O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
niedziela, 29 września 2013

 Stowarzyszenie Żółty Parasol zorganizowało kolejny festyn pt.: "dożynki na Ołbinie". Panie z Klubu Seniora Impuls upiekły pyszne ciasta: z owocami kilka różnych, murzynka i przepyszne małe rogaliki nadziewane masą różaną, takie na jeden kęs. Można było nabyć kawę, herbatę, kakao i ciasta oraz zimne napoje. Alkoholu nie było. Za darmo serowano: owoce i warzywa: jabłka, gruszki, winogrona, brzoskwinie, arbuzy i marchewkę. Arbuzy kroiłam wielkim nożem. Z nożem mi do twarzy :).

Także chleb ze smalcem i marmoladą (osobno) były darmowym poczęstunkiem. Smarowałam też albowiem kto nie smaruje ten nie jedzie :). Potem przyweziono gar przepysznego żurku, którym można się było pokrzepić. Osobne stoisko sewowało popcorn i watę cukrową. Można było przysiąść przy długim stole zastawionym darmowym poczęstunkiem.

 Była też loteria fantowa - każdy fant wygrywał. Marta prowadziła zabawę taneczną i konkursy - taczki się w jednym z nich przydały. Muzyczkę nadawano zabójczą np. "Daj mi tę noc", "Ona kocha mnie". Udzielalam się od godz. 13-tej, w domu byłam o 18,30 akurat na moment konieczności skorzystania z wc :). Misia obrażona ;)

piątek, 27 września 2013

 We Wrocławiu, na Osiedlu Nadodrze, przy ulicy Łokietka 5 działa Infopunkt. Należę tam do Rady Seniorów, info o tym jest na seniorno.pl. Dzisiaj byłam tam umówiona ze współtwórczynią warszawskich "bibliotek sąsiedzkich" a ponieważ się spóźniała pomogłam w rozkładaniu rzeczy na kiermasz. Bo dzisiaj jednocześnie działy się dwa zdarzenia: kiermasz (dochód na rzecz Domu Dziecka w Jasienicy Górnej) gdzie za każdą rzecz dawało się "co łaska" i podwórkowy piknik.

oferta to ubrania, buty torebki, szale, czapki, bizuteria

także książki i płyty

różne pożyteczne drobiazgi

na podwórku dzieci malowały na planszy,

częstowano pyszną zupą z dyni, owocami, ciastami i owocami, było chłodno lecz słonecznie, organizowano konkursy, rozdawano piękne książeczki dla dzieci i "ogrzewacz wielokrotnego użytku" w postaci niewielkiego woreczka wypełnionego nietoksycznym roztworem soli, w środku jest "aktywator", który należy wyginać aż masa zgestnieje i stanie się gorąca. W ten sposób można sobie ogrzać zziębnięte ręce bez użycia jakiegoś urządzenia elektrycznego czy gazowego.

Lubię jak się dzieje coś społecznie pożytecznego.

 

środa, 25 września 2013

 Nie trzeba katować się długą podróżą i wydatkami zwiedzając zamki na Loarą, można taniej i bliżej poznać zamki nad Bobrem. Co uczyniłam wczoraj. Istnieje "Fundacja Doliny Palaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej" dzięki funduszom pozyskanym są odbudowywane i restaurowane różne obiekty.

Zaczęliśmy od najmniej efektownego miejsca czyli Bukowca. Do kawiarni schodzi się po wykładzinie na stromo położonych kamieniach. Schody im ktoś ukradł? Odrestaurowano stodołę/oborę/wozownię (wersje były różne). Będzie to miejsce wdarzeń kulturalnych - koncertów i wystaw. Zimno tam jak w psiarni, bo konserwator zabronił wstawienia  okien. Wyobrażam sobie jak tam będą wlatywać zwały śniegu i cała praca oraz pieniądze wydane psu na budę się zdadzą.  Pieskie życie.

Pałac w Mysłakowicach mieści szkołę, a jego wieże są zamieszkałe przez bociany. Mam nadzieję, że uczniom nie przynoszą dzieci.

We wsi jest parę domów zbudowanych w stylu tyrolskim, bo stamtąd przyjechali ludzie prześladowani religijnie. Jeden z nich (dom) jest restauracją, w niej jest także muzeum gdzie wstępu "na sępa" (bez 4,-zł) broni kelnerka w stroju tyrolskim.

Palac Paulinum z połowy XIX wieku jest położony w Jeleniej Górze na Górze Krzyżowej. Po II wojnie był domem wypoczynkowym historykow sztuki, archeologów i muzealnikow, ktorego dyrektorem byla Barbara Tyszkiewicz, matka aktorki Beaty.

W 1952 roku obiekt przejęło wojsko i pałac był kasynem. Mury zapewne widziały niejedną balangę wojsk przymusowo zaprzyjaźnionych. Teraz jest własnością spółki "Paulinum".

Najpiękniejszym palacem jest Wojanów - pani przewodniczka pokazała nam bibliotekę i apartament dwupoziomowy, a w nim stoi taki telefon, sądząc po sznurze czynny:

W Łomnicy zjedliśmy obiad w karczmie, w pobliżu ktorej są sklepy: lniarski, piekarnia i pamiątki. Nawet tam nie weszłam. Pałac obejrzałam z zewnątrz:

Na koniec, 20 km przed Wrocławiem, obejrzeliśmy pałac w Korbielowicach. To hotel, więc tylko z zewnątrz. Ale musiałam skorzystać z wc. W holu ciepłem emanował palący się kominek za to nie było nikogo z obsługi. W poszukiwaniu zagapiłam się i potknęłam o kamienny stopień waląc w niego prawym kolanem, a w zamknęte drzwi głową aż się otworzyły. Dobrze, że szyba nie pękła. Obecny tam uczestnik naszej wycieczki nawet nie zareagował choć huku narobiłam sporego. Za skorzystanie z toalety pobrano od nas po 2.-zł. Jak widać diabeł stróż nie odmówił sobie psikusa, siniaka mam na kolanie niezłego.

Pogoda była angielska - trochę mżyło, trochę dżdżyło ale nikt nie narzekał.

Ogolnie - kolejna udana wycieczka, szefowa naszego klubu umie je organizować wspólnie z Basią uświadamiającą nas historycznie w trakcie podróży. Kto nie byl niech żałuje.

18:52, alodia1949 , wycieczka
Link Komentarze (7) »
sobota, 21 września 2013

 Mój diabeł stróż sprobował mi dzisiaj dokopać ale mu się nie udało ha,ha,ha,ha. W ramach obchodów "Dni seniora" Dolnośląska Biblioteka Publiczna zrobiła warsztaty robienia bizuterii z filcu. Na czym polegał psikus czarta? Okazało się, że na zajęcia były zapisy o czym nie wiedziałam, bo nie wszędzie była taka informacja. No i przyszło nas 12 zamiast dziesięć. Tylko jedna osoba zapisana nie przyszła i ja skorzystałam. Robiłyśmy kwiatki z filcu i wyszły mi takie kolorowe:

będzie z nich naszyjnik i bransoletka

Odwiedziłam kilka księgarń w okolicy rynku, w Empiku byłam gdy zadzwoniła koleżanka, której mężowi załatwiłam pracę. W jednej ręce trzymałam komórkę, w drugiej miałam torebkę, trzecią wyciągałam kartę z torebki, czwartą  - a nie, dzisiaj czwartej nie miałam. :)

Poszłam do Galerii Dominikańskiej gdzie słychać było wywiad z tlumaczem i pisarzem wrocławskim, któremu mikrofon bardzo zmieniał głos na piskliwy. W naturze ma inny. Czego to technika nie potrafi zepsuć.

Potem na estradę weszła Agnieszka Gil autorka książek dla dzieci. Pan mikrofon zachował się elegancko i nic nie zepsuł.

Od fachowca wykonującego drzeworyty poprzednio nabyłam kartkę z papieru czerpanego ze świętym Franciszkiem:

Przedstawicielki dusznickiego Muzeum Papiernictwa rozdawały mokre jeszcze arkusze papieru czerpanego:

 

Jeszcze tylko jutro będzie trwała  "Moda na książkę" w Galerii Dominikańskiej.

 

 

 

czwartek, 19 września 2013

 "Czy czytanie jest dzisiaj nam potrzebne"? - takie pytanie postawiono w folderku Fundacji ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom. A Galeria Dominikańska zorganizowała wydarzenie pt.: "Moda na książkę. Od tabliczki glinianej do e-booka". W jej ramach są ekspozycje różne m.in. "Narodziny i rozwój pisma", "Materiały i narzędzia pisarskie", "Stare druki", "Druk, pieczęcie, drzeworyty" i na tym stoisku z oprzyrządowaniem i pracami swoimi stoi pan Tadeusz Grajpel z Końskich:

wiszące prace można nabyć i posłuchać opowieści  artysty-rzemieślnika.

 to na poziomie -1

Akcja potrwa do 22 września.

Można też wymienić swoje książki na nowe - ile przyniesiecie tyle można zabrać, swoje ksiązki daje się osobie przy biurku i pokazuje ile zabrało, to na poziomie 0, niedaleko punktu informacyjnego.

Oby częściej takie akcje i we wszystkich galeriach handlowych, na przykład co kwartał. W ramach akcji są też spotkania autorskie, konkursy, zabawy dla dzieci i warsztaty.

wtorek, 17 września 2013

 trochę słodkości tu wkeliłam kupionych osobiście bo... czytajcie poniżej

Uprzejmie donoszę, iż diabeł stróż mój osobisty nieustannie jest w nader fantastycznej formie i zapewnia "dni swira". Wczoraj wieczorem nastawiłam sobie budzik na godz. 6,45 zadzwonił rano o 7,05. Super! Szybko wstałam, kotu jeść dałam, się poablucjowałam, i zapinając pasek zegarka ręcznego zauważyłam, że jest o godzinę później. Budzik mi ostatnio fiksuje, pewnie to jego ostatnie podrygi czyli łabędzi śpiew. Dzioba nie ma. Budzik. Ubrana oczywiście popędziłam (czasem mi się śni, ze fruwam w powietrzu ale sen to jeno) do wampira z nadzieją, że jeszcze się na pobór krwi zalapię. A pani rejestratorka do mnie, ze przecież laboratorium jest czynne w poniedzialki, środy i piątki - a dzisiaj jest wtorek. Ale się ucieszyłam inaczej. Wrrrr... Dodatkowo z tego, że warzywniaki pewnie są czynne od godz. 10 a było dużo przed dziesiątą. I tu diabeł przysnął, bo otwarte były wszystkie trzy. Są one blisko siebie, więc mogę porównać jakość towaru i ceny. Nabyłam nowe pomidory, bo wczoraj posiadane zużyłam na leczo. Przepis na końcu tego wpisu dam.

Muszę iśc do wampira, bo poprzednie badanie wykazało, że mam w sobie za mało potasu i ekg też do de. No i dzięki temu brakowi mogłabym się w szpitalu nie obudzić po znieczuleniu ogólnym. A chcialabym przeżyć jeszcze niejednego sk.......a. Pani doktor nie dała mi więc pozwolenia na operację tylko zapisala tabletki potasu pełne. Na szczęście udało mi się telefonicznie przełożyć operację na 4 października. Trzymajcie kciuki.

Nabyłam pomidory i poszłam do "Biedronki" po dalsze zakupy. Dostrzegłam tam już niewielką ilość jabłek po 89 gr, zaczęłam wybierać te według mnie dojrzalsze, a ponieważ w skrzynkach było ich tylko po kilka poprzekładałam je do jednej,  puste stawiając obok stoiska. Skrzynki. Podszedł mężczyzna i szurnął skrzynką z jabłkami na sąsiednie, jabłek nie wyjmując. Pewnie darmowa służąca wyjechała/zachorowała/uciekła/umarła (niepotrzebne skreślić) i on cały jest wściekły, że musi robić zakupy. W kolejce do kasy zrobił awanturę starszej pani z laską ortopedyczną, że szturchnęła jego koszyk. Nie ma to jak życzliwość i jej rozsiewanie wokół.

Wczoraj była u mnie dziennikarka warszawskiego radia, nagrywała moją wypowiedź na temat opowieści, to a propos letnich zajęć w "Pracowni Opowieści". Pytała także o moje opowiadania i reportaż o sąsiadce. Poza nagrywaniem rozmawiałyśmy o internowaniu, bo planuje audycję na ten temat.

Po domu latały mi mole i były be ale  nie muzycznie, czyli bemole. Wkurzyło mnie to bardzo, bo staram się nie mieć zapchanych szaf, a i środki anty umieszczam we wewnątrzu mebli. Misia łapie tylko muchy i motylki czasem do nas dolatujące więc pomocną nie była. Bardzo jest przekonana, że w domu króluje. Na szczęście sprawdziłam w mym barku (bezalkoholowym) czy są tam platki migdalowe. Były - zamolone. Czyli ubrań nie żrą mi. Ufff...

LECZO

składniki

4 małe wąskie cukinie, 10 pomidorów lima lub 5 większych, 4 papryki różno lub jednokolorowe, kiełbasa polska (surowa jest ona oraz wędzona) 3 cząstki, boczek wędzony surowy lub parzony - 30 dkg,  sól, pieprz, cebula (ja używam prażonej)

wykonanie

wszystko umyć, pomidory i cukinię obrać, potem wszystko pokroić w kostkę, wsypać do garnka, posolić popieprzyć, dodać cebulę i gotować do miękkości

smacznego!

 

 

sobota, 14 września 2013

 Jechałam na giełdę taksówką (emerytkę stać - raz do roku) po tym jak wsiadłam powiedziałam, że wstąpimy po koleżankę i pojedziemy dalej. Pan zapytał czy jedziemy do hotelu na jakąś imprezkę? Owszem, na imprezkę ale bez hotelu i facetów. Koleżanka dodała, że będziemy robić striptiz, prowadzący zapytał czy będzie ktoś to filmował - my, że owszem ale we własnym zakresie. I będziemy to pokazywać wnukom po osiągnięciu przez nie pełnoletności. Nikt nie miał kamery. Za to A. pochwaliła się pięknym czerwonym malutkim aparatem fotograficznym jaki wygrała niedawno. I nie miała takich przygód jak ja z opornymi nagrododawcami. Dawno na giełdzie nie była i się nieźle obkupiła. Na zdrowie.

Osobiście ubrałam dwie koleżanki w swoje buty, a jedną w bluzkę.

 

Przesympatyczna gospodyni dzisiejszej giełdy razem z nami żałowała, że pogoda nasza kapryśna nie popisała się.  Rozmawialyśmy o zwierzątkach. Ale nie tylko o kotach, nie myślcie sobie. Było m.in. o jeżach, które dawno temu Ewie oczyścily mieszkanie na strychu z robactwa wszelkiego. Bo należy między bajki włożyć, że jedzą  owocki, np. jabłka.

Pies R. zakochał się w malutkiej piesi i wyje nielitościwie dla lokatorów kamienicy. A mnie po mieszkaniu coś małego fruwa i Misia kompletnie owada ignoruje. Zero z niej pożytku mam.

gatki te nazwałam "koniec lata"

tak wygląda zakupiona przeze mnie zwierzątkowa poszewka i buteleczka z pachnidłem, czyżby deseń projektował jakiś fan kanału "Animal Planet"? Acha, jeszcze lakier do paznokci sobie nabyłam.

Poczęstowano nas galaretką z malinami zebranymi w ogródku przydomowym. Pyszna bardzo była. Kto nie był i nie spróbował niech żałuje.

 

poniedziałek, 09 września 2013

Dubravka Ugresic „Życie jest bajką. Mit o babie Jadze”

Wydawn. Znak Kraków 2011

WSTĘP: Pokoje hotelowe to były uszy igielne, przez które przeszła tysiąc i jedna opowieść.

O autorce:

Dobravka Ugresic urodziła się  w 1949 roku w Zagrzebiu (Chorwacja, wtedy Jugosławia), profesor literatury rosyjskiej, krytyk kultury, pisarka, eseistka, tłumaczka, autorka scenariuszy filmowych. W 1993 roku z powodów politycznych wyemigrowała do Holandii.

Właścicielka wielu walizek i paszportów. Zapytana o tożsamość narodową mówi, że jest kobietą i pisarką.

O książce:

Treść książki zatytułowanej „Życie jest bajką” stanowczo zaprzecza temu stwierdzeniu. Choć z drugiej strony, biorąc pod uwagę okrutne baśnie braci Grimm i Andersena należy się z nim zgodzić.

Autorka opowiada o kobietach w wieku senioralnym postrzegając je jako nosicielki mitu o Babie Jadze. Jakie elementy tej postaci noszą bohaterki powieści dowiemy się z trzeciej części książki, która jest rozprawką o tym micie.

Najpierw mamy opowieść autorki, napisaną w pierwszej osobie, o matce autorki, Bułgarce z pochodzenia i jej niełatwym starzeniu się.

Druga część to trochę ilustracja powiedzenia „Starość nie jest dla mięczaków”.

Trzy bardzo dorosłe kobiety z Chorwacji jadą do czeskiego spa. Teraz to się nazywa wellness.

Lala ma 88 lat, „…wyglądała jak prastara, krucha porcelanowa filiżanka, która nieraz została rozbita i nieraz ją tez sklejono”, z zawodu lekarz ginekolog, z powodu zaćmy będąca jakby w wiecznej studni.

Beba – artystka plastyk przez całe życie zawodowe rysowała szkice anatomiczne dla Akademii Medycznej, nie lubiła swojego ciała i uważała, że scenarzysta jej życia nie miał za grosz talentu.

Kukla – bardzo wysoka, w świetnej formie fizycznej, nauczycielka języka angielskiego, uważała, że na świecie jest zbyt głośno i marzyła, aby mieć moc gaszenia gadatliwych ludzi – jakże ją rozumiem.

Pobyt w ośrodku teoretycznie przywracającego zdrowie i urodę obfituje w różne zdarzenia i spotkania. Wygranie ogromnej sumy, masażysta z dużym problemem po spotkaniu z odłamkiem, zabójstwo na polu golfowym. „Śmierć nie ma zapachu. To życie śmierdzi. Życie to prawdziwy szajs”.

Ale, na szczęście dla czytelnika, nie jest to powieść depresyjna. Zawiera spory ładunek poczucia humoru, ironii i drwiny. „Śmiech odkurza znużone półki naszych dni” napisał Jonathan Carroll i ja się z nim zgadzam. Ale jest także ucieczką od smutku. Czytając tę książkę niejednokrotnie od niego uciekniemy.

Autorka kolejne części opowieści kończy zabawnymi zdaniami:

„Bo w życiu człowiek i tak swój krzyż musi dźwigać i bez końca wszelkie przeszkody pokonywać”

„Gdy życie wciąż nas gnębi nie mając litości, opowieść o siebie musi się zatroszczyć”

Życie nam ciąży jak kamień Syzyfa, opowieść nie ma czasu, więc szybko pomyka”.

Pomknijmy więc do biblioteki i wypożyczmy te książkę.

niedziela, 08 września 2013

 Stowarzyszenie Żółty Parasol z siedzibą w Domu Edyty Stein, we Wrocławiu przy ul Nowowiejskiej 38 (osiedle Ołbin) zorganizowało kolejny festyn w Parku Nowowiejskim. Stowarzyszenie prowadzi kluby młodzieżowy i seniora pod wspólną nazwą "Impuls". Jako przedstawicielka jednego z tych klubów (sieniorów wiecznie młodych :), siedziałam w miłym towarzystwie w namiocie otwartym na zainteresowanych gości. Otrzymywali od nas informację ustną i pisemną oraz zaproszenie na jutrzejsze spotkanie organizacyjne o godz. 15. Za tydzień w tym samym miejscu osiedlowy festyn dożynkowy. Dobra pogoda zamówiona :)

siedziałam pod granatowym namiotem

oferta rozrywkowa była różna, m.in. pani ze szkoły podstawowej pokazywała dzieciom jak zrobić z papieru samoloty i łódki, a na stole leżały prace wykonane przez uczniów, ten krokodyl wpisuje się we wczorajszą akcję czytania Fredry :)

tutaj obecni ustawieni wzdłuż liny, po lewej dzieci, po prawej dorośli - będą ją przeciągać, linę oczywiście.

Pogoda nam sprzyjała, nie było ogłuszającej muzyki, za to można było posłuchać grania na bębnach. Do zobaczenia w "Impulsie", Dom Edyty Stein, ul. Nowowiejska 38.

środa, 04 września 2013

 Dzięki pani Asi, szefowej naszego Klubu Seniora, za jedyne 5,-zł od osoby zwiedziliśmy wystawę 121 obrazów i rysunków wykonanych przez rodzinę Brueghlów ich krewnych i powinowatych.

Jednym z nich jest Jan van Kessel, który namalował martwe natury z kotami. Nie udało mi się zdjęcie  obrazu zrobione z albumu o wystawie (bezpośrednio nie wolno robić zdjęć) a w internecie go nie znalazłam, są podobne:

piękne - prawda?

Kociarze idźcie na wystawę i poszukajcie "Martwej natury z kwiatami, owocami i dziczyzną", tam jest czarno-biały kot po lewej stronie.

Na youtube można zobaczyć filmiki na ten temat, tu z przygotowań i wernisażu: http://www.youtube.com/watch?v=k_kfZubC4kA

Rodzina Brueghlów to slynna dynastia malarska z XVI, XVII i początków XVIII wieku. Flamandowie wypracowali swoisty kod symboliczny, ktory fascynował ich współczesnych i inspirował wielu późniejszych tworców. Uwaga z jaką podchodzili zarówno do spraw codziennych jak i duchowych, ich niemal dokumentalny styl dzięki któremu obrazy zachowały dla potomnych obyczaje, krajobrazy, sceny z życia, zwykłych ludzi stanowią do dzisiaj istotne źrodło wiedzy o epoce. Uwodzą humorem, ironią,, malarskim kunsztem i wyjatkową precyzją (z folderu).

Na parterze można kupić katalog wystawy i kartki pocztowe z paroma obrazami - drogie. Tych z kotami nie ma :(

Na ekranie dużego telewizora obejrzycie szczegóły obrazów pokazanych na wystawie i to siedząc.

Lubię jak coś dobrego dzieje się w moim rodzinnym mieście.

 

O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek