O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
sobota, 23 września 2017

 „Nie ma tego złego” reż. Valerie Lemercier

WSTĘP:  Po rozwodzie trzeba zbudować wszystko od nowa. I to nowe może być dużo lepsze od tego, co się skończyło.

 

O filmie:

Można by powiedzieć: nareszcie komedia romantyczna nie o dwudziesto-trzydziestolatkach.

Nareszcie coś dla osób w dojrzałym wieku.

Ona to Marie - Francine (Valerie Lemercier) ma 49 lat i jest wysoką, chudą, niedbale ubraną i uczesaną genetyczką. Traci pracę z powodu azbestu.

Ma dwie prawie dorosłe córki i męża. Który zakochał się w masażystce w wieku jego córki.

Zaskoczona kobieta wyprowadza się (dlaczego? Przecież mają duże mieszkanie) najpierw do pokoiku na poddaszu z kucanym kibelkiem. A potem do rodziców.

To nietypowa para, chodzą na msze ale mamusia od 20 lat sypia z rzeźnikiem a tatuś poklepuje ekspedientki i udając Balzaca pisze historyczne dzieło.

Próbują wydać córkę kolejno za alkoholika, faceta w depresji i geja. Córki pomagają pisać CV i robią do niego zdjęcie profilowe (to nie znaczy, że ma  być z  profilu mamo – uświadamiają, ha,ha,ha).

W końcu Marie ląduje w sklepiku z e-papierosami gdzie wpada w nałóg nikotynowy, ha,ha,ha. Klienci mówią o niej: ta wysoka kobieta w depresji.

On – to splajtowany restaurator Miguel (Patrick Timsit). Albowiem wątek gotowania jest teraz bardzo modny. Może wraz z filmem powinni dystrybutorzy serwować jakieś pyszne dania? Łatwiej wtedy widzowie znieśliby mało śmieszne pomysły twórców.

Nie mogło zabraknąć też osoby kochającej inaczej.

To trochę komedia omyłek (głównie scenarzystów i reżyserki), trochę paszkwil na mieszczan, odrobinę trendy (kucharz), szczyptę gender i jest nawet facet w babskich cuchach – ha,ha,ha.

W filmie najbardziej podobała mi się muzyka i ostatnia scena.

Raczej nie polecam.

sobota, 16 września 2017

Byłam dziś na pogrzebie koleżanki bibliotekarki. To od kwietnia już trzecie pożegnanie.

Pierwsza była Ewa Maria - z wykształcenia historyk sztuki, pracowałam z Nią w katedrze Historii Sztuki naszego Uniwersytetu. Bardzo lubiła uczestniczyć w giełdzie (dress-party) przeze mnie wymyślonej i organizowanej. Kochała i przez długi czas dokarmiała podwórkowe koty. W domu też miała te zwierzątka. Jest współbohaterką moich opowiadań - zgodziła się w ciemno nie wiedząc co napiszę.

Nie doczekała wydania książki - otrzymał ją Jej mąż.

Druga to Krysia, z którą pracowałyśmy w bibliotece przy ul. Galla Anonima. Ja w wypożyczalni, Ona była instruktorką a potem pracowała w Dziale Opracowania. Współpracowałyśmy w Bibliotece Sąsiedzkiej.

Dzisiaj pożegnaliśmy Ewę, długoletnią pracownicę biblioteki publicznej przy ul. Inflanckiej. Wspominały Ją dwie córki i mąż. Obok urny rodzina postawiła pudełko z ulubionymi czy często używanymi przez zmarłą przedmiotami, były to: okulary, krzyżówki, karty, długopis i maskotka.

Świat  bez Was na pewno będzie gorszy.


sobota, 09 września 2017

 Reż. Martin Provost

Twórcy często sięgają do klasyki, tutaj reżyser nawiązał do  „Rozważnej i romantycznej” Jane Austen choć nie skopiował postaci byłby to przecież plagiat.

W  filmie też mamy kobiety o przeciwstawnych  charakterach. Są też z innego pokolenia.

Beatrice (Catherine Deneuve) całe życie robi co chce – pije, pali, jada niezdrowo, hazarduje się i zmienia mężczyzn jak rękawiczki.

Zawsze miała końskie zdrowie, które właśnie ją zawiodło. Przy okazji dociera do niej, że jest zupełnie sama i bez pieniędzy. Podane przez twórców powody dla których jest właśnie taka kompletnie mnie nie przekonały.

To postać jednowymiarowa i szalenie irytująca bezwzględnym egoizmem. A jej ostatnia decyzja tego nie zmienia.

Jak trwoga to do wroga, którego sam sobie stworzyła.  Dzwoni do Claire (Catherine Frot) córki byłego porzuconego kochanka, która słusznie nie ma dobrych wspomnień związanych z Beatrice.

Claire ma 49 lat, jest samotną matką dorosłego syna, pracuje jako położna w upadającym szpitalu. W wolnym czasie uprawia działkę. Nie pije, nie pali i jest wegetarianką.

Aby widza przekonać do bohaterki reżyser pokazuje trzy porody naturalne i jeden za pomocą cesarskiego cięcia. W filmach nie wolno męczyć zwierząt – czy noworodków to nie dotyczy?

Jak Beatrice jest rozpasana tak Claire wycofana ale w pracy bardzo zaangażowana i empatyczna.

Mimo wielkiego żalu jaki ma do Beatrice Claire opiekuje się nią i próbuje choć trochę ukrócić niszczące nawyki seniorki. Oczywiście bez skutku.

Na pytanie dlaczego nie wzięła lekarstw Beatrice odpowiada: bo mi nie smakują. Albowiem tylko przyjemność się dla niej liczy.

Pierwsza część filmu angażuje widza, druga rozczarowuje. Ratują go tylko dwie aktorki grające główne role.

O czym jest ten film? Według mnie o stereotypach.

 O egoizmie niegdyś pięknych kobiet skupionych tylko na sobie i swojej korzyści, wygodzie i przyjemności. Twórcy takim paniom grożą palcem – źle skończycie jeśli się nie poprawicie.

O tym, że wygrywają niezbyt efektowne ale pracowite i odpowiedzialne bo to one znajdują w końcu miłość i opiekę mężczyzny.

O kojącym wszelkie smutki i stresy działaniu z natury.  Ale przecież jest piosenka o ogródkach działkowych co to poza trupem nic na działkach się nie dzieje.

Także o bezwzględności kapitalizmu i technologii nawet w takiej dziedzinie jak służba zdrowia.

Nie polecam.

 

 

 

piątek, 01 września 2017

Rozmowa z dziennikarzem może być różna w skutkach. Po tej zapewne przybędzie mi paru wrogów, więc będę miała materiał na następne opowiadania kryminalne.

Wywiad dotyczy moich działań w pierwszej "Solidarności", internowania i poglądów na teraźniejszość. 

 

https://l.facebook.com/l.php?u=http%3A%2F%2Fbit.ly%2F2gv1KDx&h=ATO7pK8D1Q7dUdLyzDW_GVvns979-ok9kyYRthZwppDMWHFB-Y188_Au5U-A-asw31-IqsTF7qoJjUihrgdKUZG61H0A1t-4tYqCm_vC4CB6N8ZtOS7Esf-MpQ86nwf1WM3OT2mcOhYkbgdMKfNmQd-5SUSnzqF11z9ORjWJeYjOxFPu7k-0fOuKWvquxa0lOO1CX_tJ_a6dUK_2ErTu-sIBxWwz2j_91njP9OVFr5pfSrk-D0hsAOblxmMew8wyHn-8uVJWhFKDmndV6rxL0VRDPRJO1MYbcejaLTGxqA7_vw

sobota, 26 sierpnia 2017

 

„Agentka specjalnej troski” rez. Dany Boon

 

WSTĘP:  Policja – umundurowana i uzbrojona formacja przeznaczona do ochrony bezpieczeństwa ludzi i mienia oraz do utrzymywania bezpieczeństwa i porządku publicznego.

O filmie:

Dany Boon nakręcił już jedną kasową komedię „Jeszcze dalej niż północ”. Nowy jego film ma szansę powtórzyć ten sukces.

Oba obrazy dotyczą stereotypów. Poprzedni dotyczył mieszkańców północnej Francji  obecny zaś kobiet w policji.

Joanna Pasquali  (Alice Pol) jest specyficzną policjantką, bo pełną zaangażowania, które jest odwrotnie proporcjonalne do skutków. Jej marzeniem jest wstąpienie do jednostki specjalnej RAID ale każdy kwalifikacyjny sprawdzian oblewa.

 Jej tatuś jest ministrem spraw wewnętrznych i wymusza na podwładnym przyjęcie córeczki do policyjnych wybrańców.

Joanna mieszka z partnerem – synem potentata na rynku opon o nazwisku Dubarry. Madame D. nie lubi przyszłej synowej, może dlatego, że Jo jest wyższa i silniejsza od synka okularnika.

Ojciec bohaterki i przyszły zięć mają nadzieję, że trudy służby spowodują rezygnację i ustatkowanie się Joanny. Ale dziewczynie bardzo się w RAIDzie podoba. 

Bezpośrednim przełożonym Jo jest Gene (Dany Boon) sfrustrowany rozwodnik, który uważa, że baby nie mogą być w ich jednostce, bo w razie niebezpieczeństwa piszczą, wrzeszczą i ciągle sikają.

Bohaterka mimo ciągłych wpadek – a to zrani prezydenta w głowę, a to pomoże uciec rabusiom, a to radośnie zdradzi tajemnicę służbową pierwszemu lepszemu bubkowi, nie poddaje się.

To film pełen gagów jak w komedii slapstickowej, która charakteryzuje się dużą ilością ruchu, postacie są mocno przerysowane i przeżywają groteskowo niebezpieczne przygody. Momentami nawet jest ich za dużo.

Ma też pełne humoru dialogi i postaci – nie sposób się w trakcie seansu nudzić.

Aktorsko film jest wyrównany, szczególnie jeśli chodzi o główne role.

Chyba niepotrzebnie dodano wątek romansowy ale to możemy darować twórcom filmu.

Bo przy okazji jest on o dążeniu do celu, niepoddawaniu się przeciwnościom i spełnianiu własnego marzenia. Polecam.

sobota, 19 sierpnia 2017

Już o tym pisałam, że przed przejściem na emeryturę postanowiłam napisać książkę w której zabiję (jako autor, nie w rzeczywistości) swoich wrogów. Powstało 20 opowiadań.

W internecie są oferty różnych wydawnictw ale w końcu zdecydowałam się na drukarnię znajdującą się przy mojej ulicy. Miało być dobrze ale wyszło jak zwykle - czyli nie uzyskałam pomocy od fachowca - redaktora tekstów, a o drugim nie wiedziałam. W drukarni tekst poszedł w takiej postaci jaką przekazałam. Nie udało mi się wyłapać wszystkich literówek no i są też inne błędy. Co zauważają tylko fachowcy, na szczęście. Różnym znajomym, przede wszystkim tym, którzy występują w opowiadaniach daję książkę w prezencie, z dodatkami wykonanymi własnoręcznie - zakładką w postaci sówki i kota oraz kolażem z kocim motywem. 

Oto przykład takiego pakietu (dwie wersje kolażu - na ciemnym i na jasnym tle):


Na spacerze ze znajomą po Parku Szczytnickim wymyśliłam, że przydałaby się mapa miejsc akcji. Skserowałam więc część planu Wrocławia i będzie to kolejny dodatek.


sobota, 12 sierpnia 2017

 

  „Kedi – sekretne życie kotów”

Reż. Ceyda Torun

 

WSTĘP: Koty jak piosenka – są dobre na wszystko

O filmie:

Jest to film nie tylko o sekretnym życiu kotów.

To obraz o mieście, budynkach, zaułkach, targowisku, o ludziach i oczywiście przede wszystkim o kotach. Nakręciła go kobieta. Według mnie to ważne, bo do tematu podeszła z miłością.

Kamera śledzi wędrówki, miejsca odpoczynku, sposoby zdobywania pożywienia i gniazda rodzinne różnych kotów:   Spryciary, Przylepy, Sułtana, Flirciarza, Bestii, Szajby i Cwaniaka. Reżyserka potrafi śledzić jednego kota przez dłuższy czas i to są najlepsze fragmenty tego filmu.

 Pokazuje różne sytuacje: walkę o swój teren, wskakiwanie na drzewo przez gzyms i na balkon mieszkanki kamienicy, karmienie kocich dzieci, wygrzewanie się na fotelach, występach i dachach budynków.

Nie pokazano ani jednej sytuacji, która byłaby zagrożeniem dla zdrowia i życia kota ze strony ludzi. Nawet odrobiny niechęci.

Wypowiadają się o nich różne osoby – ekspedientka, właściciel baru, karmiciele, rybak, plastyczka, straganiarze. Niektórzy uważają, że przez koty mają kontakt z Bogiem.

Koty w Stambule to nie tylko te wolno żyjące ale o nich jest opowieść.

 Jednak i one potrzebują ludzi – karmienia, pomocy weterynaryjnej czy głaskania. To wspaniała symbioza. Koty nie są wredne i egoistyczne – odwdzięczają się  – a to tępieniem szczurów, a to wskazaniem leżącego portfela z sumą ratująca trudną sytuację życiową. A nawet stają się lekiem na cale zło, czyli depresję.

Najchętniej buszują na targowisku, bo tam jest pod dostatkiem ryb i innego jedzenia. Co się stanie gdy władze miasta zlikwidują to miejsce? Gdzie się biedaki podzieją?

Może jednak powinno się pomyśleć o częściowej chociaż sterylizacji.

Potrafią sobie jednak radzić na przykład domagając się poczęstunku od gości w restauracji siedzących na zewnątrz lokalu lub drapiąc w szybę baru. Czy nikt im nie odmawia? Na filmie jest ogólna aprobata dla tych pełnoprawnych mieszkańców miasta.

Ale zdarza się, że ktoś wyrzuci kota z domu i ten szuka nowego. A nawet podrzuci rybakowi kocięta. Więc idealnie nie jest – ale nobody`s perfect. Nawet Turcy w Stambule.

Polecam.

 

sobota, 05 sierpnia 2017

 

Wacław Radziwinowicz – Creme de la Kreml. 172 opowieści o Rosji. Wydawn. Agora 2016

WSTĘP: „Magię tego kraju, jego ciepło i ciepło jego ludzi, dzielnych i bystrych można odszukać. A wtedy tym bardziej intrygujące staje się pytanie czemu ten naród pozwala, by stali nad nim ci, którzy swoich rodaków gotowi są pędzić przez pola minowe tak, jakby żadnych min tam nie było”

O autorze:  Wacław Radziwinowicz urodził się w 1953 roku w Olsztynie. Tam ukończył studia z zakresu filologii polskiej. Następnie studiował dziennikarstwo w Warszawie. Od 1992 roku był redaktorem naczelnym regionalnego oddziału „Gazety Wyborczej” w Olsztynie.

 W 1997 roku został stałym korespondentem tej gazety w Rosji. Został z niej wydalony w grudniu 2015 roku.

Napisał i wydał książki:

 Gogol w czasach Google`a. Korespondencje z Rosji 1998 – 2012”, „Soczi. Igrzyska Putina”,

„Creme de la Kreml”.

Dziennikarz, publicysta, reportażysta.

O książce:

We wstępie autor opisuje w jaki sposób powtórzyła się historia jego rodziny. Mianowicie w 1921 roku jego babcia z mężem uciekają z Syberii od bolszewików z kotką Lalą, on sam zaś musi wyjechać z Rosji z żoną i kotką Masią w 2015.

Książka zawiera 172  krótkie, najwyżej trzystronicowe felietony. Ich tematy są różne ale zawsze dotyczą Rosji, jej mieszkańców a przede wszystkim władzy, której symbolem jest Kreml. Pod każdym jest podana data powstania tekstu.

O czym więc przeczytacie?

O handlu żywym towarem i o członkowozie.

I o milicji: „Na straży prawa i porządku stoi dziś w Rosji więcej mundurowych… niż niegdyś w dwa razy większym ZSRR”.

O historii rozpijania narodu począwszy od Piotra I.

O armii, którą odziano w mundury zaprojektowane przez znajomego królika i jakie były tego skutki. I dlaczego onuce zniechęcają Zachód od najazdu na Rosję. Oraz do czego służyła duża klamra przy pasku.

Dowiecie się co to jest GosDura i jaka jest kara za tupanie kotów.

Jak tam funkcjonuje obecnie postać Stalina i dlaczego Rosjanie na potęgę instalują w autach kamery.

Na dziewięciu stronach autor pisze o tym w jaki sposób powstawały rosyjskie wielkie fortuny.  I jak sobie finansowo radzą ludzie Putina.

I o tym w jaki sposób jest pokazywana w mediach jego osoba. Ja uważam, że się ośmiesza i nie ma poczucia obciachu. Jak wielu polityków zresztą.

O rosyjskiej współczesnej nauce, szkolnictwie średnim i wyższym.

Także o kulturze i sztuce – filmach jakie powstają a jakie powinny być kręcone. Jakie są dzieje najcenniejszych dzieł z Ermitażu.

O kantorach wymiany walut, które kantują ile wlezie.

0 dysydentach, których ulubionym toastem jest: „Wypijmy za sukces naszej beznadziejnej sprawy”.

Większość tekstów tak opisuje Rosję, że aż się nie chce tam jechać. I nie zamierzam.

Znalazłam dwa pozytywy:  w Rosji nigdy nie zabijano kotów pod pretekstem, że to diabelskie zwierzęta i zadbane w Moskwie parki z toi-toiami.

Autor objawia poczucie humoru głównie w tytułach rozdziałów:

- Rosja, czyli pieróg z niespodzianką

-  Kiler na majla, czyli tanie dranie po rosyjsku.

- Gertruda, czyli fortepian w krzakach

- Armia odłowi zboczeńców, czyli politruk i pupa

Radziwinowicz próbuje odpowiedzieć na pytanie: : „Co jest takiego magicznego w tym groźnym kraju, że tak się za nim tęskni nawet przez pół wieku?” – jak jego babcia.

Czy mu się to udało – oceńcie sami.

 

 

sobota, 29 lipca 2017

 

Ellen Alpstein – Caryca, Wydawn. Sonia Draga, Katowice 2015

 

WSTĘP: „Urodzić się kobietą to kara sama w sobie”

O autorce: Ellen Alpsten urodziła się w 1971 roku w Kenii i tam spędziła dzieciństwo. Studiowała w Kolonii i Paryżu – prawo, politykę i ekonomię.

Pracowała w Nairobii w niemieckiej ambasadzie i w telewizji Bloomberg.

Jest pisarką i dziennikarką. Mieszka z mężem i trzema synami w Londynie.

O książce:  

„Caryca” to opowieść o Marcie Skowrońskiej, córce chłopa pańszczyźnianego z Inflant urodzonej w 1683/4 roku.

Lecz książka zaczyna się od śmierci cara Piotra I.

Poznajemy głównych bohaterów: Martę – Katarzynę, najpierw kochankę a potem żonę cara, jego najbliższego współpracownika  Aleksandra Mienszykowa,  arcybiskupa Teofana Piotrowicza.

Marta wspomina swoje życie, dom rodzinny – gdzie panowały bieda, brud, smród i ubóstwo.

Oraz zależność ich losu od klasztoru. Poznajemy  warunki  w jakich mieszkali, ciężką pracę i nieliczne rozrywki w czasie wiosennego targu.

Także obyczaje – jak ten co robiono z niechcianymi dziećmi.

„Bieda rodzi najdziwniejsze nadzieje i najgłębsze rozczarowania”

Ojciec przekazał jej, że „Łzy innych ludzi to tylko woda”.

Kolejne wydarzenia poprowadziły ją przez pracę w charakterze służącej i praczki. Dzięki urodzie przechodziła z łóżka do łóżka kolejnych mężczyzn aż wylądowała przy boku cara.

Piotr I twierdził, na pewno słusznie. Że „Nic tak nie wiąże jak lęk o przetrwanie”.

Ale to nie jest tylko biografia Marty. To historia panowania Piotra I.

Autorka musiała dokładnie przestudiować materiały na ten temat, bo szczegółowo przybliża nam charakter, prywatne życie i poczynania władcy.

Szokujące są opisy rozrywek jakie upodobał – Alpstein nie szczędzi czytelnikowi detali uczt, można je nawet nazwać orgiami.

Historyczne realia, tamtych czasach „Własność każdego Rosjanina wciąż była przede wszystkim własnością cara”, który bezwzględnie z tego korzystał.

Ciągle wymyślał i pisał ustawy domagając się natychmiastowego ich wprowadzenia nie licząc się z nikim i z niczym.

Bo „Wszystkim co liczy się dla prawdziwego władcy jest trwałość jego imperium”.

Poznajemy też powody i historię powstania Sankt Petersburga, który zbudowano na czterdziestu wyspach kościach niezliczonych przymusowych robotników. Za próbę ucieczki okrutnie karano – o sposobach dowiecie się z książki.

Także przebieg wojen jakie nieustannie Rosja prowadziła z innymi państwami – Szwecją, Turcją, Persją.

Według mnie autorka wyraźnie nie lubi Rosjan ze szczególnym uwzględnieniem cara Piotra I i wielokrotnie opisuje ich prostactwo, chamstwo, bezwzględność, okrucieństwo, rozpustę, pijaństwo oraz brak uczuć wyższych.

„… życie u jego boku wciąż wydawało mi się niczym spacer po pierwszym lodzie na Newie wczesną wiosną”.

Obyczajowość tamtych czasów wielokrotnie zaskakuje – kobiety w ciąży piły piwo, aby mieć w piersiach dużo mleka.

Poznajemy szczegóły dotyczące ubiorów damskich i męskich, makijażu jaki stosowano i biżuterii.

A także w jaki sposób Bursztynowa Komnata znalazła się w Rosji.

Na koniec: „Zasługi cara Piotra można wyliczać w nieskończoność… Lecz tworząc jednocześnie niszczył. Zadawał ból wszystkim ludziom , którzy kiedykolwiek się z nim zetknęli. Burzył pokój, dobrobyt, potęgę swego państwa. Celowo ranił godność prawa i dobrostan swoich poddanych”.

Polecam.

 

sobota, 22 lipca 2017

Od dawna wybierałam się obejrzeć bibliotekę w nowym budynku po starym kinie "Fama" na Psim Polu. Budynek idiotycznie jest położony bo na zakręcie ulicy Bolesława Krzywoustego i dawnymi czasy często zdarzało się, że auta ulegały kolizji na skutek czego z hukiem składały niezapowiedzianą wizytę w bibliotece przy tej samej ulicy.

Teraz prawo ruchu drogowego mają tylko autobusy i prywatne osoby z przepustką. Inni na Psie Pole muszą jechać przez wiadukt. Czy jakiś autobus wjedzie w okna nowej biblioteki -  czas pokaże.

Póki co ja się tam pokazałam. A pretekstem była moja książka "Wrocław, koty i ... Opowiadania prawie kryminalne". Otrzymała ją (wraz z zakładką sówką, kotem i kocim kolażem - specjalnie z morskim motywem) koleżanka z którą pracowałam w filii przy ul. Galla Anonima. I występuje w jednym z opowiadań.

Zacznę od minusów przeplatając plusami.

Od wejścia: lada biblioteczna stoi na terenie wspólnego z domem kultury holu, więc koleżanki są jednocześnie bezpłatną informacją o działaniach tegoż. Głupi pomysł. 

Przed bramką - łapaczem złodziei książek stoją krzesła ze starego kina i to jest ładne nawiązanie do przeszłości:

Już w holu widać, że ściany są jakieś takie betonowe szare z ciemniejszymi smugami na łączeniu płyt. Niestety w wypożyczalni jest tak samo. W dodatku postawiono bardzo ciemne regały co razem wygląda jak budynek gospodarczy gdzie zapomniano pomalować ściany i sufit. Zabrakło funduszy na farbę? Otóż nie! Projektant powiedział, że to jest taki dizajn (design). Cwana to metoda zachachmęcić swoją nieporadność zawodową i/lub brak kasy obcą nazwą. Lubimy gdy się nas traktuje jak swołeczeństwo (to określenie ludzi używane przez spin doctora z filmu "Volta").

Na zdjęciu jest przekłamana kolorystyka.

Koleżanki bibliotekarki z jednej strony mają nieźle bo mieszkają na Psim Polu (nie wiem czy wszystkie) a z drugiej znacznie gorzej, bo czytniki kodów nie są wbudowane w ladę i za rok, dwa dorobią się przynajmniej na jednej ręce ślicznych bicepsów. Taka darmowa siłownia.

Zaplecze socjalne jest położone najdalej jak tylko można. Na szczęście wc bliżej lady.

Na  poniższym zdjęciu widać płyty na ścianie (znowu zdjęcie nie oddaje ponurej, brudnej betonowej szarości ścian i sufitu). Próbowano ożywić wnętrze żółtym kolorem ale jest go zbyt mało. W dodatku nie schowano rur, są to świetne łapacze kurzu. Nie wiem czy o to chodziło. Ale taki dizajn.

Przy wejściu do wypożyczalni na prawo jest czarna krata. Ona i cały wystrój bardzo konweniują z widokiem zaokiennym - widać tam zakład pogrzebowy. 

Gdy byłam w holu usłyszałam dziwny dźwięk spod sufitu. Okazało się, że wystaje z niego kawał rury odprowadzającej ścieki, czyli odchody z toalety. No, cudny dizajn. Jak pęknie to nieczystości wyleją się na hol i ludzi. Śmierdzieć będzie długo. Ale kogo to obchodzi?

Gdy opisałam bibliotekę w "Graficie" załoga filii obraziła się na mnie, więc tutaj poproszono mnie abym napisała też coś dobrego.

Proszę bardzo oto plusy:

- NAJWIĘKSZY to bibliotekarki

- wc blisko lady

- krzesła ze starego kina

- żółte pulpity

jakoś nie umiem znaleźć innych.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 74
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek