O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
niedziela, 30 marca 2014

 Najpierw po wstaniu przestraszyłam się, bo obraz w lewym oku na dole falował mi i falował. A niczego procentowego nie piłam, używkowego nie wąchalam, ani nie zażywałam w jakiejkolwiek postaci. Diabeł stróż zaznaczył swoją czujną obecność na górze? Bo kopytem dowala mi w prawą kostkę, niegdyś skręconą. Rehabilitowaną ale widocznie nieskutecznie.

Byłam dzisiaj u znajomych, mają nie tylko koty ale i ogródek. A w nim kwiaty różne. Jeśli znacie ich nazwy proszę o podanie. Fiołki odróżniam :)

 zdjęcie nr 1

zdjęcie nr 2

zdjęcie nr 3 (fiołki)

zdjęcie nr 4

zdjęcie nr 5

 

 

 

22:24, alodia1949 , różne
Link Komentarze (3) »
niedziela, 23 marca 2014

 

Dawno nie było tu przepisu kulinarnego obiadowego, nawet upominano się o takowy.  Wymodziłam więc dzisiaj sobie takie danie:

SKŁADNIKI:

mięso jakie chcecie na kotlety, warzywa jakie chcecie, jabłko, surowy imbir, mandarynka

WYKONANIE:

Warzywa pokroić w plasterki, na głębokiej patelni rozgrzać olej, dusić na nim po kolei jarzyny i jabłko od najtwardszych do najszybciej stających się miękkie (np. brokuły), dodając kilka plasterków świeżego imbiru, posolić, popieprzyć.

Mięso na kotlety przygotować tak jak zwykle, posmarować wierzch utartym świeżym imbirem. Wyjąć uduszone warzywa  i na pozostałym tłuszczu usmażyć kotlety.

Podawać warzywa z kotletami, udekorować mandarynkami jak na zdjęciu.

 

 

środa, 19 marca 2014

 Dzisiaj dostałam numer 3 "Poradnika Bibliotekarza" z opowiadaniami nagrodzonymi w konkursie ogłoszonym przez Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, w tym moje. W paczce był też kalendarz okolicznościowy SBP i woreczek na zakupy - nie tylko książkowe jak mniemam :).

 

Zrobiłam kserokopie opowiadania i będę nim uszczęsliwiać różne osoby. Niektórzy poczują się dotknięci tym moim małym sukcesem. Ale to ich problem.

W ramach zajęć w "Studium  wieku" w SKIBIE ćwiczyliśmy asertywność. Bardzo udany pan prowadzący najpierw proponował kolejnym paniom pojście do kina, na kawę, na spacer zalecając odmowę. Podobno ja byłam najlepsza mówiąc  "Nie, dziękuję, nie skorzystam". Ma być słowo "NIE" na początku, ale nie przepraszamy, nie tłumaczymy się dlaczego odmawiamy. Potem już tak dobrze nie było, bo wypisaliśmy dwa komplementy (jeden z ktorym się zgadzamy, drugi - z którym nie, potem dwie uwagi krytyczne - tak jak wyżej - z jedną zgadzamy się, z drugą nie). Wymieniliśmy się kartkami i sąsiadka czytała nam to co napisaliśmy, trzeba było zgodzić się albo nie. podając jedną z formułek wypisanych na tablicy. I to wcale nie jest takie łatwe.

Trzecia część też była niezła, po kolei trzy pary siadły przed wszystkimi na krzesłach naprzeciw siebie i miały odegrać różne role. Poszłam na pierwszy ogień jako nachalnie namawiająca do nabycia karnetu teatralnego. A koleżanka miała się asertywnie obronić. Ależ wczułam się w rolę! Zasypałam kobietę potokiem słów (a przecież zwykle nie stosuję słowotoku). Ona spokojnie mówiła, że nie chodzi do teatru a ja znowu bla,bla,bla. Przy omowieniu powiedziała, że gdybym była dalej namolna zareagowałaby agresją.

Następna dwójka to matka i córka razem mieszkające, córka chce wyjechać, matka się sprzeciwia. Córka musi asertywnie postawić na swoim. Udało się.

Trzecia para to sąsiadki, jedna z nadzieją na spokojny wieczór, druga gadatliwa bez opamiętania. Asertywność miała polegać na niewpuszczeniu sąsiadki, aby nie zmarnowała zmęczonej kobiecie czasu. Nie udalo się.

Najgorzej miałam z takimi sytuacjami w bibliotece - jeśli akurat nie było czytelników, a czasem nawet jak byli znajdowały się osoby, których słowotok był nie do okiełznania. A asertywne zwrócenie uwagi wywoływało zdziwienie i oburzenie ale nie korygowało zachowania. Niektórzy są tak bezrefleksyjni i nastawieni na siebie, że trzeba od nich uciekać.

 

piątek, 14 marca 2014

„Witaj w klubie” reż. Jan-Marc Valle

WSTĘP: „Walcząc o życie, że nie mam czasu żyć”

O filmie:

Lata 80-te XX wieku, USA. Elektryk, pijak, erotoman, homofob i nie stroniący od kokainy hochsztapler Ron Woodroof (Matthew McConaughey) dowiaduje się, że jest chory na AIDS. Typowa pierwsza reakcja – zaprzeczenie. To lekarze się mylą, on jest zdrowy. Druga – agresja wobec wszystkich. Trzecia – walka o życie.

A że oficjalna medycyna nie zna jeszcze leku na tę chorobę Ron radzi sobie jak umie, bo „Umiesz liczyć? Licz na siebie”. Pomoc znajduje u lekarza bez prawa wykonywania zawodu. I tu bohater zwietrzył okazję do zarobku.  Kradnie, oszukuje, przemyca nielegalne leki i za duże pieniądze pomaga chorym. Współpracuje z narkomanem, gejem i transwestytą Rayonem (Jared Leto), którego nie lubi, ale nie ma wyboru, bo dotychczasowe środowisko go odrzuciło.

Ron walczy nie tylko o przetrwanie ale też ze służbą zdrowia i firmą farmaceutyczną dla której jego działalność jest zagrożeniem, bo firma prowadzi właśnie kampanię reklamową swojego leku. Władza też go nie kocha i rzuca kolejne kłody pod nogi. Jeden przeciw wszystkim. Zupełnie jak w klasycznym westernie.

W trakcie kolejnych doświadczeń staje się trochę innym człowiekiem. Wie już co to strach, ból, odrzucenie. Zbliża się do akceptacji i współczucia.

Ron jest wielbicielem rodeo, w trakcie którego jeźdźcy próbują pozostać choć przez 8 sekund na grzbiecie wierzgającego byka. Jego byk – choroba jest wyjątkowo wściekły, a publiczność widowiska nieprzychylna.

„Drzewa umierają stojąc”, bohater wielokrotnie się zachwiał ale nie poddał.  W dodatku jest to historia prawdziwa.

Duet McConaughey i Jared Leto jest najmocniejszą stroną filmu. Pierwszy wychudzony do granic możliwości, drugi niemożliwie wymalowany i ubrany. Obaj otrzymali  nagrodę Oscara. Film dostał też statuetkę za charakteryzację i fryzury. Polecam.

 

czwartek, 13 marca 2014

 We wtorek spotkałam się z koleżankami w środku miasta. Tam gdzie spojrzeć to jakiś krasnal siedzi, leży lub stoi.

ten objadł się pizzy i padł, widać po brzuchu, że wzdymająca była

a tu "Opiłek" i "Ogorzałek", ten pierwszy kojarzy mi się z metalowymi opiłkami, może raczej powinien być "Opojek"?

Chyba jednak wolę koty, dostałam pudelko metalowe takie, wg mnie świetne jest, nie wiadomo co pierwotnie zawierało, domniemywam, że jakieś pyszności - słodkości.

Wczoraj w SKIBIE wykład interaktywny o asertywności. Nie umiemy być asertywni - podobno to nasza wina, nie rodziców co to "dzieci i ryby głosu nie mają", nie nauczycieli (w naszym pokoleniu) co to "nic nie wiesz, nic nie umiesz", nie zwierzchnicy wykorzystujący i mobbigujący nas, a wszyscy umniejszający i jeszcze oczekujący zachwytów.  Szczególnie kobiety wychowywane były tak, aby służyć, pomagać, opiekować się a nie myśleć o sobie i dawać sobie prawo do odmowy. Choć znam takie, które są w tym mistrzyniami - myśleniu tylko o sobie i odmawianiu. Ze starszego i  mojego pokolenia.

I nie do końca się zgadzam, że to tylko nasza wina, ten brak asertywności. Za tydzień będziemy ćwiczyć celną asertywną ripostę. Na stwierdzenie, że można się asertywności nauczyć jedna z pań stwierdzila, że chyba już nie zdąży. Widocznie tak trudne to się jej wydaje. Łatwe nie jest i w dodatku często reakcje innych na naszą asertywność są negatywne. Sobie za to dają prawo do odmowy nieustannej. Asertywni są do bólu, bo często myli im się z agresją.  Asertywność jest pomiędzy uległością a agresją.

Mam już przepisy na pączki i ciastka medaliony - dodam je do umieszczonych tu opowiadań kulinarnych.

sobota, 08 marca 2014

 Dwa tygodnie temu zapytałam majlowo gospodynię dzisiejszej giełdy czy możemy się u niej spotkać. Zgodziła się i zapytała czy tulipany są obowiązkowe. Jasne - tulipany i rajstopy tylko brak wręczajacych. Albowiem: miesz liczyć - licz na siebie. I tak było.

Za to diabel nam trochę poszalał, najpierw ukrył małe serduszko (oddał) i grube używane skarpety jakie jedna z pań zdjęła, bo było jej za gorąco. I, cham jeden, nie oddał. Na pewno wsadził do torby jednej z uczestniczek, a to się zdziwi w domu po wyjęciu rzeczy. Mam nadzieję, że przyniesie i odda następnym razem.

Ja natomiast wyprałam wszystkie tzw. "niewymowne" i musiałam na giełdzie zastosować listek niefigowy, taki:

Ala za wcześnie wyszła z giełdy a potem była przez rodzinę poszukiwana. Dokąd poszła? Na mój sms nie odpowiedziała. Dziwne.

R. na giełdę nie dotarła, z majla w domu dowiedziałam się, że zamiast na Karłowice dotarła na Karłowicza.

Kopytkowy rży z uciechy.

Wczoraj w klubie Impuls obchodziłyśmy, przy stole pingpongowym nakrytym granatowymi prześcieradłami, Dzień Kobiet. W ping-ponga nie grałyśmy, piłeczek nie dostarczono, mandarynki są za miękkie. Rakietek też nie było, talerzyki niezbyt przydatne do tego celu. Tak więc sportowo nie wykazałysmy się. Baterii przygotowanej całej nie zużyłyśmy, za mały przelew mamy, ja w ogóle, bo antybiotyk kontynuuję.

Fant (loteria fantowa kończy każdą giełdę) wylosowany przeze mnie wygląda tak:

żebym jeszcze wiedziała do czego ten tajny kod jest to bym go użyła może.

 

 

poniedziałek, 03 marca 2014

 Mam niezmierzone przestrzenie domowe dlatego czasem coś mi się niechcący zmiesza. Tak było z solą i mąką. Zamiast to wyrzucić dodałam wody i zrobiłam masę solną, foremkami do ciastek wykroiłam figurki i upiekłam jak poprzednio w piekarniku, po cieście drożdżowym z bakaliami. Albowiem dla jednych "Na frasunek dobry trunek", a ja "Na chorobę upiekę ciasto drożdżowe".

za jednym zamachem załatwiłam 3 pory roku: wiosnę (kurczak), jesień (grzyb) i zimę (choinka i bałwanek) :).

Koleżanki wbibliotece przy ul. Roosevelta znalazły w książce pocztówkę/wywieszkę:

dosadna kobieta to była, ktora to wymyśliła :), może w ramach rozstania z bubkiem jakimś?

O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek