O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
sobota, 29 września 2012

 Składniki:

25 dag mięsa mielonego, moze być gotowe np. indycze

15 dag ryżu lub suchej bułki

cukinia, wielkość zależy od rozmiaru garnka

przecier pomidorowy w słoiczku

jajko, przyprawy, ew. cebula wcześniej lekko podsmażona

Mięso dusimy, często mieszając, w pół szklanki wody, przyprawiamy. Ryż gotujemy, odcedzamy, jesli dajemy bułkę namaczamy w sosie od mięsa (wtedy wlewamy tam całą szklankę wody). Ostudzony ryż (lub odciśniętą bułkę) mieszamy z ostudzonym mięsem i jajkiem. Cukinię obieramy, z szerszego końca ucinamy trzycentymetrową  piętkę, dzięki temu dostajemy się łyżką do wnętrza i wyciągamy nasiona, (łyżka, nożem, widelcem) ostrożnie to trzeba robić, aby nie przerwać bocznej ścianki. Do środka pakujemy masę mięsno-ryżową (ew. bułczaną) ubijając ją ciasno. Wkładamy do garnka, najlepiej podłużnego, (jeśli mamy tylko okrągłe można cukinię najpierw przeciąć na pół, potem obierać, tylko z jednego końca każdej części odciąć piętkę i wsadzić obie części do jednego dużego płaskiego garnka lub dwu mniejszych) do końca otwartego przykładając odciętą pietkę, aby farsz nie wypadał. Przecier pomidorowy rozrabiamy z wodą i (3 łyżki stołowe) olejem (oliwą). Sos ma przykrywać cukinię do 3/4 wysokości. Przykrywamy  dusimy do miękkości, ok. pół godziny. Proszę sprawdzać czy sos się nie wygotował, można dolewać wody. Podawać na ciepło polewając sosem. Smacznego.

wtorek, 25 września 2012

 Dwa jajka sadzone na plasterku boczku i gazety czytanie codziennie na śniadanie.

 Kay (Meryl Streep) i Arnold (Tommy Lee Jones) są małżeństwem od trzydziestu lat. Z tej okazji żona dostała od męża w prezencie bojler. Powinna go była walnąć nim w ten głupi łeb.

Ona pracuje w sklepie odzieżowym, on jest doradcą podatkowym. Oraz tetrykiem, marudą, maniackim oglądaczem programów o golfie i lubi czipsy po których czuć mu z ust. Śpią w oddzielnych sypialniach a na zalotną propozycję żony odpowiada, że zjadł wołowinę i nie najlepiej się czuje.

Ich dwoje dorosłych dzieci mieszka poza domem.

Codziennie rano Kay ukochanemu mężczyźnie smaży dwa jaka sadzone na plasterku boczku. Może powinna dodawać mu do tego pięć deko sapientii lub chociaż wrażliwości. On w podzięce wsadza nos w gazetę, zjada i wychodzi do pracy. Nuda, monotonia i obcość.

Kay ma tego dosyć i za własne 4000 dolarów wykupuje tygodniowy wyjazd połączony z terapią małżeńską.

Arnold jest skąpcem nie tylko finansowym ale i uczuciowym oraz narzekaczem całodobowym.

Kay liczy na pomoc fachowca (Steve Carell), Arnold jest ciągle zirytowany. Żonie chodzi o odzyskanie bliskości, mężowi o święty spokój. Dopiero w trakcie terapii dowiadują się jacy są naprawdę i  jakie mają wobec siebie oczekiwania oraz co zaniedbali.

Terapeuta poleca pacjentce książkę „Poradnik dla heteryków napisany przez geja”, a oboje mają do wykonania zadania co kończy się różnie.

Film ten reklamowany jest jako komedia romantyczna ale to nieprawda. Wprawdzie jest parę zabawnych scen a romantyczne tylko zakończenie.

Główną, ale nie jedyną, zaletą tego filmu jest para aktorów. Jak oni grają! Dałabym im za te role wszystkie nagrody filmowe jakie są na świecie.

Dzięki ich grze i scenariuszowi jest to film skromny ale mądry i pouczający oraz dający nadzieję. Wszyscy mający zamiar się rozwieść z powodu „nudów na pudy” i braku porozumienia powinni go obejrzeć. No i panowie, aby zrozumieli, że lodówka czy bojler to nie jest prezent dla kobiety tylko dla domu.

 „Dwoje do poprawki” reż. David Frankel

 

 

poniedziałek, 24 września 2012

Katarzyna Kaczorowska – „80 milionów. Historia prawdziwa” Wydawn. Muza SA 2011

„Buntuję się, więc jestem” Albert Camus

 O autorce: Katarzyna Kaczorowska jest absolwentką polonistyki Uniwersytetu Wrocławskiego, od 1994 roku dziennikarką „Gazety Wrocławskiej”, współautorką ksiązki „Kobiety niezapomniane”. Specjalizuje się w historii Wrocławia, jego środowiska akademickiego oraz publicystyce dotyczącej Kościoła. Miłośniczka opery i kotów.

 O książce: Bohaterami legalnego skoku są: Józef Pinior, Stanisław Huskowski, Piotr Bednarz i Tadeusz Surowiec. Poza tym pracownicy banku, arcybiskup Henryk Gulbinowicz, dwa auta i Wrocław.

"80 milionów" to opowieść o ustroju i czasach bardzo słusznie minionych. I o ludziach, którzy nie chcieli żyć na kolanach.

Autorka przeprowadza nas przez ulice, mieszkania, zakłady pracy Wrocławia, więzienia i sale sądowe.

To nie jest powieść a reportaż, więc autorka czytała różne dokumenty (ich kopie ilustrują książkę) w Instytucie Pamięci Narodowej, ze zbiorów prywatnych, rozmawiała z ludźmi działającymi w NSZZ „Solidarność”  w 1980 i 1982 roku oraz w jego podziemnych strukturach.

Sama akcja pobrania pieniędzy z banku odbyła się w czwartek 3 grudnia 1981 roku. Była dość prosta ale tylko dzięki temu, że  po pierwsze Pinior podjął właściwą decyzję tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego. Po drugie dzięki temu, że po studiach pracował w banku i znał przepisy bankowe pozwalające na legalne podjęcie pieniędzy. Po trzecie znaleziono bezpieczne miejsce gdzie przechowano tę sumę.

Dzięki autorce poznajemy prawdziwe fakty nijak mające się do propagandy władz PRL-u, które w mediach udowadniały ludziom, że Bednarz, Frasyniuk, Pinior i inni ukrywający się działacze trwonią społeczne pieniądze zajadając się szynką z Peweksu, pijąc zagraniczne koniaki i hazardując się w kapitalistycznych kasynach.

W zapale zohydzania „Solidarności” nie oszczędzono nawet kobiet internowanych w Gołdapi. Los chciał, że w kilka dni po publikacji tekstu o brzydkich kobietach opływających w dary z zagranicy, do ośrodka internowania przywieziono córkę autora tekstu. Jak mu podziękowała przeczytacie w książce.

80 milionów wydano na działalność związkową, a Pinior rozliczył się z nich w 1990 roku na zjeździe dolnośląskiej „Solidarności”.

I to jest optymistyczne zakończenie ale zanim do tego doszło wiele osób straciło życie, wolność, zdrowie, honor, ojczyznę lub rodzinę.

W książce, jak to w życiu, jest parę zabawnych momentów.

Czytałam ją przeważnie późnymi wieczorami, jest tak sugestywnie napisana, że zaczęłam nasłuchiwać czy nikt nie stuka do moich drzwi tak jak to było w styczniu 1982 roku.  Niezapowiedziana wizyta trzech obcych zakończyła się rewizją i trzymiesięcznym internowaniem w Gołdapi.

Jeśli chcecie dowiedzieć się jak to naprawdę z 80. milionami, stanem wojennym i ludźmi związanymi z „Solidarnością” było – przeczytajcie te książkę. Polecam.

 

sobota, 22 września 2012

 napis "kocham was" na chodniku mojej ulicy, nie wiem pod wplywem czego był  autor, może powinien zmienić dilera lub brać mniej?

mural przy ul. S. Wyszyńskiego, naprzeciw Ogrodu Botanicznego, część budynku wyburzono, a pozostałości tak prospołecznie ozdobiono

bardzo szczery napis na murze obok koktajlbaru "Witaminka" w Rynku

krasnale lekarz i pacjent, przy małej przychodni ul. H. Sienkiewicza

jeden z odnowionych budynków na Ołbinie

czwartek, 20 września 2012

 taką akwarelę znalazłam w internecie, nie znam autora

Wczoraj i tydzień temu na zajęciach aktywizujących poproszono obecnych, aby opowiedzieli o swoich donkonaniach, o tym z czego są dumni. Tę okazję wykorzystały szczególnie dwie osoby. Pani, lat 85 długo o swoim życiu zawodowym mówiła zarówno tydzień temu jak i wczoraj, przy okazji narzekając na samotność. Pan, lat 86, zapisał 4 kartki formatu A-4 i to wszystko odczytał, cały życiorys od dzieciństwa do teraz. Następna osoba już zaczęła mówić, ale on głośno, że chce mówić o samotności, bo to każdego dotyka. Na co większość pań zareagowała, że to nieprawda, że należy samamu wychodzić do ludzi.  Starszy pan zapewne oczekiwał, że co młodsze kobiety rzucą się, aby go odsamotnić a tu kicha. Niewdzięczne!

Ludzie! Jesli czujecie się samotni to przestańcie się skupiać tylko na sobie i zauważcie innych nie tylko instrumentalnie. Ciągle wszyscy chcą być wysłuchani, a nikt nie chce słuchać. Jeśli mówicie to krótko i z poczuciem humoru. O, właśnie - nikt, na zajęciach, nie używał poczucia humoru w swoich opowiadaniach. Powinno się, chyba, codziennie rano, zażywać tabletkę lekarstwa bezreceptowego o nazwie "poczucie humoru".

Potem byłam, w klubie, na zajęciach z decoupage`u. Udekorowałam sobie swieczkę, klubowi mały półmisek i dwa kubki, które nabyłam w sklepie dobroczynnym i w klubie zostawiłam. Ta technika nie będzie moją pasją.

Wyszłyśmy w cztery, jedna z pań powiedziała, że mieszka pod dworcem, druga, że na rogu, a trzecia opowiedziała jak to jej znajoma czekała, na męża z autem, pod dworcem z lampą stojącą, która kupiła będąc w terenie. Aż tu nagle podchodzi do niej chwiejący się pijaczek i mówi: "jeszcze nie widziłem k...y z własną latarnią".

Nad ranem miałam sen: biorę udział w castingu na pogodynkę, ha,ha,ha. Oprócz mnie młoda dziewczyna próbująca zapowiadać śpiewając. Potem ja mówię: na północy u mojej koleżanki w Pucku cieplutko, będzie można się opalać, bo wbrew słowom piosenki dzikich plaż nie brakuje. Od wschodu, jak zwykle, wieje syberyjskim zimnem i nic się nie zmieni. Na południu, u mojej koleżanki w Krynicy Górskiej potoki spłyną szampanem, a u drugiej w Wałbrzychu pogoda będzie tylko dla bogaczy. Na zachodzie Polski będzie chlapać żabami, proszę je wyłapać i zaserwować rodzinie żabie udka. Przepis znajdziecie w internecie. Niestety, ciąg dalszy tej błyskotliwej prognozy przerwał telefon z kolejną ofertą wspanialości.

Dzisiaj znowu muszę iść z Misią do weta, bo często odwiedza kuwetę i pomiaukuje. Ale dotknąć się nie da, bo pamięta, że konczy się to wpakowaniem do torby i zastrzykami. A, że jeszcze idę do lekarza ze swoimi wynikami gdzie dowiem się jakie mam choroby, to nie jest dla mnie dobry dzień. Czego Wam nie życzę.

wtorek, 18 września 2012

   po produkty można pojechać na rowerze :)

SKŁADNIKI:

kawałek piersi indyczej, wielkość zależy od potrzeb

olej lub oliwa z oliwek

przyprawy: pieprz ziarnisty, ziele angielskie całe, gałka muszkatołowa utarta, jałowiec cały, goździki całe, cebula czerwona lub prażona, sól

WYKONANIE:

pierś myjemy, wycieramy, nożem z ostrym końcem głęboko nacinamy w różnych miejscach, wkładamy w otwory pieprz, goździki, ziele, jałowiec (tylko kilka bo ma intensywny zapach), można je łączyć np. pieprz z goździkiem do jednego nacięcia, mięso nacieramy gałką muszkatołową i posypujemy niewielką ilością soli, w garnku rozgrzewamy olej (oliwę), wkładamy mięso i obsmażamy je kilkakrotnie ze wszystkich stron, tak, aby się ścięło i sok nie uciekał, dodajemy 3/4 szklanki wody, pokrojoną drobno cebulę i dusimy mięso na niewilkim ogniu, od czasu do czasu przwracając i dodając wody, aby mięso się nie przypaliło. W zależności od wielkości piersi dusimy od 40 min. do godziny. Przestygnięte kroimy w plastry, podajemy z sosem na ciepło lub bez sosu na zimno oraz z sezonowymi jarzynami. Smacznego.

 

niedziela, 16 września 2012

 w sklepach pełno papryki więc do dzieła

papryki 4-6 sztuk, najlepiej równe wielkością, mogą być różnokolorowe

1 opakowanie ryżu błyskawicznego

mięso mielone np. drobiowe

przecier pomidorowy, sól, pieprz ziołowy

śmietana, mąka, garnek płaski duży lub 2 mniejsze

gotujemy ryż, dusimy mięso, łączymy dodając przyprawy; umytym paprykom ucinamy gorną część, "czapeczkę", wydrążamy środek; nakładamy do nich ryż z mięsem, wkładamy do garnka wyższego niż papryki; przecier pomidorowy rozrabiamy z wodą i zalewamy papryki tak, aby były prawie przykryte sosem; dusimy pod przykryciem aż papryki będą miękkie (np. pół godziny) sprawdzając czy sos się nie wygotował, można dodawać wody. Po ugotowaniu wyjmujemy papryki, do przestygniętego sosu dodajemy śmietanę, jeśli zbyt wodnisty można dodać trochę mąki. Można bez śmietany a z mlekiem do sosu. Smacznego!

 

czwartek, 13 września 2012

 

 

 "Akacje" reż. Pablo Giorgelli

 Film rozpoczyna się od widoku lasu akacji, drzew potężnych, wysokich i bardzo kolczastych. Potem słyszymy warkot silnika i widzimy drwali, którzy je ścinają.

 Pocięte pnie wiezie z Paragwaju do Argentyny Ruben (German de Silva). Na jednym z postojów zabiera do wozu Jacintę (Hebe Duarte) z pięciomiesięczną córeczką (już z kolczykami w uszach) i tobołkami. Jadą do Buenos Aires. Nie znają się więc on prowadzi ciężarówkę popijając mate, a ona przytula dziecko. Podróż jest długa, dziecko małe więc trzeba zrobić postój na podgrzanie butelki i karmienie. Czasem pada pytanie: jak masz na imię.

 Ruben wyrzuca papierosa gdy dziecko kaszle, a gdy znudzone płacze daje mu pobawić się zakrętką termosu. Słychać tylko szum silnika, nikt nie włącza radia czy płyty. Za oknem miga krajobraz. Jadą i jadą, właściwie nic się nie dzieje. Ale jakoś się nie nudziłam.

 W filmie nie ma nagłych zwrotów akcji, najwyżej kontrola celna, na parkingu Jacinta zadzwoni do matki lub zatrzymają się na nocleg.

 Brak też błyskotliwych rozmów i celnych ripost. Ale z tych niewielu słów  dowiadujemy się jaką bohaterowie mają sytuację rodzinną, dlaczego ona jedzie tak daleko i jakie zwierzęta lubią.

 Kolce obcości i nieufności zmniejszają się, aby wreszcie całkiem odpaść.

 Ten film drogi jest jak zwyczajne życie - ona po przejściach, on z przeszłością, spotkali się i powoli polubili. Życzę im, aby mieli dobrą wspólną przyszłość. Polecam.

 

 

środa, 12 września 2012

  dostałam dzisiaj list analogowy od koleżanki, a w nim ten wiersz Doroty Suder "Dla miłośników zwierząt"

Otwarte serce

Czuły dotyk

Wilgotnego noska

I to spojrzenie

Pełne wierności

Okraszone ciepłem

 I przyjaźnią

Którą związani

Na całe życie

Będziemy zawsze

Jak koralikami

Nanizanymi na złoty łańcuszek czasu

Gdyż prawdziwe wartości

Nie giną, prowadzą nas

Dotrzymują kroku

I pozostają blisko

Tak jak na spacerze po szczęście

Człowiek z psem lub kotem.

A poza tym prześwietliłam biodra bez całkowitego striptisu (a już miałam nadzieję, ha,ha,ha), na cośrodowych zajęciach posłuchałam o różnych pasjach (tkanie gobelinów, taniec, kabaret), udało mi się odzyskać zabawkę dla kotów jaką koleżanka zostawiła w wc DCP i była pewna, że to diabeł wyciągnął z torby, zmokłam w nogawki spodni, opędziłam się skutecznie od obwiesia chcącego wyłudzić ode mnie parasol, w klubie opowiedziałam o giełdzie, która odbędzie się na wzór dress-party, posłuchałam planów na przyszłość i co panie sądzą o rzeczywistości.

wtorek, 11 września 2012

 po zjedzeniu kawałka tego pasztetu nie będziecie musieli strzelać do wagi:

SKŁADNIKI:

po 30 dag żołądków, serc i mięsa ze skórką i tłuszczem - drobiowych, 13 dag wątróbki też drobiowej

2 jajka, 1 nieduża marchewka, mała pietruszka, kawalek selera, pół cebuli lub kawałek pora,

1 mała sucha bułka - pokrojona; sól, pieprz

WYKONANIE:

Mięso, żołądki, serca i jarzyny dusimy zalane wodą, pod koniec duszenia dodajemy wątróbkę (zbyt dlugo duszona stwardnieje!), potem do garnka wkładamy suchą bułkę, aby nasiąknęła sosem. Mleko dajemy kotu lub sami wypijamy.

Po wystygnięciu mielimy w maszynce do mięsa, dodajemy sól, pieprz i jajka, dokładnie mieszamy. Mieszanka nie może być bardzo gęsta, bo wyjdzie cegła czyli zbyt twardy pasztet. Musi też mieć trochę tłuszczu, np. od skórki mięsa. 

Foremkę, najlepiej keksową (ale niekoniecznie) smarujemy dokładnie tłuszczem i wysypujemy tartą bułką, ja ucieram na tarce kawalek suchego chleba. Można też zamiast tego wyłożyć szczelnie foremkę plastrami tlustego boczku, surowego lub wędzonego. Wierzch pasztetu można posmarować olejem, będzie miał ładnie spieczoną skorkę. Pieczemy w piekarniku od 200 stopni i niech powoli rośnie do 250-300, ok. 45 min. Powodzenia i smacznego.

 

 

 

 
1 , 2
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek