O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
niedziela, 31 sierpnia 2014

 Wywiad ze mną można przeczytać w bezpłatnym informatorze kuluralnym "Kabel" http://kulturadlaseniora.pl/wywiady/wymianki-zamotki-wywiad-irena-brojek/

A poza tym na Nadodrzu organizujemy konferencję na temat działań seniorów na tym osiedlu. Będzie o departamencie społecznym, historycznym, o "Specjałach Nadodrza" i warsztatach, jakie odbyły się w ramch kawiarenki czwartkowej. Konferencja odbędzie się w Infopunkcie ul. Łokietka 5/1, 23 września o godz. 12. Zapraszam!!!

Opiekowałam się dwoma kotami, które choć mnie znają to były nieufne ale ostaniego dnia obie przywitały mnie w drzwiach i obsiadły, tak były spragnione ludzkiego towarzystwa.

Ostatnio dowalił mi kręgoslup. Głupi to on jest nadzwyczaj ale nie mogę go przecież zabić w opowiadaniu, ha,ha,ha. Udalam się do doktora od którego dostałam receptę na lek od którego można dostać zawrotów głowy (nie wiem jeszcze czy na widok ceny także) i 3 skierowania do specjalistów. Probowałam dodzwonić się do NFZ, aby uzyskać informację gdzie są dostępni ale daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia.

Dzięki radzie koleżanki zarejestrowałam się do jednego. Będę sobie dawkować kontakt ze służbą zdrowia bo ona jest taka jak każdy widzi. Czyli trzeba mieć do niej końskie zdrowie i odporność psychiczną.

Misia w ramach starzenia się (ma już 14 lat) coraz bardziej wybrzydza z posiłkami. Jeszcze nie domaga się białego obrusa i chińskiej porcelany ale potrafi pojechać do Rygi jak jej coś nie pasuje. A moja nieodżałowana poprzednia kotka Alodia im starsza tym była bardziej żarłoczna i nie miałam takich kłopotów. Misia to jednak częsciej kota - zgryzota niż kota - pieszczota.

piątek, 22 sierpnia 2014

Violetta Ozminkowski – Sztuka kochania gorszycielki. Opowieść o pierwszej damie polskiej seksuologii. Michalina Wisłocka.

Wydawn. Proszyński i Ska,2014

WSTĘP: „Żyję tylko wtedy, gdy kocham, reszta to tylko kalendarz”

O autorce:

Violetta Ozminkowski przez 12 lat była dziennikarka i redaktorką „Newsweeka” i szefową działu „społeczeństwo”. Jest współautorką biografii Marka Edelmana, autorką wywiadu rzeki z Grzegorzem Miecugowem, ostatnio redaktorką książki Moniki Jaruzelskiej.

O książce:

Kilka lat temu wydano dwutomowe wspomnienia Wisłockiej.

Czytelnik powinien sobie zdawać sprawę, że takie książki to nie jest prawda i tylko prawda. Bo pamięć jest zawodna, chęć dobrego pokazania się przemożna, a i skłonność do konfabulacji częsta.

„Michalina Wisłocka tworzyła mity. Mity różnych osób, zależności, zjawisk z jej życia oraz postaw jej bliskich czy współpracowników” – pisze o niej Artur Kowalewski, student pedagogiki,  w swojej pracy.

Książka skupia się głównie na związkach uczuciowych bohaterki nie pomijając jednak osiągnięć zawodowych bez których Wisłocka nie byłaby znaną postacią.

Rzetelny biograf musi wykonać gigantyczną pracę – przeczytać wszystko co napisała omawiana postać,  możliwie jak najwięcej materiałów jakie o niej opublikowano w druku i obejrzeć wywiady. Także porozmawiać z rodziną, przyjaciółmi, znajomymi, współpracownikami – zarówno przyjaznymi jak i źle oceniającymi bohatera książki.

W tym wypadku materiału było sporo – Wisłocka od wielu lat prowadziła pamiętnik, napisała kilka książek (najsłynniejsza to „Sztuka kochania”), udzieliła wielu wywiadów.

Wylania się z tego obraz kobiety bardzo zdolnej, energicznej, ale jednocześnie niedyplomatycznie pyskatej, nietaktownej, uzależnionej od toksycznego męża z którym rozwód przypłaciła zawałem serca. I do końca życia miała z sercem problemy – w przenośni i dosłownie. O mężu ktoś powiedział: „Może i on jest uczony… ale mądry to już niekoniecznie”.

Nietypowe układy damsko-męskie w życiu bohaterki to był standard. „Los pisze czasem takie scenariusze, że dosłownie odbiera mowę”.

Była uzależniona od miłości, a że miała seksapil to i powodzenie spore. „…wymyślała swoim mężczyznom głębokie życie wewnętrzne, ponieważ wtedy łatwiej ich było czcić”.

Biografia Michaliny Wisłockiej to opowieść o tym jak sprawna intelektualnie kobieta może spaskudzić sobie prywatne życie tracąc czas i zdrowie na związki z toksycznymi mężczyznami.

Ciekawa to postać, bo niebanalna i pełna sprzeczności. Polecam.

 

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Danuta Wałęsa – Marzenia i tajemnice, Wydawn. Literackie 2011

WSTĘP: Zawsze pół kroku za nim

O autorze:

Wspomnienia pani Danuty spisał Piotr Adamowicz – w 1997 r. związał się z opozycyjnym Ruchem Młodej Polski, w latach 1980-1981 pracował w Krajowej Komisji „Solidarności” w Gdańsku, internowany w stanie wojennym, od 1988 roku dziennikarz.

O książce:

Książka zaczyna się zdjęciem i opisem obecnego domu Wałęsów, czyli happy endem.

Ale początki nie były łatwe.

Dla mnie najbardziej interesująca jest część opisująca dzieciństwo, rodzinę i warunki w jakich wychowywała się Danuta.

 Było tam dziewięcioro dzieci oraz „bieda, laski i karaski”. Dom był kryty słomą, bez elektryczności, woda tylko w studni, a toaleta w postaci „sławojki”.

„…kiedy tylko podrosłam marzyłam, by się stamtąd wyrwać… - wspomina.

Zabawny jest sposób jaki znalazł autor (zapewne wraz z bohaterką), aby nie mówić wprost o niewygodnych faktach.  Np. jej ojciec pił i był hazardzistą a ona mówi, że wydawał pieniądze na męskie sprawy.

Wałęsowa urodziła ośmioro dzieci i sadząc po skutkach wychowania kontynuowała wiejską tradycję „…kiedyś na wsi rodzice tylko płodzili dzieci. Nie wychowywali ich”. Tak była zmęczona ciążami, porodami, obowiązkami, że nie miała ani czasu, ani siły, ani też świadomości, że dzieci nie tylko trzeba nakarmić i ubrać. „Obciążam się tym, że nie zwracałam uwagi na emocje dzieci”. Mąż zapewne miał taki sam wiejski wzorzec wychowania, że mężczyzna robi co chce nie przejmując się rodziną.

Dom jakoś funkcjonował, bo „Jeśli jest jakaś praca, to ją wykonuję do upadłego dopóki nie skończę”.

Teraz z goryczą mówi, że „…przez całe życie byłam przeznaczona przez los do wykonywania zadań, rzeczy trudnych i niewygodnych”.

Zbuntowała się dopiero niedawno nie wahając się mówić niepochlebnie o mężu: „Zawsze uważał, że powinno się odbierać jako szczęście to, co on robi”.

W końcowej części zacytowano wypowiedzi różnych osób na temat bohaterki. Ona często mówi, że czegoś nie pamięta, np. awantur jakie robiła nachodzącym dom sb-kom, ale świadkowie tych zdarzeń już nie mieli takiej wybiórczej pamięci.

Wspomnienia Wałęsowej spisał dziennikarz i w tekście to widać. Miejscami jest literacki i różni się bardzo od tego jak opowiada bohaterka. Choć przypuszczam, że i to jest wygładzone.

Polityki w tej książce jest bardzo mało, a fakty niewygodne pomijane.

Po przeczytaniu tych wspomnień uważam, że małżeństwo Wałęsów jest nieudane, Danuta nieszczęśliwa a dzieci pokrzywdzone i nieradzące sobie z życiem – stąd te wypadki drogowe, „pomroczność jasna”, celebryckie życie i balangi jednej z córek, cztery rozwody oraz brak więzi zarówno między rodzeństwem jak  i rodzicami.

 

niedziela, 17 sierpnia 2014

 Na facebooku ogłoszono Restaurant Day w mojej okolicy. Miało być tanio, smacznie i niebanalnie. Ucieszyłam się, że ominie mnie dzisiejsze gotowanie. Poszłam i ... na małym patio stało kilka stołów z jedzeniem i obsługą sprzedającą kompletnie na mnie - klientkę niezwracającą uwagi. Ciasno, bo postawiono kilka leżaków (to nie był dobry pomysł). Na nich rozsiedli się klienci - wyłącznie młodzi. Z wyglądu nic mnie nie zachęciło do spróbowania, a ceny odrzuciły. Np. 5,-zł za nieduży kawałek ciasta. A  w cukierni za 2,20.- kupiłam 35 centymetrowy świeży drożdżowy warkocz. Posmarowany miodem jest pyszny i połowa jeszcze mi została. Ugotowałam sobie fasolkę, polałam rozpuszczonym masłem i posypałam bułką, czyli utartym suchym ciastem drożdżowym. Gotowej tartej bułki nie kupuję, bo to zmiotki chemicznie oczyszczone.

Po obejrzeniu i zdegustowaniu się ofertą (zamiast degustacji) pojechałam na cmentarz. Umyłam pomnik, zmieniłam dekorację, zapaliłam znicz, zmówiłam "wieczne odpoczywanie" i po opuszczeniu terenu zaczęłam się zastanawiać jak dojadę do domu, bo remont w pobiżu trwa. Zaczepiła mnie kobieta z tym samym dylematem ale głównie narzekająca, że bilety tramwajowo-autobusowe drogie. Mnie jakoś nie zdarzyło się zaczepić obcą osobę w celu narzekania. Ulubiona to Polaków dyscyplina sportowa. Inna to narzekać na cudze gadulstwo i samemu nie szczędzić bliźnim słowotoku. Z utyskiwaniem w roli głównej, oczywiście.

Na podwórku mamy mniejsze niż poprzednio pojemniki na śmieci, często są zamknięte i gołębie rozczarowane czekają na dokarmianie lub otwarty kontener. Wygląda to jak w "Ptakach" Hitchcocka.

A ostatnio zrobiłam takie ozdoby:

naszyjniki to są - uprzejmie donoszę :)

na giełdzie wylosowałam "zamotkę" zrobioną z łańcuszka włóczkowego różowego, no niezbyt była udana, zrobiłam więc  kółka, ozdobiłam guzikami i przyszyłam na podwójny łańcuszek (kolor zielony na dole jest przekłamaniem, wszystko jest różowe cieniowane), nie wiem od kogo dostałam tę "zamotkę" ale mam nadzieję, że ofiarodawczyni dowie się co można było z tego zrobić. Starczyło na dwa takie komplety (naszyjnik i bransoletka).

Uwielbiam brak upałów.

 

 

 

 

 

piątek, 08 sierpnia 2014

 Stanowczo kameralne imprezy to jest to co lubię najbardziej. Takie jak dzisiejszy festyn na moim osiedlu Ołbinie.

Było malowanie buziek dzieciom, strzelanie do słomianej tarczy, częstowanie się bezplatnymi jabłkami, polskimi oczywiście, koncert łaskawy dla uszu, kontakty z policją i strażą pożarną. Przybyła duża część redakcji "Kabla" www.kulturadlaseniora.pl (we wrześniowym numerze ukaże się tam wywiad ze mną, rozglądajcie się, bo to bezpłatne pismo). Były tez przedstawicielki Domu Edyty Stein i PKPS. Pracownicy Fundacji Dom Pokoju z Infopunktu przy ul. Łokietka 5 i Rada Seniorów Nadodrza. Zaprosiłam wiele osób ale przyszły tylko dwie bibliotekarki - emerytowana i jeszcze pracująca, ołbinianka, która odprowadziła mnie do domu, dzięki Beata :).

współorganizatorzy Adam (" Tur') i jego festynowa squaw Dorota, ozdobiona moją zamotką :)

oprócz jabłek można też było przyswoić parę kalorii

 lub postrzelać do tarczy (tere fere kuku strzela facet z łuku :) )

czwartek, 07 sierpnia 2014

 Jeśli ktoś z czytających ten blog miał nadzieję, że diabli mnie wzięli to uprzejmie donoszę, że jeszcze nie :). Choć oczywiście mój osobisty popisał się psując mi to co zaplanowałam. W piątek wstałam, nakrmiłam kota, włożyłam ubrania do pralki, schyliłam się i auuuu zakrzyknęłam nie mogąc się wyprostować. Kot się plącze pod nogami a ja sycząc i warcząc czuję się jak w wierszyku - klasyku:

Był sobie dziad i baba,
Bardzo starzy oboje,
Ona kaszląca i słaba,
On skurczony we dwoje.

Osobisty masażysta przybył po poludniu ale cudów nie ma - nie przeszło. zalecił gimnastykę - trochę pomogło. I tak dolegliwość trzymała mnie 3 dni. W poniedziałek i dzisiaj następne masaże. Jest lepiej chociaż nie idealnie. "Ziemia wszystko wyciągnie" jak mówiła moja koleżanka z biblioteki na Politechnice,

Upały lubię jak zarazę, dżumę, cholerę oraz trąd. Burze też, szczególnie z gradem. Misi się podobają - burze.

Jutro festyn, w godz. 15-18, w Parku im. Edyty Stein (koło kościoła) na wrocławskim Ołbinie, czyli tam gdzie mieszkam. Będzie tam m.in. redakcja "Kabla" (www.kulturadlaseniora.pl) oraz liczne atrakcje, np. ja :). Zapowiadają opady - ha,ha,ha.

Byłam w rynku i po drodze, niedaleko kamieniczek Jaś i Małgosia, spotkałam krasnale:

Zrobiłam sobie "zamotkę" i bransoletkę w paski oraz zainwestowałam w nowe okulary (czerwone!):

A w ramach współpracy z Fundacją Dom Pokoju na Nadodrzu zrobiłam kolaż:

 

 

 

 



 

O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek