O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
niedziela, 31 października 2010

  Powyżej są to zdjęcia z cmentarza przy ul. O. Bujwida.

Halloween wywodzi się z celtyckiego obrządku Samhain. Ponad 2 tys. lat temu w ten dzień żegnano lato, witano zimę oraz obchodzono święto zmarłych. Celtowie wierzyli, iż w dzień Samhain zacierała się granica między zaświatami a światem ludzi żyjących, zaś duchom, zarówno złym jak i dobrym, łatwiej było się przedostać do świata żywych. Duchy przodków czczono i zapraszano do domów, złe duchy zaś odstraszano. Sądzi się, iż właśnie z potrzeby odstraszania złych duchów wywodzi się zwyczaj przebierania się w ów dzień w dziwaczne stroje i zakładania masek. Ważnym elementem obchodów Samhain było również palenie ognisk.

Irlandzcy imigranci sprowadzili tradycję do Ameryki Północnej w XIX wieku.

W drugiej połowie XX wieku święto trafiło do zachodniej Europy.

Halloween w Polsce pojawiło się pod koniec lat 90

18:27, alodia1949
Link Komentarze (1) »
sobota, 30 października 2010

    Na początku lat osiemdziesiątych XX wieku, we Wrocławiu powstał ruch o nazwie "Pomarańcowa Alternatywa" założony przez studenta Waldemara Fydrycha. Akcje "PA" wyśmiewały PRL, jego instytucje, hasła i władze. Działo się to na ulicach, głównie na  Świdnickiej. 

Władze zamalowywały na murach antykomunistyczne hasła. Na tych plamach członkowie PA rysowali postaci krasnoludków, ktore później stały się symbolem ruchu. 

Najstarszm wrocławskim krasnalem jest Papa Krasnal stojący przy przejściu na ul. Świdnickiej.

"Bibliofil" siedział w Rynku obok Dolnośląskiej Biblioteki Publicznej od 4.XII. 2007 roku. Młodość spędził on na tulaczce po świecie poznając najznakomitszych pisarzy, filozofow i kompozytorów. Włada biegle wieloma językami i krasnalowymi dialektami. Lubi herbatę z rumem, pija ją często z Wykształciuchem. Nie jest gadatliwy, raczej słucha, kiwa głową i pomrukuje.

Chciałam go odwiedzić, zrobić zdjęcie. Niestety, nie ma go obok DBP. Pracownicy biblioteki mówią, że przeszkadzał właścicielowi sąsiedniego lokalu i ten go zabrał. Na stronie krasnale.pl znalazłam informację, że jest w "Sanatorium" w remoncie i nie wiadomo kiedy wróci.

Zaczęłam się zastanawiać - w czym mianowicie? Czy wdzierał się nocą do lokalu, urządzał tam, wraz z innymi krasnalami, popijawy i balety zostawiając bałagan w postaci butelek, petów, puszek i fiolek po dopalaczach? Czy wynosił co lepsze książki z "Literatki" i sprzedawał je na targu lub oddawał do antykwariatu? Może złośliwie psuł urządzenia kuchenno-elektryczno-wodociągowe? Nabijał rachunek telefoniczny? Pisał sprośne wierszyki na lustrach i szybach trudnozmywalną farbą? Wycinał z kumplami dzikie hołubce aż zawaliła się antresola? 

Nigdy w to nie uwierzę!

Czy  teraz siedzi w piwnicznej celi i obmyśla plan ucieczki godny księdza Farii? Mam nadzieję, że ucieknie i zadziała jak hrabia Monte Christo. Drzyjcie więc jego wrogowie!

 POSZUKIWANY krasnal "Bibliofil"

rysopis:

wzrost - ok. 30 cm

wiek - nieokreslony

ubrany - ciżmy i szpiczasta czapeczka

znaki szczególne - broda i książka na kolanach.

Ktokolwiek widzial, ktokolwiek wie...

Wiem już - wyrwał się z okowów, przewędrował przez Rynek, ul. Świdnicką, skrecił w lewo i przystanął przed "Mediateką" na pl. Teatralnym. Ja nie wiem czy to jest dobra koncepcja. Przecież ma na kolanach księgę, a nie laptopa.

Dolnośląska Biblioteka Publiczna ma dłuższą historię i dyrekcję nie opętaną komputerami. 

środa, 27 października 2010

„Chrzest” czyli w matni przeszłości

 Film rozpoczynają dwie sceny – w pierwszej kolega ratuje topiącego się kumpla.

W drugiej policja dogania uciekającego przestępcę. Schwytany słyszy: „pomyśl o sobie”.

Michał uciekł z małego miasta, ma firmę, mieszka w apartamentowcu z młodą ładną żoną i maleńkim synkiem. Prosi swojego kumpla Janka, aby zgodził się zostać ojcem chrzestnym. Pozornie zwyczajna rodzina i zwyczajna prośba.

Domek złożony ze szczęścia i miłości zaczyna się chwiać po telefonie w którym ktoś Magdę nazywa lalunią. Michał wyjeżdża z domu, aby okrutnie pobić jakiegoś kolesia.

Powoli, powoli karty przeszłości bohaterów odkrywają się przed widzem.  A domino nieszczęść toczy się coraz szybciej.

Michał i Janek są pogodzeni z nieuchronnym, wydawałoby się, losem. Nie walczą. Michał wiedząc, że musi zginąć postanawia związać Janka z żoną, aby go uchronić od wsiąknięcia w przestępcze środowisko.

Akcja filmu obejmuje tydzień, z niewielkimi retrospekcjami.

Finałem jest dzień chrztu na którym obecni, powtarzając słowa księdza, wyrzekają się zła.   

Na przyjęciu rodzinnym słyszymy melodię „Ta ostatnia niedziela”.

Pijany Michał nie wytrzymuje napięcia i idzie w stronę samochodu byłych kumpli.

Za nim podąża Janek. Nie zdradzę zakończenia. Zobaczcie sami. Po wyjściu z kina jeszcze długo bolała mnie głowa. Bo to nie jest film lekki, łatwy i przyjemny. Ale obejrzeć go warto.

Nie tylko dlatego, że otrzymał „Srebrne lwy” na Festiwalu Polskich Filmów w Gdyni, a Wojciech Zieliński i Tomasz Schuchardt grają rewelacyjnie.  

  

Tagi: film
22:07, alodia1949 , o filmie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 października 2010

 

 

 

  Tutaj mamy nazwę nowej księgarni Dolnośląskiej Szkoły Wyższej "Tajne komplety" oraz napis jaki zauważyłam przez okno pijąc sobie, całkiem spokojnie, sok z marchewki.

 A przed paroma minutami byłam obok w DBP na miłej rozmowie z p. Jackiem. Na ich stronie są umieszczane moje omówienia książek, nie dostaję za to żadnego honorarium więc opowiedziałam o przygodzie z "GW" i jak to było z odbiorem mojej nagrody w konkursie na dziennik z czasu powodzi w 1997 r. we Wrocławiu. Na http://kotnagalezi.blox.pl opisałam tę historię. Ma się ten talent do niezarabiania :).

  Na dorabianie w myśl reklamowego hasełka widzianego za oknem duuużo za późno. I charakter jakiś nieadekwatny do tego zawodu mam.

  Chodząc po mieście czasem spojrzyjcie do góry innym razem pod nogi lub przed siebie.  Ja zobaczyłam cafe "Tralalala", "Jadłostację" i "Galerię rzeczy innych".

  Zapraszam do następnego wpisu, tam jest jeszcze lepiej.

Idąc na Rynek nie zapomnijcie zatrzymać się na ul. Świdnickiej tuż przy poczcie. Z fotografii patrzą na przechodniów uważne oczy starszych pań i panów. To bohaterowie wystawy „Akowcy dziś”. Jest częścią konferencji popularno-naukowej pt.: „Nie tylko walka…Żołnierze Armii Krajowej w powojennym Wrocławiu i na Dolnym Śląsku”, która odbyła się 19 października na Uniwersytecie Wrocławskim.

Na wystawę składają się zdjęcia portretowe członków Armii Krajowej wykonane przez Wiktora Zakrzewskiego.

Pod każdym wizerunkiem jest tekst. Są to wspomnienia z Powstania Warszawskiego, z pierwszego dnia II wojny, z kopalni w Workucie w 1946 roku, z Wielkopolski gdzie terror niemiecki był jeszcze gorszy niż na innych terenach Polski, także tyczące działań zbrojnych czy tylko przeprowadzania partyzantów obok niemieckich magazynów broni. Pod jednym z portretów są wiersze m.in. ten o tytule „Dość”.

  „Czy polska młodzież obecnie zrozumie, że teraz, w wolnej Polsce przechodząc obok biało-czerwonej chorągwi w myśli przed Nią klękam. Czy jest w stanie zrozumieć?” pyta Bożena Pawłowska.

„Po pięćdziesięciu latach idea Polskiego Państwa Podziemnego została spełniona” – mówi Jerzy Woźniak.

  Nie mijajcie wystawy obojętnie.

Tagi: wystawa
17:53, alodia1949 , o wystawie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 października 2010

 

   Wczoraj odwiedziłam koleżankę w bibliotece przy ul. A. Hercena ponaglona jej mailem. I zamiast dzień dobry powiedziałam:"mówisz-masz". Mnie, znaczy się. Sama chciała. Opowiedziała mi o niezrealizowanym jeszcze marzeniu przejechania się harlejeyem, bo kręci ją to środowisko. Jakie nietypowe zainteresowanie. Lubię gdy u moich znajomych znajduję coś pozytywnie nieoczekiwanego. Bo przeważnie to jest gadulstwo o codzienności i narzekanie. Ale dzisiaj usłyszałam o grupce pań, które spotykając się przynoszą ze sobą albo jakiś rebus, ciekawy artykuł, zagadkę, zabawną krzyżówkę. Ja staram się pokazać nowe kolaże lub to co napisałam. Idea warta rozpowszechnienia - przynośmy na spotkania coś interesujęcego, niekoniecznie własngo autorstwa.

  Koleżanka ta usłyszała, od dawno niewidzianej znajomej, swoisty komplement: "nic się pani nie zmieniła ale przeciętne tak mają". Co opowiedziawszy mi koleżanka zdjęła okulary do czytania, spojrzała z bliska na moją twarz i stwierdziła, że wcale nie mam zmarszczek. No i po co było zdejmować szkła?

  Dzisiaj poszłam zobaczyć zdjęcia grupy  z którą chodziłam na zajęcia z obróbki programem Picasa.  A tu koleżanki w lekkim obłędzie, bo nadzwyczaj profesjonalny dział promocji MBP całkowicie schrzanił robotę: nie dano podpisów z danymi autorów, fatalnie wydrukowano odbitki (przekłamane kolory), źle rozmieszczono zdjęcia na planszach, a moje nawet dano do gory nogami, inne w pionie zamiast w poziomie. Osoby, ktora z nami prowadziła zajęcia nie dopuszczono do tej pracy bo nie ma wyksztalcenia plastycznego! Pierwsza lepsza małpa z zoo lepiej by to wykonała. Jeśli tam komukolwiek zwrócić uwagę straszliwie się nadyma i obraża. A przykład idzie z góry MBP, miasta, kraju. Jak mi dobrze, że jestem od tego środowiska niezależna.

  Zostałam na zajęciach dla "Babiego lata" (program CAL) z ćwiczenia wyobraźni. Motywem przewodnim był "DOM". Na początek obejrzeliśmy prezentację z cytatami np. A. hr Fredry: "Świat suknia - dom koszula".

Dostaliśmy też różne zadania do wykonania w grupach. A to na podstawie krótkiego tekstu  opowiedzieć o bohaterze. A to z tekstów na kilkunastu paskach stworzyć wiersz. A to do otrzymanego przedmiotu (lusterko, klucz, świecznik, krzyżyk, klucz) ułożyć historię. Także do haseł "Kamień na kamieniu", "Cień wiatru", "Linia czasu".

Usłyszeliśmy od prowadzącej zajęcia, że picie wody bardzo sprzyja pracy mózgu. Trzeba by wysłać jakiś duży transpot do Warszawy ale najpierw władzom naszego miasta.

Kotka bardzo się za mną stęskniła ale nie była na mnie zła i mnie nie gryzła. Ona nie potrzebuje żadnych ćwiczeń umysłowych, od urodzenia jest świetna i wie o tym doskonale.

czwartek, 21 października 2010

  Przy wejściu do sali kinowej zobaczyłam plakat ze słowami:

24 lata

geniusz

zdrajca

miliarder 

  Film zaczyna się od rozmowy pary studenckiej w barze. Mark Zuckerberg szpanuje przed swoją dziewczyną przyjęciem do ekskluzywnego klubu jedniocześnie wyśmiewając skromny koledż w którym ona się uczy. Na co usłyszał, że nie dlatego nie ma przyjaciół, że jest kujonem ale dlatego, że jest dupkiem.

  Zirytowany Mark wraca do akademika i złośliwie pisze o dziewczynie na swoim blogu. Oraz tworzy portal na którym koledzy mogli wypowiadać się o urodzie studentek z Harvardu. Mimo, że działo się to w nocy było tak wiele wejść na tę stronę, że padł system uczelni. Tym wyczynem z jednej strony zdobył nienawiść ze strony koleżanek, z drugiej podziw kolegów. Dostaje o nich propozycję stworzenia portalu społecznościowego obejmującego całą uczelnię. Zgodził się lecz odwlekał realizację ponieważ zajął się swoim programem będącym rozwinięciem pomysłu kolegów. Pomagał mu w tym jedyny przyjciel jakiego miał. Co nie przeszkodziło w nawiązaniu współpracy i obdarzeniu zaufaniem hochsztaplera i krętacza. 

Tak powstawał portal "Facebook". Po drodze były proceszy o kradzież pomysłu, działanie na szkodę przyjaciela i odszkodowanie.

Dziewczyna miała rację. Brak empatii i bezwzględność bardzo pomagają w osiągnięciu sukcesu. Ale i skazują na samotność. Czy to się opłaci? Wybór należy do Was. 

Zapraszam do kina bo warto.  

Tagi: film recenzja
19:28, alodia1949 , o filmie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 października 2010

Agnieszka Osiecka – „Galeria potworów” wyd. Prószyński i S-ka 2004 r.

 O autorce: Agnieszka Osiecka urodziła się 9 września 1936 roku w Warszawie, zmarła 7 marca 1997 roku.

Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Warszawskim oraz reżyserię w Łodzi.

Początek jej twórczości to teksty do amatorskiego teatrzyku studenckiego STS. Napisała ich 166.

Autorka tekstów piosenek dla wielu wykonawców a także widowisk muzycznych „Niech no tylko zakwitną jabłonie” i „Apetyt na czereśnie”. Dla telewizji napisała „Listy śpiewające”. Dla dzieci m.in. „Dzień dobry Eugeniuszu”, „Wzór na diabelski ogon”, „Ptakowiec”.

Jej książki wspomnieniowe to „Szpetni czterdziestoletni”, „Rozmowy w tańcu”, „Na początku był negatyw” i „Galeria potworów”.

   „Galeria potworów” to świat Agnieszki Osieckiej – opowieść o ludziach, miejscach i wydarzeniach w Jej życiu” napisał Daniel Passent w przedmowie.

To nie jest książka plotkarska choć nie brakuje faktów z życia. Autorka z sentymentem wspomina dawne  czasy wyśmiewając nowobogackich jacy narodzili się po 1989 roku.

„Młody polski kapitalizm jest pożyteczny i prężny jak każdy kapitalizm. Jest też nieprawdopodobnie ordynarny”.

Z książki poznajemy stosunek autorki do mody: „Od dawien dawna przeciętny nowojorczyk czy paryżanin doskonale orientuje się, że żurnale wydają bogaci homoseksualiści dla swoich znajomych i gdyby nie dentyści, którzy muszą czymś udekorować swoje poczekalnie – nikt by ich nie kupował.”  Osiecka dużo podróżowała po Ameryce i Europie więc wiedziała o czym pisze.

Wspomina znane osoby: Marek Hłasko w stalinowskich czasach, jak każdy, ciągle musiał pisać życiorysy, nudziło go to bardzo więc podawał, że ojciec był drwalem, senatorem lub inżynierem. Wezwano jego matkę do szkoły, a ta stanęła w obronie syna mówiąc, że przecież dziecko nie może pisać ciągle tego samego. Reżyser Jerzy Skolimowski miał zwyczaj, z okazji świąt, obdarowywać swoich znajomych.  Krzysztofa Komedę nazwala Chopinem dla lalek. Wyjaśnia dlaczego literacką Nagrodę Nobla dostał Reymont, a nie Żeromski.

  Nie brak w książce pikantnych szczegółów – Osiecka podaje jacy mężczyźni nie pasowali jej seksualnie.

Zahacza także o politykę wymieniając u kogo ze znanych osób załatwiało się różne sprawy w stanie wojennym.

Nie oszczędza prasy kobiecej w rozdziale „Dziennikarstwo w rękach kobiet” gdzie opisuje spotkanie z dziennikarką mającą przeprowadzić z nią wywiad.

W kabarecie „Pod Egidą” J.T. Stanisławski śpiewał: „Z jednej strony śmiech szalony, z drugiej strony straszny żal”.

I z takimi emocjami czyta się tę książkę.

 

niedziela, 17 października 2010

 

   Czy to ostatnia tak piękna niedziela? Warto ją było spędzić w plenerze. Bardzo lubię kolory jakie nam funduje jesienna przyroda. Chciałabym, aby przetrwały w niezmienionym stanie aż do wiosny. Pomarzyć nie można?

Wysiadłam przy Skwerze im. Zbigniewa Cybulskiego. Odnotowałam, że Iglica i Hala Studecia są na swoim miejscu. Lubię porządek :). Dochodziły do mnie dźwięki muzyki. Pióropuszom wody z fontanny ona towarzyszy. A że świeciło słońce pokazała się też tęcza, co widać na załączonym obrazku. O mało co  nie dostałam zeza bo tam fontanna z tęczą, a pod nogami dwa małe kudlate pieski, biały i czarny, bawiły się ze sobą w takt właśnie nadawanego "Tańca z szablami". Mocowały się, to odbiegały i przybiegały, padały sobie w objęcia i na szyję. Tylko kamera oddałaby całe piękno tej scenki. Okazało się, że zwierzątka są całkiem sobie obce. Polubiły się od pierwszego wejrzenia? Za spektakl powinny być nagrodzone co najmniej oklaskami. Nikt o tym nie pomyslał, ja też.

Pergolę po remoncie powoli zarasta winnorośl, miejscami zielona i żółta lecz w większości intensywnie ciemnoczerwona.

Poszłam w stronę kościółka, na polanie grupka młodych osób fotografowała się pod kolorowym drzewem. Dalej zauważyłam iglaki pięknie obsypane liśćmi spadłymi z obok rosnącego drzewa.  

Kilkadziesiąt kroków dalej spróchniały mostek a przy nim młoda całująca sie para. Wszystkie starsze pary wyglądają, jakby się nie lubiły i odrabiały ciężką pańszczyznę.  Wyglądali na bardzo zudzonych, a nawet coś wokół nich warczało z cicha. Niechęć niedokładnie skrywana?

Na rzeczce kaczki solo  i parami bardzo zadowolone pływają sobie  i bez biletu mają wstęp do Ogrodu Japońskiego.

Dwie pary w ślubnych strojach korzystały fotograficznie z pięknych plenerów. Inni z leżaków stojących wokół wody, że nie wspomnę o ławkach.  Parę osób z psami, kotów nie zauważyłam. Pewnie wszystkie poszły do zoo. 

W wielkich oknach nowych budynków odbija się fontanna, woda i pergola. Ludzie  także ale już mniej pięknie. Nie wiem dlaczego.

 

 
1 , 2
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek