O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
wtorek, 31 lipca 2012

Marek Niedźwiecki – Nie wierzę w życie pozaradiowe Wydawn. Agora SA, Warszawa 2011

 O autorze:

 Marek Niedźwiecki urodził się o dziewiątej rano, w środę, 24 marca 1954 roku w Szadku. Jego ojciec z zawodu był masarzem, a matka nauczycielką historii. Ukończył Politechnikę Łódzką. Dziennikarz muzyczny.

 O książce:

 „Bez radia byłbym jak pusty dzban, albo jak pieśniarz, któremu wycięto krtań”

 Lubię książki – wspomnienia zawierające zdjęcia. Czytanie zaczynam od ich obejrzenia. Na stronie 106 pod swoją podobizną autor napisał: „W Indiach odnalazłem prawdziwe szczęście”.

Czyli miała rację stara wróżbiarka w Chicago na Jackowie mówiąc mu, że w poprzednim wcieleniu był biednym hinduskim rikszarzem pracującym za nędzną miskę ryżu ale miał wielu przyjaciół.

W tej książce Niedźwiecki z jednej strony opowiada o przyjaciołach ze szkoły i studiów, z drugiej zaś o swojej samotności.

„Kiedyś myślałem, że to ja wybrałem samotność. Teraz podejrzewam, że to samotność wybrała mnie, a ja z czasem ją polubiłem”.

Dostajemy trochę informacji o rodzicach i rodzeństwie, O ojcu, który mówił Markowi, aby nie słuchał radia, bo radio mu nie da chleba. Na pamiątkę tych słów z każdą wizytą autor przywoził ojcu bochen ulubionego chleba.

Tylko dwa kroki zawodowe dzieliły go od obecnej pracy – radio studenckie a potem rozgłośnia łódzka.

„„Lista przebojów” to najważniejsza rzecz jaka mi się w życiu przytrafiła. Myślę, że już nic ciekawszego nie może się zdarzyć” napisał. Pozazdrościć - prawda?

Jego praca to nie jest tylko siedzenie w studiu i puszczanie piosenek. To zdobywanie wiedzy na ich temat a także płyt – w Sydney, Londynie, Paryżu, Nowym Jorku, w sklepach muzycznych – wielkich sieciówkach i małych sklepikach.

„Chcę obdarzać ludzi radością, bo radość słuchaczy do mnie wraca”.

Czasem dostaje prezenty w postaci pluszaków i miodu. Ale zdarzają się i dziwne prośby, telefony, osobiste propozycje jednoznaczne, wredne maile.

„Zdałem sobie sprawę, że dla niektórych słuchaczy radio jest lekarzem duszy, a czasem ostatnią deską ratunku”.

Drugą część ksiązki autor poświęcił wspomnieniom z podróży. Polskę opuszczał 132 razy, zaczynając w 1976 roku od Holandii.

Co robicie gdy wszystko Was irytuje? Niedźwiecki włącza smutną muzykę i od razu jest mu weselej.

Z książki dowiedziałam się także jaki dzień jest świętem Aniołów Stróżów i jaki jest najłatwiejszy przepis na zupę z dyni.

Wiele podróżuje ale jednak stwierdza:

„Jestem domatorem, najbardziej lubię zaszyć się w domu pośród płyt, w ciepłym szlafroku i wełnianych skarpetach. Samotnie”.

Dołączcie więc do pana Marka, słuchając ulubionej muzyki i, jeśli lubicie, z kieliszkiem wina w dłoni.

Polecam.

 

 

 

Khaled Hosseini – Tysiąc wspaniałych słońc Wydawn. Albatros. Warszawa 2011

 O autorze:

Khaled Hosseini - afgański pisarz tworzący w języku angielskim, syn dyplomaty i nauczycielki urodził się w 1965 roku Kabulu. Od 1980 mieszka w USA. Ukończył studia medyczne na University of California i przez prawie dziesięć lat pracował jako lekarz internista. W 2003 roku zadebiutował powieścią „Chłopiec z latawcem”, która przyniosła mu międzynarodową sławę i została sfilmowana. W 2006 roku został „wysłannikiem  dobrej woli” w Biurze Wysokiego Komisarza ONZ do spraw uchodźców.

O książce:

 „Życie każdego Afgańczyka naznaczone jest śmiercią, utratą najbliższych i niewyobrażalnym bólem”

 Poznajcie zielonooką i ciemnowłosą Mariam,  urodzoną w Heracie, w 1959 roku jako nieślubne dziecko służącej Nany i jednego z najbogatszych ludzi w mieście Dżalila. Miał on trzy żony i dziewięcioro prawowitych dzieci w mieście, kochanka z dzieckiem mieszkały w nędznej chacie poza nim.

„Tak jak igła kompasu zawsze wskazuje północ, tak oskarżycielski palec mężczyzny zawsze znajdzie kobietę. Zawsze. Pamiętaj o tym Mariam” – mówiła rozgoryczona Nana. Nie pozwoliła córce chodzić do szkoły, bo „Kobiecie takiej jak ty czy ja potrzebna jest w życiu tylko jedna umiejętność ... wytrzymać”.

Ojciec, bez pytania jej o zgodę, wydał piętnastoletnią Mariam za Raszida wziętego szewca z Kabulu, o trzydzieści lat starszego, brzydkiego i okrutnego.

Mąż każe jej nosić burkę, bo „Tam skąd pochodzę, twarz kobiety jest sprawą wyłącznie jej mężczyzny”.

Druga bohaterką i żoną Raszida jest turkusooka blondynka Lajla, urodzona w 1978 roku. Córka nauczyciela i sfrustrowanej, uciekającej w sen, kobiety. Ojciec uważał, że „społeczeństwo nie ma szansy na sukces jeśli kobiety nie są wykształcone”.

Losy tych dwóch kobiet, ich męża i dzieci w ciągu dwudziestu pięciu lat są jednocześnie opowieścią o Afganistanie, którym rządzą, na przemian, sowieci, talibowie, mudżahedini. Jak krwiożercza szarańcza niszczą kraj i ludzi. Dzięki nieustannym działaniom wojennym Afgańczycy tracą członków rodziny, kończyny, domy z dobytkiem i nadzieję na normalne życie.

W czasie zagrożenia mężczyźni często odstresowują się poniżając i znęcając nad kobietami. Nakaz noszenia burek to najłagodniejszy tego wyraz.

Dla Mariam „z przeszłości płynęła tylko jedna mądrość: że miłość jest szkodliwym błędem, a jej towarzyszka nadzieja podstępną iluzją”.

 „Nikt nie policzy księżyców, co lśnią na jego dachach, ani tysiąca wspaniałych słońc, co kryją się za jego murami” tak pisze poeta Saeb Tabrizi o Kabulu.

Polecam tę piękną, choć pełną bólu, opowieść.

 

 

 

poniedziałek, 30 lipca 2012

 podwórko przy ul. Roosevelta,

Monar i kot - podoba mi się to :)

wesoły mural, opony i ptak

stare i nowe, idąc ulicą Prusa

aniołek potyrpany, brama przy ul. Żeromskiego

najlepsze zostawiłam na koniec :)

a to w ramach autoreklamy:

http://www.infotuba.pl/sprawy/alodia-_poetka_a18430.xml

sobota, 28 lipca 2012

 włosy dęba stają

 kaczuszki tenisowe, wykluły się z piłek?

dzień bez podlizywania się jest dniem straconym,

stwór rogaty bardzo jakiś to jest

 

 

22:56, alodia1949 , różne
Link Komentarze (3) »
czwartek, 26 lipca 2012

podwórko ze składem porcelany w kącie

 Byłam, krótko, w bibliotece przy ul. Roosevelta. Dzisiaj o godz. 14 był pogrzeb pracownicy MBP, wyjątkowej, bo sympatycznej, fachowej i pomocnej innym. Była w szpitalu, czekała na wymianę zastawki i nie doczekała. A tyle kanalii żyje i truje ludzkie środowisko.

Wracałam trochę okrężną drogą i wyciągałam aparat z torebki:

podwórko przy ul. Kilińskiego

też przy ul. Kilińskiego po drugiej stronie

ten sam co powyżej

cd powyższego

Skwer Skaczącej Gwiazdy przy ul. Prusa, jakby kurki wskoczyły na pień

Dom Prowincjonalny Sióstr św. Józefa przy ul. Prusa

jaki ładny pomysł, poproszę na każdej ulicy  mającej za patrona znaną osobę

bociek się zadomowił na balkonie

a u mnie na podwórku gołąb z naszyjnikiem z chleba

 

 

 

 

 

poniedziałek, 23 lipca 2012

Pojęcia nie mam o wykwintnej kuchni. Przez 20 lat jadałam w peerelowskich stołówkach. Gotować umiem ale na pewno nie dostałabym trzech gwiazdek. Może jedną malutką.

 Bohaterowie filmu to dwaj panowie: sławny szef kuchni w restauracji z trzema gwiazdkami Alexandre Lagarde (Jean Reno) i Jacky Bonnet (Michael Youn). Trzecim muszkieterem jest kuchnia.

Jacky, przesadnie ambitny i narzucający swoje kulinarne zdanie klientom, traci pracę. Jego dziewczyna jest w ciąży i frustracji. Jacky dla kasy maluje niezliczone okna w domu opieki. Także kuchenne przez które widzi kalanie świętej sztuki kulinarnej przez trzech profanów.

Alexandre po latach świetności nie ma nowych pomysłów, a jego młody szef Stanislas uważa go za połączenie spróchniałego pnia z dinozaurem tępawym. Albowiem modna jest teraz kuchnia molekularna czyli dania w postaci żelek. Małe, twarde i dziwnie smakujące za to awangardowe są.

Scenarzyści zgrabnie stworzyli sytuację  łączącą Alexandre`a z Jacky`m, a co z tego wynikło widzimy na ekranie i nieźle się bawimy.

Mnie najbardziej ubawiła scena gdy panowie w przebraniu (nie napiszę jakim)  rozgryzają konkurencję.

I pytanie świeżo upieczonego tatusia nad łóżeczkiem niemowlęcia: „to kiedy będę mógł jej ugotować wołowinę po burgundzku?”. Czarno widzę jego życie osobiste.

Pasję dobrze jest mieć pod warunkiem, że nie nakłada nam klapek na oczy i nie kasuje wszystkiego i wszystkich wokół nas.

Ten film to danie lekko strawne, nie przypalone, niezbyt pikantne i zostawiające dobry posmak.

Przygotował je dla nas Daniel Cohen pod nazwą "Faceci od kuchni".

19:46, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (3) »
czwartek, 19 lipca 2012

 Drugi udar u osoby 85-letniej to nie przelewki. Szczególnie jeśli służba zdrowia jest taka jaką każdy widzi, a pacjentka przekonana, że jak tylko wróci do domu wsiądzie do auta i fruuu na działkę, która jest sensem i treścią jej życia (oraz przetwory-potwory) także w największe upały. I są tego skutki jak widać. To tak samo jak z wyczynowym uprawianiem sportu, zamiast "sport to zdrowie" mamy "sport to kontuzje".  No i mam zapewnione i zapełnione dni kursowaniem między domem pacjentki (wziąć stamtąd różne potrzebne rzeczy: a to okulary, piżamę, podomkę, a to inne kapcie, skarpetki itd.), sklepami (zakupy na życzenie) a szpitalem, który np. w niedzielę zamyka boczne wejścia i trzeba przebijać sobie nową trasę. Dzisiaj nacisnęłam (ale to może diabeł stróż jednak?) nie ten guzik windy i zjechałam do podziemia. Dziękuję, już byłam. Za szpitalnymi nie przepadam.

 Dzisiaj także w szpitalu przy pl. Hirszfelda na mammografii. Wkurzyło mnie nowe ustawienie przystanków tramwajowych tak, aby wysiadający kierowali się na wejście do Sky Tower. A może ja nie chcę? Tyle dobrego, że w drodze powrotnej w tamtejszym Rossmanie nabyłam puszki dla Misi. Mammografia krótka choć bolesna jest.

Magiel w pobliżu zamknięty do końca lipca, a reklamówka z pościelą stoi pod ścianą i drwi sobie ze mnie ten rogaty. W ramach akcji "wyrzucam co posiadam lecz nie potrzebuję" (bo w domu powinno się mieć tylko 3 razy P: pożyteczne, piękne, pamiątkowe) znowu przejrzałam stan posiadania i z radością oddałam różne rzeczy, nie tylko ubrania, do sklepu dobroczynnego. Na Facebooku jest ich profil pod "pomagacz.org".

Pogoda jaka jest każdy widzi i psioczy. Dlaczego nie "koczy"? Pies - psioczy, kot - koczy.

Teraz często jeżdżę tramwajem i przechodzę przez jezdnie różne, na światłach lub nie. Parę dni temu czekalam na zielone, obok mnie młodszy mężczyzna. A na czerwonym zasuwa przez jezdnię starszy pan z laską. Gdy już był przy nas mężczyzna młodszy zapytał seniora czy nie widzi, że świeci się zakaz? Na co starszy pan, bardzo z siebie zadowolony: "emeryci mają prawo a nawet obowiązek przechodzić na czerwonym". "Ale kierowcy nie mają obowiążku się zatrzymać" - stwierdził młodszy. Pewnie jest kierowcą i niejednokrotnie miał takie stresujące zdarzenie. Wynika z tego, że nie tylko obligatoryjnie 80-latkom powinno się zabierać prawo jazdy ale i nigdy samotnie nie wypuszczać na ulicę.

I tu przypomniała mi się opowieść Ali o kolejnym zachwyconym sobą facecie. PRL, długa kolejka po chleb. Omijając ją podchodzi do lady mężczyzna. Ludzie protestują. Na co on, ze walczył. A mama Ali - "za to co pan wywalczył powinien pan przez całe życie stać na koncu kolejki". Brawa.

koty, którymi przez parę dni się opiekowałam,

zegar wg Dalego przed Sky Tower, czas tam przelewa się klientom przez portfele głównie,

 

niedziela, 15 lipca 2012

 Z powodow rodzinnych prawie codziennie bywam w szpitalu. Nie będę opisywać stanu szpitali  i zachowań służby zdrowia, bo jaki jest każdy widzi. Tym co nie muszą życzę oby tak dalej mieli. W internecie wyszukałam żarty:

 

wtorek, 10 lipca 2012

 Małżeństwo czy kariera naukowa oto jest pytanie na które musi sobie odpowiedzieć Violet (Emily Blunt). Od roku mieszka w ciepłym San Francisco z Tomem (Jason Segel). Ona to psycholożka z nadzieją na pracę naukową w Berkeley (blisko SF). On jest szefem kuchni w dobrej restauracji i właśnie się oświadczył pierścionkiem z rubinem. Zaręczyny odbyły się w miłej rodzinnej atmosferze - tatuś Violet przybył z drugą żoną 23-letnią Azjatką, mamusia przestrzegła młodych, ze małżeństwo to nie komedia romantyczna z Tomem Hanksem, raczej "Szeregowiec Ryan" i "Filadelfia".  Siostra przemawiając ciągle płakała, a potem z kumplem Toma się przespała, choć o jego obrzydliwej reputacji wiedziała.

"Powiedz jakie masz plany a usłyszysz śmiech Pana Boga". Violet dostaje pracę w Michigan - spójrzcie na mapę USA. No, dobrze - nie będę Was męczyć, leży na północy kraju.  Czyli zamiast słoneczka sterty śniegu i nie próbujcie się na nich kochać, bo sobie obijecie biodro o hydrant tak jak Tom, który w pracy ma podobne sukcesy. Robi kanapki w delikatesach i nienawidzi tego. Za to zapuszcza wąsy i brodę oraz na polowaniach morduje niewinne zwierzątka. Gdzieś musi wyładować swoją frustrację, nie będzie przecież bił swojej lubej choć to ona robi karierę za pomocą eksperymentu z pączkami. Po drodze mamy trzy pogrzeby rodzinnych seniorów i kilka sytuacji mniej lub więcej zabawnych. Goły tylek Toma jest taki sobie. Przodu nie pokazano, tylko fartuszek kuchenny z męskim aktem, ha, ha, ha.

Mamusia molestuje słownie Violet, aby się wreszcie wydała, a ona woli się całować z szefem i całkiem przypadkowo dostaje przedłużenie kontraktu. Mąż w lesie z kumplami w ręcznie dzierganych swetrach przez jednego z nich. Też potrafię udziabać taki nieforemny z wrobionym wzorem rogacza. Co autor swetrów miał na myśli?

Film ten, przeznaczony dla upałem znękanych widzów pożądajacych zimnej sali kinowej, reżyserował Nicholas Stoller.

Tagi: kino
20:22, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (2) »
sobota, 07 lipca 2012

tak wygląda loteria na koniec każdego spotkania, fanty są zapakowane w woreczki przeze mnie uszyte

Dzisiaj zaopiekowałam koty w domu koleżanki. Ustaliłam wcześniej o której odjeżdża autobus "A" i spokojnie siedziałam na ławce. Najpierw mężczyzna poprosił mnie o długopis, aby coś zanotować na kuponie toto-lotka, potem zwierzyl mi się za jaką kwotę je kupuje, następnie ile zarabia na godzinę (mało) no i zaczął narzekac na rzeczywistość. To ja nos i oczy w gazetę. Potem podeszła do mnie była czytelniczka i opowiedziała o klopotach ze znalezieniem pracy swego syna. Autobus nie przyjeżdżał, ja czytałam o nudystach w Chałupach co to welcome to.

Ale spokojnie, nie rozebrałam się na przystanku ani na giełdzie mimo gorąca. Nawet białą koszulo-bluzkę kupiłam bez mierzenia ;). A gospodyni miała na sobie luźną, fajną sukienkę z wiuwającymi ogonami.

Na giełdzie są też buty, jedna z pań opowiedziala jak to znajomy ubzdryngolony kupił w NRD żonie (dostał patyczek na długość stopy) dwa lewe buty w sklepie samoobsługowym. No i o kłopotach z normalnymi butami kobiey o małej stopie. Dziecięce rozmiary mają żenujący design i są za wąskie.

Największym przebojem tej giełdy były - kostki lodu wkładane do napojów. Dobrze, że gospodyni dużo ich przygotowała.

Roma powiedziała, że jej córka zagrała Alinę Pieńkowską w filmie Wajdy o Wałęsie.

Od 91-letniej pani, która po przeczytaniu tekstu w "Gazecie Wyborczej" o trzydziestoleciu dress-party http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,11800961,Trzydzieste_urodziny_wroclawskiego_dress_party.html

skontaktowała się ze mną i przyszła na spotkanie dostałam tomik jej wierszy, dwujęzyczny polsko-angielski.

Oto jeden z nich:

"Żart"

Chciałam tylko

coś małego

Powiedział

Nie bądź

taka mądra

 

Chciałaś mieć

wszystko

dostaniesz

nic

 

Teraz to jasne

nie przecz

kochałam tylko

małe nic

 

 
1 , 2
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek