O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
poniedziałek, 29 lipca 2013

  Naprawdę jaka jestem nie wie nikt, ja sama też nie zawsze :)

Zajęcia plastyczne w "Pracowni Opowieści" miał z nami Tomasz Broda. Robił nasze karykatury, oto ja jako kot:

skan wyszedł z zaczerwienieniem u góry, którego w oryginale nie ma.

Dopracowuję reportaż o mojej sąsiadce wywiezionej na zesłanie w wieku 4 lat.

sobota, 27 lipca 2013

 Na zajęciach plastycznych mieliśmy narysować jakąś historyjkę z własnego życia, albo z życia kubka (tak!). I najlepiej, żeby miały związek z Psimi Budami.

Narysowałam dwie. Nie umiem rysować w ogóle, a ludzi i zwierząt w szczególe. Wymyśliłam obie historyjki, skonsultowalam z artystą prowadzącym zajęcia, on narysował ludzi i zwierzątko, wyszło tak:to całość, poniżej pokażę części po kolei, a że miało być o Psich Budach to dorysowałam psią budę:

ta baba to ja :)

A teraz filmowa opowieść o kubkach, sama juz wszystko narysowalam , co widać :):

Trwa teraz festiwal T-Mobile Nowe Horyzonty, więc historyjka jest a propos :)

 

 

 

środa, 24 lipca 2013

Wstęp:Kot jest wykresem i wzorem odciśniętym w łagodnym powietrzu” (D. Lessing)

Doris Lessing – O kotach, Wydawn. Prószyński i Ska, 2010

Dorota Sumińska – Szczęśliwy kot, Wydawn. Galaktyka, Łódź 2008

O autorkach:

Doris Lessing urodziła się w 1919 roku, na ternie dzisiejszego Iranu gdzie jej ojciec był urzędnikiem bankowym, a matka pielęgniarką. W latach dwudziestych XX wieku ojciec kupił farmę w Rodezji i zamieszkał tam z rodziną. W 1948 roku Lessing przeprowadziła się do Anglii.

Jest autorką kilkudziesięciu powieści i zbiorów opowiadań. Pisarską sławę i respekt zdobyła dzięki książkom psychologicznym i obyczajowym z życia kobiet. Jest uznawana za „żywy symbol” feminizmu oraz sprzeciwu wobec apartheidu. W roku 2007 otrzymała literacką Nagrodę Nobla.

Dorota Sumińska urodziła się w 1957 roku. Jest lekarzem weterynarii, psychologiem zwierzęcym, autorką książek autobiograficznych i poradnikowych.

O książkach:

Kto z państwa lubi i ma koty? Ja mam trzynastoletnią czarną Misię.

Poprzednia Alodia (tez czarna) żyła czternaście lat.

Polecam dzisiaj dwie, bardzo różne, książki o tych zwierzątkach.

Doris Lessing zaczyna opisem dość okrutnego świata na farmie w Afryce. Żyło tam mnóstwo dzikich kotów:

„Dzikie koty nie są ładne. Mają paskudną żółtobrunatną zmatowiałą sierść  i okropnie cuchną”.

Nikt ich nie karmił, radziły sobie na własną łapę niekiedy porywając kurczęta  z farmy – dlatego do nich strzelano.

Do najbliższego weterynarza było 100 kilometrów, więc ani kotów domowych, ani dzikich nie sterylizowano. Rozmnażały się jak chciały, ale żyły dość krotko, bo miały przeciwników w postaci chorób i jastrzębi.

Następne rozdziały są już miodem na serce miłośnika kotów. Przenosimy się do londyńskich mieszkań autorki i poznajemy galerię kocich osobowości. Ich wymagania i upodobania kulinarne np. tylko i wyłącznie niedosmażona wątróbka na maśle, czy krojona wołowina. Jeśli tego nie dostały odchodziły od miski z miną: „Raczej zdechnę niż zjem to paskudztwo”. I głodowały uparciuchy.

Moja Misia jest czarna, więc według autorki jest to „Kot z krainy cienia. Kot z podziemnych czeluści. Kot dla alchemika. Kot z głębi nocy”.

O swoich pupilach Lessing pisze z czułością i widać, że nie tylko je kochała ale i bacznie obserwowała.

„Razem – człowiek i kot próbujemy pokonać to, co nas od siebie dzieli”.

Książka Doroty Sumińskiej to poradnik dla potencjalnych właścicieli kotów. Zawiera praktyczne informacje: jakiego kota wybrać, jak się z nim zaprzyjaźnić, jak karmić, leczyć, przygotować toaletę.

W dwunastu rozdziałach  podaje wszystko co o kotach wiedzieć powinniśmy, a nie mamy kogo zapytać.

Poradnik ubarwiają zdjęcia kotów rasowych i krótkie wspomnienia autorki z domu rodzinnego: o czarnej kotce znalezionej na śmietniku i Mońku, którego Sumińska woziła w wózeczku dla lalek. Także z własnego gabinetu – przy okazji dowiadujemy się jak należy się tam zachowywać, aby kot w miarę bezboleśnie przeszedł to doświadczenie.

„Pamiętajmy, że zwierzęta potrafią ogrzać naszą duszę jak najlepszy przyjaciel".

poniedziałek, 22 lipca 2013

 Jak co roku latem "Gazeta Wrocławska"ogłosiła konkurs na opowiadanie kryminalne z akcją na Dolnym Śląsku i w latach 40-50-tych XX wieku.

Akurat jedno z moich pasuje do tych wymagań, więc je wysłałam. Dzisiaj ukazał się jego tekst, z redakcyjnymi skrótami za to dano w środku zdjęcie i czerwoną plamę. Wedlug mnie bez sensu. Ale kto pojmie decyzję redakcji? Każdemu kto przysle tekst obiecano półroczną prenumeratę gazety. Dzisiaj majlowo odpowiedziano mi, że to dopiero od września.

W związku z tą publikacją zdarzyła mi się zabawna sytuacja. Prawie w samo południe zadzwonił telefon stacjonarny. Odezwał się mężczyzna, zapytał czy to ja i pogratulował z okazji powyższego. Podziękowałam i zapytałam kim jest. Odspowiedział, że wielbicielem mojego talentu - ha,ha,ha. Pokonwersowaliśmy trochę i nadal nie wiem kim jest. Obiecał jeszcze zadzwonić i zaprosić mnie na lody. Nie wiem teraz - cieszyć się czy raczej obawiać.

sobota, 20 lipca 2013

 Tematem przewodnim zajęć w "Pracowni Opowieści" są wrocławskie Psie Budy. Piszemy o nich, fotografujemy. Oto kilka zdjęć jakie tam zrobiłam:

uliczka ma budynki tylko z jednej strony (kiedyś tak nie było), w głębi widać wieżyczki budyneku Biblioteki Uniwersyteckiej przy ul. Szajnochy

tutaj przeszłość z nowoczesnością, czyli za kamieniczkami wieża kina Helios zwanego przez mieszkańców termosem :)

gołębie na dachu jednej z kamieniczek

brama w której toczy się główna akcja mojego najnowszego opowiadania "Zbrodnia na Psich Budach"

też Psie Budy, oczywiście

tutaj widok od ulicy Kazimierza Wielkiego

Przy okazji omawiania naszych tekstów dowiadujemy się jak wygląda współpraca z redaktorem tekstu. Bo są różni. Zdarzają się tacy, którzy wszystko wiedzą lepiej i potrafią tłumaczyć autorowi (nie mnie), że np. pociąg stoi a nie leży (widać, że redaktor zna wiersz Tuwima "Lokomotywa": Stoi na stacji lokomotywa, ciężka, ogromna i pot z nie spływa...) . Moim zdaniem redaktor powinien iść obok autora, a czasem nawet krok za nim, czyli wydobyć to co w tekście  najlepsze. No i konieczne jest wspólne poczucie humoru.

 

wtorek, 16 lipca 2013

 Na zajęciach w Pracowni Opowieści osoba prowadząca, krytyk literacki, jurorka w konkursach literackich, powiedziala nam, że większość konkursowych opowiadań zaczyna się na dwa różne sposoby: 1. Był piękny słoneczny poranek 2. Obudziłam (em) się rano.

Sprawdziłam jak zaczynąją się moje opowiadania, Tak oto:

- Był sobie piękny letni dzień (blisko wpadki ale to jest moje pierwsze z cyklu "Wrocław, koty i... Opowiadania prawie kryminalne")

- Drugą pracę też zaczęłaś latem? - zapytała Ewa

- Druga połowa XX wieku, lata osiemdziesiąte.

- Budynek Imperium  wyglądał jak kupa, mimochodem upuszczona w środku miasta, przez wielkiego pterodaktyla. (no, to mi się udało :) )

- Był lipcowy wieczór 1997 roku we Wrocławiu

- Trup leżał w sali gimnastycznej Szkoły Podstawowej numer 45 przy ulicy Rafała Krajewskiego, na Sępolnie.

- Czy pamiętasz zimę na przełomie 2011/2012 roku?

- Pewnego popołudnia oglądałam Telewizyjny Klub Seniora.

- Ta sobota byla pełna słońca, a lekki wiaterek rozpędzał uliczne wonie.

- Ewa wielokrotnie namawiała mnie na obejrzenie jej działki.

- Jak każdego wieczoru bocznymi drzwiami do biblioteki weszła sprzątaczka.

- Wyszłam z windy wrocławskiego mrówkowca na szóstym piętrze nucąc "Wsiąść do pociągu byle jakiego"

- O godzinie dwudziestej trzeciej czterdzieści pięć zadzwonił mój telefon stacjonarny.

- Lato 2011 roku było jakieś szare.

- W małym kinie nikt już nie gra dzisiaj na pianinie, nie ma już seansu w małym kinie...

- Obie z Ewą byłyśmy obrazem nędzy i rozpaczy, czyli homo ledwo sapiens.

- Zebranie zespołu redakcyjnego Gazety Dolnośląskiej wyznaczono na poniedziałkowe południe.

- Była wiosna 1944 roku.

- Wrocław, środek parnego lata.

- Kontury domów krótkiej i jednostronnie zabudowanej uliczki w środku miasta, zacierały się w zapadającym mroku. (to jest moje najnowsze opowiadanie pisane na warsztatach, z akcją na Psich Budach.

Opowiadań jest dwadzieścia i nie wszystkie są kryminalne. A piszę ręcznie, ołówkiem. Dopiero po wielokrotnych poprawkach wpisuję tekst do komputera.

 

sobota, 13 lipca 2013

 Pod linkiem na fb kierującym na poprzedni wpis (o giełdzie) koleżanka napisała: "Dlaczego Irenko, nie masz wznioślejszych zainteresowań?", odpowiedziałam: " Ja nikomu nie narzucam czym ma się zajmować i interesować, proszę o wzajemność". Odpowiedziała: "To nie jest narzucanie a rozczarowanie". Ja "M. dlaczego nie masz wznioślejszych zainteresowań niż obrażanie koleżanki?"

Musi być naprawdę bardzo nieszczęsliwa jeśli się tak zachowuje.

Od 4 lipca chodzę do "Pracowni Opowieści" (ul. Szajnochy 5) na warsztaty. Mamy zajęcia o tym jak pisać, jak rozwijać swoją wyobraźnię literacką, zajęcia fotograficzne, filmowe animowane i plastyczne.  Codziennie, oprócz weekendów, po 4 godziny. Jest nas w grupie 8 osób, w tym jeden mężczyzna informatyk, w dodatku z Krakowa.  A codziennie z Jeleniej Góry dojeżdża niesłychanie zdolna, pisząca dramaty, 18-latka. Oprócz tego romanistka, anglistka, prawniczka. Wszyscy młodsi ode mnie. Tutaj można zobaczyć kto z nami ma zajęcia: http://opowiesci.org/?p=173. Po zakończeniu ma być tam wystawa naszych prac.

"Biuro Literackie" (w Przejściu Garncarskim, wejście z wnętrza "Puzzli", niedaleko księgarni "Tajne Komplety"), robi selekcję i taniej sprzedaje niektóre swoje wydawnictwa w godz. 10-16. Za dwa złote kupiłam Tymoteusza Karpowicza "Małe cienie wielkich czarnoksiężników". Oto niektore z nich:

Zanim zapalisz światło - sprawdź czy jest ciemno.

Pustynia nie zaczyna się w środku, tylko po brzegach. Jak zło.

Knoty najczęściej wyobrażają sobie, że są światłem.

Studnia

Nikt nie może spać głębiej ode mnie

Jeśli chcesz z kimś biec razem, nie związuj się z nim zbyt ciasno.

Zahamujcie pochód miernoty, bo stanie się genialna.

 Uszyłam koleżance taką torbę na zakupy, z kieszonką i podszewką dzięki czemu jest dwustronna:

 

 

sobota, 06 lipca 2013

 Tradycyjnie w pierwsza sobotę lipca giełda z cyklu dress-party odbywa się w gościnnych i zakoconych progach koleżanki bibliotekarki. Reprezentacja tego zawodu była znaczna - 3 emerytki, dwie na służbie. Szczególnie jedna z pań "na służbie", bo ma specyficzną szefową.

W domu są trzy koty ale nie witały nas w progu, nie łasiły się do nóg i nie prosiły o głaski-mizianki. Jedenastoletni pers leżał na dolnym tarasie, zwinięty w kłębek. Drugi gdzieś hasał, a trzeci... O, z tym to dopiero jest opowieść. Wraz ze swoją panią przyjechał nieżyczliwą Lufthansą z Argentyny. Dzieciństwo musiał mieć tam ciężkie, bo jest bojaźliwy nad wyraz. Nasz pobyt przesiedział za kanapą i wyszedł dopiero po upływie pół godziny jak był już pewien, że wataha obcych już opuściła jego dom.

A my rozłożyłyśmy swoje rzeczy gdzie przygotowano miejsca i na tarasie okolonym trzydziestoletnimi iglastymi lub w kuchni rozmawiałyśmy.

M. zachwycał przelot samolotów, rzeczywiście dobrze je tam widać, słychać także. Opowiedziala mi także, że mieszka w jednej bramie z bibliotekarką i pisarką Elżbietą Krzemińską  http://www.wywrota.pl/ksiazka/18490-codziennosc-w-powiesciach-elzbiety-krzem.html

Tym razem nic nie kupiłam ani nie sprzedałam ale nie po to tam chodzę. K. chwaliła się torbą na zakupy jaką dla niej uszyłam, niewielką, aby nie była zbyt cięzka wraz z zakupami, mającą kieszonkę i podszewke.

Ewa uszyła różne torby na zakupy, w tym piękną w kwiaty z grubego leżakowego płótna. Przyszła wraz z wnuczką, która skorzystała z okazji i zaopatrzyła się w trzy sukienki. Babcia była sponsorką.

Rozmawialysmy także o tym, że starość się Panu Bogu nie udała i że powinna być możliwość napisania, respektowanego przez rodzinę i lekarza, oświadczenia na temat niestosowania wobec piszącego uporczywego leczenia.

Z giełdowej oferty:

Gospodyni bardzo dziękujemy za życzliwe przyjęcie.

 

wtorek, 02 lipca 2013

Dwaj chłopcy Nick i Billy (Owen Wilson i Vince Vaughn) są koło czterdziestki i tracą pracę, bo sprzedają bezpośrednio zamiast przez Internet. Nick nie umie być z kobietą dłużej niż trzy miesiące, Billy od lat zawodzi swoją partnerkę. W wyniku poszukiwania pracy dostają się na staż do firmy Google gdzie hol wygląda jak plac zabaw dla dzieci i najeść się można za darmo.

Przyjaciele są najstarsi wśród kandydatów, a i najgorzej wykształceni. Porozumienie utrudniają także zupełnie inne lektury, filmy i muzyka do których się odwołują.

Wszyscy zostają podzieleni na kilkuosobowe grupy. Bohaterom przypada towarzystwo mieszane choć zdziwiona jestem, że brakuje wśród nich Afroamerykanina. Mamy za to śniadoskórą Nehę (Tiya Sircar) erotomankę teoretyczną, Stuarta (Dylan O`Brien) nieustannie wgapionego w swoją komórkę, Yo-Yo (Tobit Raphael) uzależnionego od matki sadystki, która biciem dopinguje syna do życiowych osiągnięć. Grupie przewodzi Lyle ((Josh Brener) pracownik Google. Aby otrzymać etat w ciągu tygodnia muszą udowodnić, że są lepsi od innych grup. Otrzymują zadania umysłowe i fizyczne co przekracza ich możliwości i zdolności. Billy wygłasza nudne gadki typu „razem młodzi przyjaciele”, co o dziwo konsoliduje grupę. Obaj panowie zalewają nas potokiem słów, co mnie zirytowało do imentu.

To komedia, więc jest happy end, ale mam nadzieję, że żaden młody bezrobotny nie uwierzy, że brak wykształcenia, słowotok i spędzanie wieczorów  na piciu w klubie go-go prowadzą do sukcesu.

Ale mamy lato, więc odpuśćmy reżyserowi Shawn Levy te infantylne uproszczenia.

O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek