O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
poniedziałek, 30 kwietnia 2012

 Czy lubicie upalne poniedziałki? Chyba za duży to wiatr na moją wełnę ten duet.

Umówiłam się z koleżanką mieszkająca w "mrówkowcu", ale najpierw zrobiłam kserokopię wywiadu do rozdania na giełdzie, przecież nie mogą koleżanki pozostać w nieświadomości - nieprawdaż ;).

Zadowolona zbyt poszłam do tramwaju nr 6, spisał się on na pałę, bo koło KS "Gwardia" stanął i już, a przed nim jeszcze dwa. Jaś nie doczekał, ja też nie, więc wysiadłam i podreptałam przed się skwierczącą upałem ulicą. Pot się lał ze mnie wszelkimi porami. Uzupełniłam płyny w DT "Podwale" sokiem z marchwi, pyszny jest albowiem. Doszłam pod Arkady i kolejny raz przekonałam się jak są ob... srane, rzygane. Postawić tam trzeba kolejną fontannę lub wybudować stadion, no i koniecznie powinny się tam mieścić same banki. A na diabła księgarnia i tym podone fanaberyjne wymysły. Był Światowy Dzień Książki i starczy.

Zaniosłam Ewie taką samą trójwymiarową podkładkę na stół jaką sobie kiedyś kupiłam:

 U koleżanki dwa z trzech kotów, w podzięce za głaskanie podrapały mnie do krwi. Nie ma to jak polska gościnność. W drodze powrotnej nabyłam m.in. wędzoną makrelę, którą poczęstowałam Misię. Nie minęło pól godziny jak odstawiła Rigoletto z wycieczką do Rygi. Mam ja dzisiaj kocio nie tyle kwik, co drap i rzyg.

To teraz kwiatki z nie mojej rabatki:

sobota, 28 kwietnia 2012

 No i znowu parę osób dostanie skrętu swej całości, bo w dzisiajszej Gazecie Wyborczej, dodatku "Pora na seniora" ukazał się ze mną wywiad. Wiem, że nieczytelny, ale dowód jest. Tym, którzy go nie czytali ofiaruję kserokopę.

tu można go przeczytać: http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,11683047,Od_30_lat_organizuje_dress_party__Rocznica_w_sobote.html

A co robi Misia gdy pańcia celebryci?

sfrustrowana wspina się po półkach i zastanawia czy tam, ze złości, nie nasikać. Na szczęście fotograf przy tym był i przegonił niecną wredotę.

piątek, 27 kwietnia 2012

 Internet dobra rzecz - poznałam dzięki niemu nowe koleżanki, także z Wrocławia. Dzisiaj kolejny raz spotkałyśmy się, a że pogoda wspaniała to w Ogrodzie Botanicznym. Oprócz wrocławianek przyjechały panie także Namysłowa, Wałbrzycha i Jeleniej Góry. Było nas trzynaście, a klimaty jeśli chodzi o zainteresowania i tematy były działkowo-turystyczno-fotograficzno-zwierzątkowe. Czyli o psach, kotach, chomikach i ich figlach oraz zwyczajach. Wśród nas trzy bibliotekarki, w tym jedna czynna (zawodowo) 3 dni w tygodniu :).

Kilka z nas ma aparaty fotograficzne (lepsze od mojego) więc pstrykałyśmy piękne okoliczności przyrody. Jedna uznała, że jest "rozdziawa" (od: rozdziawiona buzia) bo aparatu nie zabrała. To określenie setnie mnie ubawiło. Ta sama kupiła właśnie kosiarkę, którą musi zasilać 1:3 i zastanawiała się ile czego, na co ja, jak zwykle bystrze nader, uznałam, że litr wody na 0,33 oleju rzepakowego. To dopiero miały ze mnie radochę! Jeszcze takiego napędu nie wymyślono. I to jest błąd!

Na stawku puszył się kolorowy kaczor (kaczuszka skromnie w szuwarach), zwyczajnie nam pozował. Uznałam, że zaraz odezwie się ludzkim głosem żądając stówy za godzinę. A na ławce męski osobnik porozpinany (na szczęście tylko w górnej części garderoby ;) ) wystawiał się do słonca i na widok publiczny. Jeśli chodzi o narcyzy to stanowczo wolę kwiatki ;)

Renia tęskni za żółtymi magnoliami jakie widziała w sprzedaży. Ja nigdzie. Może poszukam w internecie.

Pracownicy ogrodu zwijali się jak mrówki - obcinali, strzygli, plewili a zraszacze podlewały. Tulipanów malutko, żonkili też, narcyza tylko wyżej wymienionego zauważyłam. Za to zachwyciłyśmy się tęczą nad jedną małą fontanną. Posiliłyśmy się także w barku, barszczykiem zbyt pikantnym jak dla mnie, krokietami i pierogami. Tu przypomniała mi się opowieść o dziecku, które zapytane przez babcię jakie chce pierogi: z mięsem, kapustą czy owocami powiedziało "z ruskimi". Mogłyby być dość trujące, obawiam się.

Po rozejściu się zmolestowałam Renię wlokąc ją do sklepu dobroczynnego, bo dzisiaj jest dzień "prawie wszystko za złotówkę". Ja kupiłam materiał na woreczki i troszkę uporządkowałam książki na regale. Porządniej to zrobię gdy nie będzie tylu klientow co dzisiaj.

Oto kilka ujęć z Ogrodu Botaniczneg:

niedziela, 22 kwietnia 2012

 Jutro jest "Światowy Dzień Książki i praw autorskich", kolaże na ten temat już były  więc czas na tekst. Postanowiłam skorzystać z lepszch ode mnie czyli klasyków, mieszkającego we Wrocławiu Tadeusza Różewicza wiersz bardzo przewrotny i fragment prozy Wisławy Szymborskiej. Usiądźcie wygodnie, bo teksty są wyborne.

 Tadeusz Różewicz

 „Dodatkowe korzyści z książek”

 pożytek z ksiąg i  książek

bywa rozmaity

 rano

po przebudzeniu

wyskakujemy raźno z łóżka

(szkoda dnia!)

bierzemy książkę

(jeśli takową mamy w domu)

i zaczynamy gimnastykę

 

 chodzimy z książką

na głowie

po jednej linii

 

pytacie państwo

„jaką książkę”

tu chodzi nie o książkę

ale o równowagę

 

stawiamy stopę

za stopą

nie przesuwamy bioder

z boku na bok

 

odkładamy książkę

na bok

„jaką książkę”

harrego pottera

albo harry Pottera!

może być Quo vadis

ogniem i mieczem

Johna R.R Tolkiena

The Lord of the Rings

Baudolino

Starą baśń

wszystko  jedno

 

idziemy prosto

z zamkniętymi oczami

rozkładamy ramiona

na boki

idziemy po prostej linii

 bierzemy głęboki oddech

                              Wrocław 2002

 

Wisława Szymborska

„Lektury nadobowiązkowe”

 Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa jaką sobie ludzkość wymyśliła. Homo Ludens tańczy, śpiewa, wykonuje znaczące gesty, przybiera pozy, stroi się, ucztuje i odprawia wyszukane ceremonie. Nie lekceważę doniosłości tych zabaw – bez nich życie ludzkie mijałoby w niewyobrażalnej monotonii i chyba rozsypce. Są to jednak działania kolektywne, nad którymi unosi się mniej lub więcej wyczuwalny zapaszek zbiorowej musztry.

Homo Ludens z Książką jest wolny. Przynajmniej na tyle, na ile wolnym być można. Sam sobie ustanawia reguły gry, posłuszny własnej tylko ciekawości. Pozwala sobie na czytanie zarówno książek mądrych, z których czegoś się dowie, jak i głupich, bo i one o czymś informują. Wolno mu jednej książki nie doczytać do końca, a drugą od końca zacząć i cofnąć się do początku. Wolno mu zachichotać w miejscu do tego nie przewidzianym albo nagle zatrzymać się przy słowach, które zapamięta na cale życie. Wolno mu wreszcie – czego żadna inna zabawa ofiarować mu nie może – posłuchać o czym rozprawia Montaigne albo dać chwilowego nurka w mezozoik.

 

piątek, 20 kwietnia 2012

 tak wygląda tablica z moimi kolażami na temat książek i czytania, (biblioteka publiczna przy ul. Roosevelta),większość prac (a takze inne) gościła tutaj na blogu, proszę więc przejrzeć poprzednie wpisy, są one tam pokazane pojedynczo

Biblioteka przy u. Roosevelta 22 zbiera (dla Bangladeszu) okulary, zarówno oprawki jak i szkła. Na pewno są z biblioteki odbierane, sama widziałam. Organizuje to Rotaract Club, www.facebook.com/rac.wroclaw.

Gazeta Wyborcza od marca, w ostatnią sobotę każdego miesiąca publikuje dodatek "Pora na seniora", ukazują się w nim wywiady z emerytami dla których ten czas jest okazją do twórczego i społecznego działania. Tutaj jest rozmowa z p. Ewa Landsberg http://wroclaw.gazeta.plwroclaw/1,35771,11456401,Emerytura_czasem_pustki__Mozna_przeciez_tyle_robic_.html

Pani Asia prowadząca klub "Impuls" wysłała tam @ sugerując moją sobę do przeprowadzenia wywiadu.

Rozmawialiśmy w poniedzialek. Pan redaktor, dziecko internetu, najbardziej zainteresował się moim blogiem, czyli faktem, że go piszę.  Wielkie mi mecyje, przez większość życia korespondowałam analogowo jest to więc taka jakby kontynuacja. Rozmawialiśmy też o dress-party, które teraz robi karierę jako "swap party" sprowadzone z Zachodu. Gdy to słyszę dostaję szczękościsku, "wzrok mi blednie, włos mi rzednie, psują mi się zęby przednie", że zacytuję Starszego Pana. Na dowód, że to żaden zachodni wynalazek przyniosłam wycinki z lat 80-tych XXwieku, z "Kobiety i Życia", "Panoramy", "Zwierciadła" i wrocławskiej "Gazety Robotniczej", które probowałam zainteresować lansowaniem mojego pomysłu. 12 maja, w sobotę, będziemy obchodzić 30-lecie działani u Ani na Zalesiu.

 Wspomniałam o swoich opowiadaniach, jedno wydrukowane w "Gaz. Wrocł." podarowałam, a inne przyniosłam na dowód, że naprawdę istnieją i nie są to czcze przechwałki. Wyjaśniłam, że morduję w nich swoich wrogów, jedną najbardziej na to zasługującą babę nawet kilka razy ale nie opisuję ofiar tak, aby czytelnik mógł się domyslić kogo autor miał na myśli. Tylko ja to wiem.

Młody fotograf wywlókł mnie przed budynek, a potem do ogródka w celu zdjęć dokonania. Pogoda była odmawiająca współpracy, czyli wiatr i brak słońca poprosiłam więc na koniec o dużo fotoszopa. Albowiem fotoszop najlepszym (obok kasy) przyjacielem kobiety jest. :D, pstryknął też kilka moich kolaży.

W sobotę 28 kwietnia ma się ukazać skutek tych działań i tekst o klubie"Impuls". Ciekawa jestem jak to wypadnie. Albowiem diabeł czuwa i działa więc to pisanie utrudnia mi. Kaszana jest jakaś okropna. Żeby chociaż smaczna kaszanka :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

środa, 18 kwietnia 2012

Tkaniny można tkać ale i kleić, są to wtedy jakby kolaże z materiałow różnych, obejrzyjcie wystawę w Galerii Pod Plafonem, w Rynku http://www.marro.com.pl/sztuka/anna_michniewicz

reż. Olivier Nakache, Eric Toledano

 Pieniądze szczęścia nie dają ale bardzo w życiu pomagają

   Paryż, 2010 rok, wysoki czarnoskóry Driss (Omar Sy), po pół roku za napad na sklep jubilerski, wychodzi z więzienia. Ciotka wyrzuca go z domu. Nie ma wykształcenia, zawodu i nie wierzy, że go ktoś zatrudni więc tylko zbiera podpisy odmawiających zatrudnienia pracodawców. Tak trafia do domu sparaliżowanego od szyi w dół (tak jak aktor Christopher Reeve) Philippe`a (Francois Cluzet) gdzie na dobry początek kradnie jajko Faberge. Zostaje zatrudniony jako pielęgniarz i opiekun.

Ci  mężczyźni to dwa odlegle światy. Philippe bardzo bogaty, wykształcony, koneser sztuki i muzyki klasycznej, niegdyś lotniarz. Driss – dzieciak sprowadzony z Senegalu przez ciotkę, liczna rodzina w odparyskim blokowisku, szemrane środowisko i interesy, popalana trawka, dużo luzu i poczucia humoru.

Obaj są bez perspektyw – Phillipe na wyzdrowienie, Driss na wyrwanie się z dotychczasowego życia. Ale też są otwarci na nowe doświadczenia.

To spotkanie zmieni ich życie na lepsze. Driss uczyni dość monotonne życie podopiecznego bardziej ekscytującym, pokaże mu inny sposób myślenia i reagowania. A sam dzięki Philippowi zdobędzie trochę wiedzy i ogłady.

Film reklamowany jest jako komedia ale bez przesady, po prostu są tam zabawne momenty. Ogląda się go z przyjemnością i uśmiechem oraz wdzięcznością dla obu aktorów i reżyserów za optymizm.

Dlaczego napisałam „podrasowana prawda”?  Koniec filmu to wyjaśnia.

 

20:13, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (4) »
niedziela, 15 kwietnia 2012

Mariusz Urbanek – „Broniewski. Miłość, wódka, polityka” Wydawn. Iskry, 2011

 O autorze:

Mariusz Urbanek – pisarz, dziennikarz, autor kilkunastu książek, m.in. biografii generała Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego „Wieniawa. Szwoleżer na Pegazie”, Leopolda Tyrmanda  „Zły Tyrmand”, Stefana Kisielewskiego „Kisiel”, rodziny Kisielewskich „Kisielewscy”, Juliana Tuwima „Tuwim, Jerzego Waldorffa „Waldorff – ostatni baron Peerelu” oraz felietonów publikowanych w miesięczniku „Odra” pt. „Przecieki niekontrolowane”.

 Napisał także dwa tomiki bajek ”Mostek Czarownic. Baśnie wrocławskie” i „Baśnie dolnośląskie”, satyryczną historię Wrocławia „Zrób sobie Wrocław” oraz subiektywny przewodnik „Dolny Śląsk. Siedem stron świata”.

 O książce:

 Broniewski jestem – Polak, katolik i alkoholik – przedstawiał się wszystkim, których podejrzewał choć o szczyptę poczucia humoru.

 Chińskie przekleństwo mówi „Obyś żył w ciekawych czasach”, ja dodałabym „I obyś brał udział we wszystkich wydarzeniach”.

Życie Władysława Broniewskiego to nie był pochód pierwszomajowy z transparentami chwalącymi ustrój i władzę, to duża część historii Polski przeżyta i opisana bardzo osobiście.

Zaczyna się 17. grudnia 1897 roku w Płocku, który jest wtedy pod zaborem rosyjskim. Polski w ogóle nie ma na mapach Europy. W czasie I wojny światowej władzę w mieście przejmują Niemcy, a Broniewski wstępuje do Legionów. Bierze także udział w walkach z bolszewikami.

W okresie międzywojennym pisał i publikował wiersze, pracował w różnych pismach, oceniał przysyłaną do nich twórczość „Grafomania zaczyna się zwykle od tzw. łatwości wierszowania”.

„Komunizował, klepał biedę, miał kłopoty z policją i cenzurą, ale był coraz ważniejszą postacią w polskiej literaturze”. Siedział także w więzieniu, gdzie chronił go „leciutki obłok poezji”.

Na początku II wojny wyjechał do Lwowa a tam zaaresztowały go sowieckie władze, dzięki czemu poznał kilka ich więzień w tym Łubianki.

Przekonał się jaki naprawdę jest Związek Radziecki, napisał w liście: „Sadzę, że ten kraj przestał być nosicielem idei socjalizmu. Jest to państwo rządzone terrorem i despotyzmem, zaprzeczające wszelkiej wolności, a w pierwszym rzędzie wolności sumienia” ale lewicowych poglądów nie zmienił.

Po uwolnieniu wstąpił do armii Andersa, został dowódcą kompanii a po wojnie wrócił do Polski.

Autor dotarł do wszystkich dostępnych materiałów o poecie. Dzięki temu szczegółowo opisuje jego życie, służbę w wojsku, udział w walkach, okoliczności w jakich powstawały wiersze oraz życie prywatne. Czyli potęgujący się z latami nałóg, trzy żony, liczne kochanki, jedyną miłość jego życia czyli rodzoną córkę Ankę i przybraną Majkę. 

Trzecia żona po śmierci poety zorganizowała jego muzeum, usuwając jednak niektóre materiały z zazdrości o poprzedniczkę.

W latach 50-tych XX wieku Feliksa Lichodziejewska pisała pracę magisterską o Broniewskim, odwiedziła go z prośbą o rozmowę i zauroczona wracała tam przez dziesięć następnych lat. On mówił, ona zapisywała.

W Peerelu Broniewski był za życia fetowany ale nic nie ma za darmo, cena jaką za to zapłacił powodowała jeszcze większe picie.

„...wielcy poeci rzadko są intelektualistami. Są słabi, bezkrytyczni, niezaradni życiowo” – napisał autor.

A także: „...jego poezja opowiada o sprawach, które przeterminowaniu nie podlegają, o wojnie, miłości, polityce i alkoholu”.

Nie zamykajcie książki na „Kalendarium”, bo po nim jest wywiad z przybraną córką Broniewskiego, warto go przeczytać. Tak jak i całą książkę. Polecam.

czwartek, 12 kwietnia 2012

dzisiaj jest  "Światowy dzień czekolady"

 

13:31, alodia1949 , różne
Link Komentarze (7) »
środa, 11 kwietnia 2012

 kościół p.w. Michała Archanioła na wrocławskim Ołbinie wiosną ub. roku

W bibliotece publicznej przy ul. Roosevelta 22, z okazji "Światowego Dnia Książki" (23. kwietnia)  wisi mała wystawa moich kolaży o książkach i czytaniu. Biblioteka jest czynna w pon., wt., czw., pt. w godz. 10-18 i śr. w godz. 10-16, dojazd tramwajami 0, 1, 6, 11, 23 do skrzyzżowania ulic Jedności Narodowej/Nowowiejska/Słowiańska. Oprócz wypożyczania można tam też kupić tanie ksiązki na kiermaszu. Jak zwykle zostałam tam poczęstowana wiśniową herbatą i słodką pokusą leżącą obok na talerzu oraz świąteczną mufinką z czekoladową wkładką. 

A poza tym z wczoraj na dzisiaj obejrzalam w tv film dokumentalny o Vaclavie Havlu. Połączenie inteligencji z poczuciem humoru oraz brakiem wzdęcia i nadęcia oraz palmy odbicia były w nim  powalające, szczególnie w porównaniu z naszym byłym prezydentem opozycjonistą.

Dzisiaj, wraz z klubem "Impuls" zwiedzałam z przewodniczką nasze osiedle Ołbin co znaczy łabędź ;).

Opowiedziano nam m.in. o Piotrze Włostowicu fundatorze wielu kościołów  http://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_W%C5%82ostowic, który w wyniku opowiedzenia się po jednej ze stron w rozgrywkach między panującymi został oślepiony i ucięto mu język. Wyobrażam sobie jak wielu dzisiejszych polityków marzy o takim bezkarnym załatwianiu swoich przeciwników. Przewodniczka powiedziała, że wyróżniający się poddani byli wynagradzani ziemiami.

- A  ja myślałam, że dziewicami- powiedziała jedna z pań. 

- To zupełnie inna historia była - sprostowałam mając na myśli Kraków.

Planujemy zwiedzanie kolejnych części Wrocławia, także Ogród Botaniczny. Dwie z pań hobbystycznie interesują się roślinami więc obiecały podzielić się z nami wiadomościami. Zaproponowalam, aby jedna z nich przygotowała dla nas skręty w celu lepszego przyswojenia informacji. Z czego one będą to zostawiam inwencji opowiadającej.

Pogoda dmuchala na nas zimnym wiatrem więc poszłysmy z koleżanką do Pasażu Gr. gdzie w multifood zjadłyśmy co wybrałyśmy. Jedząc starałam się nie myśleć o programach Magdy Gessler i stanie zaplecza polskich restauracji.

 

 

 
1 , 2
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek