O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
środa, 31 sierpnia 2011

O północy w Paryżu” czyli wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.

 Przez wiele lat Woody Allen twierdził, że może żyć i tworzyć tylko w Nowym Jorku. Po zawarciu małżeństwa z adoptowaną córką przeniósł się do Europy i akcję swoich filmów umieszcza w kolejnych miastach.

 Gil (Owen Wilson) wzięty hollywoodzki scenarzysta przyjeżdża ze swoją narzeczoną (Rachel McAdams) do Paryża. On najchętniej przechadzałby się w deszczu, ona kupowała drogie meble. Gil marzy o porzuceniu pracy i Ameryki, aby zamieszkać w Paryżu. Jest zafascynowany tym miastem i latami dwudziestymi gdy mieszkali tu i tworzyli artyści z Ameryki i Europy.

Spotykają byłego narzeczonego Inez wszystkowiedzącego i popisującego się Paula. Inez spędza wieczory na tańcach z byłym i jego żoną, Paul wędruje wieczorami po mieście. Z wybiciem północy podjeżdża auto z lat dwudziestych z grupą rozbawionych mężczyzn. Zapraszają go do wspólnej przejażdżki. W ten sposób każdej nocy Gil poznaje swoich artystycznych idoli – Hemingwaya, Scotta Fitzgeralda, Col Portera, Picassa, Bunuela, Dalego (Adrien Brody).

Gertruda Stein (Kathy Bates) czyta jego książkę i udziela rad, Hemingway odkrywa, że narzeczona go zdradza.

Poznaje piękną Adrianę (Marion Cotillard) kochankę kilku artystów. Jej też nie podoba się czas w którym żyje, podziwia Belle Epoque. Za pomocą karety przenoszą się w ten czas. Poznają Toulouse Lautreca, Gauguina i Degasa. Gauguin chciałby żyć w Renesansie.

Gil postanawia wrócić do swoich czasów, zrozumiał bowiem, że powrót do przeszłości jest spowodowany nieradzeniem sobie z teraźniejszością. I że czas w którym żyjemy jest dla nas dobry pod warunkiem związania się z odpowiednią osobą i realizacją swoich marzeń. Ta oczywista oczywistość nie jest łatwa do zrealizowania.

Owen Wilson nadmiernie naśladuje sposób bycia Allena jaki znamy z wcześniejszych filmów reżysera.

Miasto poznajemy pocztówkowo – tak jak go widzi Amerykanin w Paryżu.

Ten film, podobnie jak „Kabaret” Boba Fosse`a wraca do czasów przedwojennych, ale tam mamy taniec na „Titanicu” ginącego świata, a tutaj „Parlez-moi d`amour”.

Ciekawa jestem ilu widzów orientuje się kim były postacie ze świata artystycznego lat dwudziestych i czy orientują się w ich twórczości.

Przeczytajcie wywiad z reżyserem:

http://wyborcza.pl/1,75480,10164072,Woody_Allen__Napisalem_dialogi_Hemingwayowi.html?as=1&startsz=x

21:02, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 29 sierpnia 2011

   Powyżej dwie małe torby na zakupy jakie sobie udziabałam z kawałka pięknego płótna żaglowego. Mnie się podobają, a Wam?

W piątek byłam w bibliotece przy mojej ulicy. Trafiłam akurat na wizytę ich nieulubionego bywalca. Trudno go nazwać czytelnikiem. Ciągle ma propozycję nie do odrzucenia w postaci "zostawię tu swoje rzeczy". Koleżanki twierdzą, że tu nie przechowalnia. Na co on, że na półkach mają śmieci a nie książki, że ciągle sobie biorą urlpy, a on nie może. No i zarekomendował się kiedyś jako pracownik naukowy. Po twarzy widać, że na Akademii Chlania i Pracy Unikania.

Wczoraj (niedziela) szyłam następną partię woreczków naprezentowych marząc o "podręcznej" czyli osobie do obcinania nitek, wyciągania fastryg i sprzątania ścinków. W nagrodę za pracowitość odpadła śrubka z maszyny i nie wiem gdzie ją wkręcić. Nie zamierzam w to z czym się rymuje.

Poza tym pyszne danko warzywno-kurczakowe ze złości, że go nie mieszam przywarło namiętnie do patelni. Aż sczerniało z żałości prawie w całości. A może kurczak był chory na chorobę wściekłego drobiu? Albo poczytał o przypiekaniu boków Kmicica i Kuklinowskiego i pozazdrościł? Czy to wiadomo co się dzieje w kurzym móżdżku? Popatrzcie na kampanię wyborczą. Nie żebym sugerowała wbijanie na pal czy włóczenie końmi albo wypalanie w twarz z krócicy. Broni tej nie mam i wątpię czy mi wypożyczą.

W ramach ratowania mobilności kostki (mam propozycję hasła dla władz miasta: "Wrocław stolicą kultury co ma w chodnikach dziury") poszłam do sklepu gdzie wszystko jest po 2,90.-złotych, aby nabyć elastyczną opaskę (taką dziurawą skarpetkę). Zdjęłam opakowanie z półki i zapytałam: "ile to kosztuje". Sprzedawczyni nie walnęła mnie siekierą w łeb (dziękuję bardzo za ten akt łaski) tylko odpowiedziała: dwa dziewięćdziesiąt. W tej chwili zorientowałam się co zrobiłam więc dodałam: moja inteligencja czasem zwala mnie z nóg. Wychodzi na to, że skręciłam kostkę z powodu inteligencji inaczej.

W każdy piątek kupuję Gazetę Wrocławska", aby poczytać opowiadania konkurentów. Dzisiaj zamieszczono tekst wyraźnie napisany pod wpływem książek Marka Krajewskiego. Jest on jednym z jurorów konkursu. Dzień bez podlizywania się jest dniem straconym? Ogłoszenie wyników konkursu w wydaniu papierowym we wtorek 13 września.

Przyszedł inkasent światła, poświecił latarką na mój licznik i odczytał, że nic nie widzi. Licznik odmówił wspólpracy. Ale za pobór będę i tak musiała zapłacić. A licznik do wymiany. To przy okazji mogliby przynieść zapasowe kolano i kostkę. Co by im zależało, machnęliby za jednym zamachem te montaże.

czwartek, 25 sierpnia 2011

 W telewizji śnadaniowej obejrzałam i wysłuchałam rozmowę na temat poprawiania urody przez osoby publiczne. Podobno większość z nich jest przeciwna i nigdy się nie podda takim zabiegom. A profesor medycyny estetycznej stwierdził, że takiż właśnie pogląd głosi jedna z jego pacjentek na ktorej wykonał już dzisięć operacji, ha,ha,ha...

Co mi tam operacje ku śliczności kiedy wystarczyłoby niebolące kolano, brak serialu dentystycznego, dobry wzrok i równe chodniki, abym tak jak we wtorek, nie skręciła kostki u prawej nogi. Tak więc mam do pary - lewe kolano i prawa kostka. A ileż możliwości jeszcze ma do wykorzystania mój piekielnie pracowity diabeł stróż. Strach pomysleć. Dobrze jest jednak postawić się na tle innych ludzi. O czym poniżej.

Jakiś czas temu dostałam propozycję przeprowadzenia zajęć kolażowych w "Środowiskowym Domu Samopomocy" dla osób z chorobą psychiczną działającego w ramach "Curatusa".

Na zajęcia zgłosiło się 12 osób, w tym pięciu panów. Towarzyszyły nam dwie osoby personelu. Na początku pokazałam książkę "Pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny Wisławy Szymborskiej" w której są reprodukcje prac poetki jednocześnie zachęcając do czytania książek. Na terenie ośrodka jest biblioteka. Przyniosłam też swoje prace w różnych formatach jako ewentualny przykład do naśladowania. Dodałam trochę swoich materiałów do wycinania elementów. Pomagałam dwóm osobom siedzącym obok mnie sugerując im co i jak mają wyciąć. Na stole postawiłam szklankę z wodą mineralną i sięgając po kartkę z bloku technicznego wylałam wodę na wycinki i bloki. Niech żyje zgrabność zdrowego!

Powstało dużo prac, różnych ale z przewagą naprawdę udanych. Poprosiłam, aby je podpisano. Będzie z nich wystawa. Zgłosiłam chęć powtorzenia zajęć i tu się okazało, że chętniej wykorzystaliby moją umiejętność szycia woreczków naprezentowych. Mają zamiar zrobić kiermasz prac wykonanych przez pacjentów. Doradziłam więc jeszcze uszycie toreb na zakupy i, z tego samego materiału, kosmetyczki a woreczek mógłby być sakiewką na pieniądze. Takie trzy w jednym. W lumpexach można kupić tanio kawałki różnych materiałów. Jak to nigdy nie wiadomo jaka nasza sprawność okaże się być pożyteczną społecznie.

Często różne osoby biorą moją życzliwość za słabość i uznają się za pępek mojego świata. Co objawia się słowotokiem na własny temat i oczekiwaniem zachwytów. Niniejszym i tutejszym oświadczam: pępkiem mojego świata jest pozytywne działanie i JA decyduję co takim jest. W żadnym razie gromadzene rzeczy i dbanie o nie oraz wysłuchiwanie egocentryków! Takie jak powyżej - owszem!

Dzięki skorzystaniu z transportu osobistego pani Oli (i nie była to hulajnoga) mogłam zrobić, i wnieść na swoje ogromnie ukochane czwarte piętro, drobne zakupy.

A po powrocie do domu Misia orzekła, że moja nieobecność to chamstwo i drobnomieszczaństwo po czym smyrgnęła w dół schodami. Oj, nie lubię ja tego. Półgoła pobiegłam za nią (kamery przy tym nie było, cieszcie się, że nie będę straszyć na youtube) z wołaniem "wracaj łazęgo", a ta do mnie pyskowała na całą klatkę. Cóż za ordynaryjne maniery to są , doprawdy!

Pogoda koszmarna nam niemiłościwie panuje więc takiej życzę wszystkim swoim wrogom nieustannie.

Jeśli wy (mieszkańcy Wrocławia) lub ktoś z waszego otoczenia ma kłopoty z psychiką, depresją lub doświadcza przemocy w rodzinie zgłoście się do "Curatusa", który mieści się przy ul. Kleczkowskiej 5 (w podwórku), tel. 71-329-09-19, w godz. 7,30-15,30; mail sdcuratus@gmail.com

wtorek, 23 sierpnia 2011

 "Szefowie wrogowie" czyli trzech kretynów w akcji

Ten film równie dobrze mógłby nosić tytuł "Głupi, głupszy i debil"

Nick (Jason Bateman) lizus i karierowicz, Dale (Charlie Day) konus z piskliwym głosem i Kurt (Jason Sudeikis) erotoman chcą wymienić swoich szefów na lepszy model.

Nick ma dosyć swego szefa psychopaty (Kevin Bacon) wykorzystującego i poniżającego go zawsze i wszędzie, cytuję: "jesteś moją własnością, moją dziwką".

Konus jest pomocą dentystyczną u molestującej go nimfomanki Julii (Jennifer Aniston). Dziwię się jej bardzo, wibrator byłby lepszy.

Erotoman traci dobrego szefa zyskując jego syna (Colin Farrell z zaczeską), ćpuna i erotomana, który taktuje firmę jak bankomat.

Zamiast poszukać innej pracy postanawiają uwolnić świat od tej trójki za pomocą wynajętego mordercy. Włączając laptopa wyłączyli mózg i znaleźli w sieci osobnika za 200 dolarów. Okazał się on usługodawcą z użyciem moczu ale nie mordercą. Bardzo śmieszne! Powiem więcej takie sobie.

Nie poszli po rozum do głowy tylko udali się do baru gdzie poznali Afroamerykanina (Jamie Foxx), który za pięć tysięcy dolarów w neseserze dał im radę z książki Patrycji Highsmith sfilmowanej przez Hitchcocka "Nieznajomi z pociągu". W wyniku czego śledzą szefów, aby znależć ich słabe strony i poznać rozkład dnia. Oglądamy więc włamania do domów, wysypywanie dużej ilości kokainy na dywan i tego skutki, kradzież komórki, atak kota i podglądanie dentystki. Lądują na policji, kupują dużą ilość fistaszków i są upominani przez GPS imieniem Gregory. Momenty zabawne są przeplatane z ocierającymi się o wc i cztery litery.

Jeśli macie wrednego szefa idźcie na ten film i nie naśladujcie bohaterów. Im się prawie udało. Dlaczego prawie? Zobaczcie sami.

Obawiam się, że twórcy lepiej bawili się w trakcie realizacji filmu niż ja na sali. A może nie mam poczucia humoru?

Film reżyserował Seth Gordon

19:21, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 22 sierpnia 2011

 Dolnośląska Biblioteka Publiczna bardzo mi życzliwa (w odróżnieniu od byłej dyrekcji czyli MBP) zamieściła notkę o opublikowaniu mojego opowiadania "Ciało wystrzyżone", zobacz: www.wbp.wroc.pl

Tam też, kiedyś, w ramach "szuflady literackiej" umieszczono moje opowiadanie bez trupów pt.: "Noc w bibliotece", kto nie czytał zapraszam: http://www.wbp.wroc.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2460&Itemid=737

A co poza tym? Chinczyki trzymają się mocno. Swojego muru. My obie z Misią ciągle niepewnie na swoich gałęziach. Twardo, niewygodnie, przeciągi i ptaki na nas robią w locie. Ocieramy się listkami ale jesienią i zimą mamy prawdziwą szkołę przetrwania. Dlatego tak bardzo cieszymy się gdy nas odwiedzacie. :)

Obchodzę lumpexy albowiem zorientowałam się, że tam można nabyć kawałki materiałów. A te przydają mi się do szycia woreczków naprezentowych.

W tym roku odbędą się też "Senioralia". Z tej okazji różne instytucje przygotowują swoją ofertę. Ja poprowadzę zajęcia z wykonywania kolażu pt.: "Co nam w duszy gra", 8 października, sobota,  godz. 12-14, DBP, Wrocław, Rynek 58, juz dziś zapraszam.

czwartek, 18 sierpnia 2011

 O ile pamiętam nigdy na tym blogu nie zamieszczałam zdjęć wnętrza mojego mieszkanka. To proszę bardzo - regał z książkami i kosz do transportu kota. Kosz bardziej służy do przechowywania rzeczy przeznaczonych na fanty kolejnego dress-party. Właśnie przeczytałam, że Gminna Biblioteka w Urszulinie 24.08. organizuje "odzież-party". Jak miło! Gdy pracowałam w bibliotece przy ul. Parkowej organizowałam tam nie tylko wystawy ale i giełdy "dress-party" nazwane przeze mnie.  My 3 września będziemy świętować trzysetne spotkanie, bo to przecież odbywa się od maja 1982 roku.  Będzie orgietka - głównie fantowa bo naszyłam woreczków i zapakowałam w nie fanty.

Po prawej na ścianie obrazki różne. Na podłodze pionowo stawiam zamknięty laptop, a Misia chowa się za nim wychylając tylko pysia. :) Książek jest więcej choć nieustannie robię selekcję, ostatnio oddałam dwa duże stosy zaprzyjaźnionej bibliotece. Tam bardziej się przydadzą.

Traktuję swój blog jako bibliotekarski, w końcu przepracowałam w tym zawodzie niecałe 40 lat. Niecałe dzięki mojemu byłemu prześwietnemu dyrektorowi. Życzę mu zdrowia bo na inteligencję emocjonalną za późno.

Jestem szczęśliwą emerytką, bo choć kariery zawodowej nie zrobiłam bardzo dobrze się teraz bawię pisząc opowiadania z akcją we wszystkich bibliotekach, w których pracowałam. Przy okazji pozbywam sie swoich wrogów. Jako autorka, nie osoba. "A skądże tylu masz wrogów?" zapytała mnie majlowo koleżanka. Podobno tylko ludzie bez charakteru się ich nie dorobili. Osób tych nie opisuję dokładnie, nie mówiąc o danych osobowych, aby mnie nie ciągano po sądach. Mieszam je trochę lub opisuję niewyraziście albo kilka postaci scalam w jedną.

Cykl opowiadań nosi tytuł: "Wrocław, koty i... Opowiadania prawie kryminalne". Jest ich 12, plus dwa w brudnopisie i następne w zarysie. Drżyjcie wrogowie, nic was nie uchroni przed moim piórem, pardon - ołówkiem, bo nim piszę ręcznie, a dopiero po wielu, wielu poprawkach przenoszę do komputera. Jedno z nich pt. "Topielec przy Galla Anonima" jest na portalu bibliotekarskim pulowerek.pl w dziale "z przymrużeniem oka", drugie pt.: "Ciało wystrzyżone" 25.08.br zamieściła "Gazeta Wrocławska" w ramach konkursu na opowiadanie kryminalne z Dolnym Śląskiem w tle. Kto wygra konkurs dopiero się okaże.

 

23:45, alodia1949 , konkurs
Link Komentarze (6) »
środa, 17 sierpnia 2011

 Oryginalny tytuł brzmi "Bad teacher", nie rozumiem dlaczego przetłumaczono na "Zła kobieta"? Bano się pochodów protestacyjnych nauczycieli przed kinami? W nawiązaniu do słynnej kwestii to powinien brzmieć: "Bo to zła kobieta była".

 Elisabeth Halsey (Cameron Diaz) właśnie zakończyła roczną pracę w szkole i jest przeszczęsliwa bo wychodzi za mąż za bogatego konusa. Na pożegnanie serwuje kolegom zakłamaną mówkę o radości i piękności pracy w ich obecności. Na dalszą drogę życia otrzymuje od szefa bon na niecałe 40 dolarów. Jaka praca taka premia.

Zadowolona z siebie wraca do domu od progu obiecując konusowi dziką rozkosz. Niestety w ten szczęsliwy związek wplątuje się czujna mamusia. Uświadamia synkowi, że narzeczona nie dość, że nie pamięta o jego urodzinach to jeszcze na siebie wydała w ciągu miesiąca 16 tysięcy dolarów. Też bym tak chciała, chociaż raz w roku. Perspektywy dalszych zakupów odeszły w siną dal ale bez kochasia.

Elka z obrzydzeniem i kacem wraca do pracy w szkole. Na każdej lekcji serwuje uczniom jakiś film sama zaś odsypia ból głowy i zawód życiowy. Do momentu gdy dowiaduje się, że za dobrze wypełnione testy przez klasę nauczyciel dostaje premię w wysokości 5700 dolarów. A ona zbiera na operację plastyczną piersi, aby mieć dodatkowe dwa atuty w akcji łapania bogatego faceta. Zapędza więc klasę do pracy ale okazuje się, że za późno. Używa więc peruki, narkotyku i obietnicy seksu na biurku do zdobycia pytań egzaminacyjnych. Dopina swego albowiem faceci myślą rozporkiem. 

W szkole pęta się też ciapowaty nauczyciel Scott (Justin Tamberlake) z drogim zegarkiem na ręce czyli bogaty. Elka staje do boju o portfel następnej ofiary losu. Jej antagonistką jest Amy (Lucy Punch) nauczycielka z powołania przejmująca się uczniami i stosująca niekonwencjnalne sposoby przekazywania wiedzy.

Która z nich wygra? Tym razem w filmie jest jak w życiu. Potwierdza to ostatnia scena. Uczcie się młodzi - kłamstwem, manipulacją, podlizywaniem osiągniecie co zechcecie. Cudzy trup będzie się ścielił gęsto, a wy opłyniecie w dostatki bez depresji i wypalenia zawodowego.

Nie wiem czy reżyser Jake Kasdan zamierzał nakręcić komedię, ja się mało śmiałam.

Tagi: film recenzja
19:42, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Najpierw byłam na cmentarzu, wybierałam się dawno ale kolano lub ulewy mnie powstrzymywały.

Wzięłam przybornik: sekator, starą gazetę, reklamówkę, grubą kuchenną rękawicę i szmatę ze starej poszewki.

Albowiem miałam misję do wypełnienia czyli przycięcie dzikiej, bardzo kolczastej  róży, trawy, mlecza, babki (bez dziadka) i innych różności chwastowych.
Oraz bluszczu, który przypełza od sąsiadów i wgryza się w budowlę czyli pomnik.
Róża miała tylko 4 małe gałązki z owockami, więc je wetknęłam do doniczki przekwitniętej chryzantemy
w której puszczają się nowe listki. Niespodziewanie dobrze to wygląda.

Umyłam pomnik, zapaliłam znicz, wyrzuciłam dwa naręcza chabazi i pospacerowałam po cmentarzu. Czytam napisy na nagrobkach, tym razem trafiłam na grób pisarza Czesława Ostańkowicza oraz jego rodziny. Z dat wynika, że jego dzieci umarły wcześniej niż rodzice. Przykro mi się zrobiło bardzo, bo nie dość, że był więżniem obozu koncentracyjnego to jeszcze to. A jego żona przeżyła wszystkich. Byłam, lata temu, na spotkaniu autorskim z tym pisarzem. Był pełen humoru i wigoru. Teraz wiem, ze humor jest często ucieczką od smutku.

Na i z cmentarza szłam piechotą więc z przyjemnością padłam na tapczan i zabrałam się do jedzenia.
Ledwie skończyłam koleżanka zadzwoniła, abyzaprosić na deser czyli racuchy z jabłkami.
Więc się udałam do łazienki w celu odświeżenia i wybyłam. Przedtem ubrawszy się, oczywiście.
Ostatnio dostałam prezentację z pomalowanymi ciałami kobiecymi, niektóre bardzo fajne.
Ale ja wolę się ubrać jednak albowiem nie mam pod ręką zdolnego malarza naciałowego.
Na przystanku zrobiłam zdjęcia roślinności, to dobry pomysł na czekanie.
Koleżanka uświadomiła mnie, że jako alergiczka nie powinnam myć się za często bo niszczę naskórną warstwę ochronną.
No i tu mam dylemat: myć się czy śmierdzieć, oto jest pytanie.
Wybór należy do mnie, albowiem częste mycie skraca życie,
a brudne kolano (ale nie bolące) pięć lat życia dodano, mycie głowy grób gotowy.
Ha, ha, ha!

czwartek, 11 sierpnia 2011

   Kilka dni temu w środku nocy obudził mnie huk i błysk. Pomyślałam, że znowu na nas napadli mili sąsiedzi lub zbliża się kolejna katastrofa lotnicza. Nie była to burza tylko policja. Katowali nas warkotem przez póltorej godziny. I co?

Przeczytajcie:

http://www.gazetawroclawska.pl/fakty24/437826,jak-stopa-wymknal-sie-z-policyjnej-oblawy,id,t.html?cookie=1

środa, 10 sierpnia 2011

 

  

 Rano telefon w sprawie zajęć kolażowych przy ulicy, która kojarzy mi się z drugim etapem internowania. Pierwszy to Podwale - pokój przesłuchań i areszt. "Kretem" nie byłam (patrz poprzedni wpis).

   Wymyśliłam, ze następnego trupa wroga swego znajdę w środku zabudowań rynkowych. Wybrałam się więc w miasto na oględziny. 

Najsampierw (fajne słowo, co?) poszłam do punktu ksero gdzie z sympatyczną panią ustaliłyśmy poglądy dlaczego ludzie odwracają się od Kościoła. Takie same jakie miał ks. Tischner.

W Centrum Seniora zrobiono ze mnie wolontariuszkę i powierzono misję zaniesienia plakatów o konkursie dla długoletnich małżeństw do punktów informacj turystycznej i DBP w Rynku. Wejściowy hol Dolnośląskiej Biblioteki zapylony więc mnie cofnęło w progu. Dobrze że znam tamtejsze boki. Przy jednym z nich jest secondhand bardzo wytworny. Głównie ze względu na ceny i małe rozmiary. Nancy Reagan powiedziała, ze nie można byc zbyt szczupłym i zbyt bogatym. Na niej widać było, że zaszczupłość nie jest zbyt estetyczna. 

Poszwendałam się po rynku, to znaczy po Przejściu Garncarskim, Żelaźniczym (patrz zdjęcie, nie moje) i Sukiennicach. W końcu weszłam do jednego z lokali tam funkcjonujących i zapytałam kelnerkę o piwnice. Pokazała po usłyszeniu powodu zainteresowania mego. Otworzyła drzwi i pokazała podziemie. Wyremontowane i bez pajęczyn. Bleee... W nagrodę wręczyłam jej swoje opowiadanie.

Na ulicy Świdnickiej młodzi ludzie zbierają podpisy na kandydaturę Palikota. Nie zauważyłam jego konkretnych pożytecznych działań publicznych. No i jak tu polubić faceta co to pali koty? Wstydziłby się! Niech zmieni nazwisko!

Na przystanku pod Kameleonem następny udany przedstawiciel rodu męskiego puszczał olbrzymią wiąchę przez telefon. Że też się tam zmieściła i nie rozpadła z hukiem. Powinny byc takie blokady  - przeklinasz to komórka się skręca ze wstydu i przestaje działać.

 

 
1 , 2
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek