O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
czwartek, 31 marca 2011

„Dzień dobry tv” Rogera Michella czyli jak wygląda praca w telewizji śniadaniowej.

Fajny film dzisiaj widziałam. Telewizyjne momenty były.

Pełna energii Becky Fuller (Rachel McAdams) jest producentką w lokalnej telewizji. Od koleżanki dostaje koszulkę z napisem „Zgadzam się” bo są pewne, że szef wezwał Becky, aby awansować. Niestety, koszulka nadawała się do  kosza albo do wycierania nosa albowiem Becky została zwolniona mimo pracowitości, dyspozycyjności i wielkiego zaangażowania.

Rozesłała swoje CV do wielu stacji i po jakimś czasie odezwała się IBS. Najpierw przetłumaczyłam ten skrót jako „I będziesz suką”, potem „I będziesz sławna”.

Oferta z jednej strony jest atrakcyjna, bo to stacja ogólnokrajowa, z drugiej strony nie za bardzo, bo program śniadaniowy o niskich notowaniach.

Nikt Becky nie podtrzymuje na duchu. Mamusia świetna nadzwyczaj namawia, aby wreszcie zeszła na ziemię.

Szef w nowej pracy (Jeff Goldblum) umniejsza ją wskazując na ukończenie słabego koledżu.  Prezenterka, była miss Arizony (Diane Keaton) jest przekonana, że Becky nie da sobie rady, przy okazji narzekając na swoją pracę. Najlepszy w tym zestawie pierwszej pomocy jest prezenter fetyszysta, wielbiciel kobiecych stóp. Proponuje sesję fotograficzną od zaraz w jego garderobie.

Jak opanować tę menażerię?

Na pierwszym zebraniu wyrzuca fetyszystę z pracy. Wszyscy zachwyceni. Jest bystra i odporna na stres więc radzi sobie z pracownikami i organizacją programu.

Ma jeden kłopot – brak współprowadzącego. Okazuje się, że stacja zatrudnia świetnego dziennikarza Mike`a Pomeroya, który został wyrzucony z programu informacyjnego za picie ale ma kontrakt i pobiera niezłe wynagrodzenie.

Bystra Becky znajduje w jego kontrakcie zapis, który zmusza Mike`a do przyjęcia propozycji pracy. Ale jest wściekły, bo nienawidzi tych pogaduszek o niczym. Chodzi z nadętą miną, upija się, trzeba go wyciągać z baru, pilnować, prosić, przekonywać i przekupywać.

Program nabiera rumieńców gdy Coleen i Mike zaczynają sobie dogryzać na wizji.

Po drodze Becky zakochuje się i dzięki różnym odlotowym pomysłom ocala program przed zdjęciem z anteny.

A że to film amerykański jest więc wstawiono kiepską scenę słabości twardziela Mike`a, który przestrzega bohaterkę przed całkowitym poświęceniem się pracy.

Zapamiętałam cytat Mike`a: „jeśli ci mówią wyluzuj się, to znaczy, że chcą ci wsadzić pięść w de”.

Całkiem niezła jest to komedia a Rachel McAdams wypełnia ekran z wdziękiem i energią biegając w wysokich bardzo szpilkach.

 

 

Tagi: film recenzja
20:56, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (2) »
środa, 30 marca 2011

 Dzień roznoszenia plakatów i ulotek o zajęciach kolażowych.
Najpierw księgarnia przy mojej ulicy. Potem Dom Dziennej Opieki Społecznej dwie ulice dalej.
W pokoju kierowniczki kładę torebkę na fotelu, a do biurka podchodzę z reklamówką. wyciągam teczkę z materiałami informacyjnymi, przekazuję wyjaśniając o co chodzi,
chowam teczkę i wychodzę myśląc o następnych punktach programu. Idę do przystanku tramwajowego i w połowie drogi orientuję się, że nie mam ze sobą torebki. Co przeżyłam w tejże chwili nie da się opisać.
Pobiegłam z powrotem, cała spływając potem.
Kierowniczka nawet nie zauważyła, że torebkę zostawiłam. Potem juz człapałam kompletnie nie będąc w stanie cieszyć się wiosennością pogody. Podjechałam do pl. Powst.Wielkopolskich i doszłam do pl. św. Macieja.
Kopertę-pakiet informacyjny wrzuciłam do skrzynki
Klubu pod Kolumnami, zaniosłam plakaty do biblioteki przy ul. Łokietka i do CAL-u.
Wstąpiłam do sklepu byłej czytelniczki ale jej nie było, a nie chciałam personelu obarczać przekazywaniem prośby.

Człapu, człap (dobrze, że ubrałam najwygodniejsze buty z wentylacją czyli otworami) doszłam do przystanku. 
Podjechałam do biblioteki przy ul. Roosevelta gdzie postawiono mnie na nogi psychiczne dobrą herbatą (wiśnie w rumie) i rozmową, m.in. o kotach. I o postaciach negatywnie ubarwiających życie bibliotekarek publicznych.
Poza zwierzchnikami nader sympatycznymi, oczywiście, niewątpliwie, he, he, he.

Mnie już nie - jak cudnieeee!

Chciałam też odwiedzić Radę Osiedla mojego ale zastałam kratę na drzwiach. Zostawiłam więc kolejną kopertę z informacjami.
Daję Panu Bogu szansę i wypełniam kupon. W kopercie :)
Zostały mi jeszcze dwie biblioteki i jeden klub seniora.

W ramach "witaj wiosno na talerzu" nabyłam pomidory i surowego ogórka. Ciekawa jestem ile tam jest witamin, a ile chemii. Jak już muszą ją stosować to czy nie mogłyby to być jakieś z lekka dopinujące środki?
Nieszkodliwe, a dobrze wpływające na organizm scharatany zimą.

Taki mam postulacik wiosenny.

A Wy?

p.s, torebka z internetu :)

poniedziałek, 28 marca 2011

 We Wrocławiu, w Domu Edyty Stein, przy ulicy Nowowiejskiej, w ramach Stowarzyszenia Żółty Parasol  (www.parasol.net.pl) działa klub seniora o nazwie "Impuls".

A oto historia  żółtego parasola:

Był kiedyś pewien kraj, szary i smutny, gdzie bardzo często padał deszcz i wszyscy mieszkańcy używali czarnych parasoli. Zawsze czarnych. Pod parasolem wszyscy mieli smutne i ponure twarze... Nie mogło być inaczej pod czarnym parasolem! Pewnego dnia, gdy padał gęsty deszcz, niespodziewanie pojawił się pewien dziwny człowiek, który szedł pod żółtym parasolem. I jakby tego było mało, ciągle się uśmiechał. Niektórzy przechodnie patrzyli na niego zgorszeni spod swoich czarnych parasoli i mruczeli pod nosem: „Patrzcie, jaki bezwstydnik. Jest śmieszny z tym swoim żółtym parasolem. To niepoważnie!" Byli też tacy, którzy mówili: „Co za pomysł chodzić z żółtym parasolem? Ten typ to ekshibicjonista, po prostu chce zwrócić na siebie uwagę."

Tylko mała Natasza nie wiedziała, co o tym myśleć. Jedna myśl chodziła jej uporczywie po głowie: „Kiedy pada deszcz, parasol jest zawsze parasolem, czy żółty, czy czarny, ważne, by mieć parasol, który chroni przed deszczem". Co więcej, dziewczynka zorientowała się, że ten pan pod żółtym parasolem miał minę człowieka spokojnego i szczęśliwego. Zastanawiała się, dlaczego tak jest?

Pewnego dnia, wychodząc ze szkoły, Natasza uświadomiła sobie, że zostawiła swój czarny parasol w domu. Wzruszyła ramionami i poszła do domu z odkrytą głową, pozwalając, aby deszcz zmoczył jej włosy. Przypadek chciał, że po chwili przeciął jej drogę człowiek z żółtym parasolem i zaproponował:
- Chcesz się schronić?
Natasza się zawahała. Gdyby przyjęła propozycję, wszyscy by z niej żartowali. Ale za chwilę przyszła jej do głowy inna myśl: „Kiedy pada deszcz, parasol jest zawsze parasolem, czy żółty, czy czarny, czy to ważne? Zawsze lepiej mieć parasol, niż moknąć na deszczu!" Zatem schroniła się pod żółtym parasolem. Wówczas zrozumiała, dlaczego nieznajomy był szczęśliwy: pod żółtym parasolem nie było już brzydkiej pogody. Czuła się tak, jakby jej buzię oświetlało słońce. Natasza miała minę tak zdumioną, że mężczyzna zaczął się śmiać:
- Wiem, również ty bierzesz mnie za dziwaka, ale chcę ci wszystko wytłumaczyć. Kiedyś i ja byłem smutny jak wszyscy mieszkańcy tego kraju, gdzie zawsze pada deszcz. Również i ja miałem czarny parasol. Ale pewnego dnia wyszedłem z biura i zapomniałem parasola. Na mojej drodze spotkałem człowieka, który mi zaproponował, aby skryć się pod jego żółtym parasolem. Tak jak ty, zawahałem się, gdyż obawiałem się reakcji ludzi. Jednak ten człowiek nauczył mnie, dlaczego pod czarnym parasolem ludzie są smutni: deszcz i czarny kolor parasola wprawia ich w zły nastrój i nie mają żadnej chęci, aby rozmawiać. Potem, nagle człowiek ten poszedł, a ja zdałem sobie sprawę, że miałem w ręku jego żółty parasol. Goniłem go, ale nie zdołałem go znaleźć. Zniknął. Zatem zachowałem żółty parasol i ładna pogoda nigdy mnie nie opuściła.
Natasza zawołała:
- Co za historia! Czy nie czuje pan skrępowania, mając parasol kogoś innego?
Mężczyzna odpowiedział:
- Nie, bo wiem dobrze, że jest to parasol nas wszystkich. Tamten człowiek otrzymał go najprawdopodobniej od kogoś innego.

Kiedy przyszli przed dom Nataszy, pożegnali się. Mężczyzna zniknął, a dziewczynka spostrzegła, że ma w ręku jego parasol. W ten sposób Natasza otrzymała żółty parasol, ale już wiedziała, że wkrótce zmieni on właściciela. Przejdzie w inne ręce, by nieść dobrą pogodę i rozświetlać smutne twarze.

Dzisiaj byłam tam na prezentacji dotyczącej Algerii. Opowiadał o niej starszy pan, który przez 3 lata (1980-83) wykładał na uczelni w Oranie. Ale o tym kraju możecie poczytać w necie. Historia żółtego parasola wydaje mi się być bardziej uniwersalna.

 

 

czwartek, 24 marca 2011

Fajny film dzisiaj widziałam. Końskie momenty były.

O reżyserze:

Wiesław Saniewski ukończył matematykę na Uniwersytecie wrocławskim, a potem scenopisarstwo w Łodzi. Był dziennikarzem i krytykiem filmowym. Zrealizował 9 filmów fabularnych (najbardziej znany to „Nadzór”) i 3 dokumenty. Napisał wiele scenariuszy, reżyserował w teatrach. Wielbiciel koni i wyścigów konnych. Widziałam go kilkakrotnie na wrocławskich Partynicach.

 O filmie:

Oliver Linovsky (Paweł Szajda) młody amerykański pianista polskiego pochodzenia zostaje porzucony przez żonę. Wyjeżdża na tournee do Europy, w Polsce ma zagrać we Wrocławiu, w Hali Stulecia. Wychodzi na scenę i schodzi z niej nie zagrawszy ani jednej nuty. Musi więc zapłacić ogromne odszkodowanie lecz nie ma takich pieniędzy, bo w łańcuchu pokarmowym świata artystycznego jest na końcu. Jego konto zostaje zablokowane, rezerwacja hotelu i lotu anulowane.

Zabiera go do siebie, poznany w barze, były nauczyciel matematyki i gracz na wyścigach Frank Górecki (Janusz Gajos). I bez uśmieszków proszę. Nic z tych rzeczy.

Frank urodził się w Chicago i ma barwny życiorys. Wprowadza Olivera i nas w świat koni, nie tylko ścigających się. Pianista zakochuje się, a jemu i nam towarzyszy na przemian muzyka Chopina i Elvis Presley z piosenką o Chicago.

Akcja dzieje się we Wrocławiu, moim rodzinnym mieście.

Frank chce pomóc Oliverowi, a także nigdy niewidzianemu synowi w Stanach dlatego wszystko stawia na jednego konia. Jedziemy więc do Baden Baden, gdzie wśród tłumu graczy widzimy Saniewskiego.

 W rolę diabła kusiciela profesora Karloffa (Borys Karloff grał w filmach o Frankensteinie) wciela się Wojciech Pszoniak.

Matki, realizującej, w dość okrutny sposób, swoją nieudaną karierę za pomocą syna, Grażyna Barszczewska.

Dziadka – Emil Karewicz.

Film jest opowiada o tym co w życiu najważniejsze – o pasjach, priorytetach i o miłości, także do koni.

Nie napiszę jak się kończy, zobaczcie sami. Warto choćby dla samego Gajosa, który naprawdę wielkim aktorem jest.

 Tu można przeczytać wywiad z reżyserem:

http://www.stopklatka.pl/wydarzenia/wydarzenie.asp?wi=75098

Tagi: film recenzja
18:58, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (1) »
wtorek, 22 marca 2011

 "Skąd wiesz?" czyli wszystko dobre, co się dobrze kończy. Ale co się namęczem, co się natrudziem, co się krawata nabrudziem.

Lisa (Reese Witherspoon) od dwunastu lat gra w żenskiej drużynie basebolla. Aż tu nagle manager uznaje, że dosyć tego dobrego i wyrzuca ją z zespołu. W dodatku nie zawiadamia jej o tym osobiście. A już myślałam, że to są peerelowskie tradycje.

George (Paul Rudd) pracuje w firmie ojca Charlesa (Jack Nicholson) i  otrzymuje pismo informujące, że jest oskarżony o przekręty. Nie ma pojęcia o co chodzi. Jego dziewczyna odchodzi obiecując wspierać gdy nie będzie miał kłopotów, aby nie psuć związku napięciami spowodowanymi sytuacją. Wzruszyła mnie szalenie.

Lisa ma romans ze sportowcem Matty (Owen Wilson), narcyzem większym niż grzyb po wybuchu bobmy atomowej. Lubię narcyzy ale naturalnej wielkości.

Lawina nieszczęść nie toczy się, jak ja kiedyś ze schodów,z wizgiem i poślizgiem. Albowiem Lisa a to się wrowadza do uładzonej nader i wypasionej chaty Matta, a to - pakując sześć wielkich toreb w pięć minut - wyprowadza. Może film powinien mieć tytuł "Pakowanie na śniadanie"?

Oto dowcip ze środowiska sportowego: kiedy wiadomo, że jesteś zakochany? Gdy używam prezerwatywy z przygodnymi dziewczynami. Powalił mnie wyrafinowaniem. Na szczęście jest parę lepszych momentów.

Jack Nicholson robi wszystko, aby utrwalić swój wizerunek starego bardzo wrednego faceta.

Film ratują drugoplanowe postaci jak Annie (Kathryn Hahn) sekretarka Georga,  portier, psycholog grany przez aktora, który był neurotycznym detektywem Monkiem (Tony Shalhoub).

Wredny tatuś oczekuje, że syn przyzna się do jego machlojek i pójdzie do więzienia. Matty ciągłych zachwytów od Lisy. George miota się między tatusiem a rosnącym uczuciem.

Happy end odbywa się  na przystanku autobusowym.

Film wyreżyserował James L. Brooks autor świetnego obrazu "Lepiej być nie może".  Zjęcia wykonał Janusz Kamiński.

Tagi: film recenzja
21:21, alodia1949
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 marca 2011

   Wbrew pozorom i zdjęciom powyżej nie byłam ani na planecie małp, ani w zoo, aby uczcić kalendarzową wiosnę.

Piękny, choć chłodny, nam dziś dzień nastał. W jednej z galerii handlowych uwito ogródek z bialymi narcyzami i nierozkwitniętymi hiacyntami. Część z nich w białych misach. Jedna z nich całkiem nieduża, wręcz prowokująca do zaopiekowania się nią. Takie chap i mnie złap :) jeśli zdołasz. Nie żebym miała taki zamiar.

Wystawę "Planeta małp" można obejrzeć na ulicy Świdnickiej obok poczty. Widzicie podobieństwo? :)

Odwiedziłam punkty informacji turystycznej i OKiS w Rynku, pobrałam materiały informacyjne dla podwójnego pożytku swojego. Przeczytam, dowiem się co, gdzie, kiedy, a potem wytnę co nieco do kolaży.

Przejściem Jerzego Grotowskiego minęłam Rynek-Ratusz i na murze zobaczyłam tabliczkę:

No, nie wiem. Czy przy płaceniu także?

W sklepie z tkaninami nabyłam niewielką resztkę we wzorek. Ulubiony czyli koty. Pewnie zrobię z nich następne woreczki na prezenty. Mam już ich 25, większość z kory (resztki po uszyciu właśnie kończącej swój żywot podomki), parę z dwóch nowych ściereczek kuchennych i dwie z małej apaszki. Po co kupować ozdobny papier pakunkowy lub torebki, które po wyjęciu prezentu się wyrzuca. Woreczki z materiału mogą być wielokrotnego użytku. Ekologicznie myślmy i działajmy. Widziałam w telewizji kobitkę, która prowadzi taki biznes. Jej woreczki są dopieszczone, wymodzone, ozdobione. Aż szkoda komuś takie cudo podarować. Mam maszynę ale szyję na niej dość krzywo więc moje dziełka są troszkę kaprawe. Nie idą na wystawę, sprzedawać ich też nie będę. Zdjęcia małp wydały mi się ciekawsze niż moich woreczków. A wy jak uważacie?

W ramach działania na swój sfatygowany mózg nabyłam dwa plastry świeżego dorsza w nowootwartym sklepie. Dostałam w prezencie wafelek. O, to mi się podoba! Do każdych zakupów ponad 15.- złotych poproszę tego typu zachętę. Jej wartość mogłaby zależeć od kwoty wydanej.

A we Wrocławskim Centrum Seniora dowiedziałam się, że mają zakaz kolportowania pisma "Wrocławski Senior". Czego to ludzie nie wymyślą! Osobiste rozr(g)rywki to są?

I tym pytaniem kończę nie łamiąc sobie gowy tym problemem.

 

niedziela, 20 marca 2011

 O lewej: Róża, Stokrotka i Powolniak

***********************************************************

Powolniak - Róża ma więcej pierscionków zaręczynowych niż jubiler.

**************************************************************

Powolniak - snily mi się czarne chmury, mogą mnie wciągnąc i sprasować

Stokrotka - to by ci się przydało

(oboje są puszyści)

*************************************************************

Stokrotka - żyć z Powolniakiem, to żyć jak z umarlakiem

Powolniak - nooo, ładnie

*************************************************************

Powolniak: ja posiedzę z tatą, nawet jak gada od rzeczy to i tak mądrzej niż Hiacynta

**************************************************************

Stokrotka - co się stało z tą paskudną dziewczyną z którą włóczyłeś się przed slubem?

Powolniak - ożeniłem sie z nią

**********************************************************

Powolniak - lubie się ubierać z niedbałą elegancją, im bardziej niedbala, tym bardziej elegancka

(stale chodzi w obcisłym podkoszulku trzeciej świeżości)

*************************************************************

Powolniak do Stokrotki (żona) - czy zauwazylaś, żr czasem dopada człowieka kosmiczna pustka i bezsens?

**************************************************************

Powolniak budząc się koło południa w łóżku małżeńskim ze Stokrotką - to byla noc pełna intelektualnego niepokoju

Stokrotka - chrapanie nie ma nic wspólnego z intelektualnym niepokojem

*************************************************************

Hiacynta o synu - Sheridan studiuje na wydziale haftu i szydełkowania

czwartek, 17 marca 2011
 
Naprawdę świetne! Zachecam do pooglądania.
Dwoje amerykańskich projektantów poświęciło cały weekend, aby... układać książki. Jednym razem ustawiali je według wielkości, innym razem według kolorów okładek. Każdą zmianę ustawienia książek na półkach dokumentowali zdjęciem. Tysiące zrobionych w ten sposób zdjęć ułożyli jedno po drugim – tak powstał wyjątkowy film w technice poklatkowej, z wirującymi między półkami książkami  w roli głównej.
 
Napiszcie jak Wam się podobało.
 
A tu dobra rada:
 
 
 
I jak?
Tagi: biblioteka
23:01, alodia1949 , różne
Link Komentarze (1) »
wtorek, 15 marca 2011

Życie bohaterów najnowszego filmu Woody Allena nie jest szczęśliwe ale za to prawdziwe.

 Porzucona przez męża Alfiego (Anthony Hopkins) po czterdziestu latach małżeństwa Helena (Gemma Jones) szuka pomocy u wróżki Crystal, którą poleciła jej masażystka. Jest nieszczęśliwa i trochę popija.

Za to Alfie poczuł się samcem alfa. Kupił sportowe auto, elegancką garsonierę i stał się bywalcem fitness klubu.

Ich córka Sally (Naomi Watts) z wykształcenia plastyk ma męża Roya, ktory wprawdzie skończył medycynę ale poczuł się pisarzem. Wydanie pierwszej powieści utrzymało go w przekonaniu, że jest to jego powołanie. Niestety, od dwóch lat pisze następne dzieło, które tym razem wydawca odrzuca. Pociesza się więc podglądaniem sąsiadki imieniem Dia (Freida Pinto).

Finansowo wspomaga ich matka otrzymująca pokaźne alimenty. Teściowa i zięć nie lubią się bardzo, Sally jest między młotem a kowadłem. Aby ratować domowy budżet zatrudnia się w galerii gdzie jej szefem zostaje Greg (Antonio Banderas). 

Tatuś Alfie nie tylko zażywa ćwiczeń na siłowni ale i viagrę. I udawadnia sobie, że jest w kondycji trzydziestolatka żeniąc się z młodą panienką lekkich obyczajów. Obsypuje ją drogimi prezentami oczekując, że nie tylko będzie podzielać jego kulturalne zainteresowania ale i urodzi mu syna.  

Bohaterowie ciągle oczekują, że inni spełnią ich nadzieje.

Helena, że spotka miłość swojego życia, a trafia się jej Jonathan (Roger Ashton-Griffiths) nieumiejący pogodzić się ze śmiercią żony.

Sally, najpierw że mąż się zmieni i dorośnie, potem, że Greg ją pokocha. I założy własną galerię na którą pożyczy pieniądze od matki.

Roy, że napisze wspaniałą powieść co doprowadza go do kradzieży pracy kolegi, który o mało nie zginął w wypadku.

Według mnie jest to jeden z najlepszych ostatnich filmów Allena. Akcja płynie wartko choć spokojnie, nie ma znerwicowanego inteligenta granego przez Allena, aktorzy świetnie oddają charakter postaci, w dodatku wykonawca roli Roya przypomina trochę Zbigniewa Cybulskiego bez okularów.

Życie każdego z nas jest Odyseją, ale nie na każdego w domu czeka wierna Penelopa. I musimy się z tym pogodzić.

Świetny to jest film, bardzo polecam.

Tagi: film
19:10, alodia1949
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek