O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
niedziela, 31 marca 2013

 Za oknem pada śnieg, w internecie pełno dowcipów, a to wyciagamy z piwnicy sanki, a z pawlacza choinkę, a to pisanki jako bombki (jeśli to nie wydmuszki to będą z opoźnionym zapłonem czyli smrodem), a to na sniadanie wielkanocne karp i makowiec. Ale postawmy sobie:

 

jeśli nie macie czasu na upieczenie kurczaka załączam szybkowar:

i serwuję jajko - niespodziankę

zajączek zadowolony, bierzmy z niego przykład

kurczak także w formie :)

Wczoraj zaczęłam wpisywać swoje 18-te opowiadanie w komputer, ma 38 stron i akcję w redakcji gazety. Dzieje się wiele kompletnie bez poprawności wszelkiej. Wesołych Świąt i wiosny rychłej Wam życzę!

środa, 27 marca 2013

A to część świątecznej dekoracji w bibliotece przy ul. Roosevelta:

zabawna pisanka z biedronką, nie wiem z czego ona się tak cieszy, zimno przecież, wiatr ostry dmucha w twarz, resztki śniegu i lodu leżą na ziemi.

A ja ostatnio zakupionym bardzo ostrym nożem uciachałam sobie kawałek spory paznokcia ze środkowego palca lewej ręki. Krew sikała, ja wyłam z bólu, Misia przestraszona dziwiła się bardzo. To ciachanie nie odbyło się w ramach rozrywki ale w trakcie przygotowywania składników bigosu. Ugotowałam go, smaczny jest ale diabeł musiał namieszać :(.  Takie są jego prezenty.

niedziela, 24 marca 2013

 Przepis to prosty a bardzo smaczny.

SKŁADNIKI:

- 4 udka kurczakowe (lub inne mięso np. gulaszowe)

- pół kilo małych pieczarek borowikowych (mają ciemne główki)

- 2-3 jabłka

- cebula (ja używam prażonej gotowej), sól, pieprz czarny lub ziołowy

WYKONANIE:

Pieczarki dokładnie myjemy, odcinamy ciemne miejsca na nóżce, osuszamy ręcznikiem papierowym, udka myjemy i osuszamy, jabłka myjemy, kroimy na ćwiartki, wycinamy gniazda nasienne, przy okazji trzecie jabłko możemy zjeść. W garnku lub na głębokiej patelni rozgrzewamy olej, wkładamy udka, pieczarki, jabłka, cebulę. Mieszamy aż się podsmażą, zmniejszamy ogień, jeśli nie ma sosu dolewamy wody. Mieszamy od czasu do czasu, dusimy do miękkości mięsa. Podajemy z ziemniakam lub makaronem oraz surowką ulubioną.

Smacznego. Idę coś zjeść, bo zgłodniałam jak to pisałam :)

 

wtorek, 19 marca 2013

 

 Czasami tak uroczo wyglądam :D. A dlaczego? Bo nie ma dla mnie nic gorszego niz połączenie spadku ciśnienia, meteopatii i działań diabła stróża.

Rura w łazience nadal przecieka, hydraulika brak. Ściana mokra i niedługo mury runą, runą, runą... Jak fajnie.

Wczoraj nabyłam bochenek pięknie wypieczonego chleba w prywatnej piekarni. W domu ukroiłam piętkę (uwielbiam) i zjadłam ze smakiem. Mam fajny nóż z ząbkami (ten to ma dobrze, nie musi chodzić do dentysty), kroję nim co potrzebuję. Zajęłam się odrysowywaniem sylwetek kotów na olorowe kartony i zgłodniałam. Postanowilam ponowić kontakt z chlebkiem pysznym. Idę więc po nóż. W kuchni nie ma. W pokoju nie ma, na i w lodówce nie ma, w śmieciach też nie, w łazience może? Ależ skąd! Diabeł ogonem nakrył. Pozostało pomodlenie się do świętego Antoniego za pośrednictwem mojego dziadka o tym samym imieniu. Pomyślałam jednak, że jak kupię podobny to tamten na pewno się znajdzie.

Dzisiaj poszłam do Infopunktu Łokietka 5, aby wespół w zespół napisać pismo do władz w sprawie rozkładów jazdy miejskiej komunikacji. Są one, te rozkłady, pisane zbyt małym drukiem, umieszczane po ciemnej stronie chodnika (przecież jeśli będą pod latarnią to nikt ich nie posądzi o czyny nierządne - prawda?), za wysoko lub za nisko, od strony torowiska lub ulicy co stanowi zagrożenie dla pasażerów.  Osoby odpowiedzialne za takie rozmieszczenia powinny za karę myć wiaty lub tramwaje/autobusy - za darmo. Poza tym mamy tablice świetle, ale nie ma na nich informacji o opóźnieniach, awariach, zmianach trasy - a powinna być taka opcja. Szybko nam poszło, albowiem tercetem jesteśmy zdolnym. Za to wypadło mi szkło z okularów, chyba powinnam nosić ze sobą mały śrubokręt, bo paznokieć nie wystarcza do przykręcenia.

W sklepie papierniczym przy ul. Kilińskiego kupiłam dwa dziurkacze jajeczne. Za to zabrakło małych oczek do przyklejenia kurczakom i kotkom na kartkach. Cóż, będzie jajecznica bezoczkowa ;).

No i udałam się, nie bacząc na śnieżycę, na poszukiwanie noża w sklepach. Wylądowałam (na dachu - ha, ha, ha) w "Feniksie". Oferta nożowa jest tam bogata, m.in. noże ceramiczne o cenie kosmicznej jak dla mnie. Astronautą ani astronomem nie jestem, więc kosmos mnie nie interesuje. Nabyłam nie tani ale dostępny, przecież dostałam podwyżkę emerytury. Swoją drogą chyba dobrze, patrząc na to co się dzieje w różnych krajach, że u nas nie wprowadzono euro. Eurosceptycy zacierają ręce i nogi. Mają rację - zimno jest dosyć. Na tę temperaturę bardzo reaguje mój aparat fotograficzny. Jest naładowany ale na ulicy zdjęć robić nie chciał. W domu - i owszem. Fanaberyjny taki.

Nie omieszkałam odwiedzić działu papierniczego. Pooglądałam ofertę, dziurkacze ozdobne tam wymodzone wielce, w dodatku zapakowane, aby nie można być sprawdzić wzoru. Coś nabyłam i poszłam na przystanek w "Kameleonie" Teraz tam jest m.in. Rossman gdzie kupiłam puszki dla Misi. Gdy doszlam do kasy pomyślalam, że znam skądś tę panią, a ona do mnie jak bardzo żałuje, że nie ma już tej biblioteki. Okazało się, że to klientka naszego kiermaszu tanich książęk w bibliotece przy ul. Galla Anonima i Parkowej. Podałam adres biblioteki w której też takie można nabyć na co usłyszałam, że przychodzi się w takie miejsca także dla osoby. Jak miło! Podziękowałam, oczywiście.

W punkcie ksero zamówiłam wczoraj naklejki z moimi danymi (postanowilam sygnować swoje prace), sympatyczna pani Asia konsultowala ich wygląd ze mną poprzez Facebook, odebrałam je dzisiaj i nie zapłaciłam :(.

W domu zdjęłam zegarek i schowałam do szuflady (nie mogę zostawić na wierzchu, bo Misia traktuje go jak zabawkę do podrzucania) i co tam z brzegu leżało? Nóż zagubiony oczywiście. Więc mam teraz dwa, hahahaha :)

W następnym wpisie bedzie przepis na kurczaka z pieczarkami, sprawdziłam - pyszny jest.

 

niedziela, 17 marca 2013

 Wśrod osób do których wysyłam kartki świąteczne (w tym roku 12 osób) pocztą analogową są też kociarze. Na pierwszym miejscu jest pani od której dostałam Misię, potem, równrzędnie, koleżanka z którą pracowałam i zaprzyjaźnione małżeństwo. Trzeba było więc zrobić kartki z takim motywem. W sklepie z akcesoriami dekoracyjnymi kupiłam paczuszkę zawierającą sylwetki kota w różnych pozycjach, można je nakleić ale ja (oszczędna taka) odrysowałam i ozdobiłam:

a że nie brakuje wielbicieli drobiu, więc dla nich takie wykonałam, ten po lewej ma skrzywione spojrzenie na świat, u ludzi też się tacy zdarzają :) :

formaty kartek robię różne, wykorzystując dostępne materiały:

piątek, 15 marca 2013

 Wiosny nie widać :(. Na szczęście u nas zasp na ulicach nie ma. Za to duje zimny wiatr, nawet świecące słońce nie ociepla powietrza.

W jaki sposób składacie bliskim i znajomym życzenia świąteczne? Majlowo, sms-owo, telefonicznie czy kupujecie kartki i wysyłacie pocztą? Ja nie muszę ich kupować, robię sama. A w tym roku od koleżanki, mistrzyni kartek i stroików,  dostałam trochę materiałów. BARDZO dziękuję

Zainspirowała mnie, więc odwiedziłam różne pasmanterie oraz sklepy papiernicze. Dotąd nie wiedziałam, że można kupować kurczaki na metry, myślałam, że  tylko na sztuki. Zajączki też tak są sprzedawane. Niestety nie było takichże jajek. W dodatku nie ma dziurkaczy ozdobnych z ich kształtem, a nawet jak się ma wzór małego to wycięcie kształtnego jest bardzo trudne. Albo ja jestem tak mało zdolna. W każdym razie ponabywalam różne materiały i zrobiłam dwa rodzaje kartek - tak jak w ubieglych latach z ilustracji wyciętych z różnych materiałow papierowych oraz posługując się częścią darowanych mi. Te drugie są dla mnie trudniejsze, ale pierwsze koty za płoty.

Poniżej kilka przykladow twórczej i mrówczej pracy:

ja tu się artystycznie wyżywam, a diabeł chichocze i przytupuje - tym razem w łazience. Nad wanną jest mokra ściana - pękła rura? Taki przedświąteczny śmigus-dyngus? Nie lubię tego obyczaju.

sobota, 09 marca 2013

 Głównym tematem dzisiejszej giełdy były zwierzątka. Już po drodze na miejsce G. powiedziała, że jej jamnik ma 18 lat i zepsuła mu się sikawka. Na miejscu zastałyśmy dwie psice. Każda po przejściach straty pana/pani, Lena po udarze i ma przekrzywioną głowę. Jedna owczarkowa, druga brązowa husky. Diabeł zadziałał i mimo całonocnego ładowania baterii aparatu nie mogłam zrobić zdjęć suczkom. Obie nadstawiały się do głasków i siedziały przy stole kuchennym licząc na smakołyki od ludzi. Ja piłam herbatę w kubku z kocim motywem, tak się nim zachwyciłam, że dostałam go w prezencie od gospodyni wraz z materiałami do kolaży,  oto ten kubek:

W ramach wrodzonej życzliwości pomagałam koleżankom (było nas 17) mierzyć rzeczy mówiąc: "daj torebkę i PIN do karty", żadna go nie zdradziła :).

Można było nabyć termos w kształcie i kolorze beczułki, kalendarz prezesa, firanki, czapki, szaliki, torebek wybór, a wyjątkowo mało butów, obrazy i obrazki.

Dz. ubrałyśmy w tunikę, więc kupiła. I opowiedziała jak to poszła prześwietlić stłuczoną nogę z siniakami, zapytano dlaczego się nie umyła. Okulista potrzebny tam od zaraz.

Gospodyni wraz z koleżanką uszyły ręcznie piękne woreczki na swoje fanty:

a ja wylosowalam 2 miseczki ceramiczne utworzone przez artystę plastyka:

od Ewy dostałam żółte tulipany, więc z czerwonym wczorajszym nieźle się komponują:

odwiózl nas wnuk E. ale żeby mi nie było za dobrze (diabeł jak ORMO czuwa) zapomniałam zabrać niesprzedane botki.

A kilka dni wcześniej dostałam od koleżanki bibliotekarki taki kubek - reklamówkę, czyją - jak myślicie? na odwrocie jest napis Unimil - umil sobie życie:  :)

 

piątek, 08 marca 2013

 Kobiety zawiadujące Domem Edyty Stein we Wrocławiu zorganizowały "Dzień Kobiet". Zaprosiły panie działające w różnych dziedzinach: Barbarę Gulbinowicz - malarkę, która wystawiła kilkanaście portretów kobiet

Basia kupiła mój mały kolaż, bo taki kobiecy jest, a to jej obrazy:

ta mi się podoba szczególnie :)

Była też Agata Barczak ze swoimi misiami - nazwała je Kubuś Fochatek, albowiem "Miś jest jak człowiek, też może się fochać" zobaczcie www.fochatek.pl, a to twórczyni fochatków:

była też biżuteria Jagody Paszowskiej:

oraz odzież i torby z filcowymi ozdobami

 

Ja pokazałam swoje kolaże. Pani reklamująca firmę kosmetyczną pielęgnowała nam dłonie. Śpiewały też dwie młode i zdolne dziewczyny, na koniec zrobiono nam wspólne zdjęcie, a każda z pań dostała po tulipanie.

dzięki FB mam to zdjęcie (fot. GrzegorzMarkowski), tak wystawiałam swoje kolaże.

 

 

wtorek, 05 marca 2013

 sądzę, że plakat mówi wszystko, a więc do dzieła - jest okazja, aby zrobić przedświateczne porządki wśrod książek, zachęcam.

poniedziałek, 04 marca 2013

Wstęp: W Hollywood jesteś tyle wart, ile twój ostatni film

Sześćdziesięcioletni Hitchcock (urodził się w Londynie 13.08.1899) po premierze filmu „Północ, północny zachód” słyszy od taktownego nader dziennikarza pytanie, czy w jego wieku nie powinien już iść na emeryturę.

Alfred ani myśli i szuka pomysłu na nowy film. Właśnie wydano, opartą na faktach autentycznych, książkę „Psychoza”.

Tak zaczyna się opowieść o małżeństwie Alfreda i Almy Hitchcocków (Anthony Hopkins i Helen Mirren) oraz perypetiach związanych z kręceniem filmu „Psychoza” w 1959 roku.

Reżyser skoncentrowany na sobie, zajada i zapija stresy, nawet swoim psom daje wino. A w wolnych chwilach podgląda blondwłose aktorki w garderobie lub wpatruje się w ich zdjęcia. Po trzydziestu latach pożycia żona z coraz większym trudem znosi jego charakter i daje się uwieść komplementom kiepskiego scenarzysty.

Wytwórnia nie chce finansować nowego filmu, Hitchcock musi zainwestować swoje pieniądze z perspektywą utraty pięknego domu z basenem.

Praca jest obsesją reżysera do tego stopnia, że bohater najnowszego filmu nawiedza go we dnie i w nocy.

Cenzor czepia się szczegółów scenariusza i za skandal uważa pokazanie w filmie sedesu.

Hitchcock był geniuszem kina, ale bez intensywnej pomocy żony, która poprawiała scenariusze, zastępowała go na planie, pielęgnowała w chorobie, wspierała w trudnych chwilach i pomagała przy montażu, nie odniósłby takich sukcesów. Taka jest prawda nie tylko filmowa.

Film zdominowały kobiece role – przede wszystkim świetna Helen Mirren jako Alma, ponadto Scarlett Johansson jako Janet Leigh (bohaterka „Psychozy”) i Toni Collette jako Peggy asystentka. Natomiast Anthony Hopkins – spuśćmy zasłonę na tę rolę. Ma lepsze w swoim dorobku.

Film reżyserował Sacha Gervasi.

 

 

 
1 , 2
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek