O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
wtorek, 29 kwietnia 2014

 Zrobiłam kolaż z napisem "Kobiety tu czytają" ale faceci nie gorsi przecież. Powstał też napis o nich mówiący, oto dwa razem (na pewno byłyby ozdobą każdej biblioteki, której pracownicy i czytelnicy mają poczucie humoru):

mężczyźni czytają czasami, bo odrywają ich od tego inne zajęcia/zainteresowania, obrazki poniżej napisu to określają. :)

Dzisiaj, w miłym towarzystwie, robiłam ikony metodą dekupażu na zajęciach u koleżanki bibliotekarki biegłej bardzo w tej metodzie działania artystycznego. Muszę jeszcze dokupić i zamontować wieszaczki. Deseczka prostokątna to kuchenna po odcięciu (własnoręcznym) rączki z dziurką. Ja bym ją zostawiła ale koleżanka dobrotliwie mnie wyśmiała, dała piłkę do cięcia drewna i zagoniła do pracy. Wcześniej w domu zaleciła mi opalenie tej deseczki. Wraz z tą drugą. którą pozyskałam w sklepie dobroczynnym. Wyszło tak:

w rzeczywistości jest ładniejsza

robienie zdjęć rzeczom błyszczącym jest trudne, bo błysk lampy pozostawia ślady, a bez lampy zdjęcie jest za ciemne.

 

 

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

 

Vicki Myron, Bret Witter „Dziewięć wcieleń kota Deweya” Wydawn. Znak 2011

 

 

WSTĘP: ” Wiem dobrze, że zawsze znajdzie się ktoś, komu nie spodoba się nadmierne zacieśnianie więzów między kotami a ludźmi” Vicki Myron

 

O autorce:

 

 Vicki Myron urodziła się w 1947 roku w Spencer, Iowa (USA). Pracując ukończyła Emporium University. Przez 25 lat pracowała w bibliotece w Spencer. W 1988 roku jako dyrektorka zdecydowała, że znaleziony w trezorze (skrzynka zwrotów książek) kot pozostanie w bibliotece. Wyrósł na pięknego przyjaznego zwierzaka i przez kilkanaście lat był maskotką biblioteki. Międzynarodową sławę zyskał gdy dwa lata po jego odejściu powstała książka „Dewey. Wielki kot w małym mieście”.

 

O książce:

 

Niedawno był Światowy Dzień Kota i Dzień Przytulania Bibliotekarza. Ustanowiłabym jeszcze „Dzień Przytulania Kota przez Bibliotekarza i Czytelnika”.

 

Kto przeczytał książkę „Dewey. Wielki kot w małym mieście” na pewno chętnie sięgnie po dalszy ciąg opowieści o tym niezwykłym kocie. Książka opisująca jego życie w bibliotece w Spencer spowodowała, że do autorki pisali i dzwonili ludzie ze swoimi opowieściami o kotach. Także miejscowi czytelnicy podzielili się swoimi wspomnieniami o Deweyu. Z tego powstała nowa książka zawierająca dziewięć rozdziałów, a każdy z nich to inna ludzka i kocia historia.

 

Sześć części to najciekawsze z zasłyszanych opowiadań, trzy to powrót do życia Deweya i jego wpływu na czytelników, w tym nieśmiałej Yvonne.

 

Te kocie historie to przede wszystkim opowieści o niełatwych ludzkich losach. O anoreksji, uzależnieniu, alkoholizmie, traumie po uczestnictwie w wojnie w Wietnamie, nieudanych małżeństwach. I o łagodzącym wpływie kotów.

 

Zabawne imiona ludzie potrafią nadawać swoim pupilom. Na przykład Sir Rysiaczek czy Ciasteczko. Linda, którą w schronisku kotka sama sobie wybrała napisała do autorki: „Nigdy żaden człowiek, nawet moja córka, moi rodzice nie kochał mnie tak jak moja mała kotka Ciasteczko”.

 

Tanita lubiła być czyszczona odkurzaczem. Moja Misia ucieka już gdy wyciągam go z szafki a nie boi się odgłosów burzy.

 

„Plebanka” zadomowiła się w budynku administracyjnym Kościoła Metodystów gdzie pastor wyznawał szkołę bezstresowego podejścia do posługi kapłańskiej.

 

Koty są wszędzie. Na Alasce i na Florydzie – tam w ośrodku wypoczynkowym dzikie opanowały wyspę i trzeba było się nimi zaopiekować, karmić, leczyć, sterylizować.

 

Ostatni rozdział to happy end w życiu zmagającej się z licznymi chorobami autorki.

 

I mogłabym tę książkę polecić z czystym sumieniem gdyby nie to, że autorzy okrasili jej treść dużą dawką egzaltacji i sentymentalizmu. Niestety.

 

A na koniec może zacytuję autorkę koleżankę bibliotekarkę:

 

„Miłość może nadejść z najmniej oczekiwanej strony. Jedno wyjątkowe zwierzę może odmienić człowiekowi życie. Może odmienić życie całego miasteczka”. Dlatego proszę najpierw sięgnąć po pierwszą książkę tej autorki „Dewey. Wielki kot w małym mieście”.

sobota, 26 kwietnia 2014

 Ozdoby naszyjne zwane "zamotkami" można mieć w różnych wersjach, codziennej i "wyjściowej". W tej drugiej można dodać korale, broszkę lub łańcuszek. Oto propozycje:

zamotki ozdobione  1. guzikami  2. koralami

dżinsowa zamotka z guzikiem i korale, ta niżej ma nanizane liczne guziki i dodany łańcuszek niby złoty

środkowa jest ozdobiona kwiatkiem z filcu i łańcuszek, żółta brązowymi kwiatkami plus korale

granatowa ma wersję albo korale lub broszka, ta po prawej (warkocz) ma kwiatek zrobiony przeze mnie, gotowe kokardki i łańcuszek

oczywiście można bardziej poszaleć dobierając kolory  zamotek i korali, ja byłam tu dość konserwatywna ale na zawsze życzenie można coś zmienić.

 

 

 

Tagi: zamotki
21:28, alodia1949 , zamotki
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 kwietnia 2014

„Imigrantka” reż. James Gray

WSTĘP: Dlaczego nie warto upominać się o zniesienie wiz do Stanów Zjednoczonych

O filmie: Najwięcej polskich emigrantów do Stanów wyjechało około roku 1910 a potem 1990. Akcja filmu dzieje się w 1921 roku.

Do Ellis Island przybija statek wypełniony ludźmi pełnymi nadziei na lepsze jutro w nowej ojczyźnie. Wśród nich Ewa Cybulska (Marion Cotillard), pielęgniarka znająca język angielski, pochodząca z Katowic wraz z siostrą Magdą. Lekarz orzeka, że Magda jest chora na gruźlicę i musi zostać pół roku w szpitalu na kwarantannie. A Ewę urzędnik oskarża o niemoralne prowadzenie się na statku i decyduje o deportacji. Z pomocą przychodzi Bruno (Joaquin Phoenix), który ofiaruje Ewie pracę szwaczki. Propozycja jest grubymi nićmi szyta co każdy widz łatwo odgaduje. Ewa postanawia przetrwać do chwili gdy siostra zostanie wypuszczona ze szpitala i pomagać jej finansowo. Ląduje więc w tingel-tanglu (podrzędna restauracja, w której występowali wątpliwej sławy artyści) a nawet w łóżku z płacącymi klientami.

Wszyscy są zachwyceni jej urodą, co mnie dziwi ale może ja się nie znam. Bruno podobno ją kocha co nie powstrzymuje go przed kupczeniem jej ciałem, chamstwem, okradaniem i okrucieństwem. Ewa z pozoru krucha i słaba wytrzymuje wszystko z miłości do siostry.

Do tej roli startowała Weronika Rosati i może byłaby bardziej wiarygodna.

Phoenix jest najbardziej lepszy jako zimny drań, natomiast jego końcowy wybuch poczucia winy kompletnie mnie nie przekonał. Producent wymusił happy end?

Film przez cały czas ma mroczny nastrój dzięki zdjęciom, nie ma tam ani jednego promyka słońca, wnętrza są zagracone ciemnymi meblami, narzutami i zasłonami, nawet kolorowe ubrania panienek są ponure.

Jeśli reżyser widzi Polki jako cierpiętnice znoszące najgorsze upokorzenie z miłości do rodziny, to daj mu Boże zdrowie, bo na rozum już za późno. Nie polecam.

Tagi: Imigrantka
19:52, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (4) »
wtorek, 22 kwietnia 2014

 Jutro 23 kwietnia obchodzony będzie Międzynarodowy (Światowy) Dzień Książki. Misia też bierze udział w tym święcie.

 z internetu:


23 kwietnia – Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich

Święto książki wywodzi się z Katalonii, a po raz pierwszy zorganizowano je w 1926 roku. Wybrano dzień 23 kwietnia – nieprzypadkowo. To ważna data w historii literatury światowej: dzień śmierci  Cervantesa, urodzin i śmierci Szekspira, a także śmierci Inki Garcilasa de la Vegi. Zgodnie z tradycją katalońską tego dnia mężczyźni obdarowują swoje partnerki czerwoną różą, a one darowują im książkę. W 1995 roku UNESCO ogłosiła 23 kwietnia Światowym Dniem Książki i Praw Autorskich.

W 2008 roku Polska Izba Książki, inicjator obchodów tego święta w Polsce, zaprosiła Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, Polskie Towarzystwo Wydawców Książki, Stowarzyszenie Wydawców Katolickich, Stowarzyszenie Wydawców Szkół Wyższych, Izbę Księgarzy Polskich oraz Stowarzyszenie Księgarzy Polskich do współpracy przy organizacji obchodów. Powstał Komitet Porozumiewawczy wspierany przez Instytut Książki. Z roku na rok w dniach wokół 23 kwietnia coraz więcej mówiło się i pisało o książkach, coraz więcej odbywało się imprez, konkursów i innych wydarzeń związanych z książką i czytaniem. W księgarniach tradycyjnie już – weekendy z różą, a w tysiącach bibliotek spotkania i warsztaty.

Dyskusja o książce, o wielkiej przyjemności czytania i jego niezwykłej, wszechstronnej wagi dla naszego rozwoju zadomowiła się w przestrzeni publicznej i zajęła swoje należne miejsce. Dane o stanie czytelnictwa w Polsce nie są zadawalające, zważywszy na związek pomiędzy wskaźnikiem czytelnictwa w danym kraju a poziomem jego rozwoju. W czołowych krajach świata blisko 80% obywateli czyta co najmniej jedną książkę rocznie. Ogłoszony w październiku 2013 roku przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa 2014-2020 ma na celu podniesienie poziomu czytelnictwa w Polsce. Więcej na temat czytelnictwa w Polsce na stronie www. Polskiej Izby Książki.

Najczęściej mówimy „Światowy Dzień Książki”, zapominając, że pełna nazwa tego święta brzmi inaczej, że jest jeszcze coś, co wymaga naszej uwagi i naszego świętowania – prawa autorskie! Burzliwej dyskusji wokół ACTA w latach 2011/2012, setkom artykułów, audycjom, konferencjom i publicznym dyskusjom zawdzięczamy, że problem własności intelektualnej, w tym praw autorskich zaistniał w powszechnej świadomości. Dziś myśląc więc o międzynarodowym święcie 23 kwietnia, kojarzymy już pełną nazwę: Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich.

Dyskusja o prawie jest potrzebna, kiedy następują istotne zmiany społeczne i gospodarcze. Od swego powstania prawo autorskie podlegało modyfikacjom dostosowującym je do zmieniającej się rzeczywistości. Dziś mamy do czynienia z fenomenem rozwijającego się błyskawicznie i zmieniającego naszą komunikację i formy naszego działania Internetu. Prace legislacyjne nad prawem Internetu nie nadążają za tymi procesami. Niekiedy mówi się wręcz o rewolucji internetowej, przynoszącej istotne zmiany socjologiczne i gospodarcze. Internet znacząco obniżył poziom ochrony praw autorskich, gdyż stworzył bardzo łatwe, dostępne i tanie narzędzia sprzyjające ich naruszeniom.

Podstawą rozważań wokół koniecznych zmian w prawie autorskim musi być poszanowanie prawa majątkowego. Musimy pracować nad zmianą  społecznych nawyków, nad wypracowaniem społecznego sprzeciwu dla nielegalnego kopiowania i korzystania z utworów. Bez tego nie dorośniemy do światowych standardów w poszanowaniu prawa własności intelektualnej i tym samym rozwoju opartego na wiedzy i kulturze.

Tagi: książka
21:47, alodia1949 , różne
Link Komentarze (2) »
środa, 16 kwietnia 2014

 Ależ mam dziś dzień - w piekle radośc niesamowita. O 8,30 zadzwoniła do mnie koleżanka (doskonale wie, ze o tej porze jeszcze śpię), żeby nadać na naszą wspólną znajomą. Nie lubię. Rozbudziła mnie, a jak już zasnęłam to obudziłam się o 11,30.

Potem okazało się, że diabeł ogonem nakrył adres koleżanki, ktory sobie wczoraj wieczorem zapisałam. Zadzwoniła do mnie z życzeniami, mieszka, po pergrynacjach wielu, włączając w to internowanie w Gołdapi, w rodzinnej wsi, bo lubi i blisko ma rodzinę.

Aby zmiksować witaminową bombę (mandarynka, banan, jabłko, grapeifruit, pomarańcza) postawiłam miseczkę z jedzeniem Misi do zlewu (przestrzenie mam lilipucie), no i okazało się nagle i niespodziewanie , że jest pełna wody, czyli jedzenie do wyrzucenia.

Dzisiaj też wylałam sobie sporo bardzo gorącej herbaty na dekolt, na szczęscie bąbli nie ma ani ran ciętych, kłutych ni postrzałowych :), to teraz będę się zachowywać jak poparzona - ostrzegam! :)

Najgorzej było w poniedziałek. Klub Seniora zalatwił nam bilety na "Mistrza i Małgorzatę" w Teatrze Muzycznym Capitol. Miejsca bylły w ósmym rzędzie balkonu wzięłam więc lornetkę teatralną. Wyjęłam ją z torebki już po ciemku, wyczułam sznureczek, założyłam na szyję pewna, że mam ją na uwięzi. Na scenie w pewnej chwili pokazywano sztuczki w wyniku jednej spadły na publiczność banknoty - rosyjskie czerwieńce. I po dłuższej chwili zorientowałam się, że lornetki na kolanach a zwłaszcza na sznureczku nie ma. Poza tym nagłośnienie jest tam jak dla głuchych. Kompletnie nie rozumialam co aktorzy śpiewali. Skatowało mnie to dokumentnie i w przerwie uciekłam z bólem głowy. Stracili we mnie widza.

Wczoraj nie weszły mi tu wszystkie zdjęcia kartek. Nie bo nie i już. I nie chodzilo o to, że dałam za dużo plików. Czasem blox.pl ma fanaberie. Właśnie obchodzi jubileusz 10. lat istnienia i prosi o życzenia no to życzę sobie i jemu (bloxowi), aby takich niespodzianek nie było, bo mnie wkurzają.

Życzę Wam jak najmniej (bo wcale to się nie zdarza) wkurzających ludzi i sytuacji oraz zdrowia mrowia, kasy masy!!!

 

 

 

 

Tagi: wielkanoc
21:17, alodia1949 , święta
Link Komentarze (6) »
wtorek, 15 kwietnia 2014

 W tym roku wysłałam 15 kartek z życzeniami świątecznymi, w tym 12 wykonanych przeze mnie.

Oto niektóre moje prace:

te górne w zielonej ramce to są wielkanocne obrazki, które powstały przy okazji, na lewym jest kot :)

po lewej stronie na białym tle jajko zostało ulepione z ususzonej skórki pomarańczowej, to na fioletowym tle ze skorupki jajka, zajęcie - przylepianie drobnych elementów dla masochistów stworzone jest,

stosuję różne materiały - po lewej płatki kwiatków są z filcu

Właśnie zablokowała się możliwość wstawiania tu zdjęć więc ciąg dalszy nastąpi.

 

czwartek, 10 kwietnia 2014

 Wczoraj w "Studium 3 wieku" w SKIBIE uczono naa robić kwiatki z krepiny, czyli barrdzo pofałdowanej bibuły. To fałdowanie potrzebne, bo dzięki temu można wycięte elementy rozciągać. Robiliśmy żonkile, narcyzy i krokusy, wyszedł mi taki bukiet:

A dzisiaj panie z "Gniazdka" w Infopunkcie pokazały jak robić z filcu kurkę-ocieplacz na jajko:

 Wczoraj automat biletowy w tramwaju pobrał kasę ode mnie ale tylko udawał, że drukuje bilety albo wszystkie dziesięć miały czapkę-niewidkę. Na szczęście Biuro Obslugi Pasażera MPK mieści się niedaleko, więc poszłam dzisiaj z reklamacją. I miałam sobie za zle, że w domu nie napisałam skargi, bo pewnie zażądają. A tu nie. Pan wpisał moje dane, nr wagonu (przytomnie zapisałam), godzinę  oraz okoliczności pożarcia kasy i obiecał, że w ciągu tygodnia dostanę odpowiedź. Ciekawe jaką.

Wczoraj zmokłam niemożebne. Mówi się, że ktoś wygląda "jak zmokła kura", pewnie byłam jeszcze śliczniejsza inaczej. Ale na pewno nie zielona jak kurki powyżej :).

wtorek, 08 kwietnia 2014

Portal "Kobiety to czytają" poprosił na fb, aby zrobić napis "Kobiety tu czytają" i sfotografować go w różnych miejscach.

Zrobiłam taki napis:

i zaczęłam wymyślać miejsca, czyli gdzie by tu, gdzie by tu...

Miałam list do wysłania, więc może na skrzynce pocztowej? Zapytałam o zgodę - absolutnie nie powiedziała pani naczelniczka przez urzędniczkę. Pewnie to by zagroziło dobremu imieniu pocztowca polskiego. Podejrzenie, że ktoś siedzi na skrzynce i czyta. A może na samej poczcie ktoś się oddaje tej rozpuście? Nie, to nie.

Następny był warzywniak - szefowej nie ma, personel nie może wydać deczyzji. W następnym mógł.

W dodatku komputer informuje mnie, że traci ochronę, a znajomy komputerowiec gdzieś zginął w przestrzeni i czasie, a konkretnie w Anglii.

Zmniejszone zdjęcia mają za dużo MB :(

No, powiedzcie sami - czy nie mam racji stwierdzając, że diabeł stróż nieustannie mi dokopuje?

Koleżanka podała mi inne źrodło zmniejszania zdjęć, zobaczymym czy zadziałało:

na huśtawce

panowie na ławeczce zgodzili się bez oporów, może dlatego, że na Ołbinie a nie na Oporowie są? :)

tu ma przyjaznym warzywniaku

na przystanku tramwajowym sympatyczna nieznajoma zgodziła się zapozować i na publikację wizerunku

Jej i panom z ławeczki SERDECZNIE DZIĘKUJĘ i pozdrawiam. Poczcie polskiej życzę utraty pozycji monopolisty. 

więcej zdjęć pokażę na fb, proszę zaglądać na mój profil :)

 

 

 

 

poniedziałek, 07 kwietnia 2014

Jodi Picoult – W naszym domu, Wydawn. Prószyński i Ska, 2010

Wstęp: Autyzm to nieustanna wspinaczka po stromym, śliskim zboczu.

O autorce:

Jodi Picoult urodziła się w Nesconset, Long Island, New York 19 maja 1966 roku. Wychowywała się w rodzinie niepraktykujących Żydów. Studiowała nauki humanistyczne na Uniwersytecie Princeton i pedagogikę na Uniwersytecie Harvarda.

Pierwsza książkę napisała w wieku 5 lat. Jest autorką 21 powieści, cztery z nich sfilmowano. Przetłumaczono jej książki na 34 języki.

W 2003 roku otrzymała nagrodę New England Book za całokształt twórczości.

O książce:

Emma Hunt była szczęśliwą żoną i matką dwóch zdrowych synów aż do dnia gdy zaszczepiono trzyletniego Jacoba. Zmieniło go to diametralnie, a po licznych badaniach stwierdzono u niego zespół Aspergera – łagodniejszą formę autyzmu. Potem już nic nie było tak jak przedtem. Chore dziecko powoduje chorobę całej rodziny. Mąż i ojciec nie wytrzymał i odszedł. Młodszy syn Theo marzył o normalnym domu. Emma zaniedbała w życiu wszystko oprócz Jacoba, który „stara się być jak wszyscy ale nie ma pojęcia jak to się robi”. „Umysł ma jak brzytwa, ale taka, która prawie zawsze jest zamknięta i w żaden sposób nie da się otworzyć”.

Osiemnastoletni Jacob nie ma przyjaciół, bo brak mu empatii i prawidłowych zachowań społecznych. Interesuje się kryminalistyką i zamęcza wszystkich zdobytymi wiadomościami. „Osoba z Zespołem Aspergera jest dla siebie pępkiem świata i tak też się zachowuje”.

Matka zatrudniła studentkę Jess, aby uczyła Jacoba zachowań w różnych sytuacjach. Podopieczny bardzo lubi swoją nauczycielkę natomiast nie znosi jej chłopaka. Niestety Jess ginie i Jacob zostaje oskarżony o morderstwo. Konfrontacja z wymiarem sprawiedliwości jest ciężkim doświadczeniem dla całej rodziny.

Kolejne wydarzenia poznajemy z relacji Emmy, Jacoba, Theo, Olivera – adwokata i Ricka – policjanta. Rozdziały zatytułowano imieniem osoby opowiadającej, a przeplatane są krótkimi opisami różnych morderstw.

Autorka wielokrotnie i bardzo dokładnie opisuje autystyczne zachowania Jacoba w różnych sytuacjach i reakcje otoczenia oraz wysiłki matki, aby ułatwić synowi wyjście z ataków lub im zapobiec.

Czytelnik dostaje też sporą dawkę drobiazgowej wiedzy kryminalistycznej Jacoba.

Głównym problemem książki miało być czy ktoś z Zespołem Aspergera może być odpowiedzialny za swoje czyny, nawet morderstwo.

Powieść ma 693 strony i większość tekstu przedstawia życie rodziny Huntów zdeterminowane przez chorobę starszego syna. Niestety równowaga między tą sprawą a głównym zagadnieniem jest  bardzo zachwiana i może zniechęcić czytelnika.

Książkę tę polecam osobom lubiącym grube powieści medyczno-prawnicze. 

 

 
1 , 2
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek