O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
sobota, 31 grudnia 2016

 

Stephen King – Dolores Claiborne, Wydawn. Albatros, 2016

WSTĘP: “Czasem trzeba być bezduszną jędzą, żeby dać sobie radę w życiu.  Czasami tylko to daje ci siłę…”

 

O autorze:

 

Stephen Edwin King urodził się  21 września 1947 w Portland.

 

 W przeszłości wydawał książki pod pseudonimem Richard Bachman, raz jako John Swithen. Jego książki rozeszły się w nakładzie przekraczającym 350 milionów egzemplarzy, co czyni go jednym z najbardziej poczytnych pisarzy na świecie.

 

Studiował na Uniwersity of Maine.

 

Zanim odniósł sukces jako pisarz pracował jako nauczyciel języka angielskiego w szkole.

 

Jest autorem horrorów, które przeszły do klasyki gatunku, jak np. Lśnienie, Smętarz dla zwierzaków, Miasteczko Salem, Podpalaczka.

 

Nie ogranicza się jednak do jednego gatunku, czego przykładem są: Cztery pory roku, Zielona mila, Oczy smoka, Bastion oraz 8-tomowy cykl powieści fantastycznych Mroczna Wieża.

 

Jest wielokrotnym zdobywcą Nagród Brama Stokera i British Fantasy Award.

 

W 2003 został odznaczony prestiżowym Medalem za Wybitny Wkład w Literaturę Amerykańską (Medal for Distinguished Contribution to American Letters, DCAL) przez National Book Foundation, a w 2014 – Narodowym Medalem Sztuki.

 

Stephen King ma córkę i dwóch synów, również pisarzy: Owena Kinga oraz Joe Hilla.

 

O książce:

 

King jest autorem kojarzonym przede wszystkim z horrorami.  Ale ma w swoim dorobku także powieści psychologiczne i „Dolores Claiborne” jest jedną z nich.

 

W dodatku jest monologiem głównej bohaterki, która opowiada swoje dzieje związane z mężem pijakiem i brutalem oraz wredną pracodawczynią Verą.

 

Na szczęście dla czytelnika King jest wytrawnym pisarzem i ani przez chwilę nie nudzi. Jego bohaterka jest wyrazistą postacią, nie idealną ale nie potępiamy jej postępowania, wręcz się z nią solidaryzujemy.

 

Dolores mieszka na wyspie Little Tall, ciężką fizyczną pracą utrzymuje męża i troje dzieci, więc jest udręczona,  zaharowana i wiecznie zmęczona.

 

O mężu mówi, że: „był cholernym kamieniem młyńskim, który nosiłam u szyi”.

 

Ale w końcu dostrzega zło jakie spotyka jej córkę. Zdeterminowana reaguje konsekwentnie i bezlitośnie. Bo czasem trzeba być bezduszną jędzą.

 

„Największą jędzą jest matka przerażona o swoje potomstwo”.

 

Bohaterka przez wiele lat pracuje u równie bogatej co podłej Very Donovan, która z biegiem lat staje się coraz bardziej zależna od swojej opiekunki.

 

Na przykładzie tej postaci autor pokazuje jak może wyglądać starość osoby przyzwyczajonej do stawiania na swoim i jak swoim postępowaniem dręczy wszystkich wokół siebie dzięki czemu jest coraz bardziej samotna.

 

 To studium osuwania się w stronę śmierci, ze wszystkimi tego skutkami, lękami i fobiami.

 

Trupy są w tej książce dwa ale to nie jest kryminał.

 

To opowieść o dwóch kobietach  - bardzo biednej, zaradnej i nieustraszonej oraz bardzo bogatej, wrednej i zajętej tylko sobą.

 

Właściwie łączy je tylko to, że pozbyły się swojego męża gdy przekroczył granice ich odporności. Pewnie dlatego, że  obie bardzo nie lubiły przegrywać.

 

„…życie człowieka sprowadza się przede wszystkim do tego, że musi dokonywać  wyborów oraz płacić rachunki, kiedy nadchodzi pora…”.

 

Polecam.

 

 

 

 

 

 

 

 



piątek, 23 grudnia 2016

 Od portalu pulowerek.pl dostałam życzenia (bardzo dziękuję) z wierszykiem, więc się z Wami nim dzielę:

Trzeba zamknąć bibliotekę,
zanim gwiazdka się zapali,
zanim gości wygłodniałych,
banda się do domu zwali.

Przyjdą, siądą, pośpiewają,
jedzą, potem prezenty rozdają.
Ci co wierzą w Mikołaja,
cieszyć będą się z prezentów.
(Tych co w niego zaś nie wierzą
miejmy za społecznych mętów!)

Bo w tych naszych dziwnych czasach,
kiedy wszystkim rządzi kasa,
miło mieć malutką wiarę,
że ten nowy cud zegarek,
i ta nowa książka z półki,
wyprodukowały do spółki,
Elfy, trolle i krasnale,
a Mikołaj przez pół świata,
pędził by dostarczyć na czas.

Bibliotekarz zaś szczególnie,
serce Mikołaja ujmie.
Bo to człowiek, światły, miły,
zawsze szczery i uczynny.
Bo chce być dla czytelników
Mikołajem podręczników.

Bo to nasze jest zadanie
i nagroda czeka za nie.
Z Mikołaj rąk dawana
za to że wstajemy z rana,
że staramy się by książki
znały na półkach porządki,
za ten czas przed komputerem
opracowując bestseler,
za te trudy gromadzenia,
i skontrum przeprowadzenia.

Zasług naszych jest tak wiele,
że już tylko Pulowerek
może życzyć nam wszystkiego
świąteczno-bibliotekarskiego!




 

 



sobota, 17 grudnia 2016

Haruki Murakami – Bezbarwny Tazaki  i lata jego pielgrzymki, Wydawn. Muza SA, 2013

WSTĘP: „…niektóre fakty dziwnie przypominają zaginione miasta … najpierw długo przysypuje je piasek,  ale niekiedy po długim czasie wiatr go rozwiewa i wyłaniają się spod niego fakty”.

O autorze:

Haruki Murakami urodził się w Kioto 12 stycznia 1949. To  japoński pisarz, eseista i tłumacz literatury amerykańskiej.

Urodził się w Kioto, lecz dorastał w Kobe. Jego dziadek był buddyjskim duchownym.

Murakami studiował w latach 1968–1975 na Wydziale Literatury tokijskiego Uniwersytetu Waseda teatrologię, w tym pisanie scenariuszy. W latach 1974–1981, razem z żoną Yoko (pobrali się w 1971), prowadził klub jazzowy "Peter Cat" w Tokio.

W wieku 30 lat wydał swoją pierwszą powieść Hear the Wind Sing (1979) po otrzymaniu pierwszej nagrody Gunzo w konkursie literackim.

 Kolejnymi utworami Murakamiego były: Pinball, 1973 (1980) i Przygoda z owcą (1982). Te trzy utwory nazywane są Trylogią "Szczura", od przydomka jednego z bohaterów.

Następne książki: Koniec świata i hard-boiled wonderland (1985, nagroda Jun’ichirō Tanizaki), Tańcz, tańcz, tańcz (1988) i Na południe od granicy, na zachód od słońca (1992) ugruntowały jego pozycję jako pisarza, a także przyniosły mu sławę na Zachodzie, głównie w Stanach Zjednoczonych.

W latach 1986–1988 mieszkał we Włoszech, gdzie napisał jedną z nielicznych powieści realistycznych w swoim dorobku, Norwegian Wood (1987).

 W 1991 r. przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował na Uniwersytecie Princeton, a od 1993 na Uniwersytecie Williama Howarda Tafta w Santa Ana.

 Po trzęsieniu ziemi w Kobe, a także ataku gazowym sekty Najwyższa Prawda w tokijskim metrze w 1995 r. powrócił do kraju. W tym samym roku ukazała się Kronika ptaka nakręcacza, oceniana przez krytyków jako największe osiągnięcie literackie pisarza (nagroda Yomiuri w 1996 r.).

W 1997 napisał Underground, w 1999 r. Sputnik Sweetheart, a w 2002 – Kafka nad morzem. Jest autorem kilku zbiorów opowiadań.

W 2006 roku został uhonorowany Nagrodą Franza Kafki.

Murakami jest także tłumaczem, przełożył z angielskiego utwory takich autorów, jak m.in. Francis Scott Fitzgerald, Raymond Carver, John Irving, Truman Capote. Większość jego twórczości, która ukazała się po polsku, tłumaczyła Anna Zielińska-Elliott.

O książce:

Było sobie w liceum pięcioro przyjaciół:  Biała – słodka dzieweczka, Czarna – dowcipna komediantka, Niebieski – bezmyślny sportowiec, Czerwony – inteligent o bystrym umyśle i Tsukuru – dobrze wychowany, spokojny i  przystojny.

Byli jak pięć palców jednej dłoni więc wydawało się, że nic ich nie rozdzieli.

Ale stało się inaczej. Pewnego dnia Tsukuru usłyszał przez telefon, że pozostali nie chcą go już znać i że to jego wina.

Bardzo to przeżył „wpadł do żołądka śmierci i w ciemnym bezruchu tej jaskini spędził pozbawione dat dni”, czyli pół roku.

Jednak skończył studia i robił to co lubił najbardziej, czyli zajmował się dworcami.

Pozornie jego życie było ustabilizowane i szczęśliwe jednak zadra odrzucenia ciągle w nim tkwiła i determinowała jego życie.

Mając 36 lat nadal był kawalerem. I nie zanosiło się na zmianę.

Aż spotkał Sarę, której opowiedział o tym co się stało 16 lat temu a ona zaproponowała, że znajdzie jego przyjaciół, aby mógł wyjaśnić co się wtedy stało.

Poznajemy bliżej pięcioro bohaterów, ich wady i zalety oraz talenty. A także rodziny.

Narracja toczy się  współcześnie i w czasie przeszłym.

 

To opowieść o szybkim i bolesnym dorastaniu. O przyjaźni, która zawiodła. Także o nieumiejętności porozumienia się nawet z pozornie najbliższymi osobami.

O tym jak bardzo na nasze życie wpływa odrzucenie.

 O samotności i kompleksach.

 O potrzebie przyjaźni i miłości bez której życie nie ma sensu. I o współczesnej Japonii.

Autor wielokrotnie nasyca książkę muzyką. A nawet seksem.

Miejscami dokładnie opisuje wygląd bohaterów – podaje szczegóły garderoby, ozdób, fryzur, butów.

Przez całą książkę przewija się pytanie – kto zabił tę piękną przyjaźń i dlaczego.

Spotkania z byłymi przyjaciółmi wyjaśniają sprawę ale nie do końca.

Książka zawiera sporo złotych myśli:  „W życiu są rzeczy zbyt skomplikowane, by je wyjaśnić w jakimkolwiek języku”; „Serce jest jak nocny ptak. Spokojnie na coś czeka , a kiedy to nadchodzi, leci prosto w tamtym kierunku”.

Lub zabawnych stwierdzeń jak: „cicho jak mądry kot wyszedł z pokoju”.

Polecam.

 

 

 

 



sobota, 10 grudnia 2016

Angelika Kuźniak – Stryjeńska. Diabli nadali. Wydawn. Czarne Wołowiec 2015

WSTĘP: „Rodziłam się u zbiegu dwóch epok. Za późno, aby tańczyć kankana, za wcześnie, aby podziwiać rozbicie atomu. Oscyluję więc krańcowo między przepaścią a nadzieją”.

O autorce:

Angelika Kuźniak urodziła się  w 1974 roku.  Polska reporterka, Z wykształcenia kulturoznawczyni, studiowała także lingwistykę na Universita degli Studi di Macerata we Włoszech.

Od 2000 roku współpracuje z Gazetą Wyborczą, publikuje głównie w magazynie reporterów Duży Format. Jej reportaże ukazywały się także poza granicami kraju, w Niemczech, Rumunii, na Węgrzech. Na podstawie m.in. jej reportaży Marcin Liber przygotował spektakl ID.

Trzykrotnie dostała  nagrodę  Grand Press: w 2004 za Mój warszawski szał z Włodzimierzem Nowakiem, w 2008 za Zabijali we mnie Heidi, w 2009 za Przećwiczyłam śmierć.

W latach 1999, 2000, 2007, 2010, 2011 była nominowana do tej nagrody.

Dwa reportaże, które współtworzyła: Noc w Wildenhagen i Mój warszawski szał, zostały zamieszczone w nominowanym do Nagrody literackiej Nike 2008 tomie Włodzimierza Nowaka Obwód głowy. Kilkakrotnie nominowano ją do Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej.

Za wywiad z Hertą Müller, opublikowany w Dużym Formacie, dostała  nagrodę im. Barbary Łopieńskiej za najlepszy wywiad 2009 roku.

W 2013 roku ukazała się jej książka o "Papuszy" (wyd. Czarne), cygańskiej poetce. W 2016 nominowana do Nagrody Literackiej „Nike” za biografię Stryjeńska. Diabli nadali.

(z wikipedii)

O książce:

Napisany cztery lata przed śmiercią testament (ewentualny) artystki brzmi: „Co do mej spuścizny artystycznej, jest ona ogromna i gdzieś po ludziach na świecie całym zagubiona. Byłby wór złota i Chwała Narodu, gdyby się tym kto kiedy zajął. Zofia Stryjeńska. Amen”.

Co doprowadziło do takiej sytuacji? I dlaczego tak się stało - autorka próbuje to wyjaśnić opisując życie artystki.

Tak więc dowiadujemy się z jakiej rodziny pochodziła, ile miała rodzeństwa, w jaki sposób ojciec utrzymywał rodzinę. Jaką osobą była jej matka i zasady, które przekazała córkom.

Dlaczego w jej twórczości przeważał  jeden motyw: „Całe życie … malowałam ten lud wiejski, tę wizję pierwszej młodości śród której wzrastałam”.

Jakie szkoły kończyła, gdzie studiowała i dlaczego udawała swojego brata.

Stryjeńska przez większość życia prowadziła pamiętnik, który składa się nie tylko z wpisów ale zawiera także wklejone listy, bilety, opisane fotografie, wycinki z gazet, programy wystaw, wyniki badań.

Tak więc w książce znajdziemy wiele fragmentów tych zapisków a także treść recenzji jakie napisano o pracach Stryjeńskiej, która nie tylko malowała, ilustrowała książki ale także projektowała scenografię, witraże, kostiumy teatralne i układy choreograficzne.

I bardzo dużo czytała. Prowadziła też okresowo intensywne życie towarzyskie w Warszawie – dowiadujemy się gdzie bywała, jakich znanych ludzi poznała, gdzie jadła obiady  lub grała w brydża

Poznajemy też życie prywatne artystki, sylwetkę męża o którym pisała „Mój płowy lew, moje gusło”. „…miałam obsesję na Karola”.

Także dzieci, które nie miały łatwego życia. A i potem nie było im lekko. „Życie rodzinne to pozycja dla mnie przegrana, już stracona. Dawno ją spaliłam na tzw. Ołtarzu Sztuki”.

Autorka dokładnie opisuje co Stryjeńska musiała robić, nawet nie chcąc, aby opłacić rachunki, bo cale życie borykała się z brakiem pieniędzy.

Jest też parę zabawnych momentów – choćby opisane kontakty z podróżnikiem i pisarzem Arkadym Fiedlerem.

Stryjeńska żyła w latach 1891 – 1976, a więc także w czasie obu wojen światowych. Kuźniak przedstawia sytuację życiową artystów i ich dzieci w tym okresie.

W końcu artystka i jej potomstwo zamieszkali za granicami Polski – przeczytacie jak im się to udało i jaką cenę zapłacili za ten przywilej.

Książka zawiera wiele prywatnych zdjęć, kolorowe reprodukcje obrazów i fragmentów pamiętnika. Oraz „Podziękowania”, bibliografię i źródła ilustracji.

Polecam.

 

 

 



sobota, 03 grudnia 2016

Wczoraj po dyżurze w "Bibliotece sąsiedzkiej” pojechałam do Hali Ludowej (a nawet Stulecia).

Odbywają się tam kolejne Targi (niegdyś Promocje i ta nazwa bardziej mi się podobała) Książki. Nie gościłam na nich przez kilka lat i zobaczyłam, że czas się tam zatrzymał.

Targi, czyli handel. Przedstawiciele wydawnictw, a nawet innych firm stoją i czekają na klienta.

Owszem są spotkania z autorami (w różnych miejscach miasta) i warsztaty dla dzieci ale to już było.

Statyczne to jakieś, kompletnie nienowoczesne. Postawiono stoiska, zapełniono książkami, katalogami i zakładkami (nie wszędzie) i na tym koniec.

Oczywiście dokładnie przeczytałam program – ofertę targów.

Czego bym chciała? Ano, aby działano na zmysły człowieka, który tam przyszedł – na słuch, wzrok, smak i serce. Nic z tego.

Wybrzydzam ale nie mam pomysłu? A właśnie, że mam.

Miasto jest Europejską Stolicą Kultury więc dlaczego by nie połączyć, w tym tak dużym przecież miejscu, różnych jej dziedzin? Wszystko związane oczywiście z książką.

Tak więc na przykład: studentka Akademii Teatralnej podobna do Bondy czyta fragment jej książki.

Student ucharakteryzowany na Wajraka siedzi obok planszy wyobrażającej wilka i czyta rozdział „Wilków”.

Dowcipnisiów bardzo proszę o nieumieszczanie komentarzy, że powinien wilczo wyć.

Inny z przypiętą wizytówką głoszącą, że to sam Eberhardt Mock, opowiada jego życiorys, zaprasza chętnych do tego, aby na specjalnym druku zostawili odciski swoich linii papilarnych. I krótko objaśnia jak to z nimi jest w trakcie śledztwa.

Tym bardziej, że jest tam stoisko Wyższej Szkoły Policyjnej w Szczytnie. Można by to było połączyć.

Wyobrażam sobie też, że obok stoiska z wydawnictwami muzycznymi ktoś cicho gra, nawet prosząc o datki o kapelusza.

Wrocławski krasnal Życzliwek mógłby rozdawać papierowe słoneczniki, inne krasnale zakładki lub kalendarzyki z logo wydawnictw.

Obecność świętego Mikołaja z prezentami też nie zaszkodziłaby.

A  wyobraźcie sobie, że hrabia Aleksander Fredro przechadzając się zaczepia klientów i za cytat z jego sztuki daje fajną zakładkę, pocztówkę czy wrocławski breloczek – cokolwiek wrocławskiego ale przydatnego, bo widziałam porzucone baloniki.

A przy kulinarnych wydawnictwach częstują czymś pysznym. Kulinaria to też kultura przecież.

Brakowało też (według mnie) połączonego stoiska Miejskiej i Dolnośląskiej Bibliotek Publicznych gdzie można by było nie tylko wziąć informację pisemną o ich działaniach ale także sprawdzić to w Internecie.

I tym stoisku pojemnik na bookcrossing. Na pewno klienci targów zapełniliby go darami, a inni uzupełnili swoje biblioteczki.

Mamy XXI wiek a te targi są XIX – wieczne, zamiast interaktywne i multimedialne.

Jeśli mnie zaraz po powrocie do domu przyszło do głowy tych kilka pomysłów to dlaczego organizatorzy na to nie wpadli?

I nie twierdzę, że moje są genialne jednak organizatorzy powinni mieć i zrealizować sto razy lepsze ale jakoś nie mieli żadnych.

Wieje nudą na tych targach – niezależnie od wspanialej zawartości eksponowanych książek.

Jeśli TARGI to noblesse oblige – zróbcie coś, aby były atrakcyjne nie tylko dla tych z pełnym portfelem lub przemożną chęcią posiadania nowości.

Marzy mi się, aby targi książek były okazją do spotkań pełnych zabawy, śmiechu, radości i nauki.

Żeby wołały: przeczytaj mnie, weź mnie ze sobą lub zapisz autora i tytuł a potem wypożycz w bibliotece.

Miało być świetnie a wyszło jak zwykle.

Jako że blog ten ma w nazwie kota to poniżej zdjęcia z nimi właśnie:

tu zwróćcie uwagę co głosi napis na bluzce ekspedientki


 

 

 

 



sobota, 26 listopada 2016

Paula Hawkins - „Dziewczyna z pociągu”, Wydawn. Świat Książki 2015

 

WSTĘP: „… u kobiety wciąż liczą się tylko dwie rzeczy: uroda i to, jak sprawdza się w roli matki”.

O autorce:

Paula Hawkins, brytyjska pisarka, urodziła się 26 sierpnia 1972 i  wychowała w Harare w Zimbabwe.

Jej ojciec był profesorem ekonomii i dziennikarzem ekonomicznym.

 W 1989 roku przeprowadziła się do Londynu, gdzie studiowała filozofię, nauki polityczne i ekonomię na Uniwersytecie Oksfordzkim. Pracowała jako dziennikarka  gazety The Times w dziale biznesu. Napisała ekonomiczny poradnik dla kobiet The Money Goddes.

Jako powieściopisarka zadebiutowała w 2015 roku thrillerem ”Dziewczyna z pociągu”, który szybko znalazł się na listach bestsellerów. Książka odniosła olbrzymi sukces również poza granicami Wielkiej Brytanii.

 Prawa do jej wydania sprzedano do 47 krajów, na podstawie książki powstał film pod tym samym tytułem.

Mieszka w południowym Londynie.

(Na podstawie Wikipedii).

O książce:

Co można robić dojeżdżając codziennie do pracy pociągiem? Szczególnie, że wraca się tą samą trasą.

Można czytać, rozmawiać ze współpasażerami lub podsłuchiwać ich konwersacje, przeglądać Internet lub pracować.

Rachel – główna bohaterka powieści, z okien pociągu obserwuje życie mieszkańców dwóch domów położonych przy torach.

Zazdrości im, bo jest pewna, że, w odróżnieniu od niej, mają szczęśliwe życie. Zgrzytem w tej sielance jest scena na tarasie. Złudzenie pryska.

Narratorkami opowieści są trzy kobiety – oprócz wyżej wymienionej  Anna i Megan. Pozornie szczęśliwe mężatki, Anna jest też matką.

Megan nurtuje pytanie „Dlaczego nie mogę mieć tego, czego chcę?”, Anna boi się skutków poprzedniego życia swego męża.

Każda z nich relacjonuje wydarzenia konkretnych dni zaczynając od piątku piątego lipca 2013 roku. Akcja powieści kończy się we wtorek 10 września. Między tymi datami są retrospekcje z 2012 roku.

Ta książka to kryminał psychologiczny. Najpełniej opisaną postacią jest Rachel – kobieta po traumatycznych przejściach, nie radząca sobie ze swoim życiem i nałogiem, bez pracy i nadziei.

Zagadki są dwie – co działo się w pamiętną sobotę z Rachel, która na skutek urazu straciła pamięć i gdzie jest Megan.

Za pomocą monologów wewnętrznych Rachel, Megan i Anny poznajemy ich przeszłość i obecne życie.

Są tu też bohaterowie mężczyźni – mężowie, kochankowie, rudy pasażer, terapeuta. Każdy z nich to postać negatywna i podejrzana.

Autorka umiejętnie myli tropy, nie wiemy do końca co tak naprawdę się stało i dlaczego.

Świetnie stopniuje napięcie dzięki czemu trudno oderwać się od lektury.

Polecam.

 



sobota, 19 listopada 2016

Adam Wajrak - Wilki. Wydawn. Agora 2015

WSTĘP:

Ta książka jest "...też o strachu przed wilkami, który towarzyszy wszystkim Europejczykom. Przywiozłem go do Puszczy i i tu się go pozbyłem".

O autorze:

Adam Jerzy Wajrak urodził się 3 lipca 1972 - polski działacz na rzecz ochrony przyrody i dziennikarz związany z "Gazetą Wyborczą".

 Autor artykułów i książek o tematyce przyrodniczej.

 Jest autorem lub współautorem książek:

  • "(Za)piski Wajraka"
  • "Zwierzaki Wajraka", wspólnie z żoną Nurią Selva Fernandez)
  • "Kuna za kaloryferem, czyli nasze przygody ze zwierzętami",  wspólnie z Nurią Selva Fernandez)
  • "Przewodnik prawdziwych tropicieli"
  • "To zwierzę mnie bierze"
  • "Wilki"

O książce:

"Wilki" zaczynają się od psa imieniem Antonia. Suczka nie przypominała ani wilka, ani wymarzonej przez autora rasy.

Miała "długi pysk jak u mrówkojada, a na jego końcu spory nochal. Do tego małe rezolutne oczka".

Odegrała jednak w życiu państwa Wajraków ogromną rolę także w związku z wilkami.

Autor zastosował dobrą metodę - najpierw trochę o sobie prywatnie a potem sporo danych dotyczących wilków. Gdy czytelnik znuży się naukowymi danymi następuje opis kontaktów z ludźmi i zwierzętami. Także zabawnych momentów.

Są tu relacje z wypraw w poszukiwaniu padliny i odchodów zwierząt, które bada żona autora Nuria, z pochodzenia Hiszpanka.

Mamy więc opowieść o udomowionym nie do końca wilku Kazanie, jego zwyczajach i próbie zdominowania każdego napotkanego człowieka i zwierzęcia. O tym czego bał się najbardziej i jak bezkrwawo potrafił bawić się z bratem.

"Wilk jest... w naszej kulturze demonem, symbolem dzikości, nienasycenia, ciemności, krwiożerczości".

Wajrak opisując życie wilków próbuje nas przekonać, że to nieprawda.

Przy okazji otrzymujemy rys historyczny kontaktów między ludźmi a wilkami na przestrzeni wieków i jak to wygląda obecnie w różnych krajach.

W Polsce są one teraz pod ochroną, w PRL-u płacono za zabijanie wilków, a jak jest gdzie indziej dowiecie się z tej książki.

Wajrak zapoznaje nas z wieloma faktami dotyczącymi życia tych zwierząt - między innymi jak długo trwa ciąża, jak duży bywa miot i od czego zależy ilość szczeniąt.

Tłumaczy dlaczego wilki napadają na zwierzęta domowe.

Twierdzi, że mają większy mózg od psów, są od nich mądrzejsze i lepiej współpracują w stadzie.

Opisuje jak brzmi ich wycie i w jaki sposób zakłada się im odbiorniki telemetryczne.

W dawnej Polsce polowano na wilki dla skór, dopiero w XVIII-XIX wieku zaczęto je tępić. Kinomani zapewne pamiętają scenę z filmu "Popioły".

Przestrzega posiadaczy psów: "Las to nie jest miejsce dla wolno hasających psów", bo spotkanie z wilkami może się źle skończyć.

Dowiemy się także kiedy wilka udomowiono i gdzie odbyło się to po raz pierwszy. A także co to jest krajobraz strachu.

Człowiek jest największym wrogiem zwierząt a szczególnie kłusownicy - jest w książce parę drastycznych scen i zdjęć obrazujących skutki działania tych osobników.

"Wnyki nie wybierają. Choć są zastawiane na jelenia lub dzika zabijają też rysie i wilki. Łapią się w nie nawet żubry"

To książka nie tylko o wilkach, a także o ludziach z nimi związanych, o gangach kruków, orłach bielikach, jeleniach, dzikach, drzewach i rysiach - w Puszczy Białowieskiej i w Bieszczadach.

Jak myślicie ile gatunków kręgowców to  padlinożercy?

Tego i wiele innych rzeczy dowiecie się z tej książki.

A jeśli poczujecie niedosyt proszę przeczytać Farleya Mowata "Nie taki straszny wilk".

Obie pozycje polecam.

 

 

 

 

sobota, 12 listopada 2016

Agata Tuszyńska – Narzeczona Schulza. Apokryf. Wydawn. Literackie Kraków 2015

 

WSTĘP:

 Józefina Szelińska, Juna, w latach 1933 – 1937 była narzeczoną Brunona Schulza, autora „Sklepów cynamonowych” i „Sanatorium pod Klepsydrą”. Ukrywała to niemal przez pół wieku. W powojennych ankietach podawała stan cywilny: samotna.

O autorce:

 Agata Tuszyńska urodziła się  25 maja 1957w Warszawie – polska pisarka, poetka i reportażystka.

Studia ukończyła na Wydziale Wiedzy o Teatrze PWST  w Warszawie, doktorat z nauk humanistycznych otrzymała w Instytucie Sztuki Polskiej Akademii Nauk.

W latach 1987-1992 pracowała jako adiunkt w Instytucie Badań Literackich. W latach 1996-1998 wykładała w Centrum Dziennikarstwa w Warszawie, a od 2001 roku wykładała sztukę reportażu i wywiadu literackiego na Uniwersytecie Warszawskim.

Od 2011 roku związana jest z Instytutem Reportażu w Warszawie.

Karierę literacką zaczynała w periodykach kulturalnych jako autorka tekstów o teatrze, łącząc to z zainteresowaniem biografistyką i reportażem literackim. Debiutowała w roku 1990 biografią findesieclowej aktorki warszawskiej, Marii Wisnowskiej.

Napisała m.in. „Długie życie gorszycielki”, „Singer. Pejzaże pamięci”, „Rodzinna historia lęku”, „Oskarżona: Wiera Gran”.

O książce:

Apokryf - termin ten stosuje się zarówno do utworów o nieustalonym pochodzeniu, autorstwie i autentyczności, ale także dla tych, dla których ich „apokryficzność” jest doskonale znana i zamierzona przez, chociażby, autora.

Tuszyńska jest autorką biografii niebanalnych, często kontrowersyjnych postaci.

W tej książce przybliża nam postać pisarza i rysownika Brunona Schulza opisując życie jego narzeczonej.

Tekst ma dwojaką narrację: w pierwszej osobie Juna opowiada swoje kontakty z Schulzem i życie, resztę dodaje autorka. A że to apokryf  fakty autentyczne przeplatają się z domysłami, z tym co Tuszyńska sobie wyobraziła.

Bohaterowie książki poznali się we wrześniu 1932 roku w Drohobyczu. Oboje byli nauczycielami, ona lubiła uczyć, on nienawidził tego zajęcia. Ona miała wtedy 28 lat, on 41.

Właściwie wszystko ich różniło – nie tylko wzrost i wiek. Wiele o tych różnicach w sferze codziennej, filozoficznej i etycznej pisze autorka. Ich związek nie mógł się udać.

Wraz z nimi chodzimy na spacery i słuchamy o czym opowiada Schulz. Od literatury, filozofii przez zainteresowanie pociągami aż do chorób jakie go nękały.

Choć „On tym przyziemnym padołem gardził”.

Poznajemy jego obsesje, nastawienie do ludzi i świata. Przyjaciół obojga płci i znajomych, zwyczajnych i tych z twórczego środowiska.

A także wrogów. I  kochanki.

Upodobania erotyczne, które przenosił na swoje rysunki. I czym była „Instrukcja cielesnej obsługi”.

Jaką miał rodzinę i wobec niej zobowiązania oraz dlaczego w końcu nie wyrwał się z miasteczka, które go przygnębiało ale było właściwie jedynym miejscem na ziemi gdzie mógł żyć. „Drohobycz jako matecznik jego pisarstwa, jako jego kosmos”.

Wszystko co widział i przeżył przetwarzał: „Nie liczyło się właściwie nic, czego nie uznał za przydatne w swojej sztuce”.

Dowiadujemy się także co Schulz robił w czasie wojny i jak zginął.

Dzięki autorce poznajemy też szczegóły życia codziennego przedwojennej Polski – jakie wtedy były kosmetyki – mydła, puder, krem, cenę majtek i co Schulz lubił jeść i pić.

Józefina przeżyła Schulza o wiele lat. Była nauczycielką i bibliotekarką.

Poznajemy jej wojenne i powojenne losy. Co się z nią działo w 1968 roku i jak, mieszkając w Gdańsku, przeżyła rok 1970 i 1980.

Autorka relacjonuje także kontakty listowne i osobiste Szelińskiej z pisarzem Jerzym Ficowskim, który zbierał dokumenty dotyczące życia i twórczości Brunona Schulza a potem o nim pisał w periodykach i książkach.

Tuszyńska czytała listy Józefiny do Ficowskiego, korzystała z jego zbiorów, przeszukała archiwa we Lwowie, Gdańsku i Warszawie.

Rozmawiała z uczniami Schulza i współpracownikami Józefiny w Gdańsku.

Książka zawiera  zdjęcia bohaterów i reprodukcje niektórych rysunków Schulza.

Polecam.

 

 

 

 

 

 

 

 



sobota, 05 listopada 2016

Pasztelańska Joanna, Pasztelański Rafał – Policjanci. Za cenę życia. Wydawn. Znak Horyzont, Kraków 2016

 

WSTĘP:

 Policjant – najniebezpieczniejszy zawód w naszym kraju. Przez ostatnie 25 lat polskich policjantów zginęło dwa razy więcej niż polskich żołnierzy.

O autorach:

Joanna Pasztelańska – jest dziennikarką „wolnym strzelcem”. Była w Turcji po trzęsieniu ziemi w 1999 roku, relacjonowała wybory w Iranie. Zajmowała się farmą niewolników pod Londynem i ukrytymi sierocińcami dla dzieci z wadami genetycznymi po wybuchu w Czernobylu.

Od kilkunastu lat opisuje sprawy trudne i niewyjaśnione na terenie całej Polski.

Rafał Pasztelański – dziennikarz, zajmuje się przede wszystkim zorganizowaną przestępczością. Pracował dla wielu mediów: „Kuriera Polskiego”, „Życia”, Życia Warszawy”, „Wprost”, TVP info.

 O książce:

Dedykacja: „Pamięci Jarosława Trzaskamy, policjanta z Wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji”.

To „…książka reporterska. Szorstka, bo dla facetów, chwytająca za serce, bo przecież też dla kobiet. Każda historia to oddzielny scenariusz na film”.

Autorzy opisują historie życia i śmierci dziewięciu policjantów, którzy zginęli na służbie po 1989 roku.

Każdy rozdział ma wymowny tytuł, zaczyna się od „Marek ginie jako pierwszy” a kończy „Marek w starciu z morzem”.

Para dziennikarzy rozmawiała z kolegami, znajomymi i rodzinami poległych funkcjonariuszy.

 Poznajemy ich życie prywatne, żony, także byłe, dzieci  i pasję z jaką uprawiali swój zawód, a także słabości i niepowodzenia, syndrom wypalenia i depresję.

To także opowieść o męskiej przyjaźni, miłości, odpowiedzialności i ideałach.

Jak giną? W trakcie skoku spadochronem, bez powodu, ratując tonącego czy w trakcie gangsterskich porachunków lub od noża.

Przy okazji autorzy opowiadają historię milicji i policji i zarys jej organizacji.

Opisują broń którą funkcjonariusze posługują na przestrzeni lat, sprzęt mający chronić ich życie, zaniedbania organizacyjne i systemowe, nadużywanie  stanowiska, czy tuszowanie błędów przez władzę.

O tym, że przestępcy opłacają informatorów pracujących w policji, której nie zależy, aby ich ujawnić i ukarać.

Na początku każdego  rozdziału jest zdjęcie policjanta, a na końcu podano krótką notkę biograficzną omawianej postaci.

Dla mnie ta książka jest jednym wielkim oskarżeniem:

„Gdyby tamtego feralnego dnia obowiązywały odpowiednie procedury, nie zabrakło wyposażenia  czy odrobiny rozsądku u przełożonych, żyliby nadal”.

Odniosłam wrażenie, że giną najlepsi – najbardziej zaangażowani, czujący się policjantami nie tylko na służbie ale także poza godzinami pracy.

Czytałam „Policjantów” zainteresowaniem ale dawkowałam sobie treść, bo nagromadzenie negatywnych faktów jest zbyt duże, abym mogła to znieść w jednej dawce.

Część dochodu ze sprzedaży książki zostaje przekazana na Fundację Wdów i Sierot po Poległych Policjantach.

Książkę kończą „Podziękowania”, „Księga pamięci”, „Słowo od Policji” i „Źródła ilustracji”.

Książkę otrzymałam w prezencie dla Biblioteki sąsiedzkiej od znajomej, która zna opisywane środowisko. Bardzo dziękuję.

 



Tagi: Policja
17:38, alodia1949 , o książce
Link Komentarze (4) »
sobota, 29 października 2016

 Tytuł wpisu nie oznacza, że najpierw się najadłam a potem leczyłam. Choć teoretycznie mogło się tak (albo i gorzej) skończyć.

W środę na terenie Stowarzyszenia Żółty Parasol duet Kasia i Asia poprowadziły warsztaty kulinarne. Tematem był makaron z różnymi sosami. Uczestników przyszło sześcioro - w tym jeden młodzieniec (lubi gotować), ja jako jedyna seniorka, więc międzypokoleniowo.

Obie z sąsiadką miałyśmy w miseczkach mąkę pszenną i semolinę (Semolina – gruboziarnista mąka lub drobna kasza otrzymywana z pszenicy twardej (durum), używana do przemysłowej produkcji makaronu lub kuskusu). Oczywiście plus jajka, sól, oliwa i woda.

Makaron można barwić różnymi sposobami: burakiem, szpinakiem, przecierem pomidorowym, kurkumą a także sepią (Sepia – czarnobrązowy barwnik otrzymywany z woreczka czernidłowego mątw. Rodzaj atramentu, wytwarzany z głowonogów, stosowany od końca XVIII wieku).

Za radą Kasi ten barwnik zastosowałam no i okazało się, że sepia zrobiła nas na szaro zamiast makaron na czarno. oto dowód (zdjęcie wklejam, bo po pokrojeniu makaron tworzy fajną grafikę):

Mieliśmy do wyboru różne składniki do zrobienia sosu, ja wybrałam grzyby (plus cebula, czosnek, śmietana, natka pietruszki).

Jeśli chodzi o leczenie (otwór w plamce oka mego lewego) to postanowiłam dać szansę publicznej służbie zdrowia. W środę pojechałam do szpitala ze skierowaniem i kserokopią wydruku komputerowego badania. Labiryntem korytarzy dotarłam do pokoju 4A na parterze. Uzyskałam jedynie informację, że mam się stawić nazajutrz na szóstym piętrze.

Pogubiłam się kompletnie wracając, niestety nie miałam takiego szczęścia jak Tezeusz i żadna Ariadna nie obdarowała mnie kłębkiem nici.

Z Wikipedii: Ateny składały coroczną ofiarę królowi Krety Minosowi, wysyłając siedmiu chłopców i siedem dziewcząt na pożarcie przez Minotaura, mieszkającego w Labiryncie potwornego syna Minosa. Tezeusz zgłosił się jako jeden z siedmiu i zabił Minotaura. Następnie wydostał się z Labiryntu przy pomocy Ariadny, córki Minosa, która dała mu kłębek nici (Dedal przed ucieczką powiedział jej, aby osoba która wchodzi do labiryntu przywiązała jeden koniec kłębka nici do progu drzwi i go rzuciła, wtedy kłębek potoczy się do miejsca gdzie nocuje Minotaur).

Nazajutrz był czwartek, czyli "Dzień narzekania" - szpital to doskonałe miejsce na tę czynność.

Spędziłam tam trzy i pół godziny, najpierw czekałam pół, a w środku (z zakropionymi oczami - nie lubię tego) godzinę. Żeby mnie chociaż uprzedzono, że tak długo potrwa przerwa w badaniach. Bo nie wiedziałam czy się coś stało i lekarka gdzieś padła a ja tu siedzę jak ta durna nadaremnie, czy musiała wykonać inne obowiązki, co oznacza, że albo organizacja pracy jest do niczego, albo mają za mało personelu.

Badano mnie znowu najróżniejszymi aparatami i wyszło to samo. Mam otwór w jednym oku i zaćmę w obu. Mam czekać na telefon w sprawie operacji otworu - raczej na wiosnę to będzie.

To na koniec zapytałam panią chirurg czy nie można by było zrobić obu operacji za jednym zamachem. Przecież już i tak leżałabym tam na stole operacyjnym. Ale NIE!

Na operację zaćmy trzeba się zapisać do kolejki - na 2020 rok! Dobrze choć, że dostałam (choć na początku usłyszałam, że muszę iść do okulisty w normalnej przychodni) skierowanie na ten zabieg. No i wtedy powtórzy się dokładne badanie - czy nie szkoda ich czasu?

A teraz scenka rodzajowa jaką usłyszałam w trakcie badania, dwa przyrządy dalej:

Przy aparacie z jednej strony pani chirurg, z drugiej seniorka.

Pani doktor pyta:

- czy może pani leżeć na plecach?

Seniorka:

- Kochana, ja zawsze śpię na brzuchu.

Pani doktor:

- Proszę nie mówić do mnie "kochana" bardzo tego nie lubię. Pytam czy może pani leżeć na plecach, bo tak będzie w czasie operacji.

- Kochana, to chociaż podłóżcie mi poduszeczkę pod głowę.

Pani doktor:

- Prosiłam panią, aby nie mówiła do mnie "kochana".

Seniorka:

- Ale kochana, u nas na wsi ja tak do wszystkich mówię.

Nie żebym się wyśmiewała ze starszej pani. Ale jest to dowód na to, że mówimy jednym językiem a dogadać się trudno.

BIBLIOTEKA Sąsiedzka (ul. Wyszyńskiego 75A) zaprasza:

w poniedziałki, środy i czwartki w godz. 11-14, a w piątki w godz. 12-18.

Mamy też nową "książkę tygodnia":



 


1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 75
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek