O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
środa, 29 października 2014

 Jadąc na zabiegi w autobusie spotkalam koleżankę. Czyta tego bloga i jest na bieżąco w moich doświadczeniach ze służbą (ha,ha,ha) zdrowia. Poradziła mi, abym wreszcie przegoniła swojego diabła stróża, a ja poprosiłam, aby przywiozła z Hagi (mieszka tam przez większość roku) trutkę na to bydlę.

Zabieg płytkowego kopania prądem uczulił mnie na ramieniu i przedramieniu. Do tego stopnia, że drapię się przez sen i to mnie budzi. To dzisiaj jedną płytkę położono mi na plecach. W takim miejscu, że trudno będzie się tam podrapać. Rehabilitantka powiedziała, że nawet głaskać tego miejsca nie wolno, bo potem strasznie swędzi. To prawda.

 Ząb podrażniony punktowym kopaniem trochę się uspokoił, więc musiało wyrównać mi inną dolegliwością.

Miła młoda rehabilitantka poradziła mi nabycie i zażywanie "revitnerw", mającego wspomóc porażony nerw. Mam nadzieję, że zadziała. Do masowania twarzy stosuje krem Nivea i bardzo go sobie chwali.  

Lekarka, która zapisała mi antybiotyk na helicobacter nie dodała leku antygrzybicznego i teraz okazało się, że grzybicę mam na trzech paznokciach prawej ręki. Stosuję płyn bakteriobójczy i antygrzybiczny ale paznokcie wychodzą już nadżarte. Jeszcze trzech razem nigdy nie miałam zaatakowanych. Po operacji był jeden i to lewej ręki.

Dzisiaj w ramach "Studium 3.wieku" umuzycznialiśmy się  używając instrumentów typu "przeszkadzajki". Na początku i na końcu zajęć mieliśmy zagrać swój nastrój, a reszta odgadnąć co wyraża. Nigdy nie brałam udziału w takich zajęciach. Dobre dla naszych szarych komórek są nowe doświadczenia, byle pozytywne. Negatywne niech mają nasi wrogowie.

 

 

niedziela, 26 października 2014

 Rozmowa przy skrzynkach na listy.

Sąsiad: Dziękuję, że mnie pani nie zamordowała.

Ja - zdziwiona i ciągle skrzywiona na twzrzy.

S: Przeczytałem artykuł (wywiad ze mną w "Kablu"). Mieszkamy w jednej klatce schodowej tyle lat i mało o sobie wiemy.

***************************

Scenka z poczekalni części rehabilitacyjnej przychodni.

Kobieta stoi w drzwiach wejściowych. Z gabinetu wychodzi mężczyzna. Oboje w wieku 50+.

Ona: a co ty tu robisz?

On: robię za ciacho.

Czekający padają na twarz z zachwytu.

******************************************************

Ja do Misi, mej kotki:

Kotunia, proszę cię, nie choruj.

Pańcia chora, ty chora - to naprawdę za dużo jak na takie małe mieszkanie (całość to 19m2).

**********************************************

Nabyłam ostropest  i ostrożeń (czarcie żebro), do użytku wewnętrznego, usuwania toksyn i wspomagania wątroby.

Na początku poprzedniej serii zabiegów zapytalam rehabilitantkę, czy od tego punktowego kopania prądem stanę się mądrzejsza. Niestety, nie. Jaka szkoda!

Teraz tylko dwa razy w tygodniu mnie renowują/rewitalizują/rehabilitują, za pomocą płytkowego kopania prądem, nagrzewania soluxem i masażu ręcznego. W trakcie tego ostatniego czuję się jak u kosmetyczki. No to może będę jeszcze piękniejsza? ha,ha,ha!

Wczoraj ucztowałam za pomocą sernika z polewą malinową i kawy w miłym towarzystwie czterech koleżanek. Jedna obdarowała mnie własnej produkcji sokiem z czarnego bzu, podobno dobry na walkę z porażeniem jest. Prawie cykutę bym wypiła, aby tylko pomogło, bo trzasnęła mi odporność psychofizyczna. A sok pyszny jest.

W ramach drobnych radości życia codziennego dzisiaj spaliłam sobie dół bluzki podomowej (chodzę w niej tylko po domu). Sięgałam po coś do szafki i bliskie spotkanie ubrania z ogniem skończyło się płomieniem na brzuchu. Dobrze, że pod spodem miałam drugą. Spalona bluzka jest ruda - z płomieniem nie za bardzo jest jej do twarzy. I teraz jest jak niektóre zwierzątka - ruda podpalana. Nie marzylam o tym.

 

 

wtorek, 21 października 2014

 

Angelika Kuźniak – Papusza, Wydawn. Czarne, Wołowiec 2013

 WSTĘP: „Z taboru byłam, teraz jestem znikąd”

O autorce:

Angelika Kuźniak urodziła się w 1974 roku. Reporterka, z wykształcenia kulturoznawczyni, studiowała także lingwistykę we Włoszech). Od 2000 roku współpracuje z „Gazetą Wyborczą”, publikuje głównie w magazynie reporterów „Duży Format”.

Jej reportaże ukazywały się także poza granicami kraju, w Niemczech, Rumunii, na Węgrzech. Na podstawie m.in. jej reportaży Marcin Liber przygotował spektakl ID.

 Trzykrotnie nagrodzona Grand Press. Za wywiad z Hertą Muller w 2010roku otrzymała Nagrodę im. Barbary Łopieńskiej.

O książce:

Papusza, czyli Lalka, urzędowo Bronisława Wajs. Cyganka z wędrownego taboru, nieznająca innego życia niż to w którym się urodziła i wychowała.

Analfabetka, której coś w duszy grało i zamieniało się w słowa.

Nikt nie dowiedziałby się o jej istnieniu gdyby do jej taboru nie zawędrował poeta Jerzy Ficowski. On zauważył jej zdolności, namawiał do pisania, doprowadził do opublikowania wierszy Papuszy.

Zachowało się dwieście stron jej pamiętników (cytowanych w książce), nagrania filmowe i radiowe i teksty w prasie.

Na ich podstawie autorka opowiada jak wyglądało życie bohaterki przed i po spotkaniu Ficowskiego. Cytuje też zarządzenia państwa próbującego unormować kochających wolność i swoją tradycję Cyganów.

To nie jest radosna opowieść, bo talent Papuszy był kompletnie obcy jej środowisku. Muzyka i taniec – tak, to było akceptowane. Wróżenie, oszukiwanie, drobna kradzież – także. „Od sprytu Cyganek zależało czy będzie co włożyć do garnka”, bo Pan Bóg mężczyzn stworzył w niedzielę.

Ale umiejętność czytania i pisania? W dodatku własna twórczość? Na co to komu? Szczególnie gdy robi to kobieta.

Poznajemy prawa jakie rządzą tym środowiskiem gdzie liczą się tylko  mężczyźni, a kobieta jest ich własnością.  Nie chciałabym być Romką.

Papusza pod koniec życia stwierdziła: „Gdybym ja głupia nie nauczyła się czytać i pisać byłabym szczęśliwa”.

Julia Hartwig napisała: „Papusza” to nasza „poetka przeklęta”, nieuznana przez swoje środowisko, bardzo oryginalna, nienaśladująca nikogo, zakochana w przyrodzie, wzruszająca”.

 

Tagi: Papusza
13:40, alodia1949 , o książce
Link Komentarze (8) »
piątek, 17 października 2014

 Nie ograniczam zainteresowań tylko do własnego i kociego organizmu. Dowodem na to jest udział w grze miejskiej na moim osiedlu. Wymyślili ją Malwina i Adam - pracownicy Fundacji Dom Pokoju. Uczestnikami byli mieszkańcy osiedla - ewentualni kandydaci do Rady Seniorów Ołbina. Zebraliśmy się w środę na stawem w Parku im. Stanisława Tołpy o godz. 14,30. Trochę padało ale np. Adam bardzo lubi chodzić w deszczu - niestety nie ma zdolności Gene`a Kelly i nie zatańczył ani nie odśpiewał "Deszczowej piosenki". :)

Gra polegała na odgadywaniu kolejnych miejsc i znajdowaniu tam następnych wskazówek. Zagadki i informacje (od Wielkiego Olby) zawarte były w takich rulonach:

 

Kartki są nadpalone, bo przeleżały kilka wieków czekając na takie inteligentne osoby jak my :)

Przy okazji przekazano nam trochę danych o Ołbinie. Zaczęliśmy od pomnika poświęconego profesorowi Stanisławowi Tołpie.

Zapytano nas jak upamiętnono śmierć chłopców, którzy w latach 60-tych ubieglego wieku zginęli o niewypałów znalezionych w stawie. Tą kapliczką:

Potem przeszliśmy pod kościól pod wezwaniem św. Michała Archanioła, do Domu Edyty Stein - tam zadano nam pytanie kto i w którym roku ją kanonizował.

Etapem końcowym była pięknie odnowiona (niestety tylko z zewnątrz) u zbiegu ulic B. Prusa i Świętokrzyskiej, półokrągła kamienica.

Podsumowanie gry i rozmowy o Ołbinie dawnym i obecnym odbyło się w siedzibie Fundacji, czyli w Infopunkcie przy ul. Łokietka 5/1

 

 

 

wtorek, 14 października 2014

Misia

 Co słychać u starszych pan dwóch, czyli u mnie i Misi? (ona ma 15 lat co się równa 76 u człowieka).

W piątek zapolowałam na kotkę, aby ją zapakować do torby i zanieść do weta. Tam okazało się, po badaniu krwi, że ma bardzo chorą wątrobę. Dlatego te rozwolnienia i wymioty.

Alkoholu w domu nie mam, więc nie rozumiem skąd to się wzięło, ta zniszczona wątroba. Czyżby w czasie mojej nieobecności chodziła w tango, walca i fokstrota? :)

Teraz je tylko duszonego kurczaka. Oczywiście domaga się np. wędzonej ryby czy surowego mięsa ale nawet po małej dawce natychmiast ma wyżej opisane sensacje.

Dzisiaj odebrałam z gabinetu 6 saszetek karmy dla takich kotów, zobaczymy jak będzie je tolerować.

Chuda jest biedulka ale futerko się błyszczy.

Moja poprzednia kotka Alodia na starość jadła dużo i bez wybrzydzania, więc była tłuściutka. Ale odeszła mając 14 lat.

Na rehabilitację twarzy chodzę codziennie oprócz weekendów. Kopią tam leżącego, czyli mnie, prądem. W czwartek rehabilitantka powiedziała, że to może trochę boleć, ja, że jakoś to przeżyję. Ona - jak dotąd wszyscy pacjenci wyszli stąd na własnych nogach. Ha, ha, ha.

Poprawę stanu twarzy widać na oku, mogę trochę podnieść brew. Lepiej też (wg znajomych) mówię. Niestety skrzywienie ust nadal mnie upiększa inaczej.

Na skierowaniu na zabiegi lekarka napisała, że po zakończeniu mam zgłosić się do kontroli. Ale dzisiaj się okazało, że przyjmuje tylko dwa razy w miesiącu i będzie dopiero 6 listopada. A ja serię 10-ciu zabiegów kończę w piątek. I przydałaby się następna dziesiątka. Trzeba będzie napaść bankomat i wykupić następne dziesięć, aby nie zaprzepaścić tego co się poprawiło.

Albowiem jak się nie obrócisz to de z tyłu, czyli pieniądze szczęścia nie dają ale w powrocie do zdrowia pomagają.

 

wtorek, 07 października 2014

 Od wczoraj chodzę na rehabilitację porażonego oblicza.

Laserem pyk, pyk, pyk - krótko. Za to prądem dłużej i momentami nieprzyjemnie. Ale nie takie przykrości znosiłam.

Dano mi także instrukcję (na piśmie) jakie ćwiczenia twarzy mam wykonywaćtam i w domu. Jest ich 19 i co najmniej po 10 razy trzeba je robić.  W dodatku sześć razy dziennie. Pełna gęba roboty :). Krzywa gęba, bo tu się nic nie zmienia, niestety. No i boli mnie głowa za uchem czyli tam gdzie jest ten nerw porażony. Termin do neurologa na luty. Uwielbiam to.

Lekarka rehabilitantka powiedziała, że miejsce gdzie nerw jest należy nagrzewć - a to wystawiać do słońca, a to lampką nocną, bo on się wtedy szybciej regeneruje. Dwa dni to robiłam ale dręczy mnie i na noc muszę brać lek przeciwbólowy. Inna pani doktor powiedziała, że mięśnie należy nagrzewać a nerwu nie. Chyba jednak zwariuję niebawem od tych rozbieżnych koncepcji.

Aby mi nie było za dobrze nadal remontują ulicę po ktorej jeździ bezposredni tramwaj do przychodni z rehabilitacją. Diabeł stróż nie odpuszcza w żadnym momencie.

Na języku wyskoczyla mi bolesna afta.

Od jakiegoś czasu Misia ma kłopoty ze zdrowiem. Młoda nie jest, ma prawie 15 lat. 

Pani weterynarz w piątek dała jej kroplówkę, wit. B i antybiotyk. Po powrocie kot jak nowy. W sobotę znowu nie je, słaba, osowiała. Aż tu nagle wieczorem zaczęła jeść.  Ale tylko duszonego kurczaka. Gotowce mokre ma w nosie albo po nich rozwolnienie/wymioty. Suchego nie tyka - choć kiedyś jadła. Rano czasem wymiotuje śliną.

Trzeba więc zrobić badanie krwi. W dodatku na czczo, więc dzisiaj do godziny trzeciej nie rozumiała o co chodzi z tym brakiem jedzenia. Głupia pańcia sama żarła a kotu nie dała.

Zaniosłam ją do gabinetu. Co przeżyłyśmy w trakcie utaczania krwi z łapki to nasze.

Na szczęście młoda weterynarka szybko ogoliła miejsce, znalazła żyłkę bez problemu, wkłuła igłę i tu łatwo nie poszło. Krew kapała a Misia warczała, syczała, wiła się, łapami tylnymi mnie podrapała.

No tom porażona i podrapana, nie mówiąc o tym, że kopnięta prądem wielokrotnie i na tym nie koniec.

Tagi: twarz zdrowie
21:01, alodia1949
Link Komentarze (9) »
czwartek, 02 października 2014

 Zatytułowałam wpis "z nadzieją", powinnam dodać: maleńką taką :).

Lekarka, która zapisała mi toksyczny lek kompletnie nie przejęła się dalszym ciągiem mojego zdrowia i wyglądu. Jak kpina, w tym przypadku, brzmi okreslenie "służba zdrowia".

Na szczęście w tym nieszczęściu mam  znajomą lekarkę, która wie na czym polega ten zawód. Powinien być jednak pojmowany jako powołanie,tak sobie naiwnie myślę.

Umożliwiła mi odpowiednie kontakty - i dotarlam do lekarki od rehabilitacji, która obejrzała wynik tomografii,  zapisane leki, obejrzała krzywe me oblicze, szczególnie usta i zapisała trzy zabiegi. Światłolecznictwo, elektrolecznictwo i ćwiczenia - nie wiem dokładnie jakie. Mam wziąć ze sobą gazę rozmiaru 1x1m, ręcznik i kapcie.

Porażenie dopadło mnie 13 września rano, czyli jak tu nie być przesądnym zapytałam panią doktor? I wyraziłam nadzieję, że po zabiegach będę 10 lat młodsza i piękniejsza, ha ,ha, ha.

Bo wyraźnie widać na mojej twarzy nie tylko skrzywienie ale i cierpienie. Po serii dziesięciu zabiegów mam się zgłosić do kontroli,  nie zanosi się na szybki powrót do normalności, wg pani doktor.

Twarz z lewej strony szczególnie mam trzymać w cieple,  wtedy nerwy szybciej się regenerują. No - pora roku temu za bardzo nie sprzyja. Szale, chusty,kaptury potrzebne będą.

Staram się nie straszyć bliźnich swoim wyglądem ale też nie zamierzam chować się po kątach. Poszłam więc wczoraj na ropoczęcie roku akademckiego "Studium 3 wieku" w SKIBIE.

Niestety, zajęcia są tam w środy o 15,45 a ja mam zabiegi wyznaczone na godz. 18 i nie zdążę dojechać, bo akurat  taka jest teraz organizacja ruchu tramwajowego na trasie, że nóż się w kieszeni otwiera.

Ale zdrowie przecież najważniejsze.

 

 

O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek