięknie, a mężczyźni  interesująco.

Każda Polka marzyła, aby mieć zdjęcie od Nasierowskiej „Dla zwykłej dziewczyny zdjęcie zrobione przez Zosię wiązało się z nadzieją na wejście do świata o stopień wyżej”.

Na potwierdzenie tego autorka zamieszcza fragmenty listów od kobiet marzących o portrecie od mistrzyni lub z podziękowaniami.

Natomiast nie ma ani słowa o cenie jaką trzeba było zapłacić za tę piękną iluzję i swoista terapię.

Była skazana na ten zawód, bo jej ojciec był znanym fotografem „Ojciec miał taką pasję, że mógłby krzesło nauczyć fotografować”.

„A ona miała pewną rękę i pewne oko”.

Pochodziła z zasobnego domu, więc  większość uciążliwości PRL-u jej nie dotyczyła. Atmosferę tamtych lat oddają dwie historie:  gosposi złodziejki i domu jaki ojciec wybudował przed II wojną.

Sylwetkę bohaterki poznajemy głownie dzięki wypowiedziom życzliwych znajomych, kolegów i przyjaciół oraz samej bohaterki. Opowiada ona jak wyglądały sesje fotograficzne, oswajanie modela, jak długo trwała praca z jedną osobą.

Jawi się nam jako osoba łagodna, życzliwa, niesamowicie pracowita („ciężko choć z entuzjazmem pracowała”), skuteczna w działaniu i zorganizowana.

Szukałam w tych wypowiedziach całej prawdy o Nasierowskiej.

I tylko w paru miejscach można znaleźć prawdziwego człowieka a nie ideał.

Widać, że autorka lubi swoją bohaterkę i pilnuje, aby zalety uwypuklić a wady ukryć lub choćby zminimalizować.

Cytuje listy gratulacyjne przyjaciół przysłane z okazji urodzin pierwszego dziecka, także pamiętnik, pisany już w domu na Mazurach, dla wnuka.

Tych wypowiedzi jest zbyt dużo, bo powtarzają te same informacje i książka miejscami nuży.

Niepotrzebne są także, moim zdaniem, opisy techniczne.

Opowieść podzielona jest na cztery części:

Czas młodości

Czas pragnienia

Wiek dojrzały

Podróż w przeszłość

Każda z nich ilustrowana jest wieloma zdjęciami, zarówno rodzinnymi jak i znanych osób, które Nasierowska fotografowała.

Są też reprodukcje stron z różnych gazet, świadczące o kiepskim poziomie sztuki wydawniczej PRL-u,  zniekształcającej oryginał. Szczególnie to widać na jednym ze zdjęć aktorki – ma ona tam okropnego zeza i krzywe zęby.

Książka posiada indeks nazwisk, bibliografię i 158 przypisów a nawet kilka przepisów kulinarnych: na wytrawny tort orzechowy, pracochłonną konfiturę babci, nalewkę z mięty, ciasto drożdżowe, pieczeń cielęcą i smorodinówkę.

Zofia Nasierowska zmarła 3 października 2011 roku na raka mózgu, czyli już po wydaniu książki.

Lubiącym biografie polecam.

 

 

 

sobota, 19 grudnia 2015

Marcin Prokop – Jego wysokość Longin,  Wydawn. Znak 20

WSTĘP: „Ależ on jest długi, jak jamnik mojej kuzynki”

O autorze:

Marcin Prokop urodził się 14 lipca 1977 w Warszawie jest dziennikarzem, osobowością telewizyjną, prowadzącym programy rozrywkowe, felietonistą, publicystą.

Ukończył IV LO im. A. Mickiewicza w Warszawie a potem studia na wydziale finansów i bankowości Wyższej Szkoły Ubezpieczeń i Bankowości w Warszawie jest specjalistą do spraw marketingu bankowości elektronicznej. Ma 206 cm wzrostu.

O książce:

Wiele znanych osób w Polsce postanowiło naśladować Klemensa Janickiego i napisać  „O sobie samym do potomności”.

Janickiego dzieło jest poezją, wspomnienia współczesnych naśladowców to proza. Najczęściej proza życia.

I tak jest też z książką Marcina Prokopa, który postanowił opisać część swojego dzieciństwa.

 Bohater ma 10-11 lat, jest wyższy od wszystkich i zwierza się czytelnikom: „Kto powiedział, że życie jest sprawiedliwe? Moje nie jest”.

Mieszka z rodzicami i młodszym bratem w ciasnym mieszkaniu na warszawskim Grochowie i co by nie zrobił wywołuje niezadowolenie dorosłych.

Ale doskonale umie nimi manipulować, matką; aby skupiała uwagę głownie na młodszym bracie, kolegami, by robili co zaproponuje.

Czuje się  samotny do chwili gdy na budzącym strach strychu poznaje Alberta. Odtąd są nierozłączni.

Dzieci mają różne pomysły, Marcin chciał pojechać z rodziną za granicę, więc napisał list z prośbą o paszport do Jaruzelskiego tytułując go „Drogi smutny panie”.

Za szkołą nie przepadał do tego stopnia, że chciał ją z kolegami wysadzić „Szkoła jakoś nie wzbudzała we mnie dzikiego entuzjazmu”.

W książce jest jedna świetna szkolna scena w czasie kartkówki z matematyki. Naprawdę mnie rozbawiła.

Marcinek zawsze sprytnie wywija się z niewygodnych sytuacji, w ostateczności dobry skutek odnoszą pyszne pączki jego babci. Wymyśla też niestworzone historie, aby usprawiedliwić swoje wybryki.

Przy okazji poznajemy realia PRL-u choć schyłkowego, bo akcja dzieje się w 1987 i 8 roku.

Przypuszczam, że Prokop opowiadał te historie potem ktoś go namówił do ich spisania i opublikowania.

Przypominają one przygody Mikołajka z książek autorstwa Rene Goscinny`ego. Jednak nie zyskały takiej sławy.

Może dlatego, że książka urywa się nagle w pewnym momencie i zostawia czytelnika z niedosytem? Może zabrakło odpowiedniej reklamy? A może autor i wydawnictwo liczyli na magię nazwiska autora i nie przyłożyli się do pracy.

Książkę dostałam w promocji za darmo jako bonus do innych za które zapłaciłam. Czyli coś tu nie zagrało.

Jeśli jednak bawią Was chłopięce przygody to polecam.

 

 

sobota, 12 grudnia 2015

Tomasz Lipko – Notebook, Wydawn. Literackie, Kraków 2015

WSTĘP: „Dziennikarze to jedna z najbardziej próżnych grup zawodowych na świecie”.

O autorze:

Prawnik z wykształcenia, który wybrał zawód dziennikarza, fotoreportera i producenta filmowego.

Przez dziesięć lat był reporterem sejmowym i korespondentem wojennym radia Zet. Także reporterem głównych wiadomości TVP, reporterem i prowadzącym „Uwagę”. Publikował reportaże w „Polityce”, „Gazecie Wyborczej”, „Przekroju” i prasie kobiecej.

Od sześciu lat jest właścicielem studia filmowego. Ma dwoje dzieci.

O książce:

Na okładce „Notebooka” zacytowano opinię Piotra Najsztuba, ze książka porywa w świat pełen krwi, szeptów i krzyków.

Dziennikarze świetnie potrafią żonglować słowami, mnie nic takiego nie przyszłoby do głowy po lekturze powieści.

Jej akcja zaczyna się 16 maja, kilkanaście dni przed Euro 2012.

W wypadku samochodowym ginie dziennikarka Dagmara Frost.

Śledztwo prowadzi czterdziestoletni prokurator w Piotrkowie Mazowieckim Radosław Bolesta.

Kawaler, którego życie osobiste polega na regularnym odwiedzaniu agencji towarzyskich w stolicy.

Mimo ewidentnych dowodów, że to był wypadek prokurator prowadzi nikomu niepotrzebne śledztwo nielegalnie przeglądając zawartość notebooka ofiary.

Odkrywając powoli życie Dagmary jest coraz bardziej nią zainteresowany. Wręcz obsesyjnie, jakby się w niej zakochał.

Materiały jakie znajduje odkrywają rożne patologie i mogłyby być dowodem na to, że kobieta została zamordowana.

Mamy w książce trzy główne wątki: nielegalne śledztwo połączone z obsesyjną miłością, teorię spiskową oraz męską przyjaźń prokuratora, policjanta i księdza z licznymi odwołaniami do piłki nożnej.

Powieść jest ogromnie mizoginiczna – kobiety w niej istnieją tylko po to, aby: zaliczać je w toalecie, szczypać w tyłek, wikłać w związek bez przyszłości oraz by, jak jedna z bohaterek, wydarła swojego brata z rąk dręczycieli.

Autor szalenie się przejął informacją dotyczącą ogólnoświatowych podsłuchów ale zniosło go w stronę handlu organami i przemocy w domu dziecka.

Nie odmówił sobie też zabawy nazwiskami:

Frost w języku angielskim znaczy mróz, szef agencji reklamowej nosi nazwisko Bucyk, lekarz – Bokser, zasłużony dziennikarz to Oliwa, pułkownik ABW nazywa się Rozwałka, komendant policji – Latarnik no i prokuratorzy: Gębala, Makurat, Tabakiernik.

Mamy też watek biblioteczny – Bolesta zaprzyjaźnił się z księdzem gdy organista zabił swoją żonę bibliotekarkę. Bo za dużo czytała?

Wadą tej pozycji są „wypełniacze”, a już wykład na temat mediów i losów świetnych dziennikarzy wyrywa szczęki z zawiasów.

Zachętą dla młodego czytelnika ma być telefoniczna aplikacja VIUU.

Wpiszcie w Google hasło Dagmara Frost i obejrzyjcie zamieszczone materiały – jeśli macie za dużo wolnego czasu.

Książka jest sprawnie napisana, czyta się ją bez wyciskania intelektualnych siódmych potów ale szkoda, że wydawnictwo nie namówiło autora na skróty.

 

 

niedziela, 06 grudnia 2015

Dzisiaj jest 6 grudnia a więc powinien w nocy przyjść do mnie św. Mikołaj z prezentami.

W piątek przyszedł diabeł - stróż i zawirusował mi dokumentnie laptop.

Zaniosłam go do fachowca ale czy uda mu się coś odzyskać?

Najbardziej mi szkoda zdjęć, które robiłam przez kilka lat.

O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek