O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
niedziela, 30 sierpnia 2015

Emilia Padoł – Dżentelmeni PRL-u, Wydawn. Prószyński i ska 2015

Wstęp:  „…byli w PRL-u niekwestionowanymi wzorami  - męskiej urody, zaradności, i sukcesu.”

O autorce:

Emilia Padoł urodziła się w 1965 roku. Jest absolwentką Wydziału Polonistyki UJ i doktorantką w Katedrze Antropologii Literatury i Badań Kulturowych.  Pisze m.in. o sprawach społecznych, kulturze i religii. Autorka książek "Damy PRL-u" i "Dżentelmeni PRL-u". Współpracuje z portalem Onet, tam publikuje swoje teksty i wywiady. Mieszka w Krakowie.

O książce:

Dżentelmen – mężczyzna, którego cechuje elegancja, dobre maniery, wytworność, poszanowanie zasad, odwaga, honor, inteligencja.

Czy naprawdę można bohaterów tej książki nazwać tym określeniem, czy to tylko chwyt marketingowy?

Książka i bohaterowie są podzielenie na cztery, dość niekonwencjonalne, rozdziały: „W modzie”, „W opałach”, „W kostiumie”, „W objęciach”.

W pierwszym poznajemy sylwetki trzech nieżyjących mężczyzn, pisarzy: Marka Hłaski i Leopolda Tyrmanda oraz aktora Zbigniewa Cybulskiego.

W drugim aktorów – nieżyjącego Leona Niemczyka i dobrze jeszcze funkcjonującego Daniela Olbrychskiego.

W następnym także aktorów – nieżyjącego Stanisława Mikulskiego i Jerzego Zelnika.

I w ostatnim – zmarłego Andrzeja Łapickiego i żyjącego Jana Nowickiego.

Każdej postaci autorka dodała do słowa dżentelmen dodatkowe określenie – np. Tyrmand to dżentelmen drażliwy, a Łapicki długodystansowy, zaś Niemczyk to dżentelmen niemożliwy.

Na treść tej książki składają się fragmenty wywiadów, wypowiedzi i biografii. Jest ich aż 732 pozycje.

Nie jest to książka demaskatorska choć zawiera wiele szczegółów z życia omawianych postaci. Jak choćby ten, że Jerzy Zelnik bardzo lubi ogień i już jako dziesięciolatek podpalił drewnianą trybunę pierwszomajową. Natomiast Tyrmand był hipochondrykiem, a Cybulski miał same wady i był spokrewniony z generałem w czarnych okularach . Jest tego więcej.

Każdy z tych mężczyzn kreował siebie – swoje zachowanie, wypowiedzi, opowieści. Nowicki mówi, że prawda jest nudna i mało efektowna.

Czy może być dżentelmenem ktoś kto mówi, że „Pisanie jest tak samo wspaniale jak chlanie”?

Że nie wspomnę o licznych zdradach jakich się dopuszczali.

„Zatem kim są bohaterowie tej książki? Zjawiskiem, fenomenem, inspiracją – to na pewno”.

Ale czy byli dżentelmenami? Osądźcie sami.

 

 

 

niedziela, 23 sierpnia 2015

 W internecie przeczytałam informację o nowej księgarni otwartej na pierwszym piętrze Pasażu Grunwaldzkiego. Nosi ona nazwę "Autorska". Ciekawa byłam jak wygląda i co oferuje, oprócz książek oczywiście.

Na pewno zaciekawia przechodzących klientów widoczna przez szybę wannąa obok ktorej umieszczono sedes (zamknięty). Otwierać nie próbowałam :). Sprzęty te stoją na tle działu "poradniki". Nie wiem czy tak wyszło, czy to sugestia.To na lewo od wejścia.

Na prawo są regały z kulinarnymi przepisami a pod nimi kuchenka z piekarnikiem, w którym na bieżąco piekły się ciasteczka. Każdego kto nabył książkę częstowano kawą. Ciastka były dla wszystkich.

W głębi stoi kanapa i dwa fotele,  można na nich przysiąść i poczytać a w przerwach popatrzeć na wirtualny kominek i prawdziwe drewno wokół niego.

Przy dziale dziecięcym zabrakło mi stołeczków lub pufów.

Kupiłam 2 książki (nie powieści) i w nagrodę mogłam sobie wybrać jedną (z pięciu) dodatkową.

Większość książek tam oferowanych wydał "Znak" ale są też pozycje innych firm.

Oczywiście wolałabym reklamować nową bibliotekę ale nowe filie nadają się tylko do reklamacji a nie reklamowania. Tylko dokąd słać te reklamacje skoro władze odpowiedzialne za kulturę popierają przedziwne pomysły nie licząc się z mieszkańcami.

Podejrzliwym wyjaśniam, że za napisanie powyższego tekstu nie dostałam zaplaty w żadnej formie - ani rzeczowej, ani w postaci gotówki.

 

 

sobota, 22 sierpnia 2015

 Jesli Wam się wydaje, że ktoś z trzech osób, które otrzymały moją rezygnację z uczestnictwa we Wrocławskiej Radzie Seniorów osobiście zareagowała to się grubo mylicie.

Za to jedna z tych osób nakazała swojemu pracownikowi przeproszenie mnie za maila zarzucającego mi nierzetelność i lekceważenie obowiązków w ramach WRS. Ten zarzut i brak przeprosin od razu po moim wyjaśnieniu był 9-tym powodem mojej rezygnacji.

Oczywiście wcześniej ten pracownik nie miał najmniejszego zamiaru mnie przepraszać. Jeszcze czego! W dodatku w mailu wmawiał, że traktuje mnie z szacunkiem.

No, tego było już za wiele! Poprosiłam, aby nie traktowano mnie jak idiotki, której można wszystko wmówić i sklerotycznej staruszki, która nie kojarzy faktów. Doskonale kojarzę! Było zachować się przyzwoicie (czyli tak jak należy) od razu! A nie po tym jak mleko się rozlało, czyli napisałam rezygnację.

Tak właśnie wygląda traktowanie seniorów w naszym mieście. I nie zmienią tego igrzyska w postaci Dni Seniora, pochodu kapeluszy, czy balu. Wszystko zaczyna się od dobrego wychowania i kultury osobistej. Jeśli władze tego nie mają to reszta się nie liczy.

Na szczęście są jeszcze (ale nie u tzw. "góry") ludzie z którymi chce się współpracować. Którzy jeśli zawinią to mają odwagę przeprosić i zadośćuczynić, a nie zwalają tego na innych.

Ludzie, którzy robią coś sensownego dla seniorów.

Lokal po bibliotece przy ul. Wyszyńskiego przydzielono Stowarzyszeniu Żółty Parasol. Prowadzi on Klub Impuls - dla młodzieży i osobno dla seniorów. Teraz trwa tam remont.

W pięknych okolicznościach przyrody Parku Nowowiejskiego rozmawiałam o przyszłości Klubu. Jest nadzieja, że na tym szczeblu działania będą konkretne, a nie pozorne.

A poza tym wygrałam w konkursie książkę "Dżentelmeni PRL-u" i  na podwórku znalazłam taką puszkę:

 

 

niedziela, 16 sierpnia 2015

James Bowen – „Kot Bob i ja”,  „Świat według Boba”

Wydawn. Nasza Księgarnia 2014

WSTĘP:

„…dopóki Bob będzie przy mnie, wszystko co dobre, właśnie jemu będę zawdzięczał. On jest moim towarzyszem, najlepszym przyjacielem i bratnią duszą”.

O autorze:

James Bowen urodził się 15 marca 1979 roku w hrabstwie Surrey.

Współautorem jest Garry Jenkins.

O książce:

Londyński muzyk uliczny na detoksie w 2007 roku na wycieraczce sąsiadów znajduje przyjaciela. Rudego, futrzastego i opiekuńczego.

„Londyn zawsze był pełen dachowców, włóczęg szukających śmietnikowych resztek, zdanych na łaskę i niełaskę ludzi”.

Obaj panowie świetnie się dobrali – Bob jest kotem, który z niejednego śmietnika jadł odpadki, James zaś ćpunem z dziesięcioletnim stażem.

Spotkanie to było punktem zwrotnym w ich życiu.

Teraz James i Bob razem zarabiali na życie. James grał na gitarze i śpiewał, Bob leżał na futerale, dawał się pogłaskać a z czasem panowie opracowali sztuczki, które przyciągały publiczność i zwiększały datki.

Razem jeździli autobusem, chodzili ulicami – Bob siedział na ramieniu przyjaciela i z tej wysokości z zaciekawieniem obserwował świat.

Obaj stali się tak wielka atrakcją, że zaproponowano Jamesowi napisanie książki. Oczywiście z pomocą fachowca.

Uliczny grajek nawet z kotem byłby interesującym tematem najwyżej na artykuł w gazecie. Jego atrakcyjność podniósł życiorys gitarzysty i jego walka z nałogiem. Bo łatwo nie było mimo pomocy służb społecznych.

Autor opowiada o swojej przeszłości, niełatwych układach układach rodzinnych, nałogu i o bardzo trudnym wychodzeniu z marginesu życia.

Zarówno James jak i kot byli kiedyś bezdomni.

„Życie na londyńskich ulicach odziera z godności i odbiera tożsamość”.

Chyba sam anioł stróż postawił Boba na drodze muzyka, bo podjęcie się opieki nad kotem, leczenie go, dbanie o to, aby miał godne życie wyrwało Bowena z marazmu, dało cel w życiu. Kot nauczył go odpowiedzialności, przyjaźni i bezinteresowności.

„Bob był najlepszą rzeczą jak przytrafiła mi się w życiu”.

Książki przetłumaczono na 26 języków.

Polecam z przyjemnością.

 

 

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

 Pieniądze rzadko leżą na ulicy ale na podwórku można znaleźć niejedno.

Oto moje podwórkowe zdobycze:

43 eurocenty (zapomniałam je dołożyć do powyższego zdjęcia),

tom 1 dzieł wybranych Fryderyka Schillera, wydany przez PIW w 1955 roku,  zawierający ballady, wiersze różne, dramaty "Zbójcy" i "Intryga i miłość".

 Książka ta kiedyś zasilała zbiory jednej z jednostek wojskowych. Zabawnym zbiegiem okoliczności jest fakt, że ojciec autora był felczerem wojskowym, a Fryderyk skończył medycynę i dostał stanowisko medyka przy pułku grenadierskim za dość nędzną gażę. Uciekł od tych wspaniałości nie tylko z powodu nędznych zarobków.

Oto jego wiersz o tytule "Czytelnicy":

Jakich chcę czytelników? Prostych, dla których niczym

Ja i oni, i świat - a wszystkim treść moich ksiąg.

Dzisiaj czekały na mnie dwie sowy w postaci dywaników o rozmiarze 20x25 cm, wykonane przez Fabrykę Dywanów w Tomaszowie Mazowieckim,  kosztowały po 600.- złotych, bo to był 1988 rok.

Innego dnia poczułam się jak Ariadna zobaczywszy na chodniku mojej ulicy białe zawijasy. Najpierw pomyślałam, że komuś tak artystycznie wylała się farba ale pochylając się zobaczyłam, że to cienki sznurek. W ramach bycia praktyczną i ekologiczną zwinęłam go i teraz czekam na Tezeusza :).

Natomiast nie udało mi się na facebooku gdzie napisano, że wygrałam cenną nagrodę. Tak cenną, że aż zadzwoniła do mnie była personela z gratulacjami.

 Okazało się, że to podpucha i namawianie do udziału w konkursie za pomocą wysłania sms-a, oczywiście nie podając jego ceny. Na tymże portalu, na profilu koleżanki, umieszczono bez jej zgody informację o niby bezpłatnym doładowaniu. Obie usunęłyśmy te posty, aby inni nie dali się zwabić w pułapkę, Schillerowi się o tym nie śniło.

Upały nadal nam doskwierają, niestety najwyższe temperatury są u nas zamiast nad morzem lub jeziorami. Niezbyt mądrze ktoś tym rzadzi.

 

środa, 05 sierpnia 2015

Lisa Gardner - Dziecięce koszmary, Wydawn. Sonia Draga, Katowice 2013

WSTĘP:

”Często zbrodnię popełniają ci, których najbardziej kochamy”

O autorce:

Lisa Gardner ukończyła studia na Uniwersytecie Pensylwanii, przez dwa lata pracowała w firmie konsultingowej. Po tym jak jej pierwsza powieść „Mąż doskonały” odniosła sukces poświęciła się pisarstwu.

Pod pseudonimem Alicia Scott pisze romanse.

Mieszka w New Hampshire z mężem i córką.

O książce:

Przed napisaniem „Dziecięcych koszmarów” autorka poznała doświadczenia swoich znajomych związane z ich agresywnym dzieckiem, które leczyli wszystkimi dostępnymi metodami korzystając też z pomocy uzdrowiciela.

Gardner obserwowała także pracę personelu szpitala psychiatrycznego i konsultowała z nimi treść książki.

A było co konsultować, bo autorka opowiada o dzieciach z ostrymi chorobami psychicznymi, które powodują niszczenie wszystkich i wszystkiego wokół.

Narracja jest prowadzona dwojako.

W pierwszej osobie przez Danielle, pielęgniarkę na dziecięcym oddziale psychiatrycznym, osobę po dramatycznych przejściach oraz Victorię – matkę Evana, matkę uważającą, że tylko ona wie jak i umie pomóc swojemu choremu dziecku.

Jednak „Kochać dziecko i rozumieć je to zupełnie różne sprawy”.

Natomiast śledztwo w sprawie wymordowania dwóch rodzin opisane jest w trzeciej osobie. Prowadzą je sierżant D.D. Warren, trzydziestoośmioletnia rozwódka z kręconymi blond włosami i charakterem członka Gestapo oraz Alex Wilson policjant i wykładowca, potrafiący gotować.

Jedną z dziecięcych pacjentek jest Lucy „Długotrwała okrutna przemoc fizyczna, której doświadczyła obdarła ją z resztek człowieczeństwa”. Jedynym mechanizmem obronnym jaki ma jest zachowywanie się jak kot.

Danielle: Nie potrafię znieść myśli, że rodzic tak łatwo może zniszczyć życie swojego dziecka”.

To książka o przemocy, zbiorowych morderstwach, chorobach, bezradności wobec nieszczęścia, więc nie może być pogodna.

Jednak autorka mając na względzie odporność czytelnika (a może i swoją) wprowadza chwile oddechu w postaci wykluwającego się romansu dwojga policjantów i elementów poczucia humoru, przykładem może być poniższa rozmowa:

Alex „Jedna uparta kobieta potrafi doprowadzić faceta do ostateczności”.

- „Taki mamy dar – przyznała skromnie D.D. Warren.

Polecam.

 

 

O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek