O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
sobota, 27 sierpnia 2016

Jacek Inglot – Porwanie Sabinek, Wydawn. Otwarte Kraków 2008

WSTĘP: „Nie tak miało być. …Pragnęliśmy po prostu normalnego życia, żadnych tam cudów  czy gwiazdki z nieba. Żeby było normalnie, bez podłości, bez przymusu, tak po ludzku, z dobrej woli, porządnie i uczciwie”.

O autorze:

Jacek Inglot urodził się 1 czerwca 1962 roku w Siedlcu Trzebnickim. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie we Wrocławiu. Potem pracował jako nauczyciel w I LO we Wrocławiu.

Zadebiutował w połowie lat 80-tych XX wieku na łamach pism o tematyce fantastycznej.

Wydał powieści „Inquisitor”, „Quietus”, zbiór opowiadań „Bohaterowie do wynajęcia” i baśń fantasy „Eri i smok”.

Napisał też powieść „Wypędzony”.

O książce:

Sabinki w tej powieści to dziewczyny najczęściej z rodzin wielodzietnych, mieszkające w  miasteczku lub na wsi, gdzie  nie ma dla nich pracy.

Korzystają z tego handlarze żywym towarem zatrudniający naganiaczy i przewoźników, którzy werbują naiwne młode kobiety.

Zgadzają się one jechać z obcym mężczyzną do Niemiec w nadziei na dobre zarobki i lepsze jutro.

Takim dostarczycielem jest narrator, który zabiera ofiary z umówionego miejsca w Polsce, przewozi do Hamburga i oddaje w łapy bezwzględnych handlarzy. Pobiera wynagrodzenie i nie interesuje się dalszym losem dziewcząt.

Ale do pewnego momentu.

Według mitu to Rzymianie za czasów Romulusa z sabińskich osiedli  uprowadzili dziewczęta, bo brakowało im kobiet.

Na książkę składają się trzy wątki:

Pierwszy to relacja z podróży do Hamburga.

 Drugi zawiera wspomnienia narratora z czasów pierwszej „Solidarności” i stanu wojennego.

 Trzeci to opis naszego kraju i ludzi po zmianie ustroju.

Obecny dostarczyciel Sabinek (inaczej zwanych koziołkami – czyżby od Koziołka Matołka?) w  stanie wojennym przybrał pseudonim „Kordian”. To bohater dramatu Słowackiego, który wciąż przegrywa ale jest wierny swoim ideałom.

Ta romantyczna postawa wpływa na zachowanie bohatera - po 1989 roku nie umie odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

Według niego kraj zdominowali „nowi ludzie”, którzy „Myśleli wyłącznie o kasie, szmalu, mamonie – jak diabetyk o słodyczach. Nic więcej ich nie obchodziło, dla swojego fetysza byliby gotowi zrobić wszystko, nie licząc się z nikim i z niczym”.

Bohater wyrzucany z kolejnych wydawnictw,  gdy wydał już wszystkie pieniądze, spotyka diabła kusiciela w postaci dawnego kolegi, przyjmuje jego propozycję i staje się przewoźnikiem zdesperowanych dziewczyn.

Swojej kochance na pytanie po co było to wszystko: „Solidarność” i konspiracja odpowiada: „Nie pytaj żołnierza, co się stało ze sprawą, o którą walczył. Zwłaszcza gdy sprawa ta została przegrana”.

I samokrytycznie stwierdza: „Miałem być bohaterem a zostałem skurwielem”.

Jednak nie zaznaje spokoju, bo sumienie w postaci ducha zmarłego przyjaciela ciągle mu uświadamia jaki jest podły.

Mamy więc w tej powieści trochę historii najnowszej, choć nie wszystkie podane fakty się zgadzają.

Bohatera romantycznego nie umiejącego się pogodzić z tym, że świat i ludzie nie są idealni.

Także opis świata mediów ze szczególnym uwzględnieniem wydawnictw.

Oraz socjologiczne spojrzenie na Polskę po zamknięciu fabryk i likwidacji PGR-ów.

A także teorię spiskową – czego dotyczy przeczytacie w książce.

Duch przyjaciela mówi narratorowi: „Świat nie potrzebuje bohaterów, lecz ludzi po prostu przyzwoitych”.

Polecam.

 



sobota, 20 sierpnia 2016

 Kim był Oscar Wilde można dowiedzieć się z wikipedii https://pl.wikipedia.org/wiki/Oscar_Wilde

"Aforyzmy są doskonała ucieczką przed gadulstwem i frazeologią, mętnością i tasiemcowatością myśli współczesnej" - tak napisał w przedmowie do książeczki: "Wilde - aforyzmy" Marian Dobrosielski, który aforyzmy przetłumaczył i dokonał wyboru.

Wikipedia podaje:

Aforyzm - złota myśl, sentencja, maksyma, gnoma, apoftegmat; zwięzła, lapidarna, przeważnie jednozdaniowa wypowiedź, wyrażająca ogólną prawdę filozoficzną lub moralną, w sposób zaskakujący i błyskotliwy.

Oto kilka z nich:

"Prawdziwą tragedią ludzi ubogich jest to, że nie mogą sobie na nic innego pozwolić jak tylko na samozaparcie".

"Znać dobrze swoich przyjaciół jest bardzo niebezpiecznie".

"Człowiek naprawdę posiada tylko to, co jest w nim".

"Egoizm nie polega na tym, iż żyje się tak, jak się chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy".

"Kiedy powaga starzeje się, przekształca się w tępotę".

"Mężczyźni starzeją się, lecz nigdy nie stają się lepszymi".

"Potrafię wszystkiemu się oprzeć - z wyjątkiem pokusy".

"Śmiech nie jest wcale złym początkiem przyjaźni, a na pewno jej najlepszym zakończeniem".

"Czasami myślę, że Bóg tworząc człowieka przecenił nieco swoje zdolności".

"Umieć żyć to najrzadziej spotykana rzecz na świecie. Większość ludzi tylko egzystuje"



14:40, alodia1949 , różne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 sierpnia 2016

Zygmunt Miłoszewski – Bezcenny, Wydawn. WAB 2013

WSTĘP: „Sztuka to kłamstwo, które pozwala nam poznać prawdę” Pablo Picasso

O autorze:

Zygmunt Miłoszewski urodził się 8 maja 1976 roku w Warszawie. Debiutował w 2005 roku powieścią „Domofon”.

Napisał cykl kryminałów, których głównym bohaterem jest prokurator Szacki (Uwikłanie, Ziarno prawdy, Gniew). W 2007 i 2011 roku zostały uznane za najlepsze polskie kryminały.

Książki Miłoszewskiego zostały przetłumaczone na wiele języków i wydane za granicą.

Sfilmowano w Polsce „Uwikłanie”.

O książce:

Bezcenny to obraz Rafaela „Portret młodzieńca”, który nam skradziono w czasie II wojny światowej i do dzisiaj nie wiadomo gdzie się znajduje.

Głównymi bohaterami powieści są cztery niebanalne osoby:

- dr Zofia Lorentz, 34 lata, historyk sztuki, drobna blondynka.

- Lisa Tolgfors – 50 lat, Szwedka, międzynarodowa złodziejka dzieł sztuki, poliglotka, pseudonim Ronja (córka rozbójnika).

- Karol Boznański – wysoki brunet, polski marszand, niegdyś związany z Zofią.

- Anatol Gmitruk – 40 lat, major, komandos, równie brzydki co skuteczny.

Zofia Lorentz na zebraniu organizacyjnym robi trójce wspólników wykład (przydługi niestety) na temat grabieży polskich dzieł sztuki jakich dokonywali Niemcy, w dodatku Rosjanie oraz Amerykanie sobie też nie żałowali. Do dzisiaj nie odzyskaliśmy 60 000 dzieł.

„Najgorzej było w czasie powstania [warszawskiego]. Niemcy dostali małpiego rozumu, wpadali do muzeum jak do darmowego sklepu z pamiątkami”.

Początek powieści to rok 1944 i 1946.

Jednak przede wszystkim akcja toczy wokół działań czwórki bohaterów w Polsce, USA, Szwecji i na Ukrainie.

Najbardziej brawurowa odbywa się w Stanach gdzie mieli nadzieję na odzyskanie (choć nielegalne, do tego właśnie była potrzebna Lisa, która nie zawahała się, dla dobra sprawy, pracować nago) Rafaela.

W Szwecji też było nieźle – musieli nocować w szopie przy zoo pełnym siana zużytego przez tygrysy. Paleta woni zapewne była zwalająca z nóg ale nie mieli innego wyjścia.

Autor korzysta z okazji i zapoznaje czytelnika ze swoją opinią na temat premiera, ministra kultury oraz pisma „Polityka”.  Wypowiada się także na temat twórczości uznanych pisarzy. I nie są to pochlebstwa. Przypominam, że książkę wydano w 2013 roku.

Nie odpuścił też marszandom i całemu rynkowi dzieł sztuki gdzie według niego królują lewe aukcje, zły gust, mody medialne i tym podobne zjawiska.

Miłoszewski opisuje nie tylko z losy polskich dzieł sztuki ale i sposoby ich chronienia przed złodziejami.

„…niektóre wiejskie chałupy są lepiej zabezpieczone niż polskie muzea” – nie brzmi to optymistycznie.

Poza wątkiem poszukiwania dzieł sztuki, bo na jednym portrecie się nie skończyło, mamy teorię spiskową, terroryzm górski, ekologiczne gospodarstwo jednego z bohaterów, zawodowego zabójcę oraz amerykańskiego biznesmena prowadzącego fundację przyznającą nagrody literackie, finansującego biblioteki i programy propagujące czytelnictwo. Ten ostatni bardzo mi się podoba.

Atrakcji i pomysłów w książce jest wiele, między innymi  więzienna wersja języka polskiego używana przez Lisę.

Niestety zabrakło książce ręki dobrego redaktora. Bo są tu powtórzenia tych samych informacji, a nawet cudowna przemiana makowca w sernik w trakcie jednej sceny.

Jeśli komuś to nie przeszkadza to polecam.

 

 

 

 

 

 

 



sobota, 06 sierpnia 2016

Nie przeczytałam żadnej książki, nie obejrzałam filmu, więc wpis będzie o mnie. Rozczarowanych przepraszam. :)

W środę w Polskim Radiu Wrocław robiłam przed mikrofonem za przykład dla seniorów, którzy po przejściu na emeryturę  czują się zagubieni z powodu braku codziennych obowiązków.

Rozmowa/wywiad polegała na tym, że ja mówiłam o jednym ze swoich zajęć, potem była króciutka przerwa, ustalałyśmy o czym opowiem i zaraz dziennikarka wracała na antenę powtarzając za każdym razem: dzisiaj gościmy panią Irenę Brojek, która....

Mówiłam między innymi o swoich opowiadaniach kryminalnych, w których pozbyłam się swoich wrogów. I kolejne słowa pani redaktor brzmiały: gościmy dzisiaj Irenę Brojek, która wymordowała swoich wrogów. Nie dodała, że w opowiadaniach :0.

No to sobie już wyobrażam co się będzie działo po nadaniu tej rozmowy. Brygada antyterrorystyczna otacza cały budynek. Z dachu zjeżdżają młodzi, sprawni, przystojni bardzo sieriozni, nabuzowani przekonaniem, że dopadli seryjną morderczynię.

Już jeden wrocławianin w książce przyznał się do morderstwa, więc dlaczego historia nie mogłaby się powtórzyć?

Na pewno mi nie uwierzą, że wszyscy moi wrogowie żyją.

Tak więc po informacji kiedy rozmowa zostanie nadana przygotuję torbę z niezbędnymi rzeczami. I proszę nie przynosić mi do więzienia ani cebuli, ani czosnku! Raczej brzoskwinie :).

Oto krasnal na dowód, że tam byłam - w PR na ul. Karkonoskiej, oczywiście:

W czwartek spotkałam się z koleżanką i następnymi krasnalami:



O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek