O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
środa, 30 października 2013

 Byłam dzisiaj na cmentarzu przy ul. Bujwida. Idąc widzę różne groby - także Niemców. Np. lekarza neurologa, profesora Uniwersytetu Wroclawskiego Otfrida Foerstera (1873-1941). http://pl.wikipedia.org/wiki/Otfrid_Foerster

Był on osobistym lekarzem Włodzimierza Lenina. W  maju 1922 roku został zaproszony do ZR gdzie doradzał tamtejszym lekarzom jak leczyć poważnie chorego Lenina, robił to do stycznia 1924 roku (z przerwami na wypoczynek). Był przy jego śmierci, podpisał akt zgonu i protokół sekcji zwłok. Foerster i jego żona zmarli na gruźlicę.

Oto przykład innych grobów z niemieckimi nazwiskami, jest ich o wiele więcej. Nie da się ukryć, że Wrocław nazywał się kiedyś Breslau.

wtorek, 29 października 2013

 Co by było gdyby kot przeleciał Hitlerowi drogę?

To już w drugim filmie reżyser przenosi w czasie swoich bohaterów. W „Ile waży koń trojański” do lat 80-tych XX wieku, teraz znajdują się tuż przed i w czasie II wojny światowej.

Mieszkające w Bieszczadach młode małżeństwo Mela (Magdalena Grąziowska) i Przemek (Bartosz Porczyk) przyjeżdża do Warszawy, aby zaopiekować się kotem i apartamentem stryja Oskara (Jan Englert). Dobrali się na zasadzie mocnych przeciwieństw: ona to szalona, skłonna do psikusów niewyżyta aktorka, on – pisarz z idee fix, że Hitler zginął w zamachu i zastępował go sobowtór, w dodatku to sztywniak bez poczucia humoru. „Dlaczego zjadłaś mój niskokaloryczny jogurt? Przecież wiesz, że jest nieodzownym składnikiem mojej diety”. Zabić takiego faceta to mało i nic dziwnego, ze Mela jest gotowa na romans.

Stryj przed wyjazdem zaleca, aby kładli się spać przed północą. Nie posłuchali. Okazało się, że przed wojną w miejscu gdzie stoi biurowiec - apartamentowiec była niemiecka ambasada zbombardowana przez Niemców na początku wojny, zginęło tam wtedy kilkanaście osób.

Winda jest wehikułem czasu, którym przemieszczają się bohaterowie filmu. Rok 2012 jest na 4-tym piętrze, 1939 – na trzecim, a czasem w garażu. Mamy szaloną komedię pomyłek – służbisty Niemiec okazuje się szpiegiem wykradającym Enigmę, Więckiewicz Hitlerem i jego sobowtórem, Nergal Darski – Joachimem von Ribbentropem. Tylko kot pozostaje kotem Winstonem.

Strzelają pistolety i feromony. W użyciu są także noże, pistolety, taśma klejąca, dwie identyczne szafy, wc, podsłuchy i sprytne kobiece sposoby na zniechęcenie natrętnego wielbiciela.

Co by było gdyby bomba i kot zmieniły historię Europy? Jak wyglądałaby Polska i Warszawa? Pomarzyć dobra rzecz.

W filmie jest parę odwołań do ikon popkultury – Charlie Chaplin, bo grał Hitlera w „Dyktatorze”, motyw „żelaznej maski”, a nawet fragment horroru Machulskiego „Kołysanka”. Może znajdziecie jeszcze jakieś inne.

Na koniec tytułową piosenkę „Sen o Warszawie”, w windzie, wykonują Darski i Więckiewicz w mundurach oraz nowa wersja pary głównych bohaterów.

Nie śmiałam się do rozpuku, recenzje film ma różne, ale mnie się podobał więc polecam.

 

 

środa, 23 października 2013

 Ja to mam szczęście! Zupelnie jak filmowy Piszczyk.

Ze szpitala wyszłam dwa tygodnie temu, od tygodnia nie mogę się doprosić wypisu. Nie ma i już. A potrzebny był (jak mnie poinformowano) do zdjęcia szwów z trzech miejsc na organiźmie mym uczynionych. Koleżanka miła poinfomowała, że mogą nici wyciągnąć w naszej przychodni. To się zarejestrowałam ale usłyszałam, że wypis koniecznym jest. W poniedziałek zadzwoniłam do szpitala - dokumentu nie ma. Poszłam do przychodni gdzie młoda pani doktor bez wielkich próśb spokojnie pozbawiła mnie tych farfocli. Można? Można!

Jak juz dostapię zaszczytu otrzymania wypisu i badania wycinka pójdę do przychodni, aby wpisano co trzeba na moją kartę pacjenta.

Wczoraj byłam w bibliotece przy ul. Roosevelta. Koleżanki spodziewały się wizytacji z dyrekcji dzisiaj ale zostały zaszczycone dzień wcześnie. Aco?! Personel nie powinien znać ani dnia, ani godziny zaszczytu. Na mój widok jedna z pań wizytatorek (z  tych nielicznych najmniej zarażonych miazmatami tamtejszymi) powiedziała:

"O, widzę, że ciągnie wilka do lasu"

Na co ja:

"Ale nie do każdego" mając na myśli siedzibę główną Imperium (patrz moje opowiadanie "Ciało wystrzyżone")

"Domyślam się" - odrzekła pani A.

Zadzwoniłam do koleżanki u której odbywają się giełdy w maju i listopadzie. Następna giełda będzie dopiero w sobotę 23 listopada. Oczywiście zawiadomię panie osobnym majlem.

czwartek, 17 października 2013

„Wałęsa  – człowiek z nadziei” reż. Andrzej Wajda

WSTĘP: Wolność jest prawem człowieka

Film o żyjącym człowieku to wielkie ryzyko. Syn Wałęsy Jarosław miał rację, że za wcześnie na taki obraz. Sądzę, że Wajdę urzekł pomysł zrobienia po „Człowieku z marmuru” i „Człowieku z żelaza” - „Człowieka z nadziei”. Choć sam Wałęsa w wywiadzie powiedział, że jest człowiekiem z gniewu.

Wywiad jaki przeprowadziła z nim, w 1981 roku,  Oriana Fallaci (Maria Rosaria Omaggio) jest osią całego filmu. Przeznaczony nie tylko dla polskiego widza  dlatego wprowadzono parę objaśnień dotyczących naszej historii.  A początek to parada wojskowa – pokaz siły Związku Radzieckiego z okazji kolejnej rocznicy rewolucji październikowej.

Życie głównego bohatera pokazano od momentu gdy jest już żonaty i wkrótce zostanie ojcem. A że jest człowiekiem z gniewu nie zgadza się na nieprawidłowości w stoczni. I tu go mają. Na przesłuchaniu widzi zmasakrowanego mężczyznę, esbecy go straszą, że nie wiadomo jak to z rodziną będzie. Więc podpisał. Ludźmi łatwo można manipulować – wystarczy znaleźć ich słaby punkt. Można zamykać z byle powodu na 48 godzin. Można nachodzić w domu i w pracy. Można wyrzucać z pracy. Można szantażować – jak nie wystąpisz publicznie popierając dyrekcje nie będziesz mieć energii elektrycznej w tej ruinie gdzie mieszkasz.

Cały naród był trzymany na krótkiej smyczy za pomocą braku mieszkań, jedzenia, sprzętu agd, mebli, dostępu do paszportów.

Jednak znajdowali się tacy, których władzy nie udało się zniewolić. W Warszawie powstał KOR, na Wybrzeżu Wolne Związki Zawodowe.

Scenariusz do filmu napisał Janusz Głowacki dzięki czemu nie jest to nudna kobyła biograficzno-historyczna. Świetny Robert Więckiewicz tak dobrze naśladuje sposób mówienia Wałęsy, że aż momentami jest to na skraju parodii. Agnieszce Grochowskiej grającej żonę Wałęsy nie dano okazji do wykazania się, jest stereotypową matką Polką.

Kompletną porażką jest postać Henryki Krzywonos w wykonaniu dziennikarki Doroty Wellman, która zagrała rozwrzeszczanego babusa w paskudnej czarnej peruce.

Udane role SB-ków zagrali Zbigniew Zamachowski i Cezary Kosiński.

Podobno byliśmy najweselszym barakiem w obozie państw pod sowieckim butem i Głowacki stara się to udowodnić.

Parę scen jest naprawdę zabawnych, np: milicjant znalazł w wózku dziecka Wałęsy paczkę z „bibułą” i mówi: trzeba było nie drukować na denaturacie to by tak nim nie jechało.

W Arłamowie zamienia talerz zupy z pilnującym go funkcjonariuszem mówiąc: jak się pan otruje będzie mniejsza strata dla Polski.

Za to sceny z dzieckiem na komisariacie i w areszcie są gorzko-śmieszno-wzruszające. I w tej tonacji jest większa część filmu.

Wpleciono w akcję wiele fragmentów kronik z tamtych czasów i „Człowieka z żelaza”. Ulotki w pociągu rozdają Agnieszka i Maciej Tomczykowie (Janda i Radziwiłłowicz).

Wałęsa powiedział po premierze, że nie był takim kabotynem. Wajda nie pokazał okresu jego prezydentury Lecha, może to i lepiej. W tym czasie  zawiódł go zdrowy chłopski rozum.

Ale cały film ogląda się dobrze, więc mogę polecić.

 

 

 

 

wtorek, 15 października 2013

Maira Papathanasopoulou- Judasz całował wspaniale, Wydawn. Greckie Klimaty Wrocław 2013

WSTĘP: Ścieżka prawdy to lina rozpięta tuż nad ziemią

O autorce:  

Maira Papathanasopoulou urodziła się w 1967 roku w Atenach. Studiowała filologię germańską. „Judasz…” jest jej debiutem (1998 r.) W 1999 roku zrealizowano serial na podstawie tej książki. Jest autorką powieści, opowiadań, książek dla dzieci i tłumaczką.

O książce:

Zakompleksiona siedemnastoletnia Eleni zachodzi w ciążę z dwudziestotrzyletnim Aleksem Barkasem. Pobierają się, a Eleni po latach stwierdza, że „Przeciwieństwa cechowały nas związek od samego początku”.

Aleks ożenił się, bo Eleni dostała w spadku kamienicę z mieszkaniami do wynajęcia.

Ale często powtarzał „Żeby mi był wtedy usechł i odpadł”. I zaraz po ślubie kupił dużą paczkę prezerwatyw, aby nie mieli więcej dzieci. Powinien był się wykastrować.

Teraz Aleks jest prawnikiem, a Eleni jego pokorną sługą i podnóżkiem. Pan domu demonstracyjnie lekceważy żonę, siedemnastoletni syn Takis bierze z niego przykład maniery tatusia przenosząc na środowisko szkolne. Przykład idzie z góry, a ryba psuje się od głowy.

Eleni pokornie znosi chamskie zachowania męża, bo rodzina jest najważniejsza i nieustannie kocha Aleksa.

Bielizna i życie erotyczne Eleni pachniały zaniedbaniem. Aleks zdradza ją na prawo i lewo, a nawet na boki .

W trójkę mieszkają na 140 metrach na ulicy Artemidy.

Eleni ma przyjaciółkę Krystynę, szczęśliwie rozwiedzioną i wygodnie żyjącą z alimentów od męża.

Pewnego dnia po awanturze Aleks wyprowadza się z domu. A na pogrzebie kolegi Eleni poznaje Nikitę i zamiast po odejściu męża nałykać się psychotropów zaczyna o siebie dbać. Kupuje modną bieliznę, zmienia fryzurę i natychmiast wygląda świetnie, bo tak naprawdę w wieku trzydziestu sześciu lat jest piękna i młoda.

Niestety Aleks wraca do domu i jest najlepszym mężem na świecie. Ale na jak długo?

Dużą część książki stanowią rozmyślania Eleni o życiu, małżeństwie i konieczności utrzymania podstawowej komórki społecznej. Już, już wydaje się, że bohaterka podejmie jakąś konkretną decyzję – ale nie. Autorka dręczy ją i nas nieustannymi biciem się z myślami i rozpamiętywaniem przeszłości.  Bo przecież Eleni kocha Aleksa i ma wpojony stereotypowy wzorzec żony i matki. „Dobra żona – męża ozdoba” jak głosi makatka wisząca w niektórych polskich domach. Dobra, czyli z pokorą i bez szemrania znosząca chamskie zachowania, wymagania i zdrady męża.

Czy Eleni ocknie się wreszcie z amoku uwielbienia Aleksa? Kto jej w tym pomoże? Napiszę tylko tyle: dobrze mu tak!

Albowiem nie należy kochać za bardzo zapominając całkowicie o swoich potrzebach. Antykoncepcja zaś uchroni przymusowym związkiem z chamem i egoistą.

niedziela, 13 października 2013

Dorota Wodecka – Mężczyźni rozmawiają o wszystkim, Wydawn. Agora 2010

O autorce:

Dorota Wodecka urodziła się w 1968 roku. Przez trzynaście lat była dziennikarką opolskiego oddziału „Gazety Wyborczej”. Autorka reportaży i wywiadów publikowanych w „Dużym Formacie” i „Wysokich Obcasach”.  Kocha małe miasteczka i mieszka w jednym z nich na Dolnym Śląsku. Matka trzech córek. Prowadzi blog http://meskamuzyka.blox.pl

O książce:

WSTĘP: Ta książka to niezbędnik emocjonalny dla każdego,  przewodnik po tym, o czym prawdziwi mężczyźni mogą rozmawiać z prawdziwymi kobietami

Wodecka rozmawia z mężczyznami o życiu, miłości i kobietach. Galerię osiemnastu wspaniałych otwiera Andrzej Stasiuk, zamyka Ignacy Karpowicz – pisarze.

Jej rozmówcy to pisarze, muzycy, prawnik, aktor, literaturoznawca, poeci, tłumacze, tancerz, fotograf i architekt.

Co kierowało autorką przy układaniu „listy obecności”? Nie kierowała się alfabetem, zawodem  czy wiekiem. Może ile jest mężczyzny w tym mężczyźnie”?

Każda rozmowa - rozdział ma swój tytuł. Pierwsza – „Facet powinien być śmiertelny”. Z Pszoniakiem – „Ludzkość dzieli się na koty i psy”. Ze Stańko – „Nie lubię słabych kobiet”.

Na ile rozmówcy się kreują lub krygują – trudno odpowiedzieć. Pewnie sami tak naprawdę nie wiedzą.

Oto parę ciekawostek na zachętę:

Stasiuka mieszkańcy wsi uważają za matołka, bo nie sieje, nie orze, tylko książki pisze, czyli niepotrzebne rzeczy robi. Mówi, według mnie, coś bardzo sensownego: „Ważne jest, żeby wykorzystać co się dostało, nie przepieprzyć tego”.

Rylski uważa, że starość ma zalety tylko dla tych, którzy jej nie zakosztowali.

Dojrzałość według Pilcha to świadomość, że się umrze.

Osiatyński stwierdza: „…po to, aby być z siebie zadowolonym wystarczy robić rzeczy, które są potrzebne, godziwe, warte, dobre…”.

Pszoniaka mobilizuje życzliwość a nie znosi rutyny.

Stańko jest nomadą.

Bieńczyka ulubionym bohaterem jest Winnetou –wierny, szczery, prawdomówny, szlachetny.

Od Michała Rusinka (sekretarza Wisławy Szymborskiej) dowiadujemy się, że „Słowa są jak dotyk, potrafią wabić, pieścić, kołysać, ale i smagać, poniewierać, sterać, truć”. I tego, że od swojej mamy dostał z żoną nietypowy prezent ślubny, wart naśladowania.

Oto jakie pytania m.in. zadaje wywiadowczyni:

- Kim pan pogardza?

- Co w życiu jest ważne?

- Jakie kobiety pan kochał?

- Czego pan się boi?

- Kiedy ostatnio był pan pijany?

- Lubi się pan wyróżniać?

- A czym jest męskość?

Pod każdą rozmową jest krotka notka biograficzna rozmówcy.

Po przeczytaniu tych wywiadów warto zastanowić się o czym rozmawiamy ze znajomymi. Czy naprawdę prowadzimy rozmowę, czy może zasypujemy innych potokiem słów i problemów?

Warto rozmawiać i czytać książki. Polecam.

 

 

 

sobota, 12 października 2013

Krzysztof Koziołek „Droga bez powrotu” Wydawn. Manufaktura Tekstów, Nowa Sól 2011

WSTĘP: Jak nie wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o władzę i pieniądze

O autorze:  Krzysztof Koziołek urodził się w 1978 roku, w Zielonej Górze. Ukończył politologię na Uniwersytecie Zielonogórskim, z zawodu dziennikarz. Mieszka w Nowej Soli. Pasjonat górskich wędrówek, kibic żużla i serialu „Na południe”.

„Droga bez powrotu” jest jego debiutem. Poza tym napisał powieści: „Święta tajemnica”, „Miecz zdrady”, „Premier musi zginąć”, „Trzy dni Sokoła”, „”Bóg nie weźmie w tym udziału”, „Instrukcja 0066”, które sam wydał.

Prowadzi warsztaty  pisania kryminałów, ostatnio 1.X.2013 w Dolnośląskiej Bibliotece Publicznej.

O książce:  Na warsztatach pisania kryminałów autor powiedział, że najważniejsze jest pięć pierwszych zdań powieści. Mają one zachęcić do nabycia książki.

„Droga bez powrotu” zaczyna się tak: Smród kurzych gówien był tak intensywny, że czuć go było nawet w zamkniętym samochodzie. I to z odległości stu metrów.”

Ale nie jest to powieść o ciężkiej doli hodowcy drobiu.

Smród może powstać po upublicznieniu zdjęć z młodości głowy państwa. Jak nie wiadomo o co chodzi, to na pewno o kasę i władzę. Mogą je zdobyć polscy i rosyjscy dyplomaci za pomocą szantażu, wymuszenia i zbrodni.

Jedynym sprawiedliwym w tej kloace jest dziennikarz Andrzej Sokół. Nomen omen – ma sokole oczy i umysł też nie od parady.

Autor na warsztatach powiedział, że idąc ulicą spisuje nazwiska z rożnych szyldów.  Tak więc najzamożniejszy Rosjanin to Michaił Bogaczewski. Zabójca to Gruszkin, a szef kancelarii rosyjskiego premiera nazywa się Jagodow.

Trup się ściele dość gęsto, bo cel uświęca środki.

Aby rozwiązać zagadkę Sokół odwiedza mieszkanie w którym przedpokój wyłożony jest boazerią z zapałek, jest ich tam 68 tysięcy.

Rozjaśniwszy włosy za pomocą zmywacza do paznokci (nie da się, próbowałam) jedzie w Karkonosze gdzie aluminiową łyżeczką wykopuje dowody przestępstwa.

Po drodze dzieli się z kierowcą autobusu odkrywczą refleksją: „Wie pan, jak to jest z kobietami. Za żadne skarby nie można ich zrozumieć”.

Na szczęście bystry policjant Bożydar Ryś nie wierzy w winę dziennikarza. Sokół ma nieodparty urok osobisty, którym zniewala wszystkie kobiety. Pomagają mu bezinteresownie doceniając jego walory.

Na początku książki umieszczono dwa plany wędrówek bohatera – autobusami i pieszych po górach.

Ta powieść to trochę political fiction a odrobinę kryminał. Czyta się bez bólu, więc na długie jesienne wieczory mogę polecić.

 

środa, 09 października 2013

 Czasem trzeba zapoznać się dogłębnie z działalnością naszej służby zdrowia. Miałam ostatnio bliski bardzo kontakt ze szpitalem. Nie powiem, aby sprawność organizacyjna pozytywnie zwaliła mnie z nóg. Raczej brak tej sprawności. W piątek od świtu stałam/siedziałam w kolejkach i rejestrowałam się - w głównej i oddziałowej odpytywalni, Przeważnie o to samo. Potem jeszcze dwie osoby powtórzyły serię pytań nie nagrodzonych finansowo ani rzeczowo. Dostałam przepustkę na weekend, w poniedziałek zalecono się stawić w południe a ok. 11-tej przypomniano o tym telefonicznie. Jeszcze nie mam sklerozy. Misi zapewniłam opiekę, trzy osoby przeszły "krótki kurs dogadzania kotu".

W poniedziałek pozwolono tylko uraczyć się za słoną trudną do nazwania zupką, a potem już tylko gorzka herbata do godz. 22. Leżymy w trzy na sali, dwie kobiety dużo ode mnie młodsze. Wszystkie trzy czytamy. Jedna wieczorem zgasiła swoje światło nad łóżkiem i od razu zasnęła pochrapując, momentami dając czadu. Wzięłam zatyczki do uszu, z gąbki i co jedną włożyłam do ucha to radośnie się wyprostowywała i wylatywała. Do kitu są.  Przed zaśnięciem jeszcze lewatywa i zastrzyk w brzuch. Oba zabiegi bezbolesne.

We wtorek bardzo rano lewatywa. Wolałabym chałwę. Trochę spokoju i potem: przebranie się w szpitalną koszulinę, wkładanie cewnika, bandażowanie nóg, aby nie powstały zakrzepy (4 bandaże elastyczne szer. 15 cm musiałam przynieść z domu), golenie, zainstalowanie wenflonu (oj, boli to) i na łóżko na korytarzu - tak się czeka na przewiezienie na salę operacyjną. Cewnik powoduje ogromne parcie na pęcherz, choć nie ma powodu. Ja czekałam 45 minut i o mało nie dostałam kota. Nie takie koty lubię. Zastrzyku "głupi Jaś" dla mnie nie przewidziano. Pożałowano. Ześwirowaną prawie zawieziono mnie na zimną salę. Pewnie światła lamp ją nagrzewają. Chirurga jeszcze nie było ale sympatyczna pani anestezjolog uznała, że nie będą mnie stresować i sru mi środek usypiający do żyły, a pielęgniarka maseczkę na oblicze, aby było jeszcze piękniejsze. I obudziłam się na jakiejś sali, pewnie "wybudzalni", ktoś wołał mnie po imieniu. Bałam się tego momentu, bo nigdy nie byłam pod wpływem znieczulenia ogólnego. Testament w domu był gotowy.

 Zawieziono mnie na salę pooperacyjną gdzie łóżko jest z wygibasami tzn. można je pilotem różnie ustawiać. Maszyneria obok mnie pikała kontrolując funkcje me, a z kroplówki doping uzdrawiający i przeciwbólowy spływał. Gardło mnie bolało i chrypiałam jak zdarta płyta analogowa. Cała taka raczej analogowa byłam. To skutek rury wydechowej jaka wpychają operowanej istocie.

Wieczorem próbowałam wstać ale o jedną kroplówkę za wcześnie. Po następnej dawce wstałam i obeszłam łóżko. Na kolację dano nam sucharki.

Najbardziej rozbawiło mnie obecne mierzenie temperatury - weszła pielęgniarka i przystawiła mi małą suszarkę do czoła nie dotykając go.

Kiedyś na łóżku wisiały karty chorego z danymi, teraz tylko zakłada się klips na poręcz przytrzymujący karteczkę z imieniem i nazwiskiem. Tylko na pooperacyjnej jest karta a na niej zapis różnych informacji.

Obchód był na zasadzie "wszystkie panie dziś do domu", pielęgniarka z samego rana oznajmiła, że już o 10-tej może ktoś po nas przyjechać. Wypis można otrzymać dopiero za 2 tygodnie, wyjęcie szwów za tydzień. Na śniadanie 4 kromeczki świeżego chleba z wędliną i kiełbasą, jakąś taką niby dietetyczną. Zjadłyśmy chętnie.

Dzięki medycynie za laparoskopię, bo inaczej kwitłabym tam co najmniej tydzień. Na brzuchu mam trzy dziury i mają się goić - łaski nie robią.

Jeśli chodzi o personel - pozytywne wrażenie odniosłam. Tylko na dziecięcym oddziale (tuż przy naszym) jakieś malutkie dziecko długo płakało. Nie mogli mu jakoś pomóc?

Misia trochę się na mnie obraziła ale już jej przechodzi.

Wszystkim dziękuję za dobre myśli i słowa, Krysi i Mieci za opiekę nad kotem, a pani Asi za pomoc w powrocie do domu.

A tutaj można posłuchać reportażu w którym też mówię o swoim pisaniu: http://www.polskieradio.pl/80/998/Artykul/949826,Nie-ma-tego-czego-nie-opowiesz-Magda-Skawinska

Zmarła autorka kryminałów z humorem Joanna Chmielewska - miała 81 lat, a ja myślałam, że z taką energią pożyje setkę.

Tagi: Wrocław
20:34, alodia1949
Link Komentarze (10) »
sobota, 05 października 2013

James Herriot – Kocie opowieści, wydawn. Bellona, 2001

WSTĘP: „Koty … wciąż są przy mnie rozjaśniając moje dni”

O autorze:

James Herriot (właściwie James Alfred Wight) urodził się 3 października 1916 roku w Sunderland, Wielka Brytania. Zmarł 23 lutego 1995 roku.

W 1939 roku ukończył studia weterynaryjne na uniwersytecie w Glasgow. Po jego śmierci otworzono tam bibliotekę weterynaryjną jego imienia. Przez cale życie zawodowe (50 lat) pracował w hrabstwie Yorkshire, mieszkając w Thirsk. W czasie II wojny światowej był pilotem RAF.

Autor cyklu książek „Wszystkie stworzenia małe i duże” składającego się z 9 książek. Na ich podstawie nakręcono film i serial telewizyjny.

O książce:

Jak myślicie dlaczego autor wybrał ten zawód? „…postanowiłem zostać weterynarzem głównie dlatego, iż pragnąłem zajmować się psami i kotami”. Podejmując pracę polegającą  na leczeniu zwierząt na farmach obawiał się, że będzie mu brakować kotów. „Myliłem się – koty były wszędzie”.

Były wszędzie ale tylko niektóre zasłużyły na opowieść.  Dzięki temu mamy urodzą książeczkę „Kocie opowieści” ilustrowaną przez Lesley Holmes. W dziesięciu rozdziałach poznajemy Alfreda, Oskara, Borysa, Olly i Ginny, Emilię, Mojżesza, Friska i Bustera.

Alfred był ozdobą cukierni. Siedział zawsze w tym samym miejscu, każdy klient mógł go pogłaskać aż tu nagle potrzebował pomocy autora. Dlaczego?

Oskar zawsze w białych skarpetkach, uratowany przez listonosza miał niespokojny charakter. Na czym polegał?

Olly i Ginny zasłużyły na trzy rozdziały. To rodzeństwo matka przyniosła w pobliże domu autora. Czy stały się domowymi pieszczochami, czy może na zawsze pozostały dzikie i niezależne?

Emilia mieszkała w namiocie z ekscentrycznym Eugenem.  Na czym to polegało?

Gdzie znaleziono Mojżesza nie trudno zgadnąć ale  kto został jego matką zastępczą?

Dlaczego Frisk co jakiś czas tracił przytomność?

Czym był Buster, jakie zwyczaj miała Debbie, z kim mieszkał Bond?

Tego wszystkiego dowiecie się z tej książeczki. To lektura obowiązkowa dla wszystkich miłośników kotów. Przeciwnikom tych stworzeń też polecam.

czwartek, 03 października 2013

 "Nadejszła wiekopomna chwiła", czyli jutro wstanę nieludzkim świtem i pojadę do szpitala. Mam nadzieję załatwić sprawę i żegnać ale jak będzie naprawdę nie wie nikt. I kiedy uda mi się dać kolejny wpis. Aby się Wam nie nudziło daję linki do moich tekstów - tak, wiem, że już niektóre podawałam. Ale jest jeden nowy, więc zapraszam do czytania:

OPOWIADANIA:

"Morderstwo w muzeum"

http://szuflada.net/morderstwo-w-muzeum/

„Noc w bibliotece”:

http://www.wbp.wroc.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2460&Itemid=737

 „Topielec przy Galla Anonima”

http://pulowerek.pl/?s=Topielec+przy+Galla+Anonima

 „Otruci w pociągu”

http://www.forum.kolejarz.org/viewtopic.php?t=5183

Nagrodzony tekst (pierwsza i jedyna nagroda) w konkursie ogłoszonym przez

"Gazetę Wyborczą" w 2007 r. na pamiętnik z powodzi w 1997 roku

"Dziennik niezatopionej"

http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,81348,4219458.html

 

 
1 , 2
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek