O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
sobota, 30 czerwca 2012

 Samopoznania nigdy za dużo, a dzięki "Nowej Rodzinie" http://nowarodzina.pl/ chodziłam na zajęcia/warsztaty prowadzone przez panią Annę. Spotkaliśmy się pięć razy w kolejne piątki. Przychodziło kilkanaście lub kilka osób,  w tym jeden pan. Mężczyźni albowiem już wszystko wiedzą o sobie i świecie, a najwięcej o sporcie i polityce.

Na pierwszym spotkaniu ustaliliśmy zasady zachowania na zajęciach. Między innymi - mówimy do wszystkich, a nie tylko do jednej osoby, czyli nie szepczemy na boku. Co było nagminnie łamane. A na ostatnich zajęciach w czasie robienia kolażu "Mapa moich marzeń" panie się tak rozgadały, a właściwie przekrzykiwały, że wróciłam do domu z bólem głowy. Jedna z pań powiedziała, że marzenia nic nie kosztują, a ja, że ich realizacja i owszem. Oto mój kolaż:

jest tu prawie wszystko: i piękne włosy, i pieniądze na m.in. ksiązki,i szczupłość, i ładne paznokcie, i ciasto, ktore chciałabym jeść bez skutków ubocznych, i ładne rzęsy, i wygodne buty, i moździeż (ciągle go nie mam), i dobre perfumy, i kot, i kwiaty/owoce/dobra herbata czyli przyjemności, i żeby niektórzy strzelili sobie w łeb, a nade wszystko nieustannego POWODU DO ŚMIECHU. Zróbcie własny kolaż-mapę i powieście w widocznym miejscu.

Na pierwszych zajęciach pani Ania wyciągnęła talię kart (nie tarot) i poprosiła, aby każdy z nas wybrał kartę najlepiej nas opisującą. Jedna z pań wyciągnęła łezkę, bo wzrusza się na filmach, inna gołąbka, margaretkę. Ja tę:

jest tu stos książek a obok rękopis, nad tym rękopisem unoszę się, jakby frunę do kogoś stojącego na stosie, w chęci nawiązania kontaktu nie tylko z książkami ale i ludźmi.

Dwa spotkania poświęcone byly asertywności, którą też ćwiczyliśmy na sobie. Każdy z nas miał za zadanie poprosić o coś osobę siedzącą obok, a ta odmowić. Mnie pani Ania poprosiła o napisanie opowiadania na jutro. Powiedziałam, że nie mogę, bo mój proces twórczy trwa o wiele dłużej. Ja poprosiłam, aby sąsiadka zrobiła świecę. Ustaliliśmy, że najlepszą odmową jest: nie mam na to ochoty. Asertywność to równowaga między naszymi prawami, a prawami innych. Jest też dbaniem o prawidłowe relacje. Najgorsze jest to, że asertywność nie musi się spotkać ze zrozumieniem. Np. ja powiedziałam koleżance, że nie chcę, aby mnie za każdym razem katowała opowieściami o swoim koszmarnym mężu, a ona poczuła się urażona. Bo przecież JEJ było bardzo dobrze gdy zabierała mi czas, zdrowie i energię. Mojego prawa do braku zainteresowania tym tematem nie wzięła pod uwagę. W ogóle ludzie mają skłonność do brania życzliwości za słabość i uważania się za pępek świata życzliwego. A potem pretensji jest kupa. Tu zacytowalabym Talleyranda: "Strzeżcie się dobrych odruchów, przeważnie bywają szlachetne". Należy budować wokół siebie płot, który zatrzymuje egoistyczne wampry energetyczne.

Pani Ania poradziła, abyśmy napisali sobie na kartce pięć swoich zalet i pięć wad, a potem odcięli wady i zalety nosili przy sobie. Znam osoby, które powinny zrobić odwrotnie.

Poza tym należy każdego dnia powiedzieć komuś coś miłego, w dodatku ma to być prawdziwe i bezinteresowne, czyli nie oczekując w zamian zachwytów. "Wielkie zmiany zaczynają się od małych kroków", a więc spróbujcie.

Pięć podstawowych emocji to: strach, złość, smutek, wstręt i szczęście. Reszta to ich warianty. Jeśli mamy wóz, woźnicę i konia to które z nich jest ciałem, umysłem i emocją? - zapytała pani Ania. Odpowiedzi były różne. Prawidłowa to: wóz - ciało, woźnica - umysł, koń- emocje. I ten koń czasem nie słucha woźnicy tylko pędzi gdzie chce pod wplywem niespodzianych wydarzeń.

Na koniec spróbujcie napisać w 10. punktach odpowiedź na pytanie "Kim jestem", a potem to uszeregować wg hierarchii wartości. Nie podam co napisałam i co było najwżniejsze, sądzę, że z tego bloga to wynika.

Na zajęciach spotkałam moją byłą sympatyczną czytelniczkę. Pozdrawiam Cię.

Pani Ani bardzo dziękuję za te zajęcia i poszerzenie zakresu moich wiadomości.

 

środa, 27 czerwca 2012

 Kto mnie zna to wie, że nie lubię podróżować. Ale coś mi odbiło i zapisałam się na wycieczkę z klubem "Impuls" 20-osobowym busem. Przystanek pierwszy - Środa Śląska. Oto Roland na rynku o nietypowym kształcie wrzeciona. Rynek.

Zwiedziłyśmy muzem, a w nim skarb średzki. W 1985 r. przypadkowo wykopała go łycha koparki. Wyobrażam jak obecni przy tym pracownicy ucieszyli się. Niestety nie jest tak że znalezione-przywłaszczone. Należy skarb oddac państwu ale podobno i tak nie wszystko wróciło.  http://pl.wikipedia.org/wiki/Skarb_%C5%9Bredzki

Pani przewodniczka podała nam powód dla którego Tatarzy najechali nasze ziemie. Podobno tatarska księżniczka postanowiła sprawdzić czy pogłoski, że gdzieś żyją ludzie inaczej wyglądający i wierzący. Z całym orszakiem wedrowała, a że był bogaty to ludzie ich napadli, pozabijali i dobra przywłaszczyli. Uratowały się dwie osoby, które po długim czasie dotarły do domu i opowiedziały o gościnnym przyjęciu. Tatuś się wkurzył, zebrał ordę i najechał nas. Mnie nie, ale znałam jednego takiego mającego tatarską krew w sobie. Szkoda słów. Wracając do tamtych czasów, gdy średzianie dowiedzieli się, że goście jadą z pianą na pysku i obłędem w oczach to mężczyźni wybyli, a kobiety przyjęły przybyszow chlebem, solą i sobą. Oraz okowitą. A spitych Tatarzynów dzielni faceci wyrżnęli.

Następny przystanek to Lubiąż. A tam kompleks budynków pocysterskich, największy ma 220 metrow długości. http://pl.wikipedia.org/wiki/Lubi%C4%85%C5%BC Na skutek sekularyzacji pruskiej zamieniono go w szpital dla psychicznie chorych, a potem niszczał. Teraz są odnowione 2 piękne sale.

oraz pozostałosci po kościele, który nie będzie już pełnił funkcji sakralnej, a ma piękną kratę:

W "Karczmie cysterskiej" można zjeść m.in. pyszne perogi, a po drugiej stronie drogi zobaczyć łąkę z krowami i boćkiem:

Trzeci przystanek to Bagno. http://www.zamkipolskie.com/bagno/bagno.html  Szczególnie spodobała nam się historia browarnika Georga Kisslinga, który zarabiał, a jego syn Conrad przeputał fortunę tatusia w ramach upodobania do hazardu. No i musiał Bagno sprzedać. Oprowadzał nas brat/kleryk kontaktowy i z poczuciem humoru. Teraz jest tam seminarium duchowne i 25 kleryków.

A gdy weszłam na swoją klatkę schodową zauważyłam schodzącą z góry parę Romów do której dołączyła trzecia osoba po otworzeniu jej drzwi frontowych przez faceta. Mimo mojej ulotki ktoś ich wpuścil i obdarował, bo nieśli coś w reklamówce. Widocznie trzeba jakiegoś nieszczęścia, aby do szczodrej osoby coś dotarło. Zobaczymy kiedy coś się stanie.

 

wtorek, 26 czerwca 2012

 "Salonik Historyczny" biblioteki przy ul. Hercena goscil dzisiaj pana Grzegorza Pisarskiego, smakosza, historyka, poliglotę i gawędziarza. http://marhan.pl/index.php/jezyk-angielski/37-poligloci/69-grzegorz-pisarski

 Tematem była kuchnia dolnośląska a więc zaczęło się od "Księgi Henrykowskiej" z XII wieku, napisanej po łacinie gdzie jest pierwsze zdanie po polsku "Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj[", czyli o mieleniu ziaren na mąkę mowa. Oraz o dobroci męzowskiej, ale on Czechem był, a nie Polakiem. http://pl.wikipedia.org/wiki/Ksi%C4%99ga_henrykowska

Potem o bramie kluszczanej na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu, opowieść ta ma podobno pięć wersji więc musicie sami poszukać jej w internecie.

Tereny Śląska często nawiedzały różne klęski żywiołowe, a Odra często wylewała w czasie powodzi. Jedną z miejscowości tak często to spotykało, że nazwano ją "Niemaszchleba". Niemcy ją zmienili (a raczej trzeba było uregulować Odrę), po II wojnie nazwę przywrócono ale nie na długo. Przecież jasne jest, że w PRL-u wszyscy zawsze mieli chleb. Z maslem, szynką oraz kieliszkiem wódki. No i zmienono nazwę na "Chlebowo".

W XVIII wieku Casanowa był na obiedzie u biskupa wrocławskiego o czym napisał w swoich pamiętnikach.

A w 1750 r. we Wrocławiu było sześciu piernikarzy. Teraz to najwięcej starych piernikow - dosłownie i w przenośni.

Kiedyś, we wrocławskim barze "Żaczek" studenci zrobili sobie zabawę pytając czy są ruskie w Kabulu. Robili to tak często, że w koncu wywieszono kartkę z informacją: "Ruskich w kabulu nie ma". Podobnie jak słynnego w PRL-u "dania w mordę". ;)

Organizatorka spotkania Beata K. poczęstowała zebranych "ciasteczkami dolnośląskimi", a prelegent czeka na przepisy kuchni dolnosląskiej pod adresem: grzegorzpisarski@tlen.pl

palec mój ;)

tekst pochodzi z wyżej pokazanej książki 

 

niedziela, 24 czerwca 2012

Susanne Batzdorff  „Ciocia Edyta. Żydowskie dziedzictwo katolickiej świętej”, Wydawn. Zysk i S-ka Poznań 2011

 „Panie, nie zsyłaj na nas więcej niż możemy znieść” - modliła się prababka Edyty

o autorce:

Susanne Batzdorff z domu Biberstein, urodzona się w 1921 roku w Breslau (Wrocław), córka starszej siostry Edyty Stein – Erny, praktykująca Żydówka, mieszka w USA, poetka.

o bohaterce opowieści: 

Edyta Stein (1891-1942), urodzona w Breslau (Wrocław), Żydówka, doktor filozofii, katoliczka, karmelitanka Teresa Benedykta od Krzyża, zagazowana w Auschwitz, ogłoszona świętą przez Jana Pawła II 11.X. 1998 r., patronka Europy.

o książce:

 „Tante Edyto,

ledwie cię znaliśmy,

kim naprawdę jesteś?

Mieszanką teologii

i fenomenologii?

Żydowskich przodków

i kapłańskich mentorów?”

 Na to pytanie próbuje  odpowiedzieć siostrzenica Edyty Stein jednocześnie wspominając całą rodzinę i ich życie w przedwojennym Wrocławiu.

Autorka urodziła się w tym mieście, mieszkała z babcią Augustą, ciotką Różą i innymi krewnymi w domu przy obecnej ulicy Nowowiejskiej 38 gdzie teraz mieści się Towarzystwo im. Edyty Stein. Na murze od strony ulicy przed II wojną wisiała tablica informująca w jakich porach przyjmowała Erna Biberstein (matka autorki) lekarka ginekolog-położnik.

Susanne Batzdorff  opowiada o Edycie Stein z perspektywy dziecka, sięga też do wspomnień Edyty, obejmującej lata 1891-1916, pt.: „Dzieje pewnej rodziny żydowskiej”. A że nie były one pozbawione szczerości w opisywaniu rodzinnych konfliktów, Susanne pisze o reakcji zainteresowanych członków rodziny oraz przekazuje inny punkt widzenia na niektóre zdarzenia. Prostuje także nieprawdziwe fakty z życia Edyty, które podają jej biografiści w zapale uświetnienia jej osoby. A przecież wcale tego nie potrzebuje.

W książce znajdziemy wiele interesujących informacji jak np. tę o liście napisanym przez Edytę Stein, w 1933 roku, do papieża Piusa XI, w sprawie prześladowania Żydów na terenie Niemiec. A także o męskich sympatiach ciotki, o tym w jaki sposób traktowała dzieci, jak lubiła spędzać wolny czas i czy miała poczucie humoru.

 Tak jak jej matka, Susanne  utrzymuje kontakty z osobami i instytucjami zainteresowanymi życiem i twórczością Edyty Stein (wydano 26 tomów jej pism). Uważa, że „Dla wielu Edyta Stein stała się pewnego rodzaju połączeniem między judaizmem a chrześcijaństwem”.

Dwukrotnie odwiedziła Polskę, dom rodzinny babki Augusty w Lublińcu i Wrocław.

Mam nadzieję, że zainteresuje Was postać Edyty Stein, a szczególnie wrocławian, których namawiam do odwiedzenia domu gdzie mieszkała krótko ale jej duch pozostał i patronuje wielu działaniom.

Zapraszam też na stronę Towarzystwa http://www.edytastein.org.pl/

 

 

 

 

 

sobota, 23 czerwca 2012

Noc Kupały, zwana też nocą kupalną, kupalnocką, kupałą, sobótką lub sobótkamisłowiańskie święto związane z letnim przesileniem Słońca, obchodzone w najkrótszą noc w roku, czyli najczęściej (nie uwzględniając roku przestępnego) z 21 na 22 czerwca (późniejsza wigilia św. Jana - potocznie zwana też nocą świętojańską i posiadająca wówczas wiele zapożyczeń ze święta wcześniejszego - obchodzona jest z 23 na 24 czerwca).

Święto ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości, powszechnie obchodzone na obszarach zamieszkiwanych przez ludy słowiańskie, ale również w podobnym charakterze na obszarach zamieszkiwanych przez ludy bałtyckie, germańskie i celtyckie, a także przez część narodów wywodzących się z ludów ugrofińskich, np. Finów (w Finlandii jest jednym z najważniejszych świąt w kalendarzu) i Estończyków. Na Łotwie pod nazwą Līgo jest świętem państwowym, a po odzyskaniu niepodległości 23 i 24 czerwca stały się dniami wolnymi od pracy. Również na Litwie dzień 24 czerwca, od 2005 roku, jest dniem wolnym od pracy.

Więcej na: http://pl.wikipedia.org/wiki/Noc_Kupa%C5%82y

koleżanka zapytała czy będę dzisiaj puszczać wianki, odpowiedziałam, że już dawno temu swój puściłam ;)

23:22, alodia1949 , różne
Link Komentarze (2) »
środa, 20 czerwca 2012

 

znalazłam w internecie jeszcze parę adekwatnych obrazków ale nie chcą się tu zapisać :(, diabeł stróż też jest kibicem?

 

20:54, alodia1949 , Euro 2012
Link Komentarze (2) »
wtorek, 19 czerwca 2012

Indie jednym jawią się krajem odnowy duchowej, innym - brudu, biedy, tłumu i świętych krów.

 Bohaterami filmu jest siedmioro emerytów, których życie postawiło pod finansową ścianą.

Małżeństwo Jean i Douglasa Ainslie, którego czterdziestolecie pożycia można uczcić tylko minutą ciszy, w wykonaniu Penelope Wilton i Billa Nighy.

Wdowa Evelyn (Judi Dench) pozostawiona bez środków do życia. Zrzędliwa rasistka na wózku Muriel (Maggie Smith), która przez lata zajmowała się obcą rodziną i ich domem a potem została wymieniona na młodszy model.

Osiemdziesięcioletni erotoman Norman (Ronald Pickup) przekonany o swoim nieodpartym uroku.

Sędzia Graham (Tom Wilkinson) urodzony w Indiach i z nimi związany w specyficzny sposób.

Wykorzystywana przez rodzinę babcia Madge (Celia Imrie) marząca o znalezieniu towarzysza do tańca i do różańca.

Wymieniłam ich tak dokładnie, bo aktorzy są z najwyższej półki i stanowią główny atut filmu.

Zachęceni reklamą wspaniałego i taniego hotelu w Indiach postanawiają spędzić tam resztę swojego życia. Przyjeżdżają i okazuje się, że telefony nie działają, pokoje nie mają drzwi, krany kapią, jedzenie wzmaga zgagęl, a tumany kurzu unoszą się nad wszystkim. Młody właściciel (Dev Patel) zalewa przybyszów  potokiem słów zamiast wygód.

Taka jest sceneria i bohaterowie, którzy wchodzą w różne relacje ze sobą nawzajem, Indiami i obsługą hotelu.

Nie zabrakło też wątku romansowego nie tylko między młodymi.

Film jest słodko-gorzki, z tym, że goryczy jest ociupinka albowiem jest to komedia.  Udana, bo w wielu miejscach się śmiejemy, a raz nawet wzruszamy. Nie ma jeszcze filmu z zapachami ale zabierzcie do kina mieszankę orientalnych przypraw, otwórzcie torebkę nie posypując sąsiadów i wejdźcie, bez obawy, w ten świat.

Według mnie są jeszcze dwie zalety tego filmu - cięte riposty i piękne ubrania Judi Dench. Polecam.

Rezyserował John Madden.

Tagi: Indie
21:44, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 18 czerwca 2012

 przy ulicy Trzebnickiej 5 wisi taka tablica, to już drugi egzemplarz, bo już raz ją ktoś ukradł, fan czy oszołom?

http://pl.wikipedia.org/wiki/Anna_German

dzisiaj prawie (bo diabeł stróż rzucił mi kłody pod nogi) byłam na pogrzebie męża koleżanki na cmentarzu Osobowickim, mąż miał rzadko spotykane imię Wincenty i był tylko 2 lata ode mnie starszy. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Tylu podleców żyje i ma się dobrze.

wracając zobaczyłam grób:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Tymoteusz_Karpowicz

 

Tymoteusz Karpowicz  - Fałszywy alarm

 

Na krzyk

zbiegli się sąsiedzi

potem milicja

karetka pogotowia

 

Ale ulica spływała czystym kamieniem

nikt nie miał krwi na rękach

ni ołowiu w sercu

 

Rozchodzono się

uznano alarm za fałszywy

Jakby tylko krew i ołów

wyjawiały ludziom

ludzki ból

 

siedziałam na przystanku i widziałam ten pomnik "Zesłańcom Sybiru"

 zainteresowanym polecam www.sybiracy.pl  i www.sybiracy.wroc.pl

 

...

 

niedziela, 17 czerwca 2012

 kończy się Euro, kazano zdjąć nawierzchnię autostrad i rozebrać stadiony, aby zbudować coś mądrzejszego i pożyteczniejszego (zamiast stadionów), mam kilka propozycji ;)

a poza tym czeka mnie pracowity tydzień:

- w poniedziałek pogrzeb męża koleżanki, nie będę tu opisywać tej historii ale gdyby ktoś wymyślił taką fabułę książki czy filmu nikt w to nie uwierzyłby,

- we wtorek spotkanie z 91-letnią panią zainteresowaną uczestnictwem w dress-party

- w środę zajęcia w klubie Impuls

- w czwartek zdejmuję swoją wystawę w Domu Edyty Stein, kto z Was chętny do pomocy?

- w piątek zajęcia rozwojowe w "Nowej Rodzinie" - poświęcę im osobny wpis

- w sobotę spotkanie dziennikarzy obywatelskich portalu Infotuba.pl, mam nadzieję, że uczestnicy nie skupią się na omawianiu Euro bo to dla mnie kompletna strata czasu

- w niedzielę będę całkiem rozsypana od nadmiaru zajęć, Misia będzie mnie musiała zbierać, przygotuję szufelkę i zmiotkę, aby miała łatwiej

piątek, 15 czerwca 2012

 ulotkę o takiej treści ułożylam, skserowałam i wrzucilam do skrzynek pocztowych 16. mieszkań moich sąsiadow na klatce schodowej. Nadal nie otwieram roznosicielom ulotek.

Od dwóch sąsiadek zza ściany dowiedziałam się o energicznych działaniach namolnych żebraków różnego pochodzenia, w tym Romów. Wczoraj pan z PZU powiedzial mi, że gdy wchodził do budynku (wiedziałam, że przyjdzie więc odblokowałam zamek na dzwonek domofonu i po przedstawieniu się) próbował wraz z nim wejść młody Rom. Na co pan w krótkich żołnierskich słowach (nie zacytował mi ich ale potrafię się domyślić jakie były) powiedział natrętowi co powinien zrobić zamiast wkradać się do cudzych domów. I bardzo dobrze. Dacie palec zaraz chcą całą rękę więc uważajcie, proszę, komu pomagacie i kogo wpuszczacie do budynku.

 
1 , 2
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek