O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
czwartek, 29 maja 2014

Marta Mizuro – Cicha przystań, Wydawn. WAB 2014

 

Wstęp: „Świat byłby naprawdę wspaniały gdyby nie ludzie”

 

O autorce:

 

Marta Mizuro urodziła się 8 kwietnia 1970 roku. Pochodzi z Głogowa, mieszka we Wrocławiu.

 

Polonistka, dziennikarka, krytyk literacki, laureatka Nagrody im. Ludwika Frydego przyznawanej przez Stowarzyszenie Krytyki Literackiej (2002 r.). Jest sekretarzem redakcji miesięcznika „Odra”, recenzuje książki w „Zwierciadle”.

 

Zadebiutowała jako współautorka kryminału „Kogo kocham, kogo lubię” w 2013 roku. Opublikowała też książkę „Matka i córka. Rozmowy z Marią Nurowską i Tamarą Raczyńską.

 

O książce:

 

Miejsce akcji – Łagów Lubuski, czas akcji – lato.

 

Pierwsza narratorka – Zuzanna Bylińska, lat 36, prokuratorka we Wrocławiu, pracoholiczka, rozwiedziona („Wszystko psułam i dlatego byłam sama”), kochająca pęd, chaos i niepewność, pielęgnująca bylejakość, używająca soczystego języka w myślach i mowie.

 

Druga narratorka – Dorota, mężatka z córeczką, mieszka z toksycznymi teściami, nie pracuje, kobieta z tajemnicą.

 

Autorka od 2002 roku urlopy spędza w Łagowie i tam umieściła akcję swojej powieści wydanej w „mrocznej serii”. Letnie okoliczności przyrody (oczywiście niepowtarzalnej) z pozoru wydają się istną sielanką. Ale tu jest jak w piosence „a poza tym nic na działce się nie dzieje”.

 

  Zuza przyjeżdża na urlop i wynajmuje ten sam pokój, w którym przez wiele lat mieszkała jej serdeczna przyjaciółka Baśka. Kochała to miejsce i fotografowała aż przed rokiem utonęła choć świetnie pływała. Śledztwo ustaliło, że był to nieszczęśliwy wypadek. Jednak Zuzę coś w tej sprawie niepokoi. Podpytuje mieszkańców o przyjaciółkę ale wszyscy potwierdzają opinię władz.

 

Zuza pływa wpław i kajakiem, opala się, w barze jada pyszne pierogi i opędza się od wielbicieli przeważnie będących pod wpływem napojów wyskokowych. Bierze też udział w lokalnej imprezie „Noc nenufarów”.

 

W sielskość akcji niepokój wprowadzają krótkie monologi Doroty zdzierające kolejne zasłony z życia pozornie przyzwoitych mieszkańców.

 

Zuza zaniepokojona kolejnymi wypadkami prowadzi prywatne śledztwo. Młody policjant Bartek zamiast pomóc stara się ją uwieść. Wielbicieli tam nie brakuje,  jeden z nich „Wpijał się [w usta] jak wygłodzony komar z torfowiska”. A prokurator przystojny inaczej nosi przezwisko „Kupa”. Widać, że autorce nie brakuje poczucia humoru.

 

Letniskowa miejscowość, senna poza sezonem, pełna jest mafijnych porachunków, niezdrowych układów, alkoholowych i erotycznych ekscesów, przemocy domowej oraz powszechnej zmowy milczenia.

 

Jedyną pozytywną postacią jest bibliotekarka Ania i za ten motyw bardzo autorce dziękuję.

 

Polecam.

 

A tutaj można przeczytać wywiad z autorką: http://www.wroclaw.pl/marta-mizuro-wywiad-z-autorka-kryminalu

 

 

 

 

 

 

sobota, 24 maja 2014

 W sklepie pzy ASP można nabyc różne akcesoria m.in. wieszaczki do obrazów. Nawet takie niewymagające gwoździ i w dodatku mają ząbki (niewymagające dentysty), więc latwio wypoziomować obraz. Poszłam, aby je nabyć. Przyjechałam autobusem linii A do przystanku Muzeum Narodowe/Urząd Wojewódzki i idąc zachwycilam się soprowadzonym do porządku miejscem, ktore dotychczas było zaplutymi i zaśmieconymi chaszczami gdzie nie wiadomo co się działo. Ale na pewno nic dobrego. Teraz wygląda tak:

aż się chce tam iść, pospacerować i sfotografować.

Wieszaczki zastosowałam do dekupażowo wykonanych ikon:  (jakiś czas temu pokazałam tu dwie)

 rozmiary, pierwsza 9 cmx 16 cm, druga 7x17 cm, trzecia 7x10 cm czyli mniejsze niż te zdjęcia

 Zapomniałam w ostatnim wpisie wspomnieć, że na zajęciach literacko-plastycznych na początku prowadząca zajęcia Kasia zaproponowała, abysmy się przedstawili niestereotypowo i powiedziała: Jestem Kasia co lubi ptysia. Następni to: Ala, która się doszkala, Basia co lubi Stasia, Zbysio co ma smutne pysio, Ania co lubi drania, Irena, która lubi koty ale nie kłopoty. :)

 

czwartek, 22 maja 2014

 Są skutki wyjazdu i rozmowy na temat dotacji dla projektu "Bibliotka sąsiedzka" w "Oficynie". Ta ostatnia to pomieszczenie jakie, po wystartowaniu i wygraniu konkursu, Rada Seniorów Nadodrza ma nadzieję otrzymać od miasta. Dowiedziałam się, że jeśli wygramy to przekazanie lokalu odbędzie się dopiero w styczniu. A finał rozmowy w Poznaniu z komisją "Towarzystwa Inicjatyw Tworczych "ę" okazał się być pozytywny co zaskutkuje koniecznością wyjazdu na szkolenie do Warszawy na 3 dni. A już się cieszyłam, że nie będzie trzeba, bo nie lubię podróżować. I Misi będzie smutno.

Wczoraj w SKIBIE w ramach "Studium 3 wieku" mieliśmy zajęcia aktorskie. Takie trochę pantomimiczne, bo bez słów. W głównej roli wystąpiło ... krzesło. Prowadzący zajęcia jednej osobie mówił czym to krzesło jest i należało tak to przedstawić, aby obecni odgadli czym. Było: tronem królewskim, krzesłem elektrycznym, fotelem dentystycznym itp. Mnie przypadło udowodnienie, że krzesło jest ... psem. Rasa i wielkość nieważna. Położyłam więc krzesło bokiem na podłodze, usiadłam obok i zaczęłam je (krzesło) głaskać, a nawet drapać po karku. :) Odgadli.

Potem należało odegrać bez słów miejsce w którym się jest. Na plaży, w przedziale pociągu. A na koniec była zbiorowa scenka w tramwaju z kobietą w wysokiej ciąży, złodziejką, studentką bez biletu, porządną pasażerką, pijakiem  i kontrolerką. Też musieliśmy odgadnąc kim kto był. 

Dzisiaj też było twórczo - w Infopunkcie. Zajęcia plastyczno-literackie polegały na tym, że należało sobie wybrać z książek jeden obraz i tak zebranym go opowiedzieć, aby uczestniczy zobaczyli go oczami wyobraźni. Następny etap to napisanie tekstu o tym obrazie - wiersza, prozy, haiku.

Wybrałam ten obraz Alfonsa Muchy - Sarah Bernhardt grająca Hamleta. Napisałam (weźcie pod uwagę, że na poczekaniu) haiku i monolog wewnętrzny Hamleta.

"Widzę ducha ojca

daje mi znak ręką

co muszę zrobić?"

MONOLOG:

Być albo nie być - oto jest pytanie. Zabić czy otruć wredną matkę? Sztyletem czy mieczem? Sam czy z pomocą Horacego?

Ojcze pomóż mi podjąć decyzję. Muszę to zrobić - sam wiesz najlepiej.

Włożyłem brązowy strój, jeśli tryśnie krew plama będzie koloru miedzianego obramowania płaszcza.

A może ożenić się z Ofelią i wyjechać z kraju, niech stryj i matka rządzą? Jak ich znam i tak będą się kłócić, a zwolennicy i wrogowie walczyć ze sobą aż do krwi ostatniej. KONIEC

No i znowu wyszedł mi kryminał. :)

wtorek, 20 maja 2014

 Ostatnio mam wrażenie, że jestem jakąś pędziwietrzykiem :) (nie wiem jak utworzyć żeńską formę od słowa pędziwiatr). W sobotę miałyśmy kolejną giełdę z cyklu "dress-party" u Ani na Zalesiu. Liczyłam, że będzie ładna pogoda i posiedzimy sobie na tarasie. Oczywiście diabeł na to nie pozwolił i chmur deszczowych nagonił. Za to anioł zesłał mi koleżankę, która w obie strony podwiozła mnie autem.

W poniedziałek byłam u dentystki gdzie załatałam dwa zęby (dobrze, że w ogóle jeszcze jakieś mam patrząc z perspektywy na PRL-owską stomatologię i protetykę). A potem poszłam do znajomej w celu  pocięcia. Nie osoby a dwóch deseczek z których metodą dekupażu zrobię następne ikony. Piłka jest ręczna, więc wymaga mocnego przyłożenia się do roboty. Co uczyniłam. Znajoma jest kontaktowa i między innymi powiedziała, że w życiu najbardziej udały sie jej dwie sprawy: córki i mieszkanie. I tak jest rzeczywiście. Idąc do domu pomyślałam, że mnie udało się jedno - ja sama, ha,ha,ha. I w dodatku jestem jak wino - im starsza tym lepsza. Szkoda, że nie szczuplejsza ale nie można mieć wszystkiego. :)

Dzisiaj byłam w Infopunkcie na prelekcji dotyczącej mikrograntów. Niepotrzebnie, bo okazało się, że projekty mają dotyczyć działań w przestrzeni miasta. Nie namaluję muralu, nie postawię instalacji, nie uporządkuję i nie ukwiecę podwórka, porządkowanie i ziemi uprawianie to nie są moje ulubione zajęcia. Jeśli ktoś jest zainteresowany może wejść na stronę www.wroclaw2016.pl/mikrogranty .

Siedząc na przystanku przy pl. Bema podsłuchałam rozmowę dwóch młodych kobiet o książkach. Przyznałam się, że podsłuchuję i powiedziałam: cieszę się, że czytacie. Na co jedna z nich, że ksiązki czytać trzeba. Z rozmowy wynikało, że nawet władają językami i bywają np. w Paryżu. Oraz wolą chodzić w tenisówkach niż na obcasach.

A gdy popatrzyłam przed siebie zobaczyłam dom w oknach domu:

czwartek, 15 maja 2014

 Dzisiaj pogoda nas nie pokropiła. Za to chwilami wiało okrutnie a nie wszyscy mieli fryzury utrwalone lakierem. Rośliny  nam się chwilami kłaniały niedobrowolnie :). Byłam z koleżankami w naszym Ogrodzie Botanicznym.

Bardzo lubię irysy

a to kacza rodzina na małym bardzo stawku w Ogrodzie

wielbicielką przyrody jestem średnią ale zawsze będąc w Ogrodzie Bot. szukam nietypowych nazw roślin :)

środa, 14 maja 2014

„Droga do zapomnienia” reż. Jonathan Teplitzky

WSTĘP: Trudna sztuka wybaczenia

O filmie:

W dwóch planach czasowych poznajemy losy Erica Lomaxa (Jeremy Irvine i Colin Firth, obaj świetni).

 Współcześnie Eric raz w miesiącu spotyka się z kolegami w Klubie Weterana. Siedzi osobno i studiuje rozkład jazdy pociągów. Od najmłodszych lat interesuje się koleją i ma ogromną wiedzę na ten temat. W czasie II wojny był radiotelegrafistą. Jego jednostka poddała się Japończykom i wraz z kolegami wylądował przy budowie Kolei Birmańskiej zwanej Koleją Śmierci. To może się kojarzyć  z filmem „Most na rzece Kwai”.

Po zakończeniu wojny nie umie zapomnieć o przeszłości, bo poddawano go okrutnym torturom, część z nich oglądamy na ekranie. Szczególnie jeden z Japończyków wyróżniał się okrucieństwem. To  przypomina nam film „Łowcy jeleni”.  

Po takich przejściach trudno wrócić do normalnego życia. Eric żeni się z, poznaną w pociągu, Patricią (Nicole Kidman), która nie rozumie co dzieje się z mężem. Dopiero od Finlaya (Stellan Skarsgard),  frontowego kolegi Erica, dowiaduje się prawdy. Próbuje na ten temat porozmawiać z mężem ale bez skutku.

Po rozmowach z Finlayem bohater postanawia pojechać do Tajlandii i skonfrontować się z przeszłością. Na miejscu okazuje się, że i z oprawcą.

Pytania jakie ludzie zadać sobie powinni w sytuacjach ekstremalnych: Co jest w życiu ważniejsze – życie czy honor? Bezwzględne posłuszeństwo przełożonym, czy własne odróżnianie dobra od zła?

Czy podróż okaże się oczyszczająca i doprowadzi bohatera do wybaczenia i zapomnienia – zobaczcie sami. Zobaczycie sceny nie tylko okrutne ale i wzruszające.

Scenariusz filmu oparto na wspomnieniach Erica Lomaxa. Jednak pominięto tam niewygodne czy zbyt okrutne momenty z życia autora. Ale i tak polecam.

 

sobota, 10 maja 2014

 Coś ostatnio chyba mam biegunkę - fizyczną i zajęciową. Muszę przystopować, bo mi się złącza przepalą i szare komórki stopią. Strata to byłaby niesłychana, dla mnie i Misi.

We wtorek oglądałam Wrocław z tarasu widokowego Sky Tower - najwyższego budynku w Polsce. W windzie tam i z powrotem zatkało mi uszy, gdy podeszłam do szyby tarasu dostalam zawrotu głowy. I nie było jak w filmie Hitchcocka.

Ale tak już mam - góry się na mnie walą, nawet w lesie drzewa na mnie padają. jak się to nazywa?

W środę, w ramach nielubienia wczesnego wstawania i podróży, pojechałam do Poznania. Przede wszystkim w sprawie dotacji dla biblioteki sąsiedzkiej na Nadodrzu. Poznania nie poznałam, bo padało za to spotkałam się z miłymi koleżankami znanym dotąd tylko z internetu.

W tyle głowy miałam świadomość, że diabeł stróż mi nie odpuści. Zaanonsował się deszczem, przejechał się po rozmowie o dotację, a zakończył na dworcu, którego koncepcji rozbudowy chyba nikt nie jest w stanie pojąć. Koleżanki mnie odprowadziły (dzięki wielkie) inaczej zostałabym tam na zawsze w oszaleniu, a na pewno oszołomieniu i zdziwieniu. Zaskoczył mnie tam też sposób opłaty za dworcowe wc. Jest automat biletowy (za wejście 2,50) i bramka. Kupisz bilet - sikasz. Nie kupisz - poszedł w krzaki. A jak się automat zepsuje lub zabraknie papieru tak jak miałam w naszym automacie tramwajowym? Pieniądze od MPK odzyskałam ale musiałam się upomnieć, bo mimo obietnicy majla się nie doczekałam. W Poznaniu to jeszcze nie koniec przyjemności - wagon którym jechałam nie miał przedziałów, a wszystkie siedzenia były TYŁEM do kierunku jazdy. Nazajutrz dowiedziałam się, że towarzysz podroży wracał później bardzo "wypasionym" wagonem. Faceci zawsze mają lepiej.

W czwartek panie z "Gniazdka" w Infopunkcie pokazały nam jak ze słoiczków robić lampiony:

koronka, korek, kotek :), w środku świeczka do podgrzewacza ale można też wstawić normalną

Wczoraj byłam na spotkaniu z wrocławską pisarką  Nadią Szagdaj w ramach "Tygodnia w kryminale". W domu zostawiłam parasol i oczywiście padało, więc do Dolnośląskiej Biblioteki dotarłam w charakterze zmokłej kury. Autorka jest z wykształcenia magistrem sopranu (tak powiedziała). Mówiła o Haendlu i Mozarcie, a potem zaśpiewała ich pieśni. Nietypowo jak na spotkanie autorskie - prawda? Oprócz pisania także śpiewa, głównie jazz, fotogrfuje, ma męża i dwoje dzieci.

 

 

 

 

 

poniedziałek, 05 maja 2014

 Dziś są moje imieniny. Postanowiłam sprawić sobie jeden prezent. Wyszło jeszcze lepiej. Najpierw proza życia w postaci chleba z prywatnej piekarni. Potem kserokopia tych napisów-kolaży zrobionych w sobotę:

Tekst pierwszy to: "Dom bez kota to głupota", drugi (trochę błysk zaciemnił napis) "Bez psa też jeśli chcesz" :)

Pojechałam do Pasazu G., aby sobie nabyć prezent w postaci bluzki. Potem zjadłam sałatkę z łososiem, zafundowałam sobie kawę i 2 gałki lodów. Obejrzałam film "Droga do zapomnienia" (wpis o nim jutro). W trakcie reklam odebrałam sms-a zapraszającego na wystawę. Kupiłam jedzenie dla Misi i pojechałam do "Saloniku 3 Muz" gdzie wiszą kocie miedzioryty Geta-Stankiewicza ze zbiorów Jolanty Kruszyny Radzickiej:

Kserokopie powyższego napisu o kocie w domu od razu znalazły chętną na posiadanie.

W domu Misia obrzuciła mnie stekiem... wyrzutów, że się szwendam zamiast z nią świętować.

Jestem zachwycona, że nie muszę organizować przyjęcia imieninowego. W większym gronie spotkam się na giełdzie 17 maja.

O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek