O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
wtorek, 29 lipca 2014

GRAŻYNA Jeromin-Gałuszka „Długie lato w Magnolii”

Wydaw. Prószyński i Ska 2014

 

WSTĘP: Życie to ciąg mniej lub bardziej przypadkowych zdarzeń

O autorce:

Grażyna Jeromin-Gałuszka urodziła się i mieszka w Sosnowicy, małej wsi niedaleko Radomia.  Prowadzi księgarnię w Radomiu, a dla relaksu zajmuje się niewielkim gospodarstwem.

Ukończyła bibliotekoznawstwo na Uniwersytecie Warszawskim i scenopisarstwo w PWSzTV i F w Łodzi. Jest laureatką ogólnopolskiego konkursu na temat filmowy i współautorką jednego z seriali telewizyjnych. Zadebiutowała powieścią „Złote nietoperze” w 2007 roku za którą otrzymała nagrodę w konkursie „Kolory życia”. Napisała 7 powieści.

O książce:

„Magnolia”, pensjonat z restauracją wita gościa fatalną obsługą. Gościa, który brał udział w krwawej scenie na stacji benzynowej i postanowił, że przestanie pisać powieści kryminalne oraz oderwie się od dotychczasowej monotonii.

Jedzie w Bieszczady szukając natchnienia i wytchnienia. Dzięki zamieszkaniu w pensjonacie poznaje pracujące tam kobiety i mieszkanki wsi. Cześkę – marudną właścicielkę, Doris – uciekinierkę, Małgośkę – marzycielkę, Marlenę – cichą wojowniczkę, Józefinę – powiewną artystkę i nastolatkę Tuśkę – gadułę. Panowie są mniej interesująco opisani choć w swoich zachowaniach też barwni. Maurycy – pisarz kryminałów, stary komendant policji naznaczony zbrodnią sprzed lat, jego syn policjant, Marek wiecznie ubzdryngolony wielbiciel Doris, bliźniacy Olaf i Borys, mecenas, Zenek, Filip nieżyjący, Adam na wózku z żoną Olgą.

Oraz pies wabiący się Absurd, kota brak.

Wiele osób, wiele życiorysów. A także niewyjaśnionych spraw, z których najdrastyczniejsza to morderstwo Lenki i zaginięcie jej córeczki. To sens i treść życia starego komendanta.

Ale poza tym jest miło i spokojnie. Świeże powietrze, dobre jedzenie, życzliwi ludzie.

„Na przełomie lipca i sierpnia lato przypomniało sobie, że może dopiec”.

Znaczną część książki wypełniają fakty z życia pracowników i bywalców „Magnolii”. Wszystko jednak zmierza w kierunku wyjaśnienia sprawy Lenki i jej córeczki. Najbardziej podejrzane są wilki.

Awantura i pożar w pensjonacie przyspieszają akcję ale wątpliwości nadal jest wiele. „Nieraz tak jest, że kiedy się za dużo wie, to nic się nie wie”.

 Autorka robi co może, aby zamieszać czytelnikowi w głowie. Tylko kij bejsbolowy jest sygnałem, że coś tu nie pasuje.

Na końcu wszyscy w „Magnolii” czują się jakby dostali nim po głowie.

Zarówno życie realne i wirtualne może doprowadzić niektórych do szaleństwa co autorka udowadnia trochę feministycznie. Ale mogę polecić tę książkę zarówno na deszczowe jak i pogodne dni.

biorę udział w konkursie BlogDayWroclaw  www.facebook.com/BlogDayWroclaw

 

 

 

 

 

 

 

 

czwartek, 24 lipca 2014

 Zacznę od dzisiejszego rycia. Nie, nie kopalam dołków pod innymi, aby w nie wpaść :). W PANATO brałam udział w warsztatach na ktorych ryliśmy w linoleum a potem odbijaliśmy, mnie wyszło tak:

kot musi być - prawda? Misia by się obraziła gdybym jej nie uwzględniła :) 

W ramach diablich igraszek spaliłam sobie plastikowy durszlak i stłukłam talerzyk. Za to knedle wyszły pyszne.

W Galerii Tkackiej na Jatkach (prowadzi ją pani prof. Ewa Maria Poradowska Werszler) obejrzałam tkaniny i akwarele Marii Gostylii-Pachuckiej:

 

a w Infopunkcie byłam na spotkaniu z Kolumbijkami i Hiszpankami z Walencji, działającymi na rzecz kobiet:

W sobotę 2 sierpnia w Infopunkcie Łokietka 5 od godziny 12 zacznie się Kiermasz Mody Wrocławskich Projektantów, zapraszam bo wybieram się tam ze swoimi zamotkami, naszyjnikami i bransoletkami.

Misi nie będzie - zostaje w domu :).

Cudnie, że się ochłodziło - prawda? Poproszę o ciąg dalszy takiej chłodności.

 

 

poniedziałek, 21 lipca 2014

Szagdaj Nadia - Kroniki Klary Schulz. Sprawa Pechowca.

Wydawn. Bukowy Las 2013

WSTĘP: Zło czai się wszędzie, nawet w przedwojennym Wrocławiu

O autorce:

Nadia Szagdaj urodziła się w 1984 roku we Wrocławiu. Tutaj ukończyła wyższe studia muzyczne, gra na wiolonczeli i fortepianie, jest śpiewaczką (sopran). Od wielu lat prowadzi wraz z mężem fotografem firmę fotograficzno-filmową. Ma dwoje dzieci.

Pisanie zaczęła od tekstów piosenek, poezji, opowiadań i noweli. Pierwszą powieść pt. "Przepowiednia" wydała w 2009 roku.

Napisała cykl powieści kryminalnych o Klarze Schulz.

O książce:

Marek Krajewski ma konkurencję w postaci Nadii Szagdaj. Ona także umieściła akcję swoich powieści kryminalnych w przedwojennym Wrocławiu, czyli w Breslau.

Główną bohaterką jest Klara Schulz, dwudziestopięcioletnia córka byłego policjanta, żona chirurga kardiologa, matka pięcioletniego Fritza, plastyczka amatorka. Wraz z rodziną i służącą i rodziną mieszka przy dzisiejszej ulicy Norwida. Chciała wstąpić do policji ale szowinistyczne środowisko ją odrzuciło.

Autorka książki jest śpiewaczką, więc nic dziwnego, że wybrała operę na miejsce akcji. Budynku tego przybytku pilnuje wiecznie pijany portier, mam nadzieję, że obecny nie nadużywa napojów wyskokowych.

Jest więc 1910 rok, czas gorsetów, dorożek, lamp naftowych gdy wrocławskie osiedle Karłowice było wsią.

Klara podejmuje się rozwikłania zagadek związanych z kolejnymi morderstwami.

"Marzyła o prawdziwym śledztwie. Chciała zaistnieć jako detektyw".  "Umiała zachować zimną krew spodziewając się drastycznych widoków".

Klara nie jest typową hausfrau i w tym jej kłopot ale i korzyść. Czasami "Żałowała, że bicie ludzi jest karalne, bo jej ręce same zacisnęły się w pięści".

Na scenie ginie baryton a potem następne osoby. Bohaterka, aby dowiedzieć się kto zabił i dlaczego idzie na bal dobroczynny chociaż nie lubi tańczyć. Z grabarzami wykopuje trupa. Zakrada się do magazynów przy ul. Legnickiej. Szuka pomocy u ojca i byłego kochanka. Na szczęście mąż i syn wyjechali do Opola.

Autorka nie pożałowała nam opisu tortur, wrażliwsze osoby uprzedzam, ze znajduje się on na stronie 249 i 250. Stosowane są po to, aby doprowadzić ludzi do zbawienia i wiecznej szczęśliwości.

Książka jest sprawnie napisana, bohaterka niebanalna, pomysł na intrygę niecodzienny, więc polecam.

czwartek, 17 lipca 2014

Maria hrabina von Maltzan – Bij w werbel i nie lękaj się… Wspomnienia. Wydawn. Via Nova 2010 Wrocław

WSTĘP: Buntowniczość była mottem przewodnim jej życia

O autorce:

Hrabina Maria Helena Francoise Izabel von Maltzan urodziła się w 1909 roku w Miliczu. Była ósmym, najmłodszym dzieckiem. Studiowała nauki przyrodnicze i weterynarię. Trzykrotnie zamężna.

O książce:

„Bezwarunkowo zaangażowana na rzecz zarówno ludzi jak i zwierząt, które były dla niej w jednakim stopniu częścią stworzenia, nacechowało jej życie. Życie, które nieraz z tego względu narażała” – tak ją opisał bratanek.

W przedmowie do książki poznajemy dzieje rodu von Maltzan od XVI wieku, rodzinę autorki oraz jej losy powojenne.

Wspomnienia obejmują czas od dzieciństwa przez młodość, naukę w różnych szkołach, studia i okres II wojny światowej. Rodzice byli bardzo bogaci i dobrze zarządzali swoimi dobrami. Dla matki najważniejszy był mąż, potem dom a dopiero później dzieci. Dużo później.

Autorka od zawsze interesowała się zwierzętami, zajmowała nimi, obserwowała ptaki. Chciała studiować weterynarię ale sponsorująca ją rodzina pozwoliła tylko na nauki przyrodnicze. Dopiero w 1940 r. poszła na weterynarię.

W Monachium mieszkała po dojściu Hitlera do władzy i barwnie opisuje duszną atmosferę tamtych czasów.

Wykonywała wiele zawodów: była dziennikarką, kaskaderką filmową, ożywiała cudze perły. I ciągle w konflikcie z rodziną, która oczekiwała, że będzie spokojną, dobrze ułożoną panienką. A ją roznosiła energia, była ruchliwa, energiczna i gadatliwa.

Przez pól roku podróżowała po Afryce i jest to najmniej zajmująca część książki.

Sądzę, że napisała o wiele więcej ale wydawca skupił się na okresie II wojny światowej. Bo rzeczywiście – zachowywała się bardzo przyzwoicie, żeby nie powiedzieć bohatersko nie licząc się z siłami. Jej energia i pomysłowość ocaliły życie wielu osobom. I mimo, że miała ogromne szczęście  zapłaciła za to dość wysoką cenę.

Rodzina była bogata, po wojnie wszystko stracili i okazało się, że  największym majątkiem hrabiny był charakter, wytrwałość, pomysłowość, przebojowość oraz niepoddawanie się mimo wszystko.

Nie wiemy na ile te wspomnienia są prawdziwe, podejrzewam, że postanowiono je wydać, aby udowodnić polskiemu czytelnikowi, że nie wszyscy Niemcy w czasie wojny byli faszystami i mordercami.

Ciekawa jestem czy ta postać Was przekona. Polecam.

 

 

 



sobota, 12 lipca 2014

 Dzisiaj miałyśmy giełdę pod znakiem lawendy. Na tarasie stoi kilka takich donic:

brakuje jeszcze pachnącej wieczorami maciejki. Ale lawenda też mi się podoba :).

Zapytalam G. jak jej jest na emeryturze? Jest zachwycona tak jak ja. No i wymieniłyśmy poglądy oraz doświadczenia na temat byłych zwerzchników. Oj, nie byly to zachwyty.

G. opowiedziała też o czytelniczce seniorce (tak po 70-tce), która powiedziała, że czas na emeryturze to jej najlepsze lata (moje też). I o tym, że obie są skowronkami a seniorka stwierdziła: "wie pani dlaczego  tak wcześnie wstajemy?. Aby dłużej nic nie robić". Ha, ha, ha. Nie ma to jak poczucie humoru.

R. ma trzecie wnuczę rodzaju męskiego. Na spotkaniach towarzyskich niektórzy pokazują zdjęcia dzieci lub wnucząt, a są tacy, którzy chwalą się kotami. G. ma trzy.

A taką bluzkę kupiłam sobie za... 3.- złote. Ona jest z wentylacją, bo ta koronka ma dość duże otworki. I bardzo dobrze.

I. najpierw kupiła sobie różową bluzkę a jako fanty wylosowała różowe korale i różowe ustrojstwo do lepienia pierogów. Czyli pozostaje jej albo do ciasta dodać soku z buraków, aby było różowe, albo robić pierogi z truskawkami/wiśniami. Taka różowa seria - ha,ha,ha.

J. pochwaliła mnie za fryzurę "na jeżyka" - ale nie jest kłujący, to zostawiam swojemu językowi jak mi ktoś podpadnie.

Na koniec gospodyni poczęstowała nas pysznymi lodami. Pogoda była łaskawa. Rosnące wokół domu wysokie drzewa iglaste pachniały swoiście. Przystanek autobusu dowożącego mnie do domu jest blisko miejsca giełdy.

Ale żeby mi nie było za dobrze w domu wylałam sobie bardzo gorącą herbatę na udo. Wrzasnęłam okropnie. Misia nie podleciała mnie ratować. Ma to w nosie i pod ogonem.

I chwilę potem zadzwonił znajomy w innej sprawie ale przy okazji dowiedziałam się, że zmarła mu żona. I tak miłe chwile przeplatają się z przykrymi. Bo life is brutal, plugaw and full of zasadzkas and kopas w dupas.

 

 

poniedziałek, 07 lipca 2014

Gwen Cooper – Odyseja kota imieniem Homer. Prawdziwa historia ślepego kota i kobiety, którą nauczył miłości.

Wydawn. Prószyński i Ska 

WSTĘP: „…mały krok w bok od ustalonego szlaku wzbogaca czasem całe życie”

O autorce:

Gwen Cooper urodziła się w Miami (USA, Floryda). Przez 5 lat pracowała w administracji organizacji non-profit oraz jako wolontariuszka na rzecz niewidomych, ubogich i potrzebujących ludzi oraz zwierząt. W szkole oddawała swój lunch bezdomnym psom i kotom, w college`u aresztowano ją za udział w proteście pod ośrodkiem badawczym uczelni. Pisarka, filantropka. Mieszka na Manhattanie z mężem Laurencem i trzema kotami.

O książce:

„Są takie [zwierzęta], które zawsze chwytają nas za serce swoimi zdumiewającymi siłami witalnymi i nieodpartym potencjałem brzydkiego kaczątka”.

Takim kaczątkiem okazał się kociak, któremu usunięto gałki oczne gdy miał dwa tygodnie. Nazwano go Homer i dlatego każdy rozdział książki rozpoczyna się cytatem z „Odysei”.

Treść książki to koleje życia autorki, która po rozstaniu z partnerem mieszka u koleżanki z dwoma kotkami. I decyduje się dać szansę kalekiemu ale pełnemu energii kociakowi. Przeprowadzka do rodziców, a potem do Nowego Jorku to kolejne wyzwania dla Homera. A, że jest kochającym świat i ludzi zwierzątkiem wszyscy znajomi autorki przepadają za nim, chętnie się z nim bawią i rozpieszczają. „Urodził się już z tą otwartością na świat, radością życia, której nie odebrał mu ani ból, ani niedostatek”.

Łapał muchy lepiej niż mieszkające z nim widzące kotki, zjadał wszystkie owady oprócz karaluchów – te zostawiał Gwen. A nawet raz uratował jej życie.

Miał cechy, których autora szukała u mężczyzn: był silny, odważny, lojalny, z refleksem i imponował jej.

W miłą opowieść o życiu kobiety z trzema kotami dramatycznie wtargnął zamach terrorystyczny na World Trade Center. Jak przetrwali ten straszny czas dowiecie się z książki.

Autorka wiele się nauczyła dzięki Homerowi między innymi  cierpliwości oraz porządkowania domu.  I nigdy nie przestała być dumna z tego jakim był dzielnym, inteligentnym i szczęśliwym kotem,

Stwierdza „Ja jestem jego oczami, a on moim sercem”.

Polecam.

 

środa, 02 lipca 2014

WSTĘP: Wakacyjna komedia ze świetną obsadą.

„Riwiera dla dwojga” reż. Joel Hopkins

O filmie:

Już przed czołówką poznajemy głównych bohaterów w akcji. Szczególnie Kate  (Emma Thompson), która bukietem okłada byłego męża Richarda (Pierce Brosnan). Albowiem w powiedzeniu „Kobiety nie bij nawet kwiatem” o facetach nie ma mowy. Nie były to kolczate róże, więc uszczerbku nie poniósł żadnego.

Kate jest opiekuńczą matką, która wyprawiając córkę na studia zaleca: „Nie bierz nigdy do ust czegoś, co nie zostało wcześniej ugotowane”.

Wspólnie mają dwoje studiujące dzieci, niespłacone domy i nadzieję na wygodną emeryturę dzięki akcjom firmy prowadzonej przez Richarda.

 Ona jest kiepsko opłacanym pracownikiem naukowym z doktoratem, ma uczulenie na kwiaty, halluksy i rudego kota. On za to kilka byłych bardzo młodych kochanek, alergię na koty, niesprawną prostatę i kręgosłup. Za tydzień wybiera się na emeryturę.

Niestety, firmę Richarda kupił francuski gnojek i doprowadził ją do ruiny, w świetle prawa oczywiście.

Co robią byli małżonkowie po nieudanej rozmowie z przedsiębiorcą – niszczycielem? Postanawiają odzyskać pieniądze w postaci drogocennego diamentu.

I czegóż to oni nie wyprawiają! Hakerzą za pomocą syna, ścigają się samochodami, usypiają podstępnie czworo Teksańczyków, pływają w czarnych strojach nurków, wspinają się na skałki, zakładają peruki, doklejają wąsy, buntują żonę gnojka i prawie giną w morskich otmętach.

Na seansie nie będziecie nieustannie rechotać zginając się wpół ze śmiechu. Ale aktorzy spisują się naprawdę nieźle, a nielogiczności scenariusza można odpuścić stwierdzając „przecież to tylko letnia komedia”.

 

 

 

 

wtorek, 01 lipca 2014

 Przgotowalam "zamotki" i pasujące do nich bransoletki na giełdę 12 lipca i wymysliłam oraz wykonałam do nich specjalne metki:

a że jest to rękodzieło, metka ma wizerunek kota, więc nazwa autora brzmi "Misidzieło" :) 

Ze ścinków po zamotkach namalowałam/nakleiłam dwa obrazki, ogród:

Koty na płotach: (koty to gotowe naklejki)

 

O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek