O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
poniedziałek, 26 września 2011

 krążownik Aurora

 Znowu coś sobie zaplanowałam nawet zapisując na kartce zadania do wykonania ale zpominając, że "powiedz jakie masz plany, a usłyszysz chichot diabła stróża". Zaczęło się od starcia na ringu urzędniczym za pomocą telefonów zamiast rękawic. Ja poległam bo po tamtej stronie było trzech kompletnie niezainteresowanych moją sprawą zawodników. Ale żyję choć wkurzona. Co  mi zaszkodziło, o tym niżej.

Poddałam się nożyczkom w rękach wiekowej fryzjerki. Zabieg był z bonusem w postaci opowieści:

- o tym, że pani ma warkocz ale na górze głowy trwałą oraz w młodości miała włosy białe jak mleko, nie zpytałam czy prosto od krowy, a może kozie, czy owcze do oscypków udziania zdatne,

- o ślubie jej sprzed 50 laty, pogodzie pięknej oraz taksówce do USC którą prowadziła jej klientka, z powrotem - kolega jej męża więc nic nie zapłacili. Czy przy następnej wizycie będzie o weselu i nocy poślubnej zastanawiam się,

Fryzjerka to ma żelazne zdrowie bo pali jednego za drugim. Ale zapytała czy mi dym przeszkadza. Owszem. Zgasiła. Jak miło. Klient nasz pan. Zapłaciłam 15,- złotych w ramach promocji dla emerytów.

Chciałam potem pójść na pocztę ale w żołądku moim jakaś bolszewia postanowiła wystrzelić z "Aurory", aby przeprowadzić rewolucję. Albo odwrotnie. Narady spiskowców wywołały ból brzucha i orientację na wc. Gdyby było ciemno wylądowałabym w najblizszych krzakach. Jak znam mojego przybocznego nieodstępnego czarnego z kopytami zaraz sprowadziłby strażnika miejskiego z bloczkiem mandatów.

Z zaciśniętymi zębami oraz pośladkami doszłam do toalety publicznej i nawet zauważyłam jej porządny wystrój. Krążownik oddał salwę w miejscu do tego przeznaczonym, a ja ocaliłam godność, czyste majtki oraz woń akceptowalną. Co przeżyłam to moje. Wszystkim wrogom życzę trzy razy dziennie. Tym wybitym w opowiadaniach także.

W autobusie spotkałam młodą znajomą, która prowadziła świetlicę w okolicach placu Kromera w lokalu po biurach bibliotecznych. Przez parę lat prowadzono tam zajęcia i pomoc dla dzieci w różnym wieku, wyremontowano pomieszczenia sanitarne. Aż tu nagle nasze wspaniałe urzędasy odmówiły Stowarzyseniu "Savio" przedłużenia umowy. Nie i nie. Od dwóch lat lokal stoi pusty, zimą popękały kaloryfery, woda zalała pomieszczenia, płytki odpadły. Ale kogo to obchodzi? Następne mam hasło dla władz miasta: "Wrocław miastem kultury? To są wierutne bzdury!"

środa, 21 września 2011

 

 

Ostatnio jestem szwaczką woreczkowo-torebkową  więc mój fan inaczej czyli diabeł stróż dodał mi zajęcia - rozdarta poszwa, rękaw bluzki i dziura w nogawce piżamy. Abym miała wentylację? Wzruszyłam ramionami na te brewerie, on się zirytował i wykręcił mi super numer. Super dla niego, oczywiście. Ze mną gorzej. W poniedziałek całkiem spokojnie wstałam o której chciałam (uwielbiam to), umyłam się (tak wiem - częste mycie skraca życie, ale po co mi długie życie w brudzie?) nakarmiłam kota i schyliłam się, aby coś podnieść z podłogi.  Auuuuuuu zawyłam i zgięta pozostałam. Jak ja nie lubię czuć swojej fizyczności. Nieszczęścia chodzą czwórkami - oczy, kolano, kostka a teraz kręgosłup. Wychodzi o kakaka... Czart zostanie przy tej frazie czy poleci po całym alfabecie i organiźmie? Początek i koniec mam zaliczone, "a" jak alergia, "zet" jak zęby, ż" jak żołądek. Na szczęście anioł stróż spowodował, że masażysta tego dnia mógł przyjść i fachowo poznęcać się nad moim zewłokiem. Dzisiaj ciąg dalszy nastąpi. Tego dnia chodziłam nachylona do przodu. Bardzo niewygodnie. Brzydkie wyrazy powtarzałam po kilka razy. Jednak słownik wyrazów turpistycznych jest mi dość obcy więc wiązanki są skromne. Dolegliwość ta powoduje, że jestem przygięta fizycznie i pogięta psychicznie. Na pocieszenie kupiłam sobie świeże orzechy włoskie, pokatowałam skorupki, obdzierałam skórki i chrupałam wnętrze. Jedzmy te orzechy bo wzmagają pracę mózgu. Nie wiem po jakim czasie, jeszcze nic nie zauważyłam. O eksplozji mądrości powiadomię mailem, smsem i znakami dymnymi. Podejrzewam bowiem, że zacznie mi się dymić z nosa i uszu, a ustami będą buchać płomienie. Mądrości! :)

Inkasent sierpniowy stwierdził fakt odmowy współpracy licznika z moją instalacją. Moją ulubioną rozrywką nie jest siedzenie z głową w szafce z w.w. i miałam nadzieję, że odpowiednia instytucja zajmie się wymianą. Jaś nie doczekał, ja też. Wreszcie dzisiaj zadzwoniłam. Kilka razy bo nie ma lekko. Najpierw urzędniczka nie usłyszała co mówię, a jeszcze nie bełkoczę i używam języka ojczystego. Okazało się, że info o konieczności wymiany jest w kompie ale NIKT się tym nie przejął. To, do wszystkich diabłów, na jakiej podstawie oni wystawią mi następne rachunki?  Wezmą sumy z sufitu czy z wyobraźni? Słusznie, biorca energii ma obowiązek płacić, a oni brać kasę. Reszta jest olewaniem. Umówiłam się na wymianę licznika. O dalszym ciągu doniosę. Zapewne też będzie rozrywkowo.

sobota, 17 września 2011

 We Wrocławiu trwa Dolnośląski Festiwal Nauki. Przejrzałam katalog programowy i zakresliłam parę zdarzeń. Dzisiaj poszłam na zajęcia kolażowe do ASP. Po drodze zobaczyłam napis na płocie:

 Przekonana byłam, że uczestnikami będzie głównie młodzież. Ale przyszły też dzieci z rodzicami i pięć pań doroslych, w tym ja, razem ponad 20 osob. Siedzieliśmy na metalowych taboretach zachlapanych artystycznie farbami. Dostaliśmy kartony, na blatach dano materiały papierowe i klej. Artystka prowadząca zajęcia opowiedziała nam o rodzajach i funkcjach kolorów. Działaliśmy metodą "Podrzyj i przylep". Nie jest ona mi bliską. Przy mnie siedziała gimnazjalistka z dużą ilością pudru na twarzy, biedactwo, pewnie chciała w ten sposob ukryć pryszcze. Zrobiła serce z kokardką. Można było na koniec umyć ręce, a jako ręcznik występowały dziecięce śpiochy koloru morelowego. Oto moja praca zatytułowana "Człowiek w chaosie świata".

Na dziedzińcu ASP jest zwierzyniec:

Dzień byl tak piękny, że poszłam piechotą. Najpierw do Galerii Dominikańskiej gdzie obejrzałam obrazy wystawione w ramach konkursu malarskiego "Sztuka wygrywania"

a potem do zwariowania pętałam się od przystanku do przystanku. Albowiem środek miasta sparaliżował pochód protestacyjny "Solidarnośći" trąbiący przeraźliwie i odstręczająco. A nie mogliby sympatycznie przygrywać?

Przechodząc bulwarem od Hali Targowej zdjęłam motyla:

a pod schodami schylając się po kasztana zauważyłam leże bezdomnego.

Nie wiem kto ma lepiej - motyl ze swym istnieniem mgnieniem czy człowiek pod schodami. A wy co wybralibyście?

 

 

piątek, 16 września 2011

 Krzesło obok Teatru Współczesnego. Dla pani dyrektor czy widza pod specjalnym nadzorem?

Krasnal Chrapek - napisał, że mieszka w hotelu, a śpi na ulicy. Nie zapłacił rachunku?

W sklepie "Happy Buddha" bransoletka dla fanów wyspiarskiej monarchii,

bransoletka z motywami religijnymi - nie podoba mi się ten pomysł

broszka z ulubionym motywem, tu wygląda na ogromną ale jest nieduża

rózne figurki, kota brak, są jeże, sówki i inna fauna

i taką kartkę można też nabyć ale te koty mają mało sympatyczne pyszczki, urzędnikami są czy co?

Tagi: koty
20:34, alodia1949 , różne
Link Komentarze (2) »
środa, 14 września 2011

 Fajną karteczkę dostałam od koleżanki, współbohaterki moich opowiadań - prawda?

Teraz zapraszam do przeczytania wywiadu:

http://wyborcza.pl/1,75480,10252742,Andrzej_Czcibor_Piotrowski__Sklonnosc_do_skokow_na.html

Tagi: koty
20:09, alodia1949 , różne
Link Komentarze (1) »

 Cała wyliczanka brzmi: „Kocha, lubi, szanuje, nie chce, nie dba, żartuje”.

Film zaczyna się od parady nóg osób siedzących przy stolikach i posiłkach. Dwie pary należą do Cala Weavera (Steve Carell) i jego żony Emily (Julianne Moore) szczęśliwego małżeństwa w średnim wieku. Właśnie mają zamówić deser gdy ona oświadcza, że chce rozwodu i że go zdradziła. W aucie ona mówi, mówi, mówi a on na to obiecuje wyprowadzić się z domu i podpisać co Emily zechce ale niech już przestanie gadać. I w biegu wysiada z auta.

Jak każdy facet jest przekonany o swojej świetności więc nie rozumie co się stało. Każdy wieczór spędza w barze opowiadając głośno z kim go zdradziła żona. Robi rywalowi reklamę czy czeka na potwierdzenie, że jest wspaniały? Nikt mu nie współczuje ale jeden z gości Jacob (Ryan Gosling) ma dość tej gadki i postanawia zająć się Calem. Pomaga mu zmienić garderobę i fryzurę oraz świeci przykładem jak uwodzić bez zobowiązań. Nauka nie poszła w las i nasz rogacz zalicza dziewięć kobiet w tym nauczycielkę trzeźwą alkoholiczkę (Marisa Tomei).

Trzynastoletni syn Cala Robbie ( Jonah Bobo) kocha się w opiekunce do dzieci Jessice (Analeigh Tiplon), a ta w jego ojcu. Co jest brzemienne w skutkach.

Studentka prawa Hannah (Emma Stone) rzuca swego chłopaka popaprańca emocjonalnego a potem w ramiona i łóżko Jacoba.  Też nie bez konsekwencji.

Kto się nie pogubił ten mądrala.

Aktorzy robią co mogą a i tak film trwa za długo.

Reżyserzy (Glenn Ficara i John Requa) przejechali się czołgiem przez nastolatków, nauczycieli, panienki w barach, ludzi w wieku znudzenia sobą i playboyów. Potem sklejają to dużą ilością truizmów i sentymentalizmu.

Wraz z biletem dostałam ekspresowy rosół w proszku. Jego smak bardzo współgra z treścią filmu. Wolę inne smaki.

.

wtorek, 13 września 2011

 Nagrody za opowiadanie "Ciało wystrzyżone" w konkursie Gazety Wrocławskiej nie otrzymałam. Diabeł stróż nie dopuścił, aby jury poznało się na moim talencie. ;) Jury czyli sami faceci na czele z Markiem Krajewskim autorem ponurych kryminałów. No i tekst w tym dołującym stylu została nagrodzony. Poza tym zawodowa pisarka i męski duet. Co sobie o werdykcie pomyślałam to moje. Komentować tu nie będę. Za to mam temat na następne opowiadanie. :) 

Biletomaty też załatwiały mnie dzisiaj odmownie wywalając jęzor rozdwojony i plując jadem na moją kartę płatniczą.

Chciałam się dotlenić w Parku Szczytnickim ale od strony ulicy Wróblewskiego Hala Stulecia z pergolą szczelnie zagrodzone.  Podobno zjechali się ministrowie z Europy i tak będzie do 30 września, dowiedziałam się. A zagrodzone bo antyglobaliści zawsze chętni do protestów. Uprzejmie proszę, aby w ramach kryzysu ministrowie mniej się gromadzili i radzili a więcej mądrze rządzili. Za naszą kasę w dodatku.

W PKO zimny nawiew przeniósł mnie na Alaskę a Szymon M. straszył ze ściany robiąc za Statuę Wolności. Poproszę o wolność od reklam namolności - litości! Nowy program w.w. BTK czyli bardzo taki sobie.

W barze niemlecznym na sześć stolików skonsumowalam 8 pierogów i surówkę przymusowo wysłuchując wycia alarmu lodówki na napoje. Przy każdym otwarciu wydawała dźwięki jak auta przy włamaniu lub aury wyładowaniu. A cóż to za idiotyczny pomysł jest. Lepszy byłby dźwięk np. skrzypiących drzwi lub miauku kociego, prawda?

W sklepie spotkałam koleżankę z internowania. Mieszkamy niedaleko ale ona zajęta była pracą i chorym mężem, który 3 miesiące temu zmarł. Obiecała się do mnie, po powrocie z wyjazdu, odezwać. Nie była pewna czy ma moje dane, bo w prywatnych sprawach jest (łagodnie mowiąc) bardzo roztargniona. Za to ma koleżankę jeszcze lepszą w tej konkurencji, która na pytanie co robi będąc na emeryturze odpowiada: SZUKAM. Bo ciągle nie wie gdzie co ma, położyła, schowała.

Byłam ze zdjęciem kostki (kość mi się troszkę pokruszyła) u lekarki, dostałam skierowanie do ortopedy. No to mam nowe zadanie - zarejestrować się do tegoż. Zamiast do gabinetu internisty weszłam do pediatry, młoda lekarka nie wiedziała jak zareagować, bo czy ja tak bardzo zdziecinniałam, czy ona źle widzi nie była pewna :D
Na koniec hasełko dla wszystkich: "Oddaj co boskie Bogu, co cesarskie cesarzowi, a książki do biblioteki".

poniedziałek, 05 września 2011

Duszno jak w kuluarach jedynie słusznej partii niezależnie od kraju i nazwy.
Zwariuję - internet chodzi jak zapadnięta na chorobę wściekłych Krasul krowa. Nie lubię ja tego.
W aptece klientka zwróciła mi uwagę, że na spódnicy mam przyklejone dwie małe żółte metki. Sprawdziłam - bez napisanej ceny. A gdyby ktoś chciał mnie nabyć? Bezcenna jestem.
Roznosiłam info o zajęciach kolażowych do biblioteki przy ul. Reja i Centrum Seniora. Z  ostatniego dostałam misję specjalną przekazania plakatów z okazji "Dni Seniora" do OKiS-u i DBP w Rynku. Tam też zostawilłam info o zajęciach. Nie była to "mission impossible". Młodsza koleżanka bibliotekarka w DBP stwierdziła, że dość złośliwie  załatwiłam wrogów w opublikowanym opowiadaniu. Została wczesniej poinformowana o kogo chodziło.

 
Po drodze spotkałam koleżankę, którą uświadomiłam o istnieniu CS. Stwierdziła, że nie chce mieć komputera bo czyta książki. To jest ciekawostka, bo mnie komputer nie przeszkadza w czytaniu i paru innych działalnościach.

Potem poszłam na spotkanie organizacyjne klubu "Impuls" w Domu E. Stein. Dla młodzieży młodszej i starszej jak ja prowadzi je towarzyszenie "Żółty parasol" http://www.parasol.net.pl/

Zapomnialam komórki więc bez zapowiedzenia wstąpiłam do znajomej po obiecane materiały na kolejny mój ulubiony produkt czyli woreczki naprezentowe do pakowania fantów na loterię dress-party, aby uczestniczki juz nigdy nie miały kłopotu w co je zapakować. Jasne, że przy przygotowywaniu do i szyciu natrudzę się i nabrudzę. Jednak bez pracy nie ma wyników. Że nie wspomnę o kołaczach. Walnęłabym wszędzie różne osoby co to narzekają na brak towarzystwa i na to, że nikt ich nie słucha. Bo chcą tylko brać nic nie dając w zamian. I jeszcze oczekują zachwytów.
Trafiłam u koleżanki akurat na obiad i zgodziłam się być sępem. Nie, nie wyżerałam nikomu wątroby, albowiem ogień przekazano ludziom już dawno. W ramach pogrożenia mi za to naciagactwo rozpętała się burza, wzmocniona bębnieniem o dach z pleksi na balkonem. Nie wiem czy wyciągnęłam wnioski.
Znajoma pochodzi ze Śląska i przy okazji dowiedziałam się jakie są różnice między nim a Zagłębiem, jak tam mieszkające rodziny były podzielone na Polaków i Niemców i co się z nimi działo w czasie II wojny. Czyli ciąg dalszy wiadomości o nader kulturalnym i szlachetnym narodzie niemieckim.
Wspólnie też stwierdziłyśmy, że emerycka wolność jest cudowna i bezcenna. Oraz nieustannie - zdrowie. Patrz koniec wpisu poprzedniego.

 

sobota, 03 września 2011

Córka gospodyni zrobiła w ogrodku sgraffiti, oto jeden z nich. Można u niej zamowić takie dzieło.

Ela Wodała uświetniła spotkanie swoimi liściakami. 

A Renia wyrobami z filcu i takimi szalami pajęczynami.

 Dzisiejsza, jakże jubileuszowa, giełda odbyła się w gościnnych progach Teresy na Karłowicach. Pogodę piękną zamowiłam specjalnie na tę okazję. Wszystkie nas witała psica domowa poszczekując i machając ogonem radośnie. Cały czas nam towarzyszyła dosyć zdziwiona, że tyle osób przyszło, a tak mało głasków wyszło spod ich rąk na jej grzbiet. "Człowieki" (cytat z filmu "Madagaskar") nie są zbyt rozumnymi stworami, bo mało rozumieją potrzeby zwierząt. 

Oferta była tym razem bardzo bogata, a gospodyni nawet rozdawała wazony, skarbonkę, kalendarz i obrazki. Skorzystałam z tej okazji.

Rozdawałam tekst swojego opowiadania, było parę osób z propozycjami następnych ofiar mojej dzialalności literackiej. :) G. przypomniała, że w bibliotece przy ul. Szewskiej kiedyś fan ten filii zranił nożem trzy osoby. Może chciał zawrzeć braterstwo krwi ale nie poznano się na jego indiańskich praktykach?

J. nie dość, że pisze piękne wiersze (można było nabyć jej tomik), robi zdjęcia to jeszcze sama jest bardzo ładna i mimo dwojga dzieci szczupla. Co przymierzyła to było na nią dobre i ładne. Dobry pretekst, aby ją znielubić lub chociaż umieścić w opowiadaniu. Ale uradziłyśmy większością głosów, że ze względu na dwójkę dzieci zostaną jej te zalety wybaczone. Nie wiem jak długo wytrzymamy w tym postanowieniu bo naprawdę niesłychany jest taki nadmiar zalet. W dodatku jest sympatyczną osobą. Wiem, takie osoby nie istnieją.

Jedna z koszul męskich nie posiadała metki z ceną, poinformowałam zebrane, że młody, przystojny zdjął ją i z nagim torsem oraz włosem na nim rozwianym lata do osiedlu. Ledwie niektóre powstrzymałam od wybiegnięcia mu naprzeciw. Nie spytałam czy mają zamiar też zdjąć górną część garderoby.

Każda z pań oprócz wylosowanych fantów otrzymała kopertę z zawartością, nad a nie pod stołem. Były tam m.in. kserokopie moich kolaży z dedykacją. Dwie osoby zostawiły swoje, ich strata.

Otrzymałam w prezencie kwiaty z ogródka od Ewy i kolejną koszulę jej męża na woreczki, ususzone oregano z działki od R. oraz 3 obrazki od J. Dziękuję Wam bardzo drogie koleżanki.

R. będąc na wycieczce w Petersburgu pozdrowiła ode mnie Piotra Wielkiego. Musiało to być spotkanie piątego stopnia.

Jednak myślą przewodnią tego spotkania, dla mnie, po przeprowadzonej rozmowie, zostaje truizm, że zdrowie jest najważniejsze. Czego Wam i sobie nieustannie życzę.

 

 

czwartek, 01 września 2011

 Dzisiaj tylko plakat-zaproszenie na zajęcia kolażowe oraz kolejne torby na zakupy mojego uszycia oraz prezentacja wzorów woreczków jakie pracowicie wykonałam w ilości prawie hurtowej. :)

 

O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek