O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
sobota, 25 czerwca 2016

Jacek Inglot – Wypędzony. Breslau - Wrocław 1945. Instytut Wydawniczy Erica 2012

WSTĘP: „Reguły gry w powojennym świecie przypominały ruletkę. Zwłaszcza tu, w Breslau, królował przypadek.

O autorze:

Jacek Inglot urodził się 1 czerwca 1962 roku w Siedlcu Trzebnickim. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie we Wrocławiu. Potem pracował jako nauczyciel w I LO we Wrocławiu.

Zadebiutował w połowie lat 80-tych XX wieku na łamach pism o tematyce fantastycznej.

Wydał powieści „Inquisitor”, „Quietus”, zbiór opowiadań „Bohaterowie do wynajęcia” i baśń fantasy „Eri i smok”.

Napisał też powieść o tematyce współczesnej pt. „Porwanie Sabinek”.

O książce:

Napisano parę książek o Festung Breslau, są też wspomnienia opowiadające losy Polaków w powojennym Wrocławiu.

„Wypędzony” to chyba jedyna powieść skupiająca się na czasie gdy miasto to jeszcze nie był Wrocław, a już nie Breslau.

Akcja książki zaczyna się w czerwcu 1945 roku. Głównym bohaterem jest Jan Korzycki  AK-owiec, który uciekł z więziennego transportu. W retrospekcji dowiadujemy się jak wpadł w łapy UB, w jaki sposób go przesłuchiwanego,  dlaczego udało mu się uciec i dzięki komu dostał fałszywe dokumenty.

Ziemie Zachodnie przez propagandę nazywane „odzyskanymi” (ostatnio należały do Polski w XIII wieku) i bezhołowie tam panujące sprzyjały ludziom, którzy chcieli odciąć się od przeszłości i wszechwładnego Urzędu Bezpieczeństwa.

Ale na krótko. Dlatego też Korycki zostaje milicjantem i zakłada posterunek w okolicy placu Grunwaldzkiego mając zapewne nadzieję, że pod latarnią najciemniej.

Do Wrocławia i na Dolny Śląsk masowo jechali szabrownicy, choć i tak najwięcej kradli Rosjanie.

Tworzyły się bandy przestępcze, także polsko-rosyjskie, czy rosyjsko-niemieckie, bezwzględnie rabujące wszystko i wszystkich.

W mieście pozostali jeszcze rdzenni mieszkańcy – ok. 200 tysięcy przekonani, że lada chwila wybuchnie trzecia wojna i skończy się ta sowiecka nawałnica. Ku ich rozpaczy zaczęto masowe wywózki, opisane szczegółowo, z drastycznymi scenami. Żądni władzy politycy nigdy nie liczą się z pojedynczymi ludźmi.

Autor przeczytał wiele wspomnień pionierów wrocławskich i na ich podstawie stworzył obraz miasta tuż po wojnie: „To miasto było jednym wielkim grobem”. Dominował smród spalenizny i rozkładających się trupów oraz szczury.

Dotychczasowi i nowi mieszkańcy radzili sobie jak mogli, aby nie umrzeć z głodu. Powstały więc targowiska zwane szaberplacami.

Korzycki wędruje po mieście dzięki czemu poznajemy stan różnych budowli – kościołów, hotelu Monopol, opery, pomników. „Całe miasto w proszku a te cholerne Prusaki na cokołach nietknięte – stwierdza kolega bohatera.

Polskie władze w postaci prezydenta i milicji  próbowały zapanować nad bandami szabrowników, w tym także Rosjanami – jak im się to udawało przeczytacie w książce.

Nie obyło się bez wątku romansowego ale bez happy endu choć się zapowiadał.

Sporą wadą książki jest to, że autor podaje tylko niemieckie nazwy ulic, trudno więc zorientować się gdzie akcja się toczy.

Na okładce książki napisano „Śledztwo w powojennym Wrocławiu” a to przecież nie jest kryminał.

Inglot na końcu informuje czytelników: „Nie chodziło mi jednak o dokumentalną relację, lecz o literacki rozrachunek z tamta epoką – gdy po upadku hitlerowskiej twierdzy zanikał Breslau – a rodził się Wrocław.

Polecam do przeczytania „Wypędzonego”, a potem „Dom tęsknot” Piotra Adamczyka. Opowiadają one o  Wrocławiu , w różny sposób ale obie zawierają wiele nieznanych nam faktów.

 



sobota, 18 czerwca 2016

Stefan Chwin - Panna Ferbelin, Wydawn. TYTUŁ Gdańsk 2016

 

WSTĘP: "...walka z ludźmi o władzę daje tak silne złudzenie intensywności życia, że nie mamy czasu na rozpacz".

O autorze: 

Stefan Chwin to polski powieściopisarz, krytyk literacki, eseista, historyk literatury, grafik związany z Gdańskiem, doktor habilitowany, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Gdańskiego na Wydziale Filologicznym. Laureat nagrody im. Andreasa Gryphiusa - jednego z najważniejszych niemieckich wyróżnień literackich.

O książce:

Gdańsk w tej książce Chwina to Danzig na początku XX wieku. Autor nie napisał jednak powieści historycznej. To raczej autorska wizja tego miasta i jego mieszkańców.

Tutaj fakty autentyczne mieszają się z faktami bliskimi prawdy a czasem bardzo dalekimi. Jednak, aby nas przekonać do swojej wizji podaje szczegóły topografii miasta ? mieszając nazwy polskie i niemieckie.

Prowadzi nas ulicami obok kwiaciarni pani Helstein, kawiarni Mayersa, opisuje wnętrza domów gdzie mieszkają ludzie o różnym statusie materialnym.

Tytułowa panna Ferbelin ma na imię Maria i jest nauczycielką w prywatnych domach, tutaj uczy syna prokuratora Hammelsa komendanta miasta.

To czas kryzysu ale daje się jej załatwić rządowe zlecenie dla ojca stolarza na wykonanie szubienic.

I tu pojawia się motyw śmierci przewijający się przez całą książkę.

Kobieta umiera zaraz po narodzeniu dziecka. Ojciec i syn są w nieustannej traumie po tym wydarzeniu.

Co nie przeszkadza, aby tatuś kazał chłopcu zastrzelić rannego psa. Okrutna to scena.

??wszystko zostanie pożarte przez śmierć. Śmierć pożre wszystko, całą Ziemię i kosmos.?

Motyw śmierci łączy się też z innym bohaterem Kurtem Niemandem, który wprawdzie jest traserem w stoczni ale po pracy staje się Nauczycielem z Neustadt głoszącym na wzgórzu, że Bóg nie potrzebuje pośredników a robotnicy powinni walczyć o większe płace. Chodzi po wodzie, wskrzesza zmarłych, uzdrawia chorych. Przez swych uczniów nazywany jest Mistrzem.

Zostaje zatrzymany przez władze i biczowany w piwnicach policyjnych.

Kłania się ?Mistrz i Małgorzata? choć tu jest Mistrz i Maria.

A, że to Gdańsk i stocznia to Chwin nie odmówił sobie opisania strajku nawiązującego do wydarzeń z lat 1970 i 1980. Tyle, że w książce robotnicy mają tylko jedno żądanie: pięciogodzinny dzień pracy co dla mnie jest kpiną z dwudziestu jeden postulatów z 1980 roku. A nazwę "Solidarność" autor przerobił na "Braterstwo".

Mamy w książce także wątek miłosny a nawet sensacyjny, bo miłość nie tylko wszystko wybaczy ale posunie się o wiele dalej, aby uwolnić ukochanego z łap oprawców.

Nie obyło się bez aktualnego wątku ataków terrorystycznych i walki o władzę.

Czyli dla każdego coś niemiłego.

Jednak, mimo wielu celnych przemyśleń jak:

 "Brakuje nam bliskich więzi, szczerości i harmonii?,

"...każdy człowiek jest własnością tych, którzy sprawują władzę..., bo w każdym państwie każdy może zostać w dowolnej chwili wyciągnięty nocą z własnego łóżka przez chłopców na posyłki i wywieziony w nieznane miejsce?

książkę czyta się opornie, także dlatego, że dialogi nie są oddzielone od narracji i opisów. Według mnie zabrakło redaktora, który ośmieliłby się przeredagować tekst.

W internecie przeczytałam, że autor powiela tu wątki ze swoich poprzednich książek. I to nie jest zaleta.

Polecam tylko wytrwałym czytelnikom.

 

sobota, 11 czerwca 2016

Jak w każdy piątek wczoraj dyżurowałam w Bibliotece Sąsiedzkiej. Przyszła czytelniczka z moich dwóch ostatnich bibliotek (Galla Anonima i Parkowa). Mieszka na moim osiedlu, spotkałyśmy się na trasie i namówiłam ją, aby wypożyczała u nas książki. Zasiliła nasze zbiory paroma pozycjami - w nagrodę dostała wykonane przeze mnie zakładkę sówkę i breloczek w postaci kociej łapki.

Miła pani Agnieszka przywiozła książki od pani Halinki - a to wszystko dzięki temu, że chodzę na (prywatnie opłacane) masaże. Wszystkie trzy jesteśmy pacjentkami pana Andrzeja.

Tramwaje niektóre zmieniły swoją trasę, więc do rynku szłam piechotą przez Most Uniwersytecki. I przypomniałam sobie czwartkowe spotkanie z "pracową" koleżanką, która stała na ulicy i paliła papierosa. Na powitanie powiedziała, że zawsze kiedy mnie zobaczy zachwyca się moim wyglądem. No, nie chodzi o piękną, szczupłą figurę ale o twarz. Na co ja mało taktowanie odpowiedziałam: no bo ja nie palę. Koleżanka, że zna wiele osób niepalących z gorszymi twarzami. Więc nie oparłam się pokusie, aby stwierdzić, że to mój dobry charakter tak się przejawia, hahahaha.

Wracając do wczoraj szłam do rynku ulicą Kuźniczą i natknęłam się na kolejnego krasnala:


W gablotach na I piętrze Dolnośląskiej Biblioteki Publicznej umieszczono wiele rysunków studentów Instytutu Bibliotekoznawstwa, wystawa nosi tytuł "Książki na wesoło":

A na zajęciach robiłyśmy, w założeniu, filcowe etui na okulary lub komórkę. Zabawne było to, że instruktorki musiały młodym uczestniczkom pokazywać podstawowe wzory/sposoby szycia. Ja zaszalałam i kosmetyczkę udziałam. Koci motyw obowiązkowy u mnie jest :). Dokąd biegną te koty> Powitać pańcię i frykasy jakie przyniosła.

To jest tył kosmetyki. Całość pokazałam na facebookowym profilu "Robotki z komódki".



sobota, 04 czerwca 2016

Jacek Hugo – Bader „Skucha”, Wydawn. Agora 2016

 

WSTĘP: ”Bunt i pokojowa walka Solidarności to jedyne, obok wielkopolskiego, polskie powstanie, które kończy się zwycięstwem”

O autorze:

 Jacek Aleksander Hugo-Bader urodził się 9 marca 1957 roku w Sochaczewie. Jest dziennikarzem i reportażystą.

Ukończył studia pedagogiczne. Pracował jako nauczyciel, pedagog szkolny, socjoterapeuta a także wykonywał różne prace fizyczne.

Był szefem kolportażu MKK „Solidarność” wydającej podziemne pismo „Wola” i drukującej „Tygodnik Mazowsze”.

Opublikował książki: „Biała gorączka”; „W rajskiej dolinie wśród zielska”; „Dzienniki kołymskie”; „Długi film o miłości”; „Skucha”.

Zrealizował cztery filmy dokumentalne.

Otrzymał liczne nagrody.

O książce:

„Skucha” zaczyna się jak powieść sensacyjna. Dwóch mężczyzn po ciemku, ukradkiem, w ogródku wykopuje staroświecki słoik typu weck (wek) zawierający bardzo ważne dane. Jest to spis osób i adresów siatki kolportażowej największej w Warszawie organizacji podziemnej lat 80-tych XX wieku.

Dokument ten otrzymuje autor i według niego teraz odwiedza mieszkańców Warszawy i okolic.

Wymienionymi na początku osobami dramatu jest dziesięciu mężczyzn i cztery kobiety plus chór konspiratorów (7 osób) i chór rodzinny (także 7).

Autor nazwał ich „Kolumbowie rocznik 50” choć są wśród nich i starsi.

Dlaczego powstała ta książka?

 „Chciałbym … opowiedzieć jak żyje się działaczom, bojownikom podziemia demokratycznego w Polsce, którą sobie wywalczyli”.

Ale najpierw pada pytanie dlaczego to robili? Powody były różne, więc autor próbuje je znaleźć w pochodzeniu, rodzinach opozycjonistów. Jakie wzorce i ideały im przekazano.

Nie ma jednak prostej zależności, że dom z patriotycznymi tradycjami wychowuje dzieci, które walczą o wolność dla kraju.

Czasem w ten sposób walczą o wolność osobistą, bo uciekają z toksycznego domu gdzie rządzi alkohol, trauma po obozie koncentracyjnym, choroba psychiczna lub jest to jakby kontynuacja walki podziemnej z okresu II wojny.

Z tego reportażu dowiadujemy się jak powstał tygodnik „Wola”, kto go tworzył, jak go drukowano i kolportowano, kto pierwszy wpadł i siedział za to w więzieniu.

Ale także w jaki sposób Marek H. po wprowadzeniu stanu wojennego wraz z przedstawicielami różnych zakładów pracy tworzy podziemne struktury NSZZ „Solidarność”.

Książka składa się z kilkudziesięciu krótkich rozdziałów, każdy z nich ma niebanalny tytuł np. „FABRYKA. Świętej pamięci zamęt”, czy „DWÓR. Indiańskie dziargi na twarzy”

Pewną trudność może sprawiać czytelnikom sposób w jaki autor przedstawia losy bohaterów. Nie jest on łatwy, bo jedna osoba opisana jest w różnych rozdziałach. Hugo-Bader może w ten sposób chciał nas zmusić do koncentracji w czasie czytania. A nawet cofania się na poprzednie strony.

Rozmowy przeprowadzał zarówno 21 lat temu jak i współcześnie i nie wszyscy rozmówcy zgodzili się na podanie swoich danych dlatego portrety niektórych bohaterów to zlepek faktów z życia kilku osób.

Ten reportaż to najnowsza historia Polski – polityczna i gospodarcza a także opowieść o polskim piciu, służbie zdrowia, obsesjach, frustracjach, rodzinnych tragediach i rozgoryczeniu.

„Skucha, bracie wyszła, bo w tym kraju byle złodziej jest bezkarny a ja czuję się stłamszony. Tego się dorobiłem w wolnej Polsce” stwierdza biznesmen.

Autor najmniej pisze o sobie samym za to odkrywa kuchnię reporterską: Reporter „…kombinuje zaobserwowane, a najczęściej usłyszane historie, fakty i postaci, bo nie wszystko przecież można znać z autopsji”.

Ja trochę znam i książkę polecam.



sobota, 28 maja 2016

Jeffries Sheila – Salomon - kot, który leczył duszę. Wydawnictwo „Amber” 2015

TYTUŁ: Kot magiczny

WSTĘP: Opowieść pisana sercem

O autorce:

 Sheila Jeffries urodziła się 13 maja 1948 roku. Jest Angielką mieszkającą w Australii. Była profesorem nauk politycznych na Uniwersytecie w Melbourne.

O książce:

Salomon to postać prawdziwa. Żył 23 lata i tak zachwycił autorkę, że napisała o nim książkę.

Choć może to on osobiście wszystko podyktował swojej pani.

Opowiedział o tym jak był świetlistym kotem mieszkającym w świecie duchów i dostał do wykonania zadanie specjalne - pomaganie pewnej kobiecie.

Kiedyś był kotem Ellen – dziewczynki uwielbiającej grać i tańczyć. Teraz jest ona dorosłą kobietą, mieszkająca z mężem i synkiem w domu swojej matki.

Mąż jest hazardzistą i rodzina traci to miejsce.

Komornik „Kark miał sztywny, oczy zimne jak lód i serce opancerzone metalem”.

„Co się stało, że Ellen tak bardzo się zmieniła? Życie się stało”.

Narratorem jest kot – wielu spraw ze świata ludzi nie rozumie, więc anioł opiekun objaśnia co i dlaczego.

Mamy więc elementy magiczne albowiem Sheila Jeffries wierzy, że czarno-białe koty są obdarzone siódmym zmysłem i potrafią same znaleźć sobie właściciela, który jest im przeznaczony.

Autorka interesująco pisuje kocie zabawy i zachowania w domu oraz ogrodzie.

Także trudne, a nawet tragiczne przejścia  kotów bezdomnych i ich przyjaźnie z innymi zwierzętami.

Kocią umiejętność porozumiewania się z bliskimi ludźmi i kojący wpływ jaki mają na opiekunów.

Jest to też opowieść o nieudanym małżeństwie, konsekwencjach nałogu małżonka i o tym, że czasem trzeba porzucić ukochane zwierzę, aby ocalić siebie.

To książka optymistyczna, więc ma happy end ale w większości treść wcale nie jest radosna.

Książkę kończy rozdział „Prawdziwy kot Salomon”.

********************

Jarosław Iwaszkiewicz – Kocia książka, Oficyna Wydawnicza WilkiKról, Kopenhaga 1933, Warszawa 2015

TYTUŁ: Kotka pisarza

WSTĘP: „Pisarza Jarosław Iwaszkiewicza nie trzeba przedstawiać. Nie wszyscy jednak wiedzą, że przed wojną był on także dyplomatą”.

O autorze:

Jarosław Iwaszkiewicz urodził się 20 lutego 1894 roku w Kalinku, zmarł 2 marca 1980 ROKU W Warszawie.

Polski pisarz, poeta, eseista, librecista  dyplomata.

 Współtwórca grupy poetyckiej „Skamander”. Prezes Związku Literatów Polskich w latach 1959 – 1980.

O książce:

W 1932 roku Iwaszkiewicz był drugim sekretarzem RP w Kopenhadze. Z żoną i córkami pisarza zamieszkała też kotka Bukasia. I jej jest poświęcona ta książka.

Rodzina rozstawała się na lato, więc Bukasia (ręką ojca) pisała listy. Najbardziej lubiła psocić, więc zawsze się chwaliła tym co zrobiła.

Pisarz i jego córki zainspirowani osobowością kotki napisali wierszyki i narysowali ilustracje do jedynego, stworzonego przez siebie, egzemplarza kociej książki.

Współczesna edycja zwiera fragmenty listów ojca dotyczące kotki, ilustracje Iwaszkiewicza, jego córek i  Alicji Rose.

Całość opracowała Anna Król, a pierwszy rozdział nosi tytuł: „Niezwykły skarb odnaleziony na strychu, czyli krotka historia Kociej książki.

Z jednego z wierszyków dowiadujemy się co trzeba kotu:

„Kotu trzeba drzwi otwierać,

Kotu trzeba w tył zazierać,

 Kotu kąpiel przygotować

Kotu kompot ugotować”.

Książka jest bardzo starannie wydana, będzie więc cenną pozycją w księgozbiorze kocioluba.

Ewie bardzo dziękuję za ten prezent.



sobota, 21 maja 2016

„Wszystko gra” reż. Agnieszka Glińska

 

WSTĘP: Polskie „Mamma Mia” czy zmarnowana szansa na musical?

Film zaczyna się piosenką „Jak dobrze wstać skoro świt”, śpiewa ją Zosia (Eliza Rycembel) uciekając przed policją na rowerze. Malowała nocą na murze, z dwiema koleżankami, syrenkę i niebieską dziewczynkę. Bo studiuje na ASP i buntuje się przeciwko rzeczywistości.

Wraca do domu prawie jednocześnie z matką o imieniu Roma (Kinga Preis), która jest sprzątaczką w muzeum przyrodniczym.

A przed domem babcia (Stanisława Celińska) zamiast „Kiedy ranne wstają zorze” śpiewa „Ty pójdziesz górą a ja doliną” miksując ziołowy koktajl.

Mieszkają w starym klimatycznym domu, który zdaje się być spokojną przystanią. Niestety niejaki Woland (kłania się Goethe i Bułhakow) Lis rości sobie prawa do tego budynku.

Babcia wie w jaki sposób rodzina otrzymała posiadłość a my poznajemy tajemnicę w retrospekcjach.

Ale przecież jest to film muzyczny. I rzeczywiście piosenek tu mnóstwo, tańca też. Ale nie zawsze te elementy łączą się z fabułą, niestety.

Najbardziej podobał mi się tercet liryczny Celińska – Preis - Rycembel wykonujący piosenkę „Jej portret”.

Oraz duet taneczny Preis i Fabijański na Moście Gdańskim – są prawie jak Fred Astaire i Ginger Rogers.

Mamy tu także nawiązanie do klasyki polskiego filmu – piłkarz na aucie po nocnej hulance wraca do domu w ten sam sposób jak Łazuka w „Nie lubię poniedziałku”, a w domu ogląda „Ostatni dzień lata” Tadeusza Konwickiego.

Film stoi (inaczej by się zawalił) trzema aktorkami i ich postaciami: Celińska, Preis i Rycembel.

Nie rozumiem po co do filmu wstawiono animacje no i finał (gra jaką prowadzą Zosia i Woland) jest dość dziwny.

Dla mnie znacznie lepsza jest ostatnia scena, bo z czarnym kotem.

To byłby fajny film o tym co w życiu jest ważniejsze: zabetonowanie wszystkiego pod kolejne wieżowce dla dużego zysku czy miłość, przyjaźń i rodzina.

 Ale się nie udało choć miło oglądało.



sobota, 14 maja 2016

 Muzeum "Pana Tadeusza" już działa. Wszystkiego można się dowiedzieć na stronie: http://www.pantadeusz.ossolineum.pl/pl/o-muzeum/misja-muzeum?

Oglądałam eksponaty, słuchałam tego co mówi przewodniczka i zastanawiałam się kto z czytelników orientuje się w rodzinnych powiązaniach bohaterów epopei.

Jak na bibliotekarkę przystało mam egzemplarz wydany w 1980 roku przez Zakład Narodowy im. Ossolińskich w 1980 roku.

Warto taki mieć, bo oprócz głównego tekstu znajdziemy tam dłuuugi wstęp składający się z kilku rozdziałów przybliżający nam tamte czasy i nie tylko. A na końcu mamy "Osoby dramatu" i stąd wiem już dokładnie who is who.

Dom Horeszków

Stolnik i jego żona, on zginął w 1792 roku.

Ich córka Ewa wyszła za mąż za kasztelanica witebskiego w 1793 roku. Ten został zesłany na Sybir, żona z nim pojechała, zostawiając małą bardzo Zosię pod opieką Telimeny.

Zosia - 14 lat.

Hrabia - daleki krewny Horeszków, po kądzieli, w czasie opowieści ma 25 lat.

Gerwazy Rębajło - Klucznik Stolnika.

Telimena - podaje się za adoptowaną przez Horeszków, wychowywała się z Ewą, ma trzydzieści kilka lat. Lecą na nią głownie mrówki oraz oczadziały od dziesięcioletniej nauki Tadeusz.

Dom Sopliców

Sędzia - kawaler

Jacek Soplica - jego brat, około 50-tki, czyli ksiądz Robak (żeby nie było wątpliwości - Jacek się ożenił nie będąc księdzem).

Tadeusz Soplica - syn Jacka, 20 lat

Telimena - powinowata Sopliców.

Podkomorzy - przyjaciel Sędziego, ojciec trzech córek.

Wojski Hreczecha - daleki krewny Sędziego, ma córkę Teklę.

Rejent Bolesta

Asesor

Woźny Protazy Brzechalski.

Zauważcie, że ta książka to opowieść głównie o mężczyznach - bo baby to do rodzenia dzieci, opiekowania się nimi, posługi dzienno-nocnej, no i wydawania za mąż, a w związku (często niechcianym) mają być posłuszne i zachwycone swoim losem. Jak ja lubię takie mizoginiczne dzieła literackie. Pasjami po prostu.

A na koniec coś smacznego:

"Różne też były dla dam i mężczyzn potrawy:

Tu roznoszone tace z całą służbą kawy,

Tace ogromne, w kwiaty ślicznie malowane

Na nich kurzące wonnie imbryki blaszane

I z porcelany saskiej złote filiżanki;

Przy każdej garnuszeczek mały do śmietanki.

.............................................

Panie starsze już wcześniej wstawszy piły kawę

Teraz drugą dla siebie robiły potrawę:

Z gorącego, śmietaną bielonego piwa,

W którym twarog gruzłami posiekany pływa.

   Zaś dla mężczyzn wędliny leżą do wyboru:

   Półgęski tłuste, kumpia, skrzydliki ozoru,

   Wszystkie wyborne, wszystkie sposobem domowym

   Uwędzone w kominie dymem jałowcowym;

   W końcu wniesiono zrazy na ostatnie danie:

   Takie bywało w domu Sędziego śniadanie."

Kobiety, pewnie jako te gorsze nie dostawały wędlin tylko jakieś paskudztwo - biały ser w piwie. A może to jest pyszne - czy ktoś dzisiaj próbował tego smakołyku? W oryginale tak jest: twarog

Kumpia to szynka.

We Wrocławiu nie ma już tradycyjnej księgarni Wydawnictwa Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, więc ich wydania "Pana Tadeusza" musicie szukać gdzie indziej. Może w muzeum - jest tam sklepik z pamiątkami.






sobota, 07 maja 2016

„Zapomniane słowa”. Pomysł i redakcja Magdaleny Budzińskiej. Wydawnictwo Czarne Wołowiec 2014

WSTĘP: „Słowa umierają tak samo jak ludzie, śmiercią nagłą lub powolną, okrutną bądź w miarę łagodną, nieoczekiwaną lub wyczekiwaną…”  Tomasz Różycki.

O autorce:

Ukończyła Wydział Polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, od czerwca 2007 roku jest redaktorką prowadzącą Wydawnictwo Czarne.

O książce:

Wstęp do książki napisała Urszula Kozioł - poetka. Na końcu w rozdziale „Moje zapomniane słowa” można wpisać swoje.

To nie jest słownik ale opowieści, wspomnienia, skojarzenia na temat wybranego słowa napisane przez różnych autorów.

Są wśród nich: Michał Ogórek, Ernest Bryll, Joanna Szczepkowska, Karol Modzelewski, Magdalena Środa, Wojciech Młynarski, Andrzej Stasiuk, Mariusz Szczygieł, Stefan Chwin, Jan Miodek, Jerzy Bralczyk, Olga Tokarczuk, Jacek Hugo-Bader.

Oto subiektywny wybór tych słów:

BERESIĆ  (autor tekstu prof. Stanisław Bereś)  - wygłupiać się, dokazywać.

No to pan profesor ma z nazwiskiem podobnie jak ja, tylko lepiej, bo moje od razu kojarzy się z rozrabianiem.

Tekst zajmuje dziewięć i pół kartki, albowiem Bereś opowiada historię swoich przodków, w tym Macieja, co to u boku Jakuba Szeli piłą rżnął jako prokurator ludowy.

FACECJONISTA (autor Wojciech Młynarski) – człowiek inteligentny, cięty, z wyczuciem pointy i anegdoty.

Tekst ma tylko pól strony ale warto przeczytać.

GWIAZDOPATRZNIA (autorka Joanna Bator) – obserwatorium astronomiczne. Jest opis takiej budowli.

KRACHLA (autor Zbigniew Benedyktowicz) –  przywołująca wspomnienia autora z dzieciństwa gdy pił oranżadę z jednej butelki z dwoma braćmi a ich ojciec się niecierpliwił.

KRYG (autor Antoni Kroh) – uzda, kaganiec, munsztuk, wędzidło.

„Gdy mama wychodziła za mąż, kowal zrobił dla niej bransoletkę w kształcie krygu” – tak zaczyna się opowieść.

ŁAPSERDAK (autor Konstanty Gebert) – jakoś lubię to słowo, milej brzmi niż lump czy menel.

Według autora to urwipołeć, huncwot, łobuz ale niegroźny i właściwie sympatyczny.

No i jest przypisana do tego słowa historia.

PRZEŹMION (autor Jan Jakub Kolski) – „No i przeźmion stał w kącie. Dziadek ważył podkładki pod chomąta, by dowodzić chłopom, że są lekkie jak puch”.

Proszę przeczytać całą opowieść.

SAMOWTÓR (autor Filip Łobodziński) – „Czyli z jednym tylko kompanem”. Jest ciąg dalszy.

SUTY   (autor Paweł Bravo) – suto zdobione, suto zastawiony stół. Cały tekst jest dłuższy, oczywiście.

ŻYDKI (autor Paweł Śpiewak) – „W dzieciństwie czasem trafialiśmy na „żydki”. To były wyjątkowo rzadkie orzeszki”. Co to były za rarytasy – sięgnijcie po książkę.

To nie jest pozycja do czytania jednym tchem tylko do powolnego smakowania, przypominania sobie własnych skojarzeń, rodzinnych opowieści, lektur zapomnianych, filmów obejrzanych.

Może niektórych  słów będziecie używać po zapoznaniu się z książką. Mam taką nadzieję.

Polecam.



sobota, 30 kwietnia 2016

Jacek Hugo-Bader – Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak. Wydawn. Znak, Kraków 2014

WSTĘP: „Przyjaciela nie opuszcza się nawet wtedy, gdy jest już tylko bryłą lodu” – Wawrzyniec Żuławski

O autorze:

Jacek Aleksander Hugo-Bader urodził się 9 marca 1957 roku w Sochaczewie. Jest dziennikarzem i reportażystą.

Ukończył studia pedagogiczne. Pracował jako nauczyciel, pedagog szkolny, socjoterapeuta a także wykonywał różne prace fizyczne.

Był szefem kolportażu MKK „Solidarność” wydającej podziemne pismo „Wola” i drukującej „Tygodnik Mazowsze”.

Opublikował książki: „Biała gorączka”; „W rajskiej dolinie wśród zielska”; „Dzienniki kołymskie”; „Długi film o miłości”; „Skucha”.

Zrealizował cztery filmy dokumentalne.

Otrzymał liczne nagrody.

O książce:

W  2012 roku pięciu polskich himalaistów postanawia w trakcie zimy zdobyć Broad Peak (Szeroki Szczyt). To dwunasta najwyższa góra świata.

5 marca  2013 – polska ekipa pod kierownictwem Krzysztofa Wielickiego zdobywa szczyt, konkretnie byli to: Maciej Berbeka, Adam Bielecki, Tomasz Kowalski i Artur Małek. Najstarszy z uczestników Maciej Berbeka i najmłodszy Tomasz Kowalski zginęli podczas zejścia, ich ciała tam pozostały.

Wkrótce potem młodszy brat Macieja Jacek Berbeka organizuje wyprawę poszukiwawczą.

Autor w mailu prosi go o dołączenie do ekipy. Planuje nakręcić film i napisać książkę o wyprawie. Książkę w której chce sobie i innym wytłumaczyć dlaczego ludzie się wspinają, na czym polega amok pchający ich w jeszcze niezdobyte góry, narażając swoje i cudze zdrowie oraz życie.

„Wejście na taką górę, to nie tylko wysiłek fizyczny, ale bardzo poważna rozgrywka taktyczna”.

Książka składa się z trzech obszernych rozdziałów: Karawana, Baza, Wycof – każdy z nich ma kilkanaście krótszych części.

Zawiera także wiele kolorowych zdjęć – klatek z filmu, jaki miał powstać. Przedstawiają one zarówno góry jak i obozowiska oraz ludzi – uczestników wyprawy.

Na początku reportażu podane są „Osoby dramatu”, czyli członkowie pierwszej i drugiej wyprawy oraz osoby z którymi autor rozmawiał – członkowie rodziny i osoby ze środowiska wspinaczy.

Książkę kończy „Kalendarium wydarzeń” poczynając od stycznia 2013 roku do 27 lipca oraz mapka z zaznaczonymi trasami obu wypraw.

Autor przedstawia czytelnikom sylwetki himalaistów żyjących i tych, którzy zostali w górach na zawsze.

Rozmawia z żyjącymi wspinaczami, ich rodzinami oraz kolegami ze środowiska.

Pokazuje alpinizm i wspinaczy z różnych punktów widzenia - swojego,  ich samych, rodzin oraz komentatorów internetowych określając te wpisy słowem jazgot.

Hugo-Bader bardzo umiejętnie stopniuje napięcie dzięki czemu książka  czytelnika wciąga,  wyjaśniając przy okazji wiele spraw, szczególnie osobom nie mającym pojęcia o wspinaczce. Przeplata relację z wyprawy życiorysami wspinaczy, przekazuje nam historię himalaizmu i opowiada jak polscy alpiniści zarabiali na wyprawy w PRL-u.

Cytuje zapis rozmów jakie prowadził szef pierwszej wyprawy z kolegami idącymi na szczyt.

Podkreśla karkołomność wypraw i determinację himalaistów. A także próbuje wytłumaczyć dlaczego są od tego uzależnieni.

W Himalajach i Karakorum straciło życie pięćdziesięciu Polaków.

To jest pasja z której wielu ludziom trudno zrezygnować mimo starzenia się.

"Długi film o miłości" to książka o pasji, miłości, uzależnieniu od sukcesu, ucieczce od nudnego przeciętnego życia i starości, o ambicji – często chorej, chęci zaistnienia w mediach i niekiedy o braku odpowiedzialności.

Także o środowisku wspinaczy „…w polskim środowisku alpinistyczno –himalajsko - wspinaczkowym wszyscy kochają się jak wykastrowane, głodne psy zamknięte na mrozie w ciasnej klatce w schronisku”.

 I  o tym co często zachodzi w ich organizmach: „… stopniowe stępienie wrażliwości na ryzyko, z którego rodzi się poczucie nieśmiertelności”.

Dzięki autorowi dowiadujemy się jakie są objawy i skutki choroby górskiej, co to jest „linia śmierci”, jak wspinacze się odżywiają, w co są ubrani i wyposażeni. Z jakiej pomocy korzystają i  ile to wszystko kosztuje.

Dlaczego wciąż idą w te góry? Bo są.

Polecam.



sobota, 23 kwietnia 2016

Taki plakat wymodziłam i w oknie Stowarzyszenia Żółty Parasol powiesiłam:

Osobom, których maile posiadam wysłałam prezentację złożoną z moich kolaży na temat książek i czytania.

Poza tym trzymałam maila od koleżanki internowanej w Gołdapi, że jest Krzyż Wolności i Solidarności, który wybranym kobietom będzie wręczać prezydent Andrzej Duda.

Odpisałam, że wolałabym, aby energię i pieniądze na to przeznaczone przekazać byłym internowanym potrzebującym pomocy.

W następnym mailu koleżanka powtórzyła prośbę, abym wypełniła druk wniosku o przyznanie odznaczenia. Udowadnianie, że na nie zasługuję jest dla mnie upokarzające. Napisałam więc, że nie chcę  go otrzymać. Naprawdę nie jest mi ono potrzebne do szczęścia.

Jakiś czas temu dostałam (bez konieczności wyprawy do Warszawy) medal "Niezłomni" i to mi całkowicie wystarczy.

We wtorek na spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Książki w SKIB-ie omawialiśmy (polecony przeze mnie) "Dom tęsknot" Piotra Adamczyka (nie aktora). Pisałam o niej tutaj.

Na koniec poprosiłam wszystkie obecne osoby (było nas 11), aby powiedziały skąd pochodzą ich rodziny. I okazało się, że moglibyśmy stworzyć taką kamienicę jaką opisał Adamczyk przedstawiając powojenne losy Wrocławia.

Z okazji dzisiejszego święta wszyscy mogli sobie wybrać zakładkę - sówkę przeze mnie wykonaną.

O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek