O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
sobota, 28 maja 2011

 http://www.hospicjum.wroc.pl/

Dzisiaj trzy i pół godziny byłam wolontariuszką na stoisku w.w. hospicjum. Dwie młode wolontariuszki - Ada z koleżanką malowały buzie i ręce dzieci - w kwiatki, biedronki, motylki, korony, paski, mordki kotów domowych i dzikich, a nawet pająki.

My starsze nadmuchiwałyśmy liczne kolorowe balony i umieszczałyśmy je na plastikowych uchwytach. Prosiłyśmy o dobrowolną wpłatę dla hospicjum do dwu puszek, w zamian za malowanie, balon czy urządzenie do robienia baniek mydlanych. Każda z nas ubrana w koszulkę z logo i nazwą tej, jakże potrzebnej, instytucji.

W ramach "Dobrych Stron" na placu Gołębim stoi duzy namiot, a w nim stoiska wydawnictw z ofertą książkową dla dzieci i młodzieży."Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci" i "Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał" - prawda?

 Towarzyszyła nam, czasem zbyt głośna, muzyka, momentami huki pękajacych balonów. Od jednej z wolontariuszek seniorek usłyszałam o jej doświadczeniach w tej działalności. Tutaj, wprawdzie rzadko ale jednak, spotkałyśmy się z braniem bez chęci dawania.

Zamiast narzekać na brak sympatycznych kontaktów międzyludzkich warto zostać wolonatriuszem.

czwartek, 26 maja 2011

 To oczywiście nie są wszystkie plansze tylko parę z osiemnastu. Można ją jeszcze oglądać do końca maja od poniedz. do czwartku w godz. 16-20.

środa, 25 maja 2011

  Powyższe zdjęcia są z wystawy w bibliotece przy ul. Reja pt. "Żywa biblioteka". To są spotkania z różnymi ludźmi jak: antyfacet (!), gej, lesbijka, osoba ciemnoskora, protestant, Żyd, osoba transenderowa. Najbardziej rozbawiła mnie w tej wyliczance "Blondynka". Nie byłam na żadnym z tych spotkań ale ciekawa jestem jaki mieli na nią pomysł, mam nadzieję, że nie stereotypowy jak w dowcipach.

Na ławce wiaty napis: "Tusk szkodnik". A autor napisu to kto? Dobroczyńca ludzkości? Zniszczył mienie spoleczne. Powinien wyszlifować i pomalować ławkę na koszt własny.

Mój osobisty diabeł stróż nakręcił mini serial pt. "Co by tu jeszcze u Ireny sp... , panowie i panie?".

Odcinki powstały trzy:

- "Jak skasowałem potencjometr radioodtwarzacza aż fachowiec się zdziwił" - koszt 40,- złotych (z odbiorem i dostarczeniem do domu)

- "Oberwałem rączkę patelini z dziką rozkoszą"

- "Zepsułem pilota telewizyjnego z przytupem. Niech se wlaścicielka grubą de częściej podnosi z tapczana, ha,ha,ha".

Life is brutal, plugaw i full of zasadzkas stwierdziłam zmieniając ręcznie  kolejny kanał w jaki mnie wpuszczono oraz płacąc 35,-zł za pilota.

Roznosiłam plakaty/ulotki dot. kolejnych zajęć kolażowych, dotarłam też do Centrum Seniora. Na korytarzu usłyszałam głos znajomej. Wsunęłam głowę do wewnątrza pokoju, wyszła do mnie i porozmawiałyśmy, m.in. zwerbowała mnie do wolontariatu w czasie trwania "Dobrych Stron" czyli targów książki dla dzieci i młodzieży.

Na stojaku z bezpłatnym pismem "Wrocławski Senior" leżało kilka niedużych ramek ze zdjęciami kotów. Jak koty to ręce same mi się wyciągają :). Zapytałam czy to też za darmo. Dzięki argumentowi Uli, że bez honorarium wydrukowali mój tekst o Wrocławiu mogłam sobie wybrać jeden obrazek. I padło na ... młodego kotka na kwitnącej gałęzi siedzącego. Bardzo a propos bloga więc obwieściłam to wszystkim. Zawisł w kuchni na miejscu zepsutej patelni. Już wiem dlaczego musiała zostać wyrzucona.

Szef CS na temat koty bardzo się ożywił, przyniósł elektroniczny album, aby pokazać swoje dwa czarne. Piękne. A historia z pierwszym była taka: syn miał zdiagnozowaną alergię na kocią sierść ale bardzo chciał kota. Ja go rozumiem, przecież "dom bez kota to głupota". Pojechali więc do schroniska, tata zdecydował, że czarny, aby odczarować pecha do tej maści. Zastrzegli ewentualny zwrot gdyby alergia okazała się silniejsza. W aucie pokazała swoje pazury objawami ale na drugi dzień już było lepiej, a na trzeci bez śladu. Zrobili testy - alergii brak. Czyli pragnienie posiadania kota przezwyciężyło chorobę. Jest to przykład wyższości psychiki nad fizycznością.

Udzieliłam też paru porad co do karmienia kotów - nigdy zimnym jedzeniem i jeśli pierwszy posiłek kot wymiotuje to dawać malutkie porcje należy.

Dostalam od CS misję w postaci zaniesienia plakatów do biblioteki przy ul. Szewskiej przy okazji swoich materiałów. Podzieliłam się też radością z bycia na emeryturze z koleżanką kierowniczką. Zaprosiła mnie na malowanie jedwabiu, może się wybiorę.

A w piątek idę na "spacer literacki" po Rynku organizowany przez Dolnośląską.Bibl. Publiczną , zbiórka na parterze, godz. 16. Zapraszam wszystkich.

 

-

wtorek, 24 maja 2011
poniedziałek, 23 maja 2011

 Wieczór, parking i starszy zagubiony mężczyzna. Spóźnił się na przedstawienie cyrku. Podjeżdża ktoś z obsługi z wózkiem dla inwalidów i prosi o podanie numeru telefonu do domu starców. Starszy pan zauważa, w biurze, fotografię artystki cyrkowej na słoniu. I płynie opowieść.

Stany Zjednoczone w 1931 roku. Jakob Jankowski (Robert Pattison) syn weterynarza także chce leczyć zwierzęta. "Powiedz jakie masz plany, a usłyszysz śmiech pana Boga" mówi przysłowie. Jest prawie u celu ale jego rodzice giną w wypadku. Dowiaduje się, że zaciągnęli dużą pożyczkę na jego studia i teraz Jacob zostaje z jedną walizką bez domu. Załamuje się i wskakuje do pociągu byle jakiego. Okazuje się, że cyrkowego.

Właścicielem jest August Rosenbluth (Christoph Waltz) okrutny, porywczy i zaborczy treser zwierząt. Główną atrakcją cyrkowego programu jego żona Marlena (Reese Witherspoon) woltyżerka. Jacob zostaje weterynarzem zwierząt (bezzębnych lwów, żyrafy, hieny, koni) i wielbicielem gwiazdy.  Marlena jest zmęczona bezwzględnym mężem i brakiem stabilizacji. Nic dziwnego, ze zakochuje się, z wzajemnością, w młodym, przystojnym i wrażliwym Jacobie.

August, aby ratować nie najlepszą kondycję cyrku kupuje słonicę Rose, a Jacob odkrywa, że reaguje ona na polecenia wydane po polsku. Słonica lepiej gra swoją rolę niż Robert Pattison. Ciekawa jestem kto dostał większą gażę?

Nie udaje się ucieczka młodej pary ale August w swoim okrucieństwie w stosunku do ludzi posunął się o jeden most za daleko i pracownicy wraz z Rose zgotowali mu zasłużone odejście z tego łez padołu.

Happy endy są dwa - Marlena i Jacob pobierają się, mają pięcioro dzieci i żyją szczęśliwie. Po śmierci żony dzieci oddają Jacoba do domu starców. "To nie jest dom, bo pełno tam obcych ludzi" mówi starszy pan. I prosi pracownika cyrku, aby pozwolił mu zostać i pracować dopóki siły pozwolą.

Jeśli macie wolne dwie godziny i ochotę na film zobaczcie "Wodę dla słoni" bo choć jest o miłości nie denerwuje harlequinowością. Gdyby jeszcze nie ten Pattison. Reżyser Francis Lawrence postawił na gwiazdę. A ona mrugnęła w "Zmierzchu" i sobie zgasła. 

 

19:51, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (2) »
niedziela, 22 maja 2011

    O autorce: Gail Tsukiyama urodzila się w San Francisco, jej matka jest Chinką, a ojciec Japończykiem. Ukończyła San Francisco State University. Pierwsza jej powieść pt.: "Women of the Silk" ukazała się w 1994 roku. Wydała pięć powieści i liczne opowiadania. Jest laureatką wielu nagród.

O książce: Ostatnie trzęsienie ziemi w Japonii spowodowało zwiększenie zainteresowania tym krajem.

Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o książce "Ulica tysiąca kwiatów". Jest to powieść o dwu rodzinach, których losy splatają się, o Japonii w latach 1939-1966, narodowym sporcie sumo i maskach teatru no.

Bohaterami są dwaj bracia, starszy Hiroshi i młodszy o półtora roku Kenji Matsumoto, osieroceni w dzieciństwie i wychowywani przez rodziców matki Fumiko i Yoshido Wada. Mieszkają razem w dzielnicy Tokio Yanaka. Dziadek brał udział w wojnie rosyjsko-japońskiej w 1905 roku na której zginął jego brat co spowodowało, że stał się pacyfistą.

Hiroshi, wysoki - 180 cm wzrostu, otwarty i ekspresyjny zostaje zawodnikiem sumo dochodząc do najwyższej rangi.

Kenji - nieśmiały i pełen rezerwy kończy studia architektoniczne ale zostaje rzeźbiarzem masek używanych przez aktorów teatru no.

Obaj tym samym spełniają własne marzenia.

Poznajemy także Tanakę, właściciela szkoły  sumo, ojca córek Aki i Naru. Jego żona ginie w czasie nalotu bombowego 10 marca 1945 roku.

Cytat: "Dla Tanaki sumo to było coś więcej niż sport i lata ciężkiego treningu, sumo to była rodzina. Sumo to była historia. Sumo to była wspólnota."

Hiroshi żeni się z Aki, a Kenji z koleżanką poznaną na studiach Mika Abe.

Autorka opowiada nam o Japonii w czasie II wojny światowej gdy była sojusznikiem hitlerowskich Niemiec i o okresie powojennym, czasie okupacji amerykańskich wojsk stacjonującym na wyspach przez siedem lat. Opowiada o biedzie, braku żywności i upokorzeniu Japończyków, co zawdzięczali uporowi swojego cesarza, który nie chciał się poddać i sprowokował tym Stany Zjednoczone do zbombardowania Hiroszimy i Nagasaki.

Pisarka nie żałuje bohaterom ciężkich przeżyć - wielu okaleczeń, samobójstwa, utonięcia, depresji i śmierci w czasie nalotu. Widzę w tym skłonność ludzi Dalekiego Wschodu do okrucieństwa, zauważalnego np. w filmach Akira Kurosawy.

Ostatni rozdział nosi tytuł "Dzień bez żalu", trzydziestosiedmioletni Hiroshi żegna się z karierą sportową: "Hiroshi czekał w szatni na przejście po raz ostatni ukwieconą alejką do dohyo. ... Sięgnął po tomik poezji Basho, prezent do Kenjiego i potrzymał go chwilę bez otwierania. Tak na szczęście. Przez lata nauczył się tych wierszy na pamięć, uspakajając w ten sposób nerwy."

Znalazłam dwa haiku Basho pasujące do losów bohaterów tej książki:

Oto samotność

wśród ukwieconych wiśni

cyprys wyniosły.

**************************

Taki dzień długi -

jeden za drugim mija

w przeszłość daleką...

Czy warto przeczytać tę książkę? Tak, bo Japonia to nie tylko samuraje, sushi i gejsze to ludzie tacy jak my, ze swoimi smutkami i radościami, pragnieniami, sukcesami i klęskami.

 

sobota, 21 maja 2011

    Jak dotąd napisałam dwanaście opowiadań. Cykl nosi tytuł: "Wrocław, koty i .... Opowiadania prawie kryminalne".

Każde ma swój tytuł i akcja toczy się w innym miejscu (z jednym wyjątkiem), moich miejscach pracy, szkołach i innych:

1. "Rąbnięta rocznikiem" - akcja w pierwszym miejscu pracy czyli Bibliotece Głównej Politechniki Wrocławskiej

2. "Zwłoki w Parku Szczytnickim" - biblioteka w ówczesnej Szkole Inspekcji Pracy przy ul. Kopernika,

3. "Śmiertelny duet przy Szewskiej" - pracowałam w bibliotece Katedry Historii Sztuki, akcja w tym budynku ale nie w bibliotece,

4. "Ciało wystrzyżone" - biblioteka Instytutu Geograficznego Uniwersytetu Wroclłwskiego,

5. "Topielec przy Galla Anonima" - biblioteka publiczna przy tejże ulicy

6. "Kościotrup pamiętajacy Breslau" - szkoła podstawowa nr 45 na Sępolnie,

7. "Zimny trup obok liceum" - XI LO przy ul. Spółdzielczej

8. "Zeszła w kanciapie" - biblioteka publiczna przy ul. Parkowej (dawniej Rosenbergów) osiedle Szczytniki,

9. "Denni denaci" - Salonik 3 Muz i Gołdap (miejsce internowania),

10. "Ofiara w ogrodzie" - Ogród Botaniczny, ZOO i gabinet dentystyczny,

11. "Poległa pod lampą" - ponownie biblioteka publiczna przy ul. Galla Anonima,

12. "Otruci w pociągu" - akcja w pociągu, jadącym przed siebie.

W przygotowaniu opowiadanie z akcją w naszym Muzeum Narodowym, mam nadzieję, że dzięki koleżance poznam jego topografię, nie żebym nigdy tam nie była :)

Nie zamieszczę ich w internecie albowiem są chętni do podpisywania się pod cudzą pracą. 

To było dla ducha, a teraz coś dla brzucha czyli deser.

Składniki:

biszkopty obojętnie jakie - długie lub okrągłe, kawa rozpuszczalna, kwaśna marmolada lub dżem, kajmak lub masło orzechowe, płatki migdałowe lub orzechy włoskie pokrojone. Kawę zaparzamy, czekoladę rozpuszczamy.

Dół miski lub tortownicy wyłożonej folią aluminiową wykładamy, szczelnie, biszkoptami, polewamy je, niezbyt obficie, kawą. Smarujemy marmoladą, układamy warstwę biszkoptów, smarujemy rozpuszczoną czekoladą, warstwa biszkoptów, smarujemy to masłem orzechowym lub kajmakiem, układamy biszkopty i tak dalej. Na wierzch rozpuszczona czekolada posypana wiórkami migdałowymi lub orzechami włoskimi. Zawijamy miskę/tortownicę w folię aluminiową i dajemy do lodowki na co najmniej godzinę. Kroimy w trójkąty jak tort. Naprawdę warto! 

 

 

piątek, 20 maja 2011

  Zrobiło się letnio i gorąco. Nie przepadam.
W ramach diabelskich igraszek zepsuł mi się potencjometr radiowo-mp3  i nie mogłam przesłuchać płyty nagranej przez jedną z dziennikarek InfoTuby.
Wczoraj siedziałam, leżałam (niepotrzebne skreślić) w domu,
przepisując tekst nowego opowiadania pt.: "Otruci w pociągu".
Wpisałam na pendrive`a i dzisiaj wydrukowałam.
Okazało się, że można dołączyć go do zbindowanej wcześnie
całości bez kłopotu.
W punkcie ksero obsługują sympatyczne osoby, dzisiaj
powiedziałam współwłaścicielce, że pracuje jak
superekspress i że jej zazdroszczę tej umiejętności.
Rzeczywiście robi pięć rzeczy równocześnie i się nie myli.
Ja bym zwariowała i pogubiła się.
Mam więc 12 opowiadań.
Następne powstaje, zainspirowane akcją "noc muzeów".
A koleżanka podpowiedziala mi jeszcze jedno miejsce -
centrum handlowo-kinowe gdzie bywam robiąc
zakupy i na filmach.
Wrogów do zabicia mi zaczyna brakować więc zaczynam
"załatwiać" cudzych. W ramach dobrych uczynków. :)
Nie za bardzo służą mi nowalijki bo powodują rozstrój żołądka.        
Czym ogrodnicy je tak strasznie toksycznie  faszerują?
Wracałam w samo południe. Na szczęście nie było żadnej strzelaniny :)
Z wieży osiedlowego kościoła usłyszałam melodię graną przez dzwony: "Chwalcie łąki umajone"
Pamiętcie?:
 Chwalcie łąki umajone,
Góry, doliny zielone.
Chwalcie, cieniste gaiki,
Źródła i kręte strumyki!
Autorem słów jest jezuita (z rodzinną, żona, dzieci przeszłością)
Karol Bołoz Antoniewicz, muzykę skomponował M. Mycielski.      

czwartek, 19 maja 2011

  Wczoraj spotkalłm się z koleżanką, rozmawiałyśmy o różnych sprawach. Koleżanka zachęcila mnie do napisania tekstu na infotuba.pl, a więc zapraszam do przeczytania.

Komentarze można wpisywać tutaj lub na infotubie - portalu dziennikarstwa obtywatelskiego.

http://www.infotuba.pl/spoleczenstwo/ludzie/co_kazdy_z_was_zrobilby__a12265.xml

wtorek, 17 maja 2011
 
1 , 2
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek