O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
wtorek, 29 maja 2012

 

o autorce:

Ksenia Basztowa urodziła się 3. czerwca 1985 roku w Rostowie na Donem w rodzinie prawniczej. W 2006 roku ukończyła studia prawnicze i pracuje jako adwokat. Pierwsza jej powieść ukazała się w 2007 roku. Wydała kilkanaście opowiadań i osiem powieści.

 O książce:

 „Włos mi rzednie, twarz mi blednie, psują mi się zęby przednie”

 Akcja powieści toczy się w mieście wybudowanym w stepie gdzie mieszkańcom krew wypijają komary. Ale nie tylko o czym przekonali się dwaj główni bohaterowie. Kumple od dzieciństwa Andriej, narrator i Wowka Dan. Rankiem, po rozrywkowej nocy Andriusza pokonuje „syndrom agresywnego chodnika”, którego definicję znajdziecie już na stronie 12.

Koledzy mieszkają z rodzicami, rodzeństwem i zwierzętami. Narrator – psami o imionach Kiciuś i Mruczuś, Wowka z kociakiem, którego nazwał Azor. Normalni to oni nie są, jak widać z powyższego.

W trakcie pijackiej nocy, w ogrodzie botanicznym spotykają mężczyznę ofiarującego im nieśmiertelność. Alkohol upośledza myślenie więc nie odmawiają wykonania toastu krwią.

Taki jest początek niesamowitej historii miłosnej trwającej pięćset lat, w otoczeniu wampirów, wilkołaków oraz poczucia humoru. Miłość jest, oczywiście, silniejsza niż śmierć i siły nieczyste.

Po nocy pełnej napojów Andriej na widok swej twarzy w lustrze pyta: „Dokąd pojechał cyrk i dlaczego mnie nie zabrali?”. Widocznie dwa kły w jego ustach im przeszkadzały.

„Twarz przypominała o wiecznej tragedii rosyjskiego narodu, którego martyrologię można streścić w słowach: „Pić należy mniej lub chociaż zagryzać”.

Bohaterowie nie są bogaci, jeżdżą autobusami gdzie wiszą tabliczki jak z filmów Barei: „W przypadku awarii ilość zabitych powinna się zgadzać z ilością miejsc siedzących”. Ja postulowałabym zmierzenie ilorazu inteligencji każdemu urzędnikowi.

Dzięki tej książce dowiedziałam się, że przekleństwo to starodawny sposób na odpędzenie nieczystych sił. Już rozumiem dlaczego są stosowane tak często i gęsto. To nie brak wychowania, to lek przeciw złu, które czai się wszędzie.

Większość postaci występujących w powieści ma „Uśmiech milutki jak na fotelu u stomatologa na widok maszyny do borowania” – przejrzyjcie się w lusterku u dentysty, a najlepiej zróbcie zdjęcie komórką i zastosujcie jako tapetę.

Na grobach wyżej wymienionych osobników mogłabym napisać swoje epitafium: „Tu leżą dobre maniery, szlag je trafił, do cholery!”.

Bywają kryminały z poczuciem humoru więc i horror się tego doczekał. Tylko takie mogę czytać, bo potem nie śnią mi się okropności i z każdego kąta nie wyłażą potwory.

Tylko dla osób z poczuciem humoru polecam.

 Ksenia Basztowa – Wampir z przypadku

Wydawn. Fabryka snów, Lublin 2008

 

sobota, 26 maja 2012

 W dzisiejszej "Gazecie Wyborczej" ukazał się tekst o giełdzie, ktorą wymyśliłam i organizuję od 30 lat.

przeczytać się nie da ale jest w internecie: http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,11800961,Trzydzieste_urodziny_wroclawskiego_dress_party.html

a to kwiaty jakie otrzymałam od koleżanki bibliotekarki Beaty w "Noc Muzeów" - dziękuję, że byliście ;)

a kto nie czytał jeszcze mojego opowiadania pt. "Topielec przy Galla Anonima" może go przeczytać tu:

http://pulowerek.pl/2011/06/topielec-przy-galla-anonima-by-irena-brojek/   nie mogę się doprosić, aby skasowano numerację stron i zrobiono odstęp po słowach:  "Otworzyła i cofnęła się zamykając je gwałtownie", bo w nastęnym akapicie to już inny rok.

A tutaj opowiadanie me "Otruci w pociągu" http://www.forum.kolejarz.org/viewtopic.php?t=5183

To jest pierwsze opowiadanie jakie napisałam, bez trupa ;)                                    http://www.wbp.wroc.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2460&Itemid=1

 

czwartek, 24 maja 2012

 spacer literacki śladami wrocławskich Żydów, tu z przewodniczką przed tablicą poświęconą aktorce Idzie Kaminskiej, Teatr Rozmaitości

Żydzi sami wymyślili żart, że najlepiej wychodzi im granie na: instrumentach, w szachy i na giełdzie. A przecież są też aktorami, reżyserami, pisarzami i naukowcami jak Ludwik Hirszfeld bakeriolog i immunolog czy Hugo Steinhaus matematyk i aforysta.

Oto parę z nich: "Człowiek jest do­wodem bos­kości zwierzęcia", "Idioci i ge­niu­sze są wol­ni od obo­wiązku ro­zumienia dowcipów", "Człowiek, które­mu su­fit spadł na głowę - stropiony", Mędrzec widzi w lus­trze głup­ca, głupiec przeciwnie

Obaj napisali wspomnienia, Steinhaus -pełne goryczy i złych wydarzeń. W aforyzmach jawi się jako pogodny i pełen dystansu do świata. Usłyszeliśmy także m.in. historię pisarza Emila Ludwiga urodzonego jako Cohn (ojciec zmienił dzieciom nazwisko) który po wojnie szukał sarkofagów Goethego i Schillera. Następny spacer odbędzie się w czwartek 14 czerwca, o godz. 16, w Domu Edyty Stein przy ul. Nowowiejskiej 38.

Mój wpis o wystawie został skomentowany "Gratulacje są najuprzejmiejszą formą zawiści" J. Tuwim. Przypomniało mi to jak znajoma, gdy się dowiedziała, że wygrałam konkurs na dziennik z czasu powodzi i nagrodę w postaci słusznej sumy, najpierw pół godziny opowiadała mi o swoich perypetiach z garażem, a dopiero potem pogratulowała ale wyraźnie widać było, że ją skręcało. Bidulka.

Upał źle na mnie wpływa w różnych aspektach, m.in. w tym, że kupuję lody. Nabywam więc małe w plastikowym kubeczku, młody sprzedawca pyta czy dać drewnianą łyżeczkę, odpowiedziałam, że wygarnę sobie palcem. Naaaaprawdę? - zapytał zdumiony. Uspokoiłam go, że żartuję. Ale miał minę!

Do klubu "Impuls" przyszły trzy młode kobiety z firmy "Takomedia" zatrudniającej amatorów do seriali paradokumentalnych typu "Trudne sprawy". "Dlaczego ja?" Wraz z innymi paniami brałam udział w castingu na aktrisę. Czerwony dywan nie jest mi pisany na pewno - bez obaw.

Najpierw obfotografowano nas z kartką zawierającą nasze dane i kolejny numer. Potem przed kamerą, nadal z kartką, przedstawiałyśmy się i wymieniałyśmy swoje zainteresowania. Każda z nas dostała do przeczytania opis sytuacji i rozmowę jaką mamy zaimprowizować. Historia byla dość drastyczna, bo dotyczyła gwałtu na dziewczynce i zabójstwa pedofila przez matkę. Każda z pań improwizowała świetnie. A wszystko odbywało się w sali gdzie wisi moja wystawa ale w kadrze jej nie ujęto. Na koniec wypełnilysmy ankietę gdzie podawałyśmy m.in. rozmar buta i czy zgodzimy się wystąpić jako złodziejka, prostytutka, morderczyni. Odpowiedziałam TAK - przecież już mam wprawę jako autorka mordująca swoich wrogów. Zapytano także czy zgodzimy się wystąpić w bieliźnie. Nie zaznaczono czy erotycznej. Niezależnie jaka by nie była zakreśliłam NIE.

 

 

 

wtorek, 22 maja 2012

 Jostein Gaarder, Klaus Hagerup – Magiczna biblioteka Bibbi Bokken

 Jacek Santorski & Co. Wydawnictwo, Warszawa 1998

Wstęp:

„Książka to nie tylko słowa czy obrazki na papierze, lecz także wszystkie myśli, które rodzą się w mojej głowie w trakcie czytania”.

O autorach:

 Jostein Gaarder – urodził się 8 sierpnia 1952 roku. Norweski autor książek filozoficznych i literatury pięknej. Najbardziej znana to „Świat Zofii” będący wprowadzeniem do filozofii.

 Klaus Hagerup – urodził się 5 marca 1946 roku. Norweski pisarz, tłumacz, scenarzysta, aktor i reżyser.

O książce:

 W 1993 roku Norwegia obchodziła „Rok Książki 1993” w 350-lecie wydania ich pierwszej książki. Komitet organizacyjny postanowił, że powstanie książka o książkach, która zostanie bezpłatnie rozdana wszystkim szóstoklasistom w Norwegii.

Autorzy uznali, że przygodowa akcja z tajemnicą w tle będzie najlepszym sposobem na zachęcenie uczniów do czytania.

Głównymi bohaterami jest para młodych bohaterów, kuzynostwo Berit i Nils. Korespondują ze sobą w tradycyjny sposób ale niekonwencjonalnie, bo piszą listy w eleganckim zeszycie. Dzieci przesyłają go sobie z Oslo do Fjaerland i z powrotem. Widocznie w Norwegii poczta działa sprawniej niż u nas. 

Zainspirowani spotkaniem z kobietą z wielkimi oczami postanawiają odnaleźć tytułową magiczną bibliotekę.

Pomagają lub przeszkadzają im współbohaterowie książki:

Bibbi Bokken – bibliotekarka, miłośniczka Uniwersalnej Klasyfikacji Dziesiętnej Deweya, paląca fajkę i piekąca pyszne drożdżówki,

Mario Brosani – głuchy antykwariusz z Rzymu, judoka z białymi jak kreda zębami, kaligraf inicjałów,

Reinert Bruun nauczyciel i jego zona Aslang

Czarnym charakterem jest Marcus Buur Hansen, łysol z nieustannie obecnym na twarzy drwiącym uśmieszkiem, uważający, że czas książek już dawno się skończył.

Pełni fantazji i wyobraźni kuzyni kradną listy, podsłuchują rozmowy, wkradają się i penetrują cudzy dom ciągle w poszukiwaniu magicznej biblioteki.

Autorzy w trakcie akcji przemycają wiadomości z historii pisma i książek, chwaląc biblioteki z katalogami szufladkowo-kartkowymi wypieranymi przez komputery.

Listy Berit napisał J. Gaarder, Nilsa  - K. Hagerup.

 W Norwegii istnieje biblioteka mieszcząca się w 60-metrowym tunelu wykutym w skale, jest tam czteropiętrowy budynek o długości stu metrów, zawiera on40 kilometrówpółek, a na nich cały kulturalny dorobek kraju.

W Polsce za to jest coraz mniej bibliotek. Słusznie bardzo – głupimi łatwiej rządzić.

 Oto kilka cytatów z tej książki:

  - „Książka to magiczny świat, pełen malutkich znaczków, które potrafią ożywić zmarłych, a żywym zapewnia życie wieczne”.

- „Nie ma żadnych reguł jak należy pisać i nie ma żadnych reguł jak należy myśleć”.

- „Jednym słowem to zarówno prosty alfabet jak i ruchome czcionki stworzyły europejską kulturę pisma.

I na zakończenie:

- „Jeśli właściwie dobierzesz swoje książki znajdziesz się w najlepszym towarzystwie. Będziesz obcować z najmądrzejszymi, najznakomitszymi i najszlachetniejszymi charakterami, z dumą i chwałą ludzkości”.

niedziela, 20 maja 2012

 Wszystko zaczęło się jesienią 2011 r. Poszłam z teczką zawierającą plansze z kolażami wystawy "Przez wrocławskich ulic sto" do Domu Edyty Stein z propozycją pokazania jej tamże. I teraz zaproponowano mi w ramach "Nocy Muzeów" wystawę połączoną z czytaniem opowiadania pt. "Kościotrup pamiętajacy Breslau". Wybrałam je ponieważ nawiązuje do przedwojennego Wrocławia. No i nie jest długie. W domu zrobiłam próbę generalną - czytanie trwało 17 minut.

Wraz z panią Ewą cztery godziny montowałyśmy wystawę,  coż - bez pracy nie ma kołaczy. Mieści się ona na poziomie -1, w sali o bardzo surowym piwnicznym dizajnie. Postanowiłam pomieszczenie trochę umaić. Maj przecież mamy - prawda? Wybrałam się więc dzisiaj, za radą pani Basi, nad Odrę, aby pozyskać trochę zieloności. Chciałam też uciąć suchę wysokie trawy z rosochatymi witkami rosnące nad samą wodą, ale przedostanie się do nich groziło śmiercią lub kalectwem, a na pewno utytłaniem się w błocie. Zrezygnowałam z tej przygody albowiem wolę się tytłać w złocie  ewentualnie złotogłowiu a nie błotonogowiu. No i błoto nie jest moim naturalnym środowiskiem. Złoto też nie - niestety. Wracając do umajania - chabazie moje i białe kwiaty jakie przyniosla pani Małgorzata trochę odwracają uwagę od ścian i podłóg w więziennych klimatach. Poza tym ja przygotowałam pakiety (w osobiście wykonanych kopertach) z materiałami o Wroclawiu oraz drobny catering i wodę mineralną, a Dom napoje czyli kawę, herbatę i sok dla gości. Powitałyśmy ich wraz z panią Malgorzatą Linowską. Ja powiedziałam, że w opowiadaniach morduję swoich wrogów, a na pytanie skąd ich tylę, odpowiadam, że tylko ludzie bez charakteru ich nie mają.

Potem o godzinie 20-tej pani kustosz oprowadziła nas po domu i życiu rodziny Edyty Stein. Była najmłodszą z jedenaściorga dzieci Zygfryda i Augusty Steinów. Ojciec zmarł w wieku 49 lat i to Augusta prowadzila firmę drzewną, z takim powodzeniem, że kupili ten dom. Okazuje się, że nie tylko Edyta zmieniła wiarę ale i jej siostra Róża. Augusta zmarła w 1938 r., trojgu z rodzeństwa  udało się wyemigrować, Edyta i Róża zginęły w komorze gazowej Auschwitz, reszta rodziny w Teresinie.

A za oknem, na podwórku rośnie kasztan, i teraz właśnie kwitnie, pamiętajacy tę rodzinę.

Jan Paweł II powołał do współptronowania Europie trzy święte kobiety: Brygidę Szwedzką, Katarzynę ze Sieny i Teresę Benedyktę od Krzyża czyli wrocławiankę,choć nie Polkę,Edytę Stein (1891-1942). W kościele p.w. św. Michała Archanioła jest kaplica Edyty Stein. Warto zwiedzić dom i pomodlić się za Edytę i wszystkich zamordowanych  przez oszalałych politykow w kaplicy, a na cmentarzu żydowskim przy ul. Ślężnej położyć kamyk na grobie Augusty.

 

piątek, 18 maja 2012

 Ze szwankującym aparatem fotograficznym poszłam do fachowca, daleko nie mialam bo na ul. Żeromskiego. Tenże (fachowiec) najpierw rozmawiał prywatnie z kobietą, potem ze mną. Z lupą w oku zaglądał aparatowi do wewnątrza gdy wszedł młodzieniec zagadując o aparat kolegi. Ja stoję i czekam, oni rozmawiają, o aparacie, o kumplu i o łamanaym kluczu - czy takie są tylko do opla, czy może i do innych. Poczułam się jak w garażu. W koncu zniecierpliwiona zauważylam, że ja tu byłam pierwsza, a nawet na świecie przed nimi. Fachowiec doszedł do wniosku, że aparat nie czyta pamięci co okazało się prawdą. Za tę konsultację zaplaciłam 3,- zł, trochę się upierając, aby przyjęto zapłatę. Pan powiedział, że kupi sobie za to piwo bo ma dzisiaj okrągłą rocznicę urodzin. Zapytał na ile wygląda (zaraz przypomina mi się Irena Kwiatkowska w "Czterdziestolatku") dałam mu 50,- lat, a ma 60,-, co przeczy twierdzeniu, że mężczyźni szybciej się starzeją.

Uprałam dzisiaj ubrania z pomocą pięciu pokruszonych orzechów w woreczku i 2 łyżeczek sody oczyszczonej luzem. Na początek zaryzykowalam z ciemnymi rzeczami, po wyschnięciu zobaczę czy uprane.

Od koleżanki w bibliotece usłyszałam: "Nie każdy ma taki dar od Boga, że brak mu zmarszczek" - bardzo mnie to rozbawiło, bo chodzi o osoby puszyste.

Codziennie piję sok wyciskany przemocą z sokowirówki pomocą z marchewki, białej rzepki, buraka i jabłek. Nie potrzebuje dosładzania. I przy okazji ułożyłam:

Pij sok z buraków - unikniesz wszelkich raków.

Z marchewki pij soczki - ominą cię mroczki

Soczek z jabłuszek chroni twój brzuszek.

Pij soczek z białej rzepki będziesz bardzo krzepki.

Kupiłam sobie kubek z uśmiechniętymi kotami za jedyne 4,99.- zł:

 

sobota, 12 maja 2012

 Jeśli mamy zapas czasu tramwaje i autobusy łaszą nam się do stóp i przyjeżdżają bez czekania. Ale jeśli tylko się śpieszymy pokazują swoją ciemną stronę mocy. Dzisiaj miałam przypadek pierwszy. Dzięki czemu, po przestawieniu z Anią stołu i rozciagnięciu na całą jego, ach jakże praktyczną długość, mogłyśmy chwilę porozmawiać. Stwierdziłam, że jak na 30 lat to różnych nieprzyjemności było mało. Opowiedziałam o kobiecie, ktora po wysłuchaniu reportażu radiowego o giełdzie przyszła, a potem, na adres koleżanki u której impreza się odbyła, a na moje nazwisko, przysłała list z pretensjami. Głównym zarzutem było, że ona przyniosla ciasto a nic nie sprzedała. Jeszcze dowiedziałam się (życie moje bez tej wiadomości nie miałoby sensu), że ma małe mieszkanie i że nie potrzebuje poznawać nowych ludzi, bo ma rodzinę. Nie zachowałam listu, miał bardzo duży ładunek złych emocji ale odpowiedziałam - że mam od niej mniejsze mieszkanie, a lokal giełdowy jest koleżanki, opisałam (nie żałując szczegółów) jakie nakłady pracy, energii i pieniędzy włożyłam w wymyślenie, rozkręcenie i organizację giełdy, że w "Regulaminie" informowałam, że to impreza towarzysko-handlowa i jeśli lubi tylko swoją rodzinę to niech komuś z tego kręgu sprzeda swoje rzeczy. Koleżanka z pracy tę moją odpowiedź, przed wysłaniem, przeczytała  i powiedziała: "nie wiedziała z kim ma do czynienia"! Dalszego ciągu z tą pańcią nie było.

Potem przyszła Helena, która opowiedziała jak to maki w ogrodku uprawiała w celach ozdobnych, a jesienią suche ich badyle na stosie złożyła, co wzbudziło zainteresowanie straży miejskiej. No i okazało się, że nie wiemy jak się robi wspomagacze z maku. Nie to pokolenie.

Dzisiaj było i tłumnie (30 osób), i sympatycznie ale tak jest zawsze. Pies Ani (jamnik szorstkowłosy) wszystkie nas molestował, ze szczególnym uwzględnieniem co młodszych pań - swoją drogą jak on to poznaje, po zapachu może, czułości się domagając. Rozrzut wiekowy był spory od 10 lat do 74. Cieszę się, że giełdy to nie zlot babć/seniorek a międzypokoleniowa impreza.

Ewa strzeliła dziś w dzisiątkę - kupiła kolorowe butki do kolorowej torebki, stanowią duet doskonały. Za to Ela pokochała, nabytą kiedyś ode mnie, torebkę i rozstać się z nią, mimo zniszczeń, nie może. Synowa jednej z pań też ma torebkowe uzależnienie, sugerowałam, aby wyjęła portmonetkę a torebkę gdzieś położyła, nie - musi ją mieć przy sobie.

Dana mierzyła spodnicę, która robiła bokami - będąc tam za szeroką. Szczotki do ciała (cudze) reklamowalam jako do zębow, Ewa zażyczyla sobie, aby zęby były do nich dołączone. Odesłałam ją do dentysty ale usłyszałam, że oni głównie zabierają zęby. Za kasę nawet dają. przerabiam to na własnym organiźmie mając całożyciowy serial dentystyczny.

Od Eli usłyszalam, że tak pięknie wyglądam jakbym obchodziła trzystulecie, ha,ha,ha. Matuzalemką się poczułam. Pod koniec giełdy usiadła do pianiana i grała różne melodie, w tym 100 lat dla mnie i Ani B. Kiedyś policzyla, że Ania gospodyni ma w domu i na tarasie 140 kwiatów. Dzisiaj nie chciała tego zweryfikować choć ją prosiłam.

Ania O. rozszyfrowala skrot SMS - syndrom młodości stabilnej, na co odpowiedzialam mniej optymistycznie skrótem SKS - starość, kurczę starość.

Po prawie 20. latach nieobecności przyszła moja imienniczka, która pracuje w aptece przy mojej ulicy i mogłam ją zaprosić. Poznała niektore koleżanki pamietając je sprzed lat.

Jak widać na zdjęciu tortu nie było ale ciasto drożdżowe z owocami i świeczkami, które osobiście nabyłam - oba.

Niespodziewanym gościem była młoda, ładna i sympatyczna p. Asia współpracowniczka "Gazety Wyborczej", obserwowala, rozmawiała, kupowała, robiła zdjęcia, a nawet kserowała zdjęcia giełdowe sprzed lat i artykuły o d-p w roznych gazetac . Może będzie z tego tekst w gazecie.

Na koniec kto chciał wychodzil z kwiatkiem doniczkowym od gospodyni.

Aniu - dziękuję Ci bardzo za nieustanną gościnność i życzliwość. A paniom za obecność.

Diabeł stróż mój nie zaspał - w domu się okazało, ze aparat fotograficzny szwankuje. No to spadłam gołą de na tłuczone szkło.

Ze swej strony zapraszam 19 maja, na "Noc muzeów" w Domu Edyty Stein, Wrocław, ul. Nowowiejska 38, poziom -1, już wisi tam moja wystawa kolaży pt.: "Przez wrocławskich ulic sto", a za tydzień o godz. 19,00 przeczytam swoje opowiadanie "Kościotrup pamiętający Breslau". Potem o godz. 20 będzie można zwiedzić budynek z przewodnikiem.

wtorek, 08 maja 2012

 Duet Urszula Morawska (obrazy) i jej siostrzeniec Adam Antończak (teksty) są autorami wystawy "Oś odrealnienia", ktorej wernisaż odbył się dzisiaj w galerii "7ddc" klubu ŚOW przy ul. Pretficza. Ula wyjaśniła skąd tytuł wystawy - obrazy od realizmu prowadzą aż do abstrakcji jaką dla większości z nas jest kosmos. Całość łączy czarna taśma spinając ją falująco. To trzeba zobaczyć. Można tutaj: http://wyspasztuki.ovh.org/forum/index.php?topic=508.from1336678583;topicseen#msg3214

autorzy

Ale że człowiek nie żyje tylko sztuką wcześniej nabyłam orzechy piorące w ramach ciągłej walki z alergią. Są to łupiny orzechów drzew występujących w Nepalu i Indiach. Mają w sobie dużo saponin - związków piorących, czyszczących i pielęgnacyjnych. Jest łagodny dla kolorów, o neutralnym zapachu, zmiękcza tkaniny. Ulega biodegradacji. Dostałam ulotkę ze sposobem użycia. Pokruszone wkłada się do woreczka lub cienkiej skarpetki i buch w brzuch pralki. Dla lepszego efektu można dodać sody oczyszczonej lub proszku do pieczenia. Szarlotki z tego nie będzie ani tortu orzechowego ;), tak wyglądają:

 

poniedziałek, 07 maja 2012

 Elżbieta Wodała zaprasza:

Zapraszam wszystkich chętnych na wernisaż wystawy
moich prac plastycznych do filii Miejskiej Biblioteki Publicznej we Wrocławiu
przy ul. Jeleniej 7 na Popowicach w dniu 16 maja 2012
(tj.w środę) o godz. 18.00.
Wystawę będzie można obejrzeć także w godzinach otwarcia biblioteki tj.:
pon., czw., pt. 10.00-18.00,
wt. 10.00-16.00, śr. 12.00-16.00
w maju i w czerwcu.
Dojazd:
autobusami: 127, 128, 135... do ul. Popowickiej i 103, 122 do
ul. Legnickiej oraz tramwajami: 3, 10, 21, 22, 23 do ul. Legnickiej.

S e r d e c z n i e z a p r a s z a m !!!
wstęp wolny

 

piątek, 04 maja 2012

 Tak jak przewidywałam wywiad ze mną w "GW" wywołał (oprócz sympatycznych) zawistne reakcje. Najbardziej, póki co, spektakularnym przykładem jest działanie jednego przedstawiciela płci męskiej. Skanem wywiadu obesłał różne biblioteki i wszystko byłoby fajnie gdyby nie treść dołączonego maila. Napisał w nim m.in. "I.B. staje sie celebrytką".

Z wikipedii: "Celebryt albo celebryta, rodz. żeński celebrytka, l.mn. celebryci (ang. celebrity, z łac. celebrare) – termin odnoszący się do osoby często występującej w środkach masowego przekazu i wzbudzającej ich zainteresowanie, bez względu na pełniony przez nią zawód (choć najczęściej są to aktorzy, piosenkarze, uczestnicy reality show, sportowcy czy dziennikarze). Zgodnie z definicją sformułowaną przez Daniela Boorstina w 1961 roku celebryt to osoba, która jest znana z tego, że jest znana". Czyli nic nie robi tylko lansuje się uczestnicząc w imprezach i włażąc w oko każdej kamery, odziana/y w markowe ciuchy. Jak miło dowiedzieć się o sobie czegoś nowego.

W mailu podano także "handluje, bloguje, kolażuje, pisze, spotyka się". "Handluje" to o giełdzie czyli dress-party, którego 30-lecie będziemy obchodzić 12 maja. Jest to impreza towarzysko-integracyjno-ekologiczna, nawet w "Regulaminie d-p" jest to zaznaczone. Co jest jednak nie do pojęcia dla niektórych "życzliwych". Oczywiście nigdy nie był na giełdzie i nie rozmawiał z żadną z uczestniczek. Nie musi bo wie lepiej.

Ale czego można się spodziewać po człowieku, który na mój artykuł w prasie fachowej, w którym opisałam moją akcję reklamową wśród czytelników, znajomych i mieszkańcow miasta za pomocą ulotek i mediów w celu zbierania darów książkowych, aby je sprzedać, na kiermaszu tanich książek w bibliotece, i tym samym zarobić na zakup nowości odpowiedział tekstem "Dwudziestowieczny (niestety) sposób bycia".

Napisał, m.in., że marketing jest mentalnie obcy pracownikom naszych bibliotek i : "Lansuje się, niestety również w "Poradniku" zaiste gejzery pomysłowości w zbieraniu rupieci książkowych (podkr. moje), by sprzedać te rupiecie na kiermaszach bibliotecznych za grosze i okropnym wysiłkiem na końcu tego łańcucha gospodarności kupić średniej jakości książkę". Autor oczywiście nie był w naszej bibliotece, kiermaszu nie oglądał i nie zapytał ile nowości za uzyskane kwoty nabyliśmy. On wiedział lepiej. A to było (w latach 90-tych) 100-200 nowych książek rocznie. Kiermasz prowadziłam od 1993 roku do 2008.

Umniejszaczy ci u nas dostatek, zawiść jednak nie jest dobrym doradcą. Autorowi wspomnianego tekstu i maila życzę zdrowia, bo na życzliwość i szacunek nie można liczyć.

 
1 , 2
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek