O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
wtorek, 30 kwietnia 2013

 

Jutro 1 maja. Zamiast uczestnictwa w pochodzie daję ten wpis. PRL to nie była moja ulubiona formacja. Fajnie jest się pośmiać z tamtych czasów.

Mam książeczkę "Kawały. czyli anegdoty polityczne z PRL i nie tylko" ilustrowaną przez Szymona Kobylińskiego, wydało ją Wydawnictwo "Nowy Świat" w 2005 roku. Zawiera dowcipy z lat 40-tych, 50-tych, 60-tych, 70-tych, 80-tych.

Motto książeczki: "Śmiech to oręż tych, ktorzy nie mają innej broni".

LATA CZTERDZIESTE:

1. Ciężkie czasy - stęknął żolnierz sowiecki taszcząc zegar skradziony z wieży kościelnej ("czasy" to po rosyjsku zegar).

2. - Za co cię zamknęli? - pyta jeden więzień drugiego.

- Za to, że w czasie okupacji handlowałem bimbrem.

- No i jak ci to udowodnili?

- Łatwo, śledczym był ten co mi go sprzedawał.

3. Co to jest pieprz zmieszany z dżemem? Zebranie partyjne. Jedni pieprzą, a drudzy drzemią.

LATA PIĘĆDZIESIĄTE:

1. Jaka jest różnica między pochodami pierwszomajowymi przed wojną i dziś? To proste: przed wojną na pochody chodzili ci, co się nie bali, a teraz ci, którzy się boją. (dla młodszych wyjasnienie - udział w pochodach był obowiązkowy).

2. Jaka jest różnica między demokracją, a demokracją ludową? Taka jak między krzesłem, a krzesłem elektrycznym.

3. Na co umarł Stalin? Na szczęście. (Pamiętam, że Wałęsa po śmierci Breżniewa powiedział, że to kropla w morzu naszych potrzeb).

LATA SZEŚĆDZIESIĄTE:

1. Czy można krytykować partię? Można, ale to tak jakby całować tygrysa w zadek: żadna przyjemność i duże ryzyko.

2. Polska sanacyjna znalazła się na skraju przepaści. Polska Ludowa uczynila wielki krok do przodu. (podobno autentyczne słowa z przemówienia Władysława Gomułki).

3. Modelowo dobry członek partii: Mierny, bierny ale wierny.

LATA SIEDEMDZIESIĄTE:

1. - Kowalski, co nieśliście na pochodzie pierwszomajowym?

- Czerwoną chorągiewkę panie kierowniku.

- I co jeszcze?

- Loda, panie kierowniku.

- A jak wam krzyknąłem z trybuny: "Kowalski rzućcie to świństwo" - to coście rzucili?

2. Jeśli partia mówi, że nie da - to nie da, jeśli mówi, że da - to mówi.

3. W PRL najważniejsze jest pochodzenie. Jak się nie pochodzi, to się nie załatwi!

LATA OSIEMDZIESIĄTE:

1. Podobno w telewizji pokazał się Karol Marks i powiedział: "Proletariusze wszystkich krajów rozejdźcie się!" (to a propos namolnego hasła "Proletariusze wszystkich krajów łączcie się!")

2. - Czy wiesz jak udzielić pierwszej pomocy partyjnemu?

- Jak?

- Nie wiesz? To i dobrze!

3. - Dlaczego Jaruzelski wprowadził stan wojenny przed świętami?

- Bo obawiał się, że przyjdą do niego kolędnicy: Kuroń z Gwiazdą. (chodzi o Jacka Kuronia i Andrzeja Gwiazdę)

 

 

 

Tagi: PRL
20:48, alodia1949 , różne
Link Komentarze (1) »
środa, 24 kwietnia 2013

 Dzisiaj, w ramach Saloniku Historycznego, kierowniczka i pracownice biblioteki przy ul. Roosevelta zorganizowały spotkanie byłych podwładnych niedawno zmarłego dyrektora Dzielnicowej Biblioteki Publicznej Wrocław-Środmieście (12 osób, 10 kobiet, 2 mężczyzn) z Jego rodziną - dziećmi i wnukami (12 osób).

Byłe podwładne opowiadały o wielostronnych zainteresowaniach i zdolnościach dyrektora. Także praktycznych - zaprojektował i doprowadził do wykonania lad bibliotecznych (jest jeszcze taka przy ul. Parkowej) oraz stolika-wózka bibliotecznego (są przy ul. Parkowej i Roosevelta). O tym, że zaprojektował pomieszczenia biblioteki przy ul. Roosevelta gdy powstawał budynek. O Jego życzliwości i zainteresowaniu podwładnymi. Radości gdy słyszał, że byłym podwładnym się wiodło.

 Był zawołanym gawędziarzem, jego synowa wspominała, że jako matka pięciorga dzieci dużo była w domu, teść ją odwiedzał i umilał czas opowieściami. Pewnego razu zwrócił uwagę na stojący w kuchni kredens pomalowany warstwami olejnej farby. Wyniósł go na strych i przez wiele miesięcy zdzierał farbę ukazując tym piękno mebla, który do dzisiaj jest w posiadaniu rodziny.

Usłyszeliśmy także, że zaprojektował i pilnował wykonania, dając praktyczne wskazówki budowniczym, drewniany dom w górach na odludziu gdzie jego wnuki potem spędzały każde wakacje. Okazało się, że ojciec pana Jana był znakomitym cieślą i rolnikiem zarazem. Wysłał syna do szkoły prowadzonej przez Salezjan gdzie uczył się aż do matury, niestety nieuznanej przez władze PRL. Pierwsza próba zdania matury w państwowej szkole nie powiodła się z powodu obecności przedstawiciela organu wrednie brzmiącego (SB). Uczeń musiał powtorzyć ostatnią klasę i dopiero pozwolono mu zdać maturę. Potem studiował filologię klasyczną we Wrocławiu i tam poznał swoją przyszłą żonę.

Nigdy nie należał do partii. Przyjął do pracy panią z AK-owską przeszłością, a potem 4 osoby internowane, w tym mnie. Niestety na skutek sprzeciwu wobec wstąpienia Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich  do PRON-u (w stanie wojennym) http://pl.wikipedia.org/wiki/Patriotyczny_Ruch_Odrodzenia_Narodowego i głupich politycznie zachowań podwładnych w jednej z bibliotek zwolniono Go z pracy długo przed wiekiem emerytalnym. Odwiedzał mnie w bibliotece przy ul. Parkowej, namawiałam na pisanie wspomnień, szkoda, że tego nie zrobił. Nie była też prowadzona kronika DzBP.

Córka pana dyrektora powiedziała, że ojciec był rodzinną siłą spokoju do którego można się było zwrocić w każdej sprawie.

Na liście Wildsteina widniało imię i nazwisko Jan Mielczarek, wtedy zwrócił się do IPN-u o potwierdzenie braku współpracy z UB i dowiedział się kto na niego donosił. My dzisiaj także.

Zapytałam czy ktoś z rodziny pracuje w bibliotece - niestety nikt. Rodzina jest bardzo zżyta, tylko jedna osoba mieszka za granicą, pozostali we Wrocławiu. Syn - pan Grzegorz ma głos zupelnie jak ojciec, przez telefon można się było pomylić.

Córka i syn dziękowali obecnym za to spotkanie i za dobrą pamięć o ich ojcu. Na co ja, że kto zasłużył ten ma.  Obecnego dyrektora na pewno nikt nie będzie wspominał z taką sympatią i sentymentem.

Na zakończenie kto chciał został obdarowany przez biblioteczną "Solidarność" prezentem w postaci książek:

- W Suleja - "Solidarność" na Dolnym Śląsku 1980-2010

- L. Ziętkowski - Na drodze do "Solidarności". Wrocław w walce  o demokrację i niepodległość 1976-1980

- L. Ziętkowski - "       "        "         "        . Solidarny Wrocław VIII 1980 - XII 1981

- W. Sawicki - Regionalny Komitet Strajkowy NSZZ "Solidarność" Dolny Śląsk XII 1981 - VI 1982

- ks. M. Drzewiecki - Niech będzie Solidarność

- T. Przedpelski - Za pomocą druku oddzialywal na psychikę. Proces Kornela Morawieckiego 1981

 

wtorek, 23 kwietnia 2013

„Kwartet”, na podstawie sztuki R. Harwooda, reż. Dustin Hoffman

Pensjonariusze „Domu Emerytowanego Muzyka” położonego poza miastem, w zadbanym dużym ogrodzie, grają, śpiewają, wspominają, przekomarzają się.

Mieszkańcy już wiedzą, że „wielka sława to żart, książę błazna jest wart”, a życie staruszka rzadko jest wesołe.

Dom sprzątają Polki, w ramach oszczędności czarnoskóra pielęgniarka prowadzi zajęcia taneczne, a pani doktor dba o wystrój wnętrz.

Trójka głównych bohaterów to Cissy Robson (Pauline Collins) – śpiewaczka trzpiotka z coraz gorszą pamięcią, Reginald Paget (Tom Courtenay)  – śpiewak, który prowadzi prelekcje dla młodzieży o operze, jest otwarty na nową muzykę i nie przynudza,  Wilf Bond (Billy Connolly) – erotoman gawędziarz, podsikujący każdy krzak w ogrodzie.

Zbliża się doroczny koncert, z którego dochód ma oddalić widmo likwidacji spokojnej i wygodnej przystani artystów.

Wszyscy pensjonariusze ćwiczą swoje role, wysłuchując uszczypliwych uwag reżysera i kolegów.

Niespodziewanie  przybywa jeszcze jedna osoba, diwa Jean Horton (Magie Smith). Zakończyła swoją karierę ale kaprysów się nie pozbyła. Jej przyjazd jest szokiem dla Regiego czemu gwałtownie daje wyraz w gabinecie sympatycznej pani doktor. Okazuje się, że był mężem Jean ale tylko dziewięć godzin, bo go zdradziła będąc pod wpływem i w dodatku powiedziała o tym mężowi. Głupich nie sieją, sami się rodzą.

Trójka przyjaciół knuje małą intrygę, aby z tercetu powstał kwartet.

Film to zabawna, ale nie pozbawiona goryczy opowieść o starzeniu się, o tym jak ludzie sobie radzą z utratą sławy, uwielbienia, zdrowia, sprawności i urody.

Ale „choć szron na głowie, choć nie to zdrowie, to w sercu ciągle maj”.

„Jeśli chcesz powiedzieć widzom prawdę, lepiej bądź zabawny” napisał sobie na scenariuszu reżyser Dustin Hoffman.

Czwórka aktorów daje świetny koncert, bez kiksów i fałszu.

Razem z końcowymi napisami przedstawiono wielu prawdziwych artystów grających w tym filmie, z podaniem miejsc w których występowali i ich najlepszych ról.

Miłośnicy muzyki operowej będą mieli dodatkową przyjemność wysłuchania świetnych wykonań znanych arii i motywów.

Film nakręcono we wsi Taplow w jesiennej Anglii

Polecam widzom w każdym wieku.

 

 

Tagi: opera
20:48, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (5) »
niedziela, 21 kwietnia 2013

 Już wiosna - cieszycie się? Przyroda na pewno tak. Kwitnie, zieleni się żółci, fioleci, niebieści. Przebija żółty, bo forsycje:

Z koleżanką poszłyśmy na cmentarz przy ul. O. Bujwida. Ja zrobić porządek u rodziny, ona ponownie odszukać groby powinowatych. Rok temu je znalazłyśmy a dzisiaj jak kamień w wodę. Nie wykopali, bo nie ma śladów przenosin. Raz, drugi, trzeci przeszłyśmy wzdłuż nagrobków i nic. Zmęczone i bez nadziei ale uparte dopuściłyśmy do siebie ewentualność, że szukamy nie na tym polu co trzeba. I rzeczywiście. Były, nikt ich nie ruszył. A dzięki błądzeniu koleżanka znalazła jeszcze jeden grób znanych sobie osób. Zmęczone siadłyśmy na cmentarnej ławeczce i powiedziałam: "jak na starsze panie przystało poszłyśmy na spacer nie do parku ale na cmentarz". Ma się to czarne poczucie humoru.

W Pasażu Grunwaldzkim zasiliłam kasę firmy G., a na dole sklep "S". Oglądałyśmy też buty - bez efektu oraz herbaty na firmowym stoisku, koleżanka tam weszła tylko dlatego, że nie straszy już przed nim figura pana C. w koszuli kwiecistej. Nie lubi go, ma prawo.

Po drodze zdjęłam oprócz powyższych kwiatków jeszcze:

A w domu - kran kapie, bo hydraulik wymienił uszczelki nie tam gdzie trzeba. Wczoraj w zapale cięcia nożem malarskim zraniłam się dotkliwie w opuszek pod małym palcem prawej ręki. Lubię to :(

A na podwórku drzewo ma tak:

Poza tym namiętnie odpadają mi guziki od kurtek.

Sklep dobroczynny ogłosił na FB, że mają dużo pasmanterii, poszłam tam dwa dni po ogłoszeniu - wszystko wykupione, zaniosłam trzy sztuki ubrania - już nie przyjmują, bo mają za dużo, ledwie uprosiłam, żeby ich nie nosić załatwiając inne sprawy. Ale jak macie zapotrzebowanie na tanie kubki to widziałam tam sporą ilość. Bo na stoisku kawa/herbata jeden potrafi kosztować 15.-złotych i więcej. Nie zakupiłam też stewii, bo herbatę piję niesłodzoną, a to taka jakby trawka bardzo słodka jest. Nie było jej w innej postaci. Używacie stewii? Podobno kilka razy słodsza od cukru. http://stewia.info.pl/ .

W  tramwaju siedział przede mną "kark", staliśmy na światłach, obok w aucie straży miejskiej kobieta, kark pukał w szybę, a gdy ruszliśmy pokazał jej środkowy palec. Już go uznałam za chama, gdy na przystanku widząc wchodzącą starszą panią wstał, pomógł wejść i zaproponował swoje miejsce. Nie lubi młodych kobiet czy straży miejskiej? Misia nie lubi mojej nieobecności. Ja nie lubię pseudo fachowców, bo kran kapie.

 

 

 

wtorek, 16 kwietnia 2013

 Też tak macie, że albo nic się nie dzieje, albo wszystko naraz? Tak właśnie dzisiaj u mnie było. O godzinie 10,30 (a codziennie to ja o 10-tej wstaję) w bibliotece przy mojej ulicy opowiadałam o blogach i blogowaniu na podstawie cudzej książki i własnych doświadczeń.

Potem z koleżanką zrobiłyśmy zakupy w sklepie papierniczym i rozmawiałyśmy na ławce w Parku Nowowiejskim. Na sąsiednich rozsiadły się piknikujące grupki jedno lub dwupłciowe.

 W domu coś zjadłam i pojechałam na badanie w kierunku osteoporozy. Wielokrotnie wcześniej do mnie dzwoniono namawiając na to bezpłatne badanie, a ja je chyba pięć razy odkładałam z różnych powodóww, będąc dziwnie spokojna, że akurat tej dolegliwości nie mam. Jest takie centrum medyczne współpracujące z firmami farmaceutycznymi, które robi różne badania i proponuje pacjentom, że dostaną za darmo do przetestowania lek na daną dolegliwość. Na mnie nie skorzystają bom zdrowa. Badanie polega na leżeniu w ubraniu i czekaniu aż urządzenie w wysięgniku nas przebada. Mam się dużo ruszać i jeść nabiał - usłyszałam na koniec i otrzymałam białe kapcie z logo firmy.

Poezję w w.w. bibliotece  przedstawiła Elżbieta Kołodziejczyk

przeplatając poezję mówioną poezją śpiewaną z towarzyszeniem gitary na której grała i Pawła z własną gitarą.

Spotkanie miało tytuł: "Wszystkie wiersze płyną do morza" tak jak Jej tomik:

na zdjęciu poetka nad swoim ukochanym morzem.

W ramach dystansu do siebie samej dodała na końcu tomiku wiersz "Post scriptum":

ja nie wiem komu się może podobać

ta kołodziejczyk - krzywe zęby głupie włosy

w dodatku wiecznie się spóźnia

 

że niby poetka?

panie za takie pisanie nobla raczej nie dostanie

że śpiewająca?

whitnej houston to ona nie jest

co najwyżej wytnij (głos) ustąp (miejsca na scenie)

 

a poza tym kto to słyszał

żeby nie lubić ż we własnym imieniu?

a niechże gżegżółka jej zagwiżdże na pogrzebie!

O Wrocławiu:

"puszczam pędy"

wolnym krokiem idę przez rynek

i aż mnie szyja boli od patrzenia

nigdzie nie doświadczysz takiego błękitu

jaki obrasta postrzępione turnie

wrocławskiego ratusza

wolnym krokirm idę przez rynek

i aż mi mysli zachodzą rymem

obok dziewczynka piegowata

ktorą wziął na spacer tata

śmieje się w głos

bo klauna złapała za nos

a tam dalej tęczą rozbłyska

i pęka od pisku

największa na świecie bańka mydlana

i pani całuje pana

w podzięce

za żonkile uśmiechnięte

wolnym krokiem idę przez rynek

i aż mnie oczy pieką z wdzięczności

że zasadziłeś mnie własnie tutaj

"trzy gitary"

pierwsza wyrasta z moich dloni

i kwitnie piosenkami

druga wrasta w głowę

spina rozpuszczone myśli

w trzecią zamienia mnie dotyk

twoich palców

Elu, dziękuję za to spotkanie.

A tu można posłuchać głosu rożnych ptaków:

http://www.kezk.bio.univ.gda.pl/cw_ornit/mp3.htm

 

 

 

piątek, 12 kwietnia 2013

 Mój laptop właśnie tak się zachowuje, chce mnie zeżreć, a na pewno wykończyć nerwowo. Padła mu bateria, straszył mnie miganiem czerwonej lampki a kolor czerwony zawsze mi się źle kojarzy, choć to nie była gwiazda :).

Poza tym od dawna wielokrotnie uciekał mi internet, a ja nie wiedziałam w którym kierunku go gonić. Tzn. próbowałam go łapać, ale lasso/siatkę miałam jakieś takie nieadekwatne. Potrafił tak 7 razy pod rząd ciurkiem uciekać. Raz nawet poszedł w diabły zupełnie. Myślałam, że to dostawca ma awarię, więc do niego zadzwoniłam. Konsultant poradził to co już robilam, też mi fachowiec. Powiedział, że kiepska jest karta sieciowa. Po tych siedmiu razach zaniosłam laptopa do fachowca. Tam się okazało, że termin gwarancj minął, nowa bateria kosztuje ponad stówę (właśnie nie wiedzialam co z taką sumą zrobić :( ), a kartę sieciową spróbuje wymienić.  Czego dokonał. Głupio i naiwnie zadowolona nie otworzyłam sprzętu zaraz po powrocie do domu tylko sporo później. Internetu nie ma, a próba go pozyskania wymaga wpisania kodu sieciowego. Tylko skąd go wziąć? Z głowy czyli z niczego? Dwa razy dzwoniłam do fachowca, nie odbierał. Zadzwoniłam do dostawcy internetu - czekanie co najmniej 10 minut na konsultanta. Jak ja uwielbiam takie sytuacje. Zaczynam wtedy marzyć o epoce jaskiniowej bez techniki jakiejkolwiek.

Czuję, że włosów siwych mam coraz więcej, dobrze, że kupiłam farbę. Do fachowca wysłałam sms z prośbą o kontakt. Do dostawcy dzwonilam jeszcze 3 razy. Dobiłam się do konsultanta, powiedział gdzie jest podany kod wymagany. I namawiał na przejście na program tv cyfrowy co wymaga dodatkowego dekodera. Jasne, marzyłam o jeszcze jednej skrzynce w mieszkaniu, albowiem miejsca mam na kopy, metry sześcienne oraz kilogramy. To poprosił o podanie jaki mam telewizor i to z detalami. A ja znam tylko markę.

Wprowadziłam kod - bez skutku pozytywnego. Raz, drugi, trzeci. Zadzwonił fachowiec, poradził inny kod - jak wyżej. Siwieję coraz intensywniej. Zasugerował, abym poszukała i zastosowała kabelek do internetu przewodowego. Żebym wiedziała czy i gdzie ja go mam. Zamieniłam się we wcielenie uporu, czyli oślicę i wpisywałam kod, aż załapał. Dziś jest dzień czekolady, czuję, że, aby wyrownać poziom straconego ze stresu magnezu powinnam wchłonąć beczułkę tej słodkości.  I tym słodkim akcentem...

środa, 10 kwietnia 2013

 Czy słyszeliście o sympatycznej akcji "zawieszona kawa"?

We Wrocławiu jest kilka miejsc gdzie można i skorzystać, i "zawiesić": http://www.mmwroclaw.pl/445173/2013/4/9/zawieszona-kawa-we-wroclawiu-czestujcie-sie?category=news

Tagi: Wrocław
22:17, alodia1949 , o Wrocławiu
Link Komentarze (4) »
wtorek, 09 kwietnia 2013

 Dzisiaj poczułam trochę wiosny, włożyłam półbuty zamiast botków.

A w ramach urozmaicenia wpisów parę moich prac:

w oryginale jednak lepiej wyglądają :)

sobota, 06 kwietnia 2013

 Wiosny jak nie było tak nie ma, a żyć trzeba.

W Infopunkcie Łokietka 5 byłam na prelekcji o prawie. Zapoznawała nas z nim młoda kobieta z "Ośrodka Poradnictwa Obywatelskiego, ul. Kościuszki 35b (w podwórku), tel. 71 344-66-33, w poniedziałki godz. 9-17, we wtorki i środy w godz. 9-15, udziela się tam bezpłatnych porad prawnych.

"Ignorantia iusis nocet" - nieznajomość prawa szkodzi.

Podano nam 7 zasad prowadzenia własnej sprawy sądowej:

1. zrób plan postępowania

2. zasada pisemności - NIC "na gębę", wszystko na piśmie

3. należy mieć porządek w dokumentach (teczka, segregator)

4. obowiązkowo zawsze czytamy otrzymane pisma

5. przestrzegamy podanych terminów (jeśli mamy 7 dni na odwołanie, to tylko jeśli ostatni dzień jest dniem wolnym ustawowo termin się przesuwa, jesli w środku, to nie)

6. uważaj na fikcję prawną, np. jeśli nie odbierzemy pisma z sądu, po 2. awizach sąd uznaje, że je odebraliśmy i koniec, jesli odebrał je ktoś dorosły za nas sąd uzna, że to my odebraliśmy; należy też zawsze zgłaszać zmianę miejsca zamieszkania

7. na pocieszenie: NIE zawsze wszystko stracone, jeśli z przyczyn losowych (np. pobyt w szpitalu) nie dotrzymaliśmy terminu, możemy wnieś pismo o jego przesunięcie.

Była też mowa o spadkach, testamentach, o tym, że wydziedziczenie to pozbawienie nie tylko majątku ale i prawa do zachowku, który wynosi połowę tego co nam się prawnie należy.

WAŻNE: należy przyjmować spadki "z dobrodziejstwem inwentarza" a nie wprost, bo spadkodawca może zostawić długi. Jeśli robimy to wprost to odpowiadamy swoim majątkiem za te długi, jeśli "z dobr. inw." to tylko do wysokości spadku i żadni wierzyciele nic nam potem nie zrobią.

Testament musi mieć datę, treść i podpis. Wystarczy jedno zdanie: Ja (imię i nazwisko) niżej podpisany, świadomy swej woli, cały swoj majątek przekazuję (imię i nazwisko lub nazwa instytucji). Podpis.

Ja już napisalam, a Wy?

Jest szaro, buro i ponuro, więc w sklepie dobroczynnym nabyłam słoneczko, różowy kubek i figurkę dwóch dziwnych dość kotów:

słonko wisi na moim kilimie

środa, 03 kwietnia 2013

 Dzisiaj, mimo nieustępującej zimy, obejrzałam 4 wystawy:

trzy w Muzeum Narodowym:

 1. Od Cranacha do Picassa. Kolekcja Santander. Oprowadzała nas sympatyczna pani kustosz, z poczuciem humoru opowiadała o nalepszych obrazach kolekcji i twórcach, a powitała nas: proszę torebki trzymać przed sobą, bo to nasza broń kobieca. Chodziło o nieuszkodzenie jakiegoś obrazu torebką. Jest tam ponad 60 dzieł Kolekcji Santander z Madrytu. Zbiory te prezentowane były (poza Hiszpanią) tylko w USA. Pani kustosz powiedziała, że to dla naszego muzeum niewątpliwy zaszczyt to zpytałam ją ile nas (muzeum) ten zaszczyt kosztował. Otóż nic (o koszty transportu już nie zapytałam), tylko odmalowali ściany sal wystawowych, w każdej jest jeden pracownik stale pilnujący i dwaj ochroniarze.  Modelkami malarzy były różne osoby, panowie, panie a nawet tancerki, np. kankana, siejące zgorszenie albowiem wtedy majtki miały tylko nogawki i górną część w pasie, więc taniec byl ginekologiczny (słowa pani kustosz).

Pozostałe informacje na: http://www.mnwr.art.pl/CMS/wystawy_czasowe/Santander.html

2. Odcienie błękitu. Niderlandzkie fajanse z kolekcji profesora Wojciecha W. Kowalskiego oraz Muzeum Narodowego we Wrocławiu. http://kulturaonline.pl/odcienie,blekitu,wystawa,fajansu,galeria,25077.html

3. Dawna moda dziecięca XVII-XX wiek. Oprócz ubrań, bielizny, czepeczków, bucików, mitenek pokazano też sanki do pchania a nie do ciągnięcia i stare wózki dziecięce ale nie mające opon, czyli na bruku dziecko miało niezłą trzęsionkę. Asfaltu wtedy nie było. http://www.wroclaw.pl/dawna_moda_dziecieca__wystawa_w_muzeum_narodowym.dhtml

Potem poszłam do Dolnośląskiej Biblioteki Publicznej na wystawę "Czytać, czytać" i tam mnie trafiła spora irytacja. Zdjęcia są eksponowane na czarnym kartonie i to nie była dobra koncepcja, a poza tym w szkle antyram odbija się wszystko co może z otoczenia, zrobiłam zdjęcia ale okropnie to wyszło, a w internecie nie ma porządnej informacji ze zdjęciami

czyli musicie sami to obejrzeć. W soboty do Muzeum Narodowego jest wstęp bezpłatny na wystawy stałe (czyli na Santander, fajans i ubrania dziecięce - nie), a na wystawy w Galerii pod Plafonem (DBP) wstęp zawsze bezpłatny w godzinach działania biblioteki www.wbp.wroc.pl.

 
1 , 2
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek