O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
piątek, 29 kwietnia 2011

 Kasa wdrapała się na moje czwarte piętro. A, że była w torbie młodego  listonosza nie sprawiło jej to trudności. No i jednobanknotową była więc lekką. Postanowiłam ją przeputać.Wczoraj poszłam do kina, a dzisiaj kupiłam dwie bluzki. Bardzo letnią i mniej. Może któraś z nich przyda się na imprezie 9 maja.

A propos - zrobiłam kserokopie kolorowe kolaży zakładek do książek, będą dla uczestników spotkania.

Szykuję i pakuję różności - jako prezenty oraz ofertę do nabycia.

Poszłam na Olimp codzienności wraz z pralką, ścierkami i szczotką do wc.  Nie jest to moje ulubione towarzystwo.

Ale czy chciałabym znaleźć się wśród gości na ślubie Kate i Wiliama? Niekoniecznie, szczególnie na obowiązek włożenia kapelusza. Ale widziałam tam panie tylko z małym stroikiem. Zgrabnie obeszły nakaz. 

Dzisiaj jeszcze pojechałam do rynku i  obeszłam kilka punktów gdzie zaopatrzyłam się w informator "Co Jest Grane". Chciałam pobrać więcej egzemplarzy, a dają najwyżej po dwa. Trzeba więc peregrynować po prośbie.

Jest w nim wzmianka o mojej wystawie. A cóż to oni potrafią zrobić z przesłanymi informacjami! Teraz jest: Irena Brojek Wrocławskich ulic sto. Zupełnie jakbym na tych ulicach stała, szwendała się i zarabiała. A powinno być "Przez wrocławskich ulic sto". Małe "przez" a czyni dużą różnicę.

Za tydzień giełda czyli dress-party u Ani. Jaka będzie pogoda?

czwartek, 28 kwietnia 2011

 

„Erratum” czyli powrót do przeszłości

 Debiut fabularny Marka Lechkiego otrzymał główną nagrodę na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych Gdynia 2010.

 Michał Bogusz (Tomasz Kot) 34-letni pracownik biura rachunkowego ma żonę, 9-letniego syna i frustrację na twarzy. Synek ma iść do pierwszej komunii więc żona prosi, aby wziął parę dni wolnego i zaprosił ojca na tę uroczystość. Wolne – tak, ojciec – nie.

   Szef prosi go o przyprowadzenie ze Szczecina sprowadzonego z zagranicy auta. To nie jest najlepsza propozycja jaką otrzymał kiedykolwiek, bo stamtąd pochodzi i uciekł po maturze zostawiając chorego ojca samego.

Postanawia załatwić tam sprawę i zaraz wyjechać.

Niestety, nie posłuchał dobrej rady, aby nie rozmawiać przez telefon w trakcie prowadzenia auta i zabija człowieka. Jak się okazuje bezdomnego, bezimiennego i pijanego.

Nie zostanie aresztowany ale czuje wyrzuty sumienia. Samochód w trakcie wypadku został uszkodzony więc musi zostać przez kilka dni w rodzinnym mieście. Spotyka kolegę z którym, kiedyś, założył zespół muzyczny. Idą nad morze gdzie stoi drewniana wieża, miejsce niegdysiejszych spotkań i młodzieńczych marzeń oraz planów. Symbol młodości i wolności.

 Próbuje także wyjaśnić kim był zabity. W tym celu idzie do schroniska dla bezdomnych i skupu złomu. Odnajduje jego syna i tożsamość.

Poza tym odwiedza grób matki. I usiłuje nawiązać kontakt z obrażonym na niego ojcem (Ryszard Kotys).

Końcowa scena daje nadzieję na porozumienie między nimi.

Nagrodzony za rolę aktor przez cały film ma minę obrażonego na cały świat.  Jakby w myśl powiedzenia „Młodzi zbuntowani stają się starymi wkurzonymi”. Errata to kartka z wykazem błędów dostrzeżonych w trakcie korekty.

Filmowa errata jest niepełna albowiem nie uciekniemy od siebie samych, a na głębsze zmiany często nie pozwala proza życia i odpowiedzialność za innych.

Film mnie nie zachwycił, widocznie nie jestem tak wrażliwa jak jego twórcy i jurorzy przyznający nagrody.

Tagi: recenzja
20:33, alodia1949 , o filmie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 kwietnia 2011

 ZAPRASZAM na moją wystawę połączoną z wieczorem autorskim pt.: "Przez wrocławskich ulic sto. Wrocław w kolażach i opowiadaniach". Przeczytam opowiadanie, haiku, lepieje i limeryki.

9 maja, poniedziałek, godz. 18, "Salonik 3 Muz", ul. Zawalna 7 (od podwórka), dojazd tramwajami: 1, 7, 15 w stronę "Marino", jeden przystanek za Mostem Trzebnickim.

Będzie to moja ostatnia taka impreza z atrakcjami.

Przewidziane są niespodzianki, prezenty i coś do kupienia.

Poniżej plakat kolażowy i salonikowy:

 

piątek, 22 kwietnia 2011

   Postanowiłam dzisiaj zrobić pranie-sprzątanie i wyskoczyć tylko po gazetę. Jednak z nadzieją, że w PKO nie będzie klientów poszłam wyjaśnić co się stało z dużą kwotą na moim koncie. Nie moglam jej wydać w pijanym widzie bo nie piję.
Klienci byli więc usiadłam. Czekając obserwowałam zachowanie mężczyzny przy stanowisku obsługi. Starszy pan, niepowalającej urody i wyglądu, wymięte spodnie, marynarka jakby bistorowa, brzuch wystający. I kulawą angielszczyzną usiłujący czegoś się dowiedzieć. Ciągle tego samego, trwało to i trwało. Opanowanie języka przez panią obsługującą było gorsze od opanowania emocji. Z nieziemską cierpliwością mówiła to samo w kółko. Nareszcie podniósł się z krzesła, więc ja łap za torebkę, aby zmienić miejsce. O, co to, to nie. Pan stał, wyciągnął pękaty portfel ... nie, nie zaczął rzucać banknotami euro. Z kieszeni wyjął telefon komórkowy, z portfela dwie wizytówki. I zaczął coś opowiadać o telefonie i dopisywać dane na wizytówkach. Świat dla niego nie istniał, tylko on i jego długopis, telefon, portfel, wizytówki.
Zbiegły się koleżanki z zaplecza i dyskretnie obserwowały show co to must go on. Ta na sąsiednim stanowisku z trudem opanowywała śmiech.
A ja siedzę i siedzę marząc o:
- kopnięciu go w tyłek
- wywleczeniu za włosy
- rozbiciu komórki jego
- podarciu wizytówek
- wykonaniu jakiegoś spektakularnego gestu popartego brzydkimi wyrazami powtarzanymi po kilka razy.
Gdy już wreszcie, po stu latach, sobie poszedł i ja, i urzędniczka postarzałyśmy się nieco. Ona pewnie bardziej.
Gdy usiadłam przy jej stanowisku zapytałam: żyje pani? Tylko się usmiechnęła. Moją sprawę wyjaśniono z korzyscią dla mnie - przy zmianie konta nie poinformowano, że wydruk bankomatu będzie trochę inny niż zazwyczaj.
Dla poprawienia nastroju nabyłam sobie doniczkę z małymi żonkilami. Kotunia je obwąchała i nie ugryzła. Słusznie. Mięsko lepsze.

Mam nadzieję spędzić święta w ciszy i spokoju. Przygotowując się do wystawy i czytania opowiadania. 

 I spokojnie poczytam książkę. Czego i Wam życzę.

Obejrzyjcie koniecznie:

http://www.youtube.com/user/ctenarstvi#p/u/1/yJ8HkqXDJWk

czwartek, 21 kwietnia 2011

 W ostatnich dniach jestem częstym klientem punktu ksero. Powielam plakaty i zaproszenia na moją imprezę, a potem zanoszę do różnych miejsc. DBP, Towarzystwo Miłośników Wrocławia, OKiS w rynku, biblioteki. Po świętach będę kontynuować.

Dostałam listowne zaproszenie z byłej firmy na obchody Dnia Bibliotekarza. Z prośbą o potwierdzenie przybycia. Do Ewy zadzwonili. Do mnie nie -  bali się, że usłyszą co myślę o instytucji i zaproszeniu? Pewnie nie odmówiłabym sobie tej przyjemności. Pierwszy raz zapraszają emerytów. Poddani nie stawiają się na imprezę w wystarczajacej ilości? Czyżby publiczności do podziwiania świetności brak? Sama sobie lepszą imprezę zorganizuję.

Jednak nie omijajcie bibliotek, proszę. Z gabloty DBP:

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

 Byłam dzisiaj w "Saloniku Trzech Muz", aby ustalić kiedy i jak będziemy instalować moją wystawę (juz teraz zaprazam na 9 maja, godz. 18). Przy okazji obejrzałam prace E. Zakrzewskiej. Urodzila się w 1959 r. w Cieszynie. Ukończyła Liceum Plastyczne, a potem pedagogikę. Prezentowane prace są jej debiutem.

 

Swoje wiersze prezentował dziś Alfred Kampa. Wydał wlaśnie pierwszy tomik "Człowiek: wszystko i nic". Oprawę muzyczną zapewniły jego dwie wnuczki grając na gitarach i śpiewając.

Autor jest z wykształcenia fizykiem, z zawodu nauczycielem, z charakteru ciepłym i życzliwym człowiekiem.

na zdjęciu A. Kampa i Ela K. osoba o wielu talentach m.in. muzycznym, literackim, wydawniczym.

Na spotkanie

Spotkam się z drzewem.

Obejmę chropawe trwanie,

przygarnę istnienie,

tak samo wysokie jak moje,

po równo stare i młode.

Będziemy razem żyć.

Stojąc.

 

 

środa, 13 kwietnia 2011

tak wygląda wiosennie kościół p.w. Michała Archanioła

Diabeł stróż osobisty mój, chichocąc paskudnie, działa nie żałując czasu i energi. A to sprzęt techniczny mi fiksuje, a to kot nie chce jeść i w dodatku bardzo mnie podrapał wewnątrz uda uciekając od głaskanek (zero wdzięczności!), a to się oparzyłam, a to zimno na dworze (wiem, że wszystkim!), a to niespodziewana dopłata, a to żywność droga nazbyt, a to coś z oczami jakby mi się działo. 

Jeszcze - jak ja nie lubię kontaktów z urzędami!
W spółdzielni mieszkaniowej poprosiłam o rozłożenie dużej dopłaty na małe raty.
W ramach życzliwości usłyszałam:
- że na małe nie da rady,
- że muszę złożyć podanie,
- nie wiadomo jaką i kiedy otrzymam odpowiedź,
tyle, że dostałam na miejscu kartkę i papier, aby napisać (na stojąco!) podanie.
Nie jestem młódką i nawet na taką nie wyglądam. Krzesła mają.

W PKO załatwiałam przelewanie zwiększonej sumy za czynsz i przy okazji skorzystałam z nowości czyli zamiany mojego na "Pogodne konto", są dodatkowe atrakcje. W oddziałach rozłożono ulotki na ten temat - na obrazku jest bukiet słoneczników. Dla osób po 60-tce. Pani zapytała czy mam ten wiek. Miło! :)

Dowiaduję się o komórkę dla seniorów (nie dla mnie), są takie aparaty za złotówkę, owszem ale pod warunkiem, że będzie się zasilać konto co miesiąc 30,- zł. Uważam, że to zdzierstwo jest. Mam starą komórkę nokię, sprawdzono ją w sklepie firmowym, dobra jest ale jej bateria spuchła :) Reumatyzmu dostała czy jakiegoś zapalenia? A nowa to 90,- złotych.

Najmilej u koleżanek w bibliotece. Dobra herbata, miła rozmowa,
wymieniłyśmy się świątecznymi drobiazgami. Oraz informacjami. :) Normalne to są osoby - co za ulga!

wtorek, 12 kwietnia 2011

 Teatrzyk "Kiełbie we łbie" przedstawia:

"Czas na życie"

Występują:

Biblitekarka Publiczna - BP

Czytelniczka Napomniana - CzN

BP - wysyła do CzN upomnienie z informacją o przekroczeniu terminu zwrotu książki.

CzN - przychodzi i mówi: ja nie mam nawet czasu na życie, a co dopiero, aby oddać książki

BP - współczuje

Kurtyna - żałuje

***************************************************************

Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

przedstawia:

"Trony"

Występują:

Bibliotekarka Publiczna  - BP

Czytelnik Uczeń szkoły podstawowej - CzU

CzU - poproszę trony

BP - niejedno pytanie słyszała ale takiego jeszcze nie, teraz kojarzy się jej to z filmem "Tron we krwi" więc skołowana pyta: a kto będzie na nich siedział?

CzU (bystrze) - no, Kochanowski przecież

Kurtyna - leci do sklepu meblowego nabyć tron bardzo miękko wyściełany, bo coraz gorzej znosi te lekturowe wariacje.

***************************************************************

Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

przedstawia:

"Gdzie te chłopy?"

Występują:

Bibliotekarka Publiczna - BP

Czytelnik Uczeń szkoly podstawowej - CzU

CzU - czy ma pani chłopów dla mamy?

BP - Jezus Maria!

CzU - zdziwiony

BP - dziecko, ale dlaczego mama wysłała cię z tym do biblioteki?

CzU - bo musi przeczytać do szkoły

BP - doznaje olśnienia i podaje "Chłopów" Reymonta

Kurtyna - otwiera agencje towarzyską i z dochodów wypłaca BP dodatek za pracę szkodliwą dla umysłu.

**************************************************************

Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

przedstawia 

"Służbistkę"

Występują:

Pasażerka Tramwajowa - PT

Kontrolerka zwana Kanarem - K

Tramwaj podjeżdża do przystanku, PT idzie do drzwi i w tej chwili podchodzi

K  - bilet do kontroli proszę

PT - ale ja chcę wysiąść

K - najpierw bilet

Drzwi się zamykają, tramwaj rusza.

PT - wyjmuje z torebki kartę tramwajową i pokazuje mówiąc: teraz proszę zatrzymać tramwaj bo chcę wysiąść

K - ale motorniczy mnie nie posłucha

PT- życzę, aby panią tak wszędzie traktowano jak pani mnie

Kurtyna - kopie K w kostkę. I słusznie!

***************************************************************

Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

przedstawia:

"Głuchy telefon"

Bibliotekarka I - BI

Bibliotekarka Kierująca - BK

Czytelniczka Wymagająca - CzW

Pokój na zapleczu, BK pracuje, wchodzi BI

BI - czytelniczka prosi o "Ludzi bezdomnych" i coś o alkoholiźmie

BK - przechodzi do wypożyczalni i podaje opracowania tej lekury

CzW - ale mnie chodzi o naukowe opracowania

BK - podaje książkę Hutnikiewicza o "Ludziach bezdomnych"

CzW - ale pani nie rozumie, mnie chodzi o coś innego

BK - aaa, o zjawiska bezdomności i alkoholizmu?

CzW - tak, właśnie o to.

Kurtyna - zalatwia BI wizytę u laryngologa i badanie słuchu. Oraz trening słuchania ze zrozumieniem.

**************************************************************

Teatrzyk "Kiełbie we łbie"

przedstawia:

"Literatura i medycyna"

Wytepują:

Bibliotekarka Publiczna - BP

Czytelniczka Młoda bardzo - CzM

CzM - poproszę dla babci książkę o romantyźmie pozastawowym

BP - ma wrażenie, że jej szare komórki zanikły lub śpią więc pyta: ale ja nie rozumiem o co ci chodzi?

CzM - no, babcię boli to chciała poczytać

BP - aaa, o reumatyźmie

Kurtyna - chyba kogoś walnę dzisiaj.

**************************************************************

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

  Ewa Kuryluk to postać legendarna we współczesnej kulturze wizualnej i literackiej. Urodziła się w Krakowie w 1946 roku, maturę zdała w Wiedniu, 15 lat spędziła w Stanach Zjednoczonych, dziś mieszka w Paryżu. Jej prace prezentowane były w najbardziej prestiżowych galeriach na świecie. Jest malarką, rysowniczką, autorką instalacji, historyczką sztuki, powieściopisarką i eseistką, na której książkach wychowało się kilka pokoleń wielbicieli sztuki.

"Teatr miłości"

W 2010 roku, po wizycie we wrocławskiej galerii Design – BWA, Ewa Kuryluk zaprojektowała wystawę z trzech części. Pierwsza to dwie instalacje: Tryptyk na żółtym tle (2010) — inspirowany historią rodziców artystki i jej zamordowanych w czasie Holokaustu dziadków — który powstał specjalnie dla galerii wrocławskiej i będzie miał premierę 25 marca, oraz nowa wersja słynnego Teatru Miłości (1986), pokazanego po raz pierwszy w Bostonie. Część druga to malarstwo: sprowadzone z Paryża w 2009 roku i dotąd raz tylko wystawione w Polsce obrazy z lat 1968-1975. Część trzecia to Autofotografie, z których część nie była jeszcze nigdy pokazywana w kraju, z lat siedemdziesiątych.

 

"Łąka"

"Bluzka w paski"

 
1 , 2
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek