O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
sobota, 11 lutego 2017

 Nie byłam w kinie, nie skończyłam czytać książki, nie zdarzyło się nic co mogłabym w zabawny sposób opisać, więc  daję parę dowcipów ku rozrywce:

Siedzi facet na brzegu dużej rzeki i łowi ryby. Podpływa krokodyl, przez chwilę mu się przygląda i pyta:

- Biorą?

- Eeee

- To chodź popływać!

Mój komentarz: po czym krokodyl poznał, że wędkarz ma depresję?

*************************************************************

- Wiecie czemu sołtys w Wąchocku pomalował sobie dom na biało?

- Bo usłyszał, że po wojnie atomowej ocaleje tylko Biały Dom.

Mój kom.: Wąchock – miasto w woj. świętokrzyskim, w powiecie starachowickim, siedziba miejsko-wiejskiej gminy Wąchock. 30 czerwca 2009 roku miasto miało 2747 mieszkańców.

*********************************************************************

Od czego herbata jest słodka?

Od mieszania.

To po co się sypie cukier?

Żeby wiadomo było jak długo mieszać.

Mój kom.: najlepiej miesza się kaduceuszem (patrz "Wesele")  https://pl.wikipedia.org/wiki/Kaduceusz

********************************************************************

Wiecie jaka jest różnica między rosyjskim optymistą, pesymistą i realistą?

- Optymista uczy się języka angielskiego.

- Pesymista chińskiego.

- A realista siedzi w domu i czyści kałasznikowa.

Mój kom.: śpiewając "Kalinkę" lub "Podmoskiewskie wieczory"

**********************************************************************

Co powinien zrobić żołnierz gdy w składzie amunicji wybuchnie pożar?

Żołnierz powinien wylecieć w powietrze.

Mój kom.: z okrzykiem: ku chwale ojczyzny obywatelu generale

*********************************************************************

Fryzjer do klienta;

- Pan już chyba u nas był?

- Nie, to wojenna rana.

Mój kom.: fryzjer - fachowiec od mokrej roboty

**********************************************************************

Spotyka się dwóch bezdomnych.

-  Gdzie ty mieszkasz?

- Nigdzie.

- A powitać, powitać sąsiada.

Mój kom.:

Jak dobrze mieć sąsiada,
Jak dobrze mieć sąsiada,
On wiosną się uśmiechnie,
Jesienią zagada,
A zimą ci pomoże
Przy węglu i przy koksie
I sama nie wiesz, kiedy
Ułoży wam rok się.

*************************************************************

Wsiada pijany facet do taksówki.

- Gdzie jedziemy?

- Do domu.

- A dokładniej?

- Do dużego pokoju.

Mój kom.: Pytanie: co zrobił taksówkarz?

a) Wyrzucił pasażera?

b) Obszukał go i znalazł dokument z adresem?

c) Zawiózł do izby wytrzeźwień bądź na policję?

d) Zmienił zawód?





Tagi: dowcipy humor
18:03, alodia1949 , różne
Link Komentarze (2) »
sobota, 04 lutego 2017

Samuel Blumenfeld – Człowiek, który chciał być księciem, Wydawn. Świat Książki 2008

WSTĘP: „…postać, która zdołała się wymknąć się wszelkim pojęciom dobra i zła, prawdy i fałszu a nawet cienia i światła”.

O autorze:

Samuel Blumenfeld urodził się w 1927 roku w Nowym Jorku. Ukończył City College of New York.

Opublikował dziesięć książek na temat nauczania w Ameryce. Pracował jako reporter w „Le Monde2”.

Zmarł 1 czerwca 2015 roku.

O książce:

Na okładce książki napisano: Michał Waszyński – życie barwniejsze niż film.

I autor próbuje to udowodnić opowiadając losy bohatera od urodzin aż do niespodziewanej śmierci.

We wstępie autor wyjaśnia dlaczego Żydzi na ekranie byli dla niego tematem tabu i dlaczego obejrzenie filmu „Dybuk” wpłynęło na zainteresowanie się twórcą tego obrazu.

Był on w Polsce przed II wojną reżyserem 40 filmów, uwielbianych przez publiczność i równie intensywnie krytykowanych przez specjalistów. Tylko jeden obronił się upływowi czasu. Autor wyjaśnia dlaczego.

Życie bohatera mogłoby stać się świetnym scenariuszem na film biograficzny, bo Waszyński całkowicie wymyślił je na nowo.

 „Kiedy realne życie staje się nieznośne, wygodniej zacząć żyć wyobraźnią. Nikt nie potrafił tego robić równie dobrze…”.  Bo pomysł na siebie miał iście filmowy, a wyobraźnię nieograniczoną. Także zdolność adaptacji, w czym przypomina bohatera filmu Woody Allena „Zelig”.

Autor musi często prostować rzeczywistość alternatywną jaką wykreował jego bohater.

Wędrówkę zaczynamy wraz z Mosze Waksem, synem kowala w Kowlu na Wołyniu, w 1904 roku, a kończymy w Hiszpanii w 1965 roku gdy umiera Michał Waszyński.

Po drodze bohater przechodzi różne koleje losu – od kariery wziętego i zamożnego reżysera filmowego w przedwojennej Polsce, przez pobyt na Syberii, służbę w armii Andersa i przejście z nią do Włoch, a potem działalność w Hiszpanii.

Szczęście go nie opuszczało dzięki czemu był bogaty, bywał w świecie arystokracji, artystów a nawet miał dobre kontakty z Watykanem, bo jeden z papieży lubił towarzystwo osób ze środowiska show-biznesu..

Ale ta książka to nie tylko biografia reżysera i producenta.

To także okazja dla autora, aby opisać miejsca i czasy życia Waszyńskiego.

 Na początku poznajemy Kowel z czasów gdy był pod zaborem rosyjskim.

Potem czasy pobytu w Warszawie  i opowieść o tym jak powstawał jedyny wartościowy film w karierze bohatera i o kinie jidysz.

O pobycie armii Andersa na terenie Włoch i warunkach w jakich polscy żołnierze żyli i działali a Waszyński nakręcił trzy filmy.

O znanych postaciach ze świata filmu i ich problemach zawodowych i osobistych. Oraz o wytwórni filmowej w której królowały przekręty, łapówkarstwo, nieuczciwość i hochsztaplerstwo.

Oraz  o Hiszpanii z okresu panowania dyktatora Franco.

Książka zawiera bibliografię podającą źródła z jakich Blumenfeld korzystał, są tam autobiografie, wspomnienia, opracowania filmowe, praca doktorska, akta wojskowe i artykuły prasowe.

Dużą część materiału autor pozyskał w trakcie telefonicznych rozmów z osobami znającymi Waszyńskiego.

Mogłaby to być fascynująca książka ale nie jest. Może zabrakło autorowi talentu, daru narracji i tego czegoś co sprawia, że książkę czyta się z wypiekami na twarzy.

Polecam osobom interesującym się historią kina.

 

 

 



sobota, 28 stycznia 2017

 Z okazji urodzin (23.01) dostałam od losu zapalenie krtani i oskrzeli. Nie dziękuję!

Nie mogłam za bardzo czytać, więc skupiłam się na krótkich formach w ramach "Śmiech to zdrowie".

Dziele się tym z Wami:

 

Mama pyta swojego synka:

- Jasiu, jak się czujesz w szkole?

- Jak w komisariacie. Ciągle mnie o coś pytają a ja o niczym nie wiem.

KOMENTARZ mój: ciekawe doświadczenia ma to dziecko

***************************************************************

- Jasiu, ile chrabąszcz ma nóg?

- Nie ma pan profesor większych zmartwień?

Kom. mój: też miałam ochotę w szkole zadawać takie pytanie

***************************************************************

Na lekcji fizyki nauczyciel pyta Jasia:

- Ile to jest litr?

- Tyle samo co kilogram, tylko na mokro, panie profesorze.

Kom. mój: W temperaturze pokojowej 1 litr wody waży 998 g.

Woda najcięższa jest w temperaturze 4 °C i 1 litr waży 1kg. Po przekroczeniu temperatury wrzenia ciężar wody znacznie spada o ok. 40%.

?***************************************************************

- Mamo, a tata zbił mnie dwa razy.

- Czemu aż dwa?

- Bo raz jak mu pokazałem świadectwo, a drugi, jak zobaczył, że to jego.

KOM. mój: - rodzicu nie przechwalaj się lub lepiej chowaj świadectwa

**************************************************************

Idą dwa koguty przez miasto i bardzo się nudzą.

- Chodź do mięsnego, popatrzymy na gołe kury - proponuje wreszcie jeden z nich.

KOM. mój: zboki dwa obrzydliwe!

************************************************************

Leci wróbel nad autostradą, potrącił go samochód.

Kierowca wychodzi z samochodu, bierze wróbla i jedzie do domu.

Tam wkłada go do klatki.

Na drugi dzień wróbel budzi się i myśli:

- O matko! Wsadzili mnie. Chyba go zabiłem.

KOM. mój: im mniejszy wróbel, tym większe ego.

************************************************************

Wraca pijana wrona z imprezy i krzyczy kra kra kra.

Nagle uderza w drzewo. Wstaje i mówi:

- Miau, hau, ko ko.... Kurde, jak to było...

KOM. mój: Z imprezy lepiej wracać taksówką.

**********************************************************

Siedzi sroka na drzewie i patrzy, a tu krowa podchodzi krowa i zaczyna się wspinać.

- Ty krowa, co ty robisz?

- Idę sobie wiśni pojeść.

- Ależ krowa, to przecież jest brzoza.

- Spoko, wisienki mam w słoiczku.

KOM. mój: chyba były w spirytusie - wisienki.

**************************************************

Co obecnie mówi policjant, kiedy złapie złodzieja na gorącym uczynku?

- Jesteś aresztowany, paragraf dziesiąty, przykazanie siódme.

BEZ KOMENTARZA!







Tagi: dowcipy
17:35, alodia1949 , różne
Link Komentarze (4) »
sobota, 21 stycznia 2017

Andrzej Ziemiański – Ucieczka z Festung Breslau, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2009

WSTĘP: „Świat się kończy, interesy kwitną dalej”. Albowiem diamenty są wieczne.

O autorze:

Andrzej Ziemiański urodził się  17 lutego 1960 we Wrocławiu. Jest pisarzem książek science fiction fantasy i kryminałów.  W roku 1983 ukończył Wydział Architektury Politechniki Wrocławskiej.

W latach 1984–1985 pracował w Instytucie Architektury i Urbanistyki Politechniki Wrocławskiej, zaś od 1985 do 2005 w Instytucie Budownictwa Rolniczego Wydziału Inżynierii Kształtowania Środowiska i Geodezji Akademii Rolniczej we Wrocławiu.

Oprócz pisania, prowadzi zajęcia dla studentów z creative writing w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego.

Debiutował na łamach „Sigmy” (Magazynu problemowo-informacyjnego Politechniki Wrocławskiej) w roku 1979 opowiadaniem Zakład zamknięty.

Napisał m.in. „Achaja”, „Pomnik królowej Achai”, „Miecz Orientu”, „Breslau forever”, „Żołnierze grzechu”, „Za progiem grobu”, „Toy wars”, słuchowiska radiowe i wiele opowiadań.

Jego strona to: http://ziemianski.com.pl/

O książce:

Akcja powieści zaczyna się w kwietniu 1945 roku. Potem cofamy się do grudnia 1944 i śledzimy akcję z mniejszym lub większym zainteresowaniem.

Nietrudno się zorientować, że tłem książki jest Breslau w trakcie II wojny światowej. Choć autor nadał jej tytuł „The Holmes” wydawca zmienił na „Ucieczka z Festung Breslau”. Sądzę, że słusznie.

Oprócz miasta bohaterami są dwaj panowie. Na pozór bardzo się od siebie różnią, bo jeden to funkcjonariusz Abwehry Dieter Schielke, drugi zaś to Polak, niezbyt subordynowany pracownik sowieckiego wywiadu Maciej Dłużewski pseudonim „The Holmes”, który ma po czterdziestce i jest cholerną maszyną intelektu.

Schielke to kobieciarz, a czy Holmes woli Watsona nie wiadomo.

Wydawałoby się, że nic nie może ich łączyć na tym etapie wojny ale panowie mają kilka łączących ich cech –  główną jest pacyfizm. Poza tym chcą przeżyć a potem żyć  lekko, łatwo  i przyjemnie. Kto by nie chciał.

W opisywanym czasie „Rzesza to już skrawek terenu topniejący jak śnieg na parapecie”.

Intryga, bo to kryminał, toczy się wokół morderstw dokonanych na pracownikach pakujących, zagrabione przez Niemców i przygotowywane do wywiezienia, dzieła sztuki. Śledztwo się toczy ale powoli jak żółw ociężale, bo przecież nic nie zginęło. Za to poznajemy system grabienia dzieł sztuki i sposoby ich wywożenia przez ten niby kulturalny naród.

Duet bardzo egzotyczny Dieter i Maciej najbardziej przejmuje się tym jak schować pozyskane diamenty, żeby je po wojnie bez problemu wydostać.

Po wielu wystrzelonych pociskach, akcjach zbrojnych, trupach Niemców i Rosjan wyjaśnia się zagadka – dlaczego giną pakowacze i gdzie są skarby.

Mamy też wątek miłosny Schielke z piękną Ritą a nawet jedną scenę erotyczną. Sposób w jaki Niemiec zaleca się do swojej lubej jest dosyć zabawny. Nie wiem czy autor specjalnie w ten sposób to przedstawił, aby ośmieszyć zalotnika czy tak wyszło.

Jest też parę innych zabawnych momentów – na przykład jeden z bohaterów zakłada diamentową biżuterię i taki śliczny pokazuje się zaskoczonym żołnierzom. Rozmowy obu panów też zawierają elementy humoru, choć momentami specyficznego.

Choć obaj bohaterowie są bardzo inteligentni to oczywiście Niemiec jest sentymentalny i bardzo lubi kobiety, a Polak poprzestaje na słabości do kawy z cynamonem. Ale może jest utajonym alkoholikiem.

Autor często odwołuje się do książek Artura Conan Doyla i jego bohaterów -  Holmesa, jego brata Mycrofta i Watsona.

Niepotrzebnie, według mnie, Ziemiański wkłada w usta (myśli) bohaterów przewidywania co do tego  jaki będzie los miasta po wojnie. Zupełnie jakby byli jasnowidzami.

Oczywiście dostajemy dość dokładny opis miasta w tym czasie i wiele ciekawostek – nie wiedziałam, że w bunkrze przy ogrodzie zoologicznym było nielegalne (tylko dla wtajemniczonych) kino.

Większość nazw ulic i miejsc autor podaje w języku niemieckim (na końcu książki mamy polskie nazwy).

Wypisałam nazwy niektórych dzielnic:

Biskupin – Bischofswalde

Sępolno – Zimpel

Karłowice - Carlowitz

Ołbin – Elbing

Sackrau – Zakrzów

Można przeczytać trzy poniżej wymienione książki i potraktować je jako opis Wrocławia (Breslau) pod koniec II wojny, tuż po niej i dalszych losów miasta:

Andrzej Ziemiański – „Ucieczka z Festung Breslau”

Jacek Inglot – „Wypędzony”

Piotr Adamczyk „Dom tęsknot”

Polecam.

 

 

 

 

 

 



sobota, 14 stycznia 2017

"Najstarsze przysłowia europejskie zrodziły się w starożytnej Grecji... formacją historycznie młodszą, kształtującą się przy tym pod silnym wpływem kultury helleńskiej były przysłowia starorzymskie...". "Trzecim źródłem najstarszych przysłów europejskich, a więc i polskich, była "Biblia" ... . W czasach późniejszych zostały one rozpowszechnione za pośrednictwem duchowieństwa i ambon po wszystkich krajach europejskich.

Najwspanialszy rozwój przysłowioznawstwa europejskiego przypada na okres renesansu."

"Nie tyle świata, co w oknie" - teraz dodałabym: co w telewizorze.

"Kto mieszka blisko wody, przygotuj się na szkody" - Wrocław bardzo blisko, szczególnie w 1997 roku.

"Nie żrą się tak bestie jednego rodzaju jak ludzie" - co widać i słychać

"Dobrym sprzyjaj, a złych mijaj" - a ludzie często postępują  odwrotnie

"Zrób komu dobrze, a da ci po ziobrze", czyli "Każdy dobry uczynek zostanie słusznie ukarany", często się o tym przekonuję


"Dlatego dwie uszy, jeden język dano, iżby mniej mówiono, a więcej słuchano" - ale każdy chce być wysłuchany, a nikt nie chce słuchać

"Książka nierozdzielny towarzysz, przyjaciel bez interesu,domownik bez naprzykrzania" - i tym optymistycznym akcentem kończę.





18:17, alodia1949
Link Komentarze (3) »
sobota, 07 stycznia 2017

Muriel Barbery – Elegancja jeża, Wydawn. Sonia Draga, Katowice 2016

WSTĘP:

„Pani Michel ma elegancję jeża: na zewnątrz pokryta kolcami, prawdziwa forteca, wewnątrz jest po prostu tak wyrafinowana jak jeże, zwierzątka na pozór niewrażliwe, dziko samotnicze i strasznie eleganckie”.

 

O autorce:

 Muriel Barbery urodziła się 28 maja 1969 roku w Casablance. Po ukończeniu studiów filozoficznych wykładała ten przedmiot na uniwersytecie w Dijon.

Po jakimś czasie wyjechała na dwa lata do Japonii.

Jej kariera jako pisarki zaczęła się od wygrania konkursu literackiego.

„Elegancja jeża” to druga jej powieść, która została przetłumaczona na 39 języków, otrzymała nagrodę Prix de libraires w 2007 roku. W 2009 zrealizowano na jej podstawie film zatytułowany „Jeż”.

O książce:

Bohaterkami powieści są dwie bardzo różne osoby.

Dozorczyni Renee Michel, wdowa, gruba, niska i brzydka. Ma 54 lata i od 27-miu pracuje w kamienicy gdzie mieszkają bogaci lokatorzy. Niemym świadkiem jej życia jest gruby kot Lew, któremu w zdenerwowaniu cuchną łapy.

Drugą postacią jest Paloma Josse, córka bogatych lokatorów, dwunastolatka z manią samobójczą. Mieszka z rodzicami, dwoma kotami imieniem Konstytucja i Parlament  oraz siostrą Colombe dla której „…życie to nieustanna batalia, w której trzeba zwyciężać, niszcząc bliźniego”. Według Renee wygląda jak jasnowłosy por i ubiera się jak spłukana Cyganka”.

U sąsiadów są dwa psy Neptun i Atena.

A na klatce schodowej kwiaty o które ma obowiązek dbać Renee, choć nie lubi. Pozostałych swoich obowiązków także. Dlaczego nic nie zrobiła, aby wykorzystać swoją inteligencję i uzyskać wyższy status społeczny dowiemy się pod koniec opowieści.

 Obie panie są naznaczone piętnem inteligencji. Szczególnie dozorczyni, która skrzętnie ukrywa fakt, że czyta książki (kot ma imię po Lwie Tołstoju), ogląda ambitne filmy, słucha muzyki poważnej, ze zrozumieniem czyta filozofów oraz interesuje się malarstwem.

Książka to monologi Renee i zapiski Palomy, dzięki którym poznajemy lokatorów kamienicy, ich życie, zwyczaje – szczególnie ten polegający na traktowaniu dozorczyni jak połączenie przedmiotu z niewolnicą. A także przeszłość Renne i jej rodziny.

Składa się z pięciu dużych rozdziałów zawierających nie tylko monologi stróżki ale też napisane przez Palomę szesnaście „Głębokich myśli” – na cześć rozumu i siedem „Dzienników ruchu świata” – o ciele i rzeczach. Każdy wpis zaczyna się krótkim wywodzącym się z japońskiego wierszem nazwanym hokku.

„Kot na tym świecie

Ten współczesny totem

Okresowo dekoracyjny”.

Pobyt autorki w Japonii  zaznaczył się nie tylko w ten sposób ale także umieszczeniem w kamienicy Japończyka Kakuro Ozu, który też ma koty – Kitty i Lewin.

Paloma szuka powodu, aby nie popełnić samobójstwa i nie podpalić mieszkania rodziców. „Oprócz miłości, przyjaźni oraz piękna sztuki nie widzę niczego, co mogłoby wzbogacić życie ludzkie”.

Renee ma jedna przyjaciółkę Manuelę, która jest służącą u jednego z lokatorów, świetnie piecze i zawsze przychodzi na herbatę i rozmowę z ciastkami.

Warto książkę czytać uważnie, bo znajduje się tam wiele złotych myśli, toczą się one przez całą książkę jak perły rozsypane na śliskiej posadzce i łatwo je przeoczyć. Warto ich poszukać i nanizać na nić aby potem zawiesić na szyi pamięci.

 „Cywilizacja to okiełznana przemoc”, „Czy istnieje szlachetniejsza rozrywka, rozkoszniejszy trans niż literatura?”.

Wielką zaletą książki jest poczucie humoru, przykładem mogą być sceny w toalecie pana Ozu i na wyprzedaży w butiku.

Autorka opisuje bogatych i biednych  Francuzów ale nie jest to powieść na miarę Balzaca. Może to i dobrze, bo któż teraz czyta powieści tego autora?

Dla mnie książka ma jedną dość dużą wadę – zbyt długie rozważania filozoficzne. Pewnie miały nadać wartość książce i bohaterkom ale według mnie nużą czytelnika. Ale przecież można je ominąć.

Mam też pretensję do Barbery o zakończenie powieści – jednak go Wam nie zdradzę.

Mimo powyższych zastrzeżeń – polecam.

 

 

 

 

 

 



sobota, 31 grudnia 2016

 

Stephen King – Dolores Claiborne, Wydawn. Albatros, 2016

WSTĘP: “Czasem trzeba być bezduszną jędzą, żeby dać sobie radę w życiu.  Czasami tylko to daje ci siłę…”

 

O autorze:

 

Stephen Edwin King urodził się  21 września 1947 w Portland.

 

 W przeszłości wydawał książki pod pseudonimem Richard Bachman, raz jako John Swithen. Jego książki rozeszły się w nakładzie przekraczającym 350 milionów egzemplarzy, co czyni go jednym z najbardziej poczytnych pisarzy na świecie.

 

Studiował na Uniwersity of Maine.

 

Zanim odniósł sukces jako pisarz pracował jako nauczyciel języka angielskiego w szkole.

 

Jest autorem horrorów, które przeszły do klasyki gatunku, jak np. Lśnienie, Smętarz dla zwierzaków, Miasteczko Salem, Podpalaczka.

 

Nie ogranicza się jednak do jednego gatunku, czego przykładem są: Cztery pory roku, Zielona mila, Oczy smoka, Bastion oraz 8-tomowy cykl powieści fantastycznych Mroczna Wieża.

 

Jest wielokrotnym zdobywcą Nagród Brama Stokera i British Fantasy Award.

 

W 2003 został odznaczony prestiżowym Medalem za Wybitny Wkład w Literaturę Amerykańską (Medal for Distinguished Contribution to American Letters, DCAL) przez National Book Foundation, a w 2014 – Narodowym Medalem Sztuki.

 

Stephen King ma córkę i dwóch synów, również pisarzy: Owena Kinga oraz Joe Hilla.

 

O książce:

 

King jest autorem kojarzonym przede wszystkim z horrorami.  Ale ma w swoim dorobku także powieści psychologiczne i „Dolores Claiborne” jest jedną z nich.

 

W dodatku jest monologiem głównej bohaterki, która opowiada swoje dzieje związane z mężem pijakiem i brutalem oraz wredną pracodawczynią Verą.

 

Na szczęście dla czytelnika King jest wytrawnym pisarzem i ani przez chwilę nie nudzi. Jego bohaterka jest wyrazistą postacią, nie idealną ale nie potępiamy jej postępowania, wręcz się z nią solidaryzujemy.

 

Dolores mieszka na wyspie Little Tall, ciężką fizyczną pracą utrzymuje męża i troje dzieci, więc jest udręczona,  zaharowana i wiecznie zmęczona.

 

O mężu mówi, że: „był cholernym kamieniem młyńskim, który nosiłam u szyi”.

 

Ale w końcu dostrzega zło jakie spotyka jej córkę. Zdeterminowana reaguje konsekwentnie i bezlitośnie. Bo czasem trzeba być bezduszną jędzą.

 

„Największą jędzą jest matka przerażona o swoje potomstwo”.

 

Bohaterka przez wiele lat pracuje u równie bogatej co podłej Very Donovan, która z biegiem lat staje się coraz bardziej zależna od swojej opiekunki.

 

Na przykładzie tej postaci autor pokazuje jak może wyglądać starość osoby przyzwyczajonej do stawiania na swoim i jak swoim postępowaniem dręczy wszystkich wokół siebie dzięki czemu jest coraz bardziej samotna.

 

 To studium osuwania się w stronę śmierci, ze wszystkimi tego skutkami, lękami i fobiami.

 

Trupy są w tej książce dwa ale to nie jest kryminał.

 

To opowieść o dwóch kobietach  - bardzo biednej, zaradnej i nieustraszonej oraz bardzo bogatej, wrednej i zajętej tylko sobą.

 

Właściwie łączy je tylko to, że pozbyły się swojego męża gdy przekroczył granice ich odporności. Pewnie dlatego, że  obie bardzo nie lubiły przegrywać.

 

„…życie człowieka sprowadza się przede wszystkim do tego, że musi dokonywać  wyborów oraz płacić rachunki, kiedy nadchodzi pora…”.

 

Polecam.

 

 

 

 

 

 

 

 



piątek, 23 grudnia 2016

 Od portalu pulowerek.pl dostałam życzenia (bardzo dziękuję) z wierszykiem, więc się z Wami nim dzielę:

Trzeba zamknąć bibliotekę,
zanim gwiazdka się zapali,
zanim gości wygłodniałych,
banda się do domu zwali.

Przyjdą, siądą, pośpiewają,
jedzą, potem prezenty rozdają.
Ci co wierzą w Mikołaja,
cieszyć będą się z prezentów.
(Tych co w niego zaś nie wierzą
miejmy za społecznych mętów!)

Bo w tych naszych dziwnych czasach,
kiedy wszystkim rządzi kasa,
miło mieć malutką wiarę,
że ten nowy cud zegarek,
i ta nowa książka z półki,
wyprodukowały do spółki,
Elfy, trolle i krasnale,
a Mikołaj przez pół świata,
pędził by dostarczyć na czas.

Bibliotekarz zaś szczególnie,
serce Mikołaja ujmie.
Bo to człowiek, światły, miły,
zawsze szczery i uczynny.
Bo chce być dla czytelników
Mikołajem podręczników.

Bo to nasze jest zadanie
i nagroda czeka za nie.
Z Mikołaj rąk dawana
za to że wstajemy z rana,
że staramy się by książki
znały na półkach porządki,
za ten czas przed komputerem
opracowując bestseler,
za te trudy gromadzenia,
i skontrum przeprowadzenia.

Zasług naszych jest tak wiele,
że już tylko Pulowerek
może życzyć nam wszystkiego
świąteczno-bibliotekarskiego!




 

 



sobota, 17 grudnia 2016

Haruki Murakami – Bezbarwny Tazaki  i lata jego pielgrzymki, Wydawn. Muza SA, 2013

WSTĘP: „…niektóre fakty dziwnie przypominają zaginione miasta … najpierw długo przysypuje je piasek,  ale niekiedy po długim czasie wiatr go rozwiewa i wyłaniają się spod niego fakty”.

O autorze:

Haruki Murakami urodził się w Kioto 12 stycznia 1949. To  japoński pisarz, eseista i tłumacz literatury amerykańskiej.

Urodził się w Kioto, lecz dorastał w Kobe. Jego dziadek był buddyjskim duchownym.

Murakami studiował w latach 1968–1975 na Wydziale Literatury tokijskiego Uniwersytetu Waseda teatrologię, w tym pisanie scenariuszy. W latach 1974–1981, razem z żoną Yoko (pobrali się w 1971), prowadził klub jazzowy "Peter Cat" w Tokio.

W wieku 30 lat wydał swoją pierwszą powieść Hear the Wind Sing (1979) po otrzymaniu pierwszej nagrody Gunzo w konkursie literackim.

 Kolejnymi utworami Murakamiego były: Pinball, 1973 (1980) i Przygoda z owcą (1982). Te trzy utwory nazywane są Trylogią "Szczura", od przydomka jednego z bohaterów.

Następne książki: Koniec świata i hard-boiled wonderland (1985, nagroda Jun’ichirō Tanizaki), Tańcz, tańcz, tańcz (1988) i Na południe od granicy, na zachód od słońca (1992) ugruntowały jego pozycję jako pisarza, a także przyniosły mu sławę na Zachodzie, głównie w Stanach Zjednoczonych.

W latach 1986–1988 mieszkał we Włoszech, gdzie napisał jedną z nielicznych powieści realistycznych w swoim dorobku, Norwegian Wood (1987).

 W 1991 r. przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował na Uniwersytecie Princeton, a od 1993 na Uniwersytecie Williama Howarda Tafta w Santa Ana.

 Po trzęsieniu ziemi w Kobe, a także ataku gazowym sekty Najwyższa Prawda w tokijskim metrze w 1995 r. powrócił do kraju. W tym samym roku ukazała się Kronika ptaka nakręcacza, oceniana przez krytyków jako największe osiągnięcie literackie pisarza (nagroda Yomiuri w 1996 r.).

W 1997 napisał Underground, w 1999 r. Sputnik Sweetheart, a w 2002 – Kafka nad morzem. Jest autorem kilku zbiorów opowiadań.

W 2006 roku został uhonorowany Nagrodą Franza Kafki.

Murakami jest także tłumaczem, przełożył z angielskiego utwory takich autorów, jak m.in. Francis Scott Fitzgerald, Raymond Carver, John Irving, Truman Capote. Większość jego twórczości, która ukazała się po polsku, tłumaczyła Anna Zielińska-Elliott.

O książce:

Było sobie w liceum pięcioro przyjaciół:  Biała – słodka dzieweczka, Czarna – dowcipna komediantka, Niebieski – bezmyślny sportowiec, Czerwony – inteligent o bystrym umyśle i Tsukuru – dobrze wychowany, spokojny i  przystojny.

Byli jak pięć palców jednej dłoni więc wydawało się, że nic ich nie rozdzieli.

Ale stało się inaczej. Pewnego dnia Tsukuru usłyszał przez telefon, że pozostali nie chcą go już znać i że to jego wina.

Bardzo to przeżył „wpadł do żołądka śmierci i w ciemnym bezruchu tej jaskini spędził pozbawione dat dni”, czyli pół roku.

Jednak skończył studia i robił to co lubił najbardziej, czyli zajmował się dworcami.

Pozornie jego życie było ustabilizowane i szczęśliwe jednak zadra odrzucenia ciągle w nim tkwiła i determinowała jego życie.

Mając 36 lat nadal był kawalerem. I nie zanosiło się na zmianę.

Aż spotkał Sarę, której opowiedział o tym co się stało 16 lat temu a ona zaproponowała, że znajdzie jego przyjaciół, aby mógł wyjaśnić co się wtedy stało.

Poznajemy bliżej pięcioro bohaterów, ich wady i zalety oraz talenty. A także rodziny.

Narracja toczy się  współcześnie i w czasie przeszłym.

 

To opowieść o szybkim i bolesnym dorastaniu. O przyjaźni, która zawiodła. Także o nieumiejętności porozumienia się nawet z pozornie najbliższymi osobami.

O tym jak bardzo na nasze życie wpływa odrzucenie.

 O samotności i kompleksach.

 O potrzebie przyjaźni i miłości bez której życie nie ma sensu. I o współczesnej Japonii.

Autor wielokrotnie nasyca książkę muzyką. A nawet seksem.

Miejscami dokładnie opisuje wygląd bohaterów – podaje szczegóły garderoby, ozdób, fryzur, butów.

Przez całą książkę przewija się pytanie – kto zabił tę piękną przyjaźń i dlaczego.

Spotkania z byłymi przyjaciółmi wyjaśniają sprawę ale nie do końca.

Książka zawiera sporo złotych myśli:  „W życiu są rzeczy zbyt skomplikowane, by je wyjaśnić w jakimkolwiek języku”; „Serce jest jak nocny ptak. Spokojnie na coś czeka , a kiedy to nadchodzi, leci prosto w tamtym kierunku”.

Lub zabawnych stwierdzeń jak: „cicho jak mądry kot wyszedł z pokoju”.

Polecam.

 

 

 

 



sobota, 10 grudnia 2016

Angelika Kuźniak – Stryjeńska. Diabli nadali. Wydawn. Czarne Wołowiec 2015

WSTĘP: „Rodziłam się u zbiegu dwóch epok. Za późno, aby tańczyć kankana, za wcześnie, aby podziwiać rozbicie atomu. Oscyluję więc krańcowo między przepaścią a nadzieją”.

O autorce:

Angelika Kuźniak urodziła się  w 1974 roku.  Polska reporterka, Z wykształcenia kulturoznawczyni, studiowała także lingwistykę na Universita degli Studi di Macerata we Włoszech.

Od 2000 roku współpracuje z Gazetą Wyborczą, publikuje głównie w magazynie reporterów Duży Format. Jej reportaże ukazywały się także poza granicami kraju, w Niemczech, Rumunii, na Węgrzech. Na podstawie m.in. jej reportaży Marcin Liber przygotował spektakl ID.

Trzykrotnie dostała  nagrodę  Grand Press: w 2004 za Mój warszawski szał z Włodzimierzem Nowakiem, w 2008 za Zabijali we mnie Heidi, w 2009 za Przećwiczyłam śmierć.

W latach 1999, 2000, 2007, 2010, 2011 była nominowana do tej nagrody.

Dwa reportaże, które współtworzyła: Noc w Wildenhagen i Mój warszawski szał, zostały zamieszczone w nominowanym do Nagrody literackiej Nike 2008 tomie Włodzimierza Nowaka Obwód głowy. Kilkakrotnie nominowano ją do Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej.

Za wywiad z Hertą Müller, opublikowany w Dużym Formacie, dostała  nagrodę im. Barbary Łopieńskiej za najlepszy wywiad 2009 roku.

W 2013 roku ukazała się jej książka o "Papuszy" (wyd. Czarne), cygańskiej poetce. W 2016 nominowana do Nagrody Literackiej „Nike” za biografię Stryjeńska. Diabli nadali.

(z wikipedii)

O książce:

Napisany cztery lata przed śmiercią testament (ewentualny) artystki brzmi: „Co do mej spuścizny artystycznej, jest ona ogromna i gdzieś po ludziach na świecie całym zagubiona. Byłby wór złota i Chwała Narodu, gdyby się tym kto kiedy zajął. Zofia Stryjeńska. Amen”.

Co doprowadziło do takiej sytuacji? I dlaczego tak się stało - autorka próbuje to wyjaśnić opisując życie artystki.

Tak więc dowiadujemy się z jakiej rodziny pochodziła, ile miała rodzeństwa, w jaki sposób ojciec utrzymywał rodzinę. Jaką osobą była jej matka i zasady, które przekazała córkom.

Dlaczego w jej twórczości przeważał  jeden motyw: „Całe życie … malowałam ten lud wiejski, tę wizję pierwszej młodości śród której wzrastałam”.

Jakie szkoły kończyła, gdzie studiowała i dlaczego udawała swojego brata.

Stryjeńska przez większość życia prowadziła pamiętnik, który składa się nie tylko z wpisów ale zawiera także wklejone listy, bilety, opisane fotografie, wycinki z gazet, programy wystaw, wyniki badań.

Tak więc w książce znajdziemy wiele fragmentów tych zapisków a także treść recenzji jakie napisano o pracach Stryjeńskiej, która nie tylko malowała, ilustrowała książki ale także projektowała scenografię, witraże, kostiumy teatralne i układy choreograficzne.

I bardzo dużo czytała. Prowadziła też okresowo intensywne życie towarzyskie w Warszawie – dowiadujemy się gdzie bywała, jakich znanych ludzi poznała, gdzie jadła obiady  lub grała w brydża

Poznajemy też życie prywatne artystki, sylwetkę męża o którym pisała „Mój płowy lew, moje gusło”. „…miałam obsesję na Karola”.

Także dzieci, które nie miały łatwego życia. A i potem nie było im lekko. „Życie rodzinne to pozycja dla mnie przegrana, już stracona. Dawno ją spaliłam na tzw. Ołtarzu Sztuki”.

Autorka dokładnie opisuje co Stryjeńska musiała robić, nawet nie chcąc, aby opłacić rachunki, bo cale życie borykała się z brakiem pieniędzy.

Jest też parę zabawnych momentów – choćby opisane kontakty z podróżnikiem i pisarzem Arkadym Fiedlerem.

Stryjeńska żyła w latach 1891 – 1976, a więc także w czasie obu wojen światowych. Kuźniak przedstawia sytuację życiową artystów i ich dzieci w tym okresie.

W końcu artystka i jej potomstwo zamieszkali za granicami Polski – przeczytacie jak im się to udało i jaką cenę zapłacili za ten przywilej.

Książka zawiera wiele prywatnych zdjęć, kolorowe reprodukcje obrazów i fragmentów pamiętnika. Oraz „Podziękowania”, bibliografię i źródła ilustracji.

Polecam.

 

 

 



1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 75
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek