O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
sobota, 30 maja 2015

 Wiosna ma wiele kolorów. Głównie zielony ale jeśli dokładniej się rozejrzymy to jest ich więcej. Na zwierzątkach także. Najpierw natknęłam się na:

potem w oknie:

a dzisiaj gdy wieszałam na strychu pranie przyglądała mi się ta para, pobiegłam więc po aparat:

 

niedziela, 24 maja 2015

Andrzej Szynkiewicz – Gniewne lato, Novae Res,  Gdańsk 2014

WSTĘP:  Casanova i szaławiła na tropie. Ociekając potem rozwiązuje cztery sprawy nie zapominając o przyjemnościach.

O autorze:

Andrzej Szynkiewicz urodził się 24 stycznia 1975 roku. Z wykształcenia jest geografem.  Pasjonuje się historią Wrocławia oraz kolejnictwa.

Jest miłośnikiem kryminałów, szczególnie tych w stylu retro.

Od lat pisze opowiadania i artykuły o historii kolejnictwa w pismach branżowych.

Ma żonę i dwóch synów.

www.wilhelm-knocke.pl

O książce:

Dawno, dawno temu, w niemieckim mieście Breslau żył prywatny detektyw Wilhelm Knocke. Mieszkał niedaleko Mostu Pokoju tylko z kotem Adolfem. Ale któż inny by z nim wytrzymał? Panowie na śniadanie jadali jajecznicę ze wspólnego talerza. I słusznie – własnego zwierzątka nikt się nie brzydzi.

A potem „Zebrałem się więc do kupy, zamiotłem zmiotką na szufelkę i wsypałem w popielaty garnitur”.

Przyjemniaczkiem Willi nie był, oj nie. Często w ramach wykonywanego zawodu zdarzają mu się spotkania trzeciego stopnia w trakcie których rozwiązuje problemy za pomocą kastetu, pięści, kopniaków lub broni.

Najbardziej jednak lubi spotkania z pięknymi kobietami i kuflem zimnego piwa. Wódeczką też nie pogardzi. Kawał z niego przystojnego chłopa, więc na brak damskiego zainteresowania nie narzeka. Ale za alkohol musi płacić.

Akcja czterech opowiadań toczy się gorącym latem 1938 roku. Wtedy, a nawet po wojnie jeździły po ulicach polewaczki. Komu to przeszkadzało?

Knocke jest trochę wzorowany na bohaterze kryminałów Chandlera od którego różni się tym, że ma poczucie humoru i nie waha się go używać. Zależnie od sytuacji jest ono seksistowskie, knajpiane, czarne a nawet finezyjne.

Nad tym wszystkim dominuje miasto, czyli przedwojenny Wrocław. Jego topografia, niemieckie nazwy ulic, placów, mostów, hoteli, browarów, restauracji przyzwoitych a nawet tych typu mordownia.

Widać, że nasze miasto w wersji przedwojennej jest hobby autora, bo nie ogranicza się do podania tego co wyżej wymieniłam ale opisuje także ówczesną modę damską i męską, wygląd pieniędzy, marki papierosów i aut.

Detektyw przeważnie korzysta z komunikacji miejskiej, więc przy okazji podaje trasy jakimi jeździły poszczególne tramwaje.

W jednym z opowiadań bohater wyjeżdża do miejscowości na Dolnym Śląsku.

W książce nie brakuje bijatyk, podejrzanych typów, ciemnych zaułków i odrapanych kamienic. Jest też pościg samochodowy a nawet scena erotyczna.

Akcję swoich książek w Breslau umieścili już Andrzej Ziemiański, Marek Krajewski i Nadia Szagdaj.

Jak bohater Krajewskiego policjant Mock jest ponurym i dość odstręczającym typem, tak detektyw Knocke jest sympatyczny, trochę w typie Piotrusia Pana ale bardzo sprawny zawodowo.

Wrastislavia, Breslau czy Wrocław to ciągle jest to samo miasto zasługujące na piosenkę podobną do „Snu o Warszawie”.

 

 

 

poniedziałek, 18 maja 2015

 Dziennikarka radiowa z "Trójki" poprosiła mnie o rozmowę na temat wyborów. Nie chodziło jej o moje poglądy, a o to czy należy głosować. A jeśli nie odpowiadają nam kandydaci to oddać nieważny głos. I dlaczego jest taka mała frekwencja.

To chyba jasne - jak się ma chociaż jedną szarą komórkę, patrzy i myśli to widać - młodzi emigrują, bo rząd nie zajmuje się rozwojem gospodarki tylko stawianiem stadionów i podobnymi bzdetami do których trzeba nieustannie dokładać. Służba zdrowia jaka jest każdy widzi i na własnej skórze czuje. A biblioteki są nieustannie likwidowane. Można tak wyliczac i wyliczać.

Debaty między kandydatami to kopanie się po kostkach i wypominanie zamiast przedstawiania konkretnych programów.

Pan prezydent pewien był wygranej, a jak się okazało, że nie jest kochany przez cały naród wezwał na pomoc pi-arowców i całą rodzinę. Naagrali niby spontaniczny filmik a pani prezydentowa w telewizji wmawiala nam, że nic o tym z mężem nie wiedziala i że dzieci tak same to wymyśliły i zrobiły. Ha, ha, ha - jak norka się obśmiałam.

 Politycy wszelkiej maści uważają Polakow za bandę durni, którym wszystko można wmowić. To się dziwię, że w ogóle ktoś poszedł głosować.

Przed każdymi wyborami w telewizji publicznej powinien być program (często powtarzany) o metodach manipulacji jakie stosują politycy na żywym organiźmie wyborców, pod tytułem: "Nie dajcie się nabrać".

Rozmawiałyśmy w Parku Staromiejskim i przez cały czas musiałam wycierać nos i oczy. Po nagraniu (tak ok. pół godziny trwało) powiedziałam, że nie płaczę nad losem ojczyzny tylko jestem alergikiem :).

 

piątek, 15 maja 2015

 W komentarzu do poprzedniego wpisu podano mi link do tekstu dot. obchodów Dnia Bibliotekarza w Łodzi. I nie sama uroczystośc jest tu ważna ale wykład jakiego uczestnicy wysłuchali. http://blogi.mbplp.lodz.pl/kolosbp/2015/05/14/kwiaty-dla-bibliotekarzy/

Zacytuję mały fragment:

"W bibliotekarstwie publicznym duży nacisk kładzie się na środowisko lokalne, ceni się więzi społeczne, przekształcanie oświaty i kultury. Działalność animacyjna bibliotekarzy powinna dążyć do postrzegania i rozwijania małych ojczyzn oraz włączać się w proces kształcenia przez całe życie, przeciwdziałać wykluczeniu społecznemu".

Dzięki likwidacji czterech bibliotek rozbito małe ojczyzny i wykluczono z udziału w kulturze wiele osób. W dodatku pompując co miesiąc w "Grafit" 35 tysięcy złotych. Duża przestrzeń - mało książek, tak wyglądają nowoczesne biblioteki we Wrocławiu.

A jeszcze wymyślono wał z książek, który powstanie na Moście Uniwersyteckim. Pewnie znajdą się tam także książki ze zlikwidowanych bibliotek. Czyżby ktoś rozsypał substancję niszczącą szare komórki w pobliżu instytucji kulturalnych? Inaczej nie mogę sobie tego wytłumaczyć.

środa, 13 maja 2015

 Małgorzata Doczyk napisała o sytuacji bibliotek publicznych we Wrocławiu:

 http://gazetapoludniowa.pl/supermarket-z-ksiazkami/ tyuł jest wymowny. A wiadomość o projekcie likwidacji następnych czternastu bibliotek wywołuje u jednych refleksję "pora umierać", u drugich zachwyt, szczególnie decydentów.

Dzisiaj w grafitowej bibliotece były uroczyste obchody Dnia Bibliotekarza. Zaproszono niektóre emerytki, mnie tradycyjnie nie. Ale i tak wiem jak było. Żałować nie mam czego. Widok niektorych osób na pewno wywołałby u mnie mdłości a nie jest to mój ulubiony stan.

wtorek, 12 maja 2015

Carla Montero – Szmaragdowa tablica. Rebis 2013

WSTĘP:

„Nikt nie ma prawa kneblować tego, co przeszłość ma nam do powiedzenia”.

O autorce:

Carla Montero to hiszpańska autorka, jest absolwentką prawa i zarządzania w biznesie.

Za swoją pierwszą powieść otrzymała Cirulo de Lectores. „Szmaragdowa Tablica” jest jej drugą powieścią.

O książce:

Jako motto autorka umieściła cytat z Anny Frank „Mimo wszystko ciągle uważam, że ludzie mają dobre serce”.

Głównym motywem tej książki jest tajemnica, a raczej wiele tajemnic. Dotyczą one zarówno ludzi jak i dzieł sztuki.

Akcja prowadzi nas od Aleksandra Wielkiego przez wiek piętnasty, drugą wojnę światową aż do czasów współczesnych.

Mamy tu także motyw Kopciuszka. Współcześnie to Ana i Konrad. Ona to abnegatka doktor historii sztuki, on – Niemiec, bogaty kolekcjoner. Rozkochuje w sobie Anę, sponsoruje ją a potem zleca zadanie specjalne w postaci poszukiwania obrazu zatytułowanego „Astrolog”.

Drugim Kopciuszkiem jest Żydówka Sarah. Jej dzieje w czasie II wojny światowej zajmują największą część opowieści. Księciem jest Niemiec SS-man Georg poszukujący na rozkaz Himmlera tego samego obrazu co współcześnie Konrad.

W obu przypadkach jest też ten trzeci – współcześnie Alain, pomagający Anie w poszukiwaniach, a w czasie II wojny Jacob opiekujący się Sarah.

Sensacyjna akcja poszukiwania obrazu to tylko pretekst do ukazania sytuacji  Żydów we Francji w czasie wojny i akcji grabieży dzieł sztuki jakiej dokonywali hitlerowcy. Ukradziono ich wtedy dwadzieścia tysięcy. Nie obyło się bez ofiar w ludziach, których zabijano na miejscu lub wysyłano do obozów koncentracyjnych.

Na tym tle toczy się wątek zakazanej miłości między Żydówką a SS-manem i jej skutki wpływające na losy innych bohaterów przez kolejne pokolenia.

W obrazie zatytułowanym „Astrolog” zawarta jest tajemnica, której poznanie miało dać właścicielowi moc panowania nad światem. Kto by się temu oparł?

Książka ma prawie siedemset stron, zawiera wiele interesujących informacji, prowokuje czytelnika do zainteresowania się malarstwem, historią i ezoteryką.

Ma jedną wadę w postaci wypełniaczy, czyli niepotrzebnych wątków spowalniających akcję i niewnoszących w nią niczego sensownego i znaczącego.

Zdarzają się też potknięcia w tłumaczeniu, np. o kobiecie napisano, że nosiła się z trzeźwą elegancją. Czy można z pijaną? :)

Polecam.

 

 

 

sobota, 09 maja 2015

 We wtorek mialam imieniny. Balangi nie było. Za to nareszcie odmroziłam lodówkę. Magnes w drzwiach odmagnesił się trochę i jeżeli drzwi nie dopchnę to wnętrze szybko się pokrywa szronem i lodem.

Parę osób zadzwoniło z życzeniami. Nawet domofon :). Listonosz przyniósł paczuszkę - prezent od koleżanki z portalu senior.pl. Zawierała własnoręczną piękną i pomysłową kartkę pudeleczko z trzema pachnącymi małymi świeczkami. Dziękuję Ci bardzo!

Sama sprawiłam sobie, jakiś czas temu, sosnową komódkę.

Wczoraj byłam na kolejnym zebraniu Wrocławskiej Rady Seniorów. Po każdym dwoje z nas ma dwugodzinny dyżur. Dyżurowałam sama.

 Przyszły dwie soby.

Kobieta z sensownym ale raczej utopijnym pomysłem przeznaczenia w każdym nowym budynku jednej klatki schodowej na nieduże mieszkania dla sprawnych ale bez zaplecza rodzinnego seniorów. Nieduże bo tylko z aneksem kuchennym, pokojem i małą łazienką przystosowaną dla potrzeb mieszkańca. Oczywiście winda. Ale i wspólna przestrzeń w postaci pomieszczenia z pralkami i suszarkami oraz osobnym z 2-3 kuchenkami gazowymi lub elektrycznymi.

W pobliżu bar oferujący także dania dietetyczne. Aby seniorzy nie musieli robić/dźwigać zakupów i pitrasić codziennie tylko wtedy gdy zechcą. W idei tej pani wytworzyłaby się taka więź między sąsiadami, że w razie potrzeby pomagaliby sobie, rozmawiali, chodzili wspólnie na i wracali do domu z kina/teatru/imprezy.

Drugim był mężczyzna z pismem i pretensją. Jego bolączką jest brak miejsc gdzie seniorzy mogą potańczyć. W piśmie wymienia zlikwidowane lokale w ktorych przez lata odbywały się zabawy taneczne. Powiedziałam, że Hala Stulecia organizuje bale dla seniorow i klub prowadzony przez panią Marię Bierską. Nie wiedział o tym. Ale za to ma pretensję do pani Marii, że w Telewizyjnym Klubie Seniora nigdy nie porusza się tego tematu. Tematu miejsca do tanca.

W dodatku Operetkę zamieniono w Teatr Muzyczny Capitol i senior nie ma gdzie obejrzeć "Krainy uśmiechu" czy innych operetek.

Napisałam sprawozdanie z tych spotkań. Czy będzie ciąg dalszy nie wiem.

Dzisiaj miałyśmy kolejne spotkanie z cyklu dress-party na Zalesiu. Pogoda dopisała, Ania otworzyła drzwi na taras, można tam było posiedzieć i porozmawiać.

Rozrzut tematów był duży - od mojego porażenia nerwu twarzowego (całkowicie nie minęło) przez moje opowiadania kryminalne w których zabijam swoich wrogów. Ostatnio napisałam (ale ręcznie, więc czeka na wpisanie w komputer) nowe sięgające do wakacji jakie będąc dzieckiem spędzałam u dziadków na kieleckiej wsi. Dwa tupy. Mam kłopot z tytułem.

Także o chorobie Alzheimera mowiłyśmy i o tym jak wielkie robi ona spustoszenia w zdrowym fizycznie ciele.

O córce R. aktorce w Teatrze Narodowym, która i wystepuje na scenie, i studiuje reżyserię mając męża i dwoje dzieci.

O tyciu, którą to skłonność mamy po przodkach, często po przodkiniach. :)

Do przeczytania E. pożyczyła mi książkę napisaną przez syna. Obiecałam tu o niej napisać.

A od K. dostałam duże jabłko kupione jako kosztela. Zjadłam i uważam, że jest za duża i za mało słodka jak na ten gatunek. Chyba że to jakaś nowoczesna odmiana.

 

piątek, 01 maja 2015

Jenna Miscavige Hill – Ofiarowana, IW Znak 2014

WSTĘP: „Nie wiedziałam co to jest normalność”

O autorce:

Jenna Miscavige Hill urodziła się 1 lutego 1984 roku w Concord, NH. Jej dziadkowie i rodzice byli scjentologami. Brat ojca jest ich przywódcą.

W wieku siedmiu lat została zmuszona do podpisania kontraktu na miliard lat ofiarowując tym samym sekcie swoje życie.

Opuściła organizację w 2005 roku.

Jej mąż też był scjentologiem. Mają dwoje dzieci.

O książce:

Najbardziej znanymi scjentologami są aktorzy Tom Criuse i John Travolta. Nie przeszli jednak takiej drogi jak autorka wspomnień.

Organizację założył pisarz L. Ron Hubbard w latach 50-tych XX wieku. Widocznie jednak czul się niedowartościowany, bo zamarzył mu się rząd dusz. Napisał książkę, w której zawarta filozofia zainteresowała wiele osób. Niestety.

W teorii „Scjentologia to filozofia, program samopomocy, który obiecuje osiągnięcie większej samoświadomości i możliwość wykorzystania przez jednostkę całego jej potencjału”.

Jak to wygląda w praktyce autorka opisuje bardzo szczegółowo na przykładzie własnym, rodziny i znajomych.

Dzieciństwo w którym prawie nie było jej rodziców, bo pracowali, na rzecz organizacji, po kilkanaście godzin na dobę, często w innym mieście a nawet kraju.

Mimo że stryj Jenny był przywódcą scjentologów nie uniknęła jako dziecko bardzo ciężkiej pracy fizycznej na powstającym ośrodku dla dzieci pracowników organizacji.

Wykształcenie było tam na ostatnim miejscu, a główne metody wychowawcze to nieustanna kontrola, indoktrynacja, manipulacja połączona z ogłupiającą ciężką pracą.

Życiem scjentologów, niezależnie od wieku i stanowiska rządzą surowe i bezkompromisowo egzekwowane zakazy i nakazy. Autorka opisuje je bardzo dokładnie nie szczędząc czytelnikom nieprzyjemnych szczegółów.

„Przesłuchania stanowiły najważniejsze narzędzie kontroli, którym posługiwano się w Kościele, a wszystkie sesje nagrywano na wideo”.

Każdego szeregowego członka sekty obowiązywało uczestniczenie w kursach, często bezsensownych jak kurs sprzątania czy ścielenia łóżka.

Brak sensu działań przykrywano drobiazgowością, biurokracją, statystyką i sprawozdaniami.

Z książki wyłania się obraz państwa totalitarnego w którym obywatele są tak indoktrynowani, że na wszystko się zgadzają. To wszystko plus wszechobecny kult jednostki założyciela i zamordyzm bardzo przypomina orwellowski świat w książce „1984”.

Rzadko ale zdarzają się scjentolodzy, którzy zaczynają widzieć nie reguły, których muszą przestrzegać ale swobodę, której muszą się wyrzec. Najpierw to byli rodzice autorki a potem ona z mężem.

Napisała: „Według mnie Kościół jest niebezpieczną organizacją, która ideologią usprawiedliwia wyrządzone przez siebie krzywdy i gwałcenie elementarnych praw człowieka”.

 

O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek