O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
sobota, 24 lutego 2018

 

Anna Kamińska – Simona, Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak. Wydawn. Literackie, Kraków 2015

 

WSTĘP: „W świecie zwierząt znalazła akceptację, której nie otrzymała od najbliższych”.

O autorce:

 Anna Kamińska ukończyła studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim.

Jest dziennikarką i wydawcą telewizyjnym. Publikowała m.in. w pismach: Wysokie Obcasy, Zwierciadło, Sukces i Pani.

Napisała książki: „Odnalezieni. Prawdziwe historie adoptowanych” (2010 rok), biografie: Wandy Rutkiewicz pt. „Wanda” (2017) i Simony Kossak „Simona” (2015) za którą dostała nominację do Nagrody Literackiej Prezydenta Miasta Białegostoku im. Wiesława Kazaneckiego.

Takąż nominację autorka otrzymała za „Białowieża szeptem. Historie z Puszczy Białowieskiej” (2017).

O książce:

Kamińska na zakończenie opowieści o Simonie Kossak umieszcza swój list do nieżyjącej już bohaterki, gdzie czytamy: „Interesowała mnie Pani droga do puszczy i życie, które doprowadziło Panią na Dziedzinkę, bardziej niż Pani jako przyrodnik i Pani zasługi dla puszczy…”.

Z opowieści znajomych, współpracowników, rodziny i z różnych dokumentów poznajemy  życie i otoczenie oraz warunki  w jakich żyła Simona Kossak od dzieciństwa aż po odejście.

 Rodzinę bohaterki, z pozoru szczęśliwą, bo obdarzoną talentami. Pradziadek Juliusz, dziadek Wojciech, ojciec Jerzy – to słynni malarze.

Ciotki Maria Jasnorzewska – Pawlikowska i Magdalena Samozwaniec – to pisarki.

Gdy Simona miała się urodzić czekano na chłopca, który powinien był kontynuować tradycję malarską. Jakież było rozczarowanie ojca gdy urodziła mu się trzecia córka ochrzczona jako Gabriela Simona.

To rozczarowanie spotęgował fakt, że dziecko nie miało ani talentu malarskiego, ani (tak się przez wiele lat wydawało) pisarskiego.

Kamińska opisuje Kossakówkę – dom rodzinny w którym Simona zawsze źle się czuła nie lubiąc nawet Krakowa.

„Córkom nie wolno było nic albo prawie nic. Miały być tylko dobrze wychowanie i dobrze się uczyć”. Jak je karano – dowiecie się z książki.

Przez cale życie uciekała przed tym wszystkim. Nie od razu znalazła swoje powołanie i sposób na życie.

 Autorka przedstawia te zmagania i doświadczenia – zarówno szkolne jak i w czasie studiów. Poznajemy więc jak się uczyła, jakie miała stopnie i na jaki temat pisała pracę magisterską, a potem doktorat i habilitację.

Jest też anegdota o prezerwatywach z czasu badań nad komunikacją wśród ryb. Może dlatego wybrała ten temat, bo w domu słyszała przez całe dzieciństwo „Dzieci i ryby głosu nie mają”.

Poznajemy też tło historyczne  jak czasy II wojny w Krakowie i co to były „nocniki”.

A także ceny niektórych artykułów żywnościowych w czasie gdy Simona zaczęła pracować i zarabiać. I tak (rozbawił mnie ten szczegół) pół litra koniaku radzieckiego kosztował 130 złotych.

Nie ma w książce mowy o panującym wtedy systemie politycznym i czy wpływał na życie bohaterki.

Potwierdzanie  swojej wartości, udowadnianie, że jednak ma talent trwało u Simony przez całe życie. I bardzo utrudniało kontakty z innymi osobami.

Poznajemy też sprawy osobiste bohaterki, jej nieformalny i niełatwy ale 35 lat trwający związek z artystą plastykiem i fotografem przyrody Lechem Wilczkiem.

A że miała duszę hipiski nie zważała na to jak się ubiera i co je. Bo zwierzęta i przyroda były dla niej ważniejsze niż ona sama i ludzie.

 „W świecie zwierząt znalazła akceptację, której nie otrzymała od najbliższych”. Najbliższe jej zwierzęta to były między innymi: locha dzika, kruk, osioł i sarny, którymi się opiekowała w specjalnej zagrodzie i o nich napisała pracę doktorską oraz habilitacyjną.

Dowiecie też dlaczego została pochowana w Porytem a nie w rodzinnym Krakowie.

Biografia ta zawiera także: przypisy, informacje o autorach i źródłach fotografii (czarno – białych) oraz dokumentów, indeks nazwisk, podziękowania i spis treści.

„Kierowałam się zasadą potrójnego potwierdzania informacji i pisałam o tym, co zawierają dokumenty przechowywane w zbiorach archiwalnych urzędów, szkół i innych instytucji” napisała w końcowym rozdziale „O książce” Anna Kamińska.

Polecam.

sobota, 17 lutego 2018

Dzisiaj Światowy Dzień Kota, więc mimo że mam przeczytane dwie książki to wpis będzie o Misi - na zdjęciu powyżej.

A że niedawno były Walentynki to taka rymowanka moja:

KOCUR DO KOTKI

Moja najmilsza koteczko

jesteś jak żółteczko!

Jak miska pełna rybek,

jak śmietankowy serek.

Jak waleriana

mnie oszałamiasz

i o palpitacje

przyprawiasz!


sobota, 10 lutego 2018

Kolega dzwoni do kolegi:

- Stary, wczoraj buchnęli mi brykę!

- Dzwoniłeś na policję?

- Powiedzieli, że to nie oni.

Mój komentarz: To co, ma zadzwonić do straży pożarnej czy na pogotowie?

************************************************************************

W przerwie meczu trener drużyny piłkarskiej mówi:

- Nie jestem przesądny ale zaczynam mieć złe przeczucia co do końcowego rezultatu skoro przegrywamy 0:13.

Mój komentarz: refleks szachisty masz trenerze, zmień dyscyplinę sportową.

********************************************************************************

Dwaj policjanci łowią ryby. Nagle jeden z nich pyta: 

- Może masz zapasowy spławik?

- Mam, a po co ci?

- Bo ten się chyba zepsuł. Od minuty wciąż się zanurza.

MK - on ci z trzynastego posterunku jest. Policjant, nie spławik.

********************************************************

Do pracy przyjmują nowego pracownika.

- Jak długo byl pan w poprzednim zakładzie?

- Trzy lata.

- Opuścił go pan wskutek wypowiedzenia?

- Nie, dzięki amnestii.

MK - kariera zapewniona.

 


Tagi: Dowcip żart
18:05, alodia1949 , różne
Link Komentarze (4) »
piątek, 02 lutego 2018

W materiałach do kolaży znalazłam wiersz Ludwika Jerzego Kerna pt.: "Zima w mieście" -

jest nieustannie aktualny co do działań służb (nie)dbających o chodniki i ulice

(chciałam pójść na skróty i skopiować z internetu ale wiersza tego nie ma)


Rozważały prababki,

rRzważali prateście

Czy zima jako taka

Weselsza jest na wsi, czy w mieście?


Istnieje przekonanie

Ukryte w duszy na dnie,

Że jednak na wsi zimą

Jest dużo, dużo ładniej.

 

Może tak jest istotnie

Od strony estetycznej,

Natomiast od strony hecy

W mieście zimą jest śliczniej.

 

Na wsi dzień monotonnie

Chwila za chwilą mija,

A w mieście co rusz ktoś łapie zająca,

Albo orła wdzięcznego wywija.

 

Na wsi stoją spokojnie

Uśpione wierzby i grusze,

A w mieście co rusz na chodniku

Leży staruszka,

Albo staruszek.

 

Karetki wyją, a wyją,

Pulsując światłem niebieskim...

Czy widzi się coś takiego

W tym nudnym pejzażu wiejskim?

 

Tam nocą mogą zabłysnąć

Najwyżej oczka lisie.

A w mieście lecą sopelki z dachu,

Nie mówiąc już o jakimś

Bardziej potężnym nawisie.

 

On nie wybiera nikogo

Ale spada na łby, jak leci,

Dzięki czemu szansę zabawy

Mają wszyscy

Dorośli i dzieci.

 

Autka zaś bum-bum robią

Więc ilość ich wciąż się zmniejsza - 

I dlatego twierdzę, że w mieście

Zima jednak jest atrakcyjniejsza.

Tagi: Kern L J
19:22, alodia1949 , różne
Link Komentarze (2) »
piątek, 26 stycznia 2018

Wydano książkę o powodzi na Dolnym Śląsku w 1997 roku pod tytułem: "Dolny Śląsk. Pamiętam powódź".. Organizatorem przedsięwzięcia był Ośrodek "Przyszłość i Pamięć" i Centrum Historii Zajezdnia. Teksty zredagował i opracował Grzegorz Czekański. Można ją nabyć w księgarni "Tajne komplety" w Rynku.

Autorzy odwiedzili w 2017 roku kilkanaście dolnośląskich miejscowości, tam rozmawiali z mieszkańcami i gromadzili materiały audiowizualne.

W książce są esej, dziesiątki wspomnień, trzy dzienniki (w tym mój), opowiadanie, scenariusz filmowy, wywiad, grafiki, archiwalne zdjęcia i fotoreportaż.

Może bym o niej nie napisała ale znalazł się tam także mój tekst "Dziennik niezatopionej", czasem jest dostępny cały w internecie, a czasem tylko w prenumeracie. Książkę dostałam w prezencie jako egzemplarz autorski. Dziękuję.

A poza tym zrobiłam przegląd szafy, szafek, półek, pawlacza i upchanych zakamarków co poskutkowało zapakowaniem pięciu dużych reklamówek i zaniesieniem tych dóbr do Infopunktu na kiermasz dobroczynny. Odbędzie się on jutro na rzecz powstającej "Cafe Równik", która będzie prowadzona przez osoby z lekkim upośledzeniem intelektualnym (przy ul. Jedności Narodowej obok poczty (niedaleko ulic Niemcewicza/Kilińskiego).

Dostałam pismo z Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, że przyznano mi comiesięczne świadczenie pieniężne. Tylko nie wiem czy podana kwota to brutto czy netto. I komu mam podać nr swojego konta. Tego nie napisano. Zapytałam wczoraj Urząd mailowo. Czekam na odpowiedź. Jeśli się nie doczekam zadzwonię.

Diabeł stróż postanowił mi to wyrównać swoim psikusem i górna część mojego laptopa straciła stabilność. Nawet małej stabilizacji nie ma - wrrrr. Nie lubię.


piątek, 19 stycznia 2018

Na zajęciach "Laboratorium sztuki 50+" sympatyczna plastyczka Sabina zaproponowała zdobienie toreb na zakupy. Najpierw trzeba było narysować jakiś motyw, potem go wyciąć i za pomocą farby przenieść na torbę.

Rysować nie umiem, z wycinaniem łatwiej.

Ale czasem jakaś muza dotknie nas swym skrzydłem - i tak właśnie wtedy się stało. Narysowałam drzewo. Pojęcia nie mam dlaczego. Muzy spytajcie. :)

Odbiłam je pacając gąbką. Widocznie muzie to się spodobało, bo uznałam, że drzewo bez kota na gałęzi jest bez sensu. Sabina narysowała kota, ja go poodbijałam. A na drugiej stronie torby napisałam nazwę tego bloga. I mam torby reklamujące bloga. 


sobota, 13 stycznia 2018

 

Simona Kossak – O ziołach i zwierzętach. Wydawn. Marginesy 2017

 

WSTĘP: „Wiele złego we wszystkich epokach czynią niedouczeni medycy”

O autorce:

Simona Kossak urodziła się 30 maja 1943 roku w Krakowie. Ukończyła Wydział Biologii i Nauk o Ziemi, specjalizacja – psychologia zwierząt, na Uniwersytecie Jagiellońskim.  Profesor nauk leśnych. Ponad 30 lat mieszkała w Białowieży.

Była popularyzatorką ochrony przyrody i ekologii. Napisała kilkaset artykułów, kręciła filmy przyrodnicze.

 Od 2001 była autorką codziennych audycji  pt.: „Dlaczego w trawie piszczy” w Radiu Białystok i innych regionalnych oddziałach Polskiego RadiaRadio Gdańsk za popularyzowanie wiedzy przyrodniczej na antenie radiowej przyznało jej nagrodę "Osobowość Radiowa Roku 2003".

Napisała „Sagę Puszcz Białowieskiej” wydaną w 2001 roku.

Zmarła 15 marca 2007 roku w Białymstoku.

O książce:

Publikacja zawiera 82 teksty, Ułożono je alfabetycznie przeplatając zioła ze zwierzętami jak to w przyrodzie bywa.

Zbiór zaczyna babka wąskolistna a kończy żurawina. Między nimi znajdziemy między innymi: borsuka, chmiel, dzięcioł, fiołki, jelenie, krety, paprocie, rysie, wilki i żmije.

Książka jest ilustrowana – zawiera dwa zdjęcia autorki i czarno – białe ilustracje (przy każdym tekście) ze zbiorów Biblioteki Narodowej (Polona).

Poznajemy więc dokładny wygląd rośliny, jej proweniencję, historię, na jakiej glebie występuje,  zastosowanie w medycynie tradycyjnej.  Autorka sięga do literatury fachowej z poprzednich epok, a nawet pięknej. Cytuje różne źródła, książki np. „Zielnik ekonomiczno - techniczny”. Podaje przepisy jak stosować niektóre z opisanych roślin. Ostrzega m. in. , przed  robieniem nalewek i win z czarnego bzu bo powodują zatrucia pokarmowe. Za to bardzo dobre są powidła z owoców tej rośliny.

Nie ma dobrego zdania o współczesnych politykach: „W dawnych czasach – rzecz dziwna – władcy bywali mędrcami”.

Także o biologach: „… dziś do chwastów zaliczono większość najcudowniejszych ziół” i tępi się je chemicznie np. babkę wąskolistną.

Podoba mi się jej konkluzja: „A może by tak tereny przeznaczone pod budowę fabryk leków obsiać bukwicą – ile pigułek i zastrzyków mogłoby zastąpić jedno małe ziele”.

Także opisując zwierzęta nie szczędzi czytelnikowi ciekawostek. Pewien naukowiec powiedział o dzięciołach: „Aż przykro patrzeć jak się nie lubią”.

A czy wiecie jak rozmawiają dzikie gęsi w locie? I wśród jakich zwierząt panuje kanibalizm?  Jakie naprawdę są kukułki? Autorka wie i dzieli się z nami tą wiedzą.

Na początku rozdziału o nietoperzach Kossak cytuje wiersz swojej ciotki Marii Jasnorzewskiej – Pawlikowskiej „Ja byłem ssakiem a chciałem latać”.

Poznajemy przy okazji historię literatury medycznej poczynając od kanonika wrocławskiego i krakowskiego  Jana Stanko, którego  najwybitniejszym dziełem jest wydany w 1472 roku „Antibolomenon” lub „Antidotarium”.

 Jest to jednocześnie kompendium sztuki medycznej, praktyk leczniczych i aptekarskich oraz ogromną encyklopedią minerałów, roślin.

Maciej z Miechowa napisał  poradnik medyczny „Conservatio sanitatis” wydaną w 1522 roku.  Zawarł  w nim m.in. wskazania dotyczące leczenia chorób zębów i jamy ustnej.

 A w XVIII ksiądz Krzysztof Kluk napisał  trzytomowy „Dykcyonarz roślinny, w którym opisał 1536 gatunków roślin krajowych i zagranicznych.

Polecam.

 

 

piątek, 05 stycznia 2018

Rozrywki mojego diabła stróża z poprzedniego roku kontynuują się. W mikołajowym prezencie dostałam od koleżanki:



I uznałam, że to jest SOLNICZKA! Stoi w kuchni i ciągle zapominam ją napełnić. Dopiero z tegorocznego listu od tejże koleżanki wynikło, że jest to zaparzaczka do herbaty. Tom się obśmiała.

Pod koniec grudnia 2017 roku okazało się, że w kieszeni kurtki mam tylko jedną rękawiczkę. Śliczna nie była więc ją wyrzuciłam. A dzisiaj wracając do domu w korytarzu na murku zobaczyłam jakąś rękawiczkę. Widziałam ją i wczoraj ale przekonana byłam, że jest czarna czyli nie moja. Moja jest przecież brązowa. Dziś coś mnie tknęło (obudziłam się na chwilę z zimowego snu? Alem przecież nie niedźwiedzica), wzięłam ją do ręki i obejrzałam. No, moja! No i mam znowu jedną rękawiczkę, ha,ha,ha.

Tu przypomniał mi się dowcip:

Idzie facet przez tajgę w jednym bucie. Spotyka drugiego, który go pyta:

- Zgubiłeś but?

A pierwszy odpowiada:

- Nie, znalazłem.

Nie znalazłam a dostałam pocztą legitymację osoby represjonowanej z powodów politycznych:



piątek, 29 grudnia 2017

Obrazek z internetu (pamiętali o zwierzątkach), życzenia ode mnie :)

Tagi: życzenia
19:58, alodia1949 , zyczenia
Link Komentarze (2) »
piątek, 22 grudnia 2017

Obrazek dla ducha a poniżej coś dla brzucha:

deser makowy spierniczony:

SKŁADNIKI:

- mak mielony 1 opakowanie

- miód

- bakalie (rodzynki, płatki migdałowe, daktyle, figi, morele, orzechy włoskie)

- mleko, pół lub 3/4 szklanki

- kawałki suchego piernika lub pierniczków

WYKONANIE:

Do garnka wsypać mak i wlać mleko, zagotować, aby mak napęczniał. Mieszać ciągle.

Pokroić bakalie i pierniczki. Ostudzić masę. Dodać miód, tyle, aby masa była słodka. Potem bakalie. 

Dokładnie wymieszać. Podawać można z konfiturą, bitą śmietaną lub/i z kawałkami owoców.

Smacznego!


 


1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 79
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek