O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
sobota, 25 czerwca 2016

Jacek Inglot – Wypędzony. Breslau - Wrocław 1945. Instytut Wydawniczy Erica 2012

WSTĘP: „Reguły gry w powojennym świecie przypominały ruletkę. Zwłaszcza tu, w Breslau, królował przypadek.

O autorze:

Jacek Inglot urodził się 1 czerwca 1962 roku w Siedlcu Trzebnickim. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie we Wrocławiu. Potem pracował jako nauczyciel w I LO we Wrocławiu.

Zadebiutował w połowie lat 80-tych XX wieku na łamach pism o tematyce fantastycznej.

Wydał powieści „Inquisitor”, „Quietus”, zbiór opowiadań „Bohaterowie do wynajęcia” i baśń fantasy „Eri i smok”.

Napisał też powieść o tematyce współczesnej pt. „Porwanie Sabinek”.

O książce:

Napisano parę książek o Festung Breslau, są też wspomnienia opowiadające losy Polaków w powojennym Wrocławiu.

„Wypędzony” to chyba jedyna powieść skupiająca się na czasie gdy miasto to jeszcze nie był Wrocław, a już nie Breslau.

Akcja książki zaczyna się w czerwcu 1945 roku. Głównym bohaterem jest Jan Korzycki  AK-owiec, który uciekł z więziennego transportu. W retrospekcji dowiadujemy się jak wpadł w łapy UB, w jaki sposób go przesłuchiwanego,  dlaczego udało mu się uciec i dzięki komu dostał fałszywe dokumenty.

Ziemie Zachodnie przez propagandę nazywane „odzyskanymi” (ostatnio należały do Polski w XIII wieku) i bezhołowie tam panujące sprzyjały ludziom, którzy chcieli odciąć się od przeszłości i wszechwładnego Urzędu Bezpieczeństwa.

Ale na krótko. Dlatego też Korycki zostaje milicjantem i zakłada posterunek w okolicy placu Grunwaldzkiego mając zapewne nadzieję, że pod latarnią najciemniej.

Do Wrocławia i na Dolny Śląsk masowo jechali szabrownicy, choć i tak najwięcej kradli Rosjanie.

Tworzyły się bandy przestępcze, także polsko-rosyjskie, czy rosyjsko-niemieckie, bezwzględnie rabujące wszystko i wszystkich.

W mieście pozostali jeszcze rdzenni mieszkańcy – ok. 200 tysięcy przekonani, że lada chwila wybuchnie trzecia wojna i skończy się ta sowiecka nawałnica. Ku ich rozpaczy zaczęto masowe wywózki, opisane szczegółowo, z drastycznymi scenami. Żądni władzy politycy nigdy nie liczą się z pojedynczymi ludźmi.

Autor przeczytał wiele wspomnień pionierów wrocławskich i na ich podstawie stworzył obraz miasta tuż po wojnie: „To miasto było jednym wielkim grobem”. Dominował smród spalenizny i rozkładających się trupów oraz szczury.

Dotychczasowi i nowi mieszkańcy radzili sobie jak mogli, aby nie umrzeć z głodu. Powstały więc targowiska zwane szaberplacami.

Korzycki wędruje po mieście dzięki czemu poznajemy stan różnych budowli – kościołów, hotelu Monopol, opery, pomników. „Całe miasto w proszku a te cholerne Prusaki na cokołach nietknięte – stwierdza kolega bohatera.

Polskie władze w postaci prezydenta i milicji  próbowały zapanować nad bandami szabrowników, w tym także Rosjanami – jak im się to udawało przeczytacie w książce.

Nie obyło się bez wątku romansowego ale bez happy endu choć się zapowiadał.

Sporą wadą książki jest to, że autor podaje tylko niemieckie nazwy ulic, trudno więc zorientować się gdzie akcja się toczy.

Na okładce książki napisano „Śledztwo w powojennym Wrocławiu” a to przecież nie jest kryminał.

Inglot na końcu informuje czytelników: „Nie chodziło mi jednak o dokumentalną relację, lecz o literacki rozrachunek z tamta epoką – gdy po upadku hitlerowskiej twierdzy zanikał Breslau – a rodził się Wrocław.

Polecam do przeczytania „Wypędzonego”, a potem „Dom tęsknot” Piotra Adamczyka. Opowiadają one o  Wrocławiu , w różny sposób ale obie zawierają wiele nieznanych nam faktów.

 



sobota, 18 czerwca 2016

Stefan Chwin - Panna Ferbelin, Wydawn. TYTUŁ Gdańsk 2016

 

WSTĘP: "...walka z ludźmi o władzę daje tak silne złudzenie intensywności życia, że nie mamy czasu na rozpacz".

O autorze: 

Stefan Chwin to polski powieściopisarz, krytyk literacki, eseista, historyk literatury, grafik związany z Gdańskiem, doktor habilitowany, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Gdańskiego na Wydziale Filologicznym. Laureat nagrody im. Andreasa Gryphiusa - jednego z najważniejszych niemieckich wyróżnień literackich.

O książce:

Gdańsk w tej książce Chwina to Danzig na początku XX wieku. Autor nie napisał jednak powieści historycznej. To raczej autorska wizja tego miasta i jego mieszkańców.

Tutaj fakty autentyczne mieszają się z faktami bliskimi prawdy a czasem bardzo dalekimi. Jednak, aby nas przekonać do swojej wizji podaje szczegóły topografii miasta ? mieszając nazwy polskie i niemieckie.

Prowadzi nas ulicami obok kwiaciarni pani Helstein, kawiarni Mayersa, opisuje wnętrza domów gdzie mieszkają ludzie o różnym statusie materialnym.

Tytułowa panna Ferbelin ma na imię Maria i jest nauczycielką w prywatnych domach, tutaj uczy syna prokuratora Hammelsa komendanta miasta.

To czas kryzysu ale daje się jej załatwić rządowe zlecenie dla ojca stolarza na wykonanie szubienic.

I tu pojawia się motyw śmierci przewijający się przez całą książkę.

Kobieta umiera zaraz po narodzeniu dziecka. Ojciec i syn są w nieustannej traumie po tym wydarzeniu.

Co nie przeszkadza, aby tatuś kazał chłopcu zastrzelić rannego psa. Okrutna to scena.

??wszystko zostanie pożarte przez śmierć. Śmierć pożre wszystko, całą Ziemię i kosmos.?

Motyw śmierci łączy się też z innym bohaterem Kurtem Niemandem, który wprawdzie jest traserem w stoczni ale po pracy staje się Nauczycielem z Neustadt głoszącym na wzgórzu, że Bóg nie potrzebuje pośredników a robotnicy powinni walczyć o większe płace. Chodzi po wodzie, wskrzesza zmarłych, uzdrawia chorych. Przez swych uczniów nazywany jest Mistrzem.

Zostaje zatrzymany przez władze i biczowany w piwnicach policyjnych.

Kłania się ?Mistrz i Małgorzata? choć tu jest Mistrz i Maria.

A, że to Gdańsk i stocznia to Chwin nie odmówił sobie opisania strajku nawiązującego do wydarzeń z lat 1970 i 1980. Tyle, że w książce robotnicy mają tylko jedno żądanie: pięciogodzinny dzień pracy co dla mnie jest kpiną z dwudziestu jeden postulatów z 1980 roku. A nazwę "Solidarność" autor przerobił na "Braterstwo".

Mamy w książce także wątek miłosny a nawet sensacyjny, bo miłość nie tylko wszystko wybaczy ale posunie się o wiele dalej, aby uwolnić ukochanego z łap oprawców.

Nie obyło się bez aktualnego wątku ataków terrorystycznych i walki o władzę.

Czyli dla każdego coś niemiłego.

Jednak, mimo wielu celnych przemyśleń jak:

 "Brakuje nam bliskich więzi, szczerości i harmonii?,

"...każdy człowiek jest własnością tych, którzy sprawują władzę..., bo w każdym państwie każdy może zostać w dowolnej chwili wyciągnięty nocą z własnego łóżka przez chłopców na posyłki i wywieziony w nieznane miejsce?

książkę czyta się opornie, także dlatego, że dialogi nie są oddzielone od narracji i opisów. Według mnie zabrakło redaktora, który ośmieliłby się przeredagować tekst.

W internecie przeczytałam, że autor powiela tu wątki ze swoich poprzednich książek. I to nie jest zaleta.

Polecam tylko wytrwałym czytelnikom.

 

sobota, 11 czerwca 2016

Jak w każdy piątek wczoraj dyżurowałam w Bibliotece Sąsiedzkiej. Przyszła czytelniczka z moich dwóch ostatnich bibliotek (Galla Anonima i Parkowa). Mieszka na moim osiedlu, spotkałyśmy się na trasie i namówiłam ją, aby wypożyczała u nas książki. Zasiliła nasze zbiory paroma pozycjami - w nagrodę dostała wykonane przeze mnie zakładkę sówkę i breloczek w postaci kociej łapki.

Miła pani Agnieszka przywiozła książki od pani Halinki - a to wszystko dzięki temu, że chodzę na (prywatnie opłacane) masaże. Wszystkie trzy jesteśmy pacjentkami pana Andrzeja.

Tramwaje niektóre zmieniły swoją trasę, więc do rynku szłam piechotą przez Most Uniwersytecki. I przypomniałam sobie czwartkowe spotkanie z "pracową" koleżanką, która stała na ulicy i paliła papierosa. Na powitanie powiedziała, że zawsze kiedy mnie zobaczy zachwyca się moim wyglądem. No, nie chodzi o piękną, szczupłą figurę ale o twarz. Na co ja mało taktowanie odpowiedziałam: no bo ja nie palę. Koleżanka, że zna wiele osób niepalących z gorszymi twarzami. Więc nie oparłam się pokusie, aby stwierdzić, że to mój dobry charakter tak się przejawia, hahahaha.

Wracając do wczoraj szłam do rynku ulicą Kuźniczą i natknęłam się na kolejnego krasnala:


W gablotach na I piętrze Dolnośląskiej Biblioteki Publicznej umieszczono wiele rysunków studentów Instytutu Bibliotekoznawstwa, wystawa nosi tytuł "Książki na wesoło":

A na zajęciach robiłyśmy, w założeniu, filcowe etui na okulary lub komórkę. Zabawne było to, że instruktorki musiały młodym uczestniczkom pokazywać podstawowe wzory/sposoby szycia. Ja zaszalałam i kosmetyczkę udziałam. Koci motyw obowiązkowy u mnie jest :). Dokąd biegną te koty> Powitać pańcię i frykasy jakie przyniosła.

To jest tył kosmetyki. Całość pokazałam na facebookowym profilu "Robotki z komódki".



sobota, 04 czerwca 2016

Jacek Hugo – Bader „Skucha”, Wydawn. Agora 2016

 

WSTĘP: ”Bunt i pokojowa walka Solidarności to jedyne, obok wielkopolskiego, polskie powstanie, które kończy się zwycięstwem”

O autorze:

 Jacek Aleksander Hugo-Bader urodził się 9 marca 1957 roku w Sochaczewie. Jest dziennikarzem i reportażystą.

Ukończył studia pedagogiczne. Pracował jako nauczyciel, pedagog szkolny, socjoterapeuta a także wykonywał różne prace fizyczne.

Był szefem kolportażu MKK „Solidarność” wydającej podziemne pismo „Wola” i drukującej „Tygodnik Mazowsze”.

Opublikował książki: „Biała gorączka”; „W rajskiej dolinie wśród zielska”; „Dzienniki kołymskie”; „Długi film o miłości”; „Skucha”.

Zrealizował cztery filmy dokumentalne.

Otrzymał liczne nagrody.

O książce:

„Skucha” zaczyna się jak powieść sensacyjna. Dwóch mężczyzn po ciemku, ukradkiem, w ogródku wykopuje staroświecki słoik typu weck (wek) zawierający bardzo ważne dane. Jest to spis osób i adresów siatki kolportażowej największej w Warszawie organizacji podziemnej lat 80-tych XX wieku.

Dokument ten otrzymuje autor i według niego teraz odwiedza mieszkańców Warszawy i okolic.

Wymienionymi na początku osobami dramatu jest dziesięciu mężczyzn i cztery kobiety plus chór konspiratorów (7 osób) i chór rodzinny (także 7).

Autor nazwał ich „Kolumbowie rocznik 50” choć są wśród nich i starsi.

Dlaczego powstała ta książka?

 „Chciałbym … opowiedzieć jak żyje się działaczom, bojownikom podziemia demokratycznego w Polsce, którą sobie wywalczyli”.

Ale najpierw pada pytanie dlaczego to robili? Powody były różne, więc autor próbuje je znaleźć w pochodzeniu, rodzinach opozycjonistów. Jakie wzorce i ideały im przekazano.

Nie ma jednak prostej zależności, że dom z patriotycznymi tradycjami wychowuje dzieci, które walczą o wolność dla kraju.

Czasem w ten sposób walczą o wolność osobistą, bo uciekają z toksycznego domu gdzie rządzi alkohol, trauma po obozie koncentracyjnym, choroba psychiczna lub jest to jakby kontynuacja walki podziemnej z okresu II wojny.

Z tego reportażu dowiadujemy się jak powstał tygodnik „Wola”, kto go tworzył, jak go drukowano i kolportowano, kto pierwszy wpadł i siedział za to w więzieniu.

Ale także w jaki sposób Marek H. po wprowadzeniu stanu wojennego wraz z przedstawicielami różnych zakładów pracy tworzy podziemne struktury NSZZ „Solidarność”.

Książka składa się z kilkudziesięciu krótkich rozdziałów, każdy z nich ma niebanalny tytuł np. „FABRYKA. Świętej pamięci zamęt”, czy „DWÓR. Indiańskie dziargi na twarzy”

Pewną trudność może sprawiać czytelnikom sposób w jaki autor przedstawia losy bohaterów. Nie jest on łatwy, bo jedna osoba opisana jest w różnych rozdziałach. Hugo-Bader może w ten sposób chciał nas zmusić do koncentracji w czasie czytania. A nawet cofania się na poprzednie strony.

Rozmowy przeprowadzał zarówno 21 lat temu jak i współcześnie i nie wszyscy rozmówcy zgodzili się na podanie swoich danych dlatego portrety niektórych bohaterów to zlepek faktów z życia kilku osób.

Ten reportaż to najnowsza historia Polski – polityczna i gospodarcza a także opowieść o polskim piciu, służbie zdrowia, obsesjach, frustracjach, rodzinnych tragediach i rozgoryczeniu.

„Skucha, bracie wyszła, bo w tym kraju byle złodziej jest bezkarny a ja czuję się stłamszony. Tego się dorobiłem w wolnej Polsce” stwierdza biznesmen.

Autor najmniej pisze o sobie samym za to odkrywa kuchnię reporterską: Reporter „…kombinuje zaobserwowane, a najczęściej usłyszane historie, fakty i postaci, bo nie wszystko przecież można znać z autopsji”.

Ja trochę znam i książkę polecam.



O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek