O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
sobota, 27 maja 2017

 

Judy Blume – Koleje losu, Wydawn. Zysk i Ska, 2016

 

WSTĘP: „Koleje losu nie muszą być złe. Zdarzają się też dobre”.

O autorce:

Judy Blume urodziła się 12 lutego 1938 roku. Dorastała w Elizabeth, New Jersey. Ukończyła New York University. Napisała 28  książek, większość dla dzieci i młodzieży.

Porusza w nich takie tematy jak: rasizm, seksualność, rozwody, z tego powodu miała problemy z cenzurą w bibliotekach szkolnych i z religijną prawicą.

Jest założycielką i honorowym prezesem organizacji pomagającej dzieciom „The Kids Funds”.

Otrzymała medal za wybitny wkład w literaturę amerykańską.

O książce:

„Koleje losu” autorka spięła klamrą czasową – książka zaczyna się i kończy w 1987 roku gdy odbywa się spotkanie świadków katastrof:

„Tamta zima połączyła nas na zawsze”.

W części środkowej opowiada o losach mieszkańców miasteczka Elizabeth, w którym dorastała autorka. Na ich życie a nawet zdrowie wpłynęły trzy katastrofy lotnicze jakie zdarzyły się na początku lat 50-tych ubiegłego wieku, w niewielkich odstępach czasu, na lotnisku Newark leżącego blisko Elizabeth.

Judy Blum pamięta te zdarzenia i przenosi nas w ten czas i miejsce. Pierwsza katastrofa zdarza się przed świętami Bożego Narodzenia.

 Od 17 grudnia dziennikarz Henry Ammerman  w gazecie „Elizabeth Daily Post” opisuje tragiczne wydarzenia.

 Za pomocą bohaterów powieści autorka przedstawia różne postawy mieszkańców wobec tragicznych zdarzeń.

Główną bohaterką jest nastolatka Miri Ammerman, nieślubna córka Rusty, wnuczka Irene i siostrzenica Henry`ego.

Mieszkają razem, dość zgodnie i wygodnie. Rusty dojeżdża do pracy w Nowym Jorku, Irene jest konsultantką firmy kosmetycznej.

Autorka od początku wprowadza wiele postaci i można się trochę wśród nich pogubić.

Krótkie rozdziały zatytułowane są imionami bohaterów pierwszo i drugoplanowych: Miri, Rusty, Irene, Henry, Mason, Ruby, Christina, Daisy, Kathy.

Przedzielają je teksty napisane przez Henry`ego, nie tylko o katastrofach ale i zdarzeniach politycznych lub o  życiu gwiazd kina.

Judy Blum przybliża czytelnikowi  tamten czas za pomocą dokładnego opisu strojów, zwyczajów towarzyskich i rodzinnych, podaje tytuły przebojów, nazwiska piosenkarzy, tytuły  filmów i jacy aktorzy w nich grali. Oraz tytuły gazet , nazwy gumy do żucia i markę papierosów.

To wielowątkowa książka o dojrzewaniu, pierwszych miłosnych zauroczeniach, traumie po tragicznych przeżyciach prowadzącej do choroby psychicznej, karierze dziennikarskiej zbudowanej na opisywaniu katastrof. O pozornie szczęśliwych rodzinach i przestrzeganiu zasady, że wiązać się należy tylko wśród swoich – Żydzi z Żydówkami, Grecy z Greczynkami, Irlandczycy z kobietami swojej narodowości. O seksie i sposobach zapobiegania ciąży. I o zdradach małżeńskich. O przemocy w rodzinie. I o chorobie polio na którą nie było jeszcze lekarstwa. Nie zabrakło też postaci gangstera.

 A także o pozamałżeńskim macierzyństwie. Miri zadaje sobie pytanie:

„Czy dorośli bywali kiedyś szczerzy wobec dzieci?”.

Wtedy „Żyli w świecie, w którym dzieci, nawet nastolatki chroniło się przed prawdą dla ich dobra. Dlatego nic im się wtedy nie mówiło”.

Po tragicznych wydarzeniach Elizabeth nazwano miastem katastrof lotniczych. Nie brakowało też ludzkich. Ale zgodnie z hollywoodzką tradycją mamy happy end, bo w końcu prawie wszyscy żyją długo i szczęśliwie.

Polecam.

 

sobota, 20 maja 2017

W ramach reorganizacji i unowocześniania sieci bibliotek publicznych polegającej głównie na zamykaniu kilku filii i tworzeniu jednej dużej powstała nowa placówka na dworcu. Zlikwidowano tę przy ulicy Hercena, a przy Zielińskiego się ostała. Cud jakiś.

Dworcowa to kolejna, po Graficie, "zapchajdziura", czyli pan kazał, sługa musi. Bo żaden przedsiębiorca nie chciał się wprowadzić do lokalów na pierwszym piętrze dworca. Powody tej decyzji są na pewno poważne.

Wiedziałam, że ta biblioteka mieści się na pierwszym piętrze, więc przeszłam cały parter z zadartą głową szukając dużego napisu BIBLIOTEKA. Nie znalazłam i wcale nie dlatego, że miałam operowane oko. W dolnym holu też nie ma żadnego napisu, strzałki, baloników na druciku pozostałych po hucznym (chyba, nie byłam) otwarciu nowego obiektu.

Projektant przebudowy dworca tak to wymyślił, że z jednej strony holu (długiego przecież) są schody ruchome na górę, a z drugiej (odległej) w dół. Bezmyślna oszczędność czy brak profesjonalizmu? Normalnych schodów brak. To może chociaż drabinki sznurowe trzeba było umocować w kilku miejscach.

Przy schodach na dole brak informacji, dopiero na górze stoi tablica informacyjna.

Po wejściu do wnętrza biblioteki znowu są schody. Zapytałam jak sobie radzą z osobami niepełnosprawnymi. Jest winda, którą można wjechać. Sprawdźcie sami czy umieszczono tam informację o bibliotece.

Filia składa się z kilku pomieszczeń, na szczęście nie jest to hangar typu "Mediateka" czy "Grafit".

Wszystkie mają okna lub oszklone drzwi ale i tak mimo słonecznego dnia paliły się tam lampy.

Nad ladą biblioteczną jest wizerunek zegara - takie memento mori czy raczej: pamiętaj zwracać książki w terminie, bo ci naliczymy karę?

Regały, fotele, siedziska to ciemna szarość. Dobrze choć, że podłoga jest jasna. Wyjątkiem jest okrągła kanapa w dziale dziecięcym i nie rozumiem dlaczego wszystkie miejsca do siedzenia nie mogły być w takim przyjaznym kolorze:


 

Projektant wnętrz widocznie lubi jak jest na bogato, więc umieścił dwie kiczowate złote ozdoby:

 

Najbardziej podobały mi się tam drzwi (okna też są brązowe) i nie rozumiem dlaczego regały nie nawiązują do tej kolorystki:

Nad dużym stołem w dziale dla dzieci wiszą dwie lampy z motywem sztućców:

Czy jakiś król będzie tam wydawał obiady niekoniecznie czwartkowe?

Jeśli dział dla dzieci to sensowniejszy byłby motyw z bajki. Co proponujecie? Sierotkę Marysię, a może krasnoludki (nawiązując do licznie rozlokowanych w mieście), postać z wierszy Brzechwy, a może tuwimowską lokomotywę jako że biblioteka mieści się na dworcu?

Jedno z pomieszczeń to mała sala wystawowa, teraz są tam "Ikony popkultury"


Podsumowując - wszechobecny brak informacji bardzo utrudnia dotarcie do biblioteki. Czy to działanie celowe? W przypadku "Grafitu" było podobnie.

Żaden podróżny czekając na pociąg do biblioteki nie trafi. Może właśnie o to chodzi? 




sobota, 13 maja 2017

Po ostatnich dość smutnych wpisach dziś parę anegdot z życia artystów polskich:

KTO bardziej znany

Kasi Nosowskiej, która zdobyła popularność z grupą Hey, trudno jest zachować anonimowość. Nawet zmiana koloru włosów na miedziany niewiele dała. Gdziekolwiek się pojawiła, skupiała wokół siebie wianuszek fanów.

- Może założę maskę Kaczora Donalda - rzekła do swojego chłopaka. Może wtedy spokojnie sobie pospacerujemy.

- Sądzisz, że jest on mniej znany od Ciebie? - zapytał kąśliwie ukochany.

****************************************************************************************

Fachowa pomoc

Adam Hanuszkiewicz, reżyser, pożar Teatru Narodowego traktował jako osobisty dramat. Otuchy dodawała mu wtedy spontaniczna chęć pomocy życzliwych ludzi.

Bardzo rozrzewnił go przechodzień, który zaczepił go na ulicy.

- Chętnie pomogę - tłumaczył. Każda para rąk się przyda.

- A kim pan jest z zawodu? - zapytał reżyser.

- Ginekologiem położnikiem - odpowiedział z dumą.

*******************************************************************************************

Magia nazwiska

Miłośnicy kabaretu pamiętają zapewne skecz w wykonaniu Fronczewski - Pszoniak, w którym ten drugi , odgrywając rolę gruzińskiego studenta, nijak nie mógł przedstawić się profesorowi, bo nazywał się Awas. I tak też odpowiadał na pytanie, jak go nazywają. 

Profesor mówi:

-Mnie nazywają Iwanowicz, a was?

I dialog trwa.

********************************************************************************************

Za późno

Popularny piosenkarz i showman Andrzej Rosiewicz znany jest z tego z tego, że nie lubi chodzić do lekarzy. Kiedyś jednak musiał.

W czasie badania lekarz zadaje mu rutynowe pytania:

- Palił pan?

- Nie - odpowiada Andrzej.

- Pił pan?

- Ależ skąd!

- To szkoda - wzdycha lekarz, bo teraz już pan nie może...




18:12, alodia1949 , różne
Link Komentarze (6) »
sobota, 06 maja 2017

Byłam dzisiaj na pogrzebie koleżanki bibliotekarki.

Pracowałyśmy w jednej firmie, w ostatnich latach z obrzydzeniem. Do tego stopnia, że Ona odeszła na emeryturę dwa lata prze ukończeniem 60 lat. 

Była dwa lata ode mnie młodsza.

Mieszkałyśmy na sąsiednich osiedlach. Utrzymywałyśmy prawie codzienny kontakt - mailowy lub telefoniczny. Osobisty trochę rzadziej.

Gdy miała ochotę uczestniczyła w organizowanej przeze mnie giełdzie, wtedy mi pomagała. 

Także w organizowaniu i prowadzeniu "Biblioteki sąsiedzkiej".

Brała też udział w sesji fotograficznej "sleeveface" tam organizowanej.

Gdy byłam ostatnio w szpitalu pojechała do mojego mieszkania, aby wziąć ładowarkę i przywieźć mi ją wieczorem.

I tak dalej.

Była skryta, więc nie życzyłaby sobie, abym pisała o Jej prywatności.

Odejście bliskiej osoby czyni nasze życie uboższym, a nawet kalekim.

Zmarła 1 maja a ja każdego następnego łapałam się na myśli: o tym muszę koniecznie Krysi opowiedzieć lub napisać.

I komu teraz będę zawracać głowę swoją codziennością?

Chciała mieć fiołki afrykańskie, od lata zeszłego roku wsadzałam listki tego kwiatka (pozyskane tu i ówdzie) i niedawno powiedziałam, że mam dla niej kwitnący różowo. A następne gdy zakwitną.

Komu je teraz podaruję?

Za Kochanowskim mogę napisać: wielkieś mi uczyniła pustki tym zniknieniem swoim.

Nigdy się z tym nie pogodzę.


18:21, alodia1949
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 01 maja 2017

 

Dorota Karaś – Cybulski. Podwójne salto. Wydawn. Znak 2016

 

WSTĘP: „…ja nie mogę nigdzie zagrzać miejsca. Jestem ciągle w podróży, większość czasu spędzam w pociągu”.

O autorce:

 Dorota Karaś  jest dziennikarką gdańskiego oddziału "Gazety Wyborczej". Współpracuje z "Wysokimi Obcasami" i "Dużym Formatem". Jest autorką książki "Szafa, czajnik, obwodnica. Rozmowy z obcokrajowcami".

O książce:

Jest powiedzenie, że wybrańcy bogów umierają młodo. Tak było ze Zbigniewem Cybulskim, nazywanym polskim Jamsem Deanem. Obaj zginęli młodo i tragicznie, jeden za szybko jechał, drugi za późno wskoczył do pociągu.

Tak też autorka zatytułowała pierwszy rozdział swojej książki – „Pociąg”.

Nie opisuje w nim wypadku na dworcu, jak to naprawdę było  dowiemy się dopiero, od naocznego świadka, na końcu książki.  

Aktor żył w PRL-u i ta rzeczywistość miała ogromny wpływ nie tylko na życie ale i na pogrzeby obywateli. A Cybulski miał aż dwa.

Każdy z rozdziałów nosi, bardzo dobrze wybrany, tytuł filmu w jakim grał bohater. Nie zawsze  te najważniejsze.

W drugim nazwanym „Milczenie” poznajemy losy rodziny aktora. Przemilczane w jego oficjalnych biografiach (bo PRL) i przez niego samego.

Czytamy: „…wojna zniszczyła Zbigniewa: poharatała rodzinę, zabrała miejsce, w którym się urodził, zostawiła niegojącą się ranę”.

Następne rozdziały to „Koniec nocy”, „Trzy starty”, „Pokolenie”, „Cała naprzód”, ”Niewinni czarodzieje”, „Popiół i diament”, „Kochać”, „Giuseppe w Warszawie”, „Ich dzień powszedni”, „Rozwodów nie będzie”, „Salto”, „Pociąg” (II).

Pod tytułem każdego rozdziału jest krótki fragment listu od wielbicieli. Nie są w nich tylko wyrazy uznania ale i prośby o zdjęcie, autograf, radę jak zostać aktorką,  nawet o pieniądze.

Autorka relacjonuje życie Cybulskiego chronologicznie opierając się na dokumentach, wywiadach, rozmowach z rodziną, znajomymi, aktorami, którzy z nim występowali.

Życie aktora można podzielić na kilka okresów ale dla miłośnika jego talentu dwa są najważniejsze: gdański i warszawski. Jawią się w nich dwa zupełnie odmienne oblicza Cybulskiego.

W czasie pobytu w Gdańsku jest bardzo twórczy i to na kilku polach – pisze teksty, scenariusze, organizuje przedstawienia, jest reżyserem, konferansjerem, występuje jako aktor. Jest zorganizowany i punktualny. Zupełne przeciwieństwo Zbyszka (jak go wszyscy nazywali) z okresu warszawskiego.

Dowiecie się dlaczego tak się stało i co wpłynęło na zmianę osobowości aktora.

Także jakie miał fobie, natręctwa, kompleksy i życie prywatne, małżeństwo, trudności lokalowe i jak spisywał się w roli ojca.  Oraz jak to wpłynęło na życie oraz charakter syna Maćka.

„Kiedy wychodził i zamykał za sobą drzwi , zapominał, że ma dom. …on się w domu po prostu źle czuł”.

 Przeczytamy o ciągłym borykaniu się z brakiem pieniędzy. O jego odpowiedzialności za rzeszowskie i kieleckie.

O tym, że chciał, aby wszyscy go kochali.

Co to były „zastrzyki optymizmu” i dlaczego na grobie położono mu budzik.

Mówił o sobie: „Jestem nastrojowcem. Czasami interesuje mnie miłość dwojga ludzi, czasem planeta Mars, kiedy indziej kulawy pies czy też to, że w ogrodzie botanicznym przemarzły kaktusy”.

Książkę kończą wspomnienia różnych osób, które opowiadają swoje ostatnie z aktorem spotkanie.

Zawiera też „Kalendarium życia i twórczości”, źródła ilustracji, indeks osób oraz podziękowania.

Polecam.

 

O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek