O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
sobota, 30 kwietnia 2016

Jacek Hugo-Bader – Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak. Wydawn. Znak, Kraków 2014

WSTĘP: „Przyjaciela nie opuszcza się nawet wtedy, gdy jest już tylko bryłą lodu” – Wawrzyniec Żuławski

O autorze:

Jacek Aleksander Hugo-Bader urodził się 9 marca 1957 roku w Sochaczewie. Jest dziennikarzem i reportażystą.

Ukończył studia pedagogiczne. Pracował jako nauczyciel, pedagog szkolny, socjoterapeuta a także wykonywał różne prace fizyczne.

Był szefem kolportażu MKK „Solidarność” wydającej podziemne pismo „Wola” i drukującej „Tygodnik Mazowsze”.

Opublikował książki: „Biała gorączka”; „W rajskiej dolinie wśród zielska”; „Dzienniki kołymskie”; „Długi film o miłości”; „Skucha”.

Zrealizował cztery filmy dokumentalne.

Otrzymał liczne nagrody.

O książce:

W  2012 roku pięciu polskich himalaistów postanawia w trakcie zimy zdobyć Broad Peak (Szeroki Szczyt). To dwunasta najwyższa góra świata.

5 marca  2013 – polska ekipa pod kierownictwem Krzysztofa Wielickiego zdobywa szczyt, konkretnie byli to: Maciej Berbeka, Adam Bielecki, Tomasz Kowalski i Artur Małek. Najstarszy z uczestników Maciej Berbeka i najmłodszy Tomasz Kowalski zginęli podczas zejścia, ich ciała tam pozostały.

Wkrótce potem młodszy brat Macieja Jacek Berbeka organizuje wyprawę poszukiwawczą.

Autor w mailu prosi go o dołączenie do ekipy. Planuje nakręcić film i napisać książkę o wyprawie. Książkę w której chce sobie i innym wytłumaczyć dlaczego ludzie się wspinają, na czym polega amok pchający ich w jeszcze niezdobyte góry, narażając swoje i cudze zdrowie oraz życie.

„Wejście na taką górę, to nie tylko wysiłek fizyczny, ale bardzo poważna rozgrywka taktyczna”.

Książka składa się z trzech obszernych rozdziałów: Karawana, Baza, Wycof – każdy z nich ma kilkanaście krótszych części.

Zawiera także wiele kolorowych zdjęć – klatek z filmu, jaki miał powstać. Przedstawiają one zarówno góry jak i obozowiska oraz ludzi – uczestników wyprawy.

Na początku reportażu podane są „Osoby dramatu”, czyli członkowie pierwszej i drugiej wyprawy oraz osoby z którymi autor rozmawiał – członkowie rodziny i osoby ze środowiska wspinaczy.

Książkę kończy „Kalendarium wydarzeń” poczynając od stycznia 2013 roku do 27 lipca oraz mapka z zaznaczonymi trasami obu wypraw.

Autor przedstawia czytelnikom sylwetki himalaistów żyjących i tych, którzy zostali w górach na zawsze.

Rozmawia z żyjącymi wspinaczami, ich rodzinami oraz kolegami ze środowiska.

Pokazuje alpinizm i wspinaczy z różnych punktów widzenia - swojego,  ich samych, rodzin oraz komentatorów internetowych określając te wpisy słowem jazgot.

Hugo-Bader bardzo umiejętnie stopniuje napięcie dzięki czemu książka  czytelnika wciąga,  wyjaśniając przy okazji wiele spraw, szczególnie osobom nie mającym pojęcia o wspinaczce. Przeplata relację z wyprawy życiorysami wspinaczy, przekazuje nam historię himalaizmu i opowiada jak polscy alpiniści zarabiali na wyprawy w PRL-u.

Cytuje zapis rozmów jakie prowadził szef pierwszej wyprawy z kolegami idącymi na szczyt.

Podkreśla karkołomność wypraw i determinację himalaistów. A także próbuje wytłumaczyć dlaczego są od tego uzależnieni.

W Himalajach i Karakorum straciło życie pięćdziesięciu Polaków.

To jest pasja z której wielu ludziom trudno zrezygnować mimo starzenia się.

"Długi film o miłości" to książka o pasji, miłości, uzależnieniu od sukcesu, ucieczce od nudnego przeciętnego życia i starości, o ambicji – często chorej, chęci zaistnienia w mediach i niekiedy o braku odpowiedzialności.

Także o środowisku wspinaczy „…w polskim środowisku alpinistyczno –himalajsko - wspinaczkowym wszyscy kochają się jak wykastrowane, głodne psy zamknięte na mrozie w ciasnej klatce w schronisku”.

 I  o tym co często zachodzi w ich organizmach: „… stopniowe stępienie wrażliwości na ryzyko, z którego rodzi się poczucie nieśmiertelności”.

Dzięki autorowi dowiadujemy się jakie są objawy i skutki choroby górskiej, co to jest „linia śmierci”, jak wspinacze się odżywiają, w co są ubrani i wyposażeni. Z jakiej pomocy korzystają i  ile to wszystko kosztuje.

Dlaczego wciąż idą w te góry? Bo są.

Polecam.



sobota, 23 kwietnia 2016

Taki plakat wymodziłam i w oknie Stowarzyszenia Żółty Parasol powiesiłam:

Osobom, których maile posiadam wysłałam prezentację złożoną z moich kolaży na temat książek i czytania.

Poza tym trzymałam maila od koleżanki internowanej w Gołdapi, że jest Krzyż Wolności i Solidarności, który wybranym kobietom będzie wręczać prezydent Andrzej Duda.

Odpisałam, że wolałabym, aby energię i pieniądze na to przeznaczone przekazać byłym internowanym potrzebującym pomocy.

W następnym mailu koleżanka powtórzyła prośbę, abym wypełniła druk wniosku o przyznanie odznaczenia. Udowadnianie, że na nie zasługuję jest dla mnie upokarzające. Napisałam więc, że nie chcę  go otrzymać. Naprawdę nie jest mi ono potrzebne do szczęścia.

Jakiś czas temu dostałam (bez konieczności wyprawy do Warszawy) medal "Niezłomni" i to mi całkowicie wystarczy.

We wtorek na spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Książki w SKIB-ie omawialiśmy (polecony przeze mnie) "Dom tęsknot" Piotra Adamczyka (nie aktora). Pisałam o niej tutaj.

Na koniec poprosiłam wszystkie obecne osoby (było nas 11), aby powiedziały skąd pochodzą ich rodziny. I okazało się, że moglibyśmy stworzyć taką kamienicę jaką opisał Adamczyk przedstawiając powojenne losy Wrocławia.

Z okazji dzisiejszego święta wszyscy mogli sobie wybrać zakładkę - sówkę przeze mnie wykonaną.

sobota, 16 kwietnia 2016

Małgorzata Kalicińska – Fikołki na trzepaku.  Wspomnienia z podwórka i nie tylko. Wydawn. Zysk i Ska 2009

Wstęp: „są to wspomnienia dziecka, obrazki zatrzymane w kadrze. Sporo tu smaków, potraw, … dziecko najłatwiej zapamiętuje to, co je, co smakuje…”

O autorce:

Małgorzata Kalicińska urodzila się  30 września 1956 w Warszawie.

Jest absolwentką XXXVII Liceum Ogólnokształcącego im. Jarosława Dąbrowskiego w Warszawie.  Ukończyła studia w Szkole Głównej  Gospodarstwa Wiejskiego.

Pracowała w szkołach: Technikum Ogrodniczym w Konstancie-Jeziornie, Szkole Podstawowej nr 312 w Warszawie, Szkole Podstawowej nr 328 w Warszawie.

Była zbieraczką wiadomości w TVP1 w programie Kawa czy herbata?.

 Współtworzyła program Forum nieobecnych, współpracowała przy redagowaniu programu Żyć bezpieczniej.

Wiele lat pracowała i była współwłaścicielką Agencji Reklamowej Camco-Media. W latach 2008-2012 współpracowała z czasopismem „Bluszcz”.

Od 2011 r. prowadzi własny blog internetowy.

Ma dwoje dorosłych dzieci: Stanisława i Barbarę z którą napisała wspólnie powieść „Irena” i „Kochana moja”.

Swoją karierę pisarską zawdzięcza trylogii: Dom nad rozlewiskiem, Miłość na rozlewiskiem, Powrót nad rozlewisko, na podstawie których nakręcono serial telewizyjny.

O książce:

Autorka we wstępie informuje czytelników, że napisała te wspomnienia na prośbę swoich dzieci, którym opowiadała o beztroskim dzieciństwie na warszawskiej Saskiej Kępie i o wiejskich wakacjach.

Obejmują one koniec lat pięćdziesiątych, sześćdziesiąte i początek siedemdziesiątych.

Książka składa się z pięciu rozdziałów: Saska Kępa; Zwykłe życie; Rodzina; Wakacje; Zmiany.

 Jest też dość długi Wstęp w którym dokładnie i po nazwisku wymienia wszystkie koleżanki i kolegów z podwórka. Kalicińska ma dobrą pamięć do szczegółów i nam ich nie szczędzi. Nie zawsze wychodzi to książce na dobre.

Jest też  Posłowie w którym trochę się usprawiedliwia, że nie ma w tej książce faktów historycznych: „O wiele barwniej, wyraziściej wspominam dzieciństwo, mimo że przypadło podobno na okres szarego PRL-u, dlatego bardzo chciałam uchronić je od niepamięci…”.

To słowo „podobno” jest charakterystyczne dla tych wspomnień.

Dla Kalicińskiej - dziecka wszystko było wspaniale i ekscytujące. Kochający tatuś, zabawy na podwórku i przyległych do bloków działkach z rówieśnikami i smaki jedzenia.

Poznajemy wszystkich sąsiadów – dorosłych i dzieci. Dokładnie – jak wyglądali, ubierali się, jakie mieli zwierzęta i zwyczaje i co matki koleżanek gotowały.

Także rodzinę autorki – rodziców po przejściach, wierzących w panujący ustrój i w pewnym stopniu będących jego beneficjentami. Kochającego ojca, mamę z zawodu i natury nauczycielkę.

 Krewnych, kuzynów – starszych, młodszych, polskich i zagranicznych.  Babcię Stasię, która miała kilku mężów, w tym geja, który po nocy poślubnej palnął sobie w łeb.

Najmniej jest o czytaniu książek, dopiero w rozdziale „Zmiany” wspomina, że przed snem lubiła poczytać „Kuchnię polską”.

Bo Kalicińska lubi jeść (ale nie słodycze): „Ja zawsze i wszędzie bywam głodna. Jedzenie stanowiło i stanowi dla mnie taką samą atrakcję jak zwiedzanie”.

Oprócz jedzenia bardzo lubiła być zakochana „W miłosny kompot wpadałam jak ta śliwka, często i łatwo”.

Książka jest bogato ilustrowana zdjęciami rodzinnymi, jest też parę rysunków.

Autorce można pozazdrościć pamięci do szczegółów i niepamięci do przykrych zdarzeń.

Tym, którzy lubią takie wspomnienia – polecam.

 

 



sobota, 09 kwietnia 2016

 Na wernisaż zdjęć sleeveface w Stowarzyszeniu Żółty Parasol, w czwartek, przybyło dwanaście osób. Widocznie każda następna bała się, że będzie tą trzynastą :).

Tak więc modelka, która przed sesją pomyliła Nadodrze z Ołbinem kosiła w trakcie wernisażu. Nie panów ani kasę tylko trawę na działce. Trawę a nie trawkę.  Chyba. :)

Druga modelka musiała pracować do godziny 19-tej.

Trzecia i czwarta nie dały znaku życia, więc się trochę o nie martwię.

Spóźniona mieszkanka naszego osiedla zapytana dlaczego odpowiedziała: nawet się nie spieszyłam. Jak miło! A potem opowiadała co wg niej jest źle wykonane na kolejnym zdjęciu. Niektórzy MUSZĄ umniejszyć pracę innych, aby się poczuć lepiej.

Natomiast facet z naszego osiedla (którego od dawna nie lubię, bo zasłużył) przyszedł 25 minut przed czasem i usłyszawszy, że wernisaż jest o godz. 17-tej obrażony wyszedł. Zrobił mi tym wielką przyjemność.

Ja wraz z koleżanką (dzięki Krysiu) byłyśmy w Parasolu już godzinę wcześniej, aby przygotować salę, napełnić termosy wrzątkiem, rozstawić sponsorowany przeze mnie poczęstunek (wafelki mojej produkcji też były), kubki, łyżeczki, cukier, mleczko. Po wernisażu też my sprzątałyśmy.

Na jednym z parapetów rozłożyłam zrobione przez siebie zakładki do książek w kształcie sowiej głowy. Każdy uczestnik mógł sobie wybrać taką w prezencie.

Wraz z fotografem opowiadaliśmy historię prawie każdego zdjęcia. Według czyjego pomysłu zrobione, kto przyniósł akcesoria potrzebne, kto zapozował itd.

Ja rozdałam obecnym modelom miniaturki ich zdjęć.

Jedna z uczestniczek przyniosła parę fajnych książek w darze dla biblioteki sąsiedzkiej - bardzo dziękuję!

Rozmawialiśmy między innymi o książce "Dom tęsknot" Piotra Adamczyka (dziennikarza i pisarza a nie aktora) - pisałam o niej tutaj już wcześniej. Bardzo ją polecam.

Ewa nie mogła przyjść na sesję, a że lubi koty, więc po wernisażu zrobiłam jej zdjęcie z książką Brigitte Bardot - miłośniczką zwierząt.

A na koniec zdjęcie z cytatem:

Wszystkim bardzo dziękuję za przybycie, Krysi niezawodnej za pomoc. Naprawdę ją doceniam!

Wystawę można oglądać jeszcze co najmniej przez 2 tygodnie, zapraszam w piątki w godzinach 12-15 gdy mam dyżur w bibliotece sąsiedzkiej.


wtorek, 05 kwietnia 2016

 Zdjęcia z sesji fotograficznej sleeveface zostały wybrane, wydrukowane i powieszone.

Zapraszam na wernisaż w czwartek na godzinę 17-tą, Stowarzyszenie Żółty Parasol,Wrocław, ul. Wyszyńskiego 75A (prawie u zbiegu ulic Prusa/Wyszyńskiego). Będzie poczęstunek i dla każdego podarunek przeze mnie wykonany.


sobota, 02 kwietnia 2016

Carola Dunn – Śmierć w posiadłości Wentwaterów, Edipresse 2013

 

WSTĘP: „Wygląda na to, że w całym kraju aż roi się od oszukanych mężów i okłamanych przedsiębiorców, którzy mieli tysiąc powodów, by zażądać głowy lorda Stephena”

O autorze:

Carola Dunn urodziła się 14 listopada 1946 roku w Anglii.

Twórczość literacką zaczęła od pisania romansów historycznych. Widocznie jednak ten gatunek jej nie wystarczał, bo napisała 21 tomów cyklu  „Kryminalne przypadki Daisy D.” pozostając przy historycznym tle.

O książce:

Pierwszy tom serii nosi tytuł „Śmierć w posiadłości Wentwaterów”. W polskiej edycji na okładce jest, siedzący na wannie, czarny kot. Ale w tekście go nie ma, co mnie bardzo rozczarowało.

Akcja powieści toczy się w ciągu tygodnia, zimą 1925 roku.

Córka wicehrabiego dwudziestopięcioletnia błękitnooka Daisy Dalrymple nie chce być zależna od rodziny, a za mąż nie wyszła, bo jej narzeczony zginął w czasie pierwszej wojny. Namolny wielbiciel Philip natomiast niech sobie wielbi inna panią.

Wyprowadziła się od matki postanawiając zarabiać jako dziennikarka. Dostaje zlecenie na napisanie artykułu o posiadłości lorda Wentwater. Dobre pochodzenie umożliwia jej kontakt z wyższymi sferami.

Autorka klasycznie prowadzi akcję – najpierw przedstawia czytelnikowi całą rodzinę – lorda, jego bardzo młodą żonę z tajemnicą, czwórkę dorosłych dzieci, co jedno to mniej udane.

Także siostrę, to „Rozłożysta dama w niesprecyzowanym wieku, ubrana w obszerne tweedy i wspaniale perły” z mężem.

No i służbę, która nosiła uniformy oraz liberie, pracowała do ósmej wieczór, a nawet do północy, bo jaśniepaństwo mogliby potrzebować pomocy  przy zaspokajaniu zachcianek czy wychodzeniu z bardzo wysokich wanien.

Dunn opisuje także wnętrze domu, podaje fakty z dziejów rodziny.

 A potem następuje znalezienie trupa.

Wszyscy ukradkiem cieszą się, że ten łajdak o zimnych oczach zginął tylko kto jest mordercą?

Daisy pomaga policjantowi Alecowi Fletcherowi, a nawet całej rodzinie, bo jest bystra i życzliwa.

Policjantów lord nie zaprasza do stołu na wspólny posiłek, bo przecież nie są dżentelmenami. Mogą najwyżej osobno zjeść kanapki o nazwie „rozkosz dżentelmena” z chlebem bez skórki. Ale co to za rozkosz bez skórki?

Alec „Ani przez chwilę nie wierzył we wrodzoną wyższość arystokracji”. I słusznie.

W tle mamy też kradzież arystokratycznych klejnotów.

I odrobinę humoru. Szkoda, że tak mało.

Niestety tłumaczka ma kilka wpadek:

- zamiast lufka (do palenia papierosa) podaje słowo obsadka

- zamiast „trup w szafie” – kościotrup w szafie

- zamiast „macocha” – przybrana matka

No i uwielbiam proste zdania typu: „Kawę oraz alkohole podano i skonsumowano”.

A już powaliło mnie: „Arystokratyczna godność przenikała każdy cal jego wysokiej, wyprostowanej postaci”.

No, istna „Trędowata” z której pamiętam: „Rasa szła przed nim i za nim, owijając się wokół jego stóp”.

Można tę książkę przeczytać w ramach zapewnienia sobie czystej rozrywki. Może w podróży lub u dentysty albo czekając na Godota.



O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek