O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
czwartek, 30 maja 2013

 Pogoda jaka jest każdy widzi. Ani siebie, ani psa nie należy wyganiać z domu. Wczoraj byłam na zebraniu Rady Seniorow Nadodrza w Infopunkcie przy ul. Łokietka. Omawialiśmy wady, braki  i zalety tego osiedla. Główną wadą takich zebrań jest słowotok osobisty niektórych obecnych, nie dociera do niech, że należy mowić o problemach a nie o osobistych doświadczeniach. Chwilami miałam ochotę się zastrzelić. Marzylam o pilocie wyłączającym gadulstwo.

Udało mi się natomiast z przyrodą, bo nie miałam parasola, a padało tylko wtedy gdy byłam w budynkach. W drodze do domu zgłodniałam, na rogu ulic Prusa i Poniatowskiego przed barem zobaczyłam tablicę z informacją, że teraz wszystko za pół ceny. I zjadłam łazanki oraz surówkę z białej kapusty - razem za 2,72 zł!!! To ci promocja!

W niedzielę wyborów do rady osiedla (wygrali ci co zawsze, zero świeżej krwi, a więc zero nadziei na dobre działanie) byłam w Ogrodzie Botanicznym:

moje ulubione kwiaty

 

20:49, alodia1949
Link Komentarze (4) »
piątek, 24 maja 2013

 Dzisiaj byłam w nowym fajnym miejscu na Nadodrzu, w krawieckiej kawiarni o nazwie "Róża Rozpruwacz". Mieści się bardzo niedaleko komendy policji przy ul. Rydygiera, u zbiegu z Jagiellończyka. Czynna od wtorku do niedzieli włącznie (w poniedziałki zamknięte chyba, że akurat odbywa się zaplanowany kurs) do godziny 20-tej. Organizowane są tam kursy krawieckie, można oddać swoją rzecz do przeróbki, a także samemu coś uszyć korzystając z porady i maszyny, odpłatnie oczywiście. A ponieważ to kawiarnia więc i napić się kawy ze słodkim dodatkiem.

http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,13574427,Roza_Rozpruwacz__Kawiarnia_i_pracownia_krawiecka_w.html

Pijąc kawę z koleżanką rozmawiałyśmy o szyciu i sztrykowaniu/dzierganiu przeglądając książkę o szyciu z 1957 roku. Bo na półce są różne książki na zadany i ulubiony tam temat.

Do Róży można zadzwonić: 504021612 lub wysłać majla roza.rozpruwacz@gmail.com

Zrobiłam zdjęcia:

w jednym z okien stoi taka maszynka - maskotka, w tle jest torba jaką można nabyć lub sobie uszyć wykorzystując część męskiej koszuli

na środku niewielkiego pomieszczenia stoją 4 zsunięte stoły, po lewej maszyny do szycia, po prawej do endlowania

ze stolików podmaszynowych zwisa pomysłowe ustrojstwo - woreczki na ścinki, na stoliku jest woreczek na szpilki, obciążony tak, że całość nie spada.

Podoba mi się tam, idźcie na spacer po Nadodrzu, wstąpcie tam, wypijcie kawę, rozejrzyjcie się i może nastąpi jakiś pozytywny ciąg dalszy Waszych kontaktów?

 ,

 

czwartek, 23 maja 2013

 W jednej z warszawskich bibliotek zorganizowano wystawę "Bibliotekarskie Pasja Tworzenia", otwarcie nastąpiło 8 maja. Moje prace umieszczono, na otwarcie nie zaproszono, więc nie wiem dokladnie co tam pokazano. Fotorelację umieszczono tutaj:

http://pulowerek.pl/2013/05/bibliotekarska-pasja-tworzenia-fotorelacja-z-wystawy/

a tu jeden wiosenny kolaż mój:

wtorek, 21 maja 2013

Było kiedyś takie powiedzenie ”LOT-em bliżej niż myślisz”

„Przelotni kochankowie” Pedro Almodovara lecą samolotem z Hiszpanii do Meksyku. W klasie biznes kilku pasażerów witają trzej stewardzi geje. Modlący się, pijący i z pilotem żyjący.

 Za sterami zasiadają prawdziwe orły,  sokoły – biseksualny pierwszy pilot i marzący o pozbyciu się żony jego zastępca.

Pasażerowie też nie od macochy. Biznesmen po przekrętach i bez kontaktu z jedyną córką, która wybrała drogę dziwnej kariery, Norma po wieloletnich dominacyjnie erotycznych przejściach z manią prześladowczą,  aktor po wielu kobietach, jedna próbuje właśnie zeskoczyć z wiaduktu, inna łapie jej komórkę w locie, Bruna dziewica wyczuwająca śmierć,  Meksykanin ze zleceniem bez licencji, młoda para świeżo po ślubie a żonkoś przemyca meskalinę w odbycie.

W trakcie lotu okazuje się, że zablokowane jest podwozie, czyli katastrofa przy lądowaniu murowana. Żadne lotnisko w Hiszpanii nie chce ich przyjąć, więc krążą w powietrzu.

Stewardzi umilają pasażerom czas udając tercet wokalno – akrobatyczny i częstując koktajlem weneckim podrasowanym meskaliną. Nawet nie wiem co to jest. Domyślam się tylko, że dopalacz.

Z rozmów za pomocą zestawu głośnomówiącego dowiadujemy się jakie nasi bohaterowie mają problemy ze sobą i innymi.

Stewardessy i reszta pasażerów w klasie ekonomicznej śpią, bo zostali uciszeni napitkami z dodatkami.

Hamulce ludzkie prysły, do głosu doszły zmysły. Nie żeby wszyscy ze wszystkimi no i zwierzątek nie było ale i tak się działo. Prawie jak w „Emmanuelle” albo lepiej, czyli zabawa na sto dwa oraz tysiąc fajerek.

A wszystkiemu są winni Antonio Banderas i Penelope Cruz występujący tylko w pierwszej scenie.

Niektóre recenzje sugerują, że samolot to Hiszpania w kryzysie, a reżyser daje widzom radę jak go przetrwać.

Dla mnie film przesadnie jest naszpikowany elementami erotycznymi, reżyser też pił w trakcie kręcenia koktajl wenecki?

Ale parę razy zaśmiałam się, więc nie żałuję tych 90 minut spędzonych, jako jedyna, na sali kinowej.

 

poniedziałek, 20 maja 2013

 W bibliotece przy ul. Hercena, w ramach "Saloniku Historycznego" pani dr historii medycyny Małgorzata Jaszczuk-Surma opowiedziała nam o łaźniach, łazienkach i kąpieliskach w dawnym Wrocławiu.

 

Jedni się myją, a inni śmierdzą  - takie mogłoby być motto tego wykładu.

Dawne łaźnie były rodzajem salonu piękności gdzie udzielano pierwszej pomocy medycznej i pralnio - suszarnią, gdzie cyrulik nacinał wrzody, usuwał zęby zaś cyrulik strzygł, golił i trefił włosy. A że były koedukacyjne to nie brakowało tam brewerii i swawoli. Dlatego po epidemiach trądu i dżumy zlikwidowano łaźnie jako miejsca gdzie łatwo się było zarazić. I tak na długo zostało.

Rzadko się myto za to często zmieniano bieliznę osobistą, pościelową i stołową - i musiały być tylko białe. Za to włosów nie myto prawie wcale a raczej przesypywano ziołami.

Dopiero rozwój nauk medycznych wprowadził zasady higieny (nie do wszystkich, jak czuć w naszych tramwajach i autobusach, dotarły) konieczność mycia się, prania odzieży, przestrzegania czystości w domu i przy posiłkach.

We Wrocławiu pierwsza publiczna łaźnia powstała na Tamce w 1804 roku. Łaźnie były ośrodkami higieniczno - rozrywkowymi, mieściły się tam restauracje, kasy oszczędnościowe i czytelnie. Każda łaźnia miała obowiązek dwa razy w miesiącu za darmo udostępniać swoje usługi ludziom ubogim.

to jedna z dawnych wrocławskich łaźni

W niedzielę brałam udział w wyborach do Rad Osiedla zarówno jako wyborczyni jak i mąż (żona?) zaufania jednej z kandydatek. I weszlam do lokalu na dość głośną rozmowę oburzonego obywatela z członkinią komisji wyborczej. Porozmawiałam z nim i młodą mieszkanką osiedla - okazało się, że mają parę słusznych zarzutów. Np. brak plakatów na osiedlu - prawda, nie widzialam żadnego, flagi w lokalu wyborczym zatknięto za rury kaloryfera zamiast postawić je  na stojaku. Mnie i wielu innych wyborców nie zapytano czy wiemy jak (np. na ilu kandydatów) głosować. No i najgorsze - przed wyborami w trzech oknach Rady Osiedla wywieszono kartkę o treści: zastanówcie się czy chcecie głosować i tu podano 3 nazwiska. Dopiero na interwencję młodej kobiety ściągnięto tę kartkę w dniu wyborów. Spotkanie z kandydatami odbyło się we wtorek (wybory w niedzielę) - wielu wyborców o nim nie wiedziało - ja też. I z zarzutem, że nie zna kandydatów przyszedł starszy pan, w końcu nie zagłosował. Mieszkam tu 27 lat i ANI RAZU nie widziałam ogłoszeń o wyborach do naszej Rady Osiedla, a opinie wśrod mieszkańcow o jej działaniu są jak najgorsze. W ciągu godziny było ok. 30 osob, ale osiedla ma 50 000 mieszkańcow, ciekawa jestem jaki procent głosował.

W sobotę byłam jedną z ofert "Nocy Muzeów" w Domu Edyty Stein. Zapraszałam zwiedzające osoby do robienia kolaży. Skusiły się tylko dzieci. Ale za małe były, aby wykonać coś sensownego. Tymbardziej, że mama (opiekunka?) oderwała je od pracy, bo muszą iść dalej. Bez sensu jest ciąganie dzieci późnym wieczorem po muzeach, tymbardziej, że w ciągu dnia było sporo ofert specjalnie dla nich przeznaczonych.

Pokazałam tam (na wzór) parę swoich kolaży i kartki ostatnio zrobione:

 

 

wtorek, 14 maja 2013

 Na Nadodrzu (osiedle Wrocławia) ukonstytuowała się Rada Seniorów. Dla jej członków zorganizowano warsztaty autoprezentacji. Prowadziła je Marta Mazgaj, z wykształcenia dziennikarka, z zawodu PR-owiec. Zajęcia miały za zadanie przygotować nas do występu przed kamerą i wygłoszenia krótkiego tekstu na własny temat. Takiego, który przekonałby widza, że dana osoba na pewno zrobi dla Nadodrza coś sensownego.

Jednym z zadań było oderwanie z perforowanej rolki papieru toaletowego (w motylki) tyle ile chcieliśmy. Nie byliśmy rozpasani - zerwaliśmy 5-6 cząstek. Na każdej z niej mieliśmy za zadanie napisać jedną swoją cechę.

Marta powiedziała nam, że gdy wchodzimy w nowe środowisko bardzo liczy się pierwsze wrażenie. 

I tu rządzi reguła 4 x 20:

- pierwsze 20 sekund to czas gdy zrobimy na otoczeniu dobre lub złe wrażenie

- 20 pierwszych kroków - jak idziemy

- 20 pierwszych słów - co powiemy

- 20 pierwszych min - jaki mamy wyraz twarzy (wskazany uśmiech)

Osiągniemy efekt aureoli, jesli jesteśmy zadbani, ubrani adekwatnie do sytuacji i pozytywnie nastawieni.

Jeśli nie - osiągamy efekt rogów, czyli mamy przechlapane.

Przygotowaliśmy na piśmie tekst swojej autoprezentacji według podanych punktów. A i tak nie było to łatwe. Bo co napisać o sobie? Co jest ważne, a co nie? Ile o rodzinie, wykształceniu, drodze zawodowej i pasjach? Jedni piszą za dużo, inni za mało. Dwu osobom pomagałam ułożyć taki tekst.

Potem próbowaliśmy powiedzieć ten tekst na stojąco. I to jest dopiero trudne. Co zrobić z rękoma? Nie wolno za dużo gestykulować, drapać się (w żadną część ciała), wykręcać palców, krzyżować ramion przed sobą. Panowie nie powinni trzymać rąk poniżej paska (w "Karierze Artura Ui" B. Brechta pokazano jak Hitler byl szkolony do publicznych wystąpień).

W przerwach oglądaliśmy film "Tajemnice mowy ciała" gdzie fachowcy dokładnie analizują zachowania, gesty, ubrania znanych polityków i aktorów.

Przed nagraniem nasza grupa podzielilła się na dwie części: połowa mówiła, mówiła, mówiła i nie był to tekst ich prezentacji. Pozostali milczeli. Zgadnijcie komu lepiej poszło?

Dzisiaj pani Asia, wizażystka i stylistka, opowiadała jak należy wyglądać w sytuacjach oficjalnych. W co i jakiego koloru się ubrać, aby zapraszać, a nie przestraszać.

Potem panie Asia i Edyta malowały nas i opowiadały co, gdzie i dlaczego należy stosować.

Fotograf robił nam zdjęcia bezmakijażowe, w trakcie upiększania i po zrobieniu na bóstwo. Jest kontaktowy, potrafi wywoływać zamierzony efekt, a w dodatku zachwycać się modelem. To miłe. I trochę zabawne. Na płytce dostaniemy efekty sesji malunkowo - fotograficznej.

Makijażem postanowiłam się pochwalić koleżankom i poszłam do biblioteki przy ul. Roosevelta. Co uwieczniono:

 

 

Tagi: Wrocław
21:21, alodia1949
Link Komentarze (3) »
sobota, 11 maja 2013

 Kapryśny maj serwuje nam zimne i deszczowe weekendy. Dzięki czemu nie mogłyśmy dzisiaj skorzystać z uroków tarasu i ogródka Ani. Bo dzisiaj było kolejne spotkanie z cyklu dress-party. Przystanek tramwajowy na ktorym się wysiada jest w środku Paku Szczytnickiego, przepięknie świeża zieloność zachęca do spacerów i pobycia na łonie natury, ale pogoda robi nam wbrew.

Po drodze zza płotu obszczekał mnie duży pies - z nudów, niechęci, czy w ramach udowodnienia, że czujnym strożem jest? Doszłam do właściwej furtki gdy wychodziła przez nią bratanica Ani, więc nie naciskałam już guzika domofonu. Weszłam po schodkach i okazało się, że drzwi zewnętrzne (nie do mieszkania) są zamknięte. Mogłam więc w nie walić do upojenia i bez skutku. Wracam do furtki - na murku nie ma gałki przycisku, aby ją otworzyć. Spanikowałam a za chwilę wzięłam gałązkę i wcisnęłam w otwór pozostały po gałce - sezam otworzył się, ufff. Gdy opowiadałam to Ani okazało się, że mam jej nieaktualny numer telefonu komorkówego.  Istny dzień świra.

Giełda tłumna była, panie w wiekowym rozrzucie 14-90 lat. Porozmawiałam z Gosią, która jest z wykształcenia archeologiem, para się dziennikarstwem i robi bardzo fajne kartki-karnety, także z kotami. W dodatku fotografuje je w plenerze. Bo lubi :). Namawiam ją na zorganizowanie zajęć robienia kartek, sama chętnie się czegoś nowego nauczę.

Ewa jest mi wdzięczna za kota, którego ma dzięki mojemu pośrednictwu. Dostałam majla, że jest kot do oddania, rozesłałam info po znajomych, kot znalazł dobry dom, nowi właściciele zwierzątka zachwyceni. A z programu telewizyjnego dowiedzieli się, że kiciuś jest rasowy, a taki kociak kosztuje parę tysięcy.

Koci temat może być nieustanny na giełdzie - Maja ma swojego kota "Nicponia" - i tak jak ja Misię, na tapecie komórki. Ala ma kota bardzo fotogenicznego, a w dodatku schudła 10 kg.  

Ale to nie jedyny giełdowy temat - zapytałam Magdę dlaczego zablokowano dzialalność małych telewizji, w tym naszej TeDe dzięki czemu w całej Polsce wiele osób straciło pracę, a mieszkańcy swoją lokalną stację (TeDe w czasie powodzi 1997 roku właściwie było głównym sztabem informacyjnym). Kto zrozumie jednak deczyzje Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji?

 Poza tym jedna z pań pożąda nauki szycia na maszynie i podam jej namiary na Różę Rozpruwacz, która prowadzi kawiarnię z maszyną do szycia (można z niej skorzystać za opłatą) u zbiegu ulic Rydygiera i Jagiellończyka.

Mam napad robiena kartek, a dzisiaj przed giełdą zrobiłam taką, większość elementów jest metalowa:

a na giełdzie kupiłam sobie za zlotowkę metalową puszeczkę z kocim motywem:

oferta była nader urozmaicona:

 

a jako fant dostałam lupkę na łańcuszku:

 

wtorek, 07 maja 2013

 Dolnośląska Biblioteka Publiczna we Wrocławiu rozpoczęła cykl warsztatów rękodzielniczych dla seniorów. Dzisiaj ozdabialiśmy ramki. Dwie panie przygotowały materiały: ramki, koraliki, naklejki różne, wstążeczki, cekiny, muszelki, makaron, ziarna kawy, guziki, nożyczki, klej. Na stole leżał obok ramek widelce. Makaron nie był ugotowany. Talerzyków też nie podano, ani przypraw.

Na początku pokazano nam już ozdobione ramiki, a potem jak robić wstążeczki za pomocą widelca :). I przystapiłyśmy do pracy twórczej. Dwie panie polubiły muszelki - trudno się je przylepia choć klej "magic" jest doskonały. Przydają się pałeczki do czyszczenia uszu i ręcznik papierowy. Ja gdy robię kolaże lub kartki mam obok siebie w miseczce plastikowej mokrą ściereczkę, aby zmyć klej z palców.

Przyniosłam swoją ramkę z kocim kolażem i dodałam motylki, aby miały za czym pobiegać, bo miny mają jakieś takie niezadowolone raczej. Karma im nie odpowiada czy bezruch?

drugą ustroiłam kiczowato, przecież kicz to sztuka szczęścia:

jeszcze nie wiadomo jakie będą nastepne zajęcia ale na pewno dopiero po wakacjach. Jeśli jesteście zainteresowani udziałem śledźcie wpisy na stronie www.wbp.wroc.pl

A wracając zobaczyłam sympatycznego skrzata:

 

 

niedziela, 05 maja 2013

 Dziś są moje imieniny, więc ten wpis dla przyjemności własnej daję:

 

O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek