O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
sobota, 14 października 2017

 Dawno, dawno temu czyli w 1975 roku na skutek reformy administracyjnej kraju włączono do wrocławskiej dzielnicy Psie Pole Lipę Piotrowską Tam tez przeniesiono bibliotekę mieszczącą się dotąd w Widawie. Usadowiono ją na piętrze budynku dawnej szkoły przy ul. Pełczyńskiej.

Na parterze mieszkały osoby zajmujące się sprawami gospodarczymi budynku.

 Kuriozum stanowił fakt, że chociaż w budynku była toaleta to jakiś mądry inaczej z władz uznał: nie można się załatwiać w budynku gdzie się jada!  I zbudowano na zewnątrz murowaną sławojkę.

W 1992 roku bibliotekę zlikwidowano, bo po zmianie ustroju okazało się, że Polska ma tylko długi. Po jakimś czasie budynek opustoszał co wykorzystali bezdomni. Ale w końcu zaprószyli ogień i budynek spłonął.

W tym czasie szkoła mieściła się w budynku przy ul. Tymiankowej 3 i tak było do 1999 roku. Zamknięto ją  więc delegacja mieszkańców poszła do władz miasta z prośbą, aby jej nie likwidować ale gdzie tam. Władza ma zawsze rację a jak nie ma to patrz punkt pierwszy.

Ciekawostką jest fakt, że w Breslau też była tam szkoła. Jej kronika jest w posiadaniu Rady Osiedla.

W tym budynku mieściła się Rada Osiedla, Klub Seniora i świetlica dla dzieci i młodzieży.

Biblioteki nie było w Lipie 25 lat aż tu nagle okazało się, że można to zmienić. 9 października 2017 roku słowo stało się filią nr 15 MBP. Bez przecinania wstęgi, przemów i telewizji.

Organizowała ją, dobierając księgozbiór i wystrój prowadząca bibliotekę Beata Kryg.

Biblioteka ma na razie około 6000 książek i nie jest to jej ostatnie słowo. Powierzchnia wypożyczalni to około 60 m2. Aż się boję pomyśleć o następnych danych mających w sobie cyfrę 6.

Na podłodze jest parkiet (nie liczyłam klepek) i praktycznie patrząc przydałby się chodnik , bo przecież czytelnicy nie będą zmieniać obuwia na kapcie.

Wybrałam się tam zanosząc dary i dobre życzenia. Na szczęście był to pogodny dzień, bo wzdłuż ulicy nie ma chodnika tylko błoto. Od głównej ulicy nie jest to duża odległość i dziwi mnie, że Rada Osiedla nic nie zrobiła, aby to ucywilizować. Czyżby czekali na inwestora strategicznego, który da pieniądze na wszystkie potrzebne inwestycje?

 Beata Kryg



 

sobota, 07 października 2017

 

Gabrielle Zevin  - Między książkami, Wydawn. WAB 2014

 

WSTĘP: "Żaden człowiek nie jest wyspą. Każda książka jest wszechświatem".

O autorce:

Gabrielle Zevin urodziła się 24 października w Nowym Jorku. Ukończyła studia z literatury angielskiej i amerykańskiej na Harvardzie.

To pisarka, autorka powieści dla młodzieży i dorosłych oraz scenariusza filmu ?Rozmowy z innymi kobietami?.

Mieszka w Los Angeles.

O książce:

Motto powieści brzmi:

chodź kochanie

miłujmy się

zanim ślad po nas zaginie

Rumi (perski poeta z XII wieku)

Polski tytuł "Między książkami" zachęca miłośników czytania do sięgnięcia po tę pozycję.

I nie zawiodą się, bo większa część akcji toczy się w niedużej księgarni na Alice Island.

Jej właścicielem i jedynym pracownikiem jest trzydziestodziewięcioletni Ajay Fikry.

Smutek po śmierci ciężarnej żony zagłusza alkoholem, jest zgorzkniały i nieprzyjemny w kontaktach.

O czym na własnej skórze przekonuje się agentka wydawnictwa Pterodactyl Press Amelia Loman, mieszkająca poza wyspą z kotem Błotosmętkiem.

Na wyspie Ajay nie ma konkurencji lecz ledwie zarabia na swoje utrzymanie.

Jego szwagierka Ismay jest żoną znanego pisarza i nie jest to udany związek.

"Życie go nauczyło, że są to [pisarze] zarośnięci narcyzowie, ludzie niepoważni i na ogół nieznośni".

No to sobie już wyobrażam co myśli o pisarkach.

Do tych nieprzyjemnych faktów autorka dołącza zaginięcie bardzo cennej książki, która miała być zabezpieczeniem dla Ajaya na starość.

No i pewnego wieczoru w piątek Fikry zastaje w księgarni dwuletnią dziewczynkę Maję.

Decyduje się nią zająć a potem adoptować. Pomocą w opiece i wychowaniu dziecka są informacje z googli, na szczęście Maja jest bystra ponad swój wiek.

Dzieciństwo spędza w księgarni bawiąc się z dziećmi, które przychodzą z ciekawskimi rodzicami.

Jej przemyślenia są gorzko - zabawne "Całe życie człowieka zależy od tego gdzie go zostawią".

Ajay najbardziej ceni opowiadania i dlatego każdy rozdział książki jest poprzedzony krótkim streszczeniem ulubionych tekstów dedykowanych Mai.

"... powieści bez wątpienia mają swój urok, lecz w uniwersum prozy nie ma nic elegantszego nad opowiadania".

Przybrany ojciec na koniec przekazuje córce "Jesteśmy tym, co kochamy".

W księgarni powstał policyjny klub książki i zabawna jest refleksja jego organizatora:

"Wiele lat w roli organizatora...  nauczyło komendanta, że najważniejszą rzeczą, ważniejszą nawet od omawianego tytułu, jest poczęstunek?.

To opowieść  o potrzebie miłości zarówno do ludzi i literatury. Także o śmieci, nieudanych związkach, chorobie.

Na koniec: "Czytamy, bo chcemy czuć, że nie jesteśmy sami. Czytamy, bo jesteśmy sami. Czytając nie jesteśmy sami".

Polecam.

 

sobota, 30 września 2017

 

 Andrzej Meller  "Czołem, nie ma hien. Wietnam jakiego nie znacie". Wydawn. Znak, Kraków 2016

WSTĘP: "Jak opisać ten wietnamski patchwork. Jak poznać kraj i jego mieszkańców  bez znajomości języka?"

O autorze:

Andrzej Meller urodził się 28 marca 1976 roku w Warszawie. Dziennikarz, reportażysta, podróżnik. Stale współpracuje z "Tygodnikiem Powszechnym".

Był korespondentem wojennym w Afganistanie, Gruzji, na Sri lance i w Libii.

Opublikował książki:

Miraż. Trzy lata w Azji;

Zenga, zenga, czyli jak szczury zjadły króla Afryki

Czołem nie ma hien. Wietnam jakiego nie znacie.

O książce:

"Jedna połowa świata nie wie jak żyje druga"  i tę lukę poznawczą autor próbuje wypełnić opowiadając o kraju, który miał nieszczęście być najpierw podbity i wykorzystywany przez Chiny, potem Francuzów a na koniec niszczony napalmem w czasie długoletniej wojny przez Amerykanów.

Komunistyczna północ zwyciężyła kapitalistyczne południe tego kraju i to co z tego wynikło Meller opisuje ukazując dobre i złe strony obecnej sytuacji.

Robi to zarówno za pomocą relacji ze swoich podróży po Wietnamie jak i losów jego  mieszkańców.

Nie skupia się tylko na tubylcach, bo przebywa tam wiele osób z innych krajów.

"Mui Ne stało się posowieckim kurortem... można spotkać ? Ukraińców, Uzbeków, Kazachów, Buriatów".

Rosjanie prowadzą tam swoje małe biznesy aptekę, wędzarnię, piekarnię.

Wietnamczyk ?Mistrz Le? pomaga autorowi w wielu sytuacjach, jest rusycystą, tłumaczem nie tylko języka ale i tradycji, obyczajów, mentalności rdzennych mieszkańców.

W książce znajdziecie odpowiedzi na pytania:

- co palą Wietnamczycy,

- dlaczego azjatycki poranek zaczyna się znacznie wcześniej niż europejski,

- jaką funkcję pełni kapelusz z liści palmowych - oprócz tej oczywistej,

- kto króluje tam w dyskotekach,

- a kto jest dla Wietnamu największym zagrożeniem,

- z czego składa się wietnamski samogon.

- ile tuneli zbudowano w czasie wojny z Amerykanami.

I  na wiele innych.

A te wszystkie wiadomości są usystematyzowane w rozdziały, czasem zabawnie zatytułowane jak np.:

- Born In CCCP

- Dom ludzi zagubionych

- Piekło w raju

- Polscy nomadzi kajta

- Napoleon Wschodu.

Każdy rozdział ma podtytuł, który jest przysłowiem lub mądrością ludową jak ta:

"Jeśli za często wychodzisz nocą na pewno spotkasz duchy".

Z ciekawszych dla mnie informacji to ta, że w Hanoi jest ?Świątynia Literatury? najstarszy i najpiękniejszy zespół architektoniczny stolicy. Założono ją w 1070 roku. Przez siedem wieków za wysokimi murami znajdowało się centrum szkolnictwa wyższego gdzie kształcono urzędników państwowych.

Rubaszne poczucie humoru autora nadaje niekiedy łotrzykowski wdzięk tej książce.

Zawiera ona mapę kraju, zdjęcia i ilustracje wykonane przez żonę autora.

I na koniec jako podsumowanie:

"Komuniści wyprali mózgi społeczeństwa. ... 70% Wietnamczyków żyje na wsi, napycha się ryżem i wierzy telewizji, bo nie ma innego źródła informacji".

sobota, 23 września 2017

 „Nie ma tego złego” reż. Valerie Lemercier

WSTĘP:  Po rozwodzie trzeba zbudować wszystko od nowa. I to nowe może być dużo lepsze od tego, co się skończyło.

 

O filmie:

Można by powiedzieć: nareszcie komedia romantyczna nie o dwudziesto-trzydziestolatkach.

Nareszcie coś dla osób w dojrzałym wieku.

Ona to Marie - Francine (Valerie Lemercier) ma 49 lat i jest wysoką, chudą, niedbale ubraną i uczesaną genetyczką. Traci pracę z powodu azbestu.

Ma dwie prawie dorosłe córki i męża. Który zakochał się w masażystce w wieku jego córki.

Zaskoczona kobieta wyprowadza się (dlaczego? Przecież mają duże mieszkanie) najpierw do pokoiku na poddaszu z kucanym kibelkiem. A potem do rodziców.

To nietypowa para, chodzą na msze ale mamusia od 20 lat sypia z rzeźnikiem a tatuś poklepuje ekspedientki i udając Balzaca pisze historyczne dzieło.

Próbują wydać córkę kolejno za alkoholika, faceta w depresji i geja. Córki pomagają pisać CV i robią do niego zdjęcie profilowe (to nie znaczy, że ma  być z  profilu mamo – uświadamiają, ha,ha,ha).

W końcu Marie ląduje w sklepiku z e-papierosami gdzie wpada w nałóg nikotynowy, ha,ha,ha. Klienci mówią o niej: ta wysoka kobieta w depresji.

On – to splajtowany restaurator Miguel (Patrick Timsit). Albowiem wątek gotowania jest teraz bardzo modny. Może wraz z filmem powinni dystrybutorzy serwować jakieś pyszne dania? Łatwiej wtedy widzowie znieśliby mało śmieszne pomysły twórców.

Nie mogło zabraknąć też osoby kochającej inaczej.

To trochę komedia omyłek (głównie scenarzystów i reżyserki), trochę paszkwil na mieszczan, odrobinę trendy (kucharz), szczyptę gender i jest nawet facet w babskich cuchach – ha,ha,ha.

W filmie najbardziej podobała mi się muzyka i ostatnia scena.

Raczej nie polecam.

Tagi: Francja
17:47, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (6) »
sobota, 16 września 2017

Byłam dziś na pogrzebie koleżanki bibliotekarki. To od kwietnia już trzecie pożegnanie.

Pierwsza była Ewa Maria - z wykształcenia historyk sztuki, pracowałam z Nią w katedrze Historii Sztuki naszego Uniwersytetu. Bardzo lubiła uczestniczyć w giełdzie (dress-party) przeze mnie wymyślonej i organizowanej. Kochała i przez długi czas dokarmiała podwórkowe koty. W domu też miała te zwierzątka. Jest współbohaterką moich opowiadań - zgodziła się w ciemno nie wiedząc co napiszę.

Nie doczekała wydania książki - otrzymał ją Jej mąż.

Druga to Krysia, z którą pracowałyśmy w bibliotece przy ul. Galla Anonima. Ja w wypożyczalni, Ona była instruktorką a potem pracowała w Dziale Opracowania. Współpracowałyśmy w Bibliotece Sąsiedzkiej.

Dzisiaj pożegnaliśmy Ewę, długoletnią pracownicę biblioteki publicznej przy ul. Inflanckiej. Wspominały Ją dwie córki i mąż. Obok urny rodzina postawiła pudełko z ulubionymi czy często używanymi przez zmarłą przedmiotami, były to: okulary, krzyżówki, karty, długopis i maskotka.

Świat  bez Was na pewno będzie gorszy.


sobota, 09 września 2017

 Reż. Martin Provost

Twórcy często sięgają do klasyki, tutaj reżyser nawiązał do  „Rozważnej i romantycznej” Jane Austen choć nie skopiował postaci byłby to przecież plagiat.

W  filmie też mamy kobiety o przeciwstawnych  charakterach. Są też z innego pokolenia.

Beatrice (Catherine Deneuve) całe życie robi co chce – pije, pali, jada niezdrowo, hazarduje się i zmienia mężczyzn jak rękawiczki.

Zawsze miała końskie zdrowie, które właśnie ją zawiodło. Przy okazji dociera do niej, że jest zupełnie sama i bez pieniędzy. Podane przez twórców powody dla których jest właśnie taka kompletnie mnie nie przekonały.

To postać jednowymiarowa i szalenie irytująca bezwzględnym egoizmem. A jej ostatnia decyzja tego nie zmienia.

Jak trwoga to do wroga, którego sam sobie stworzyła.  Dzwoni do Claire (Catherine Frot) córki byłego porzuconego kochanka, która słusznie nie ma dobrych wspomnień związanych z Beatrice.

Claire ma 49 lat, jest samotną matką dorosłego syna, pracuje jako położna w upadającym szpitalu. W wolnym czasie uprawia działkę. Nie pije, nie pali i jest wegetarianką.

Aby widza przekonać do bohaterki reżyser pokazuje trzy porody naturalne i jeden za pomocą cesarskiego cięcia. W filmach nie wolno męczyć zwierząt – czy noworodków to nie dotyczy?

Jak Beatrice jest rozpasana tak Claire wycofana ale w pracy bardzo zaangażowana i empatyczna.

Mimo wielkiego żalu jaki ma do Beatrice Claire opiekuje się nią i próbuje choć trochę ukrócić niszczące nawyki seniorki. Oczywiście bez skutku.

Na pytanie dlaczego nie wzięła lekarstw Beatrice odpowiada: bo mi nie smakują. Albowiem tylko przyjemność się dla niej liczy.

Pierwsza część filmu angażuje widza, druga rozczarowuje. Ratują go tylko dwie aktorki grające główne role.

O czym jest ten film? Według mnie o stereotypach.

 O egoizmie niegdyś pięknych kobiet skupionych tylko na sobie i swojej korzyści, wygodzie i przyjemności. Twórcy takim paniom grożą palcem – źle skończycie jeśli się nie poprawicie.

O tym, że wygrywają niezbyt efektowne ale pracowite i odpowiedzialne bo to one znajdują w końcu miłość i opiekę mężczyzny.

O kojącym wszelkie smutki i stresy działaniu z natury.  Ale przecież jest piosenka o ogródkach działkowych co to poza trupem nic na działkach się nie dzieje.

Także o bezwzględności kapitalizmu i technologii nawet w takiej dziedzinie jak służba zdrowia.

Nie polecam.

 

 

 

20:28, alodia1949 , o filmie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 września 2017

Rozmowa z dziennikarzem może być różna w skutkach. Po tej zapewne przybędzie mi paru wrogów, więc będę miała materiał na następne opowiadania kryminalne.

Wywiad dotyczy moich działań w pierwszej "Solidarności", internowania i poglądów na teraźniejszość. 

 

https://l.facebook.com/l.php?u=http%3A%2F%2Fbit.ly%2F2gv1KDx&h=ATO7pK8D1Q7dUdLyzDW_GVvns979-ok9kyYRthZwppDMWHFB-Y188_Au5U-A-asw31-IqsTF7qoJjUihrgdKUZG61H0A1t-4tYqCm_vC4CB6N8ZtOS7Esf-MpQ86nwf1WM3OT2mcOhYkbgdMKfNmQd-5SUSnzqF11z9ORjWJeYjOxFPu7k-0fOuKWvquxa0lOO1CX_tJ_a6dUK_2ErTu-sIBxWwz2j_91njP9OVFr5pfSrk-D0hsAOblxmMew8wyHn-8uVJWhFKDmndV6rxL0VRDPRJO1MYbcejaLTGxqA7_vw

sobota, 26 sierpnia 2017

 

„Agentka specjalnej troski” rez. Dany Boon

 

WSTĘP:  Policja – umundurowana i uzbrojona formacja przeznaczona do ochrony bezpieczeństwa ludzi i mienia oraz do utrzymywania bezpieczeństwa i porządku publicznego.

O filmie:

Dany Boon nakręcił już jedną kasową komedię „Jeszcze dalej niż północ”. Nowy jego film ma szansę powtórzyć ten sukces.

Oba obrazy dotyczą stereotypów. Poprzedni dotyczył mieszkańców północnej Francji  obecny zaś kobiet w policji.

Joanna Pasquali  (Alice Pol) jest specyficzną policjantką, bo pełną zaangażowania, które jest odwrotnie proporcjonalne do skutków. Jej marzeniem jest wstąpienie do jednostki specjalnej RAID ale każdy kwalifikacyjny sprawdzian oblewa.

 Jej tatuś jest ministrem spraw wewnętrznych i wymusza na podwładnym przyjęcie córeczki do policyjnych wybrańców.

Joanna mieszka z partnerem – synem potentata na rynku opon o nazwisku Dubarry. Madame D. nie lubi przyszłej synowej, może dlatego, że Jo jest wyższa i silniejsza od synka okularnika.

Ojciec bohaterki i przyszły zięć mają nadzieję, że trudy służby spowodują rezygnację i ustatkowanie się Joanny. Ale dziewczynie bardzo się w RAIDzie podoba. 

Bezpośrednim przełożonym Jo jest Gene (Dany Boon) sfrustrowany rozwodnik, który uważa, że baby nie mogą być w ich jednostce, bo w razie niebezpieczeństwa piszczą, wrzeszczą i ciągle sikają.

Bohaterka mimo ciągłych wpadek – a to zrani prezydenta w głowę, a to pomoże uciec rabusiom, a to radośnie zdradzi tajemnicę służbową pierwszemu lepszemu bubkowi, nie poddaje się.

To film pełen gagów jak w komedii slapstickowej, która charakteryzuje się dużą ilością ruchu, postacie są mocno przerysowane i przeżywają groteskowo niebezpieczne przygody. Momentami nawet jest ich za dużo.

Ma też pełne humoru dialogi i postaci – nie sposób się w trakcie seansu nudzić.

Aktorsko film jest wyrównany, szczególnie jeśli chodzi o główne role.

Chyba niepotrzebnie dodano wątek romansowy ale to możemy darować twórcom filmu.

Bo przy okazji jest on o dążeniu do celu, niepoddawaniu się przeciwnościom i spełnianiu własnego marzenia. Polecam.

Tagi: Policja
15:39, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (2) »
sobota, 19 sierpnia 2017

Już o tym pisałam, że przed przejściem na emeryturę postanowiłam napisać książkę w której zabiję (jako autor, nie w rzeczywistości) swoich wrogów. Powstało 20 opowiadań.

W internecie są oferty różnych wydawnictw ale w końcu zdecydowałam się na drukarnię znajdującą się przy mojej ulicy. Miało być dobrze ale wyszło jak zwykle - czyli nie uzyskałam pomocy od fachowca - redaktora tekstów, a o drugim nie wiedziałam. W drukarni tekst poszedł w takiej postaci jaką przekazałam. Nie udało mi się wyłapać wszystkich literówek no i są też inne błędy. Co zauważają tylko fachowcy, na szczęście. Różnym znajomym, przede wszystkim tym, którzy występują w opowiadaniach daję książkę w prezencie, z dodatkami wykonanymi własnoręcznie - zakładką w postaci sówki i kota oraz kolażem z kocim motywem. 

Oto przykład takiego pakietu (dwie wersje kolażu - na ciemnym i na jasnym tle):


Na spacerze ze znajomą po Parku Szczytnickim wymyśliłam, że przydałaby się mapa miejsc akcji. Skserowałam więc część planu Wrocławia i będzie to kolejny dodatek.


sobota, 12 sierpnia 2017

 

  „Kedi – sekretne życie kotów”

Reż. Ceyda Torun

 

WSTĘP: Koty jak piosenka – są dobre na wszystko

O filmie:

Jest to film nie tylko o sekretnym życiu kotów.

To obraz o mieście, budynkach, zaułkach, targowisku, o ludziach i oczywiście przede wszystkim o kotach. Nakręciła go kobieta. Według mnie to ważne, bo do tematu podeszła z miłością.

Kamera śledzi wędrówki, miejsca odpoczynku, sposoby zdobywania pożywienia i gniazda rodzinne różnych kotów:   Spryciary, Przylepy, Sułtana, Flirciarza, Bestii, Szajby i Cwaniaka. Reżyserka potrafi śledzić jednego kota przez dłuższy czas i to są najlepsze fragmenty tego filmu.

 Pokazuje różne sytuacje: walkę o swój teren, wskakiwanie na drzewo przez gzyms i na balkon mieszkanki kamienicy, karmienie kocich dzieci, wygrzewanie się na fotelach, występach i dachach budynków.

Nie pokazano ani jednej sytuacji, która byłaby zagrożeniem dla zdrowia i życia kota ze strony ludzi. Nawet odrobiny niechęci.

Wypowiadają się o nich różne osoby – ekspedientka, właściciel baru, karmiciele, rybak, plastyczka, straganiarze. Niektórzy uważają, że przez koty mają kontakt z Bogiem.

Koty w Stambule to nie tylko te wolno żyjące ale o nich jest opowieść.

 Jednak i one potrzebują ludzi – karmienia, pomocy weterynaryjnej czy głaskania. To wspaniała symbioza. Koty nie są wredne i egoistyczne – odwdzięczają się  – a to tępieniem szczurów, a to wskazaniem leżącego portfela z sumą ratująca trudną sytuację życiową. A nawet stają się lekiem na cale zło, czyli depresję.

Najchętniej buszują na targowisku, bo tam jest pod dostatkiem ryb i innego jedzenia. Co się stanie gdy władze miasta zlikwidują to miejsce? Gdzie się biedaki podzieją?

Może jednak powinno się pomyśleć o częściowej chociaż sterylizacji.

Potrafią sobie jednak radzić na przykład domagając się poczęstunku od gości w restauracji siedzących na zewnątrz lokalu lub drapiąc w szybę baru. Czy nikt im nie odmawia? Na filmie jest ogólna aprobata dla tych pełnoprawnych mieszkańców miasta.

Ale zdarza się, że ktoś wyrzuci kota z domu i ten szuka nowego. A nawet podrzuci rybakowi kocięta. Więc idealnie nie jest – ale nobody`s perfect. Nawet Turcy w Stambule.

Polecam.

 

Tagi: stambuł
14:22, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 79
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek